Dzieci Ziemi

Okładka książki Dzieci Ziemi
Orson Scott Card Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Cykl: Powrót do domu (tom 5) fantasy, science fiction
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Powrót do domu (tom 5)
Tytuł oryginału:
Earthborn
Data wydania:
2012-07-24
Data 1. wyd. pol.:
2012-07-24
Data 1. wydania:
1996-05-16
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378392439
Tłumacz:
Kamil Lesiew
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzieci Ziemi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzieci Ziemi

Średnia ocen
6,4 / 10
176 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
932
230

Na półkach: , ,

Już kiedy zobaczyłam zapowiedzi tej pozycji poczułam elektryzujące podniecenie i pomyślałam: "Muszę przeczytać!" Potem dostałam własny egzemplarz do zaczytywania i zabierania w najróżniejsze podróże (raz nawet wracał ze mną do domu ^^). Niniejszym - proszę państwa - piąty i ostatnio tom Powrotu do domu Dzieci Ziemi Orsona Scotta Carda.
Myślałam, że na kartach ostatniego tomu serii autor zawrze historię kształtujących się młodych państw ludzi na Ziemi, odkrytej przez nich na nowo. Myślałam, że znów spotkam tak dobrze znanych bohaterów, których zdążyłam już polubić lub znienawidzić, którzy tak często byli dla mnie zaskoczeniem i zmuszali mnie do zmiany myślenia o nich samych. Card jednak nie spełnił tych moich zamysłów, lecz poszedł krok dalej.
Od lądowania grupy z Harmonii minęło już kilkaset lat, a potomkowie pierwszych osadników urośli w siłę i liczbę, założyli swoje państwa i żyli w nich tak, jak tylko ludzie potrafią - czyli ogólnie głośno i swarliwie.
Z dawnych postaci pozostały tylko Naddusza i Shedemei, dzięki powłoce gwiezdnego sternika i hibernacji na "Basilice" wciąż młoda i pełna energii. Obie z wielką uwagą śledziły z okołoziemskiej orbity losy nowej cywilizacji poszukując znaków działania Opiekunki Ziemi, poszukując jej samej i próbując zrozumieć jej plany względem ludzkości.
Sama Opiekunka zaś zaczęła znów działać zsyłając prawdziwe sny swoim podopiecznym. Jeden z takich snów doprowadził do powrotu części społeczeństwa Darakemby, jednego z królestw Nafaitów. Ludzie ci opuścili swą ojczyznę nie chcąc jej dzielić z aniołami, jednak po latach pojęli, że symbioza tych dwóch gatunków nie jest zła.
Gorzej sprawa miała się z kopaczami, ludem ziemi. Szczoropodobne istoty żyjące w kopanych przez siebie norach nie cieszyły się zbyt wielką estymą w społeczeństwie, były niewolone i wykorzystywane do ciężkich prac. Co więcej, w Darakembie pojawiła się nowa religia głosząca, iż Opiekunka Ziemi nie istnieje, zaś kopacze są ochydnymi i plugawymi stworami, które należy jak najprędzej wytrzebić. Na czele zgromadzenia stanęli czterej królewscy synowie i Akma, niegdysiejszy niewolnik żyjący w nienawiści do kopaczy-nadzorców. Dla kontrastu ojciec Akmy, Akmaro, był głosicielem religii Opiekuna Ziemi, którą początkowo wyznawali prawie wszyscy mieszkańcy kraju. Konflikt na tle religijnym i rasowym z czasem coraz bardziej się zaostrzał, a z jego powodu cierpiały nie tylko poczciwe kopacze.
Shedemei wraz z Nadduszą postanowiły działać i wymusić działanie także na Opiekunce Ziemi. W stolicy pojawiła się więc... Szkoła Rasaro, prowadzona przez nieznajomą o imieniu legendarnej żony herosa, Shedemei, Tej Nigdy Niepogrzebanej. Szkoła cieszyła się popularnością i miała czarną sławę, bo dyrektorka mieszała nie tylko dzieci bogatych i biednych, ale też potomków wszystkich trzech ras, a nauczyciele byli nie tylko ludźmi i aniołami, ale też kopaczami.
Sprawę skomplikowało jeszcze przedziwne znalezisko na skraju usianego kośćmi pustkowia.
Ostatnimi czasy z każdą przeczytaną książką Carda czuję rosnącą sympatię do tego autora. Nie zawiódł mnie i tym razem i jedyne, czego żałuję w związku z Dziećmi Ziemi to fakt, że to już ostatni tom serii, że nie spotkam już podopiecznych Nadduszy i Opiekuna Ziemi. Mam też sporo pytań, na które nie znalazłam odpowiedzi, lecz pozostawia to pole do radosnej spekulacji*. Koncepcja Opiekunki Ziemi byla dla mnie tyleż szokująca, co dla bohaterów i chciałabym się o niej dowiedzieć więcej. Intrygują mnie dalsze losy cywilizacji na Ziemi oraz tych, którzy jeszcze na nią nie wrócili.
Card skupił się w tym tomie głownie na pokazaniu, w jaki sposób działają i myślą spoleczeństwa oraz jednostki. Akcja wynikająca z ich zachowań i przemyśleń także jest ważna. Ja sama ze szczególną uwagą śledziłam losy gwiezdnej sterniczki i jej rozmowy z superkomputerem. Także jej pobyt i działalność na Ziemi budziły moją głęboką ciekawość. Czekałam i myślałam: "O, pokaż im, że jesteś TĄ Shedemei!..." Stosunek nowego zgromadzenia do Pieczy, a szczególnie kopaczy, był kolejną fascynującą rzeczą. Okazuje się, że ludzkość po tylu latach nie zmądrzała zbytnio i nadal z trudem uczy się życia w zgodzie z innymi i poszanowania tych, którzy inaczej wyglądają lub wierzą w coś innego. Czegóż trzeba, żeby ludzie opamiętali się trochę i zaczęli dostrzegać fakt, że "inny" nie oznacza "gorszy"? Ale Opiekunka - jak się okazało - miała już swoje plany i nawet machinacje Shedemei i Nadduszy nie mogły ich zmienić.
Z całej książki najbardziej podobała mi się jedna wypowiedź, którą można sprowadzić do tego zdania: "Niech każdy z nas próbuje być takim Opiekunem Ziemi i stworzyć wokół siebie oazę spokoju, miłości i tolerancji".
Miłym dotatkiem do książki jest mapa (kiedy tylko ją zobaczyłam pomyślałam: "O, mappa!"**). Ponadto mamy kolejną dawkę imionologii***. Nie dość, że część imion postaci z książki jest już i tak trudna do spamiętania i wymówienia, autor wymyślił jeszcze do nich przyrostki i przedrostki będące tytułami honorowymi. Choć myślałam, że utrudni mi to zapamiętanie postaci i połapanie się w ich mnogości, to jednak udało mi się całkiem nieźle opanować tę koncepcję. I na koniec - dodatek dotyczący geografii, przemian geologicznych na Ziemi i królestw nowej cywilizacji - niczym wisienka na torcie.
Polecam - nie tylko fantastom, ale wszystkim - gorąco i usilnie. Warto sięgnąć po tę książkę, bo to i mądra historia ucząca czegoś o ludziach i ich postępowaniu, ale i kawałek dobrego sf, gdzie superkomputery nadzorują powroty na Ziemię.

(http://luincaerherbata.blogspot.com/2012/08/158-dzieci-ziemi-orson-scott-card.html)

Już kiedy zobaczyłam zapowiedzi tej pozycji poczułam elektryzujące podniecenie i pomyślałam: "Muszę przeczytać!" Potem dostałam własny egzemplarz do zaczytywania i zabierania w najróżniejsze podróże (raz nawet wracał ze mną do domu ^^). Niniejszym - proszę państwa - piąty i ostatnio tom Powrotu do domu Dzieci Ziemi Orsona Scotta Carda.
Myślałam, że na kartach ostatniego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

541 użytkowników ma tytuł Dzieci Ziemi na półkach głównych
  • 270
  • 263
  • 8
119 użytkowników ma tytuł Dzieci Ziemi na półkach dodatkowych
  • 89
  • 8
  • 7
  • 6
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Orson Scott Card
Orson Scott Card
Jeden z najbardziej popularnych autorów gatunku science fiction. Debiutował w wieku 26 lat opowiadaniem "Gra Endera", które zostało później rozbudowane do rozmiarów powieści. Zarówno "Gra Endera", jak i drugi tom cyklu, "Mówca Umarłych", zdobyły obie najważniejsze nagrody SF – Hugo i Nebulę. Także kolejne tomy ("Ksenocyd" i "Dzieci Umysłu") cieszą się ogromną popularnością. Oprócz cyklu o Enderze Card napisał wiele powieści i opowiadań. Do jego najsłynniejszych utworów należą: cykl o Alvinie Stwórcy, "Glizdawce", "Wołanie Ziemi" oraz "Badacze czasu – odkupienie Krzysztofa Kolumba". W twórczości Carda ogromną rolę odgrywa wyznawana przez niego religia mesjanistyczna.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Odrodzenie Ziemi Orson Scott Card
Odrodzenie Ziemi
Orson Scott Card
Jednym zdaniem: całkiem fajna fantastyka naukowa. Dobry, oryginalny pomysł, zgrabnie napisane. Długo wahałem się między 6 a 7 gwiazdkami. Stanęło na 6, bo nie mogłem zrozumieć niektórych postaci. Ewentualnie mogę zrozumieć Nafaia - który nie potrafi zabić brata nawet wiedząc, że jeśli tego nie zrobi, to będą cierpieć i ginąć dziesiątki, setki istot inteligentnych. I to nie tylko jakiś tam powiedzmy hipotetycznych istot, ale też i jego najbliższych. Mogę, bo wiem, że Card jest pacyfistą i biorąc do ręki jego książkę spodziewałem się czegoś takiego. Nie mogę natomiast kompletnie zrozumieć Nadduszy - SI, która wysyłając mają do wyboru całą planetę ludzi do wysłania z arcyważną misją międzyplanetarną, wybiera kilkanaście osób, z których jedna silna osobowość szczerze i z całego serca nienawidzi drugiej i ewidentnie zamierza się jej pozbyć. Wszyscy o tym wiedzą i mimo to po miesiącach przygotowań pakują się na statek i lecą. Jeszcze by to było ew. do zrozumienia, gdyby pod koniec książki okazało się, że Elemak posiada jakąś bezcenną, niemożliwą do zastąpienia umiejętność, zdolność, czy cechę genetyczną niezbędną do powodzenia misji. Ale nic, nie takiego nie ma. Konflikt Nafai - Elemak napędza książkę, ale... był całkowicie do uniknięcia poprzez zostawienie jednego z wymienionych na Harmonii. Czyli, jak to mawiają Anglicy, this does not hold a shit ("To się nie trzyma kupy"). I dlatego tylko 6 gwiazdek.
Daniel Taberski - awatar Daniel Taberski
ocenił na 6 12 lat temu
2312 Kim Stanley Robinson
2312
Kim Stanley Robinson
„2312” to jeden wielki manifest ekologiczny z rozszerzeniem na cały Układ Słoneczny. Plus dylematy moralne i tęsknota za gwiazdami, do których mamy małe szanse dotrzeć (autor wylicza nam proporcje w odległościach, żebyśmy „zeszli na Ziemię” z oczekiwaniami). Do tego dochodzi jeszcze ewolucja człowieka – podział na tych z przestrzeni i na Ziemian (różnice są zarówno w budowie jak i sposobie myślenia). Natomiast dla wszystkich są możliwe terapie wydłużające życie (jednak warunkiem długowieczności dla przestrzennych są wizyty na Ziemi), a radykalne zmiany w sferze płci skutecznie usunęły wszelkie (przestarzałe) nieporozumienia w tej kwestii. Równie fascynująca jest strona technologiczna opisanej rzeczywistości. Życie w tak odmiennych warunkach - od rozpalonego Słońcem Merkurego, poprzez zasiedlenie meteorytów, po lodowe księżyce Saturna - wymusiło nowatorskie rozwiązania i zmieniło samych ludzi (najbardziej zdawkowo potraktowany jest Mars - zapewne autor doszedł do wniosku, że po szczegóły czytelnik może zajrzeć do jego marsjańskiej trylogii). Interesujące są również rozwiązania na podróże po Systemie Słonecznym . Nie będę psuć radości z odkrywania ciekawostek, ale jedno było wyjątkowo inspirujące – zazdroszczę surfowania po pierścieniach Saturna ewentualnym przyszłym przestrzeniowcom. Wśród tych wszystkich oryginalnych rozwiązań, pomiędzy wewnętrznymi i zewnętrznymi planetami, jest nasza biedna „Ziemia – planeta smutku”, jak głosi tytuł jednego z rozdziałów. To tutaj właśnie zostały nierozwiązane ekologiczne problemy, tutaj nękają ludzi odwieczne problemy społeczne. I na dodatek jeszcze SI, która chce być człowiekiem. Dużo wątków i zagadnień do ogarnięcia jak na jedną powieść. Lekturę „2312” najlepiej oddaje cytat z jednej ze stron: jest jak „Impreza w suchej przystani podczas wieczornego sztormu nad pustym morzem”... Wydarzenia przeplatane są wątkami, które nabiorą sensu dopiero w zakończeniu, bohaterów poznajemy stopniowo (ale dzięki temu lepiej możemy zrozumieć ich odmienność), na dodatek autor konsekwentnie przytacza esencję całego kulturalno-filozoficznego dorobku ludzkości wplatając ją w przyszłe osiągnięcia. Czyli nie za bardzo wiemy o co chodzi, ale zabawa i tak jest niezła. Co my, teraźniejsi Ziemianie, możemy rozumieć z problemów zasiedlania Układu Słonecznego? Pewnie niewiele, ale Kim Stanley Robinson cierpliwie nam pomaga w poznawaniu jeszcze niepoznanego. Jednocześnie przestrzega przed roznoszeniem naszych nierozwiązanych problemów w Kosmos - bo to nic dobrego nie przyniesie. Dla nikogo.
SumErgoCogito - awatar SumErgoCogito
ocenił na 8 2 lata temu
Oko czasu Arthur C. Clarke
Oko czasu
Arthur C. Clarke Stephen Baxter
Następuje jakaś osobliwość, nie wiadomo naturalna czy chyba jednak wywołana sztucznie i Ziemia w ułamku sekundy zaczyna się składać z fragmentów wyjętych z różnych epok jej historii. W efekcie dziewiętnastowieczne osiedla sąsiadują z lodowcem glacjalnym, neandertalczyk spotyka ludzi z XXI wieku a Aleksander Wielki musi się zmierzyć z potęgą Czyngis-chana. Powieść jest początkowo mocno wciągająca poprzez niezwykłość świata przedstawionego. Niemniej, gdzieś koło połowy, rzecz lekko przysiada gdy z grubsza już wiemy o co w tym wszystkim chodzi, a fabuła niestety nie jest jakoś specjalnie wybitna. Zakończenie takie jakby autorzy nie bardzo wiedzieli jak z tego zamieszania wybrnąć i wrzucili coś od czapy. Teorię spiskową mam taką, że gdzieś kiedyś, przy wódce, albo przy innym ginie z tonikiem, chłopaki zaczęli się spierać kto był większym wodzem, Czyngis-chan czy Aleksander Wielki i dyskutować jak by wyglądało starcie tych potęg. Potem wymyślili, że skoro mają już temat rozgryziony to szkoda to zmarnować, trza napisać powieść. Resztę sobie na chybcika dorysowali, najmniej się skupiając na zamknięciu sprawy, bo przecież nie o to im chodziło. No i powstało Oko czasu. Trochę to wszystko przypomina Riverworld, tym mieszaniem bohaterów z różnych epok. Różne mechanizmy ale efekty bardzo podobne. Samo starcie wielkich wodzów wypada chyba dość blado. Jest to, imho, niewykorzystany potencjał tej powieści i największa strata. Mamy tu kilka ciekawych momentów, pomysłów, jakąś szczyptę oryginalności ale też mnóstwo elementów już gdzieś wykorzystanych. Dostajemy rozrywkę lekką, całkiem sympatyczną, nijak wybitną, nie wymagającą specjalnego zaangażowania. Zaletą dla mnie jest również zwartość tej pozycji, specyficzna, skupiona na pomyśle, "suchość" narracji. Warsztatowo rzecz sprawna, czyta się bezproblemowo. Tom jest częścią cyklu. Będę kontynuował. 7/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na 7 3 lata temu

Cytaty z książki Dzieci Ziemi

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzieci Ziemi