Zagubione psy

Okładka książki Zagubione psy
Jeff Lemire Wydawnictwo: Kboom komiksy
104 str. 1 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Lost Dogs
Data wydania:
2021-03-10
Data 1. wyd. pol.:
2021-03-10
Data 1. wydania:
2012-06-03
Liczba stron:
104
Czas czytania
1 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395867576
Tłumacz:
Jacek Żuławnik
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zagubione psy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zagubione psy

Średnia ocen
6,6 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
406
406

Na półkach:

Debiut Jeffa Lemire’a z pewnością nie jest albumem doskonałym. Widać jeszcze autorską niedojrzałość, zarówno w warstwie rysunku, jak i kreowania fabuły. Jednak nie zmienia to faktu, iż „Zagubione psy” już zwiastują wielki talent artysty, który po prostu potrzebował więcej czasu, by się w pełni rozwinąć.
Cała recenzja: https://tinyurl.com/cjbywn24

Debiut Jeffa Lemire’a z pewnością nie jest albumem doskonałym. Widać jeszcze autorską niedojrzałość, zarówno w warstwie rysunku, jak i kreowania fabuły. Jednak nie zmienia to faktu, iż „Zagubione psy” już zwiastują wielki talent artysty, który po prostu potrzebował więcej czasu, by się w pełni rozwinąć.
Cała recenzja: https://tinyurl.com/cjbywn24

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

60 użytkowników ma tytuł Zagubione psy na półkach głównych
  • 45
  • 15
41 użytkowników ma tytuł Zagubione psy na półkach dodatkowych
  • 18
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Zagubione psy

Inne książki autora

Okładka książki Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Ocena 0,0
Absolute Flash: Still Point Jeff Lemire, Nick Robles
Okładka książki Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Ocena 6,0
Absolute Flash: Of Two Worlds A. L. Kaplan, Jeff Lemire, Adriano Lucas, Nick Robles, Chris Sotomayor
Okładka książki Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Ocena 7,4
Dziesieć tysięcy czarnych piór Jeff Lemire, Andrea Sorrentino
Okładka książki Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Ocena 7,0
Czarny Młot - Tom 8 - Koniec Jeff Lemire, Nate Piekos, Malachi Ward
Okładka książki Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke
Ocena 6,8
Potwór z Bagien - Zielone piekło Jeff Lemire, Dough Mahnke

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szeryf Babilonu Mitch Gerads
Szeryf Babilonu
Mitch Gerads Tom King
Tom King królem. To już chyba wiecie. Czego od niego nie przeczytałem, to robiło robotę poziomem obyczajowości, emocjonalności, mimo że historie zawsze były wpisane w konwencje, którym zazwyczaj nie po drodze z tymi wartościami: choćby marvelowski „Vision” czy „Mister Miracle” od DC. „Szeryfa Babilonu” kupiłem trochę z przypadku. To znaczy, planowałem go kiedyś nabyć, ale akurat się zdarzyło że odwiedziłem @centrumkomiksu jakiś czas temu i poprosiłem o polecenie (dosłownie) „jakiegoś ponurego gnojka”. I tak został włożony w moje dłonie „Szeryf”. Otóż okazuje się, że po 11 września Tom King przez jakiś czas służył w CIA. I komiks ten mocno doświadczeniami z tej służby był inspirowany. Jest to komiks o Amerykanach w Iraku; jak się można spodziewać, kolorowo nie jest. Jak to po ataku terrorystycznym. Niepokój, nieufność, pochopność. Strach. Łatwość w podejmowaniu okrutnych w skutkach decyzji. Łatwość w pociąganiu za spust. Obserwujemy policjanta zakontraktowanego przez wojsko aby szkolić lokalną policję w Zielonej Strefie, którego jeden z podopiecznych zostaje zamordowany. Mężczyzna, jak się można spodziewać, próbuje znaleźć osobę odpowiedzialną, co pokieruje go w objęcia zaskakujących ludzi i okoliczności. Bardzo wielowymiarowy to komiks, z bogactwem relacji, nieoczywistych sojuszy i odcieni szarości. Sporo tu o religii, religii jako broni, jako tarczy, jako pretekście. O fanatyzmie, ale i świadomym wykorzystaniu ładnych słówek. Ale też o wielu innych rzeczach: rodzinie, odpowiedzialności, Tom King umie pisać oddychających, prawdziwych i autentycznych w swojej ewolucji bohaterów i tworzyć dla nich głębokie dylematy. Jeśli coś odróżnia ten komiks na tle poprzednich recenzowanych tu Kingów, to zbudowanie przez autora niesamowicie wyrazistej i złożonej tożsamości samego miejsca akcji. Wypala ono obrazy w pamięci, czasem przeraża, ale też zachwyca skrupulatnie zarysowanym charakterem. Polecam. Mocno. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Wonder Woman: Martwa ziemia Mike Spicer
Wonder Woman: Martwa ziemia
Mike Spicer Daniel Warren Johnson
Nie ukrywam: Daniel Warren Johnson to jeden z moich ulubionych twórców i Wonder Woman: Martwa Ziemia jest kolejnym dowodem na to, że facet ma bardzo wyrazisty styl. I właśnie dlatego od razu zaznaczę — to nie jest komiks robiony z myślą o zagorzałych fanach Wonder Woman. To komiks dla tych, którzy lubią DWJ i jego twórczość. Jasne, mamy tu bohaterów i lokacje z uniwersum DC, ale całość spokojnie można czytać jako zamkniętą, niezależną opowieść. Diana budzi się po długim śnie, a świat, który znała, już nie istnieje. Ziemia została dosłownie przeorana wojną nuklearną, a ona sama nie pamięta, jak do tego doszło. W trakcie wędrówki poznaje grupę nowych towarzyszy i razem próbują odkryć prawdę o tym, co się wydarzyło. Historia dość szybko skręca w stronę klasycznego postapo. Wonder Woman staje się liderką lokalnej społeczności i musi poprowadzić ją do ziemi obiecanej. Jest tu sporo pobocznych wątków, świat jest fajnie rozbudowany, a całość czyta się naprawdę dobrze. Fani DC dostaną też kilka smaczków, które wywołają uśmiech. Nie wszystko jednak działa idealnie. Choć pojawia się sporo wątków obyczajowych, to emocjonalnie nie uderzają one tak mocno, jak w innych komiksach Johnsona. Tu czuć lekki niedosyt. Na szczęście pomysłów jest tyle, że komiks co chwilę potrafi zaskoczyć. Od strony wizualnej to absolutna jazda bez trzymanki. Dynamiczne kadry, intensywne kolory, charakterystyczna kreska i kompozycje, które aż kipią energią. DWJ w swoim żywiole. Bardzo solidna, momentami świetna pozycja. Jeśli lubicie twórczość DWJ, to śmiało czytajcie. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DTNAHybDCFE/?igsh=ZDM2b3E3cGx5emF6
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na 8 3 miesiące temu
Błękit w zieleni Ram Venkatesan
Błękit w zieleni
Ram Venkatesan Anand Radhakrishnan
Błękit w Zieleni to jeden z tych komiksów i tych historii, które zostają w nas na długo. Niby fabuła wydaje się prosta, niezbyt skomplikowana ale ładunek emocjonalny jest niezwykle duży. Niespełniony muzyk Erik Dieter zmaga się z demonami ze swojej przeszłości. Po śmierci matki odnajduje w jej domu zdjęcie nieznanego mężczyzny i rusza szlakiem domysłów, poszlak oraz szaleństwa żeby odkryć przerażającą prawdę. Ten komiks to majstersztyk – pod względem wizualnym, treściowym i fabularnym. To kryminał w stylu noir, toczony powolnymi dźwiękami Charliego Parkera i Charlesa Minugsa. W tle jednak słychać szalone dźwięki pianina Theleoniousa Monka. Rysunki z jednej strony są niczym z sennego koszmaru, z drugiej – przebijają się tam momenty świadomości i realności. Wszystko jednak jest zatopione w onirycznym sosie. Wydarzenia dzieją się tutaj falowo – obok powolnych, długich saksofonowych pasaży, mamy szaleńczą gonitwę niczym w najszybszej solówce. Konstrukcja fabularna tego komiksu stoi na naprawdę najwyższym poziomie, bo ukazuje nam w jaki sposób budowane – i niszczone – są relacje rodzinne. Jak tajemnice, które docierają do nas po latach i które trudno nam zweryfikować, potrafią całkowicie przestawić nasze myślenie i nasze zachowanie oraz nasze plany. Ta opowieść to studium szaleństwa oraz tego, że czasem najstraszniejsza prawda potrafi nas odblokować do rzeczy co do których myśleliśmy, że nie jesteśmy zdolni. To opowieść o klątwie rodzinnej, przekleństwie, walce z wewnętrznymi demonami. To w końcu historia o muzyce i o tym jak ona potrafi działać i rezonować przez pokolenia. Te dźwięki słychać, jak wylewają się z kart komiksu. Autorzy zrobili naprawdę świetną robotę, bo upakowali na niezbyt wielu stronach całą emocjonalną bombę, która tyka, żeby wybuchnąć w kulminacyjnym momencie i zmieść nas z planszy. Absolutnie wspaniała rzecz.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 8 24 dni temu
Miotacz śmierci Daniel Clowes
Miotacz śmierci
Daniel Clowes
Szczególny przypadek. Nie chcę polecać wszystkim "Miotacza śmierci", a jednocześnie chciałbym poznać ludzi którym komiks się podobał. To muszą być dziwni ludzie. Sam do nich należę. Pamiętacie taki komediowy serial (komediowy, dobre sobie) "Flight of the Conchords"? Z tym humorem, w którym nie są jasno wskazywane pointy dowcipów (dowcipów, dobre sobie). Kluczę, ale chciałbym wyjaśnić precyzyjnie, jak bardzo specyficzny jest nastrój w "Miotaczu śmierci", komiksie który pachnie undergroundem, alternatywą, starą piwnicą, kwaśnym superbohaterstwem. "Miotacz śmierci" napisał i narysował Daniel Clowes. To spod jego ręki wyszedł nietuzinkowy "Wilson", o którym już na blogu pisałem. To on, Daniel Clowes, jest odpowiedzialny za "Ghost World". Nie czytałem, ale widziałem świetną filmową adaptację w reżyserii Terry'ego Zwigoffa. Zwigoff współpracował raz jeszcze z Clowesem przy okazji filmu "Akademia tajemniczych sztuk pięknych" (film również polecam), ale to już zupełnie inna historia. Zatem "Miotacz śmierci" to pewnego rodzaju dekonstrukcja mitów. Tak, mitów, bo na warsztat autor nie bierze tylko superbohaterów. Motyw dojrzewania, przyjaźni, wieku średniego, wszystko jest tu przedstawiane szczerze i uczciwie. Więc dlaczego wciąż piszę o osobliwej atmosferze? Wydaje mi się, że Clowes pisze w sposób, o którym wielu myśli że tak nie przystoi. Wyciąga na wierzch rzeczy wstydliwe i takie, o których niektórzy oczywiście myślą, ale z wieloma pragnieniami czy spostrzeżeniami się nie uzewnętrzniają. A Clowes właśnie to robi. Dlatego jego w teorii cichy i spokojny komiks zawieszony w jakimś niezależnym stylu, bez akcji, wybuchów, jest tak naprawdę komiksem wywrotowym, punkowym. To tutaj tkwi cała siła Miotacza śmierci, w podejściu autora do życia. Ten rodzaj maniery artystycznej poznałem w "Wilsonie". I podejrzewam, że tak samo jest i przy innych utworach Clowesa. "Miotacz śmierci" to w dużym skrócie pewnego rodzaju urealnianie fantazji nastolatka. Takiego nastolatka, co ważne, w którym buzują wszystkie emocje związane z przekraczaniem progów. Chłopak rośnie, w środku panuje szaleńczy rajd hormonów, ciało zachowuje się dziwnie. Jest na marginesie, tak się nastolatkowi wydaje. Clowes dał temu swojemu chłopakowi pełną wolność i nastolatek z tego korzysta. Dostaje ogromną moc, w momencie gdy zaciąga się papierosem. Czyli źródłem siły jest nikotyna, jak bardzo jest to wywrotowe? Trzeba dodać do tego tytułowy miotacz śmierci, spadek po ojcu. Ta broń może zmienić obraz wszechświata, ale zmienia tylko obraz najbliższego otoczenia. Jest tu więc zestawiona banalna codzienność z fantazjami wieku dojrzewania. W efekcie dostajemy specyficzny rodzaj humoru, tak zabawny jak i ponury. Niecodzienna mieszanka. Ilustracyjnie to pastisz, retro stylistyka i prosta kreska. Barwy są niejako wyblakłe, przygaszone. Dodaje to atmosfery nostalgii, całość "udaje" materiał zakorzeniony w latach 70. Cały album zresztą przypomina coś, co zostało odnalezione w kapsule czasu. Nieco szmatławy, na pewno niezależny, przy pobieżnym wertowaniu nie prezentuje nic ciekawego. To efekt zamierzony. Polecam bardzo.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 7 3 miesiące temu
Animal Man. Omnibus Grant Morrison
Animal Man. Omnibus
Grant Morrison Brian Bolland Tom Grummett Chas Truog Doug Hazlewood
Co za cudowne, kompletne szaleństwo. Już wstęp bardzo mi się spodobał. Morrison to chyba spoko gość. Skromny, dowcipny, pełen dystansu do siebie gawędziarz. A sam komiks zaczyna się ciekawie, choć niepozornie - ot, zapomniany ciut Buddy postanawia wrócić do zawodu i stać się prawdziwym superbohaterem. Moce ma dość niedorzeczne: otóż umie przejmować umiejętności od zwierząt, które są w pobliżu. Sam zdaje sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmi, ale cóż ma zrobić. Jasne, z początku wydaje się to pretekstem do rozmyślań o prawach zwierząt i o konsumpcji tychże. Ale jeśli spodziewacie się, że to po prostu eko-komiks, to jesteście w sygnifikantnym błędzie. Po pierwsze, jest tu od groma obyczaju i realizmu. Świetne wątki rodzinne i przyziemne traktowanie “zawodu” superbohaterskiego. Obserwujemy choćby jak żona Buddy’ego przyzwyczaja się do wizyt nadludzi: “jak widziałaś jednego, to jakbyś widziała wszystkich”. Ale po drugie, to jest totalnie meta-komiks. Z początku jest to niepozorne, na końcu natomiast mamy do czynienia z kompletnym meta-szaleństwem, bardzo rozrywkowym i udanym. Jest to z pozoru epizodyczna, ale ostatecznie cholernie spójna i przemyślana historia o bohaterach zapomnianych. O postaciach porzuconych. O strojach zbyt kiczowatych na dzisiejsze czasy. I jezu, jak to działa. W skrócie: trochę meta, trochę eko, trochę sympatyczny obyczaj skręcający momentami w dramat. Czasem kompletne szaleństwo. I sporo Moore’a. Jeśli powyższe jeszcze Was nie przekonało: jest tu też małpa, pisząca na maszynie do pisania kolejne dzieła Szekspira. Warto jak cholera. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Nasze potyczki ze złem Mike Mignola
Nasze potyczki ze złem
Mike Mignola Warwick Johnson-Cadwell
"Nasze potyczki ze złem" to kontynuacja przygód profesora J.T. Meinhardta i jego asystenta, pana Knoxa, którzy tym razem, wspierani przez nieustraszoną łowczynię wampirów, Mary Van Sloan, stawiają czoła wampirom, wilkołakom i innym nocnym kreaturom. Album, choć zachowuje lekki i humorystyczny ton, oferuje również głębsze spojrzenie na naturę zła i cenę, jaką płacą ci, którzy z nim walczą. Mignola i Johnson-Cadwell ponownie łączą siły, tworząc serię krótkich opowieści, które nie tylko bawią, ale i skłaniają do refleksji. Każda historia, choć pozornie prosta, zawiera nieoczekiwane zwroty akcji i intrygujące interpretacje klasycznych motywów. Przykładem może być "inteligentny" wilkołak, który używa noża zamiast pazurów, aby ukryć swoje zbrodnie, co przypomina o słynnej maksymie Nietzschego dotyczącej walki z potworami. Postacie, choć na pierwszy rzut oka wydają się nieporadne i komiczne, kryją w sobie głębszy tragizm. Profesor Meinhardt i pan Knox, mimo swoich nieudolnych starań, nieświadomie przyczyniają się do upadku wrogów. Ta ironiczna dynamika sprawia, że ich przygody są zarówno zabawne, jak i przejmujące. Mary Van Sloan, jako nowy członek zespołu, wnosi dodatkowy wymiar do historii, pokazując determinację i umiejętności prawdziwego łowcy. Ilustracje Warwicka Johnson-Cadwella są charakterystyczne i mogą budzić mieszane uczucia. Jego styl, pełen karykaturalnych, kanciastych sylwetek i groteskowych scen, doskonale oddaje ton opowieści, choć nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej jednak, kreska ta idealnie pasuje do surrealistycznej i humorystycznej atmosfery komiksu, dodając mu unikalnego uroku. "Nasze potyczki ze złem" to lektura, która łączy horror z komedią w niezwykle udany sposób. Choć fabuła nie jest skomplikowana, a postacie stereotypowe, komiks oferuje coś więcej niż tylko prostą rozrywkę. To refleksja nad naturą zła i nieprzewidywalnością życia, która sprawia, że czytelnik zatrzymuje się na chwilę, aby zastanowić się nad losem bohaterów. Przyjemność 3,7/5 Styl: 3,5/5 Historia: 3,9/5 Ocena: 3,66/5 goodreads - 4/5 thestorygraph - 3,75/5 lubimyczytac - 7/10
temptershell - awatar temptershell
ocenił na 10 1 rok temu
DCEased. Niezniszczalni Tom Taylor
DCEased. Niezniszczalni
Tom Taylor Carl Mostert
Jak wiadomo, prawdziwymi potworami w czasie apokalipsy są zombie, a kryzys potrafi wyciągnąć z ludzi (i dotychczasowych potworów) człowieczeństwo. A nie, to chyba zawsze było odwrotnie. Jednak to tu w tym przewrotnym komiksie, ktoś może mówić egoistycznie, by potem dokonać czegoś heroicznego. Na dodatek mimo wysokich stawek i apokalipsy komiks potrafi utrzymać dość luźny ton. Jednak nie to zapowiadało się po pierwszym tomie „DCeased”, który starał się być podniosły, cool i przy okazji budować ten alternatywny apokaliptyczny świat. Te zabiegi jednak bardzo go rozmydliły i utrudniły utrzymanie stawki. Dlatego też bałem się sięgać po kolejne tomy, ale podobno miało być lepiej. I trzeba przyznać, że jest. Historia okazuje się dużo bardziej przyziemna i tryska humorem. Ten ostatni można go znaleźć w zwykłej prezentacji postaci – Bane zostaje podpisany w jednym miejscu jako "mięśniak", ale trzyma książkę. Już sam wygląd napakowanego faceta z malutką książką byłby komiczny, ale Tom Taylor dokłada do tego kolejne warstwy humoru. W ten sam sposób wybija się Creeper, który niczym Spider-Man ma odzywkę na każdą niebezpieczną sytuację. W dodatku poznajemy go, gdy przejawia najbardziej stereotypowe zachowanie ADHD: <img src="https://i.imgur.com/G9k2LqA.jpeg" width="350" height="300" alt="Creeper oddaje się metaforze straszyka, DCEased: Niezniszczalni"/> Creeper oddaje się metaforze straszyka Jednak mimo tego różnego typu humoru postacie najbardziej błyszczą w relacjach. Nie każda postać ma szanse zabłysnąć lub nawet pojawiać się bardzo często, ale budowanie relacji jest tu kluczowe. Cheetah zachowuje się w stosunku do innych jak kot lub z japońskiego tsundere. Albo mamy Slade'a, który w pewnym momencie prezentuje się jako ojciec specyficznie ostrzegający „zrób coś mojej córce”: <img src="https://i.imgur.com/EuhNQOJ.jpeg" alt="Slade Wilson i Jason Todd, DCEased: Niezniszczalni"/> Slade Wilson i Jason Todd  Największą wadą jest tu jednak to, że albo coś się wie o komiksach przez lekturę, osmozę lub z innych źródeł, albo niektórych interakcji się nie zrozumie. Ja sam pewnie trochę nie zrozumiałem z szerszego kontekstu, ale np. Deadschoot pojawia się naprawdę bardzo rzadko, ale jego zachowanie można wytłumaczyć tym, że ma córkę (w niektórych wersjach). Ma jakieś obycie z dziećmi. Z drugiej strony samo „DCEased. Nieumarli w świecie DC” nie jest konieczne do przeczytania „Niezniszczalnych”, ale dodaje nieco kontekstu. A jak powiedział Mark Waid w podcaście „Ideas don't bleed”, komiksy czyta się dla postaci i ich relacji. Wielki zły, którego się obije, zostanie zapomniany, ale interakcje nie. I dokładnie tym są tu zombie, tłem dla przyjemnych relacji. W końcu ludzie są homo politicus, ludźmi społecznymi, to ludzie są tym, co ich interesuje. W dodatku komiks ma bardzo przyjemną klamrę narracyjną, której zdradzenie byłoby spoilerem. Jednak jeśli ktoś chce pozytywną żyćkową historię w czasach apokalipsy z odrobiną superbohaterszczyzny, albo przynajmniej część elementów mu nie przeszkadza, to nie powinien się zawieść. W końcu wszystko zostaje w rodzinie, tu batrodzina: <img src="https://i.imgur.com/ipQEAV6.png" width="320" height="160" alt="Portret Batrodziny w Posiadłości Wayne'ów, DCEased: Niezniszczalni"/> Portret Batrodziny w Posiadłości Wayne'ów  Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego).
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 8 30 dni temu

Cytaty z książki Zagubione psy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zagubione psy