„Kolaborantka” – historia, której nie da się opowiedzieć jednoznacznie. Wywiad z Barbarą Wysoczańską

BarbaraDorosz BarbaraDorosz
23.05.2025

Wojna nie zna prostych historii – to zdanie mogłoby posłużyć za motto twórczości Barbary Wysoczańskiej, która w swoich powieściach z niezwykłą wrażliwością i historyczną precyzją ukazuje ludzi uwikłanych w dramatyczne czasy. W naszej rozmowie, autorka „Kolaborantki” opowiedziała o odpowiedzialności pisarza, o granicy między fikcją a prawdą historyczną oraz zdradziła, skąd bierze się jej fascynacja historią i dlaczego nie lubi jednoznacznych bohaterów.

„Kolaborantka” – historia, której nie da się opowiedzieć jednoznacznie. Wywiad z Barbarą Wysoczańską

[Opis: Wydawnictwo FiliaW mroku okupacji, gdy człowieczeństwo gaśnie, miłość staje się cichym aktem buntu.

Stefania i Adam poznają się w niecodziennych okolicznościach. Ona – zagubiona panna z dobrego domu, on – ambitny inteligent. Choć Adam ratuje dziewczynę z opresji wyłącznie z poczucia przyzwoitości, ich przypadkowe spotkanie pozostawia w obojgu głęboki emocjonalny ślad. Po latach spotykają się ponownie. Stefania jest już Stellą von Ulfeldt – żoną austriackiego arystokraty i nazisty, a Adam – cenionym w całej Europie etnologiem. Tym razem spotkanie tych dwojga przeradza się w gorący romans, lecz los ponownie ich rozdziela. Na krótko przed wybuchem wojny Stella wraca do Krakowa. Podczas okupacji przejmuje kawiarnię należącą wcześniej do żydowskiej rodziny, co umożliwia jej nawiązanie bliskich relacji z Niemcami i prowadzi do podpisania przez kobietę volkslisty. Gdy do Krakowa przybywa również Adam, oboje stają przed trudnym wyborem. Czy uczucie z przeszłości może przetrwać w świecie, gdzie każdy krok grozi śmiercią lub zdradą?

Wojna to ból i śmierć, i nic więcej. Ale walczyć trzeba, bo tak nakazuje honor.

Naziści niszczą nasze symbole narodowe, depczą naszą historię i kulturę. Pozbawiają nas praw i swobód. Unicestwianie polskości trwa każdego dnia pod płaszczykiem tworzenia nowego lepszego świata. Rozstrzelania i łapanki są niemal codziennością.

Wywiad z Barbarą Wysoczańską, autorki „Kolaborantki”

Barbara Dorosz: Twoje książki często osadzone są w realiach historycznych, gdzie emocje i decyzje bohaterów są wystawione na najcięższe próby. Co było punktem wyjścia do napisania tej powieści? Od czego wszystko się zaczęło – od postaci, sceny, pytania, a może prawdziwej historii?

Barbara Wysoczańska: Wszystko zaczęło się od zgłębiania historii polskich egzekutorów działających przy Armii Krajowej w czasie II wojny światowej. Ich zadaniem była likwidacja osób uznanych przez wojskowe sądy za kolaborantów, czyli skazanych na karę śmierci za współpracę z okupantem. Dziś, dzięki badaniom historyków, wiemy, że nie wszystkie te wyroki były sprawiedliwe. Część z nich zapadała zbyt pochopnie – bez wystarczających dowodów, często wyłącznie na podstawie donosów, które nie zawsze miały pokrycie w faktach. A jak wiadomo, motywacje osób donoszących bywały różne – nie zawsze kierowała nimi troska o dobro ojczyzny. Zazdrość, zawiść, chęć zemsty czy urażone ambicje – historia zna wiele takich przypadków, których skutkiem była śmierć niewinnych ludzi.

Idąc tym tropem, zaczęłam zgłębiać temat polskiej kolaboracji. Co kierowało ludźmi, którzy decydowali się na współpracę z wrogiem? Jakie mieli motywy? Jakie cele im przyświecały? Odpowiedzi na te pytania są tak różne, jak różni są ludzie. To właśnie te refleksje stały się impulsem do napisania „Kolaborantki”.

Mamy tutaj również miłość w cieniu wojny, temat wielokrotnie poruszany w literaturze. Uczucie między bohaterami powieści ma nieoczywisty przebieg. Czy uważasz, że to namiętność prowadzi Stellę i Adama, czy może coś głębszego, bardziej trwałego?

Chciałabym wierzyć, że połączyło ich coś silnego i trwałego. Od namiętności zawsze się zaczyna, ale jednak dylematy, które moi bohaterowie w sobie mają, i przebaczenie, które muszą sobie nawzajem ofiarować, są dowodem, że połączyło ich coś znacznie głębszego niż namiętność. Stella przez lata podskórnie czuła potrzebę bliskości z Adamem, pisała do niego listy, które były niczym pamiętnik, bo uznała, że Adam był jedynym człowiekiem na ziemi, któremu może powierzyć swoje najgłębsze myśli. A Stella dla Adama była marzeniem, które za wszelką cenę próbował pochwycić i zatrzymać.

Główną bohaterkę powieści poznajemy jako młodziutką Stefanię, bitą i upokarzaną przez ojca. Jednak na łamach książki Stefania zmienia się w Stellę von Ulfeldt – żonę nazisty, kobietę świadomą potęgi swojej urody, manipulującą mężczyznami na zlecenie męża. Jakie emocje towarzyszyły ci przy tworzeniu tej złożonej postaci?

To były trudne emocje. Starałam się wejść w tę postać, wyobrazić ją sobie jako żywą kobietę – upokarzaną, niekochaną, która miała niewiele prócz własnej godności i dobrego wychowania. To był jej oręż. Tak jak potrafiła, próbowała tę godność zachować, choć w powieści wyraźnie widać, ile upokorzeń musiała znieść zarówno ze strony ojca, jak i męża. Stefania jest od początku postacią tragiczną, na ślepo szukającą tego, co w życiu jest najważniejsze – miłości drugiego człowieka. Ona tej miłości ma bardzo mało.

Czy określenie „kolaborantka” w przypadku Stelli nie jest zbyt krzywdzące? Czy nie powinniśmy raczej mówić o świadomym ryzyku podejmowanym w imię ratowania życia innych?

Tak, słowo „kolaborantka” jest bardzo krzywdzące dla mojej bohaterki. Ale to właśnie dlatego zdecydowałam się ją tak nazwać – by oddać głos tym, których historia niesłusznie postawiła po stronie zdrajców. Została oskarżona na podstawie wątłych, często niezweryfikowanych dowodów albo zwykłych uprzedzeń. Taka była brutalna rzeczywistość wojny, gdzie nie było miejsca na niuanse. Szczególnie kobiety, które widywano w towarzystwie Niemców, musiały płacić najwyższą cenę – często bez cienia próby zrozumienia ich motywacji.

Dziś wiemy już, że nie każda tak zwana „kolaboracja” była świadomą zdradą czy dążeniem do osobistych korzyści. Niejednokrotnie kierował nimi lęk o życie najbliższych, próba ocalenia kogoś z rąk nazistów, potrzeba przetrwania.

Nie każdy był bohaterem…

Tak, i nie każdy miał siłę, by być bohaterem w takim sensie, w jakim dziś to sobie wyobrażamy. Nie uważam, by można było bezrefleksyjnie potępiać tych, którzy po prostu chcieli przeżyć. Zamiast łatwego osądu, warto się zatrzymać i zadać sobie trud zrozumienia. Zastanówmy się – jak my zachowalibyśmy się w podobnej sytuacji? W czasach, gdy większość deklaruje, że w razie wojny opuściłaby kraj, czy mamy prawo tak łatwo oceniać tych, którzy wtedy zostali i próbowali jakoś żyć?

Etnolog, dyplomata, szpieg i człowiek bardzo ceniący sobie niezależność. Czy Adam Kawecki to postać romantyczna, czy pragmatyk? Co było dla niego ważniejsze – misja czy uczucie?

Adam od zawsze wierzył, że jego życiową misją jest służba – tak został wychowany, tak go ukierunkowano. Przez większość swojego młodego życia był przekonany, że to właśnie zadanie, które mu powierzono, stanowi najwyższą wartość. Aż do momentu, w którym los postawił go przed wyborem, którego nie dało się już rozpatrzyć wyłącznie w kategoriach obowiązku. To był dylemat serca, ale też głęboko moralny konflikt.

Adam Kawecki nie jest romantykiem w klasycznym rozumieniu – nie przypomina szaleńców z gołymi szablami, porywanych jedynie hasłami o Bogu i ojczyźnie. To nie jest człowiek, który rzuca się na barykady bez namysłu. Jest wykształcony, świadomy swoich możliwości i odpowiedzialności, jaka się z nimi wiąże. Zna swoją wartość i rozumie, jaką siłę niesie ze sobą jego działanie. Ale też potrafi zatrzymać się w momencie, który wymaga refleksji. Bo wie, że kiedy naciśnie spust, nie będzie już odwrotu.

