Zbrodnia bez kary

Okładka książki Zbrodnia bez kary
praca zbiorowaEwelina Karpińska-Morek Wydawnictwo: Wydawnictwo M reportaż
504 str. 8 godz. 24 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2022-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-25
Liczba stron:
504
Czas czytania
8 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380437883
Średnia ocen

                8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zbrodnia bez kary w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Zbrodnia bez kary



książek na półce przeczytane 1857 napisanych opinii 1539

Oceny książki Zbrodnia bez kary

Średnia ocen
8,1 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1611
1501

Na półkach: ,

Dziennikarze Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski wyruszyli tropem zbrodniarzy II wojny światowej, którzy, mimo popełnionych zbrodni, nigdy nie ponieśli zasłużonej kary. Dzięki ich pracy możemy poznać nazwiska oprawców, dowiedzieć się, jak tłumaczyli swój udział w zbrodniach, a także jak udało im się uniknąć odpowiedzialności oraz jakie życie prowadzili po wojnie. Książka zawiera 26 reportaży, w których zbrodniarze przestają być anonimowi. Poznajemy również ich ofiary, które z dnia na dzień zostały pozbawione życia i godności.

„Zbrodnia bez kary” to zbiór reportaży o zbrodniarzach wojennych, którzy za czyny popełnione podczas II wojny światowej, światowej do końca życia pozostali bezkarni. Niektóre z wymienionych w reportażu nazwisk są znane wielu osobom, inne zaś odkryłam po raz pierwszy. Na myśl o zbrodniach, jakich dopuścili się „bohaterowie” reportażu, a za które nie ponieśli żadnej kary, krew buzuje w żyłach. Momentami miałam ciarki na plecach, innym razem w oczach pojawiały się łzy — na bestialstwo, jakiego dopuścili się ci zbrodniarze, brakuje słów.

„Na oczach świadków mordowani są kolejno wyprowadzani na zewnątrz Żydzi. Potem żandarmi strzelają do Józefa Ulmy i jego żony Wiktorii, wśród krzyku i płaczu dzieci. Zastanawiają się, co z nimi zrobić”. „Podszedłem do Die Kena i zapytałem go: dlaczego zastrzeliliście dzieci? Na co on mi odpowiedział: żeby gromada nie miała z nimi kłopotu”.

„Niemieckie samoloty nadlatują wolno i nisko. Biorą na celownik pojedynczych ludzi. Andzia dostaje z karabinu maszynowego w szyję. I szrapnel w łopatkę. Kilka minut później nad zmasakrowanym ciałem siostry pochyla się dwunastoletnia Kazia. Pierwszy raz widzi śmierć, nie rozumie, co się stało. Jeszcze przed chwilą Andzia żyła, teraz się nie odzywa”.

Wszystkie opisane w książce historie łamią serce i rozrywają je na miliony kawałków. Powyższe cytaty dotyczą historii rodziny Ulm oraz małej Kazi — te dwie opowieści wstrząsnęły mną do głębi. Eile Rt Dieken, Kurt Blome, Kurt May, Erna Wallisch, Alex Kroll, Peter Grubbe, Josef Mengele — te i kilka innych osób po zakończeniu wojny żyli w spokoju.
„Zbrodnia bez kary” to książka trudna i bolesna, ale jednocześnie niezwykle ważna i potrzebna. Oprócz rzetelnie przeprowadzonych rozmów, opisu zbrodni oraz krótkich biografii oprawców, zawiera również mnóstwo zdjęć. Ten reportaż na długo pozostanie w mojej pamięci, a zamieszczone w nim fotografie będę widziała za każdym razem, gdy zamknę oczy. „Zbrodnia bez kary” to lektura, którą powinien przeczytać każdy, aby pamięć o ofiarach II wojny światowej nigdy nie zgasła.

Dziennikarze Deutsche Welle, Interii i Wirtualnej Polski wyruszyli tropem zbrodniarzy II wojny światowej, którzy, mimo popełnionych zbrodni, nigdy nie ponieśli zasłużonej kary. Dzięki ich pracy możemy poznać nazwiska oprawców, dowiedzieć się, jak tłumaczyli swój udział w zbrodniach, a także jak udało im się uniknąć odpowiedzialności oraz jakie życie prowadzili po wojnie....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

278 użytkowników ma tytuł Zbrodnia bez kary na półkach głównych
  • 218
  • 60
37 użytkowników ma tytuł Zbrodnia bez kary na półkach dodatkowych
  • 16
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Zbrodnia bez kary

Inne książki autora

praca zbiorowa
praca zbiorowa
Książki, które powstały w wyniku prac zbiorowych lub trudno jest przypisać im konkretnych autorów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzieci nazistów Jarosław Molenda
Dzieci nazistów
Jarosław Molenda
97/2025 (audiobook 71/2025) Publikacje tego typu z natury rzeczy muszą stanowić kompilację wcześniej opracowanych materiałów. Wszystko, co można było na ten temat napisać – już napisano, czy to ręką specjalistów, czy bohaterów tej książki, czyli synów i córek nazistowskich zbrodniarzy, które to dzieci często – z rożnych powodów i z rożnym skutkiem – publikowały swoje wspomnienia i też analizy rodzinnych historii. I jako taka właśnie zwarta kompilacja – książka Jarosława Molendy spełnia czytelnicze oczekiwania nad wyraz. „Dzieci nazistów” to ciekawa i bogata poznawczo analiza sposobów, w jaki potomkowie zbrodniarzy radzili sobie z brzemieniem barbarzyństwa. Wychowani w bańce rodzinnej, z dala od wojennej rzeczywistości, nie zdawali sobie sprawy – do czasu – z wielu aspektów działalności własnych ojców. Na różnych etapach życia zderzali się z koniecznością spojrzenia na ojców z punktu widzenia reprezentowanego przez opinię publiczną – diametralnie innego niż wspomnienia dziecka wzrastającego w szczęśliwej, pełnej miłości, rodzinie. Bo większość omawianych tu osób własne dzieciństwo wspomina z sentymentem a ojców jako kochających, oddanych opiekunów. Autor wybrał takie przypadki, aby zróżnicować opisywane zjawisko. Poznajemy historie dzieci Josefa Mengele, Heinricha Himmlera, Amona Götha, Hermanna Göringa, Alberta Speera… Ich córki i synowie w różny sposób radzili sobie z „dziedzictwem” swoich ojców. Niektórzy odcinali się od przeszłości, inni do końca czuli się winni, starając się odkupić nie swoje winy np. prowadząc różnoraką działalność na rzecz pojednania. Byli też i tacy, którzy „niedaleko padli od jabłoni” i kontynuowali, przynajmniej światopoglądowo, dzieło swego protoplasty – jak np. Gudrun, córka Himmlera, znanego hodowcy drobiu, którą Oliver Schröm w swojej książce określił jako „olśniewającą nazistowską księżniczką posiadającą status bóstwa dla tych, którzy wierzą w stare, dobre czasy”. „Dzieci nazistów” to kolejna pozycja, którą warto przeczytać w obliczu odradzających się ruchów faszystowskich, nawet w kraju, gdzie faszyści wymordowali kilka milionów osób… Lektor: Konrad Biel
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na 8 8 miesięcy temu
Złe. Kobiety w służbie III Rzeszy Marek Łuszczyna
Złe. Kobiety w służbie III Rzeszy
Marek Łuszczyna
„WYSYŁAŁA NA ŚMIERĆ, ZASTRASZAŁA, PRZYMUSZAŁA DO STERYLIZACJI”. Książka Marka Łuszczyny to nie tylko same sylwetki tytułowych Złych, kobiet oddanych służbie Hitlerowi i III Rzeszy. To także opis zbrodniczych instytucji, w których pracowały lub którym przewodziły. Autor zamieścił wiele ciekawych informacji, między innymi o bardzo tajemniczej i do dziś nie do końca zbadanej akcji „14 f 13”, w której czynny udział brała pielęgniarka Pauline Kneissler. To właśnie rozdział dotyczący Pauline, noszący tytuł „W stronę mroku. Pielęgniarka. Opowieść o kobiecie, która chciała przypodobać się mężczyznom” najbardziej mnie zainteresował, zaraz po historii Inge Viermetz, należącej do struktur kierowniczych instytucji Lebensborn. Zaznaczyłam w nich mnóstwo cytatów, ale z racji ograniczonego miejsca niech przemówią tylko dwa: 1. „Przeznaczono mnie do tego, co już dobrze umiałam, niszczeniu życia niegodnego życia”. 2. „Zalałam wodą tysiące niepełnosprawnych. Moje życie było poświęceniem, wielkim poświęceniem dla ludzi. Nigdy nie byłam dla niech surowa. Za to muszę dzisiaj cierpieć”. (Tak broniła się oskarżona Pauline Kneissler podczas procesu sądowego. Brak słów, aby to skomentować!) Lektura nie należała do łatwych i przyjemnych, ale warto było poświęcić jej czas. Tak wiele napisano o niemieckich mężczyznach, żołnierzach i ich perspektywie. A gdzie były kobiety? Co robiły podczas wojny, czy i one ulegały narodowosocjalistycznej propagandzie? Tego można dowidzieć się z tej książki.
Karolina - awatar Karolina
oceniła na 7 5 miesięcy temu
Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna Grzegorz Motyka
Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna
Grzegorz Motyka
Burzliwy rok 1947 – o akcji „Wisła”. „Mówiąc inaczej, nasz stosunek do akcji „Wisła” mówi wiele o tym, kim jesteśmy, jakie mamy spojrzenie na państwo i relacje międzyludzkie. Czy bliżej nam do ciasnego nacjonalizmu, czy też do ideałów liberalno-demokratycznego społeczeństwa otwartego? Jak definiujemy swoich a jak obcych? Co naprawdę sądzimy o stalinowskim systemie?” Po II wojnie światowej powstała tak naprawdę nowa Polska. Jak inaczej powiedzieć o kraju z zupełnie nowymi granicami, strukturą ludnościową i nową władzą. Władzą komunistyczną, władzą totalitarną, wiernie realizującą polecenia Stalina. W tej komunistycznej Polsce w 1947 roku miało miejsce wydarzenie, o które spory trwają tak naprawdę do dziś. Mam tu na myśli oczywiście akcję „Wisła”. Generalnie zgodni jesteśmy co do tego, że wszystkie poczynania komunistów są godne potępienia. Sfałszowane referendum, sfałszowane wybory itp. Jednak czy równie jednoznacznie ogół społeczeństwa ocenia akcję „Wisła”? Dlaczego na to wydarzenie patrzymy nieco inaczej? Dlaczego ciągle dajemy się nabierać na komunistyczną propagandę? Na te i wiele innych pytań odpowiada niezwykle interesująca monografia Grzegorza Motyki pod tytułem „Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Literackiego. Autor jest profesorem PAN i jednym z najwybitniejszym specjalistą historii polsko-ukraińskiej. Jego najnowsza książka zdecydowanie to potwierdza. Moim zdaniem jest to pozycja rzetelna, napisana przy tym możliwie prostym językiem, skierowana do szerokiego kręgu odbiorców. Profesor Motyka patrzy na akcję „Wisła” z wielu perspektyw. Patrzy oczami komunistycznych decydentów i zwykłych ludzi, oczami wysiedlanych i wysiedlających. Pokazuje, jak wielką krzywdę komuniści wyrządzili obywatelom własnego państwa. Stara się przy tym być możliwie jak najbardziej obiektywny, co oczywiście może na niego sprowadzić różne ataki. Już we wstępie autor daje odpowiedź na pytanie, dlaczego akcja „Wisła” jest ważna? Czy warto wracać dziś do tamtych dramatycznych wydarzeń? Czy trzeba rozdrapywać kolejną trudną kartę w polsko-ukraińskiej historii? Osobiście książkę czytało mi się bardzo dobrze. Grzegorz Motyka płynnie przechodzi od jednego wątku do drugiego, prostując przy tym wiele funkcjonujących do dziś mitów. Czy „Wisła” była naprawdę zemstą za śmierć generała Karola Świerczewskiego? Dlaczego komuniści zdecydowali się na przesiedlenie Ukraińców, Łemków i Bojków z południowo-wschodniej Polski na zachód? Czy była to jedyna droga – jak utrzymywały ówczesne władze – do rozprawienia się z bandami UPA? Gdzie zapadła decyzja o wysiedleniach – w Warszawie czy w Moskwie? Profesor Motyka kilkukrotnie przypomina, że za akcję „Wisła” odpowiada totalitarna władza. Komuniści nie musieli więc tłumaczyć się ze swoich poczynań przed społeczeństwem, nie musieli obawiać się niezadowolenia obywateli. Zadbali jednak o mocną oprawę propagandową dokonywanej operacji. Trzeba pamiętać, że ostatecznie przesiedlono około 140 tysięcy osób. Autor dokonuje szczegółowej analizy ofiar tej specjalnej operacji, stwierdzając iż akcja „Wisła” miała twarz kobiety. Dlaczego? Otóż co najmniej połowę wysiedlonych stanowiły kobiety i dzieci. Jak zatem – mając na uwadze te fakty – może bronić się teza, że nie było innej drogi aby zwalczyć bandy UPA? Z lektury książki jasno wynika, że jest to nieprawda. Oczywiście autor rozumie, że ukraińską partyzantkę należało zlikwidować. Jednak jego zdaniem można było tego dokonać po prostu siłami wojskowymi. Nie przekonuje go oficjalna narracja „władzy ludowej”. Oprócz przebiegu samej akcji sporo przeczytamy o jej następstwach. W jaki sposób zniszczono ukraińskie podziemie w Polsce? Dlaczego na Ukraina czci UPA jako swoich bohaterów? Czym był obóz w Jaworznie? Jak przebiegała ewolucja polityki PZPR w latach 1947 – 1952? Przez całą publikację przewija się również wątek pamięci. Czy dziś Polacy pamiętają o akcji „Wisła”? Jaki mają do niej stosunek? Czy możliwe jest prawdziwe polsko-ukraińskie pojednanie w przypadku tak skomplikowanej wspólnej historii? „Akcja Wisła '47. Komunistyczna czystka etniczna” to bez wątpienia bardzo ważna i potrzebna praca. Zdecydowanie polecam jej lekturę wszystkim interesującym się historią Polski. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Dziennik rosyjski Anna Politkowska
Dziennik rosyjski
Anna Politkowska
Dziennik polityczny (czy raczej politykę obserwujący i stawiający w centrum swych zainteresowań) prowadzony od zimy 2003 do grudnia 2005 i z bliska przyglądający się rozmontowywaniu młodej i nieokrzepłej jeszcze rosyjskiej demokracji przez bandę coraz silniej mocującego się na szczycie władzy państwowej Putina. Aby zlikwidować podwaliny systemu demokratycznego, koniecznym było zlikwidowanie politycznego pluralizmu i antyputinowskiej opozycji. A aby to uczynić należało się z niektórymi i tylko nieco potargować, dla spacyfikowania zaś  wszystkich - powalczyć z filarami umożliwiającymi w ogóle funkcjonowanie opozycji: niezależnymi sądami, niezależnym finansowaniem partii politycznych i niezależnością mediów. Świetnie to poszło i udało się też świetnie. Aby wzmóc antyczeczeńskie nastroje i móc rozpętać/prowadzić Drugą Wojnę Czeczeńską (a przy okazji zdobyć punkty do reelekcji), Putin nie zawahał się przed użyciem działań terrorystycznych wobec własnego narodu: ujęcie agentów FSB w Riazaniu w pobliżu wysadzonych bloków (i zaminowujących kolejny w ramach rzekomych “ćwiczeń”), czy likwidacja zamachowców (i przy okazji 130 zakładników) w teatrze na Dubrowce w chwili, gdy ich uwolnienie - jak się wydaje - można było osiągnąć poprzez negocjacje i bez rozlewu krwi, to klasyczne modus operandi po-KGB-owskiego prezydenta Rosji. Nic tak nie konsoliduje wokół rządzących (a więc i prezydenta) jak strach i nic też równie skutecznie nie wzbudza lęku przed Obcym. Prawda zaś o wydarzeniach tu relacjonowanych wychodzi na światło dzienne sporadycznie - niemal wówczas, gdy własnymi kanałami rodziny znikających bez śladu, często zaś niewinnych i przypadkowych (“za wygląd”), Inguszów czy Czeczenów od związanych z FSB funkcjonariuszy dowiadują się o szczątkowych losach swych bliskich. Albo, gdy jakiś skruszony “specjalny” nie może już wytrzymać naporu sennych koszmarów, jakie ma “po pracy” i pisze list do Prokuratury Generalnej, a do którego i - przypadkiem - docierają dziennikarze. Po całkowitym przejęciu i upolitycznieniu mediów oraz przestawieniu ich na rolę laurko- i mitotwórczą gubi się możliwość rzetelnej oceny nastrojów społecznych, traci się zdolność analizy “rozkładu sił” w populacji. Dopiero jakieś niewinne głosowanie wśród oglądających programy publicystyczne (i to niejedno tu przytaczane) ujawnia skalę -nasto procentowego poparcia dla Wodza Narodu. Kolejny żyjący w oderwaniu od realiów świata, ale i zarządzanego przez siebie państwa satrapa rodzi się właśnie na naszych oczach… Straszny jest też obraz brania urków nie pod but, a na służbę i na pomocników do walki z tymi, którym coś się może nie podobać; jak w stalinowskich Sowietach, gdzie nasz błatny był dobrym bandytą, pożytecznym i pomocnym w łagrowych rozprawach z “pięćdziesiątkami ósemkami”... Czasy niby inne, metody jedną te same, bo świetnie sprawdzone. Czy była Politkowska osobistym wrogiem (“wroginią” się dziś mówi?) Putina? Z pewnością. Jej śmierć była pewnie jednym z wielu podobnych urodzinowych czy z innych okazji prezentów, słanych przez szefów resortów siłowych swemu umiłowanemu satrapie? Choć czy ta nienawiść działała i w drugą stronę, a więc czy i Putin był osobistym wrogiem Politkowskiej? Niekoniecznie taki obraz jawi się z lektury tego dziennika. Raczej widzimy, że był ów car raczej uosobieniem tego wszystkiego, czego faktycznie nienawidziła w  rosyjskim życiu politycznym i gospodarczym, a co wówczas każdego dnia zżerało tkankę społeczną Rosji (dziś już zupełnie nieistniejącą). Format dziennika opisującego wydarzenia polityczne z pewnością nie stanie się moim ulubionym gatunkiem literackim. Formuła jest dość męcząca, a sama książka staje się ważką dopiero ze względu na to, jakiego czasu i jakich wydarzeń staje się kroniką. A przypomina nam ona, w jaki to sposób doszliśmy do obecnego jedynowładztwa w Rosji Władimira Putina, daje zapis tego, “jak hartowała się stal”. Dodatkowo zyskuje nowe - straszniejsze jeszcze oblicze - gdy Dziennikarka staje się Reportażystką i wchodzi w domy, mieszkania i życia zwykłych ludzi w Czeczenii, Inguszetti, czy innych jeszcze kacapskich zadupiach. Zauważając tę różnicę, już sądzę, że “Druga Wojna Czeczeńska” - dzieło bardziej już reporterskie - może być dla mnie jeszcze potworniejszą lekturą… I tym bardziej konieczną. Gdy się to czyta - czuje się moc; mocne słowa silnej kobiety. Słabi boją się silnych, boją się już nawet ich słów, stąd konieczność mordu Dziennikarki. Za zajmowanie się tym, czym się zajmowała Politkowska, za pisanie o tym, o czym pisała, “raczej prędzej niż później ktoś musiałby ją zabić” pisze w przedmowie Jon Snow. Trudno tak mówić o Dziennikarce tak mocno zaangażowanej w zakończenie Drugiej Wojny Czeczeńskiej, ale jedynym dobrem jej nieobecności jest to, że nie musi żyć we współczesnej Rosji, toczącej wykrwawiającą ją wojnę z bratnim narodem Ukraińskim. To była szalenie mocna kobieta, ale czy serce samo by Jej dziś nie pękło? To książka, która nie powinna leżeć w moich dłoniach, a w łapach tysięcy i setek tysięcy Rosjan. Jako przeciwwaga dla zatruwającej ich dusze (ale i skutecznie ich formatującej) propagandy, której poddawani są nieustannie - w szkole, mediach, zewsząd.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 8 6 dni temu
Elżbieta Batory. Krwawa hrabina czy ofiara spisku Habsburgów? Jarosław Molenda
Elżbieta Batory. Krwawa hrabina czy ofiara spisku Habsburgów?
Jarosław Molenda
Mamy tutaj fascynujące śledztwo historyczne, które zabiera nas w mroczne realia przełomu XVI i XVII wieku. Jarosław Molenda nie kreśli tu fabuły w tradycyjnym sensie, lecz prowadzi czytelnika przez labirynt dowodów, zeznań i politycznych intryg, których centrum stanowi zamek w Czejte. Autor rzuca wyzwanie jednej z najtrwalszych czarnych legend Europy: opowieści o arystokratce, która miała zamordować setki dziewcząt, by zażywać kąpieli w ich krwi w pogoni za wieczną młodością. Molenda osadza postać hrabiny w szerokim kontekście epoki – świecie brutalnych wojen z Turkami, ogromnych długów Habsburgów wobec rodu Batorych oraz religijnych napięć, udowadniając, że prawda historyczna bywa znacznie bardziej złożona niż makabryczna baśń. 🎭 Bohaterowie Główną bohaterką jest Elżbieta Batory, postać tragiczna i niejednoznaczna. Molenda odchodzi od wizerunku psychopatycznej morderczyni, ukazując ją jako dumną, niezwykle bogatą i niezależną kobietę, która w męskim świecie władzy stała się niewygodna. Autor analizuje także postacie jej oskarżycieli oraz króla Węgier, Macieja Habsburga, sugerując, że motywy stojące za procesem „Krwawej Hrabiny” mogły mieć podłoże czysto ekonomiczne i polityczne. Bohaterowie tej opowieści to ludzie uwikłani w bezwzględną grę o wpływy, w której plotka staje się najpotężniejszym narzędziem zniszczenia. ✨ Zalety tekstu Rewizjonistyczne podejście: Największą wartością książki jest krytyczna analiza źródeł. Molenda punktuje absurdy w zeznaniach świadków i pokazuje, jak mechanizmy propagandy stworzyły mit wampirzycy. Bogaty kontekst historyczny: Autor świetnie oddaje realia epoki, tłumacząc zawiłości ówczesnego prawa i obyczajowości, co pozwala lepiej zrozumieć izolację i upadek Batory. Przystępny styl: Mimo naukowego zacięcia, książkę czyta się jak dobry reportaż śledczy. Autor potrafi utrzymać napięcie, prowadząc czytelnika przez kolejne etapy historycznego „procesu poszlakowego”. ⚠️ Uwagi i niedociągnięcia Przyznając ocenę 7/10, muszę wskazać na pewną powtarzalność argumentacji, która momentami sprawia, że narracja kręci się w kółko. Autor tak bardzo chce dowieść niewinności Elżbiety, że momentami traci niezbędny dystans, ocierając się o jednostronną obronę, co może budzić opór u czytelnika szukającego pełnego obiektywizmu. 💡 Myśl przewodnia „Zło, o które oskarżamy innych, jest często jedynie cieniem naszych własnych ambicji i długów, których nie chcemy spłacić”. 🎯 Podsumowanie „Elżbieta Batory” Jarosława Molendy to rzetelna i odważna próba rehabilitacji jednej z najbardziej zniesławionych kobiet w historii. To lektura obowiązkowa dla fanów historii, którzy lubią kwestionować „oczywiste” prawdy i zaglądać za kulisy wielkiej polityki dawnych wieków. Książka zostawia nas z niepokojącą refleksją nad tym, jak łatwo można wymazać człowieka, zastępując go krwawym mitem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Panów piłą. Trzy legendy o Jakubie Szeli Ryszard Jamka
Panów piłą. Trzy legendy o Jakubie Szeli
Ryszard Jamka
Jakub Szela - krwawy złoczyńca, czy bohater chłopskiego powstania? O Jakubie Szeli zapewne większość osób mogła usłyszeć na lekcjach historii w szkole, a następnie wychwycić jego symboliczny udział w "Weselu" Wyspiańskiego; Czujniejsi czytelnicy polskiego dramatu z pewnością zauważyli zdanie, które padło z ust Pana Młodego "Myśmy wszystko zaponnieli". Nieliczni zapewne zetknęli się z innymi formami udziału Szeli w kulturze, pozostali zaś raczej wypuścili rabację galicyjską drugim uchem, nie wynosząc jej poza szkolne podręczniki. Osoby zaintrygowane społeczeństwem i ciekawe wydarzeń, które odbiły swoje piętno na danej grupie ludzi, a w konsekwencji również na historii naszego kraju - osobiście do takich należę - z przyjemnością powinny oddać się lekturze książki autorstwa Ryszarda Jamki. "Panów piłą" jest pozycją, która swoim zakresem pochłonęła większość - jeżeli nie wszystkie - dostępnych źródeł o Jakubie Szeli, który stał się symbolem Rabacji Galicyjskiej z 1846 roku. Książka ta nie tworzy biografii ani nie stanowi badań odnośnie jego życiorysu. Zasięgiem obejmuje ona problematykę dotyczącą nastrojów społecznych, które miały miejsce bezpośrednio w czasach okalających krwawe wydarzenie, ale dotyka również późniejszych odniesień kulturowych. Akcja zahacza o czasy cesarza Józefa, rozszyfrowując niuanse ówczesnych struktur społecznych, a następnie przechodzi do treści utrwalonych na temat niepiśmiennego chłopa, jakim był Jakub Szela. Książka odpowiada na pytania, które - kompletnie nie mają związku z wydarzeniami lutego 1846, ale które nurtowały mnie od dawna, a na które nie sądziłabym, że odpowiedź znajdę na stronach tej pozycji. Tematem przewodnim książki jest postać Jakuba Szeli, jednak ta pozycja stanowi również bogate źródło wiedzy na temat społeczeństwa polskiego i jego transformacji na przestrzeni wieku. Autor chętnie porusza kwestie polityczne, prasowe i przede wszystkim społeczne. Nie miałam pojęcia, że kultura współczesna tak chętnie dotyka wątku Szeli. Książka "Panów Piłą" jest wspaniale napisana, jest po brzegi nafaszerowana treścią, jednak nie jest to lektura do poduszki. Lektura tej książki przypomina mi o ograniczeniu możliwości ludzkiego mózgu i ulotności pamięci - bardzo chciałabym pochłonąć i zostawić w sobie wszystko, co Ryszard Jamka zaprezentował nam poprzez zaoferowanie tak konkretnej dawki obszernej w treść. Fenomenalna pozycja!
Dżulia_K - awatar Dżulia_K
ocenił na 9 3 miesiące temu
Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym Jakub Szymczak
Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Jakub Szymczak
„A nie jest to zwykły sąd. Nie może skazać na więzienie, karę śmierci, grzywnę pieniężną. Może za to potępić. Wydalić ze społeczności żydowskiej. Dać naganę. Dla niektórych to o wiele gorsze niż śmierć”*. Druga wojna światowa jeszcze trwała, gdy na wyzwolonych terenach, Centralny Komitet Żydów w Polsce powołał Żydowski Sąd Społeczny. Celem jego działania było (ewentualne) piętnowanie tych, którzy w czasie okupacji splamili się współpracą z Niemcami. Sprawy rozpatrywane przez Żydowski Sąd Społeczny, w pewnym sensie sąd honorowy, nie dotyczyły zwykłych przestępstw, którymi zajmowały się sądy zwyczajne, państwowe, ale spraw zasadniczych: dobra i zła, dopuszczalnej granicy walki o przetrwanie. Ten niespotykany nigdzie indziej sąd dysponował własnymi, szczególnymi rodzajami kar: a) upomnienie, b) nagana, c) napiętnowanie, d) zawieszenie w prawach na okres od jednego roku do trzech lat, oznaczające utratę prawa wybieralności i wybierania do instytucji samorządu żydowskiego, e) wykluczenie ze społeczności żydowskiej. Autor przedstawia w swojej publikacji głównie i obszernie sprawę Michała Weicherta, działacza Żydowskiej Samopomocy Społecznej (problem w tym, że tę organizację powołali do życia Niemcy), sprawę Wiery Gran (śpiewaczka, występująca w getcie), sprawę Szapsela Rotholca, znanego przed wojną boksera i żydowskiego policjanta, tzw. odemana, w getcie, oraz krócej wiele, wiele innych. Na każde żądanie Niemców odemani byli zobowiązani dostarczyć na Umschlagplatz (niem. punkt przeładunkowy, tu: miejsce zgromadzenia Żydów wysyłanych z getta do obozu) określoną liczbę osób – liczono je zwykle „od łebka”, bo nie było ważne, czy są młodzi, czy starzy, kobiety, czy mężczyźni, dorośli, czy dzieci – i tak odjeżdżali zwykle do pieców krematoryjnych w jakimś bozie koncentracyjnym; liczyła się liczba sztuk. Podczas procesów przed Żydowskim Sądem Społecznym wszyscy lub prawie wszyscy odemani twierdzili, że tego rozkazu Niemców nie wypełniali, łebków na Umschlagplatz nie doprowadzali. Wydaje się to w oczywisty sposób niemożliwe, transporty przecież odjeżdżały, ale to nie jest i nie może być dowodem w sprawie konkretnej osoby. A świadkowie? Większość dawno straciła życie. Zasygnalizuję jeszcze jeden problem w ocenie i sądzeniu spraw z czasów okupacji i gett. „Nie udało mu się uciec, gdy likwidowano getto. Jego kryjówkę wykryto, natychmiast trafił do Auschwitz. Był sprytny, wciąż młody i sprawny. Znalazł sobie pracę. W jednej z fabryk w obozie był odpowiedzialny za nadzór nad suwnicą. Sam opowiadał później o tym, jak jeden z więźniów doprowadził do awarii i groziła mu śmierć. Chaskiel najpierw uprosił niemieckiego żołnierza, by nie zabijał tego więźnia, bo przyda się on do pracy, a następnie demonstracyjnie go skatował. Ale ocalił mu życie. Sam również dzięki pracy przeżył do końca istnienia obozu w Auschwitz”*. Czy Chaskiel bił więźnia? – Owszem, tak. Czy Chaskiel uratował więźniowi życie? – Owszem, tak. A jeżeli umowy z Niemcem nie słyszał lub nie rozumiał żaden świadek ani zainteresowany więzień (bo może stał za daleko, może nie znał niemieckiego), to kto w tych warunkach zdecyduje, czy Chaskiel był bohaterem, czy kanalią i szują? Czyja wersja będzie się liczyć bardziej? Tego typu dylematów opisanych jest w książce Szymczaka wiele. Żydowski Sąd Społeczny przy pierwszych swoich sprawach był niezwykle surowy, nawet jeśli sąd państwowy uwolnił oskarżonego od winy i kary. Szybko jednak jego członkowie stracili rezon i pewność siebie w szafowaniu wyrokami, bo wiele postaw i zachowań Żydów nie było ani proste, ani jednoznaczne. Czasy i warunki też odbiegały zdecydowanie od jakiejkolwiek normalności. Publikacja nie jest może porywająca, ale dostarcza solidnej wiedzy o czasach, okolicznościach, postawach, wyborach Żydów wobec innych Żydów podczas wojny i okupacji. --- Jakub Szymczak, „Ja łebków nie dawałem”, wyd. Czarne, rok 2022.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na 7 3 miesiące temu
Szaleństwo w ciemnościach. Tragiczna historia zaginięcia statku Erebus Michael Palin
Szaleństwo w ciemnościach. Tragiczna historia zaginięcia statku Erebus
Michael Palin
Michael Palin, znany całemu światu jako członek legendarnej grupy Monty Pythona i charyzmatyczny podróżnik, w książce „Szaleństwo w ciemnościach. Tragiczna historia zaginięcia statku Erebus” występuje w roli dociekliwego detektywa historii. To nie jest kolejny suchy podręcznik historyczny napisany zza biurka. Palin osobiście wyruszył śladami zaginionej ekspedycji sir Johna Franklina, docierając do mroźnych zakątków Arktyki i na Tasmanię, by fizycznie poczuć przestrzeń, w której operował tytułowy statek. Jego śledztwo to fascynujący splot analizy archiwalnych dzienników, listów oraz najnowszych odkryć podwodnej archeologii, które w 2014 roku doprowadziły do odnalezienia wraku „Erebusa” na dnie morza. Biografia statku przed tragedią Zanim „Erebus” stał się symbolem arktycznego koszmaru, był jednostką o niezwykle barwnej i pełnej sukcesów historii. Palin, z charakterystyczną dla siebie swadą, opisuje wcześniejszą wyprawę okrętu na Antarktydę pod dowództwem Jamesa Clarka Rossa. To wtedy „Erebus” udowodnił swoją niesłychaną odporność, wpływając tam, gdzie nikt wcześniej nie dotarł. Autor z wielką dbałością o detale rekonstruuje codzienność na pokładzie – od zapachu dziegciu i wilgoci, po specyficzne poczucie humoru marynarzy. Dzięki takiemu podejściu, gdy w 1845 roku statek wyrusza w swoją ostatnią misję poszukiwania Przejścia Północno-Zachodniego, czytelnik nie patrzy na niego jak na maszynę, ale jak na bohatera, którego los jest nam bliski. Anatomia arktycznej katastrofy Kiedy ekspedycja Franklina wpływa w labirynt lodowych pól Arktyki, Palin mistrzowsko buduje atmosferę narastającego osaczenia. Korzystając z pozostawionych zapisków i relacji, autor analizuje, jak wiktoriańska pycha i wiara w nieomylność brytyjskiej techniki zderzyły się z bezwzględną potęgą natury. „Szaleństwo w ciemnościach” to studium powolnego upadku – od entuzjazmu pierwszych miesięcy, przez dwa lata uwięzienia w lodzie, aż po desperacki marsz ocalałych ku pewnej śmierci. Palin nie ucieka od trudnych tematów: zatrucia ołowiem z wadliwych konserw, szkorbutu, a w końcu aktów kanibalizmu, o których przez dekady brytyjska opinia publiczna nie chciała słuchać. Rehabilitacja pamięci Inuitów Jednym z najmocniejszych punktów śledztwa Palina jest przyznanie racji Inuitom. Przez blisko 170 lat relacje rdzennych mieszkańców Arktyki, którzy widzieli umierających „białych ludzi”, były ignorowane lub wyśmiewane przez Admiralicję jako niewiarygodne. Palin pokazuje, że to właśnie ich ustna tradycja najdokładniej opisywała miejsce spoczynku statków. Współczesne odnalezienie wraku dokładnie tam, gdzie wskazywały inuickie legendy, jest dla autora momentem dziejowej sprawiedliwości. Styl Palina jest barwny, pełen empatii i plastycznych opisów, które sprawiają, że czytelnik niemal fizycznie czuje przenikliwy mróz arktycznej nocy. To opowieść o ambicji, która przerodziła się w obsesję, i o odwadze, która nie wystarczyła w starciu z lodową pustynią. Powieść faktu Michaela Palina to monumentalne dzieło, które przywraca godność załodze „Erebusa” i pozwala nam zrozumieć, dlaczego ta historia do dziś tak mocno działa na naszą wyobraźnię. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto kocha wielkie wyprawy i tajemnice, które po latach oddaje nam lód
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Mali tułacze Wojciech Lada
Mali tułacze
Wojciech Lada
Fascynująca i przepełniona smutkiem opowieść o losie najmłodszych polskich zesłańcow w trakcie II wojny światowej z organizacją armii generała Władysława Andersa w tle. W wyniku "amnestii" z 1941 roku będącej wynikiem układu Sikorski-Majski w Rosji Stalina zaczęto tworzyć armię polską, a zesłane na Syberię rodziny dostały pozwolenie opuszczenia kołchozów i "udania się do domu". To co jest jasne na papierze w praktyce nie było już tak oczywiste. Droga na zachód była niemożliwa do przebycia przez toczące się tam walki oraz linię frontu. Rząd ZSRR wcale nie ułatwiał powrotu jak również komunikacji. Bywało, że niektórzy o amnestii dowiadywali się przypadkiem z dużym opóźnieniem, dzięki czemu dłużej wykorzystywano ich do pracy. Dlatego właśnie zdecydowana większość uchodźców rozpoczęła swoją piekielną wędrówkę na południe. Początek podróży był chyba najgorszy. Wygłodniali, osłabieni ludzie, głównie kobiety z dziećmi umierali z powodu chorób, zimna i braku jedzenia. Bywało, że rodziny rozdzielano na stacjach kolejowych lub postojach, a malutkie dzieci po śmierci rodziców nigdy tak naprawdę nie poznały swojego pochodzenia. Szokujący obraz uciskanych na stojąco zamarźniętych ciał w pomieszczeniu gospodarczym jednej ze stacji, bo tak "więcej się mieściło" zostanie ze mną przez jakiś czas. Mimo że ludzie Ci teoretycznie byli już wolni, nadal przewożeni byli w warunkach poniżej jakiejkolwiek godności. Setki, tysiące kilometrów, zmieniający się klimat, nieznane dotąd warunki pogodowe, niezliczone komary, nowe choroby, kolejno poznawane nacje, ludy i kultury, pustynie, góry, zimy z piekła rodem oraz potworne upały, burze piaskowe, dorastanie w trakcie kilkuletniej podróży, śmierć znajomych i członków rodziny, romanse z tubylcami lub marynarzami, szkoła, niebezpieczeństwa ze strony tubylców jak i dzikich zwierząt, coraz bardziej oddalający się dom, za którym tęsknili rodzice, a który w umysłach dzieci zostawał tylko "pustym hasłem" czy nieosiągalnym, wręcz niechcianym już celem. Pierwszymi wielkimi przystankami uciekinierów były pustynie Kazachstanu, potem Uzbekistan, Kirgistan i ziemie Tadżykistanu. Kolejne obozy, gdzie faktycznie można było odetchnać to miasta jak Aszchabad czy Meszmed, Pahlewi (Anzali)i Teheran albo Isfahan w północnej Persji, dzisiejszym Iranie. Niektórzy już tutaj poczuli się bezpieczniej, mimo że oddech radzieckiej armii jeszcze nie zniknął z ich karków. Wiele szlaków ewakuacyjnych prowadziło też przez morze Kaspijskie. Do tego czasu powiększająca się armia Andersa podróżowała w towarzystwie kobiet i dzieci, ale w końcu musiała się do czegoś przydać, a dostarczane racje żywnościowe nie były w stanie już wszystkich wyżywić. Tu każdy musiał już pójść we własną stronę. Z Iranu polskie wojsko oraz ludność cywilna trafiali do Iraku, Palestyny, Libanu, Egiptu, a także do brytyjskich kolonii w Afryce, m.in. do Tanzanii (ówczesna Tanganika) przez kenijską Mombasę - wrota do wschodniej Afryki, w której osobiście odnalazłem ślady polskich uchodźców w tym tablice upamiętniające na Fort Jesus. Następnie część cywilów, w tym osierocone dzieci, została ewakuowana do dalszych krajów, takich jak Indie (słynne osiedle w Balachadi nieopodal Jamnagar czy ośrodek dla chorych na gruźlicę w Panchgani), Nowa Zelandia (Pahiatua) czy Meksyk (Santa Rosa). Stany Zjednoczone nie były wtedy skore do gościnności, by nie drażnić swego wielkiego sojusznika zza żelaznej kurtyny. Autor mocno podkreśla rolę Władysława Andersa w sytuacji polskich zesłańów jak również Hanki Ordonówny - byłej gwiazdy estrady międzywojennej, która znalazła swoją drugą misję w opiece na podróżującymi sierotami. Książka bardziej przejmująca w pierwszej połowie. Dalsze losy naszych rodaków to głównie tułaczka, ale też lepsze momenty, trochę miłosnych uniesień jak również poznawanie świata. Dzieci znacznie szybciej adaptowały się do "bezdomnej rzeczywistości", często nie znając pojęcia "dom", a gdy już przyzwyczaiły się do nowego miejsca, wcale nie wykazywały ochoty powrotu do ojczyzny swoich rodziców. Zdarzały się nawet ucieczki z konwojów. Polecam. Bardzo ciekawa opowieść.
Paweł85x2 - awatar Paweł85x2
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Zbrodnia bez kary

Więcej
praca zbiorowa Zbrodnia bez kary Zobacz więcej
praca zbiorowa Zbrodnia bez kary Zobacz więcej
Więcej