Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401
ArtykułyPrzeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
ArtykułyTylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3
ArtykułyJak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Nikołaj Kisieliow-Gromow

Pisze książki: historia
Nikołaj Kisieliow-Gromow autor książki Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich w kategorii historia.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
7,2/10średnia ocena książek autora
44 przeczytało książki autora
74 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich
Sozerko Artaganowicz Małsagow, Nikołaj Kisieliow-Gromow
7,2 z 34 ocen
115 czytelników 6 opinii
2019
Najnowsze opinie o książkach autora
Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich Sozerko Artaganowicz Małsagow 
7,2

Sozerko Malsagow, Nikołaj Kisieliow - Gromow "Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich"
Autorzy w tej książce opowiadają o historii swojego życia, która wiąże się ściśle z pobytem na Wyspach Sołowieckich. Były miejscem gdzie zaczyna się historia gułagów.
Sołówki zlokalizowane są na dalekiej Północy, klimat tu panujący można określić jako zimny i wilgotny. Lato trwa bardzo krótko, w przeciwieństwie do zimy. Często występują silne wiatry czy zamiecie śnieżne. Liczne mokradła sprzyjają zawilgoceniu i stwarzają idealne warunki do bytności komarów i meszek, które są zmorą tych terenów. Bliskość mokradeł sprzyja też rozwijaniu się licznych chorób u więźniów np. szkorbutu, malarii czy chorób płuc.
Zgodnie z tym co jest przytaczane w książce obóz ten był rodzajem laboratorium metod stosowanych w innych gułagach sowieckich. Sprawdzano jakie metody dają najlepsze rezultaty jeśli chodzi o najwyższą produktywność więźniów (próbowano przedterminowych zwolnień, zmniejszania racji żywnościowych czy egzekucji). Mechanizm "rekrutacji" do obozów był bardzo rozbudowany - na każdego człowieka, przeciwnemu władzy zawsze można było znaleźć odpowiedni paragraf, często absurdalny i błahy. Za przykład może posłużyć fakt, iż jednego człowieka zesłano do obozu ze względu na kontrrewolucyjne nazwisko. Osadzonych często określa się jako "więźniów Słonia" z racji skrótu SŁON (rosyjskie: Sołowieckij Łagier Osobowo Naznaczenija). Malsagow oraz Kisielow dzielą więźniów Wysp Sołowieckich na kilka grup w zależności od powodów zatrzymania i tak zgodnie z przytaczanymi źródłami w 1927 roku więźniów jest 13000 zaś w 1929 - 22 000. Przeludnienie okolic w tamtym okresie dawało się tak we znaki, dlatego też władza decyduje się przeniesienie części więźniów na ląd stały (okolice Kemu).
Szef obozu (Nogtiew) tak miał witać nowo przybyłych więźniów: "Jak wiecie, tutaj nie ma władzy radzieckiej, tutaj jest tylko władza Sołówek. Możecie zapomnieć o wszystkich prawach, z których korzystaliście przedtem. Tutaj pierwszeństwo mają nasze prawa". Ci co mieli choć trochę władzy kładli nacisk na bezwzględne kary i sadyzm. Jedną z kar była "tortura komarów". Polegała ona na tym, iż rozebranego więźnia wystawiało się na ukąszenia komarów. Człowiek torturowany był bezbronny - często nie przeżywał tej katorgi lub wracał cały pokryty bąblami, z opuchniętą twarzą. Okrutny los czekał też kobiety, które stawały się nierządnicami, często zarażone były chorobami wenerycznymi i powoli umierały. Z kolei kler obojętnie czy to kapłani, mnisi czy inni duchowni byli posyłani do najcięższych robót, gdzie najciężej wykonać normę pracy.
Osadzeni nazywali byli często szakalami, ze względu na poszarpaną odzież, brud na całym ciele i dzikie zachowania - często nie mieli oni żadnych naczyń więc dostawali jedzenie w kapocie czy czapce. Nie mieli oczywiście też łyżek, więc jadali rękoma, nie byli podobni do ludzkich istot.
