Wołyń 1939-1944. Historia pamięć pojednanie Władysław Filar 5,8

ocenił(a) na 310 tyg. temu Przeczytałam w życiu już wiele książek dotyczących tematyki wołyńskiej, ale po raz pierwszy spotkałam się z tak suchym, encyklopedycznym, naszpikowanym datami i faktami historyczymi przekazem. Jako, że autor książki był bezpośrednim uczestnikiem tych wydarzeń, liczyłam na bardziej ludzki, emocjonalny przekaz. I owszem, to się w końcu w jakimś momencie pojawiło, ale raczej w kontekście spotkań po latach z dawnymi sąsiadami czy znajomymi, którzy pamiętali rodzinę Filarów z czasów, gdy mieszkali w miejscowości Iwanicze na Wołyniu.
Wszystkie wydarzenia wołyńskie w latach 1939-1944, opisane w książce, miały zbrodniczy, niezwykle krwawy charakter i pochłonęły mnóstwo niewinnych ofiar. Ukraińcy nie oszczędzali kobiet, dzieci i starców, pastwiąc się nad nimi w sadystyczny sposób. Nastąpiła rzeź ludności polskiej, a jej echa odcisnęły się na obu narodach i niechęć jednych do drugich trwa do dnia dzisiejszego. Trafnie oddaje to cytat:" Zabójstw dokonywano z wielkim okrucieństwem, a wsie oraz osady polskie grabiono i palono." Zdumiało mnie to, że Pan Filar w moim odczuciu starał się usprawiedliwiać Ukraińców, tym bardziej, że widział na własne oczy kto mordował i w jaki sposób się to odbywało. Ciężko mi się zgodzić z opinią, która głosi, iż: " Jest to także właściwy krok do oczyszczenia narodu ukraińskiego od zarzutu popełnienia zbrodni wobec ludzkości, bowiem dotyczy tylko niewielkiej części narodu ukraińskiego, a mianowicie szaleńców spod znaku OUN i UPA." Rozumiem, że podtytuł książki to : historia - pamięć - pojednanie, ale ja absoutne nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem zwartym w przytoczonym cytacie, gdyż z innych źródeł historycznych czy wspomnieniowych uczestników wydarzeń wynika, iż mordowali nie tylko banderowcy, ale również zwykli, cywilnemu obywatele Ukrainy, często sąsiedzi Polaków, którzy po dokonaniu mordów, ograbiali domy Polaków ze wszelkiego mienia: pościeli, przedmiotów użytkowych, odzieży, zwierząt gospodarczych.
Autor tych wspomnień urodził się na Wołyniu i spędził tam dzieciństwo i młodzieńcze lata, aż do eskalacji terroru wobec Polaków. Wraca tam po sześćdziesięciu latach aby odbyć podróż sentymentalną i powrócić do czasów, gdy tam mieszkał. Porównuje jak niektóre miejsca wyglądały wtedy, a jak teraz. Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że polskie wsie zrównano z ziemią. Pan Filar relacjonuje też jak wyglądały relacje polsko - ukraińskie przez rzezią wołyńską.
Ze smutkiem muszę przyznać, że z trudem przebrnęłam przez tę książkę. Szkoda, że bezpośredni uczestnik wydarzeń poszedł w daty, statystyki, obszernie i drobiazgowo opisując działania na frontach walk, gdy tymczasem najważniejszy w tym wszystkim był wymiar ludzki, emocjonalny. Nie podobały mi się też sugestie, że pewne postawy Polaków sprowokowały Ukraińców do takiej agresji, przerzucanie winy na OUN i UPA, gdy tymczasem mordowali również zwykli Ukraińcy. Napotkałam też fragmenty ciekawe, poruszające, ale całość niezwykle sucha faktograficznie na tyle, iż część niektórych rozdziałów albo pominęłam albo przez nie tylko przeskoczyłam wzrokiem. Unikatowe i ciekawe zdjęcia. Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Mimo wszystko tak, ale lektura wymaga dużo cierpliwości, uważności, koncentracji i skupienia. Jeżeli interesują was bardziej "życiowe" relacje z Wołynia, to odsyłam do książek Pana Krzesimira Dębskiego, księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego czy Witolda Szabłowskiego.