Interesuje mnie człowiek na skraju przepaści – Iza Michalewicz o „Balladach morderców”
Dlaczego postanowiła, że nie będzie rozmawiać z mordercami? Co sprawiło, że zaczęła pisać książki true crime i czy w związku ze swoją działalnością poczuła kiedyś, że jej bezpieczeństwo jest zagrożone? Na te i inne pytania odpowiada Iza Michalewicz, autorka „Ballad morderców. Kryminalnego Wrocławia”.
Mat. prasowe Wydawnictwa W.A.B.
[Opis wydawcy] Każde miasto ma własną, mroczną historię. Każde było scenerią głośnych zabójstw, które żyją w pamięci i wciąż wywołują emocje. „Ballady morderców. Kryminalny Wrocław” to pierwsza z cyklu true crime - kryminalnych biografii miast.
Głośne zabójstwo miss Polski Agnieszki Kotlarskiej zamordowanej przez jej psychofana, najsłynniejszy chyba proces poszlakowy w Polsce – czyli sprawa Krystiana Bali, autora książki „Amok”, który zabił domniemanego kochanka swojej żony, sprawa Krzysztofa G. seryjnego zabójcy, nazywanego „Skorpionem”, który ma na sumieniu 5 osób, czy wreszcie historia Agaty M. lekarki pogotowia ratunkowego, która zamordowała żonę swojego kochanka – te i inne sprawy Iza Michalewicz przedstawia z właściwą sobie dociekliwością jednej z najlepszych reporterek i reporterów śledczych w Polsce.
Marcin Olgierd: Pani poprzednia książka, „Zbrodnie prawie doskonałe. Policyjne Archiwum X”, cieszyła się dużą popularnością. Czy od razu wiedziała pani, że kolejna także będzie traktować o sprawach kryminalnych?
Iza Michalewicz: Reportaż o policyjnym „Archiwum X” był moją pierwszą książką z gatunku stricte true crime i nie spodziewałam się, że spotka się z aż tak wielkim zainteresowaniem. Ale postanowiłam napisać następną serię o prawdziwych zbrodniach nie dlatego, by zostać królową true crime’u. Mnie po prostu interesuje człowiek na skraju przepaści. A najczęściej znajduje się tam w momencie, kiedy staje w obliczu śmierci. I to nie tylko wtedy, gdy zabija, ale też i wówczas, gdy ktoś, kogo kocha, traci życie w tak dramatyczny sposób. Zaglądanie w głąb emocjonalnego piekła może nie jest najłatwiejszym zadaniem, ale pozwala mi zbliżyć się do moich własnych piekieł i transformować je w światło.
„Ballady morderców. Kryminalny Wrocław” to pierwszy tom cyklu. Dlaczego zdecydowała się Pani właśnie na to miasto?
Bo jest moim miastem rodzinnym. Mieszkając przez kilkanaście lat w Warszawie, tęskniłam za jego klimatem, za rodziną i przyjaciółmi. To miasto dało mi przed laty solidnie w kość i zahartowało mnie, dlatego nigdy nie złapałam kompleksu stolicy. Zresztą Wrocław wciąż żyje niespiesznie, nie ma tu pogoni za sukcesem, sensacją czy perfekcyjnym wyglądem. Nie muszę odnajdywać w sobie energii bogini i być Marylin Monroe, kiedy jestem małym jeżykiem zagrzebanym w liściach.
Wrocław pozwala mi na skierowanie uwagi do własnego wnętrza. I może to jest związane z samotnością, ale potrzebuję wiele przepracować, żeby być lepszym człowiekiem i nie popełniać w kółko tych samych błędów. Próbuję tu odzyskać poczucie bezpieczeństwa, które straciłam.

Jak wyglądała pani praca nad tą książką? Jak dokonywała pani selekcji spraw, które chciała opisać?
Interesowały mnie takie historie, w których chodziło o coś więcej niż tylko o zbrodnię. Chciałam przyjrzeć się całej scenografii tych zdarzeń, zastanowić nad źródłem zła, skąd ono wypływa. Człowiek to skomplikowana istota, ale istnieje coś takiego, jak ciemna triada osobowości, która łączy w sobie psychopatię, makiawelizm i narcyzm. Ludzie tym dotknięci są jak zaklinacze węży. Mają skomplikowane relacje osobiste, umieją celowo wyłączyć emocje, brakuje im empatii, są egocentryczni i bezwzględni. Zwłaszcza narcyzm święci triumfy we współczesnym świecie i przynosi wiele krzywdy, podsycany zresztą przez bardzo modne dziś zjawisko toxic good vibes.
Wybrałam do opisania sześć spraw, żeby przyjrzeć się wszystkim tym aspektom, co mnie przeczołgało psychicznie, ale też i pozwoliło wiele zrozumieć. Jestem o tę wiedzę bogatsza, za to smutniejsza. Świadomość jednak to też droga przez smutek, więc nie ma co marudzić. Trzeba zapłacić frycowe i iść dalej.
Gdzieś przeczytałem, że nie rozmawia pani z mordercami. To prawda? Zrobiła pani kiedyś wyjątek?
