Zostań przedpremierowym recenzentem książki „Wróbel w getcie” Kristy Cambron

LubimyCzytać
11.12.2020

Zostań jedną z pięćdziesięciu osób, użytkowników portalu lubimyczytać.pl, którzy będą mieli szansę jeszcze przed premierą poznać i zrecenzować książkę „Wróbel w getcie”. To poruszająca opowieść o sile rodziny i miłości w najmroczniejszych czasach i zarazem kolejna po „Motylu i skrzypcach” książka autorstwa Kristy Cambron, która ukaże się na polskim rynku wydawniczym.

Zostań przedpremierowym recenzentem książki „Wróbel w getcie” Kristy Cambron
Reklama

 „Wróbel w getcie” to historia dwóch kobiet oddzielonych dziesiątkami lat i jednej dziewczynki, która połączy ich losy na zawsze.

Gdy Kaja Makovsky dowiaduje się, że niemiecki terror dociera do Pragi, opuszcza Wielką Brytanię, żeby ratować swoją żydowską rodzinę. Kiedy dociera do celu, ucieczka okazuje się niemożliwa, a piekło wojny staje się jej bolesną codziennością. Kobieta trafia do getta w Terezinie, gdzie poznaje dziewczynkę, która niespodziewanie odmieni jej życie.

Kilkadziesiąt lat później Sera James i William Hanoverowie, bohaterowie „Motyla i skrzypiec”, po bajkowym ślubie zostają brutalnie rozdzieleni – mężczyzna zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, a do tego grozi mu dziesięć lat więzienia. Sera postanawia zrobić wszystko, aby uratować swojego męża i ich wspólną przyszłość.

Losy dwóch kobiet, które dzielą dziesiątki lat, zostaną niespodziewanie złączone historią tajemniczej dziewczynki ocalonej z Holokaustu.

„Wróbel w getcie” to poruszająca opowieść o tym, że nawet w najmroczniejszych czasach nie trzeba tracić nadziei.

Kobieta w milczeniu pokiwała głową, dystyngowana jak zawsze. Utrzymywała przyjacielskie relacje z najlepszymi domami w mieście i była dumna ze swoich arystokratycznych korzeni nawet teraz, stojąc w ciemnej, pełnej pajęczyn niszy pod schodami. Miała na sobie ciemne futro z norek, jasnobłękitne rękawiczki i czarny toczek ozdobiony strusimi piórami, które zwisały nad jej prawym okiem. Nie zapomniała nawet o perłowych kolczykach. Jej przyprószone siwizną na skroniach włosy miały głęboki

kasztanowy odcień, taki sam jak u córek. Jak zwykle ułożyła je w jedwabiste fale i zaczesała do tyłu. Była uosobieniem perfekcji w świecie, który walił się w gruzy.

Kaja domyślała się, że na podróż matka wybrała swoje najlepsze rzeczy. Pytanie tylko: po co?

Kristy Cambron – autorka bestsellerowego „Motyla i skrzypiec”. Napisała wielokrotnie nagradzane powieści historyczne oraz książki non-fiction z zakresu religii. Z wykształcenia jest historykiem sztuki. Od kilkunastu lat prowadzi warsztaty rozwojowe dla kobiet. Mieszka w Indianie wraz z mężem i trzema synami.

Przede wszystkim nie była przygotowana na takiego szefa. Sprawiał wrażenie twardogłowego gbura, równie sympatycznego jak polny głaz. Coś jednak jej mówiło, że Marshall ma rację. Rano przemaszerowała przez pół miasta, a wcześniej przyjechała z Palestyny przez Oksford. Jeszcze wcześniej uciekła z okupowanej przez nazistów Pragi. Miałaby teraz stchórzyć i z podkulonym ogonem wrócić do domu?

Jak zostać pierwszym recenzentem książki?

Polska premiera książki „Wróbel w getcie” Kristy Cambron już 27 stycznia 2021 roku.

Dla użytkowników serwisu lubimyczytać.pl Wydawnictwo Znak mam do rozdania 50 egzemplarzy tej powieści.

Wystarczy przesłać link do recenzji dowolnej książki, którą umieściliście w serwisie lubimyczytać.pl, na adres: pyszczek@znak.com.pl (w tytule maila wpisując: Recenzja)

Macie czas do 18 grudnia 2020 roku, godz. 24.00.

Z nadesłanych zgłoszeń Wydawnictwo wybierze pięćdziesiąt osób, które zostaną powiadomione o tym fakcie 20 grudnia. Książki zostaną wysłane po przesłaniu danych adresowych przez laureatów. Będziemy wdzięczni za umieszczenie Waszych opinii o książce w naszym serwisie.

Życzymy szczęścia i liczymy na wasze wsparcie!

– Kazałaś mi kogoś ocalić. Wybrałem ciebie. Nie moja wina, że ciągnęłaś za sobą kilka setek innych.

– Serio masz ochotę na żarty?

– Wszyscy kiedyś umrzemy. Nie ma wyjścia. A po co żyć, jeśli nie można komuś pomóc? Ludzie nigdy nie otrząsną się z tego, co zrobiliśmy Żydom. Nie stanę przed Bogiem i nie powiem mu, że pozwoliłem, by pociąg pełen dzieci dotarł do obozu śmierci. Mam sumienie. To jedyna zbrodnia, do której się przyznaję.

Przeczytaj fragment książki „Wróbel w getcie”

Rozdział 4. 

15 kwietnia 1940 roku, Redakcja „The Daily Telegraph”, Fleet Street, Londyn

Reklama

 – Szukam… – Przystojny mężczyzna, który wszedł do pokoju, zerknął na trzymany w ręku świstek papieru, a potem przebiegł wzrokiem siedzące w poczekalni kobiety. – Szukam panny… Kateřiny Makovský?

Kaja oderwała oczy od magazynu „Vogue”, który bezmyślnie przeglądała od dłuższego czasu, i podniosła rękę.

 – To ja.

Mężczyzna był wysoki i miał piękne niebieskie oczy, które rozpromieniły się na jej widok. Wepchnął papier do kieszeni i skinął głową.

 – Nareszcie cię znaleźliśmy.

Ubrany był z dużą swobodą, o wiele mniej oficjalnie, niż wymagano tego w biurze. Miał rozpiętą szarą kamizelkę i podwinięte rękawy białej koszuli. O krawacie najwyraźniej zapomniał. Lekko zmierzwione włosy zawijały mu się przy uszach, a jego uczesanie w niczym nie przypominało gładkich fryzur z przedziałkiem pośrodku, tak modnych wśród londyńczyków.

Kaja popatrzyła w dół na swój elegancki granatowy kostium. Przemknęło jej przez myśl, że wkładając tak formalny ubiór i perły po babci, przesadziła już pierwszego dnia pracy. Nawet jeśli tak było, nic już na to nie poradzi, a nieznajomemu chyba nie zrobi to większej różnicy. Zdecydowanym ruchem odłożyła magazyn na krzesło obok, wstała i przechodząc przez pokój, wygładziła spódnicę. Stanęła przed mężczyzną, po czym przyjęła jego wyciągniętą na powitanie dłoń.

 – Mam nadzieję, że nie czekałaś zbyt długo.

 – Nie, proszę pana.

Wskazał lekko głową w stronę newsroomu i przytrzymał drzwi, gdy przechodziła.

 – Proszę za mną.

Pospieszyła jego śladem zdumiona kontrastem między tym pomieszczeniem a pogrążoną w niemal grobowej ciszy poczekalnią, w której spędziła ostatnią godzinę. Po drugiej stronie drzwi panował gwar. Stukały klawisze maszyn do pisania. Telefo­ny dzwoniły przeraźliwie, jeden po drugim. Wokół przemykali ludzie – mężczyźni w garniturach, kobiety w sukienkach. Pogrążeni w rozmowie, nie zwracali uwagi na nową. Redakcja tętniła życiem – gwarnym i chaotycznym, do którego wszyscy przywykli.

Mężczyzna poprowadził ją zatłoczonym korytarzem.

 – Jestem Liam Marshall – przedstawił się, przekrzykując hałas. – Jeden z korespondentów wojennych. To do nas cię przydzielili.

Kaja dreptała za nim, rozglądając się ciekawie po pełnych ludzi pomieszczeniach.

 – Zwykle nie oprowadzam po redakcji – mrugnął do niej Liam. – Ale zatrudniliśmy ostatnio kilka sekretarek, więc urwałem trochę czasu. Mogłem pokazać ci nasze królestwo albo kazać czekać następną godzinę. Wiem, jak ciasno bywa w poczekalni. Na szczęście w pogodne dni, takie jak dzisiaj, przynajmniej otwierają w niej okna.

 – Nie narzekam, proszę pana. Dziękuję.

Marshall zręcznie uchylił się przed gnającym na oślep mężczyzną, którego twarz zasłaniał wysoki stos teczek. Wyciągnął rękę, by odsunąć na bok Kaję, a potem zaczekał, aż zapracowany dziennikarz przemknie obok.

 – Nie bądźmy tacy oficjalni. Mów mi Liam – poprosił. – Jak widzisz, nie przywiązujemy tu wagi do formalności. Wszyscy zakasują rękawy, gdy trzeba oddać numer do drukarni. Zapamiętaj, że jesteśmy drużyną, a bez trudu w nas wsiąkniesz.

Kaja aż się wzdrygnęła na myśl, co by powiedziała jej matka, gdyby nieznajomy mężczyzna zwrócił się do niej na „ty”. W świecie, w którym się wychowała, było to absolutnie nie do przy­jęcia. Zakarbowała sobie w pamięci, by zawsze mówić do niego per panie Marshall, a nie Liam, i pilnie przestrzegać tej zasady.

 – Skąd przyjechałaś?

 – Z Oksfordu – odparła, zawieszając głos, bo cisnęło jej się na usta „proszę pana”. Niełatwo jej było pozbyć się nawyków wpajanych latami przez matkę.

 – Słucham? – Niemal krzyczał, próbując przebić się przez przejmujący dzwonek telefonu. Pochylił się ku niej, by lepiej słyszeć.

 – Z Oksfordu! – powtórzyła, wspinając się na palce i zbliżając twarz do jego ucha. – Przyjechałam dokończyć studia na anglistyce.

 – Gratuluję. – Przerwał i przechylił głowę, jakby coś zwróciło jego uwagę. – Wybacz, ale nie mówisz z oksfordzkim akcentem.

 – To prawda – przyznała zaskoczona jego bezpośrednim tonem. Uniosła buńczucznie podbródek. – Co z tego?

 – Skąd pochodzisz?

 – Urodziłam się w Pradze.

 – Dobry Boże. To daleko cię zagnało od domu. Pewnie masz w Anglii rodzinę?

 – Nie. – Potrząsnęła głową. – Latem odwiedziłam bliskich w Pa­lestynie, a jesienią wróciłam na studia. Zamierzam zostać w Anglii, póki nie… – przerwała, żeby nie powiedzieć za dużo. – Póki nie uda mi się wrócić do domu.

Dzięki Bogu, w porę ugryzła się w język. Nie chciała, by Marshall wiedział, że pracę w redakcji traktuje jako tymczasowe zajęcie. Anglia i „The Daily Telegraph” miały być tylko przystankiem w drodze do Pragi oraz Hannah i Jacoba, którzy zostali w Palestynie.

Nie wspomniała też o swoich żydowskich korzeniach.

 – Nikt nie wie, co się wydarzy na Wschodzie – podjęła. – Pisarzom ciężko o stałe zajęcie. Próbowałam znaleźć pracę w Czechach, ale się nie udało. – Odchrząknęła, mając nadzieję, że jej wyjaśnienia brzmią wiarygodnie. – Dlatego przyjechałam tutaj.

 – Na Wschodzie trwa wojna, chyba o tym wiesz?

 – Owszem. – Skinęła głową.

 – A jednak wyjechałaś, i to do kraju, któremu też zagraża konflikt. – Z początku Marshall wydawał się dość mgliście zainteresowany jej losem, ale jej lakoniczne odpowiedzi chyba obudziły w nim ciekawość. Skinął do niej przyjaźnie i uśmiechnął się zadowolony. – Cieszę się, że dołączy do nas ktoś z tak gruntownym wykształceniem. Bez wątpienia pozostali poczują wreszcie, że muszą się bardziej przyłożyć.

 – Wolałabym uniknąć rywalizacji, proszę pana. – Skrzywiła się, gdy z jej ust znów padł ten pretensjonalny zwrot.

 – Doprawdy? – Kąciki jego ust uniosły się w uśmiechu. Nie skomentował jej gafy, choć wyglądał, jakby go czymś uraziła.

 – Wiem, że mówię z akcentem, ale staram się nad tym panować – zapewniła.

 – To mi wystarczy. – Wysunął rękę, wskazując korytarz przed nimi. – Zapraszam.

Potem wydarzenia toczyły się w zawrotnym tempie.

Reklama

Przemknęli przez newsroom. Obcasy butów Kai postukiwały rytmicznie, gdy mijali kolejne biurka, szafy na akta i niezliczonych gońców. Marshall poprowadził ją do wypełnionej dymem papierosów centralki i przedstawił dziewczętom, które przyjrzały jej się ciekawie, zaraz jednak wróciły do łączenia rozmów. Potem pokazał jej pokój pocztowy i niewielki aneks kuchenny, gdyby w ciągu dnia naszła ją ochota na herbatę. Wycieczkę zakończyli w głębi newsroomu, patrząc na rozciągające się aż po horyzont morze biurek i pleców dziennikarzy zajętych pisaniem.

 – To będzie twoje biurko – oznajmił Liam i zamaszystym gestem zgarnął z blatu zapisane karteluszki i papiery, które wyglądały jak szkice krzyżówek. Powstały w ten sposób plik wziął w ręce, łokciem starł ślad po kubku i spojrzał na nią z uśmiechem. – Przepraszam za ten bałagan. Wykorzystałem wolną przestrzeń. Czuj się tu jak u siebie. Witamy w „The Daily Telegraph”.

Kaja popatrzyła podejrzliwie na biurko.

Było ogromne i masywne, wykonane z drewna dębowego. Blat oświetlała szeroka mosiężna lampka z podwójnym porcelanowym kloszem w kolorze zielonym. Głębokie szuflady sprawiały wrażenie pojemnych. Światło nad głową okazało się zaskakująco jasne. Choć w całym newsroomie panował hałas, stukały klawisze maszyn i przejmująco dzwoniły telefony, tu okazało się dość zacisznie. Na swój sposób nawet przytulnie. I ciepło, bo światło padało z wielkich okien niecały metr dalej. Kaja uśmiechnęła się mimo woli.

 – Odpowiada ci? – spytał Marshall.

 – Oczywiście. – Skwapliwie pokiwała głową. – Dobře. Jest świetne.

Szczerze mówiąc, biurko wydało jej się nawet więcej niż świetne. Było idealne.

 – A co do maszyny… – Liam wepchnął papiery pod pachę i spojrzał jej w oczy. – Już ją dla ciebie zamówiliśmy. Pewnie niedługo ją dostarczą. Jak znam Edmuntona, nie pozwoli, żeby jego sekretarka długo siedziała bezczynnie.

Uśmiech wywołany widokiem biurka zniknął z jej ust jak zdmuchnięty. Sekretarka?

Na samą myśl krew w niej zawrzała.

 – Przepraszam. Powiedział pan „sekretarka”?

 – Tak. – Marshall lekko skinął głową i pytająco uniósł brwi. – Coś nie tak?

 – Nie, skądże – zapewniła szybko, przezornie zaciskając dłonie w pięści. W tych czasach niełatwo było o pracę w biurze, nie zamierzała więc grymasić, nawet jeśli ktoś pomylił się podczas rekrutacji. Mimo to doznała uczucia zawodu, zwłaszcza gdy sobie przypomniała, jak marnie zarabiają sekretarki. – Po prostu… starałam się o stanowisko adiustatorki. Zaproszono mnie dziś na rozmowę. Może pomyliłam rekrutacje albo piętra?

 – Standard – mruknął Marshall. Wepchnął ręce do kieszeni i posłał jej namiastkę przepraszającego uśmiechu. – Jak zwykle nie uprzedzili.

 – O czym?

 – Zdecydowanie trafiła pani pod dobry adres, panno Makovský. – Tym razem zwrócił się do niej oficjalnie. – Niestety, innej wolnej posady nie mamy. Od początku szukaliśmy sekretarki dla naszego dość zrzędliwego starszego redaktora. – Ruchem głowy wskazał szklane przepierzenie naprzeciw biurka.

Za szybą siedział mężczyzna w średnim wieku. Z początku wydał jej się spokojny, zmieniła jednak zdanie, gdy podniósł słuchawkę i ryknął na jakiegoś biedaka po drugiej stronie.

Kaja aż podskoczyła.

 – Przykro mi to mówić… – Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie. – Ale to twój nowy szef, Herbert Edmunton.

Przez chwilę stała nieruchomo, zbierając myśli.

 – Pewnie zaszła pomyłka – wydukała.

 – Zapewne – zgodził się ochoczo Liam. Stał obok z rękami założonymi na piersiach i plikiem papierów pod pachą. Patrzył na nią z cieniem zawodu na twarzy. – Nie dziwię się, że wytrąciło cię to z równowagi. I nie miałbym pretensji, gdybyś odwróci­ła się na pięcie i wyszła. Nie byłabyś pierwszą jego sekretarką, która uciekła po pierwszym dniu.

Głośno przełknęła ślinę.

 – Poprzednia tak szybko zrezygnowała?

 – Przez tydzień przewinęło ich się tu więcej. – Skrzywił się z niesmakiem. – Zresztą, co za różnica. Mamy tu adiustatorkę wprost z Oksfordu. A wziąwszy pod uwagę, że oprowadziłem ją po redakcji i uprzątnąłem jej biurko… – Wysunął fotel na kółkach i poklepał oparcie. – Usiądź. Warto choć spróbować. Co mamy do stracenia?

Kaja z namysłem przesunęła palcami po perłach naszyjnika. Co ryzykowała?

Przede wszystkim nie była przygotowana na takiego szefa. Sprawiał wrażenie twardogłowego gbura, równie sympatycznego jak polny głaz. Coś jednak jej mówiło, że Marshall ma rację. Rano przemaszerowała przez pół miasta, a wcześniej przyjechała z Palestyny przez Oksford. Jeszcze wcześniej uciekła z okupowanej przez nazistów Pragi. Miałaby teraz stchórzyć i z podkulonym ogonem wrócić do domu?

Niemal niezauważalnie skinęła głową.

 – Dziękuję, panie Marshall – powiedziała. Przytrzymała spódnicę na udach i usiadła na krześle, które jej podsunął, po czym skłoniła głowę w geście podziękowania. – Chętnie zostanę.

 „Na jeden dzień”, dodała w myślach i poprzysięgła sobie, że przez ten dzień się postara. Reszta w rękach Boga. 

Książkę „Wróbel w getcie” od 17 stycznia będziecie mogli zakupić tutaj.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [45]

Sortuj:
279
234
22.12.2020 20:25

Mam i ja📖😀🧡
 Wróbel w getcie Wróbel w getcie


703
291
22.12.2020 19:58

Też dziś otrzymałam swój egzemplarz. Miłej lektury wszystkim i zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. :)


241
224
22.12.2020 16:59

Ja również otrzymałam, ale teraz czytam "Motyl i skrzypce", a po niej wezmę się za tą.


554
76
22.12.2020 13:53

A do mnie właśnie książka dotarła😊 Życzę wszystkim miłej lektury 😊


660
38
22.12.2020 15:11

do mnie dzisiaj też dotarł kurier z książką, będzie co czytać na święta ;)


241
224
21.12.2020 10:13

Ja dzisiaj rano otrzymałam pozytywną odpowiedź.


5422
985
20.12.2020 14:50

Dziwne zamieszanie z tymi terminami... Stąd nasuwa mi się pytanie - czy już wszyscy (w/w 50 osób) otrzymali odpowiedź?


376
47
22.12.2020 12:48

Hej, nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Zgłoszenie wysłałam 13.12, więc już raczej nie liczę, że nadejdzie.


61
58
18.12.2020 15:12

Próbuję, chociaż ani razu się jeszcze nie udało


47426
1740
17.12.2020 18:37

Jaka miła klamra. Rok zaczynałam jako recenzentka "Motyla i skrzypiec", a teraz zamykam rok recenzując "Wróbla w getcie".


126
124
17.12.2020 19:24

Mam dokładnie tak samo. :D


417
206
17.12.2020 15:34

Mnie również się powiodło. Jestem bardzo ciekawa tej książki.


126
124
17.12.2020 13:02

I ja miałam szczęście. Cieszę się bardzo, ponieważ miałam okazję recenzować również pierwszą część. :)


417
206
17.12.2020 15:16

Gratuluję


zgłoś błąd