Kolekcjoner Juan Carlos Onetti 6,6

„Kolekcjoner” to powieść urugwajskiego pisarza, Juana Carlosa Onettiego (1909-1994),która została wydana w roku 1964, a zatem szmat czasu upłynął od momentu jej publikacji. I myślę, że generalnie ten dystans czasowy sporo wyjaśnia pod względem jej siły przekazu i atrakcyjności. Zjawiska tutaj opisane mogły rzeczywiście w jakimś stopniu szokować w latach 60. XX wieku, ale aktualnie? Raczej nie zrobią na nikim większego wrażenia. Tym samym muszę już na wstępie tego tekstu przyznać, że choć dostrzegam niewątpliwe wysokie walory pod względem warsztatu literackiego, to jednak sama powieść mnie jakoś szczególnie nie zachwyciła.
Główny wątkiem powieści jest pewne przedsięwzięcie tytułowego Kolekcjonera, pod którym to pseudonimem kryje się bohater o nazwisku Larsen. Zdaje się, że to typ drobnego kombinatora i cwaniaczka spod ciemnej gwiazdy, który po wielu latach zabiegów otrzymał wreszcie pozwolenie na otwarcie pierwszego domu publicznego w miasteczku Santa Maria. To fikcyjna miejscowości gdzieś w Urugwaju, która występuje także w innych utworach tegoż pisarza. Jak się łatwo domyślić, pojawienie się nieco podstarzałych dam lekkich obyczajów w konserwatywnej i zaściankowej mieścinie wywołuje niemałe zamieszanie. Oczywiście chętnych do odwiedzenia nowego przybytku uciech nie brakuje, na czele z właścicielem lokalnej apteki, co z czasem rodzi opór środowisk skupionych wokół Ligi Katolickiej i tutejszego proboszcza. Rozpoczyna się cicha wojna o zamknięcie „siedliska grzechu i zgorszenia”, w której donosy i anonimowe paszkwile są główną bronią, mającą powstrzymać mężczyzn przed korzystaniem z usług Pięknej Marii i jej koleżanek po fachu.
Na tle tych wydarzeń urugwajski pisarz prezentuje szereg mieszkańców miasteczka, pod którymi to odmalował rozmaite postawy społeczne i normy etyczne obowiązujące w tego typu społecznościach, z jakimi mamy do czynienia w Santa Maria. Oczywiście jest tutaj uwzględniona typowo latynoamerykański wzorzec macho w postaci Marka Bergnera, a więc „prawdziwego”, twardego i jednocześnie nieco niezrównoważonego mężczyzny, ale obok niego występują też i inne postawy, jak choćby młodzieńcze dylematy nastoletniego Jorge, który potajemnie romansuje ze znacznie starszą i lekko obłąkaną Julitą, siostrą Marka, i jednocześnie wdową po swoim niedawno zmarłym bracie. W szerszej perspektywie jednak trudno dopatrzyć się w tej powieści jakiejś konkretnej i wyrazistej fabuły. Przeciwnie, Onetti raczej prezentuje pewne kadry i sytuacje, które luźno łączy ze sobą cicha obecność domu publicznego gdzieś na obrzeżach miasteczka. Zatem na pewno nie o samą fabułę pisarzowi chodziło.
Jak się łatwo domyślić, sporo detali i nawiązań odnosi się do ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej w Urugwaju. Nie są one jednak na tyle wyraźne, aby móc zakwalifikować powieść do pozycji mającej ambicje promowania jakichkolwiek przemian społecznych lub norm etycznych. Pisarz nie kreuje bowiem tutaj wyraźnej krytyki małomiasteczkowej mentalności, ani tym bardziej nie tworzy literatury promującej lub potępiającej jakiekolwiek z przedstawionych zachowań lub wydarzeń. Brak owych elementów nadaje tej powieści pewien specyficzny klimat dekadenckiego (nie wiem, czy to nie za mocne określenie, ale niech będzie) pejzażu, w którym miasteczko Santa Maria oraz jego mieszkańcy są obiektem do odmalowania za pomocą słów, a tytułowym Kolekcjoner i jego małe przedsięwzięcie kreują jedynie krótki moment przebudzenia z letargu szarej codzienności.
Warsztatowo powieść jest zbudowana z szeregu rozdziałów o zmiennej narracji. Raz mamy do czynienia z monologiem Jorge, młodzieńczego bohatera, o którym wcześniej wspomniałem, by w następnym rozdziale powrócić do klasycznej, trzecioosobowej relacji. Kolejną cechą charakterystyczną jest również częste stosowanie przez pisarza zdań wielokrotnie złożonych, pełnych wtrętów i ozdobników. Pod względem literackim jest to zatem rzecz naprawdę dobrze napisana, choć też niełatwa w odbiorze. Trzeba sporo skupienia, aby się tym zachwycić i jednocześnie przez to przebrnąć. Jednak w usilnym poszukiwaniu jakiegoś szerszego wątku fabularnego do śledzenia bardzo łatwo też całkowicie to zignorować.
Wspomniałem już o klimacie powieści i jest to w zasadzie jedyna rzecz, która gdzieś zapamiętałem po ukończonej lekturze. Lekko pesymistyczny, pozbawiony pretensji do wartościowania rzeczywistości styl Onettiego jest zatem rzeczą bardzo specyficzną, którą albo się pokocha od pierwszej strony, ale z trudem dotrwa do ostatniej. Ja byłem chyba gdzieś pośrodku, bo choć fabularnie spotkał mnie tutaj spory zawód, to jednak pod względem waloru literackiego i ogólnego nastroju „Kolekcjoner” nie był całkowitą stratą czasu. Wydaje mi się, że dzisiaj już się nie pisze w ten totalnie niemarketingowy sposób, przez co proza Onettiego jest spuścizną swoich czasów, w których autorski pomysł górował nad prawem popytu i podaży. Reasumując, trudna i wymagająca lektura, która posiada jednak pewien urok.