-
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać91 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać54
Ekranizacja światowego bestsellera. Wygraj egzemplarz książki „Gdzie śpiewają raki”
Delia Owens, autorka światowego hitu – „Gdzie śpiewają raki”, może pochwalić się sprzedażą przekraczającą ponad trzynaście milionów egzemplarzy, to powieść niezwykła, nie tylko ze względu na niesamowite przyjęcie, ale przede wszystkim na przemyślaną konstrukcję i porywającą narrację. Powieść została zekranizowana, wyprodukowana przez Reese Whiterspoon w reżyserii Olivii Newton z Daisy Edgar-Jones w roli „dziewczyny z bagien” już 19 sierpnia w kinach.
„Gdzie śpiewają raki” to beletrystyczny debiut autorki, napisany z czystej potrzeby serca. Opowieść umiejętnie łączy w sobie wzruszającą fabułę o dorastaniu, ale maluje przed nami żywy i barwny świat, który potrafi być zachwycający i jednocześnie bezwzględny.
Akcja powieści rozpoczyna się pod koniec 1969 roku, gdy na mokradłach znaleziono ciało przystojnego Chase’a Andrewsa. Prowadzone w tej sprawie śledztwo przecina się z opowieścią o losach kilkuletniej, wychowującej się na bagnach dziewczyny, Kyi, która najpierw porzucona przez matkę, a później ojca, uczy się żyć samodzielnie. Wrażliwa i inteligentna, zdołała sama przetrwać wiele lat na bagnach, które nazywa domem. Choć jej ciało tęskniło za dotykiem i miłością, przyjaźni szukała u mew, a wiedzę czerpała z natury. Kiedy dzikie piękno dziewczyny intryguje dwóch młodych mężczyzn z miasteczka, Kya otwiera się na nowe doznania.
Owens przedstawia odludne mokradła wybrzeży Karoliny Północnej z perspektywy porzuconego dziecka. Samotna dziewczynka otwiera nam oczy na cuda - i zagrożenia - jej prywatnego świata. Dojmująco piękna powieść... Kryminał na kanwie morderstwa, ponadczasowa gawęda i celebracja przyrody w jednym.
The New York Times Book Review

Niestety w sennym miasteczku u wybrzeży Karoliny Północnej miejscowi uznają „dziewczynę z bagien” za zagrożenie i próbują połączyć ją z tajemniczym morderstwem, wówczas dzieją się rzeczy niewyobrażalne.
Owens przypomina, że dzieciństwo nas kształtuje definitywnie i że wszyscy bez wyjątku podlegamy wspaniałym, lecz nieokiełznanym sekretnym siłom natury. Doskonała powieść dla osób tęskniących za wspaniale napisanymi, pochłaniającymi bez reszty powieściami.
Pulsująca rytmem natury, wysycona półcieniami przybrzeżnych mokradeł Karoliny Północnej, wstrząsająca, lecz zarazem urzekająco piękna powieść przedstawia rozdzierającą serce historię Kyi, uczącej się zaufania do ludzi, przeplatając ją pełnokrwistym kryminałem obnażającym prawdę o nieokiełznanych instynktach. Olśniewający debiut.
People Magazine
Światowy fenomen
„Gdzie śpiewają raki” to absolutny bestseller sprzedany do 49 krajów, przez ponad 3 lata utrzymujący się na liście najlepszych książek New York Timesa. Ponadto to najlepiej sprzedająca się książka lat 2019, 2020 i 2021. Producentka filmu Reese Witherspoon wielokrotnie mówiła i polecała powieść, twierdząc: – Nie potrafię wyrazić, jak bardzo ujęła mnie ta książka! Chciałam, aby opowieść trwała bez końca!

Delia Owens jest współautorką trzech międzynarodowych bestsellerów literatury faktu opisujących jej życie jako badaczki afrykańskiej fauny i flory. Zdobyła prestiżową nagrodę John Burroughs Award for Nature Writing. Publikuje artykuły w czasopismach „Nature”, „African Journal of Ecology” oraz „International Wildlife”. Mieszka w Idaho. „Gdzie śpiewają raki” to jej debiutancka powieść.

Nauka czytania. Wygraj książkę „Gdzie śpiewają raki” Delii Owens
Światowa sensacja, bijący wszelkie rekordy fenomen, który przykuł uwagę ponad 13 milionów czytelników.
Pogłoski o Dziewczynie z Bagien latami krążyły po Barkley Cove, sennym miasteczku u wybrzeży Karoliny Północnej. Dlatego pod koniec 1969 roku, gdy na mokradłach znaleziono ciało przystojnego Chase’a Andrewsa, miejscowi zwrócili się przeciwko Kyi Clark, zwanej Dziewczyną z Bagien.
Lecz Kya nie jest taka, jak o niej szepczą. Wrażliwa i inteligentna, zdołała sama przetrwać wiele lat na bagnach. Przez wiele lat nie umiała czytać. Aż pewnego dnia – nauczył ją tego Tate.

Zadanie konkursowe
Specjalnie dla użytkowników lubimyczytać.pl przygotowaliśmy konkurs. Do wygrania jest 5 egzemplarzy książki „Gdzie śpiewają raki”.
„Nie przypuszczałam, że słowa mogą znaczyć tak wiele i że zdanie może zawierać aż tyle treści”.
A jak to było u was? Kto zaszczepił w was miłość do czytania? Macie jakieś anegdoty związane z nauką czytania? Czekamy na wasze odpowiedzi!
Specjalnie dla użytkowników lubimyczytać.pl przygotowaliśmy konkurs. Do wygrania jest 5 egzemplarzy książki „Gdzie śpiewają raki”.
Odpowiedź umieść w komentarzu pod artykułem.
Konkurs trwa od 8 do 15 sierpnia włącznie.
Przeczytaj fragment powieści „Gdzie śpiewają raki”:
Raki
Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.
Regulamin konkursu jest dostępny pod tym linkiem.
Książka „Gdzie śpiewają raki” jest już dostępna w sprzedaży.
Artykuł sponsorowany
komentarze [117]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
ANN49
faffey
katherineblack
Stanisław
whiteunicorn
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
ANN49
faffey
katherineblack
Stanisław
whiteunicorn
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Konkurs zakończony.
Dziękujemy za wszystkie odpowiedzi.
Zwycięzców wyłonimy niebawem.
Widzę, iż wiele osób przywołuje w komentarzach wraz z książką swoją rodzinę - mamę, babcie, tatę, brata, psa, kota... Albo sam opisuje jak, wbrew powszechnie panującej w domu czytelniczej bierności, brnął się na lektury czy to szkolne, czy poważne, czy też te bardziej fantasy...
Ale co jeśli nauczyła by was czytać "zupełnie obca osoba"? (I nie - wcale nie chodzi tu o nauczyciela w zerówce)
Nigdy nie sięgałam po książki, przez ogromnie rozległy czas nie widziałam głębszego sensu w czytaniu. Przechodziłam koło witryn w księgarni obojętnie, myśląc "Po co czytać, skoro można obejrzeć film?". Zawsze chętniej chodziłam do kina bądź włączałam telewizję, by obejrzeć głupią piątkową komedię puszczaną w jednej z wielu stacji.
W domu - nikt nie czytał. Owszem, pojedyncze książki walały się na półkach czekając aż ktoś je otworzy po latach, ale były raczej ciężarem naszego domu - bibelotem pokrytym kurzem.
W bibliotece bywałam rzadko (nigdy), wypożyczałam rzeczy tylko w wyjątkowych sytuacjach (np. gdy nauczyciel kazał 😐 podczas dni tematycznych w szkolnej bibliotece), ale one i tak wracały tam po miesiącu w nieruszonym stanie, smutnie zapełniając moją "kartę czytelniczą".
Aż mniej więcej w okolicach 2015 roku kina popadły w kryzys, filmy nie miały fabuły - wszystko stało się takie masowe, nijakie, niewarte mojej uwagi.
"A co jeżeli istnieją dobre historie, tylko nikt ich nie przeniósł na ekran?"
I wtedy wkroczyłam na następny etap edukacji i poznałam moją przyjaciółkę. Czytała od dziecka, jej mama czytała, siostra też czytała. Można było jej pozazdrościć, że urodziła się w rodzinie, która "potrafi czytać".
Potrafiła opisać fabułę tak dobrze, iż film zaczynał się sam kręcić - w mojej głowie.
"Ty, a jaki to tytuł?" ... "Jest na podstawie tego film?" ... "Nie? 😔"
Pamiętam, jak wyobraziłam sobie wtedy wyraźnie serial na podstawie tej "jej" książki. Byłam wręcz przekonana, iż kilka miesięcy temu widziałam jego zwiastun w serwisie streamingowym. Ale nie... to była tylko dobrze rozegrana fabuła książki.
I wtedy mi ją pożyczyła, pamiętam do dziś... "Ogień i woda" Vitorii Scott.
Wciągnęło mnie...
Zakręciło...
Rozbudziło moje, już dawno znudzone tandetnymi historiami, serce...
I wtedy mi odbiło 😆 Kupowałam, wypożyczałam. Moje półki w pokoju były wypełnione w 3/4 książkami.
Zaczęłam pisać, wygrywałam konkursy literackie.
"Nauczyłam się czytać" 😁
Nadal jestem jedyną czytająca osobą w swojej rodzinie i jestem z tego bardzo dumna. Satysfakcjonuje mnie fakt, iż potrafię wyłapać więcej smaczków filmowych niż przeciętny odbiorca, właśnie dzięki książkom, na których zostały oparte. Przeczytałam książki, których w dzieciństwie nie wyobrażałam sobie tknąć ze względu na objętość czy obecność filmu np. J.K.Rowling, Tolkien, King itp.
😍 Strasznie jestem wdzięczna za to mojej koleżance, z którą przyjaźnię się do dziś, a nasza wspólna pasja to oczywiście -KSIĄŻKI
Widzę, iż wiele osób przywołuje w komentarzach wraz z książką swoją rodzinę - mamę, babcie, tatę, brata, psa, kota... Albo sam opisuje jak, wbrew powszechnie panującej w domu czytelniczej bierności, brnął się na lektury czy to szkolne, czy poważne, czy też te bardziej fantasy...
Ale co jeśli nauczyła by was czytać "zupełnie obca osoba"? (I nie - wcale nie chodzi tu o...
U mnie w domu książki zawsze były obecne. Pierwsze książki czytała mi mama. Często po dwie lub trzy przed snem. Niestety lub może stety, byłam strasznym dzieckiem, które znało swoje ulubione bajki na pamięć i nie pozwalało opuścić ani linijki. Kto by się więc spodziewał, że to dziecko, które tak kochało książki, znienawidzi czytanie? Nauka liter? Pikuś. Pisanie? Bez problemu. Czytanie choćby półstronnicowej czytanki w elementarzu? Katorga, ból głowy i płacz. Nikt nie rozumiał o co chodzi. Przecież jeszcze nie tak dawno książki to było moje guru i codzienny rytuał, więc czemu samodzielne czytanie szło tak opornie? Szczęście w nieszczęściu, jestem alergikiem i moja alergia lubi płatać figle, a w tamtym okresie wyskoczyły mi plamki na oku, z powodu których skierowano mnie do okulisty. On stwierdził, że plamki są od alergii, ale moja niechęć do czytania od... dalekowzroczności. Tak jest, wszystko przez wadę wzroku. Dostałam okulary i nagle świat książek znów stanął przede mną otworem! Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Dzięki alergii znów pokochałam książki i to już na zawsze!
U mnie w domu książki zawsze były obecne. Pierwsze książki czytała mi mama. Często po dwie lub trzy przed snem. Niestety lub może stety, byłam strasznym dzieckiem, które znało swoje ulubione bajki na pamięć i nie pozwalało opuścić ani linijki. Kto by się więc spodziewał, że to dziecko, które tak kochało książki, znienawidzi czytanie? Nauka liter? Pikuś. Pisanie? Bez...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dawno temu kiedy nastolatką byłam,
to o książkach nawet nie marzyłam.
Co innego wtedy robiłam,
zajęta myślami
Koleżankę z sąsiedztwa miałam,
która od zawsze czytała, bo bardzo to uwielbiała.
Często się spotykałyśmy
Pewnego razu ją odwiedziłam,
wtedy serię książek mi poleciła,
którą mi pożyczyła
i miłością do niej zaraziła.
Była to seria kryminałów Agathy Christie - fantastyczna lektura książkowa,
zdecydowanie moja ulubiona.
Uwielbiam kryminały po dziś dzień,
bo sprawiają, że intrygujący jest każdy dzień.
Drodzy panowie i panie,
tak oto pokochałam czytanie.
Dawno temu kiedy nastolatką byłam,
to o książkach nawet nie marzyłam.
Co innego wtedy robiłam,
zajęta myślami
Koleżankę z sąsiedztwa miałam,
która od zawsze czytała, bo bardzo to uwielbiała.
Często się spotykałyśmy
Pewnego razu ją odwiedziłam,
wtedy serię książek mi poleciła,
którą mi pożyczyła
i miłością do niej zaraziła.
Była to seria kryminałów Agathy Christie -...
Mam 6 lat, nigdy nie chodziłam do przedszkola. Od września będę chodzić do zerówki. Już się nie mogę doczekać. Teraz siedzę w domu z dziadkami, bo rodzice pracują. Nuda z tymi dziadkami, ciągle tylko słyszę: nie rób, nie dotykaj, nie wolno...ile można. Poza tym jestem podobno pasożytem, tak mówi o mnie moja starsza siostra. Mi się wydaję, że to ona jest pasożytem. Tylko leży, je i marudzi, że życie jest ciężkie. To ona jest ciężka. Jak wchodzi po schodach, to głośno dyszy. Moja mama ciągle czyta. Odkąd się urodziłam to pamiętam ją z książką. Nawet jak wpychałam jej się na kolana, to jednym okiem rzucała na mnie, drugim na książkę. Chcąc nie chcąc, mając już przed nosem jej czytadło pytałam: co to jest za literka? A ta? Pędziłam później po swoje bajki i próbowałam szukać takich literek. Ta moja ciężka siostra też ciągle czyta i dużo się uczy. Nie mogłam być gorsza. Tym sposobem, własnym samozaparciem w wieku 4 lat nauczyłam się czytać, literki drukowane i pisane, swego czasu byłam podobno fenomenem: to dziecko naprawdę umie czytać? Teraz już nikt się nie dziwi a Panie w bibliotece to moje najlepsze kumpele.
Mam 6 lat, nigdy nie chodziłam do przedszkola. Od września będę chodzić do zerówki. Już się nie mogę doczekać. Teraz siedzę w domu z dziadkami, bo rodzice pracują. Nuda z tymi dziadkami, ciągle tylko słyszę: nie rób, nie dotykaj, nie wolno...ile można. Poza tym jestem podobno pasożytem, tak mówi o mnie moja starsza siostra. Mi się wydaję, że to ona jest pasożytem. Tylko...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Za dzieciaka nie znosiłam czytać. Nie dało się mnie zmusić do otworzenia książki, nawet jeżeli była to obowiązkowa lektura. Rodzice nie wiedzieli jak mnie przekonać do czytania.
Pewnego dnia mama zaproponowała, że kupi mi jakąkolwiek książkę zechcę, a jeżeli ją przeczytam to dostanę 40 złotych i kolejną pozycję. Muszę przyznać, że oferta pieniężna bardzo mnie zachęciła do spróbowania zmierzenia się z przeczytaniem czegokolwiek.
Kupiłyśmy książkę A. Bradleya pt. "Zatrute ciasteczko". Za nic w świecie nie przypuszczałam, że książka może tak wciągnąć. Pochłonęłam ją w kilka dni. Dostałam moje upragnione 40 złotych i zamówiłyśmy kolejne tomy przygód Flawii. Tak to się zaczęło.
Miałyśmy z mamą umowę, że za dobre stopnie będę dostawała książki.
W prezencie za medale z zawodów pływackich zażyczałam sobie książki.
Na wszystkie okazje chciałam książki: urodziny, święta, dzień dziecka.
Czytałam wszędzie. W szkole na przerwach, na zawodach, w autobusach, podczas powrotu spacerem do domu. Przed snem, zaraz po wstaniu. Zawsze i wszędzie, czytałam.
Kocham czytanie całym serduszkiem. Staram się szerzyć miłość do literatury wśród moich znajomych, ale jednak czytam dla siebie, bo mnie to uszczęśliwia. Nie ma sensu nikogo do tego namawiać wbrew niemu. Ma to sprawiać radość. Mogę mieć tylko nadzieję, że komuś sprawia to taki ogrom przyjemności jak mi.
Za dzieciaka nie znosiłam czytać. Nie dało się mnie zmusić do otworzenia książki, nawet jeżeli była to obowiązkowa lektura. Rodzice nie wiedzieli jak mnie przekonać do czytania.
Pewnego dnia mama zaproponowała, że kupi mi jakąkolwiek książkę zechcę, a jeżeli ją przeczytam to dostanę 40 złotych i kolejną pozycję. Muszę przyznać, że oferta pieniężna bardzo mnie zachęciła do...
Byłam bardzo energicznym dzieckiem, toteż moja nauka czytania była dziwaczna! Pamiętam, że moja mama uczyła mnie literek, miałam specjalny zeszyt, w którym pisałam po kolei literki, niemalże z kaligraficzną precyzją. Niestety, czytać nadal nie chciałam, jak wspomina mama, dlatego, że bałam się, że mama przestanie czytać mi bajki na dobranoc. Pewnego poranka wsiadłam z babcią do pociągu Poznań- Warszawa. Była to długa podróż, więc sześcioletnia ja mocno się nudziła. Po kilku godzinach zaczęły mnie nużyć polskie widoki. Było to w czasach, kiedy moja babcia miała przy sobie telefon, z którego można było wykonać tylko połączenie. Moje zabawki przestały wydawać się atrakcyjne. I wtedy... skupiłam się na pewnej Pani przede mną. Ile ja jej zawdzięczam! Czytała ona książkę z jakże kolorową okładką. Było to wydanie "Ani z Zielonego Wzgórza", w którym się zakochałam. Długo myślałam i uświadomiłam sobie, że bardzo bym chciała sama czytać, móc wchodzić do biblioteki i wybierać książki, na jakie tylko mam ochotę. Wtedy tamta wspaniała Pani zaczęła mi czytać fragment na głos, a potem poprosiła mnie o przeczytanie tego samemu. Dałam radę! Dlatego do "Ani" mam ogromny sentyment, a dzięki tej Pani pokochałam czytanie.
Byłam bardzo energicznym dzieckiem, toteż moja nauka czytania była dziwaczna! Pamiętam, że moja mama uczyła mnie literek, miałam specjalny zeszyt, w którym pisałam po kolei literki, niemalże z kaligraficzną precyzją. Niestety, czytać nadal nie chciałam, jak wspomina mama, dlatego, że bałam się, że mama przestanie czytać mi bajki na dobranoc. Pewnego poranka wsiadłam z...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWe mnie miłość do czytania zaszczepiła moja była polonistka z liceum. Prowadziła swój przedmiot z ogromną pasją. Przy niej żadna lektura nie była nudna. Polecała takie książki, że na drugi dzień brakowało ich w naszej szkolnej bibliotece, tak ją wszyscy uwielbiali. Później nikogo takiego w życiu nie spotkałam. Brakuje mi takich ludzi.
We mnie miłość do czytania zaszczepiła moja była polonistka z liceum. Prowadziła swój przedmiot z ogromną pasją. Przy niej żadna lektura nie była nudna. Polecała takie książki, że na drugi dzień brakowało ich w naszej szkolnej bibliotece, tak ją wszyscy uwielbiali. Później nikogo takiego w życiu nie spotkałam. Brakuje mi takich ludzi.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGdy zakończyłam etap przedszkolny przyszła pora na rozpoczęcie edukacji w szkole. Co szkoła ma wspólnego z czytaniem książek? Oczywiście znienawidzone przez wiele osób lektury. Byłam na takim etapie życia, że od razu po ukończeniu przedszkola nadal w głowie miałam zabawę i cieszyłam się brakiem obowiązków. Niestety, nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością a stała za nim moja mama. Zawsze pilnowała, żeby wszystkie lekcje były odrobione. To ona właśnie po raz pierwszy zaciągnęła mnie do przeczytania książki. Musiała długo mnie prosić, abym wreszcie sięgnęła po lekturę, lecz ostatecznie się udało. Można więc uznać, że to właśnie moja mama zaszczepiła we mnie miłość do czytania, za co jestem jej wdzięczna do dziś. Świat książek jest niesamowity i bardzo się cieszę, że wystarczyło jej cierpliwości, aby mnie do niego wprowadzić.
Gdy zakończyłam etap przedszkolny przyszła pora na rozpoczęcie edukacji w szkole. Co szkoła ma wspólnego z czytaniem książek? Oczywiście znienawidzone przez wiele osób lektury. Byłam na takim etapie życia, że od razu po ukończeniu przedszkola nadal w głowie miałam zabawę i cieszyłam się brakiem obowiązków. Niestety, nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością a stała za...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMiłość to czytania i książek zaszczepiła we mnie mama. W dzieciństwie naszym wieczornym rytuałem było wspólne czytanie. Mama brała książkę i co wieczór czytała mi do snu. Gdy już byłam trochę starsza zaczęłam śledzić tekst oczami, co bardzo pomogło mi w nauce płynnego czytania. A w wieku 10 lat czytałyśmy już naprzemiennie albo z podziałem na role. Ona była Dianą Berry a ja Anią Shirley - cudowne wspomnienia. Nie wyobrażam sobie, abym po takich spotkaniach z literaturą miała się w niej nie zakochać.
Miłość to czytania i książek zaszczepiła we mnie mama. W dzieciństwie naszym wieczornym rytuałem było wspólne czytanie. Mama brała książkę i co wieczór czytała mi do snu. Gdy już byłam trochę starsza zaczęłam śledzić tekst oczami, co bardzo pomogło mi w nauce płynnego czytania. A w wieku 10 lat czytałyśmy już naprzemiennie albo z podziałem na role. Ona była Dianą Berry a ja...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejJa to chyba miłość do czytania wysłałam z mlekiem matki. Moja mama pochłaniała książki, każdą i na każdy temat - gdzie nie usiadła tam czytała. Zabrakło książek to znalazły się gazety i tak w kółko. I co za ironia losu ktoś by mógł pomyśleć, bo czytać nauczyła mnie babcia. Miałam wtedy 4 lata i z wielkim zapałem pochłaniałam czasopismo Kubuś Puchatek. Oj nie uwierzycie ile czasu spędzałam wtedy z Kubusiem, Krzysiem, Tygryskiem i Prosiaczkiem. :) Z wiekiem przerzuciłam się na literaturę poważną jaką były baśnie Braci Grimm, no a teraz kiedy już jestem dorosła lubuję się głównie w thrillerach i kryminałach. Jedno o czytaniu wiem na pewno - kiedy dużo czytasz to język staje się bogaty, ortografia zbyt prosta no i co najważniejsze wyobraźnia bujna! Warto czytać by móc się oderwać od sytuacji życia codziennego i choć na chwilę odnaleźć w krainie wyobraźni.
Ja to chyba miłość do czytania wysłałam z mlekiem matki. Moja mama pochłaniała książki, każdą i na każdy temat - gdzie nie usiadła tam czytała. Zabrakło książek to znalazły się gazety i tak w kółko. I co za ironia losu ktoś by mógł pomyśleć, bo czytać nauczyła mnie babcia. Miałam wtedy 4 lata i z wielkim zapałem pochłaniałam czasopismo Kubuś Puchatek. Oj nie uwierzycie ile...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
W mojej rodzinie nie było zwyczaju czytania dla przyjemności.
Jako mały chłopiec miałem, w mojej ocenie, ciekawsze rzeczy do robienia. Czytanie
lektur szkolnych, też usilnie próbowałem ominąć przy wykorzystaniu wątpliwej
jakości bryków. Dwa wydarzenie zakończyły taki stan rzeczy.Pierwsze kiedy obiecałem sobie, że przed obejrzeniem
ekranizacji trylogii Władcy Pierścieni przeczytam wszystkie trzy książki. Wtedy
zrozumiałem jak wiele traci się rezygnując z czytania. Jak daleko ludzka
wyobraźnia lepiej ekranizuje powieść niż hoolywoodzkie ekipy filmowe. Drugie, gdy po latach przypomniałem sobie film, który spodobał
mi się w dzieciństwie. Jedyne co pozostało w mojej pamięci to ogólny zarys
fabuły. Mniej więcej w tym samym czasie w moje ręce wpadła książka „Cztery pory
roku”. Wtedy okazało się, że filmem tym była ekranizacja jednej z miniopwieści
zawartych w tej książce o tytule „Ciało”. Odszukałem film i ponownie
stwierdziłem, że to książka jest prawdziwym pokarmem dla wyobraźni a
ekranizacje to śmiercionośna trucizna dla tego co słowa zebrane z papieru mogą
wyczarować w naszych głowach.Dzisiaj tych przykładów jest wiele więcej a ja zakochałem
się w czytaniu. Bo wiem, że książka zawsze pozwoli mi oderwać się od codzienności.
W mojej rodzinie nie było zwyczaju czytania dla przyjemności.
Jako mały chłopiec miałem, w mojej ocenie, ciekawsze rzeczy do robienia. Czytanie
lektur szkolnych, też usilnie próbowałem ominąć przy wykorzystaniu wątpliwej
jakości bryków. Dwa wydarzenie zakończyły taki stan rzeczy.Pierwsze kiedy obiecałem sobie, że przed obejrzeniem
ekranizacji trylogii Władcy Pierścieni...
W moim rodzinnym domu czytanie była rzeczą równie naturalną jak oddychanie. Gdy zamknę oczy, widzę naszą rodzinkę, w której każdy coś czyta. Nie było tak, że trzeba nam było podrzucać jakieś książki, żebyśmy złapali przynętę. Co wieczór, mama albo tata przychodzili do nas gdy leżeliśmy już w łóżkach i nam czytali. Tak po prostu. Potem buziak, gaszenie światła i spanie. Kiedy byliśmy starsi, po kolei zapisywali nas do biblioteki. To wszystko było naturalną koleją rzeczy i tak samo jest teraz w moim domu. Powtarzam schemat rodziców i jestem dumna, że i moja córka rośnie na zapaloną czytelniczkę :)
W moim rodzinnym domu czytanie była rzeczą równie naturalną jak oddychanie. Gdy zamknę oczy, widzę naszą rodzinkę, w której każdy coś czyta. Nie było tak, że trzeba nam było podrzucać jakieś książki, żebyśmy złapali przynętę. Co wieczór, mama albo tata przychodzili do nas gdy leżeliśmy już w łóżkach i nam czytali. Tak po prostu. Potem buziak, gaszenie światła i spanie....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTata przyniósł mi kiedyś książkę, mówiąc, że każdy chłopiec powinien ją przeczytać. Jak się później okazało, miał takich znacznie więcej, każda lepsza od poprzedniej albo po prostu ja przepadłem bez pamięci w literaturze przygodowej. Spośród nich największe wrażenie zrobiła na mnie „Wyspa skarbów” Stevensona. Poszukiwania skarbu kapitana Flinta wciągnęły mnie bez reszty, zazdrościłem Jimowi życia w czasach pełnych przygód i tajemnic, jednocześnie kibicując mu w wyścigu. Do tego ten niesamowity wizerunek pirackiego życia oraz pirata (rozpowszechniony w popkulturze właśnie dzięki tej powieści) – w szczególności nieodłączna drewniana noga wygląda obrazowo. Oj tak, chciałem być właśnie poszukiwaczem przygód w stylu małego Jima. Potem miałem "fazę" na zostanie naukowcem, słynnym detektywem, oj, zmieniały mi się marzenia na przestrzeni czasu, ale nadal mam ogromny sentyment do swoich literackich początków. :)
Tata przyniósł mi kiedyś książkę, mówiąc, że każdy chłopiec powinien ją przeczytać. Jak się później okazało, miał takich znacznie więcej, każda lepsza od poprzedniej albo po prostu ja przepadłem bez pamięci w literaturze przygodowej. Spośród nich największe wrażenie zrobiła na mnie „Wyspa skarbów” Stevensona. Poszukiwania skarbu kapitana Flinta wciągnęły mnie bez reszty,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Czytania składania liter i pisania nauczyła mnie siostra. Dlaczego
? Bo różnica wieku między nami była na tyle duża że musiała się czasem mną zajmować.
Więc „zajmowanie” polegało na tym że siostra szkolny kujon ciągała mnie zwykle
za sobą w różne dziwne dla mnie miejsca. I jednym z takich miejsc a
jednocześnie jednym z pierwszych wspomnień była biblioteka w miejscu w którym
wtedy mieszkałyśmy. Pamiętam zapach tego miejsca i rzędy książek, pamiętam dział
dla dzieci który wyglądem nie obiegał od tego dla dorosłych tylko nazywał się „dla
dzieci” więc mogłam się poczuć kurczę prawie dorosła w wieku 4-5 lat. I jestem
prawie pewna że jak mnie tam na początku przyprowadzała to na pewno czytać nie
umiałam ale tam się uczyłam pierwszych liter i słów. A ponieważ kujon musiał
zając się sobą to mnie sadzała przy stole w czytelni i przynosiła mi swoje ulubione
książki o ……………. (no tak ) Muminkach. ( I teraz powiało grozą dla każdego „fana”
Muminków. Bo jak wiadomo Muminki rządzą się systemem zero jedynkowym albo je kochasz
albo nienawidzisz) Do tej pory te czarnobiałe ilustracje mam w pamięci i nawet
jako dziecko z odrazą mijałam kolorowe dobranocki o Muminkach. Ale to na tych
książkach siostra uczyła mnie liter i słów przez co po pierwsze, w zerówce i I klasie
okrutnie się nudziłam nie rozumiejąc dlaczego inni nie potrafią pisać i czytać.
Po drugie w moje 8 urodziny ojciec mało nie dostał apopleksji bo wszystkie zaproszone
na „imprezę” dzieci przyniosły mi maskotki Muminki ( a ojciec szczerze ich
nienawidził do tego stopnia że nawet książki do ręki nie wziął) a po trzecie na
starość obie kupujemy sobie wszystkie możliwe gadżety z Muminkami w tle ……i dlatego
na moim nocnym stoliku stoi lampka w postaci Malej Mi a ona ma podkładki pod
kubki z Muminkami.
Czytania składania liter i pisania nauczyła mnie siostra. Dlaczego
? Bo różnica wieku między nami była na tyle duża że musiała się czasem mną zajmować.
Więc „zajmowanie” polegało na tym że siostra szkolny kujon ciągała mnie zwykle
za sobą w różne dziwne dla mnie miejsca. I jednym z takich miejsc a
jednocześnie jednym z pierwszych wspomnień była biblioteka w miejscu w...
No cóż, muszę się przyznać, że u mnie z czytaniem nie było wcale kolorowo. Zwykłam być w przedszkolu tym dzieckiem, które ucieka kiedy jest do przeczytania krótki tekst o bocianach czy krowach. Zwykłam dukać przy każdym artykułowanym słowie z książki. Zwykłam zacinać się stojąc przed nauczycielką w klasie czytając fragment lektury szkolnej. Innymi słowy, dysortografia.
Nie przeczytałam pierwszej lektury szkolnej, bo czytać nie umiałam przez długi czas. Znałam alfabet i uwielbiałam się uczyć, ale te literki jakoś nie składały się dla mnie w jedną całość. A moja historia z czytaniem w wieku wczesnoszkolnym to zwyczajnie codzienna katorga związana z czytaniem tekstów mojej mamie, która podejrzewam, że nie była tym zachwycona - tak jak ja.
Dostając od koleżanek w szkole w prezencie na urodziny książkę czułam się upokorzona. „Co miałabym z tym zrobić?”, myślałam. Nawet „Kubuś Puchatek” czy „Akademia Pana Kleksa” były dla mnie wyzwaniem, ale zaczęła się pewna era. Era podczas której tysiące, co tam, miliony ludzi na całym świecie zaszaleli na temat dwóch słów, Harry Potter. Zaszalałam i ja.
Pomimo że zaczęło się u mnie od filmów, pewnego popołudnia postanowiłam sięgnąć po papierową wersję historii i po prostu coś się zmieniło, coś pykło. Zaczęłam czytać. Nie z przymusu i traumą za plecami, ale z przyjemności.
No cóż, muszę się przyznać, że u mnie z czytaniem nie było wcale kolorowo. Zwykłam być w przedszkolu tym dzieckiem, które ucieka kiedy jest do przeczytania krótki tekst o bocianach czy krowach. Zwykłam dukać przy każdym artykułowanym słowie z książki. Zwykłam zacinać się stojąc przed nauczycielką w klasie czytając fragment lektury szkolnej. Innymi słowy, dysortografia.
Nie...
Gdy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam przesiadywać u babci. Oprócz herbaty z cytryną, ciasta drożdżowego i babcinych opowieści, byłam zafascynowana jej biblioteczką - w małym drewnianym domku mieściło się mnóstwo książek, idealnie ułożonych, które skrywały w sobie wiele tajemnic, przygód, mądrości i piękna. Gdy byłam nastolatką, pożyczałam od babci książki i się w nich zatapiałam. Pamiętam, że całe wakacje spędzałam zanurzona w lekturach, zamiast łapać promienie słońca, ja łapałam chwile wraz z bohaterami powieści.
Gdy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam przesiadywać u babci. Oprócz herbaty z cytryną, ciasta drożdżowego i babcinych opowieści, byłam zafascynowana jej biblioteczką - w małym drewnianym domku mieściło się mnóstwo książek, idealnie ułożonych, które skrywały w sobie wiele tajemnic, przygód, mądrości i piękna. Gdy byłam nastolatką, pożyczałam od babci książki i się w nich...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie pamiętam kiedy nauczyłam się czytać. Odkąd byłam małą dziewczynką chodziłam do biblioteki szkolnej na przerwie. Prawdopodobnie mam to we krwi - moja prababcia też była molem książkowym, a mama i ciocia także w młodości czytały mnóstwo książek. Anegdot z nauką czytania raczej nie mam... Poza tym, że książki dla młodzieży zaczęłam czytać w wieku dziesięciu lat, a dla dorosłych - trzynastu lat.
Nie pamiętam kiedy nauczyłam się czytać. Odkąd byłam małą dziewczynką chodziłam do biblioteki szkolnej na przerwie. Prawdopodobnie mam to we krwi - moja prababcia też była molem książkowym, a mama i ciocia także w młodości czytały mnóstwo książek. Anegdot z nauką czytania raczej nie mam... Poza tym, że książki dla młodzieży zaczęłam czytać w wieku dziesięciu lat, a dla...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Od dziecka zawsze widziałam rodzinę z książkami w rękach, więc naturalnie zaczęłam się uczyć dość młodo, ale niestety nie szło mi najlepiej. Żeby mnie nie zniechęcać tata umówił się ze mną, że ja będę czytać jedną stronę, gdy on będzie czytał dwie. I tak się zaczęła moja przygoda, od czytania jednej strony i słuchania z śledzeniem tekstu dwóch pozostałych.
Naukę czytania, mimo że była czasami frustrująca (zwłaszcza gdy było długie słowo do przeczytania) wspominam dobrze, głównie dzięki tacie który jak najlepszy nauczyciel był cierpliwy, spokojny i wyrozumiały :)
Od dziecka zawsze widziałam rodzinę z książkami w rękach, więc naturalnie zaczęłam się uczyć dość młodo, ale niestety nie szło mi najlepiej. Żeby mnie nie zniechęcać tata umówił się ze mną, że ja będę czytać jedną stronę, gdy on będzie czytał dwie. I tak się zaczęła moja przygoda, od czytania jednej strony i słuchania z śledzeniem tekstu dwóch pozostałych.
Naukę czytania,...
Nie pamiętam, kto i jak zaszczepił we mnie miłość do czytania. Pamiętam za to pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę. W mojej pamięci na zawsze zostaną
"Sceny z życia smoków" Beaty Krupskiej. Moja sympatia do tej książki
nie słabnie, mimo upływu lat. Niebanalna historia przesympatycznie
niesympatycznych gadów, które wyglądają okropnie, są zarozumiałe i zgryźliwe
zarówno wobec innych, jak i wobec siebie. Unikając ludzi, nie unikają ludzkich
problemów. Kłócą się, dogryzają sobie, szukają pretekstów, by postawić sobie
nogę kogoś skompromitować. A jednak nie sposób ich nie lubić. To dzieciaki
zamknięte w skórze ogromnych gadzin. Największą sympatią od początku darzyłam
Żabę. Nikt jej nie lubił, bo miała wyłupiaste oczy i pryszcze na plecach.
Pamiętam, jak bardzo było mi jej żal. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego inne
smoki jej nie lubią tylko dlatego, że wygląda, jak wygląda. No cóż. Smoki jak
ludzie. Niejeden człowiek mógłby odnaleźć samego siebie w którejś z tych
smoczych skór. Nie dostrzegałam tego jako dziecko, dopiero czas wyostrza wzrok.
Mimo iż teraz dokładniej rozumiem przesłanie smoczych przygód, kiedy wracam do
tej książki, zawsze staję się dzieckiem. To najbardziej zaczytana książka w moim domu. :)
Nie pamiętam, kto i jak zaszczepił we mnie miłość do czytania. Pamiętam za to pierwszą samodzielnie przeczytaną książkę. W mojej pamięci na zawsze zostaną
"Sceny z życia smoków" Beaty Krupskiej. Moja sympatia do tej książki
nie słabnie, mimo upływu lat. Niebanalna historia przesympatycznie
niesympatycznych gadów, które wyglądają okropnie, są zarozumiałe i zgryźliwe
zarówno...
W moim rodzinnym domu nie było tradycji czytania, ba nie
było w nim nawet książek. Jedyne książki jakie pamiętam z domu to książeczki do
nabożeństwa. Czytać nauczyłem się po prostu w szkole. Ale od momentu nauki
czytania do chwili gdy czytanie polubiłem i stało się moją pasją minęło
kilkadziesiąt lat. W międzyczasie czytać uczyły się moje dzieci, potem wnuki, a
ja patrzyłem na to z boku i czasem nawet się dziwiłem co też takiego w tych książkach
może być takiego ciekawego. Czytanie polubiłem dopiero na emeryturze. Książką
od której wszystko się zaczęło była lektura mojej wnuczki „Kamienie na szaniec’.
Pamiętam, że czytaliśmy ją „wspólnie” tzn. ja w czasie gdy wnuczka był w szkole
a ona popołudniami. Teraz mam swoje książki a czytanie jest moim ulubionym zajęciem,
moim oknem na świat. Moja rodzina do dziś wspomina, jak kilka lat temu przy świątecznym
stole zacząłem opowiadać, że do parafii przyszedł nowy ksiądz i jak on sobie
radzi, że wprowadził nowe porządki, że ludzie go polubili, a nawet że pięknie
gra na organach. Rozwinęła się taka fajna rodzinna rozmowa i po chwili moja
córka pyta „ to od kiedy macie tego nowego księdza?” a ja na to zdziwiony „to
nie u nas to w książce” 😂
W moim rodzinnym domu nie było tradycji czytania, ba nie
było w nim nawet książek. Jedyne książki jakie pamiętam z domu to książeczki do
nabożeństwa. Czytać nauczyłem się po prostu w szkole. Ale od momentu nauki
czytania do chwili gdy czytanie polubiłem i stało się moją pasją minęło
kilkadziesiąt lat. W międzyczasie czytać uczyły się moje dzieci, potem wnuki, a
ja...
Babcia Jadzia-bo tak jak w piosence Wojciecha Młynarskiego "Jeśli za mało książek znasz to Ci wychodzi na twarz!"
Babcia Jadzia-bo tak jak w piosence Wojciecha Młynarskiego "Jeśli za mało książek znasz to Ci wychodzi na twarz!"
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Tak bardzo chciałam pochwalić się mamie, że pragnę zostać pisarką. - Nie przeszkadzaj - tylko tyle usłyszałam, gdy chciałam zwierzyć się ze swych dziecięcych planów. Czułam się niewidzialna jak Nini, bohaterka Muminków, której ciotka tak bardzo jej dokuczała, że biedna Nini ze strachu stała się niewidoczna. Szybko nauczyłam się perfekcyjnie odcinać od tego, co czułam i uciekałam
w cudowny świat książek. To była jedyna alternatywa do tego co działo się w domu. Ponieważ
ten rzeczywisty był smutny, uciekałam w ten książkowy. Ach, jak cudownie można się było w nim skryć przed krzykiem i totalnym brakiem porozumienia. Nic więc dziwnego, że „Dzieci z
Bullerbyn” były moją ukochaną książką z dzieciństwa. Bohaterowie potrafili świetnie dbać o relacje, a przyjaciele i rodzina zawsze byli blisko siebie. To było chyba dla mnie wtedy najważniejsze. Pamiętam też, \jak kiedyś dostałam w prezencie od taty regał na książki. Miałam wtedy nie więcej niż dziesięć lat i to był najpiękniejszy prezent na świecie. Na dole miał zamykane drzwiczki, a powyżej półki. Wycierałam je z kurzu i ustawiałam swoje ulubione książki, których w czasach mojego
dzieciństwa nie kupowało się po prostu w księgarni, tylko się je zdobywało, podobnie jak pomarańcze czy szynkę. Tata widząc, że tak bardzo kocham czytać, czasem kupił coś „spod lady”. To była moja pierwsza biblioteczka, która była odbiciem mojego dziecięcego świata.
Tak bardzo chciałam pochwalić się mamie, że pragnę zostać pisarką. - Nie przeszkadzaj - tylko tyle usłyszałam, gdy chciałam zwierzyć się ze swych dziecięcych planów. Czułam się niewidzialna jak Nini, bohaterka Muminków, której ciotka tak bardzo jej dokuczała, że biedna Nini ze strachu stała się niewidoczna. Szybko nauczyłam się perfekcyjnie odcinać od tego, co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mama czytała mi od lat najmłodszych. Pamiętam "Kopciuszka", który był przeze mnie najchętniej wybierany, do tego stopnia, że znałam go na pamięć! Często podpowiadałem mamie, albo ją poprawiałam, gdy chciała nieco przyspieszyć i ominąć jakiś fragment. Mama robiła dla mnie i dla siostry również zawody, kto przeczyta więcej słów w minutę. Dla dzieciaków, które z czytaniem dopiero zaczynają swoją przygodę był to świetny trening.
To właśnie mama kochała książki i nigdy ich w naszym domu nie brakowało. To jej obraz z książką zachęcał mnie do sięgania po nowe tytuły, które zawsze starannie mi posuwała. Idealnie dobierała książki do moich zainteresowań i wieku. Tym właśnie sprawiła, że książka stała się nieodłącznym elementem mojego życia. Z czasem wspólnie zaczęłyśmy wymieniać się tytułami, które nas zainteresowały. Ta nasza wspólna miłość trwa po dziś dzień. Obie uwielbiamy czytać i wymieniamy się tytułami, które nas zaintrygowały.
To piękny początek wspaniałej przygody, pasji i przede wszystkim zainteresowania, który łączy mnie z mamą.
Mama czytała mi od lat najmłodszych. Pamiętam "Kopciuszka", który był przeze mnie najchętniej wybierany, do tego stopnia, że znałam go na pamięć! Często podpowiadałem mamie, albo ją poprawiałam, gdy chciała nieco przyspieszyć i ominąć jakiś fragment. Mama robiła dla mnie i dla siostry również zawody, kto przeczyta więcej słów w minutę. Dla dzieciaków, które z czytaniem...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejw długie noce pod harcerskim namiotem trzeba było jakoś zabić czas. wpadłyśmy na pomysł, by w każdy wieczór to była inna opowieść - książka, którą się przeczytało i teraz opowiedziało innym rozmarzonym dziewczynom. W dobie przedinternetowej, to było jak wejście do innego, barwnego świata... wyobraźnia szalała . Od słuchania do pożerania książek tylko krok
w długie noce pod harcerskim namiotem trzeba było jakoś zabić czas. wpadłyśmy na pomysł, by w każdy wieczór to była inna opowieść - książka, którą się przeczytało i teraz opowiedziało innym rozmarzonym dziewczynom. W dobie przedinternetowej, to było jak wejście do innego, barwnego świata... wyobraźnia szalała . Od słuchania do pożerania książek tylko krok
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKiedy byłam 5 latką, moja ukochana mama i babcia czytały mi w dzień i przed snem bajki i baśnie. Z czasem byłam zainteresowana światem liter i slow, a nie tylko czytanymi historiami. Moja babcia mawiała : książka przeniesie Cię w lepszy świat, świat Twojej wyobraźni oraz nieraz mawiała książka skarbnicą wiedzy i książka jest przyjacielem człowieka, bo pobudza jego kreatywność. To wystarczyło żebym z przyjemnością chodziła z mamą do pobliskiej, malutkiej biblioteki. Do dziś czytanie książek jest jedną z ulubionych czynności, którą wykonuje w wolnym czasie, niezależnie od pogody. Nie ma to jak dobra książka z kawką w tle.
Kiedy byłam 5 latką, moja ukochana mama i babcia czytały mi w dzień i przed snem bajki i baśnie. Z czasem byłam zainteresowana światem liter i slow, a nie tylko czytanymi historiami. Moja babcia mawiała : książka przeniesie Cię w lepszy świat, świat Twojej wyobraźni oraz nieraz mawiała książka skarbnicą wiedzy i książka jest przyjacielem człowieka, bo pobudza jego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejCiężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie "kto" zaczepił we mnie miłość do czytania. Chyba sama jako dziecko zakochałam się w książkach i nikt mi nie dał tego bakcyla. Byłam bardzo zamkniętym dzieckiem, mało lubianym. Szwędałam się na przerwach zawsze sama po dużej szkole, aż trafiłam do biblioteki. Pamiętam dokładnie jak zaświeciły mi się oczy na widok mnóstwa książek. Chodziłam palcami po regałach i dotykałam książek. Byłam zachwycona i jednocześnie zaciekawiona, co w sobie skrywają. Jak dziś pamiętam, że pierwszą wypożyczoną książką w bibliotece było "Kukuryku na ręczniku". Od tamtej pory nie rozstawałam się z książkami. Jak byłam już nastolatką zrozumiałam, że miłość do czytania książek to cecha, którą odziedziczyłam po mojej babci, która tak samo jak ja obecnie wszystkie regały w domu ma zapełnione książkami.
Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie "kto" zaczepił we mnie miłość do czytania. Chyba sama jako dziecko zakochałam się w książkach i nikt mi nie dał tego bakcyla. Byłam bardzo zamkniętym dzieckiem, mało lubianym. Szwędałam się na przerwach zawsze sama po dużej szkole, aż trafiłam do biblioteki. Pamiętam dokładnie jak zaświeciły mi się oczy na widok mnóstwa...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A było to tak... Książki były ze mną od zawsze. Wychowałam się w
rodzinie wielopokoleniowej i miałam w swoim otoczeniu ludzi, którzy je kochali. Takie wspomnienie: mam 4 lata i już potrafię w
ośrodku zdrowia zrobić odczyt ulotki reklamowej. Mamie mojej rówieśniczki opada
szczęka. Dość wcześnie zaczęłam, bo to było przeznaczenie. ;) Mam też wyryte w pamięci opowieści dziadka z
czasów II WŚ. Kiedy będąc młodym chłopcem, musiał się ukrywać i to była jego
jedyna ucieczka. "Dzieci Kapitana Granta", a także ogólnie prozę
Julesa Verne'a do późnej starości darzył szczególną estymą. Pamiętam jego
opowieści: o przygodach, odwiedzonych krajach, dżunglach, podróżach... On,
prosty człowiek z małej mazowieckiej wsi, na kartach powieści zwiedził więcej
niż jeden świat. I zaraził mnie miłością do słowa pisanego, do geografii, do
historii... Przewracamy kartę: w szkole pani bibliotekarka nie
chce mi wypożyczyć książki. Uważa, że jestem na nią za mała. Zgłaszam temat
mamie. Sprawdza, ocenia czy się dla mnie nadaje, przynosi mi ją. Pełne
wsparcie. Może to drobiazg. Dla mnie wtedy duża sprawa. Kolejne: sobota
roku pańskiego 2001. Siedzę w oknie i wyglądam przez nie od rana, niecierpliwie,
co 5 minut. Mama pojechała do Warszawy i wiedziałam, że zajdzie do księgarni i
przyniesie mi wyczekiwany trzeci tom Harry'ego Pottera. Tej ekscytacji i
szczęścia, jakie dawało zdobycie kolejnych tomów HP nie zapomnę nigdy. Rozgadałam się, ale i piękne wspomnienia wróciły,
więc jakżeby inaczej?
A było to tak... Książki były ze mną od zawsze. Wychowałam się w
rodzinie wielopokoleniowej i miałam w swoim otoczeniu ludzi, którzy je kochali. Takie wspomnienie: mam 4 lata i już potrafię w
ośrodku zdrowia zrobić odczyt ulotki reklamowej. Mamie mojej rówieśniczki opada
szczęka. Dość wcześnie zaczęłam, bo to było przeznaczenie. ;) Mam też wyryte w pamięci opowieści...
Umiłowanie książek wszczepiło się do mojego serca wraz z regularnymi odwiedzinami osiedlowej biblioteki wraz z moją mamą. To właśnie jej zawdzięczam rozbudzoną pasję do literatury, a także szybkie nabycie umiejętności czytania. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze czułam podekscytowanie podczas buszowania między regałami i półkami. Oglądanie okładek, czytanie opisów, tytułów, informacji o autorze - miks tych czynności oddziaływał na moją wyobraźnię, sprawiał, że czułam się jak na wyspie skarbów, w jaskini diamentów, w komnatach zagadek do rozwikłania. Początki przygód z książkami to słuchanie głosu mamy i oglądanie barwnych ilustracji. Zazwyczaj sesje czytelnicze odbywały się wieczorami po kąpieli i zobaczeniu wieczorynki. Miękka podusia, kanapki i kakao jako atrybuty spotkań z książkami kojarzą mi się z radosnym dzieciństwem. Gdy samodzielnie zaczęłam łączyć litery w wyrazy, zaczęłam rosnąć wraz z drzewem świadomości o rozmaitych autorach i gatunkach literackich. Po dziś dzień nie mogę się od książek oderwać, jakbym sama stała się gałęzią tegoż drzewa.
Umiłowanie książek wszczepiło się do mojego serca wraz z regularnymi odwiedzinami osiedlowej biblioteki wraz z moją mamą. To właśnie jej zawdzięczam rozbudzoną pasję do literatury, a także szybkie nabycie umiejętności czytania. Odkąd sięgam pamięcią, zawsze czułam podekscytowanie podczas buszowania między regałami i półkami. Oglądanie okładek, czytanie opisów, tytułów,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej