Najnowsze artykuły
ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać9
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać8
ArtykułyUmrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać23
ArtykułyDlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska102
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Peter Little

Pisze książki: nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Peter Little autor książki Zapisane w genach w kategorii nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.).
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
6,3/10średnia ocena książek autora
23 przeczytało książki autora
15 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Zapisane w genach Peter Little 
6,3

Książka trochę rozczarowuje, a trochę nie. Z drugiej strony ma także ciekawą warstwę futurologiczną. Dotykamy miejscami świata przyszłości rodem z powieści science fiction. Miejscami można się zgubić, a miejscami zanudzić. Daleko jej do np. książki W STRONĘ UŚMIECHNIĘTYCH MASZYN. Ale potencjał był. Niestety trochę sprężyny zabrakło. Cóż! Ale nie jest to zła książka. Warto o tym pamiętać i wyrobić sobie własną opinię. Jakby co...
Zapisane w genach Peter Little 
6,3

To mogła być bardzo dobra książka, gdyby autor nie chciał złapać niemal wszystkich srok za ogon (obszerność poruszanych tematów i ich ilość)i zdecydował się, do jakiego czytelnika ją kieruje. Na początku byłem zachwycony, bo choć zmuszałem się do nie przeskakiwania pierwszych rozdziałów, które mówiły o sprawach dla mnie zupełnie oczywistych – podstawy genetyki, budowa DNA etc. – z racji własnego wykształcenia i zainteresowań, to zachwycało mnie, że można pisać tak prostym i klarownym językiem. Ale im dalej w las, tym ciemniej.
Jeśli książka jest przeznaczona dla kompletnych laików, którzy do tego przysypiali na lekcjach biologii w szkole średniej, to – zwłaszcza w drugiej połowie – książka może wydać się za trudna. Głównym celem autora jest pokazanie, co obecnie, ale i w niedalekiej przyszłości jest możliwe dzięki postępom genetyki i inżynierii genetycznej a co pozostaje w sferze SF i raczej nie ma co się spodziewać, żeby tę sferę kiedykolwiek opuściło. Jakie zagrożenia rozwój tej nauki może przynieść a co pozostaje raczej w sferze zupełnie nieuzasadnionych lęków. Niestety autor wchodzi na tak rozległe obszary medycyny, biologii, socjologii i psychologii człowieka, że bez odpowiedniego przygotowania pojęciowego, odpowiedniego oczytania laik się pogubi i zanudzi. A tam, gdzie nie ma po co upraszczać treści, wręcz infantylizuje. Doprowadza to czasem do wg mnie porażających uproszczeń. I tak możemy na kilku stronach dowiedzieć się, że bakterie… mają potomstwo! Tak, tak! Nie wygląda to na wpadkę tłumacza. Owszem, można mówić o kolejnym pokoleniu bakterii, o bakteriach potomnych, ale pojęcie potomstwa zarezerwowane jest dla organizmów rozmnażających się płciowo. Bakterie rozmnażają się przez podział, więc nie ma „mamusi” i „tatusia” i gromadki ich dzieci ale dwie bakterie potomne są klonami a pierwotna „mamusia” przestaje de facto istnieć. Z jednej „mamusi” powstają dwie.
Jeśli jednak autor pisał dla ludzi zainteresowanych tym i podobnymi tematami, wtedy niepotrzebne zupełnie wydają się liczne uproszczenia. Zupełnie nie pojmuję, dlaczego nie można w książce popularnonaukowej wprowadzić i stosować takich podstawowych pojęć jak translacja, transkrypcja czy allel. Czasem łatwiej jest coś wytłumaczyć zmuszając czytelnika do przyswojenia nowych terminów, niż dookoła łopatologicznie i opisowo tłumaczyć. Pomijam kwestię, że wymienione powyżej pojęcia powinny być znane osobom, które nie wagarowały na lekcjach biologii. To nie są terminy poziomu akademickiego. To, co dla laika przed lekturą, ale zapewne i po lekturze pozostanie czarna magią, dla osób nieco wtajemniczonych wyda się ciekawe, ale… przedstawione pobieżnie i po łebkach.
Osobiście lubię autorów, którzy traktują czytelnika poważnie i nie piszą książek dla każdego.
Mam pewną wiedzę, więc poradzę sobie z lekturą, albo nie mam i odkładam ją na czas, kiedy przy innej się dokształcę.
Zupełnym kuriozum książki jest praktycznie zupełny brak jakichkolwiek schematów i diagramów. Od lat każdy podręcznik akademicki genetyki, biochemii, immunologii czy cytologii może doprowadzić czytelnika niemal do oczopląsu. Wyraźne schematy, dużo koloru. Czasem nie trzeba czytać tekstu, wystarczy spokojnie przeanalizować rysunek, by doznać iluminacji. Ktoś już dawno powiedział, że jedno zdjęcie warte jest tysiąca słów. Wyraźnie autor tego nie jest świadomy. Czytałem uważnie rozdział o odpowiedzi immunologicznej organizmu na obce białka i kompleksie MHC oraz o tym, jak niewielka ilość genów może być odpowiedzialna za wielką złożoność tego układu, ale… niewiele bym z tekstu zrozumiał, jeśli w ogóle cokolwiek. A wystarczyło by kilka rysunków!
Można sobie darować.




