W trakcie czytania powieści zrozumiałam, że jest coś, co łączy naszych bohaterów – oboje balansują na granicy moralności. Jednak robią to w imię miłości, przetrwania, walki z systemem. Czy to właśnie ta nieoczywistość czyni ich tak interesującymi bohaterami?

Nie lubię bohaterów z gruntu dobrych i z gruntu złych, bo takich ludzi nie ma (abstrahując od zwyrodnialców). Moi bohaterowie mają wady, ale czasy i życie zmusiły ich do takich postępowań. Chcą walczyć, chcą kochać i chronić tych, których kochają. To jest podstawa ich działania w czasie wojny. Pamiętajmy, że człowiek – podobnie jak moi bohaterowie – ma mnóstwo dylematów moralnych, mnóstwo przemyśleń w swoim codziennym życiu.

Działania człowieka często balansują na granicy tego, co można, a czego już nie. Takich przykładów jest mnóstwo we współczesnym świecie, jak chociażby nasza wschodnia granica czy wszechobecny hejt. Spójrzmy z refleksją najpierw na siebie, na to, co my myślimy i na co się godzimy, a później zacznijmy oceniać postawy innych. Dlatego właśnie tworzę takich, a nie innych bohaterów – złożonych, pełnych wewnętrznych konfliktów.

Moją szczególną uwagę zwróciły słowa Walerii Karolewicz: „Namiętność potrafi wzbić człowieka na wyżyny możliwości”, nad którymi zastanawia się Kawecki. Ciekawi mnie, jak ty je rozumiesz?

Namiętność jest szczególnie silnym uczuciem, które szalenie uskrzydla i na jakiś czas daje niemal nieograniczoną moc. Namiętność potrafi wzbudzić w człowieku nadludzkie działania i pomóc w przekroczeniu nieprzekraczalnego. Z namiętności ludzie dokonywali – i wciąż dokonują – rzeczy wielkich, ale też przerażających. Historia zna tysiące takich przypadków – od Heleny Trojańskiej, przez której miłość wybuchła wojna, po Edwarda VIII, który oddał koronę dla kobiety, którą kochał. Myślę więc, że Waleria doskonale wiedziała, co mówi.

W książce pojawia się pełna emocji i osobistych przeżyć korespondencja między Stellą a Adamem. Kiedy kobieta zamieszkuje w Krakowie, wciąż pisze do ukochanego, jednak nigdy nie wysyła tych listów.

Tak, pisanie listów do Adama w momencie tragicznych wydarzeń wojennych pomogło jej wyrzucić z siebie szereg emocji, które w sobie miała.

Czy pisanie pomagało jej w jakiś sposób przetrwać trudny czas?

Listy pomagały Stelli oswoić samotność i strach i nie bez powodu pisała je do Adama. Czuła, że tylko on duchowo jest jej najbliższy.

Czy w twojej książce volkslista jest symbolem zdrady, czy może raczej narzędziem w rękach silnej, sprytnej kobiety, która nie miała innych opcji działania?

W książce volkslista jest ewidentnym dowodem zdrady, ale Stella wykorzystuje ten fakt na własną korzyść. Jest Polką i zawsze się nią czuła lecz przeszłość u boku nazisty upomina się o nią dość stanowczo. Być może gdyby nie została zmuszona do podpisania volkslisty, nigdy nie zdołałaby nikomu pomóc, bo nie miałaby możliwości. Wiemy też, że w momencie podpisania przynależności do Trzeciej Rzeszy kierował nią strach, którego w tamtym momencie nie potrafiła przezwyciężyć i to było jej ogromną słabością. Sama przed sobą czuła, że dokonała zdrady.

Mam wrażenie, że moralność w czasach wojny wymyka się czarno-białym schematom.

Zdecydowanie tak. Wartości w wojennej rzeczywistości nabierają innych kształtów, wszystko dzieje się szybciej i bardziej, nie ma czasu na długie rozważania. W takich warunkach ludzie działali pod wpływem chwili, często kierując się instynktami, adrenaliną, potrzebą przetrwania, wartości moralne zostawiając na później. Dziś zbyt często patrzymy na wojenne decyzje z perspektywy dowódców i polityków – ludzi, którzy w zaciszu swoich gabinetów mieli czas, by kalkulować i ważyć każde słowo.

Ale zwykły człowiek, który szedł ulicą, a tuż obok stał uzbrojony wróg, nie miał tego luksusu. Jego wybory były natychmiastowe, często dramatyczne, podyktowane strachem, głodem, bezsilnością. W takich warunkach łatwo zsunąć się z linii moralności – nie z wyrachowania, ale z bólu, ze zmęczenia, z głębokiej ludzkiej bezradności.

