Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać375
ArtykułyLiteracki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1
ArtykułyNajpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3
ArtykułyPrzeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Jakub Krzysztof Nowak

Pisze książki: literatura piękna, powieść historyczna
Jakub Krzysztof Nowak autor książki Pan Zmierzchów w kategorii powieść historyczna.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autora.
5,9/10 średnia ocena książek autora
54 przeczytało książki autora
81 chce przeczytać książki
autora
2 obserwujących autora
Obserwuj autora Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Książki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Pan Zmierzchów Jakub Krzysztof Nowak 
6,5

Książka przestylizowana.
Mająca swoje zalety.
Które jednak nie przesłaniają wad.
Zasadniczych!
Autor stosuje stylizuje. Niby na język historyczny.
Przesadny.
Czemu ma służyć stylizacja? Wprowadzeniu czytelnika w inny świat, ukazaniu jego obcości. Nie jest to jednak sztuka dla sztuki, uprawiana po to, by Autor mógł popisać się używaniem zwrotów wyszłych z użycia. On nie pisze podręcznika z historii języka, obawiam się przy tym, że mamy za mało danych by dokładnie zrekonstruować mowę, jaką posługiwali się Słowianie zamieszkujący w pierwszej połowie XI wieku ziemie obecnej Polski. A skoro tak, a język używany przez Autora, mimo używania archaicznego zaimka „ji”, historyczny nie jest, to stylizacja może się znaleźć, ale niekoniecznie nazbyt mocna.
W „Panu zmierzchów” mocna jest bardzo.
Choć niekonsekwentna.
Z początku tak w mowie niezależnej czyli partiach dialogowych, jak i w zależnej – wypowiedziach narratora, dostajemy jej aż w nadmiarze. Później narrator posługuje się językiem nam współczesnym, używając takich określeń jak elektryczność, błyski stroboskopowe, snajper, ale sięgając równocześnie po dawny sposób wysławiania np. „strawa” zamiast „stypa. Wprowadza w ten sposób zamęt i nazbyt wyraźny kontrast.
Kontrast na dodatek potęgowany jest bardzo mocno stylizowanymi wypowiedziami bohaterów.
Recepcja tekstu w związku z tym jest trudna, a do nazwania jej płynną, bardzo daleko.
Niezbyt szczęśliwie wyglądają również wypowiedzi bohaterów. Są nazbyt kwieciste. Nadużywają oni przymiotników, posługują się przesadnie rozbudowanymi zdaniami. Czy kiedyś było inaczej? Może na dworach królewskich. Ale nieważne czy było gdziekolwiek, czy nigdzie. To nie mieszkaniec Mazowsza sprzed tysiąca lat z jego przyzwyczajeniami kulturowymi czyta „Pana zmierzchów”, lecz dzisiejszy Polak. Trzeba mu tę recepcje ułatwić. Zostawiając stylizację i nieco odmienną estetykę, dając ślad obcości tamtego świata, przybliżyć go jakoś.
Autor jednak utrudnia.
Ponad miarę.
Nawet jeśli zdarzy się wypowiedź krótsza, to obudowana taką ilością określników: kto mówi, w jaki sposób itp., że wrażenie nadmiaru nie znika ni na chwilę.
Błąd!
Byłoby dobrze gdyby Autor zmieniał sposób wypowiedzi. Różnicując formę uzyskałby wrażenie lekkości, tekst byłby łatwiej przyswajalny. A tak jest monotonny.
Przez co nudzi.
Trochę za wiele gonitw i mordów. Ale ostatecznie to kwestia gustu. Niestety, o dość schematycznie organizowanej drużynie głównego bohatera już tego powiedzieć się nie da. Fabuła nie odkrywcza, skupiona na zdobywaniu artefaktów i mocy. W taki czy inny sposób. To mechanizm już obeznany.
Bohater niejednoznaczny, ale jego rozterki przy dokonywaniu zemsty nieprzekonywujące, biorąc pod uwagę jak wrogów wcześniej powystrzelał, posługując się nie tylko łukiem, ale i wewnętrznym widzeniem.
Przez połowę książki retrospekcja i przez to trudno mówić o nieprzewidzianych zwrotach akcji. Raczej przewidywalnych.
Za to lepiej wygląda świat przedstawiony.
Bestiarium bardzo ciekawe. Przy tym w jego skład zostają włączone zwykłe zwierzęta pełniące jednakże całkiem niezwykłą rolę. Przez co taka wyprawa niewolnego Kijowianina do wiedźmy staje się ciekawa i emocjonująca mimo opisanego, niezbyt przystępnego stylu Autora. Równie ciepło należy wypowiedzieć się o zwyczajach, obrzędach, przesądach przedstawionego świata. Widać tu staranność i dopasowanie do siebie poszczególnych elementów.
Wniosek taki, że to książka nierówna.
Ciekawy świat.
Nieporadnie opisany. Przesadnie stylizowanym językiem, uwidaczniającym wewnątrz siebie nadmierny kontrast wypowiedzi narratora i bohaterów. Już lepiej by Autor stylizował całość, za to słabiej. I tak uzyskałby wrażenie odmienności tamtego świata od naszego (o co zapewne mu szło),a ułatwiłby czytanie (o co powinno mu iść nade wszystko). Wbrew pozorom to nie są kwestie wykluczające, można je połączyć.
Trochę tu widać brak umiaru Autora, trochę niedopracowanie redakcyjne, brak wyrobienia, które szczególnie widoczne przy kończeniu kwestii bohaterów czy scen. Dobitny brak puent.
Absolutnym kuriozum jest tekst okładkowy. Zwykle o czymś takim nie nadmieniam. Ale tu trzeba.
To spoiler!
Dowiadujemy się z niego jaka fabuła, a nawet finał. Po co czytać książkę, skoro po tekściku okładkowym wiadomo już wszystko?
Jak to ocenić?
Książka w czytaniu nieprzyjemna.
Choć z ciekawymi wątkami.
Ale tak pokazywanymi, że zęby bolą.
Niekonsekwentna.
Nie wiem czy warta polecenia, bo to jednak spore wyzwanie, a finał nadzwyczajnej satysfakcji nie zapewnia.
Ale ciekawy świat.
Ni to, ni sio.
Pięć gwiazdek.
Pan Zmierzchów Jakub Krzysztof Nowak 
6,5

Książka ma tyle wad, ze aż dziw, że ją skończyłem. No więc zaczynam. Książka najpierw pisana jest mocno stylizowanym językiem średniowiecznym tak na modłę Gołubiewa. Gubi się człowiek w takiej narracji, w połowie jednak autor zaczyna gubić się wraz z czytelnikiem i w tę stylizację wtrąca porównania współczesne (nie wiem co dziwniejsze – kangurze skoki słowiańskiego łucznika, elektryczna poświata w XI wieku, czy też dwuwymiarowe jak zdjęcia wampiry). Jakby na usprawiedliwienie dla tych współczesnych wtrętów gdzieś pod koniec daje jedno zdanie jakoby tłumaczące, że narrator jednak jest współczesny. Niemniej sprawia to wrażenie jakby autor chciał najpierw napisać fresk historyczny jak Chrobry Gołubiewa, ale w trakcie poszedł w kierunku trylogii husyckiej Sapkowskiego, by ostatecznie potraktować swój twór jak żart językowy. Ten brak konsekwencji jest najgorszy. Bohaterowie też nie pomagają, fabuła jest iluzoryczna a mieszanie linii czasowych wprowadza zamęt, i część akcji nijak nie ma się do końcówki. Nie mówiąc, że niektórzy z bohaterów pojawiają się i znikają nie kończąc swoich wątków. Z plusów – główny bohater może i nie jest jakiś konkretny, ale ma na imię Nielub. No i język stylizowany na wczesnśredniowieczno polski w połączeniu ze współczesnymi wtrętami wprowadziło element humorystyczny, który chyba był zamierzony, choć psujący fabułę – ale, że ona sama w sobie raczej nie miała większego sensu, więc to akurat nie był problem.




























