Uroczysko Brenna Nation 5,7

ocenił(a) na 52 lata temu Sapphire dorastała w sierocińcu, w głodzie, niedostatku i kraju ogarniętym wojną. Jednak w dniu osiemnastych urodzin nagle przeniosła się do dostatniego królestwa, gdzie okazało się, że jest zaginioną córką królewskiej pary i posiada magiczne moce. Jej nowy dom wydaje się spełnieniem marzeń, ale historia kraju, tak samo jak samej Sapphire, skrywa wiele tajemnic, które mają coś wspólnego z niebezpiecznymi wiedźmami cieni.
Może ja już jestem po prostu za stara, może przeczytałam za dużo książek, ale w tej nie było zupełnie ale to całkowicie niczego nowego. Fabuła była oklepana, w żadnym momencie nie zaskakiwała, aż do samego zakończenia, które było równie przewidywalne, co każdy inny moment tej historii.
Mimo że Sapphire starała się udawać, że wcale tak nie jest, bardzo szybko zapomniała o swoim poprzednim życiu i osobach, które były dla niej ważne. Jej postać była raczej miałka, bez charakteru, brakowało mi konsekwencji w jej kreacji, która przejawiałaby się czymś więcej oprócz tego, że dziewczyna w kółko powtarzała, że nie jest gotowa, żeby coś zrobić.
Natomiast relacja romantyczna była rozwijana na siłę w serii spotkań, które nie miały w sobie nic naturalnego i też zupełnie do mnie nie przemawiała.
To raczej sztampowa książka dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z fantastyką i nie oczekują zbyt wiele po gatunku. Świat jest niezbyt rozbudowany, ale za to można śledzić motyw rozwoju magicznej mocy. Wydaje mi się, że głównym plusem tej powieści miał być wątek wlw, szkoda więc, że został tak marnie przeprowadzony.
Dla mnie ta historia to duże „nie, dziękuję”. Kilka razy zastanawiałam się, czy jej nie porzucić, bo niczym mnie przy sobie nie trzymała, ale stwierdziłam, że dotrwam do końca, żeby napisać pełną recenzję. Nie dziękujcie, ale czuję, że zmarnowałam dla niej wieczór 😅