Więźniowie żyli w ciągłym strachu - czekali na kogo tym razem spadnie widmo śmierci. Nie tylko życie w obozie było straszne - ludzie, którzy zamieszkiwali okolice byli narażeni na wysłuchiwanie krzyków ofiar a także wystrzałów, dlatego też opuszczali oni swoje mieszkania aby żyć dalej z dala od tych morderczych procederów.
Podobnie jak to miało miejsce w nazistowskich obozach pracy - ludźmi, którzy pilnowali porządku (kapo) byli osobnicy, którzy byli często zbrodniarzami, cechowała ich brutalność i brak skrupułów. W początkowym okresie działania obozu więźniowie byli wdrażani w system i praca miała niejako formę szkoły poprawczej. Ludzie byli zatrudniani w cegielni, garbarni czy pracowni szewskiej - stosunkowo na nie najgorszych stanowiskach. Później niestety się to zmieniło, zaczęła się eksploatacja lasów oraz wydobycie torfu, budowa dróg czy kolei. Ich dzienna racja żywnościowa wyglądała następująco: na śniadanie ziemniaki, na obiad obierki gotowane w wodzie, na kolacje ponownie ziemniak. Na początku nie mieli oni prawa do cukru czy chleba, nie mówiąc już o maśle czy mięsie.
Praca ponad siły w obozie doprowadziła niejednego więźnia do ogromnego dylematu. Mianowicie ci co pracowali przy wyrębie lasu kładli sobie palce lub co gorsza lewą dłoń na pień i odcinali mając nadzieje, że nie będą musieli pracować. Tak się jednak nie działo. Czekiści byli zdania, że jeśli więzień nie może rąbać drewna, może je piłować jedną ręką! Samobójstwa były na porządku dziennym - ludzie stawali pod zrębywanym drzewem aby położyć kres udręce, lub wieszali się przy pomocy skrzętnie ukrytego sznurka.
Podsumowując książka zawiera mnóstwo interesujących informacji o obozach sowieckich. Opisy codziennego życia więźniów czy tortur wywołuje gęsią skórkę i dziw podczas czytania. Obrazu potwornych warunków dopełniają wkładki fotograficzne, które umieszczono w książce. Ponadto autorzy przytaczają w przypisach sporo objaśnień, dzięki czemu książkę czyta się łatwiej, bazują oni na różnych źródłach co jest warte podkreślenia. Jak uznał to Masłow w przedmowie do relacji Kisieliowa, książka ta "poświęcona jest życiu, a raczej umieraniu, więźniów we wszystkich rosyjskich obozach". Piszę on też o błędach i nieścisłościach w tych relacjach, jednak nie umniejszają oni roli tej książki w żaden sposób.
Książkę przeczytałem dzięki Stowarzyszeniu Sztukater, za co bardzo dziękuję.
Początki Gułagu. Opowieści z Wysp Sołowieckich Sozerko Artaganowicz Małsagow 
7,2

🔰"Ta książka jest opowiadaniem o osobistym doświadczeniu. Nie ma w niej śladu literackich ambicji. Jest to świadectwo człowieka, którego los rzucił w najgorsze udręki.” (Maslagow)
Publikacja zawiera dwie relacje ludzi, którzy osobiście poznali piekło sowieckich gułagów w latach dwudziestych ubiegłego wieku i udało im się uciec do Finlandii a później do "wolnego świata".
W swoich relacjach bardzo szczegółowo opisali jak konsekwentnie bolszewicy wcielali w życie slogan z propagandowego plakatu: "Żelaznym ramieniem zagonimy człowieczeństwo ku szczęściu!". Dzięki temu poznajemy krok po kroku politykę niszczenia przez sowietów własnych obywateli, jak również komunistów innych narodowości, którzy dali się uwieść bolszewizmowi. Częścią zaplanowanej eksterminacji "swoich" - oskarżanych o wymyślone przestępstwa - były obozy pracy m. in. osławiony Obóz Specjalnego Przeznaczenia na Wyspach Sołowieckich zarządzany przez policję polityczną (czekę).
