W pułapce czasu

Okładka książki W pułapce czasu
Clifford D. Simak Wydawnictwo: Amber Seria: Mistrzowie SF fantasy, science fiction
236 str. 3 godz. 56 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Mistrzowie SF
Tytuł oryginału:
Time and Again
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
236
Czas czytania
3 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
8385309357
Tłumacz:
Sławomir Kędzierski
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup W pułapce czasu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki W pułapce czasu

Średnia ocen
6,4 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
929
797

Na półkach:

W pułapce czasu to kolejny dowód na to, że Simak potrafi pisać fantastykę z duszą. Lubię jego styl – spokojny, ale niepozbawiony niepokoju. Ta książka wciąga od pierwszych stron, choć w drugiej połowie robi się znacznie bardziej skomplikowana. Trzeba naprawdę się nagłówkować, żeby nadążyć: gdzie bohaterowie się znajdują, w jakim czasie, i kto właściwie jest człowiekiem, a kto androidem.

To jednak nie typowa historia o podróżach w czasie czy walce człowieka z maszyną. Głównym bohaterem okazuje się... książka. I to nie metaforycznie. Taka narracyjna zabawa, z której Simak wychodzi zwycięsko.

Mimo momentami zagmatwanej konstrukcji, ta lektura sprawiła mi dużą przyjemność. Zwłaszcza że autor znów prowokuje do myślenia – o tożsamości, o technologii i o tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi. Fanom klasycznej SF – zdecydowanie polecam.

W pułapce czasu to kolejny dowód na to, że Simak potrafi pisać fantastykę z duszą. Lubię jego styl – spokojny, ale niepozbawiony niepokoju. Ta książka wciąga od pierwszych stron, choć w drugiej połowie robi się znacznie bardziej skomplikowana. Trzeba naprawdę się nagłówkować, żeby nadążyć: gdzie bohaterowie się znajdują, w jakim czasie, i kto właściwie jest człowiekiem, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

115 użytkowników ma tytuł W pułapce czasu na półkach głównych
  • 72
  • 43
52 użytkowników ma tytuł W pułapce czasu na półkach dodatkowych
  • 43
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Ocena 7,2
If. Worlds of Science Fiction. Vol. 1 Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Raymond F. Jones, R.A. Lafferty, C. C. MacApp, Rog Phillips, Frederik Pohl, Lester del Rey, James H. Schmitz, Clifford D. Simak, Kurt Vonnegut, Robert Moore Williams, Alfred Elton van Vogt
Okładka książki Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Ocena 7,0
Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Okładka książki The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-B Isaac Asimov, James Blish, Ben Bova, Algis Budrys, Theodore Rose Cogswell, Edward Morgan Forster, Frederik Pohl, James H. Schmitz, T. L. Sherred, Wilmar House Shiras, Clifford D. Simak, Jack Vance
Ocena 8,0
The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-B Isaac Asimov, James Blish, Ben Bova, Algis Budrys, Theodore Rose Cogswell, Edward Morgan Forster, Frederik Pohl, James H. Schmitz, T. L. Sherred, Wilmar House Shiras, Clifford D. Simak, Jack Vance
Clifford D. Simak
Clifford D. Simak
Clifford Donald Simak (ur. 3 sierpnia 1904 w Millville w stanie Wisconsin, zm. 25 kwietnia 1988 w Minneapolis w stanie Minnesota) - amerykański pisarz science fiction, wielokrotny laureat nagród Hugo i Nebula, a także Damon Knight Memorial Grand Master Award w 1976. Studiował na University of Wisconsin, później pracował jako dziennikarz.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bilet na Tranai Robert Sheckley
Bilet na Tranai
Robert Sheckley
Właściwie miałem rzucić w cholerę książki tego autora, ale postawiłem dać jeszcze jedną szansę temu stylowi i w porównaniu do zbiorku "Pielgrzymka na Ziemię" albo "Magazyn nieskończoności" ten wybór jest pełen kapitalnych opowiadań. Jedyne tylko opowiadania "Danta - ostatni Nowotahitańczyk" jest głupkowata, ale tu przynajmniej jest to na początku wyjaśnione. Dałbym jeszcze wyższe oceny, ale ta sceneria star treckowa mnie osobiście razi. Autor idzie na łatwiznę opisując lasy, rośliny czy zwierzęta takie jak na Ziemi tylko, że tam inaczej wyglądają (ale są strasznie podobne także nazywa je kojotami, wilkami, lampartami, ptakami drapieżnymi bo mają zakrzywiony dziób itp). Po przeczytaniu tych opowiadań mogę się nareszcie zgodzić ze wszystkimi pozytywnymi komentarzami z "Pielgrzymki na Ziemię" (ale nie do tamtego zbioru tylko do tego). 1. Bilet na Tranai 9/10 - o człowieku, który chce się wynieść z Ziemi i trafia... 2. Wiatr się wzmaga 8/10 - o ludziach ze stacji badawczej na innej planecie 3. Danta, ostatni Nowotahitańczyk 7/10 też jak pierwsze o facenie, który chce się wynieść za wszelką cenę z Ziemi, ale to jest bardziej groteskowe i głupkowate (tym razem w tym pozytywnym zabawnym sensie) 4. Najszczęśliwszy człowiek na świecie 9/10 - bardzo krótkie opowiadanie w formie pamiętnika z dość przerażającą końcówką 5. Ochrona 8/10 - człowiek słyszy głosy, które mu pomagają uniknąć nieszczęść, ale co z tego wyniknie? 6. Raj II 8/10 - bardzo mocne opowiadanie o ekspedycji kosmicznej niepotrafiącej na makabryczne odkrycie 7. Zapach myśli 8/10 - oryginalne opowiadanie o listonoszu, który rozwozi po całym wszechświecie pocztę i rozbija się na planecie, która się rządzi bardzo oryginalnymi sposobami. Polecam. 8. Żona model Ultra Deluxe 7/10 - obyczajowe o człowieku, który zakupił sobie asteroidę. Bardzo zabawne wątki są z jego robotami i potem z robotem pilnującym... 9. Pijawka 7/10 - kolejne bardzo oryginalne opowiadanie o jakimś "kamieniu" co dziwnie się zachowuje. 10. Agencja Uwalniania od Kłopotów 8/10 - nie bez groteski i mocnego zakończenia opowieść o człowieku, który staje przed największym dylematem w swoim życiu. 11. Ponad dziesięć, czyli Akademia 9/10 - gdzieś w przyszłości istnieją maszyny mogące określić poziom nastawienia psychicznego (agresji)... Jak na Sheckleya jest to bardzo poważne opowiadanie.
Michał - awatar Michał
ocenił na 8 4 lata temu
Jeremiah Mike Resnick
Jeremiah
Mike Resnick
Przyszłość stosunkowo niedaleka, społeczeństwo na Ziemi żyje w dostatku, choć co do tego doprowadziło pozostaje tajemnicą. Jedyne co mu doskwiera to skrajna nuda. Ucieka zatem w hedonizm, a rozrywki którym się oddaje są coraz bardziej wyuzdane i perwersyjne. Większość tych rozrywek dostarcza mu Solomon Moody Moore – przestępca ale i biznesmen. To człowiek o żelaznych zasadach: nie ulega słabością, jest uczciwy na miarę przestępcy, jest bezwzględny na miarę przestępcy i jest sprawiedliwy na miarę przestępcy. Jest też – co zaskakujące – szlachetny, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Do czasu aż na jego drodze staje Immanuel Jeremiah Branch. Resnick na tapet bierze najsławniejszą mitologię i tworzy z niej, po części, doskonały kryminał, po części powieść socjologiczną. Bóg jest dość prymitywną kanalią, która przypomina sobie, że dawno na Ziemi nie było mesjasza, a że myślenie traktuje bardziej jako hobby niż powinność, kandydata wybiera raczej przypadkowego. To właśnie Branch – drobny złodziejaszek, oszust, ale przede wszystkim kretyn z zapędami sadystycznego autokraty. Dziwnym trafem dla Moora staje się on jego śmiertelnym (dosłownie) wrogiem. Rozpoczyna się bezwzględna walka między tymi dwoma. Moore odnosi drobne sukcesy i spektakularne porażki, bo Jeremiah uczciwie nie zagrywa mają za promotora arcyoszusta. Nadto Moore musi walczyć o swoją pozycję w świadku przestępczym, która ciągle jest zagrożona. Wszystko wskazuje na to, że Jeremiah wygra, bo jedynym dla niego zagrożeniem jest inteligencja Moora, ten jednak potrafi ją wykorzystać... Doskonały pomysł i doskonale poprowadzona fabuła. Z jednej strony jest to świetny kryminał, z wiarygodnie opisanym mechanizmem działania świata przestępczego, z drugiej mechanizm oddziaływania religii na społeczeństwo. Postacie wykreowane z wielkim pietyzmem, do tego ciekawe zakończenie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 2 lata temu
Milenium John Varley
Milenium
John Varley
Uwaga bełkotliwy zbiór uwag. Zazwyczaj piszę w punktach co mi się podobało, ale tu nie da rady: Hej Przed dobraniem się do tej książki przeczytałem Porwanie tego samego autora, jeśli po przeczytaniu w/w utworu uważasz, że wiesz o czym będzie ta książka, to prawdopodobnie się mylisz Niemniej początek książki przedstawia sytuację od 3 strony tzn obserwatorów efektu porwania czyli komisji wypadków lotniczych To co uderza, to realizm i szczegółowość opisów. Jednocześnie potrafi wprawić człowieka w dość senny nastrój, ma się wrażenie, że historia Smitha nigdy się nie skończy Niemniej nawet ta część jest napisana realistycznie, po prostu wierzysz w tego bohatera, relacje w zespole... Ot po prostu jego praca jest umiarkowanie nudna ( o prawdziwie nudnej to nawet ciężko coś napisać, ale nie o tym) Drugim tematem jest szefowa zespołu ds. Porwań. I tu drobna uwaga, uwielbiam tę postać, jest krwista, wkur**ona, zestresowana i nieszczęśliwa tak bardzo jak JA. A jednocześniewewnętrzna powinność napędza ją by działać pomimo zmęczenia, bólu i niechęci do tej całej biurokratycznej machiny i pracy które jednocześnie uwielbia. Co do jej zadań to w trakcie porwań wszystko się pieprzy, a ona próbuje wszystko naprostować. Świetnie opisana rola kierownika, skala jego odpowiedzialności i sposób myślenia operacyjnego. Ogromne plusy należą się autorowi za świat przedstawiony Istnieje tu przerażająca, ale interesującą wizja przyszłości gdzie można robić prawie wszystko co się chce i nie trzeba pracować, ale takie życie bez celu prowadzi najczęściej do samobójstwa Mamy okaleczone chore społeczeństwo żyjące krócej niż 30 lat, bez kończyn twarzy etc. Mamy podróże w czasie w celu pozyskania siły żywej dla przyszłości Mamy całe cmentarzysko niepotrzebnych pojazdów porwanych z przyszłości Mamy "gnomy" postaci bez cial, które zarządzają porwaniami, i ponoszą odpowiedzialnośc, czują stres, żartują jak prawdziwi dyrektorzy Mamy wszechwiedzący komputer K, który i tak wykorzystuje ekscentryczną Radę po to by pomagała mu podjąć decyzję i wpadać napomysły na które sam by nie był w stanie wpaść. Mamy też najbardziej spójną teorię podróży w czasie w której nie można oglądać, ani przenosić sié do przeszłości w której zamierza się dopiero być, gdzie można zmieniać rzeczywistość ale tylko trochę, aby wszystko potem wróciło na właściwe tory, a wraca, zazwyczaj wraca, gdzie istotne zmiany zmieniają czas z określoną czasoprędkością, gdzie pojawianie się różnych czasomożliwości jest kwestią płynna, gdzie można dostać paradoksalna wiadomość listem z przyszłości w celu wykonania czynności w przeszłości, bo świat akceptuje niektóre paradoksy I mamy Michaela speca od fluktuacji czasu, który nienawidzi rady bo przypominają mu czym pewnie się stanie, oraz który chciałby być historykiem choć wie że nie ma to sensu w wieku ostatnim Piękna sekwencja ścierania się ludzkości z konsekwencją końca świata plastycznie opisane masowe samobójstwo Pesymistyczne podsumowanie pozornie dobrego związku dwojga ludzi, miłe złego początki, ludzie jednak są hujowi. Tylko ten Bóg na końcu mi nie gra... Choć klimat całości trochę jak z End of Ewangelion. Unikalna powieść Miazga, psychodelia, no super.
Malachit - awatar Malachit
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Gwiazda Imperium Samuel R. Delany
Gwiazda Imperium
Samuel R. Delany
Muszę się wam przyznać, że Samuel Delany jest prawdopodobnie moim ulubionym autorem z tych, których od dawna się już w Polsce nie wydaje. W dodatku jego najsłynniejsze dzieła (Nova oraz Babel-17) zostały przetłumaczone bardzo kiepsko, co odbiło się na negatywnym odbiorze jego twórczości w naszym kraju. Moja ostatnia do nadrobienia powieść Delany’ego wydana u nas pod tytułem “Gwiazda Imperium” okazała się w pełni satysfakcjonującym przeżyciem. Nie dość, że jest szalenie oryginalna, to jeszcze bardzo umiejętnie przetłumaczona i jeśli nie zaspoilerujesz jej sobie opiniami, które w pierwszym zdaniu postanowiły - z nieznanych mi przyczyn - wyjawić końcowy twist fabularny, to również wyjdziesz z tej przygody przyjemnie zaskoczony. “Gwiazda Imperium” opowiada historię 18-letniego chłopaka, Komety Jo. Mieszka on na księżycu gazowego olbrzyma w układzie Tau Ceti i pewnego dnia napotyka obcych, którzy rozbili się nieopodal swoim statkiem kosmicznym. Jeden z nich prosi Jo, aby przekazał on pilną wiadomość do tytułowej Gwiazdy Imperium. Chłopak jest prostaczkiem i nie ma najmniejszego pojęcia, jak się tam dostać, gdzie to w ogóle jest, nie wie nawet co ma dokładnie przekazać. Całe swoje życie spędził w tym samym miejscu pomagając przy rafinowaniu pewnego rzadkiego minerału, nie ma pojęcia, co kryje przed nim wszechświat, ale postanawia ruszyć w podróż. Po drodze napotyka przychylnych mu ludzi i nieludzi, którzy przybliżą go do poznania odpowiedzi na nurtujące go pytania i skierują jego umysł w stronę postrzegania wielodrożnego. Najbardziej podobał mi się język powieści oraz jak tłumacz oddał te niuanse nietypowej wymowy oraz słownictwa, z jakiego korzystają postacie. Była to dla mnie czysta przyjemność. Delany ma do tego naprawdę fajne, niebanalne pióro, które pochłania się wzrokiem. Weźmy taki przykład z rozdziału drugiego: “Ostrzegałem ich, i owszem, kiedy nasz pierwszy statek się zepsuł i odlatywaliśmy z Pd. Doradus na tym organoformowym jachcie. Wszystko wyglądało różowo, dopóki pozostawaliśmy w stosunkowo zapylonym rejonie Obłoku Magellana, ale gdy weszliśmy w opustoszałą przestrzeń Spirali Ojczystej, mechanizm otorbiający nie miał już czego poddać katalizie”. Podoba mi się, jak Delany dobiera słowa. Organoformowy brzmi jak coś prosto ze świata Instrumentalności Cordwainera Smitha, “zapylony” zamiast “zatłoczony” czy “zaśmiecony”, mechanizm otorbiający - to są takie detale, które wyróżniają wtórną pozycję od tych napisanych ciekawym językiem. Przynajmniej gdy podświadomie czujesz, że zostały napisane po angielsku. Delany bawi się słowem, wymyślając fajne neologizmy, a tłumacz dobrze oddał subtelności języka pod kątem poziomu wykształcenia jego użytkownika. Bardzo lubię, jak Delany łamie czwartą ścianę - robił to również w “Einstein Intersection”, i robi to też tutaj. Z łatwością wchodzi również na metapoziom literatury, frywolnie w środku opowieści podejmując temat literackiej oryginalności oraz tworzenia z elementów ukształtowanych przez poprzedników. Jedna postać radzi Komecie Jo, aby nauczyła się doskonalszego mówienia w interlingu, ponieważ jeśli ktoś będzie chciał kiedyś przeczytać o jego losach (tak, to o nas) to odpadnie po 50 stronach, a tego by Jo przecież nie chciał. Na początku książki wszechwiedzący narrator sam się wyznacza na to stanowisko, pod koniec wprost się do nas zwraca, byśmy podeszli do wydarzeń wielodrożnie (holistycznie, z wielu punktów widzenia, analitycznie), abyśmy samodzielnie wypełnili niektóre luki, które w narracji są pominięte, bo narrator zakłada, że to przecież oczywiste, że jeśli A zmierza do C, to po drodze napotka przecież B i nie wymaga to dodatkowego komentarza. O fabule nie mogę napisać nic konkretnego, ponieważ moim zdaniem zepsułoby to odbiór, odebrało ten cudowny element zaskoczenia. Mogę tylko powiedzieć, że postacie są bardzo intrygujące i w wieloraki sposób ich losy wpłyną na misję Komety Jo. Fabuła wartko pędzi do przodu, pełna ciekawych kosmicznych lokacji, wszędzie zatrzymujemy się tylko na chwilkę, aby poszybować dalej w nieznane. Pozbieranie wszystkich elementów do jednego koszyczka daje satysfakcje, a po samym zakończeniu lektury miałem ochotę przeczytać ją jeszcze raz i wyłapywać z pozoru nieistotne wzmianki w kontekście wiedzy, którą czytelnik uzyskuje wraz z przewróceniem ostatniej kartki. A że książkę czyta się bardzo szybko (3-4h) to można to bez problemu zrobić i czerpać zupełnie innego rodzaju przyjemność niż za pierwszym razem. Jedno czy dwa pytania pozostały mi po lekturze, ale czuję, że szerszy zarys już ogarnąłem, a tam gdzie trzeba łączyć kropki miło jest pofantazjować. Rozdrożność, parodrożność, wielodrożność - innymi słowy poziomy “mądrości”, tak bardzo różne od inteligencji. W jaki sposób osiągnąć mądrość? Co nam ona daje, przed czym chroni? Czy da się zrezygnować z nabytej mądrości? Cudzysłów za pierwszym razem nie był przypadkowy - w tych pojęciach chodzi również o pewien sposób postrzegania świata i zależności w nim występujących. W książce Delany’ego podkreśliłem sobie kilka ciekawych sentencji na podobne tematy. Są one napisane metaforycznie, nie-wprost, zaskakująco niebanalnie. Trzeba się trochę wysilić, aby przełożyć je na naszą codzienność. Jest tu dużo nawiązań osobistych od autora, kilka ciekawych poglądów na poezję i literaturę per se, przekazywanych ustami jednej z postaci, której imię i nazwisko to anagram do Samuela Delany’ego. I szczerze mówiąc mam pewną teorię, której prawdopodobieństwo słuszności oceniam na jakieś 5%, że cała ta przygoda i świat przedstawiony jest jedną wielką metafikcją na temat literatury - na temat oryginalności, odtwarzania, novum w fikcji. Skakanie z tematu na temat (w poezji i beletrystyce) jest jedyną formą zaspokojenia pisarskiej ciekawości, bo pisarz (Delany) pozbawiony nowych bodźców czułby się wypalony, albo w kontekście powieści - jak ktoś, kto wpadł w słońce, kończąc tym samym swój artystyczny żywot. To pewnie moje brednie, ale podoba mi się ta interpretacja. Tak samo trzymane w niewoli Lll używane do tworzenia światów odbieram jako schematy światotwórcze i fabularne, które należy uwolnić w powodzi kreatywnej twórczości. Okej, może za mocno popłynąłem. Nieważne, to jest Delany - to proza eksperymentalna, więc pospekulować można, a nawet trzeba. Jeśli nie metafikcja, to z pewnością motyw niewolnictwa pod postacią Lll, istot zdolnych odbudowywać całe planety i społeczeństwa (jak?). Stworzenia tak potężne, że ceną ich posiadania jest bezbrzeżny smutek… Jest to bardzo ważny i świetnie poprowadzony wątek - bo nie ma w jego wykonaniu żadnych schematów. Pewnie można odnieść wrażenie, że czyta się to trochę jak młodzieżówkę, ale poza rozrywką autor daje nam popis wyobraźni i trzeba się trochę nagłówkować, aby ogarnąć fabułę w całości i dokopać się do drugiego dna tej opowieści, aby skłoniła Cię ona do kilku przemyśleń. Polecam wyłącznie osobom mającym już jakieś doświadczenie w nowofalowej fantastyce. Tylko w takim przypadku dostrzeżecie, jak bardzo Delany się wyróżnia na tle swoich kolegów po piórze - a przynajmniej mi, gdy czytam jego książki towarzyszy takie poczucie doświadczania novum, zmiany paradygmatu. Delany nie stosuje się do żadnych reguł, nie bierze jeńców, nie podsuwa prostych rozwiązań - daje ci wytwór nieokiełznanej wyobraźni i woła do Ciebie “ugryź to”. Dla mnie pychota, ale musicie spróbować sami. Entuzjastyczne 8/10. Jeśli mi nie wierzycie, że warto, zerknijcie na goodreadsa, gdzie książka ma niesamowicie pozytywne opinie (ale spoilery z końcówki pojawiają się i tam). Z pewnością sięgnę po krótsze formy tego autora w języku angielskim, na pierwszy ogień - The ballad of beta-2.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 8 1 rok temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok), w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona), uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Park marzeń Larry Niven
Park marzeń
Larry Niven Steven Barnes
Coś w stylu Świata Dzikiego Zachodu Crichtona, ale z hologramami, wątkiem szpiegowsko-morderczym i LARPem. Tak jak ktoś wcześniej pisał, książkę można podzielić na etap nudy, w którym następuje początek i otwarcie i czekanie na grę; etap zachwytu jak już trwa sama gra; etap zmieszania, bo koniec gry jednak nie daje satysfakcji i ostatni etap - bzdurne i pełne hipokryzji zakończenie wątku morderstwa. Naprawdę, gdyby skupić się na samej grze, na wątku LARPowym to byłaby nawet fascynująca rzecz. Już tam pal licho, że podczas przerw mamy Statek Miłości każdego z każdym i dramaty, bo ona spała z nim, a ja nie spałem z nią, bo jestem wiernym; to to tam jeszcze da się przeczytać i uśmiechnąć, ale wątek morderstwa i tej detektywistycznej bieganiny? Nie. Nie, bo jest potraktowany po łebku i Gryf od wielkiego dzwonu przypomina sobie, po co on tu jest. A jak już sobie przypomni, to nieudolnie pcha śledztwo, aż trafia na poszukiwanego i ten traf jest ślepy jak Polifem. Serio, poszlaki prowadzące do sprawcy są na chybcika pisane. A sam finał... Kto czytał, ten wie, że festiwal hipokryzji i niesprawiedliwości trwa w najlepsze. Cóż, ja jestem za tym, by przerwać grę jeszcze zanim wpadli na karkołomny pomysł posłania szpiega, ale wtedy nie byłoby książki, przygód, wątłych dylematów moralnych i seksu. Książka by schudła. Czy polecam? Hm, tak jak się ma czas - bo rozdziały są dość krótkie i jak już przebrniesz przez początek, to się robi fajnie. Ale nie chce mi się drugi raz czytać. Wolę jeszcze raz zobaczyć u Crichtona, jak ściągana jest twarz Yula ;-) Aaa i jeszcze posłowie na tyle mnie zaciekawiło, że sprawdziłam sobie ten Kult Cargo i tak dalej i łał.
Regalia_Lenzi - awatar Regalia_Lenzi
ocenił na 6 5 miesięcy temu

Cytaty z książki W pułapce czasu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki W pułapce czasu