Niełatwo określić, czym jest ta wybitnie przenikliwa analiza Peerelii z połowy lat 70. To osobliwy gatunek, jakby spowiedź intelektualna połączona z traktatem moralnym i esejem o Polsce. Ogrom tu tematów, które były wtedy przedmiotem zaniepokojenia polskiego inteligenta…
Napisana w 1975 r., była wydana w 1978 r. - jako pierwsza rzecz w niezależnym obiegu wydawniczym. Głównym tematem były dylematy życia w Peerelii człowieka myślącego, a nawet wybitnie mądrego - Kazimierza Brandysa. Rozliczenie jego krótkiego zaangażowania w komunizm już dziś nikogo nie interesuje.
A sam pisarz chyba niesłusznie lekko zapomniany (to moja jego piąta książka, satysfakcja zawsze ta sama lub zbliżona – oceny od 7 do 10).
Formalnie jest to rzekoma odpowiedź na socjologiczno-kulturowo- psychologiczne pytania kwestionariusza przygotowanego przez amerykańskiego socjologa. Główna teza nie jest nowa: polskie życie zbiorowe, kultura i polityka ukształtowały swoistą „nierzeczywistość”, dla której jednostka i jej tożsamość nie ma absolutnie zdanego znacznie – liczy się zbiorowość. I nie jest to wymysł Peerelii, która tę zasadę przyjęła za swoją.
Ta głęboka analiza odważnie przeciwstawia się popularnemu wtedy, jak sam pamiętam, schematowi „dobre społeczeństwo – zła władza”. Taki pogląd musiał godzić w dobre samopoczucie na własny temat. Zarazem to i swoisty samouczek dla innych: jak się zachowywać, aby ocalić to, co najważniejsze, czyli samego siebie samego, świadomość historyczną, tożsamość kulturową.
I nie jest bynajmniej tak, że to już całkowicie nieaktualna lektura. Mocno bowiem na czasie wydaje się wadzenie się z polską formą. Pytanie, czy chodzi tylko o nierzeczywistość PRL, czy też może to stała cecha każdej polskiej formy, nie tylko chyba państwowej (jako nawiązanie do Gombrowicza).
Najlepiej czytać to po wybitnym „Rondzie” Autora, bo narrator jest tożsamy – choć nie jest to warunek konieczny. Są tu zresztą odniesienia do tej książki, według mnie nieustępującej wiele najlepszej jego, czyli „Wariacjom pocztowym”.
Brandys trzeźwo i bez złudzeń patrzył w przyszłość, znając nieusuwalne nasze wady jako społeczeństwa: „Nie mam nadziei, aby przyszła rewolucja potrafiła usunąć najgłębszą ludzką niepewność – odróżniania w każdej sytuacji dobra od zła”.
Inną obawą Autora, która spełniła się nawet chyba nadmiarowo, był obraz masowego, zunifikowanego społeczeństwa, w którym jednostka jest tylko nieco inaczej zagrożona niż w czasach totalitaryzmu. 50 lat temu pisał: „Dzisiejsze masy nie lubią abstrakcyjnych pojęć. Niechętnie słuchają, kiedy im się mówi o wolności i sprawiedliwości”.
Według Autora, człowiek wyodrębniony z masy będzie dla niej podejrzany. „Będzie podejrzany dla masy, która chce być najedzona, ubrana i zmotoryzowana, zabawiana filmami i piosenkami. Dla średniej, która woli być najedzona, ubrana i zabawiana niż myśleć. Myślenie jest wysiłkiem, jest także niepokojem i ryzykiem”.
W dobrych książkach można się przeglądać jak w przeczystej wodzie górskiego strumienia…
Silnie odebrałem doświadczenie formacyjne Autora, który podczas studiów w latach 30. dostał na UW laską w głowę od oenerowskiego studenta, gdy udzielał pomocy pobitemu Żydowi („Polska mnie dopadła, wymacała i stłukła. Leżąc słyszałem nie śpiew i nie kolędę. Słyszałem szurgot i wrzask”). I zadziwiła go reakcja jego ojca: „Miał mi wyraźnie za złe, że nazywam po imieniu rzeczy, o których należało milczeć (...) Mój ojciec wolał nie słyszeć takich słów, jak +Żyd+, +krew+ czy +masakra+. Może właśnie dlatego, że nie był antysemitą i nie lubił brutalnej siły, każdą wzmiankę o antysemityzmie uważał za wulgarny nietakt”.
I jeszcze inny rodzinny incydent, po którym już poszłooo: „Przy którejś wigilijnej kolacji ojciec jak zwykle zaczął recytować z pamięci opis śmierci Podbipięty w oblężonym Zbarażu (…) Wtedy z sadystycznym spokojem napomknąłem o pacyfikacjach ukraińskich wsi dokonywanych przez naszą kawalerię. (…) Ojciec rzucił się na mnie z laską”.
Cytaty:
”Nie widziałem powodu, żeby rozpaczać nad losem wywłaszczonych fabrykantów czy ziemian, ale w tym samym okresie docierały do mnie wiadomości o brutalnym traktowaniu chłopów, którzy sprzeciwiali się spółdzielniom rolniczym”.
„Polacy mają kompleks lokalności, wiedzą, że mówią szyfrem i że rozwiązywanie ich szyfru nie interesuje cudzoziemców”.
„Przez dwieście lat jedyną żywą postacią kobiecą w polskiej literaturze był cień zmarłej dziewczynki”.
„Wszystko jest prawdą i nic nie jest fałszem, wszystko jest fałszem i nic nie jest prawdą”.
„Czym jest moda, jeśli nie rzędem zer dopisanych do czyjegoś gustu, i czym jest totalizm, jeśli nie rzędem zer dopisanym do czyjejś przemocy”.
„W Polsce może się jednak zdarzyć, iż człowiek zdaje sobie sprawę, że z pewnych rzeczy nie zdaje sobie sprawy”.
„Historię zazwyczaj poznajemy w formie naiwnej, dopiero później osaczają nas jej demony”.
„Ukrywano przede mną grzechy świata, nędzę, politykę, prostytucję i tajemnice płci. Na tym polegało wychowanie”.
„Polska upadła nie dlatego, że naród za bardzo kochał wolność, lecz raczej przez to, że pewna jego część za bardzo kochała siebie”.
„Wolność, tolerancja i solidarność narodowa w Polsce nigdy nie ogarniały całego społeczeństwa”.
„Najpierw samemu się siedzi, a później wsadza się innych i daje się w mordę, tak jak się brało”.
„Nie zdradza nas tylko milczenie, ale właśnie milczenie jest najtrudniejsze. Zawsze podziwiałem ludzi, którzy opanowali te sztukę – umieć milczeć, to prawie tyle, co zachować siebie na własność”.
„Zaczynałem rozumieć: jest źle, kiedy prawa się łamie, ale naprawdę źle jest wtedy, gdy ludzie zapomnieli o swych prawach”.
„Powstawały trzeźwe, praktyczne teorie, filozofie nieczystego sumienia. Jedna z nich głosiła, że lepiej milczeć i być, niż usunąć się i zwolnić miejsce dla innych, inni będą gorsi. Druga ujmowała rzecz otwarcie: wszystko wraz z nami jest gnojem, tylko zakłamani idioci udają postawy moralne, i właśnie ich, tych najniebezpieczniejszych, razem z ich postawami trzeba wdeptać jak najgłębiej w gnój, samemu siedząc na wierzchu”.
„Jeśli można pozbawić nas praw, to nie oznacza, że wolno nam o nich zapomnieć. Bo tylko my sami możemy zniszczyć prawa: jeśli o nich zapomnimy, jeśli przestaniemy je znać”.
„Od razu mnie zapytał, co sądzę o jego przemówieniu. Powiedziałem, że znakomicie przemawiał i że między innymi oklaskiwało go wielu skurwysynów”.
„W kraju, w którym podczas wojny Niemcy zgładzili 3 miliony Żydów, ludzie ocaleni od komór gazowych znowu dowiadywali się z gazet, że są o b c y t e j z i e m i„.
„Historia każdego narodu ma swoje światło i ciemność”.
Opinia
Historia Fitulskiego nie tylko bawi czytelnika, ale umiejętnie promuje zdrowy styl życia, a w szczególności jazdę na rowerze, których to Prus był propagatorem. Mamy tu obrazki ze stolicy i ze wsi, mamy też zgrabnie sportretowane społeczeństwo – od chłopskiej biedoty po zamożne mieszczaństwo. Dają się zauważyć pozytywistyczne idee i parodia romantycznego ideału miłości. Wyjątkowo dużo treści jak na jedno opowiadanie. Ze wspomnień cyklisty (1903) poczytać można tu, do czego zachęcam.
Cały tekst tu: https://czytankianki.blogspot.com/2019/06/ze-wspomnien-cyklisty.html
Historia Fitulskiego nie tylko bawi czytelnika, ale umiejętnie promuje zdrowy styl życia, a w szczególności jazdę na rowerze, których to Prus był propagatorem. Mamy tu obrazki ze stolicy i ze wsi, mamy też zgrabnie sportretowane społeczeństwo – od chłopskiej biedoty po zamożne mieszczaństwo. Dają się zauważyć pozytywistyczne idee i parodia romantycznego ideału miłości....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to