Teksty oryginalne zostały napisane w języku rosyjskim. Szkoda, że tłumaczenie nie zostało zrealizowane bezpośrednio z języka rosyjskiego, przekładu dokonano bowiem z wersji wydanej w języku francuskim.
Autorzy tych relacji znaleźli się po przeciwnych stronach - jeden był więźniem, drugi nadzorcą wyższej rangi z ramienia czeki (założonej przez Dzierżyńskiego).
Czytelnik otrzymuje, więc relacje ofiary i nadzorcy, który zwątpił w morderczy system. Ten drugi miał szerszą perspektywę i dostęp do dokumentów obozowych, wizytował je, słuchał co mówią niżsi rangą nadzorcy obozowi. Według mnie właśnie ta druga relacja jest szczególnie porażająca. Trudno mi było wyobrazić sobie i przyjąć do wiadomości rozmiar bestialstwa, który opisuje Nikołaj Kisieliow – Gromow. Co jakiś czas musiałam robić przerwy w czytaniu.
Męczący był również suchy, sprawozdawczy styl tych tekstów.
🔰"Książka Kisielowa przewyższa wszystko, co napisano przedtem. Jest bliższy sytuacji obecnej i bardziej systematyczny
Przytacza więcej faktów i pisze żywszym językiem. Autor dobrze zna rzeczywistość SŁON dzięki stanowisku, jakie zajmował. Umieszczony był - by tak rzec- na szczycie wieży strażniczej, podczas, gdy inni autorzy znajdowali się na poziomie gruntu. Rzecz jasna Kisielow dużo widział może opowiedzieć znacznie więcej niż poprzednicy."
[Siergiej Masłow przedmowa z wyd. szanghajskiego z 1936r.; s.218]
Dodam, że obydwie relacje zostały rzetelnie zweryfikowane z dokumentami zgromadzonymi w archiwach i opatrzone obszernymi przypisami przez wybitnego francuskiego sowietologa Nicolasa Wertha, który poprzedził książkę swoją przedmową.
Autorem pierwszego tekstu zatytułowanego "Piekielna wyspa" jest Sozerko Malsagow z pochodzenia Ingusz, który był carskim oficerem i przeciwnikiem komunistów. Mimo to uwierzył proklamowanej przez rząd amnestii i się ujawnił. W efekcie trafił do łagru na Sołówkach, skąd zbiegł w 1925r. wraz z czterema innymi więźniami (był wśród nich także Polak). Rok później - jako pierwszy - opisał tragiczny los więźniów Sołówek. Wiadomo, że poszukiwali go agenci NKWD i w latach 1929 - 1939 przynajmniej dwa razy usiłowano go zlikwidować.
Malsagow, za namową swojego krewnego, przeniósł się z Finlandii do Polski i jako oficer służył w kawalerii, walczył w obronie Polski we wrześniu 1939r. Po klęsce kampanii wrześniowej był internowany przez Niemców. Dwa lata później wyszedł na wolność, po to żeby tworzyć współpracujący z hitlerowcami batalion inguski. Zgoda na współpracę z hitlerowcami była wybiegiem Maslagowa. Batalion inguski nigdy nie powstał a sam Ingusz, najpewniej przy pomocy polskiego podziemia, przedostał się do Polski i podjął działalność konspiracyjną jako "Kazbek". W swojej drugiej ojczyźnie nie pozostał jednak zbyt długo, bo musiał uciekać przed zbliżającą się do Polski Armią Czerwoną. Dzięki pomocy konspiracyjnego podziemia przedostał się najpierw do Francji a potem do Wielkiej Brytanii. Gdzie mieszkał do śmierci (1976 r.),korzystając z uprawnień polskiego kombatanta.