Nietrudno zauważyć, że historia to ważny fundament twoich powieści. Skąd wzięła się ta pasja i jak wpływa na wybór tematów, które poruszasz?

Piszę o historii, bo historia to moja wielka miłość. Jestem historykiem z wykształcenia i historia żyje we mnie każdego dnia. Patrzę na historię z punktu widzenia człowieka jako jednostki w społeczeństwie, a nie z punktu widzenia zwycięzcy czy ofiary, bo ci są po każdej stronie. I myli się ten, kto twierdzi, że jest inaczej. W historii i w ludzkich losach nic nie jest czarno-białe. Tam jest cała paleta barw, zdarzeń, zaskakujących i szokujących decyzji, które wpływają na ludzkie losy. Ja patrzę na historię ludzi z punktu widzenia ich czasów, nie z punktu widzenia współczesności, bo współczesność rządzi się zupełnie innymi prawami.

W jaki sposób łączysz fakty historyczne z fikcją literacką – czy czujesz granicę, której nie wolno przekroczyć?

Do każdej powieści przygotowuję się długo i bardzo solidnie – zwłaszcza pod kątem historycznym. Sięgam po źródła, opracowania, badam wydarzenia, miejsca i postaci, by na tej podstawie stworzyć możliwie autentyczny świat przedstawiony. Ale w tym wszystkim zawsze istnieje granica, której staram się nie przekraczać – i jest nią prawda historyczna. Ta zbadana, potwierdzona, oparta na faktach, a nie na mitach czy emocjach zbiorowej pamięci.

Wiem, że czytelnik sięgając po moją książkę może chcieć doszukiwać się faktów historycznych w powieści, więc muszą one spełniać podstawowe zasady prawdy historycznej, aby czytelnik mógł je rozpoznać i sięgnąć po więcej w fachowych źródłach i literaturze. Jednak trudno jest pisać o wojnie i mieć poczucie, że to się każdemu spodoba, bo zawsze znajdzie się czytelnik, który ma poglądy niesprzyjające mojej narracji i znajdzie coś, co go oburzy czy obrazi, jak na przykład esesman ratujący Polkę przed sowietami w powieści „Obiecaj, że wrócisz”. Ale abstrahując od faktów, które mogłyby niejednego zaskoczyć, pamiętajmy, że są to powieści fikcyjne i jako autorka mam pełne prawo i przywilej kreować świat bohaterów po swojemu, bo jest to powieść historyczna, a nie opracowanie naukowe czy reportaż.

O autorce

Barbara Wysoczańska jest historyczką z pasji i wykształcenia. Podziwia silne i mądre kobiety i to na nich próbuje się wzorować, równocześnie dając sobie prawo do własnych poglądów. Jest autorką bestsellerowych powieści historyczno-obyczajowych: Narzeczona nazisty, Siła kobiet, Świat na nowo, Aktoreczka, Cena wolności, Obiecaj, że wrócisz, Nigdy się nie poddam oraz Kolaborantka. Jej książki osiągnęły ogromny sukces i sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy.

Artykuł powstał we współpracy z wydawcą.

Powieść „Kolaborantka” jest już dostępna w sprzedaży.

Tagi i tematy


komentarze [3]

Sortuj:
więcej
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
failsafedb - awatar
failsafedb 25.05.2025 10:07
Czytelnik

Podoba mi się to, co autorka napisała o decyzjach zwykłych ludzi. Faktycznie, dla nich honor i ojczyzna bywały mniej istotne wobec braku możliwości nakarmienia dzieci. Zresztą, to nie jest coś z czym można dyskutować - przeprowadzano nawet eksperymenty psychologiczne, które ukazały, że cywilizowane zachowania zanikają wobec głodu i załamania struktur. Czasami dzieje się to...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
Sikorka - awatar
Sikorka 24.05.2025 19:55
Czytelniczka

Bardzo dziękuję za tę rozmowę. Mam na koncie już kilka książek Pani Barbary i uważam, że jest naprawdę świetną pisarką. Będę na pewno czytać następne książki, wliczając w to "Kolaborantkę", i trzmać kciuki za dalszy rozwój Pani kariery. Dziękuję za Pani twórczość, dostarczyła mi ona sporo emocji przy czytaniu, poszerzyła horyzonty i pozwoliła przyswoić sporo wiedzy...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
BarbaraDorosz - awatar
BarbaraDorosz 23.05.2025 12:30
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam