Wokół Księżyca

Okładka książki Wokół Księżyca
Juliusz Verne Wydawnictwo: Nasza Księgarnia Cykl: Mała trylogia vernowska (tom 2) fantasy, science fiction
301 str. 5 godz. 1 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Mała trylogia vernowska (tom 2)
Tytuł oryginału:
Autour de ̀ a la Lune
Data wydania:
1975-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
301
Czas czytania
5 godz. 1 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Ludmiła Duninowska
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wokół Księżyca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wokół Księżyca



książek na półce przeczytane 42 napisanych opinii 27

Oceny książki Wokół Księżyca

Średnia ocen
6,6 / 10
246 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
31
27

Na półkach:

Jego starożytność, która wyprzedzała i przeżywała kolejne pokolenia telluryczne: jego przewaga nocą: jego satelicka zależność: jego odbijanie cudzego światła: jego stałość pośród zmiennych faz, wschodzenie i zachodzenie w z góry oznaczonym czasie, przybywanie i ubywanie, nieunikniona niezmienność wyglądu: jego nieokreślone odpowiedzi na nie zawierające stwierdzeń zapytania: jego władanie nad wodami przypływu i odpływu: jego moc nakazująca kochać, upokarzająca, oblekająca pięknością, doprowadzająca do obłędu, zachęcająca do występku i wspomagająca występek: spokojna nieodgadnioność jego oblicza: straszliwość jego odosobnionej górującej nieposzlakowanej świetlistej bliskości: jego zwiastowanie burzy i ciszy: jego podniecający blask, jego ruch i jego obecność: przestroga jego kraterów, jego jałowe morza, jego milczenie: jego wspaniałość, gdy jest widoczny: jego przyciąganie, gdy jest niewidoczny.

Jego starożytność, która wyprzedzała i przeżywała kolejne pokolenia telluryczne: jego przewaga nocą: jego satelicka zależność: jego odbijanie cudzego światła: jego stałość pośród zmiennych faz, wschodzenie i zachodzenie w z góry oznaczonym czasie, przybywanie i ubywanie, nieunikniona niezmienność wyglądu: jego nieokreślone odpowiedzi na nie zawierające stwierdzeń zapytania:...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

613 użytkowników ma tytuł Wokół Księżyca na półkach głównych
  • 471
  • 137
  • 5
141 użytkowników ma tytuł Wokół Księżyca na półkach dodatkowych
  • 98
  • 13
  • 7
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Wokół Księżyca

Inne książki autora

Juliusz Verne
Juliusz Verne
Francuski pisarz, dramaturg i działacz społeczny. Powszechnie uważany za jednego z protoplastów fantastyki naukowej (wraz z Hugo Gernsbackiem i H.G. Wellsem), autor kilkudziesięciu powieści. Od 1870 Kawaler, a od 1892 Oficer Orderu Legii Honorowej. Pisał powieści podróżnicze i fantastycznonaukowe oraz historyczne, geograficzne, kryminalne, a także sztuki teatralne i wiersze. Ojcem pisarza był prawnik Pierre Verne, który od 1826 roku prowadził w Nantes kancelarię, a matką – Sophie-Henriette Alotte de la Fuÿe. Młody Verne (za namową rodziny, a głównie ojca) studiował w Paryżu prawo, próbował zarabiać na giełdzie, ale nie rezygnował z prób literackich. Po kilkunastu latach poszukiwań rozpoczął cykl powieści Niezwykłe podróże, które zapewniły mu poczesne miejsce w światowej literaturze. Wydawcą utworów Verne’a był Pierre-Jules Hetzel (a następnie jego syn – Louis-Jules) publikujący Magasin d’éducation et de récréation (Magazyn Edukacji i Rozrywki). Znanego autora i przedsiębiorczego wydawcę łączyły kontrakty wydawnicze, kilka razy wznawiane. Verne podróżował po świecie, jednak mniej rozlegle niż bohaterowie jego utworów. Odwiedził 15 krajów w Europie i w basenie Morza Śródziemnego oraz odbył na statku SS „Great Eastern” jedną podróż przez Ocean Atlantycki do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Był bardzo oczytany, z literatury czerpał różnorodne wiadomości do swych książek: geograficzne, historyczne, techniczne. Dla swych potrzeb warsztatowych stworzył i wykorzystywał duży zbiór fiszek, swoistą bazę danych z informacjami. Zgodnie z ówczesnymi zwyczajami, w wielu powieściach Verne’a ważną rolę pełnią bohaterowie pochodzenia francuskiego. Kilka tytułów powstało jako efekt współpracy z innymi autorami, między innymi z André Lauriem czy Adolphem d’Ennery. Książki Verne’a ilustrowali: Édouard Riou, Jules Férat, Léon Benett, George Roux. Wydawca w znaczącym stopniu wpływał na fabułę i treść utworów. Pośmiertnie wydane utwory Jules’a Verne’a były przeredagowywane i uzupełniane (nawet w znacznym stopniu) przez syna. Twórczość Verne’a wielokrotnie adaptowano na potrzeby teatru (już za życia pisarza) i filmu. Pomimo tego, że Verne był najbardziej poczytnym autorem w swoich czasach, największe dochody przyniosły mu adaptacje sceniczne. Jego utwory zostały przetłumaczone na co najmniej 94 języki obce. W latach 1888–1903 był radnym Rady Miejskiej w Amiens. W Polsce popularyzowaniem twórczości Verne’a zajmuje się Polskie Towarzystwo Juliusza Verne’a.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gwiazda Południa Juliusz Verne
Gwiazda Południa
Juliusz Verne André Laurie
Wątek SF więcej zapowiada niż przynosi, wątek przygodowy dość przykry. Młody, pełen zapału, a przy tym naiwny francuski naukowiec Cyprian prosi właściciela kopalni diamentów Watkinsa o rękę jego córki, Alicji. Tamten butny, przy tym pijaczysko, odpowiada z nienawiścią sytych do głodnych jak szef w 40 odcinku „Batmana”: – Skoroś taki mądry, czemu nie jesteś bogaty? – Ech, żem o tym nie pomyślał – stropił się Cyprian, mógł sprawiać wrażenie łowcy posagów, oczywiście niesłusznie. Do spółki z kimś tam wydzierżawia od Watkinsa kawałek kopalni w zamian za część urobku, a okładnie za trzy diamenty o wadze powyżej 10 karatów, czyli 2 gramów. – Tak już lepiej – niby łaskawie przyznaje tamten, równocześnie rechocze z niego razem z swym kumplem od kielicha Hiltonem. Cyprian uznaje to syzyfową pracę, za radą Alicji próbuje wytworzyć diament i o mało nie wysadza wszystkiego w powietrze. W armacie robiącej za próbówkę znajduje diament większy od Koh-i-Noora i odpowiednio droższy (istnieją takie diamenty, ale na potrzeby powieści Koh-i-Noor jest największy). – Znalazłeś w mojej kopalni? – wytrzeszczył oczy Watkins. – Zrobiłem go! Dzięki wiedzy naukowej, co ją pan tak lekceważył. – Sztuczny ? – Wygląda jak prawdziwy, a wart ze sto milionów – Cyprian zdążył już sprawdzić u rzeczoznawcy – Teraz będę je wytwarzał taśmowo zamiast wykopywać. – No czyś ty zdurniał? I co, chcesz doprowadzić do inflacji diamentów? – Żem o tym nie pomyślał … – A widzisz, zawsze mówiłem, że jesteś głupi! Diamenty wtedy cenne, gdy rzadkie, nadmiar oznacza spadek wartości, zapamiętaj sobie. Jedno takie cudo w zupełności wystarczy. I lepiej ukryć jego pochodzenie. Wynalazca zleca oszlifowanie holenderskiemu jubilerowi Wandergaartowi. Watkins zaczyna znowu swoje: – Straciłeś tę odrobinę rozumu, co ją jeszcze miałeś? Powierzyłeś bezcenny kamień temu dziadowi? Teraz szukaj wiatru w polu! – Spokojnie, to taki miły staruszek, nawet nie byłby w stanie sprzedać czegoś tak drogiego, bo komu i za co? – Kto go tam wie, a jak potnie na mniejsze kawałki ? Watkins serdecznie nienawidzi staruszka, któremu kiedyś odebrał kopalnię, nienawidzi się tego kogo się skrzywdziło, jak mówi Tacyt. Wbrew oszczerstwom staruszek wykonał zlecenie najlepiej jak umiał. – To będzie podarek dla panny Alicji – rzekł Cyprian, dodając w myśli: ślubny. – Wymyśliłam nazwę „Gwiazda Południa” – ucieszyła się obdarowana. Zresztą odwzajemnia uczucia Cypriana i bez takiego upominku. – Ostrożnie, jeszcze ją stłuczesz, dziewczyno! – wrzasnął Watkins – Diamenty są twarde, lecz równocześnie kruche. Gwiazda zajmuje poczesne miejsce podczas uczty w domu Watkinsa i nagle znika. Podejrzenie o kradzież, bezpodstawne rzecz jasna, pada na czarnoskórego pomocnika Cypriana, który na wieść o tym ucieka (pomocnik, nie Cyprian). Oszalały z chciwości Watkins oświadcza: – Za odzyskanie Gwiazdy dam Alicję za żonę. Bez pytania jej o zgodę, a co tam. Cyprian wyrusza na poszukiwanie razem z trzema innymi, pierwszy szybko umiera na jakąś chorobę, dwaj następni knują przeciw uczonemu, lecz kolejno giną, wpadłszy we własne sidła. Wynalazca jakoś przeżył dzięki swemu chińskiemu przyjacielowi, dość, że wraca z pustymi rękami, od początku można było tego oczekiwać. Zamierza wykonać kolejny diament, górnicy niszczą jego urządzenia, nawet grożą mu samosądem, ocaliło go oświadczenie pomocnika, iż Gwiazda pochodzi z kopalni, a tym samym należy do Watkinsa zgodnie z umową. Cyprian rozczarowany porażką doświadczenia (obecnie sztuczne diamenty można wytwarzać) odnajduje Gwiazdę w miejscu najmniej oczekiwanym. Watkins niby dziękuje, lecz o obietnicy ożenku zapomina. Na kolejną ucztę z pokazem Gwiazdy przychodzi Wandergaart żądając zwrotu kopalni wraz ze wszystkim co z niej pochodzi, zatem i z Gwiazdą, posiadłości między nim a Watkinsem zostały wadliwie rozgraniczone, co wykrył Cyprian. Wynalazca ponawia prośbę o rękę Alicji, staruszek obiecuje go przysposobić, w ten sposób wszystko zostanie w rodzinie. W tak zwanym międzyczasie Gwiazda ulega rozpadowi, diamenty są kruche. Watkins nie przeżył tej straty... Ekranizacja z 1969 jest komedią, luźno nawiązującą do książki.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na 6 3 miesiące temu
Podróż do wnętrza Ziemi Juliusz Verne
Podróż do wnętrza Ziemi
Juliusz Verne
"Ziemi wcale nie potrzeba nowych kontynentów. Trzeba jej tylko nowych ludzi" - J. Verne, "20 000 mil podmorskiej żeglugi" „Wyprawa do wnętrza Ziemi” to powieść przygodowa napisana przez Juliusza Verne’a. Głównym bohaterem jest profesor Otto Lidenbrock, który jest wybitnym, ale bardzo upartym mineralogiem. Pewnego dnia odkrywa on tajemniczy rękopis ukryty w starej islandzkiej księdze. Po jego odszyfrowaniu okazuje się, że zawiera on wskazówki prowadzące do wnętrza Ziemi. Profesor razem ze swoim siostrzeńcem Axelem oraz przewodnikiem Hansem wyrusza w niebezpieczną podróż na Islandię. Wejściem do wnętrza Ziemi ma być wygasły wulkan Sneffels. Podczas wyprawy bohaterowie przeżywają wiele trudnych i niebezpiecznych sytuacji, spotykają niezwykłe zjawiska oraz odkrywają nieznany, podziemny świat. Książka jest bardzo ciekawa i pełna przygód. Autor w interesujący sposób łączy elementy nauki z fantastyką. Powieść pokazuje, jak ważna jest odwaga, wytrwałość i ciekawość świata. Mimo że książka została napisana w XIX wieku, nadal potrafi zainteresować czytelnika. Uważam, że „Wyprawa do wnętrza Ziemi” to dobra lektura dla młodzieży i dorosłych, którzy lubią książki przygodowe i fantastyczne. Polecam ją, ponieważ rozwija wyobraźnię i zachęca do odkrywania świata. Swoją przygodę z książkami tego Autora zaczęłam jako małe dziecko z kolekcją właśnie tą z zdjęcia. Książka ma w sobie rysunki ciekawie łącząc się z tekstem. Lubię jego książki - większość zekranizowano i to były filmy, które mnie przyciągały do siebie. Uwielbiam przygodówki, a te książki były pierwszymi, którymi się zainteresowałam. Mam ich kilka w swojej kolekcji.
Idryss - awatar Idryss
ocenił na 8 2 miesiące temu
Jankes na dworze króla Artura Mark Twain
Jankes na dworze króla Artura
Mark Twain
Yanes czy Jankes? Wyobraźmy sobie mieszankę lekkiego stylu i błyskotliwej gawędy Marka Twaina z „Podróżami Guliwera”, ale w czasie do czasów z Legend Arturiańskich. A to wszystko z bohaterem wyjętym wprost z kart Wielkiej Amerykańskiej Powieści (np. Steinbecka), który realizuje fantazje podróżników w czasie we wczesnośredniowiecznej Brytanii. Tak krótko można podsumować „Yankesa na dworze króla Artura”. Nasz tytułowy Yankes trafia po śmierci lub w jakiś inny niewytłumaczony sposób do Camelotu (jak w jakimś isekaiu). W swym pozytywistycznym (z naciskiem na scjentyzm) i modernistycznym światopoglądzie decyduje się ucywilizować VI wieczną Anglię. A pierwszym z kim się konfrontuje, to oczywiście Merlin, którego uważa za szarlatana. W ramach swojej drogi i technicznym zacietrzewieniu nasz yankes nie zna legendarium Arturiańskiego ani ówczesnej kultury. Wszystkie dziwne elementy stara się wykorzystać lub zmienić na XIX wieczną modłę. Np. choć sam uważa noszenie cylindrów za głupie, to zmusi rycerzy do ich noszenia, by się z nich naigrywać. Tę chęć zmiany można interpretować w bardzo różnych rejestrach. Z jednej strony można dojrzeć tu krytykę Brzemienia Białego Człowieka i patrzenia na kultury różnicująco ze względu na czas i na miejsce. Czasem jednak widać nieco serca i docenienie osiągnięć cywilizacyjnych. Mark Twain potrafi wchodzić też na poważniejsze tony i pokazać niszczycielską moc techniki. To nie współczesna powieść, gdzie śmierć jest wyjątkiem. Śmierć jest tu mrocznym ostrzeżeniem, którego pewnie nawet M. Twain nie jest świadomy. Gdy pisze o niszczycielskiej broni zabijającej dziesiątkami lub setkami myśli pewnie o ofiarach jako o Indianach bądź Afrykańskich ludach. Nie spodziewa się raczej, że ze swojej perspektywy 1889 roku, za dziesięć lat w czarnym tygodniu (wojna burska) kwiat angielskiego wojska spotka taki sam los, a za trzydzieści całe europejskie armie. M. Twain w swojej pomysłowości przedstawia naukę i technikę jako siłę, która zmienia powierzchowność, ale nie naturę ludzką. Tą ostatnią ubiera w średniowieczne szaty, które raz są przyjemnie zgodne z historią (odpowiedzialność władcy za zbawienie), a raz krzywdząco stereotypowe (wiara w płaską Ziemię i niemycie się). Jednak jak to bywa, by zmienić ludzi, nie wystarcza sama edukacja w myśl Platońskiej absolutnej moralności, w którą wierzyli wszelcy późniejsi oświeceni. A jak napisała Katarzyna II do Diderota: „Papier wszystko przyjmie, ale skóra jest wielce łaskotliwa”. Historycy tak samo wierzą, że natura ludzka jest stała, a tylko objawianie jej zmienia się w czasie i miejscu. M. Twain wykorzystuje ten pogląd, by pod płaszczykiem średniowiecza pokazać pewne prawidłowości swoich współczesnych, niczym z „Podróży Guliwera” Jonathana Swifta. Czy czynione dobro usprawiedliwia potem czynienie potem zła? Albo czy też uszczęśliwianie kogoś na siłę nie jest też najlepszym pomysłem? Burżuazja i arystokracja nie różnią się tak bardzo. W samej powieści zabawne i nie bez winy są obie strony – yankes równie mocno jak postacie z legend. Jednak M. Twain przedstawia mocno satyryczny humor, który operuje językiem, absurdem i różnymi subtelnościami. Słuchając jednym uchem lub czytając nieuważnie, ten delikatny humor może przejść nam koło nosa. Nie jest to w żadnym razie Terry Pratchett. Na szczęście błędy w synchronizacji audio pozwoliły przesłuchać mi pewne fragmenty jeszcze raz i docenić bardziej „Yankesa na dworze króla Artura”. Choć może nie jest to najlepsze dzieło spod ręki M. Twaina, to nadal jest porządną historią, która zręcznie nawiązuje do najróżniejszych legend i opowieści. Jego w sumie lekka forma sprawia, że słucha się go jak gawędy Bohumil Hrabala, pomimo niekiedy mroczniejszych momentów. Pozwala to płynąć słowom i nawet jeśli się słucha jednym uchem, to „Yankes na dworze króla Artura” wciąż może być przyjemną opowieścią.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 7 27 dni temu
Wehikuł czasu Herbert George Wells
Wehikuł czasu
Herbert George Wells
Naukowiec zafascynowany koncepcją podróży w czasie, konstruuje machinę, dzięki której udaje się w odległą przyszłość. Tam spotyka dwie odmienne rasy ludzkie i zupełnie nieoczekiwaną rzeczywistość... Nazwisko autora z pewnością znane jest wieku fascynatom science-fiction, bowiem to czysta klasyka gatunku. Dla mnie to drugi poznany tytuł (po "Wojnie światów") z dorobku autora, który przedstawił jeszcze szerzej jego wizjonerskie kreacje i oryginalne pomysły. Często przy sięganiu po SF mam trochę obaw o przytłoczenie zaawansowaną warstwą naukową. Ta książka jednakowoż jest bardzo skondensowana (zaledwie ok. 120 stron), a więc tu wprost przeciwnie - aż mi się wydawało, że wyjątkowo pokrótce został uszczknięty sam wątek dywagacji i matematyczno-fizycznego dyskursu, który otrzymujemy na samym wstępie. Na pewno nie jest to tytuł, który przyprawi czytelnika o zawroty głowy teoriami. Wells robi szybką "zajawkę" i raz dwa przechodzi do rzeczy. Fabuła jest wykreowana w formie relacji naukowca z jego przeżyć w przyszłości. Autor tworzy interesujący, pozornie utopijny futuryzm, który szybko ujawnia swoją antyutopijną stronę. Koncept dwóch ras ludzkości, jednoczesny rozwój, jak i powrót pierwotnych instynktów, czy puenta w zależnościach między ludźmi to nawet nie tyle budząca napięcie akcja, co wyłaniający się z niej obraz społeczny, mający skłonić do refleksji i filozoficznych rozważań. Z jednej strony lata, do których przenosi się naukowiec są bardzo odległe, a z drugiej... czyż ludzkość w jego ujęciu nie jest już teraz na ścieżce do takiej bądź równie niepokojącej tranformacji czy upadku? Odbiorcy opowieści naukowca są ubrani głównie w różne role społeczne i tytuły, a nie konkretne fikcyjne nazwiska, co dodaje całości swoistego uniwersalizmu, a zarazem nuty przestrogi. Może nie jest to wprost moralizowanie, aczkolwiek na pewno nie pozostaje się obojętnym wobec jego przekazu. Myślę, że w tym przypadku książka mogłaby ze spokojem być poszerzona, bowiem zabrakło mi trochę więcej opisów procesu naukowego czy świata przyszłości. Niemniej jest ciekawa i świeża jak na czasy wydania i z pewnością każdy fascynat SF powinien ją poznać jako pionierskiego klasyka 😊
Bookerka - awatar Bookerka
oceniła na 6 19 dni temu
Przygody Hucka Finna Mark Twain
Przygody Hucka Finna
Mark Twain
W czasach dziecięcych miałam dwie próby podejścia do „Przygód Tomka Sawyera”, obydwie nieudane i zakończone w okolicach malowanego przez Tomka płotu, a tak naprawdę malowanego wcale nie przez niego. Drażnił mnie Tomek niemożebnie. No i jak w takim przypadku sięgnąć po kontynuację, czyli „Przygody Hucka”? Nijak. A jednak sięgnęłam, ale dlatego, że właśnie ta książka Marka Twaina znalazła się na liście norweskiej i wcześniej czy później, stanęłaby na mojej drodze w realizacji celu, którym jest przeczytanie książek z tego norweskiego zestawienia. W dodatku kończył się rok, a ja nie miałam ochoty zabierać się za nic, co wymagałoby nadmiernej koncentracji, więc stało się, zaczęłam słuchać „Przygód…”. I dobrze się stało. Hucka, ciekawego świata, dobrodusznego lekkoducha o wrażliwym na krzywdę innych sercu polubiłam od razu. Mimo trudnych doświadczeń i twardych reguł życia, mimo nieciekawego i zdeprawowanego towarzystwa Huck nie schodzi na złą drogę. Jest wierny swemu wrodzonemu poczuciu sprawiedliwości. A że „Przygody…” to przecież powieść drogi, a nawet rzeki, to wraz z Huckleberrym i Jimem płyniemy w dół Mississipi, a po przybiciu, od czasu do czasu, do jej brzegów, odwiedzamy małe miasteczka i osady, a w nich poznajemy całą gamę ludzkich natur i osobowości oraz XIX-wieczną codzienność mieszkańców stanu Missouri. Nie można też nie wspomnieć o warstwie humorystycznej, komizmie i aluzyjnej ironii, których zadaniem jest równoważyć, występujące w powieści zło i głupotę. No i jest obraz niewolnictwa jeszcze w prawdziwym i nieocenzurowanym kształcie. „Przygodami Hucka” zakończyłam czytelniczy 2024 rok :)
noirlane - awatar noirlane
ocenił na 7 3 miesiące temu
Skarb w Srebrnym Jeziorze Karol May
Skarb w Srebrnym Jeziorze
Karol May
„Skarb w Srebrnym Jeziorze” to jedna z najbardziej znanych i dojrzałych powieści Karla Maya, w której przygoda splata się z głębokim przesłaniem moralnym. Choć fabuła rozgrywa się na Dzikim Zachodzie, między pustkowiami, górami i jeziorami, jej prawdziwym tematem jest walka dobra ze złem oraz moralna wartość uczciwości, wierności i sprawiedliwości – ideałów mocno zakorzenionych w chrześcijańskim światopoglądzie autora. Akcja koncentruje się wokół legendy o ukrytym skarbie w Srebrnym Jeziorze. W poszukiwaniu bogactwa wyruszają zarówno bandyci kierowani chciwością, jak i bohaterowie, dla których liczy się honor, przyjaźń i prawda. Na czele tych drugich stoją niezapomniani bohaterowie Karla Maya – Old Firehand, Old Shatterhand i Winnetou, symbolizujący odwagę, szlachetność i wiarę w dobro. Karl May, wierny swojej duchowej wizji, przedstawia chciwość jako główne źródło zła – nie tylko w sensie materialnym, ale duchowym. Złoto i bogactwo stają się tu metaforą pokusy, która niszczy serce człowieka, jeśli nie jest ono zakorzenione w wartościach. W przeciwieństwie do rabusiów, bohaterowie kierują się sumieniem, lojalnością i miłosierdziem, gotowi poświęcić własne życie, by chronić niewinnych. W tym sensie powieść ma wymiar moralnej przypowieści o cnocie i grzechu. Szczególne znaczenie ma postać Winnetou – duchowego przewodnika i uosobienia sprawiedliwości. Choć nie mówi wiele o Bogu, jego czyny i słowa odzwierciedlają chrześcijańskie cnoty: pokój, pokorę i ofiarność. Jest jak człowiek wierzący sercem – kierowany głosem sumienia, wrażliwy na zło i gotów oddać życie za innych. W finale powieści tytułowy skarb, o który toczy się cała walka, nie przynosi żadnego szczęścia – zostaje utracony, jakby sam Bóg chciał przypomnieć, że prawdziwy skarb nie jest z tego świata. To zakończenie ma wymiar duchowy: zwyciężają nie ci, którzy gromadzą złoto, lecz ci, którzy zachowują czyste serce. „Skarb w Srebrnym Jeziorze” można więc czytać nie tylko jako western, ale jako chrześcijańską przypowieść o moralności. Karl May przypomina, że dobro i zło rodzą się w sercu człowieka, a prawdziwa wartość człowieka nie mierzy się majątkiem, lecz wiernością prawdzie i Bogu. To powieść o człowieczeństwie odkupionym przez miłość i wierność sumieniu. W świecie, w którym łatwo ulec pokusie bogactwa i przemocy, Karl May ukazuje, że tylko człowiek żyjący w prawdzie, pokoju i braterstwie naprawdę zwycięża. „Skarb w Srebrnym Jeziorze” pozostaje więc nie tylko klasyką przygodowej literatury, lecz także pięknym moralitetem o tym, że największym skarbem człowieka jest czyste serce i przyjaźń zakorzeniona w dobru.
Paweł Rudnicki - awatar Paweł Rudnicki
ocenił na 8 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Wokół Księżyca

Więcej
Juliusz Verne Wokół Księżyca Zobacz więcej
Więcej