Bardzo niewiele wiemy o Nikołaju Kisieliowie – Gromowie, autorze drugiego tekstu zatytułowanego "Obozy śmierci w ZSRR". Podobnie jak Malsagow był carskim oficerem. Pojmany przez Armię Czerwoną w 1919r. ukrył swoją tożsamość i odtąd służył w sowieckiej policji specjalnej. W 1927r. oskarżony o malwersacje został za karę skierowany do pracy w SŁON. Stamtąd zbiegł do Finlandii w czerwcu 1930r. Wspomnienia Kisieliowa – Gromowa ukazały się w Szanghaju sześć lat później, co może wskazywać jego kolejne miejsce pobytu. Być może pod zmienionym nazwiskiem uciekł gdzieś dalej, do „wolnego świata”, albo wpadł w ręce chińskiej lub sowieckiej władzy i "przepadł" bez wieści.
Jak pisze autor przedmowy władze sowieckie stworzyły ukryty i otoczony milczeniem:
🔰"świat Gułagu, najrozleglejszy system obozów pracy w XX wieku, przez który przeszło w okresie pokolenia (od końca lat dwudziestych do połowy lat pięćdziesiątych) dwadzieścia milionów obywateli radzieckich, czyli co szósty dorosły. (...) Z tej liczby, obecnie solidnie udokumentowanej przez archiwa Gułagu, prawie dwa miliony osób zmarły podczas osadzenia w obozie".(s.7)
A przecież te szokujące dane są niepełne, gdyż nie obejmują obywateli innych krajów, którzy przed rokiem 1939 i po 1945 znaleźli się w tych piekielnych obozach.
Od początku istnienia system bolszewicki zakładał powstanie i organizację „poprawczych obozów pracy”. Pierwsze z nich Pertomińsk i Chołmogory, położone koło Archangielska na północy Rosji, od początku zasłynęły z niezwykłego okrucieństwa strażników i całkowitego braku szacunku dla ludzkiego życia.
SŁON, czyli Sołowieckie Obozy Specjalnego Przeznaczenia, były rozwinięciem i udoskonaleniem pierwszych obozów (łagrów),które z czasem przyjęły nazwę Gułag dla całego systemu łagiernego w ZSRR. Cechą charakterystyczną dla Sołówek i późniejszych obozów jest, że strażnikami byli tutaj wszelkiej maści zwyrodnialcy, tworzący własne niepisane prawo, skierowani celowo w to miejsce za karę za własne przestępstwa, z zaleceniem bezwzględnego traktowania więźniów.
Z czasem wymagające dofinansowania łagry, zgodnie z nową polityką, wytyczoną przez jednego z głównych architektów systemu Gułag Naftalego Frenkela, miały się stać dochodowymi przedsiębiorstwami, wykonującymi najtrudniejsze inwestycje "najswobodniejszego w świecie państwa" - „ojczyzny proletariatu”. Oczywiście bez względu na koszty ludzkie i zgodnie z propagandową dyrektywą:
"Zbudujemy drugą Szwajcarię na kościach katorżników". (s. 215)
Dlatego z roku na rok gwałtownie rosła liczba więźniów. Z czasem zaczęto aresztować ludzi nie z tego względu, że popełnili jakieś wykroczenie przeciwko sowieckiej władzy, ale dlatego, że byli fachowcami, których potrzebował jakiś łagier.
Książka obnaża całą brutalność i bezduszność systemu eksterminującego własnych obywateli, gdyż radziecki kodeks karny był tak skonstruowany, że do Gułagu mógł trafić absolutnie każdy.
To wstrząsająca lektura. Mrożące krew w żyłach studium upodlenia człowieka przez komunistyczny totalitaryzm.
🇵🇱 "W ogóle trzeba powiedzieć, że polskim obywatelom obrywa się bardziej niż innym. Jak tylko stosunki z Polską się skomplikują, Polaków zaczyna się na różne sposoby dociskać. Idą do karcerów albo na karne delegacje, gdzie strażnicy szybko pomagają im "zdechnąć".
[Kisieliow – Gromow, s. 324]



