Nie rozmawiam, kiedy nie mam wątpliwości, że człowiek popełnił zbrodnię. Wielu z nich nie przyznaje się do winy, choć dowody wskazują na co innego, a mnie do rozpaczy doprowadza każdy, kto nie żałuje, że wyrządził komuś krzywdę. I kto nie umie powiedzieć przepraszam. Życie bez przebaczenia jest torturą, zwłaszcza dla tych, którzy nie weszli w ciemną triadę, o której mówiłam wcześniej. Zrobiłam wyjątek wiele lat temu, jadąc do więzień na rozmowy z mordercami tylko dlatego, że kiedy odebrali komuś życie, byli dziećmi. Próbowałam to zrozumieć, co nie znaczy, że mi się udało.
Czy jest jakaś ze spraw, na opisanie której nie zdecydowała się pani, a teraz z perspektywy czasu żałuje tej decyzji, bo np. pojawiły się nowe dowody, nastąpił jakiś zwrot?
Jeśli się nie zdecydowałam, to tylko dlatego, że mam za dużo pracy i nie daję rady zająć się wszystkim. Musiałabym pisać książki w amerykańskim stylu i zatrudniać sztab ludzi do współpracy. A ja jestem samotną rzeką. I tak zrobiłam wyjątek dla absolwentki Polskiej Szkoły Reportażu, Katarzyny Gałek, która chciała się ode mnie uczyć, więc dałam jej do przeczytania i opracowania część akt. Bardzo mi pomogła, no i miałam z kim porozmawiać o szczegółach, zwłaszcza że Kasia jest niezwykle bystrą kobietą i dobrą duszą. Dzisiaj studiuje kryminalistykę.
Boi się pani pisać książki true crime? Miała pani poczucie zagrożenia w związku z którąś z opisanych spraw?
Nie boję się pisać, większy lęk mam przed tym, jak odbiorą to czytelnicy. Po „Archiwum X” pojawiły się zarzuty, że wybrałam również sprawy nie zakończone, w których sprawca nie został złapany. Jakby ludzie zapomnieli, że ja piszę o życiu, a nie przelewam na papier wyssane z palca i wyobraźni historie.
Do „Ballad morderców” miałam opisać jeszcze jedną sprawę, zebrałam materiał, ale z niej zrezygnowałam. Sprawca odsiedział częściowo wyrok za zabójstwo, jest na wolności i ma kontakty z półświatkiem. Gdyby ta sprawa była jednak pasjonująca i wielowątkowa, to bym się nie wahała. Ale nie była. Nie mam czego żałować.
Mariusz Szczygieł mówi, że rozmawiając z bohaterami reportaży, często zadaje pytanie: „Naprawdę?”, bo sprawia ono, że ludzie się otwierają, mówią więcej, niż planowali, przedstawiają więcej szczegółów. Czy pani ma jakiś swój sposób na rozmówców?
Naprawdę? Nie wiedziałam. Nie umiem patrzeć na siebie z boku. Dość często zdarza mi się powiedzieć: „Nie do wiary!”, co potem słyszę na nagraniach, ale raczej otwieram ludzi uśmiechem. Jestem szczera, a oni cenią szczerość, nawet jeśli czasem ich wkurza i bywa bolesna. Wiedzą, że nie udaję kogoś, kim nie jestem. Nie schlebiam im, bo zwyczajnie nie umiem. Nie ma we mnie wyrachowania. Jak się czymś zachwycam, to autentycznie, kłamać też nie potrafię, nikt by ze mną konia nie ukradł.
Chyba mam w sobie dużo z dziecka. Czasem ta naiwność wpędza mnie w kłopoty, ale wtedy mówię sobie: „No cóż, taką mnie Panie Boże stworzyłeś, to taką mnie masz.
Czy podczas rozmów padło kiedyś jakieś zdanie, stwierdzenie, pytanie, które zapamięta pani na zawsze? Które być może zarezonowało u pani i coś zmieniło?
Tak. Wiele powiedziała mi kobieta, która w strasznych okolicznościach straciła córkę i nigdy nie uwierzyła w jej samobójstwo. Piękny, dobry człowiek. Pracowała z energią, była numerologiem i tarocistką. Widziała więcej niż inni. To, o czym mówiła, dotyczyło mojego życia prywatnego, więc zachowam dla siebie. Umarła w tym roku, a ja wyczułam tę śmierć, nawet nie umiem powiedzieć, w jaki sposób. Opowiem historię jej córki, bo jestem jej to winna. Reportaż powstanie dla drugiej części „Archiwum X”. Jeśli faktycznie miała rację – wszystko zarezonuje w moim życiu prędzej czy później.
O autorce
Iza Michalewicz – reporterka śledcza. Finalistka międzynarodowej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki (2015), za książkę „Życie to za mało”, współautorka bestsellerowej biografii Violetty Villas, laureatka Grand Press za reportaż roku 2011. W 2018 roku ukazała się jej książka o policyjnym Archiwum X, „Zbrodnie prawie doskonałe”.
Książka jest już dostępna w księgarniach online.
Artykuł sponsorowany
komentarze [2]
Zamówiłam już tę książkę w EMPiK-u i czekam. Miałam przyjemność poznać osobiście na jednym z konkursów piękności zamordowaną Agnieszkę Kotlarską i głównie dla głębszego poznania tej sprawy chcę przeczytać ksiażkę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam