Upiór Opery

Okładka książki Upiór Opery autora Gaston Leroux, 9788377313220
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Upiór Opery
Gaston Leroux Wydawnictwo: Vesper klasyka
420 str. 7 godz. 0 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Le Fantôme de l'Opéra
Data wydania:
2019-11-13
Data 1. wyd. pol.:
2019-11-13
Liczba stron:
420
Czas czytania
7 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377313220
Tłumacz:
Andrzej Wiśniewski

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Upiór Opery w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Upiór Opery i



Przeczytane 1825 Opinie 403 Oficjalne recenzje 280

Opinia społeczności książki  Upiór Opery i



Książki 557 Opinie 543

Oceny książki Upiór Opery

Średnia ocen
7,6 / 10
961 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
181
96

Na półkach: , , ,

Niemożliwie wzruszająca książka. Nawet niekoniecznie ze względu na wydarzenia czy dialogi, ale mglistą formę w jakiej są przedstawione. Ta książka ma melodię: najpierw romantyczna, a w następnym takcie przerażająca.. Przecież jak Upiór odzywa się po raz pierwszy to ciarki przechodzą. Współczucie miesza się z odrazą. Uwielbiam i nie rozumiem jak można coś tak pięknego stworzyć…
Spodziewałem się innego finału, a dwa lub trzy elementy fabularne wydają mi się niespójne z całością (przede wszystkim w kontekście przeszłości Erica nie pchałbym się na Bliski Wschód tylko do konserwatorium w Londynie), ale to zupełnie bez znaczenia.

Zaczęcie tej książki podczas wizyty w Paryżu, i skończenie przez obejrzeniem na żywo oryginalnego musicalu Webbera w Gliwicach to moja ulubiona klamra kompozycyjna 2026!

PS: Niezawodne wydawnictwo Vesper, te obrazy robią zajebsity klimat.

Niemożliwie wzruszająca książka. Nawet niekoniecznie ze względu na wydarzenia czy dialogi, ale mglistą formę w jakiej są przedstawione. Ta książka ma melodię: najpierw romantyczna, a w następnym takcie przerażająca.. Przecież jak Upiór odzywa się po raz pierwszy to ciarki przechodzą. Współczucie miesza się z odrazą. Uwielbiam i nie rozumiem jak można coś tak pięknego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

7201 użytkowników ma tytuł Upiór Opery na półkach głównych
  • 3 607
  • 3 515
  • 79
1577 użytkowników ma tytuł Upiór Opery na półkach dodatkowych
  • 1 048
  • 211
  • 120
  • 89
  • 38
  • 36
  • 35

Inne książki autora

Gaston Leroux
Gaston Leroux
Pisarz i reporter francuski, klasyk tzw. literatury weird fiction. Z zawodu prawnik. Pisał głównie powieści detektywistyczne. Jego pozycja w literaturze francuskiej XIX wieku porównywana bywa do Edgara Allana Poego i Arthura Conana Doyle'a. Najsłynniejszą powieścią Lerouxa jest Upiór w Operze. Był synem zamożnego kupca Pierwsze lata życia spędził w Normandii, w położonym blisko kanału La Manche , miasteczku - St. Valeryen - Caux, gdzie jego rodzina prowadziła interesy związane z przemysłem stoczniowym. Już w szkole podstawowej, a później w gimnazjum ujawniły się jego literackie talenty w postaci wierszy. Gdy ukończył szkołę średnią, wysłano go na studia prawa do Paryża. Wciąż żywo zainteresowany literaturą, zaczął pisywać i publikować drobne opowiadania w lokalnych gazetach. W 1889 zmarł jego ojciec, zostawiając mu w spadku około milion franków. Hazard, niewłaściwe interesy oraz próżniacze życie pozwoliły Gastonowi uporać się zaledwie w pół roku z rodzinną fortuną. Kiedy skończyły się pieniądze związał się z dziennikiem "L'Echo de Paris", dla którego pisywał reportaże i recenzje teatralne. Bardzo dużo podróżował, przemierzył całą Europę, był a Azji oraz w Afryce. Niejednokrotnie w swojej pracy posługiwał się fałszywą tożsamością, aby lepiej poznać omawiany temat.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tajemnice zamku Udolpho Ann Radcliffe
Tajemnice zamku Udolpho
Ann Radcliffe
Ostatecznie średniówera, bo najpierw mnie wkręciła ta książka, ale pod koniec już byłam tak wymęczona, że tylko chciałam ją skończyć. Zwłaszcza, że 850 stron to nie przelewki! Najbardziej mnie wykończyło to, że bohaterowie się tu kręcą jak w kołowrotku. Co chwilę powtarzają te same schematy, zachowania, uczucia, a nawet teksty... Czy ta persona żyje? Nie żyje! O jednak chyba żyje! A nie, nie żyje. Ostatecznie żyje, ale właśnie jest na łożu śmierci xd Problemem tej książki jest tempo. Bo na początku wchodzimy sobie gładko, powolutku w ten świat. Mamy podziwianie natury i krytykę miasta oraz tłumaczenie co jest moralnie pożądane, a co nie. Git. Potem nagle akcja przyspiesza i każdy rozdział kończy się nową dramą, kolejnym lowelasem, duchem albo podejrzeniem morderstwa. I to się mega długo ciągnie. Myślałam, że jak w końcu dojadą do Udolpho to akcja zwolni. Ale nie! Tu też telenowela miała się świetnie. No generalnie whiplash. Choć przynajmniej nie mogę zarzucić, żebym się nudziła. Za to potem owszem, wjechało rozciąganie, nudy i fillery (typu książka, którą Ludovico czyta polując na ducha). Pod koniec trochę już skanowałam wzrokiem, bo miałam tych wszystkich ludzi, gadających w kółko o tym samym, serdecznie dość. Na plus jest to, że przynajmniej wszystkie te telenowelowe wątki się spinają i mają swoje rozwiązanie. Chociaż niektóre wyjaśnienia są naprawdę kretyńskie (piraci, lol). All in all, cieszę się, że się za to wzięłam, ale jeszcze bardziej się cieszę, że po miesiącu wreszcie to mam za sobą. Przy czym moje zmęczenie tą książką może wynikać z mojego literackiego gustu. Ja nie szukam w książkach zaszokowania (dlatego nic mi nie robią thrillery ani Miranda July i jej opisy tamponów), a tu autorka bardzo chciała mnie szokować morderstwem, hazardem i innymi niecnotliwymi występkami. Być może jakbym to czytała 200 lat wcześniej to zmieniłabym śpiewkę, bo mdlałabym z wrażenia. Ale nie sądzę, bo ja ciągle chciałam wrócić do klimatu z pierwszych rozdziałów, kiedy nic się nie działo, tylko gapiliśmy się na drzewa i góry.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Mnich Matthew Gregory Lewis
Mnich
Matthew Gregory Lewis
Kluczowym motywem powieści jest kwestionowanie rzekomej świętości gorliwie wierzących przedstawicieli Kościoła, których czystość i oddanie wierze jest wręcz cechą tak szczególną i tak podporządkowującą życie, że główny bohater – nowo przybyły opat (przełożony opactwa) – szybko zyskuje sławę. Do kościoła przybywają licznie ludzie zainteresowani jego postacią. Choć już na początku poddaje się pod wątpliwość pobożność zgromadzonych, gdzie autor, wymieniając powody, wskazuje, że chociażby mężczyźni przybyli dla kobiet, a te, by się pokazać, inni z kolei są zaciekawieni wystąpieniem Mnicha, o którym jest głośno, jeszcze inni z braku laku – Ambrozjo ukazuje nam się jako osoba niesłychanie charyzmatyczna, skupiająca swoimi kazaniami całą uwagę tłumu, choć jednocześnie surowa. Przemawia z pozycji osoby, która chlubi się tym, że dotąd żyła w całkowitym odosobnieniu, w pełnej cnotliwości, zgłębiając tajniki wiary. Szybko zostaje zasugerowane pytanie, czy osoba tak wielbiona, nieznająca de facto życia, niemająca dotąd okazji, by w ogóle opierać się pokusom, których niechybnie z racji dużego autorytetu w nowej roli będzie cała masa – ulegnie swoim tłumionym zapędom (i, jak się potem okazuje, naturalnie gwałtownemu temperamentowi), czy może pozostanie niezłomna? Rzecz jasna odpowiedź się sama narzuca. Czytawszy książkę, będziemy śledzić upadek postaci i przekonamy się, kiedy wiara jest de facto szatą próżności, a w istocie mamy do czynienia z obłudą. Ambrozjo nie jest jedynym głównym bohaterem – mamy jeszcze kilka innych ważnych postaci, których los wzajemnie się będzie przeplatał i będzie nam dane poznać różne perspektywy wydarzeń. Wspólną dla bohaterów osią tematyczną jest pewnego rodzaju targanie się z życiem, skomplikowane konfiguracje romantyczne, zakazane miłości, uleganie namiętności. Kto po drodze będzie mógł liczyć na odkupienie, jakie będą konsekwencje decyzji bohaterów w związku z folgowaniem swoim popędom, gdzie w tym wszystkim miejsce na miłość – to są kwestie, których rozwinięcia będziemy ciekawi, czytając książkę. Mimo kwiecistego języka czyta się to szybko z racji dynamicznej akcji i samą w sobie nęcącą tematykę powieści. Przebija się przez książkę pewien melodramatyzm, atmosfera jest gotycka, są motywy fantastyczne w postaci zjaw, diabłów, mamy scenerię zamków i cmentarzy – to wszystko mnie dodatkowo zaangażowało. Oczywiście widać, że autor, pisząc, był bardzo młody, miał 19 lat. Książka miała szokować i być sensacyjna, niemniej zagadnienia, które nią podejmują, są jak najbardziej realne i skłaniają do własnej refleksji, a język, jakim opisuje powab cielesnych uciech, kobiecego piękna i pragnienia pewnego wręcz terytorialnego i łapczywego zdobycia niewieściej cnoty, stanowi estetyczną ucztę.
Kaanashi - awatar Kaanashi
ocenił na 8 20 dni temu
W kleszczach lęku Henry James
W kleszczach lęku
Henry James
To krótkie gotyckie opowiadanie w pierwszym momencie po przeczytaniu wywołało we mnie gniew na autora: miałem wrażenie, że jest ono wydmuszką pozbawioną głębszego sensu, a przyobleczoną w zbyt wyszukane słownictwo. Później jednak zacząłem czytać analizy i analizować tekst i stopniowo moja złość znikała, a pojawiała się w jej miejsce ciekawość. W kleszczach lęku nie jest zwykłą gotycką powieścią o duchach – w zasadzie do końca nie wiadomo, czym jest – ale chyba najbliżej jej do utworu opowiadającego o (być może) dojrzewaniu, przemocy wobec dzieci, a może nawet o wykorzystywaniu seksualnym najmłodszych. W zasadzie jest to opowiadanie w opowiadaniu. Narrator uczestniczy w wieczorku, na którym opowiadane są straszne historie, aż w pewnym momencie jego znajomy oświadcza, że zna historię o dwójce dzieci, które wystawione były na działanie zjawisk paranormalnych, a której jeszcze nigdy nie opowiadał, bo jest zbyt straszna. Historia ta trafiła ponoć do niego w postaci dziennika spisanego przez głównego świadka – guwernantkę tych dzieci. Następna część to już ten dziennik, spisany wiele lat po wydarzeniach. Guwernantka opowiada w nim, jak dostała angaż, aby opiekować się dwójką dzieci: dziesięcioletnim chłopcem i kilkuletnią dziewczynką w dworze w Bly. Od śmierci rodziców pieczę nad nimi sprawuje majętny wujek. Guwernantka wpierw jest oczarowana zarówno miejscem, jak i podopiecznymi, stopniowo jednak atmosfera się zmienia – chłopca odprawiają ze szkoły za przewinienia, o których dokładnie nic nie wiemy. Dodatkowo dzieci zaczynają wykazywać oznaki, że mają na nie wpływ jakieś inne, mroczne siły. Stopniowo guwernantka identyfikuje widma – jest to widmo starego służącego Petera Quinna oraz jego kochanki, poprzedniej guwernantki, Miss Jessel. Oboje okryli się wśród służby niesławą, a obecnie wywierają zagadkowy wpływ na dzieci, które zachowują się, jakby były kierowane obcą mocą. Guwernantka nie może do końca dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się we dworze, ale postanawia zawalczyć o zdrowie i życie dzieci. Opowiadanie jest trudne w formie, mimo że krótkie – pełno w nim skomplikowanych, wielokrotnie złożonych zdań, ozdobników i archaizmów. Postać guwernantki jest specyficznie skonstruowana, a jej dialogi – prowadzone ze służącą Mrs. Grose albo z dziećmi – przywodzą na myśl pewnego rodzaju podchody. Jednak właśnie to może być klucz do interpretacji: cała historia pełna jest niedopowiedzeń. Guwernantka nie chce zdradzić się, co było w liście ze szkoły, w którym wydalono chłopca; służąca nie mówi, jakich czynów dopuszczał się Quinn; dzieci nie chcą mówić starszym, co tak naprawdę widzą; a lord-opiekun nie chce mieć nic wspólnego z losem dworu i zastrzega sobie, aby nie być informowanym. Według części analiz może być to metafora przemocy wobec dzieci, a nawet molestowania, którego mieli się dopuszczać Quinn i Jessel – rzeczy w wiktoriańskim świecie tak straszne i tak dalece wykraczające poza ramy tego, co społecznie akceptowalne, że nikomu nie przechodzi przez gardło choćby słowo o tym, co dokładnie miało miejsce. Bohaterowie krążą w plątaninie niedopowiedzeń, starają się analizować myśli i zachowania drugiej strony ze strzępków zdań, co prowadzi do całkowitego braku zrozumienia i komunikacji. Kluczowe może być też stanowisko lorda, który nie chce mieć nic wspólnego z wydarzeniami w Bly i zrzuca całą odpowiedzialność na barki guwernantki i służących, jakby próbując oddalić od siebie winę za krzywdę dzieci. Nakłada się na to jeszcze teoria, że żadnych duchów nigdy nie było i są one tylko wytworem nerwicy guwernantki, która nie radzi sobie z wychowaniem dorastających dzieci z wyższych sfer – a chłopiec dodatkowo zaczyna dojrzewać seksualnie. Guwernantka nie chce złamać słowa danego lordowi i prosić go o pomoc, więc pogrąża się w manii, załamuje się psychicznie i stara się chronić dzieci przed mocami, których nie ma. Inna teoria mówi, że zjawy symbolizują krzywdę, jakiej dzieci doświadczały – molestowanie – które tłumione przez nie wraca w postaci zaburzeń psychicznych i dziwnego zachowania. Kolejnym interesującym elementem pod kątem analizy jest struktura opowiadania – jakby wyśmiewająca czy podważająca sens strasznych historii, które ludzie lubią sobie opowiadać. Całość zaczyna się od zapowiedzi najstraszniejszej opowieści ze wszystkich – tak strasznej, że trzeba ją odczytać z dziennika, specjalnie sprowadzonego z Londynu. Już w trakcie czytania niektórzy słuchacze wychodzą – kolejny raz powraca motyw milczenia i niechęci do rozmowy o przemocy wobec dzieci. Następnie przechodzimy do opowieści guwernantki, spisanej również po latach. Narrator jest nieobiektywny i nierzetelny – tak naprawdę nie wiemy, czy cały zapisek nie powstał w celu wybielenia się, czy poradzenia sobie z traumą przez guwernantkę po wydarzeniach w Bly. James zdaje się wyśmiewać makabryczne historie powtarzane z ust do ust, oderwane od faktów, które mają służyć tylko wzbudzaniu niepokoju i rozrywce. Ostatnim akcentem, który zauważyłem, jest doza ukrytego szyderstwa z manieryzmów i nierówności społecznych. Mrs. Grose aż drży ze zgorszenia, kiedy opowiada guwernantce, jak młody lord spędzał czas z nisko urodzonym Quinnem. Wielokrotnie też zło widm łączone jest z ich niskim statusem społecznym, a więc i ze „skłonnością” do złego prowadzenia się. Bawią także ledwo uchwytne fragmenty, w których służąca zwraca uwagę guwernantce, wybiegającej z dworu za zagubioną dziewczynką, że ta robi to… bez kapelusza. James z jednej strony zdaje się drwić z bigoterii epoki wiktoriańskiej, a z drugiej piętnuje społeczną zmowę milczenia wobec krzywdy dzieci. I o tym zdaje się być ta powieść grozy – o grozie, której nie można wypowiedzieć, bo nikt nie chce do końca jej wysłuchać. Bohaterowie nie kończą zdań, oczekują, że rozmówcy się domyślą, co tak naprawdę się stało; inni natomiast uciekają przed tematem i nie chcą słuchać. W tym krótkim utworze autor zawarł naprawdę wiele warstw interpretacyjnych, do których bardzo trudno dotrzeć ze względu na trudną formę. Zdecydowanie będę musiał przeczytać W kleszczach lęku jeszcze raz, być może w innym tłumaczeniu, aby ponownie zmierzyć się z jego motywami i sprawdzić, czy to, co wynika z analiz, rzeczywiście jest w tekście – czy może to nadinterpretacja i mój pierwotny gniew na autora był słuszny.
ExOblivione - awatar ExOblivione
ocenił na 6 5 miesięcy temu
Zamczysko w Otranto Horace Walpole
Zamczysko w Otranto
Horace Walpole
„Zamczysko w Otranto” Horace’a Walpole’a z 1764 roku jest uważane za pierwszą powieść gotycką. Kojarzone wówczas negatywnie z barbarzyństwem, nazwa ta wzięła się z fascynacji średniowieczem autora, który kupił nawet na własność gotycką posiadłość nad brzegiem Tamizy. Założył w niej wydawnictwo. Umożliwiło to mistyfikację autorstwa powieści. Walpole ukrywał się pod postacią tłumacza, który odkrył egzemplarz włoskiego oryginału u pewnej „starej katolickiej rodziny”. Po sukcesie opowiadania Walpole ujawnił się jako autor „Zamczyska”. Akcja dzieje się w połowie XIII wieku na południu Włoch. Książę Manfred bezprawnie zamieszkuje tytułowy zamek i nie cofnie się przed niczym, aby tak pozostało. Jego jedynego syna przygniata w dniu ślubu ogromny szyszak, co przypomina Manfredowi złowrogą przepowiednię. Rozwój wypadków to komedia pomyłek. Księciu krzyżuje plany pojawienie się wieśniaka, który okazuje się ostatnim potomkiem prawowitego dziedzica zamku. Manfred chce poślubić niedoszłą wdowę po swoim synu dla uprawomocnienia władzy, jednak w przypływie zazdrości omyłkowo zabija swoją córkę. Książę wreszcie upada i udaje się do zakonu. Tej prostej historii z morałem towarzyszą żyjące obrazy, złowrogie korytarze, olbrzymy w galeriach i nieumarłe zjawy. Ten element grozy dzisiaj może śmieszyć, ale w XVIII wieku był zupełnym novum. „Zamczysko w Otranto” rozbudziło fantazję i zainteresowanie przeszłością współczesnych. Ożywienie duchów i upiorów oraz balladyczny charakter utworu to zapowiedź romantyzmu. Walpole otwarcie czerpał z Szekspira, który też uchodził za fantastę. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Duch z Canterville i inne opowiadania Oscar Wilde
Duch z Canterville i inne opowiadania
Oscar Wilde
Nie jestem ekspertem. Jestem zwykłą nastolatką, która raczej uznaje klasykę za dość ciężką i niekiedy nudną. Przy opowiadaniach Wilda jednak mi to nie groziło. O samym autorze usłyszałam w książkach Cassandry Clare. W wikipedii przeczytałam o jego życiu, a potem o pracach. Zobaczyłam kilka opisów i już byłam zakochana. Jego historie czyta się łatwo i lekko, a starszy język tylko dodaje im uroku. W jego pracach jest pasja, to nie są takie rzeczy, że ,, przeczytasz i zapomnisz". Zaczął zmieniać świat jeszcze zanim to stało się modne, co doskonale widać w jego dziełach. Osobiście żałuję, że tak mało się o nim  mówi. Był utalentowanym artystą i nie bał się inności czy ryzyka. W swoich opowiadaniach na kilku stronach potrafił idealnie nadać historii unikalny klimat i zawrzeć morał, czyli to co innym autorom zajmuje całe książki. Jego podejście było bardzo niestandardowe (moja autokorekta starą się poprawić ,, niestandardowe" na ,,niesamowite" i zdecydowanie mogę się z nią zgodzić). Jak pokazuje to w ,,Duchu z Canterville" użył oklepanego schematu nawiedzonego domu i przerobił go w istne arcydzieło z poczuciem humoru. Nawet moja mama przyszła zobaczyć co się dzieje, gdy w momencie pierwszego spotkania Ministra z duchem zaczęłam się śmiać. ,,Modelowy milioner" uczy nas, że dobro wraca. Po przeczytaniu finału cały czas się uśmiechałam. ,, Portret Pana W. H" sprawił, że płakałam. Cudownie opowiedziana historia z zaskakującym zakończeniem. Aura tajemniczości, która pojawiła się w ,,Sfinks Bez Sekretu" była niezwykła. Niby krótka historia, a jednak ma własny czar. Oscar Wilde robił swoje i żył po swojemu. Nie przejmował się opinią publiczną, co w tamtych czasach musiało być trudne. Niesamowity człowiek, który pisał niesamowite rzeczy. Zdecydowanie polecam każdemu. Wątpię, żeby istniała osoba, która nie znajdzie tu czegoś dla siebie. Mądre opowieści o wierze, miłości, losie i poświęceniu z dawką ironii oraz humoru. 
Mara - awatar Mara
oceniła na 10 1 rok temu
Portret Doriana Graya Oscar Wilde
Portret Doriana Graya
Oscar Wilde
Nie miałam jakiejś wielkiej ochoty na czytanie tej powieści, sądziłam, że nie będzie to powieść, która przypadnie mi do gustu. Wiadomo klasyka, coś tam wiedziałam o książce, dużo dobrego słyszałam, ale nie sądziłam, że z taką przyjemnością będzie mi się ją czytało. Wciągnęła mnie od pierwszych stron i trzymała przy sobie, to ten typ książki, który się chce przeczytać od razu i jednocześnie nigdy nie kończyć. Tydzień po przeczytaniu nadal siedzi mi w głowie. Siedzą mi w głowie bohaterowie, bohaterki, humor i całą wielowymiarową tematyka. Jestem nawet bardziej niż zadowolona z lektury, dosłownie jestem zachwycona i bardzo się cieszę, że na siebie trafiliśmy. Zwroty akcji w tej powieści momentami mną wstrząsały, elementy zaskoczenie były bardzo w punkt (przy postaci malarza, czy brata Sibil, no i samo zakończenie). Charakterystyka postaci, cała ich psychologia są wspaniałe, styl powieści i jej wielowymiarowość - totalnie powieść nieodkładalna. Zdecydowanie dzięki swojej wielowymiarowości, powieść ponadczasowa. Tematyka dobra i zła, cała teoria klasy próżniaczej, konsumpcjonizmu, hedonizmu, tego, że ludzie piękni nie robią złych rzeczy, że lepiej mieć niż być. To się wszystko wpisuje idealnie w nasze czasy. Przy okazji to też i bardzo cytatogenna powieść. Klimat i mrok wchłaniają bez reszty. Zdecydowanie lektura obowiązkowa. „Książki, które świat nazywa niemoralnymi, to są właśnie te, które światu wykazują jego własną hańbę”.
lubięmiećksiążki - awatar lubięmiećksiążki
ocenił na 8 3 dni temu
Psychoza Robert Bloch
Psychoza
Robert Bloch
Ogromny mam problem z tą książką. 'Psychoza' Hitchcocka jest jednym z moich ulubionych filmów i jak oglądałem go pierwszy raz, gdy zaczynałem swoją przygodę z kinem grozy (i kinem w ogóle) nie miałem pojęcia, że jest ona adaptacją książki. W każdym razie kupiłem ją i tak sobie leżała ostatnie bardzo wiele lat na półce zbierając kurz. Nadszedł jednak ten dzień, gdzie postanowiłem powoli odkopywać się z nieprzeczytanych książek i padło na 'Psychozę' właśnie. Spodziewałem się trochę, że może będzie tu coś więcej niż w filmie, jakieś dodatkowe wątki wycięte na potrzeby metrażu filmowego albo coś w tym stylu. Otóż niespodzianka - film jest praktycznie adaptacją 1:1 xD Niestety jest to trochę problem. Powolne budowanie aury tajemnicy oraz napięcia niestety nie działa w momencie, gdy znamy zakończenie. W związku z tym książka była dla mnie bardziej ciekawostką niż czymkolwiek innym i nawet bardziej niż historia Normana Batesa wciągnęło mnie posłowie, w którym dowiedziałem się paru około-psychozowych rzeczy. Trochę głupia sprawa oceniać takie dzieło na 7, wiedząc jak mocno wpłynęło na cały gatunek i wszystko co przyszło po nim, ale z drugiej strony to moja subiektywna ocena, nie jestem profesjonalnym znawcą sztuki, który stara się ocenić coś najbardziej obiektywnie… o ile w ogóle można coś ocenić obiektywnie? Nie wiem, to chyba niemożliwe jak teraz myślę, literalnie sztukę odbieramy głównie za sprawą emocji, jakie w nas ona wywołuje, więc czy jest w ogóle sens się zastanawiać?? Jak jakimś cudem nie znacie tej historii to bardzo polecam, jak znacie to tylko w ramach ciekawostki albo przeczytajcie tylko posłowie czy coś nie wiem nie jestem niczyim szefem. Smut Radar - s*x jest karygodny i nie powinno się go robić, zwłaszcza z kobietami!!!!
Karol Ścibior - awatar Karol Ścibior
ocenił na 7 11 dni temu
Dziecko Rosemary Ira Levin
Dziecko Rosemary
Ira Levin
Cisza też ma paznokcie. Przekonałem się o tym ponownie, gdy po raz drugi zamknąłem tę książkę i przez dłuższą chwilę nie miałem ochoty wstać z fotela. Czytałem ją w ciągu dnia, przy zwyczajnym świetle, a mimo to miałem wrażenie, że gdzieś za oknem robi się zbyt ciemno. Nie z powodu pogody. Z powodu atmosfery, która zaczyna sączyć się między zdaniami i powoli zagarnia przestrzeń wokół czytelnika. To właśnie robi największe wrażenie w tej historii. Nie same wydarzenia ani to, co nadprzyrodzone, lecz sposób, w jaki codzienność zostaje lekko przesunięta z osi. O pół kroku. O jedno spojrzenie za daleko. Ira Levin nie straszy wprost. Układa narrację z precyzją, która przypomina chodzenie po starej podłodze. Czytelnik wie, że któraś deska w końcu skrzypnie, ale nie potrafi przewidzieć kiedy. Najbardziej niepokoi tempo tej opowieści. Spokojne, niemal kołyszące. Pozwalające uwierzyć, że wszystko pozostaje na swoim miejscu. I właśnie wtedy pojawia się wątpliwość. Najpierw niewielka. Potem coraz trudniejsza do zignorowania. To horror, który działa nie przez gwałtowność, lecz przez systematyczne odbieranie bohaterce pewności siebie, przestrzeni i głosu. Największy chłód płynie tu z myśli, że człowieka można otoczyć troską tak szczelną, że zaczyna przypominać klatkę. Podczas lektury kilka razy łapałem się na tym, że czytam wolniej, choć chciałem przyspieszyć. Jakbym instynktownie próbował odwlec moment, w którym napięcie stanie się nie do uniesienia. To szczególnie ciekawe doświadczenie przy powtórnej lekturze, gdy zna się już kierunek wydarzeń, a mimo to napięcie nie traci swojej siły. Dziecko Rosemary to klasyka, która nie starzeje się dlatego, że nie opiera się na efektach. Jej siłą jest lęk zakorzeniony w psychologii, nie w widowiskowości. Polecam tę książkę wszystkim, którzy cenią grozę budowaną z ciszy, napięcia i precyzyjnie prowadzonej psychologii. To jedna z tych historii, które zostają w pamięci na długo i wracają w najmniej spodziewanych momentach.
Spursmaniak - awatar Spursmaniak
ocenił na 7 23 godziny temu

Cytaty z książki Upiór Opery

Więcej
Gaston Leroux Upiór Opery Zobacz więcej
Gaston Leroux Upiór Opery Zobacz więcej
Gaston Leroux Upiór Opery Zobacz więcej
Więcej

Video

Video