Najnowsze artykuły
ArtykułyMilion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać5
Artykuły„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać10
Artykuły"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Bogdan Czubasiewicz

Pisze książki: literatura piękna, biografia, autobiografia, pamiętnik, reportaż, literatura podróżnicza
Bogdan Czubasiewicz autor książki U dołu globusa w kategorii literatura podróżnicza.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
5,8/10średnia ocena książek autora
28 przeczytało książki autora
23 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Dwadzieścia osiem róż Bogdan Czubasiewicz 
6,0

„Dwadzieścia osiem róż” jest powieścią o szaleńczej miłości, samotności i dramacie ludzkiego cierpienia.
Z początku wydawała mi się przeciętnym romansidłem nakrapianym PRL-owskimi obrazami.
Z kolejnymi kartkami przekonałam się, że w tej historii jest coś głębszego, coś, co poruszyło moje serce.
Główny bohater, Stefan Czapniewski to człowiek podróży, przygód, pisarz, a przede wszystkim marynista. Pewnego dnia zakochuje się w szalenie pięknej i młodszej o 20 lat mężatce – Elżbiecie. Ich miłość zdaje się rozkwitać do granic szaleństwa. Młoda kobieta stara się usidlić zakochanego w niej mężczyznę. Postanawia wnieść sprawę o rozwód, do czego namawia również dotychczas żonatego Stefana. Gdy wszystko wydaje się być usłane różami, nagle na drodze tych dwojga pojawia się choroba Stefana. Lata zaniedbania owocują nieuleczalną chorobą nerek. Mimo świadomości nadchodzących czarnych chmur nad życiem pisarza, para postanawia pobrać się. Piękne i beztroskie życie wydaje się być jedynie marzeniem, kiedy Ela odsuwa się od swojego nowo poślubionego męża, zostawiając go samego na pastwę rozwijającej się choroby. Stefan targany jest skrajnymi emocjami, cierpi podwójnie: z powodu utraty zdrowia i wskutek samotności....
U dołu globusa Bogdan Czubasiewicz 
6,0

Kolejna książka porzucona przez właściciela, a ja spragniona chłodu i zmęczona latem wędruję coraz bardziej w stronę bieguna, tym razem południowego. Autor dotychczas mi nie znany, Wikipedia głosi, że to szczeciński dziennikarz, który głównie pisał książki podróżnicze. Tym razem spisuje swoje wspomnienia z pobytu w pierwszej polskiej stacji antarktycznej w latach 70. Stacja im. H. Arctowskiego założona przez PAN mieści się na Wyspie Króla Jerzego, w archipelagu Szetlandów Południowych. Została uruchomiona w 1977 roku i funkcjonuje do dziś. Początkowo miała służyć zbadaniu możliwości potencjalnego rybołówstwa.
Czubasiewicz mieszka na stacji razem z badaczami i pokazuje, jak wygląda ich codzienność. Co jedzą, jak śpią, w co się ubierają, jak wygląda wnętrze stacji. Dowiadujemy się, czemu nowo przybyłych wita się marchewką z groszkiem i po co w wychodku wisi koło ratunkowe. Poznajemy ksywy badaczy i uczestniczymy z nimi w wieczerzy wigilijnej, sylwestrze, a nawet regularnych wieczorkach muzycznych na których słucha się Chopina. Ale polarników na stacji to nie tylko wesołe gawędy i przyśpiewki, a przede wszystkim realne ryzyko i zagrożenie życia. Najbardziej dramatyczny dla mnie był rozdział, w którym chirurg musiał przeprowadzić operację usunięcia wyrostka na statku podczas sztormu. Opisano także okoliczności tragicznego (i jak się okazało potem - śmiertelnego) wypadku geologa Stanisława Baranowskiego.
Oczywiście od czasów, gdy Czubasiewicz był na stacji, wiele się zmieniło, więc opisane tam rzeczy techniczne są z pewnością już nieaktualne. Widać to także po nazwach, jakich używa autor (np. Ocean Lodowaty, kłykacz zamiast antara),ale nie mam z tym większego problemu – ot ciekawostka historyczna, ukazująca jak to było kiedyś. Jedyne, co mogli sobie darować, to cytowanie w całości listu od Gierka. No i sceny polowania na wieloryba, tego naprawdę mogłoby tam nie być.
Książka jest starsza ode mnie, więc jakość zamieszczonych w niej zdjęć nie spełnia wymogów, do których przywykliśmy – zwłaszcza jeśli dodamy do tego jakość wydruku, która nie pomaga. Niemniej zdjęcia w lepszej jakości można śmiało znaleźć w Internetach (stacja ma oficjalną stronę na FB, gdzie roi się od fotografii i filmów, widoku 3D),a obecny na okładce widok Pingwiniska niewiele się zmienił i jest już chyba w sumie wizytówką stacji. Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że książki z lat 60. i 70. Czy nawet 50. okazały się w perspektywie czasu trwalsze niż te z lat 80. - były ładnie zszyte, papier miał przyjemną fakturę, nie zmieniał aż tak bardzo koloru na przestrzeni lat, podczas gdy publikacje bliższe mi rocznikowo łatwo się rozklejają, mają totalnie pożółkłe i chropowate kartki. Nawet skład jest bardziej niechlujny, strony byle jak przycięte itp.
































