rozwiń zwiń

Ukojenie dla drzewa Adama

Okładka książki Ukojenie dla drzewa Adama
Inga Žolude Wydawnictwo: KEW literatura piękna
217 str. 3 godz. 37 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2018-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2018-01-01
Liczba stron:
217
Czas czytania
3 godz. 37 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378930181
Tłumacz:
Daniel Łubiński
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ukojenie dla drzewa Adama w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ukojenie dla drzewa Adama

Średnia ocen
7,1 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1095
1005

Na półkach: ,

O "Ukojeniu dla drzewa Adama" doprawdy trudno pisać, a przecież nie chodzi o streszczenia. Trudno je zaszufladkować (i dobrze!) czy zgrabnie scharakteryzować, niemniej mają w sobie coś "miłego", co nie tylko z powodu bliskości geograficznej pozwala zadomowić się w świecie bohaterów. Zachęcam do lektury, bo opowiadania Žolude są dobre i stanowią niezmiernie rzadką okazję do obcowania z literaturą łotewską, u nas z braku przekładów mało znaną.

Cały tekst tu: https://czytankianki.blogspot.com/2019/08/ukojenie-dla-drzewa-adama.html

O "Ukojeniu dla drzewa Adama" doprawdy trudno pisać, a przecież nie chodzi o streszczenia. Trudno je zaszufladkować (i dobrze!) czy zgrabnie scharakteryzować, niemniej mają w sobie coś "miłego", co nie tylko z powodu bliskości geograficznej pozwala zadomowić się w świecie bohaterów. Zachęcam do lektury, bo opowiadania Žolude są dobre i stanowią niezmiernie rzadką okazję do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

72 użytkowników ma tytuł Ukojenie dla drzewa Adama na półkach głównych
  • 43
  • 28
  • 1
19 użytkowników ma tytuł Ukojenie dla drzewa Adama na półkach dodatkowych
  • 9
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ukojenie dla drzewa Adama

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dama z młodzieńcem Nora Iuga
Dama z młodzieńcem
Nora Iuga
Wbrew tytułowi (i na szczęście) to nie jest romans. Książka ma formę monologu 65-letniej poetki i tłumaczki, skierowanego do 40 letniego młodego pisarza, goszczącego u niej w domu. I niewątpliwie budzącego emocje damy, o czym informuje czytelników w swoich przemyśleniach. A jednocześnie autorka nie przekazuje punktu widzenia słuchacza, tego 40-letniego „młodzieńca” (z punktu widzenia jego rozmówczyni, oczywiście). Co najwyżej domysły okresowej narratorki. Pewnym problemem może być struktura powieści. Otóż jedno-dwuzdaniowa narracja trzecio-osobowa przeradza się ciąg pierwszoosobowej wypowiedzi poetki. Zatem po stwierdzeniu co robiła Anna, ona sama przejmuje pałeczkę. Nie jest to jednak wyodrębnione w tekście, podobnie jak nieliczne dialogi. Ale z czasem można się przyzwyczaić, aczkolwiek lektury to nie ułatwia. Najważniejsza jest jednak teść, a ta jest ciekawa. Monolog poetki zawiera jakby kilka wątków – pierwszy to jej stosunek do słuchacza, który budzi w jej sercu i nie tylko duże emocje. Drugi dotyczy historii życia tytułowej damy, ze szczególnym uwzględnieniem skomplikowanych relacji z Terezą, koleżanką ze studiów. Często przeplata się z opisami komunistycznego reżimu w Rumunii, represji, cenzury, łamania charakterów poszczególnych osób ze sfery opiniotwórczej metodami kija i marchewki. Parokrotnie mamy reminiscencje wydarzeń po upadku Ceaucescu, gdzie na czoło zmian wysuwali się ci, którzy wcześniej z reżimem wcale nie walczyli, a nawet przeciwnie. Kolejny dotyczy ogólnych przemyśleń bohaterki na temat społeczeństwa, literatury, filozofii i generalnie międzypokoleniowego niezrozumienia. I nie da się ukryć, że to treść owych przemyśleń jest największą zaletą książki. Nie jest to zatem powieść akcji, lecz refleksji. Formanie ułatwia czytania, aczkolwiek jest i tak dużo strawniejsza niż styl np. Oksany Zabużko. Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania LC – książka poniżej 200 stron.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 6 3 lata temu
W kinie panoramicznym Juraj Kováčik
W kinie panoramicznym
Juraj Kováčik
„W kinie panoramicznym” to debiut prozatorski słowackiego pisarza Juraja Kováčika, zbiór jedenastu opowiadań, które ukazały się po raz pierwszy w 2018 roku, gdy autor przekroczył już pięćdziesiątkę. Dosyć późno jak na debiut, lecz zdarzali się debiutanci znacznie starsi. Juraj Kováčik to niespokojny duch, fotograf, publicysta, księgarz i analityk finansowy. Tak opowiadał o sobie w jednym z wywiadów w słowackim czasopiśmie „Tydzień” w 2012 roku w wywiadzie który nosił tytuł: „Taka dziwna niespokojność jest we mnie.” Cyt.: „Nie skończyłem studiów fotograficznych, odszedłem z VŠVU /Wyższa Szkoła Sztuk Pięknych w Bratysławie/ poświęciłem się ekonomii w Pente. Nie studiowałem jej, czytałem książki. Prawdę mówiąc, ekonomia jest nauką w takim stadium, jak chemia w czasach, gdy nazywano ją alchemią, wystarczy do niej zdrowy rozsądek i matematyka. Mam głowę do liczb, ale na matematycznej statystyce odkryłem, że nie jestem nawet matematykiem. Również stamtąd odszedłem, ja wszędzie odchodzę, zdaje się.” Miejmy nadzieję, że Juraj Kováčik pozostanie przy swojej nowej fascynacji, jaką odnalazł w literaturze a wszystko na to wskazuje, bo na Słowacji ukazały się jego trzy kolejne powieści, niestety w Polsce na razie niedostępne. Bo proza słowackiego autora jest niezwykle ciekawa, widać w niej fascynację fotografią. Z ogromnej ilości detali tworzy niemal filmowe obrazy w których czas i miejsce mają jedynie drugorzędne znaczenie. Autor nie wskazuje konkretnego miejsca ani też czasu, można odgadywać, że jedynie część opisywanych wydarzeń ma miejsce na Słowacji a część gdzieś poza nią. Równie dobrze może odgrywać się gdziekolwiek. Tak jest też i z czasem – jedynie na podstawie szczegółów próbujemy umiejscowić wydarzenia w określonym czasie, lecz to tak samo jak i z miejscem – nie ma on tu żadnego zastosowania. To uniwersalne historie, o przemijającym czasie, miłości, śmierci i przypadkowości ludzkiego losu. Całkiem udany debiut, ukazujący ogromną wyobraźnię autora i wyjątkową dojrzałość a czytelnika skłaniający do zadumy nad przypadkowością i ulotnością ludzkiego losu.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 7 1 rok temu
Mona Bianca Bellová
Mona
Bianca Bellová
Piękno-smutny hymn na cześć Wolności – kobiety, religii, od kulturowego przymusu, wyboru ścieżki kariery i wielu innych jej form. Książka porównywalna z prześwietnym “Jeziorem” Autorki, choć jednak nie jest od niego lepsza. Świat przedstawiony to nieokreślony kraj, zapewne muzułmański (a może i bliższy Chinom), który dawniej zajmowali Francuzi, choć to raczej jakiś mikst kultur, gdzie generalnie królują zakazy. Choć kiedyś, po odejściu kolonizatorów, było normalnie, teraz trwa tam wojna domowa. Reżim się zaostrza, coraz bardziej bezwzględna religijno-ideologiczna kontrola wszystkiego. Rodzice tytułowej bohaterki, pielęgniarki w szpitalu, zostali porwani przez oprawców, tamtejszych ubeków. Mimo że wiele tu przemocy - i faktycznej, i symbolicznej - to kobiety, przynajmniej niektóre, czynią ten system mniej strasznym. Niemniej jednak, to świat antykobiecy, wobec czego nie może się obejść bez tego, co się robi dojrzewającym dziewczynkom. “- Nie, tylko nie to – krzyczała Mona, kiedy uświadomiła sobie, co się zaraz stanie.(...) Starsze kobiety uśmiechały się i kiwały głowami, dobrze wiedziały, że bez tego nie ożeniłby się z żadną nikt z tych dobrych mężów, którzy przez całe życie zamykali je na strychu albo wyrzucali z domu, kiedy miesiączkowały, to właśnie jest tradycja“. “Nigdy nikomu o tym nie opowiadała. Był tylko jeden jedyny człowiek, który mógł o tym wiedzieć, jej mąż Kamil. Ale Mona nie była pewna, czy kiedykolwiek odważył się przyjrzeć, jak ona wygląda tam, na dole“. I jeszcze walka z szatanem, perfidnie we włosach ukrytym. “Niekończące się uwagi, i wyzywanie od kurw, kiedy ma odkrytą głowę. W każdym dniem coraz mniej świata z czasu, kiedy Mona mieszkała tu z rodzicami“. “Dziewczyny, które zgrzeszyły przeciwko zasadom lub moralności, zamykano o wodzie w izolatce.(...) Musiały spać oczywiście spać z rękami na kołdrach“ (nb w Auschwitz też był taki nakaz). “Jako pielęgniarka będzie przecież musiała zakrywać włosy z przyczyn praktycznych. Pozbędzie się tego problemu na zawsze, bez dodatkowego społecznego ciężaru“. To kraj, gdzie matka ma nadzieję że “jeśli nie będzie się czepiać ani karać synka, jeśli pozwoli mu dorastać zgodnie z jego potrzebami, jeśli nie będzie wiedział, co to cierpienie, to wszystko będzie dobrze”. No właśnie nie będzie….. “Kiedy było już jasne, że innowiercy tacy jak Zhu będą mieli w kraju coraz trudniej, jego rodzina zdecydowała posłać chłopaka do klasztoru: niezupełnie pasował do tego świata, a klasztor przynajmniej będzie go chronić od pogromów, do których coraz częściej dochodziło“. Wstrząsający opis pożaru tego klasztoru, prawdopodobnie podpalonego przez fanatyków religijnych. “To kraj, gdzie najpierw jedzą mężczyźni a kobiety... cóż, wynoszą brudne naczynia a potem same jedzą....”w zaciszu kuchni”. Gdzie mężczyźni nie mogą wykonywać prac kobiecych - sprzątać, gotować, prać. Wolno im zaś na przykład hodować bakłażany czy pomidory“. “-​ Przecież musi być coś więcej?, myślała czasem Mona. Niemożliwe, żeby przez całe życie w kółko sprzątać rzygowiny, wracać wieczorem do apatycznego męża i przez cały dzień martwić się, czy na pewno ma się zakryte włosy“. “- Kobietom nie wolno już zajmować się mężczyznami, a mężczyznom – kobietami. - Jak to ma niby działać? Przecież nigdy nie było żadnej szkoły pielęgniarskiej dla mężczyzn. Kto się będzie opiekował pacjentami?“. “Tam jeszcze nie wiedzą o tym, jak ludzie w nocy znikają ze swoich łóżek i nigdy nie wracają. Jak krzyczy ten, kogo torturują. Jak rodziny dostają z powrotem ojców wypuszczonych z aresztu: bełkoczących, bez zębów, bez oczu“. Świetnie nakreślona jest relacja Mony z ciężko rannym Adamem, którym się opiekuje - w zasadzie jedyna to normalna komunikacja w tym nieprzyjaznym ludziom świecie. Wielką wartością, podobnie jak w poprzedniej książce Autorki jest powściągliwy język, oszczędny, pozbawiony opisów czy przymiotników, ale także i wartościowania - co tylko potęguje wrażenia osoby czytającej. Przemieszanie planów czasowych też mi odpowiada….
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 3 miesiące temu
Wewnętrzny zero Lavinia Branişte
Wewnętrzny zero
Lavinia Branişte
Cristina, lat 32. Tłumaczka w firmie budowalnej. Gdy słyszy telefon i widzi numer przełożonej czuje strach. Paraliżuje ją lęk iż zrobiła coś źle. Szefowa w zawodowym świecie zdominowanym przez mężczyzn wydawała się bohaterką. Stała się tyranką. Rzucenie pracy to mrzonka, bo „z niebios zstępuje boski but wojskowy, który przydeptuje moją głowę i wciska mnie z powrotem w bagno, tam, gdzie moje miejsce”. Nie walczy, nie decyduje. „Moim targetem jest to, by przetrwać każdy dzień (…)” Marzy o własnym mieszkaniu. Wynajmu i przeprowadzek ma dość. Potrzebuje posiadać swoje miejsce na ziemi. Czy ją stać? Jest w związku bez perspektyw. Odległość i poczucie braku zaangażowania drugiej strony sprawiają iż czuje się niepewnie, ale trwa w relacji bez wizji na przyszłość. Życie towarzyskie nie kwitnie. Czasem wyjdzie z przyjaciółką Oliwią na imprezę. „W ogródku piwnym przed wejściem do klubu (…) grono ludzi w pięknych ubraniach i z duszą w opłakanym stanie, w tym pozbawionym nadziei oceanie, jakim jest Control, symbol naszej młodości.” Cristina utknęła. Zawiesiła się w miejscu gdzie zmęczenie codziennością, brak wpływu na wiele rzeczy sprawiają iż pogłębia się jej poczucie pustki. Prześlizguje się z dnia na dzień, bez większego znaczenia. Formalnie istnieje, oddycha, pracuje. Obecna, ale bez przekonania o sensie tego co robi. Jakby jej wewnętrzny świat, emocje, tożsamość powoli wygasały. Znika. Zagubiona, nie widząc wyjście z takiego stanu rzeczy, po prostu trwa. Nieokreśloność tego co dalej powoduje iż codziennie idzie do nielubianej pracy i odbiera telefon gdy ktoś kliknie jej numer, wewnętrzny zero. A potem „wychodzę z uliczki na bulwary i przytłacza mnie ogrom miasta tego piątkowego popołudnia. Właśnie wtedy, kiedy powinno się zacząć tupanie, radość i krzątanina duszy, u mnie rozpoczyna się pustka”. Rozczarowania, rozterki, nadzieje Cristiny pokazują prozę życia z perspektywy pokolenia lat 80. Są uniwersalne Przed całkowitą czernią broni ją humor. Autoironia głównej bohaterki i jej sarkastyczne widzenie codzienności powoduje iż nie jest to lektura dołująca. Dystans chroni przed całkowitym wypaleniem i rezygnacją. Na jak długo?
Ewa - awatar Ewa
oceniła na 7 6 miesięcy temu
Perły Izrael Joszua Singer
Perły
Izrael Joszua Singer
Powieść Izraela Joszui Singera, „Perły”, to literacki klejnot, który z bolesną precyzją i nostalgicznym rozmachem odtwarza świat, którego już nie ma. Moja ocena to mocne 8/10 – to proza gęsta, nasycona zmysłowymi detalami i głębokim tragizmem, typowym dla starszego brata noblisty, Izaaka Baszewisa Singera. Izrael Joszua, choć często pozostający w cieniu brata, w tym zbiorze opowiadań dowodzi, że był mistrzem portretowania żydowskiej duszy rozpiętej między tradycją a niszczycielską nowoczesnością. „Perły” to zbiór tekstów, które przenoszą nas do żydowskich miasteczek i dynamicznie rozwijających się metropolii, takich jak Warszawa czy Łódź, z przełomu XIX i XX wieku. Singer nie buduje pomników; on maluje życie w całej jego brudnej, skomplikowanej okazałości. Tytułowe opowiadanie to arcydzieło psychologiczne, w którym luksusowy przedmiot staje się symbolem niespełnienia i ciężaru oczekiwań społecznych. Najważniejsze rady i wnioski płynące z lektury to: Przeszłość to kotwica i ciężar: Singer uczy nas, że próba ucieczki od własnych korzeni często kończy się egzystencjalną pustką, ale ślepe trzymanie się ortodoksji bywa równie duszące. Marność bogactwa: Autor pokazuje, że „perły” – czy to materialne, czy duchowe – tracą blask w zderzeniu z ludzką małością, chciwością i nieuchronnością losu. Obserwacja zamiast oceny: Najcenniejszą lekcją Singera jest chłodny, niemal reporterski dystans. Autor pozwala bohaterom błądzić, nie oceniając ich wyborów, co zmusza czytelnika do głębszej empatii. Duszna atmosfera sztetli i zaułków Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która jest znakiem rozpoznawczym Singera. Czytelnik niemal fizycznie czuje zaduch ciasnych mieszkań na warszawskich Nalewkach, zapach niemytych ciał w synagogach i pył unoszący się nad drogami prowadzącymi do zapomnianych sztetli. Ta duszność to nie tylko brak przestrzeni fizycznej, to przede wszystkim duszność religijnego rygoru i społecznych konwenansów, które determinują życie bohaterów od narodzin aż po grób. Singer po mistrzowsku oddaje klimat osaczenia – przez historię, przez biedę i przez własne namiętności. Książka otrzymuje tak wysoką notę za niesamowity zmysł obserwacji i plastyczność języka. Singer potrafi opisać fakturę tkaniny czy wyraz twarzy starego rabina w sposób, który sprawia, że te obrazy zostają pod powiekami na lata. To literatura totalna, która łączy w sobie realizm z metafizycznym niepokojem. Brakujące dwa punkty wynikają z faktu, że „Perły” to lektura skrajnie pesymistyczna. Nagromadzenie nieszczęść, zdrad i rozczarowań może być dla współczesnego czytelnika przytłaczające. Momentami narracja bywa tak ciężka, że wymaga robienia przerw, by złapać oddech poza światem wykreowanym przez autora. Mimo to, jest to bez wątpienia najwyższa półka literatury jidysz. „Perły” to bolesne, ale zachwycające pożegnanie z pewną epoką. Izrael Joszua Singer stworzył pomnik ze słów dla świata, który wkrótce potem spłonął, zostawiając nas z pytaniem o sens cierpienia i trwałość ludzkich więzi.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Od dwóch tysięcy lat Mihail Sebastian
Od dwóch tysięcy lat
Mihail Sebastian
Cyt.: „Książka albo cię druzgocze, albo cię unosi. W przeciwnym razie po co wydawać na nią pieniądze?” Mihail Sebastian, „Od dwóch tysięcy lat” „Od dwóch tysięcy lat” Mihaila Sebastiana a właściwie Iosifa Hechtera, rumuńskiego dramaturga i powieściopisarza pochodzenia żydowskiego, to wydana po raz pierwszy w 1934 roku powieść utrzymana w formie literackiego dziennika żydowskiego intelektualisty w okresie narastającego antysemityzmu. Europa po zakończeniu I Wojny Światowej zmieniła się, upadły imperia, tworzyły się nowe, narastały niepokoje społeczne na skutek wielkiego kryzysu który dotarł do Europy z Ameryki, wydawało się, że świat stoi na progu kolejnych wielkich zmian. Nastroje antysemickie tliły się w całej międzywojennej Europie by w końcu, pod koniec lat trzydziestych ogarnąć cały kontynent. Czy antysemityzm rumuński był inny niż niemiecki, francuski, polski czy węgierski? Oczywiście, różnił się skalą, zaangażowaniem aparatu państwowego i konsekwencjami. Każdy z nich miał inne przyczyny i niósł inne skutki, lecz tak naprawdę dla Żydów było to bez znaczenia. „Od dwóch tysięcy lat” to bolesne wyznanie młodego rumuńskiego intelektualisty pochodzenia żydowskiego, który stara się odnaleźć swoje miejsce w międzywojennej rzeczywistości ale też i znakomite zwierciadło burzliwej epoki, która zapowiada zmiany nowego porządku społecznego. Powieść na styku fikcji i pamiętnika rozpoczyna się wydarzeniami z grudnia 1922 roku, które w historii Rumunii znane są jako „początek ruchów studenckich przeciwko żydowskiemu elementowi” a pretekstem do nich był „numerus clausus”, czyli ograniczenia ilości młodzieży żydowskiej na uniwersytetach. Rozpoczęły się prześladowania, bicie, wyrzucanie z zajęć. To początek od którego autor próbuje zrozumieć, akceptować coś czego nie można zaakceptować i odnaleźć swoje miejsce w tym oszalałym świecie. To częściowa akceptacja żydowskiego losu, który porusza się w zaklętym kręgu od Kiedy? do Dlaczego?. Wiecznie uwikłany pomiędzy antysemityzmem a syjonizmem, zawsze obcy. Znakomite fragmenty relacjonujące burzliwe debaty ideologiczne, rozmowy z fanatykami i rewolucjonistami i próby zachowania własnej indywidualności. Ciągłe poszukiwanie równowagi pomiędzy dwiema tożsamościami – żydowską i rumuńską. Czy może istnieć harmonia pomiędzy tymi dwoma różnymi światami? Intymna, miejscami melancholijna spowiedź, na tle burzliwych wydarzeń definiujących rumuńską historię. Kronika rozpaczy, oporu i akceptacji.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Daleko, dalej Pascal Garnier
Daleko, dalej
Pascal Garnier
Fabuła wydawać mogłaby się sztampowa i schematyczna. Mężczyzna nagle i niespodziewanie przerywa rutynę swojego życia i pod wpływem impulsu wyrusza ze swoją dorosłą córką w podróż przed siebie. Klisza? Oczywiście. Ale Pascal Garnier w swojej powieści „Daleko, dalej” na szczęście poza tę kliszę wykracza i z łatwością unika schematów. Marc, sześćdziesięciolatek, prowadzi spokojne, unormowane i przewidywalne życie. Żyje ze swoją drugą żoną, ich codzienność to rutyna i powtarzalność. Jednak Marca zaczyna trochę przygniatać rzeczywistość i zadaje sobie różne pytania, między innymi to fundamentalne o sens wszystkiego. Dorosła córka Marca Anne przebywa w ośrodku psychiatrycznym. Ma problemy natury psychicznej. Ojciec odwiedza ją tam sporadycznie, zazwyczaj przy okazji urodzin czy innych ważnych okoliczności. Anne na te wizyty pozostaje obojętna, Marc traktuje je jak obowiązek rodzicielski, trochę uciążliwy ale jednak obowiązek. Jedna z tych wizyt jest przełomowa. Marc pod wpływem chwili proponuje córce wyjazd przed siebie, tylko we dwoje. To bardzo uniwersalna historia – podróż w poszukiwaniu siebie. Podróż, która może naprawić relacje pomiędzy ojcem a córką. Podróż podczas której życie znowu może nabrać sensu. Pascal Garnier daleki jest jednak od patosu i łzawych wypowiedzi pełnych egzaltacji. Wręcz przeciwnie. Po pierwsze jest jak gdyby tylko bezstronnym obserwatorem tej podróży. Nie ocenia ani nie usprawiedliwia swoich bohaterów. Po drugie, jeśli ktoś się łudzi spektakularnej przemiany duchowej bohaterów to jest w błędzie, Garnier nie jest naiwny, wie, że takie rzeczy to zagrywki na poziomie ckliwych filmów. Wrażenie zrobił na mnie też styl autora. Surowy, oszczędny, konkretny. Bez lania wody i „przegadywania” historii. Fabuła na pierwszy rzut oka prosta i prosto opowiadania skrywa w sobie naprawdę ciekawą historię, pełną subtelnego poczucia humoru. Bardzo serdecznie polecam. PS – nie oceniam książek po okładce ale w tym przypadku muszę przyznać, że okładka tej powieści jest naprawdę rewelacyjna.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 8 2 lata temu
Sztormowe ptaki Einar Kárason
Sztormowe ptaki
Einar Kárason
Krótka powieść opowiadająca historię walki z żywiołem na islandzkim trawlerze na zimowych łowiskach w okolicy Nowej Funlandii w czasie tzw. wojny dorszowej. Fabułą jest przedstawiona na trzy sposoby. Pierwszy to chronologiczny opis z punktu widzenia narratora zewnętrznego. Drugi to retrospekcje, opowiadające historię jednego z uczestników, a trzeci toi narracja pierwszoosobowa przemieszana, niekonsekwentnie z neutralną i łącząca się z pierwszą. Trzy i pół dnia walki z żywiołem, o życie własne i reszty załogi. Styl dość oszczędny, z dużą ilością słownictwa fachowego, zarówno marynistycznego, technicznego jak i ichtiologicznego. Dużą zaletą jest przedstawienie członków załogi, osób z krwi i kości, ze swoimi problemami i osobowościami oraz sposobu ich pracy i spędzania wolnego czasu, w tym także spożywania posiłków. Wreszcie szczegółowe opisy walki w wodą i przede wszystkim oblodzeniem grożącym zatonięciem statku, pozwala docenić trudy połowów oceanicznych, w szczególności zimą. Okazuje się też, że sytuacje ekstremalne są próbą charakterów, którą mogą znakomicie przejść zarówno osoby, na które liczono, jaki ci, po których trudno byłoby się tego spodziewać. A nie są one rzadkie, bowiem śmierć towarzyszyła ciągle- i jak widać nadal to robi – załogom statków rybackich dalekomorskich. Solidna współczesna powieść marynistyczna. Z jednej strony odbrązawia książki o piratach i bitwach morskich, pokazując współczesne realia żeglugi. Z drugiej zaś wskazuje siłę przyrody i zagrożenia wynikające z wykorzystywania jej dla zysku. Wreszcie dowartościowuje,bez patosu i dydaktyzmu, współczesnych marynarzy i ich rodziny. Przeczytana w ramach wyzwania wrześniowego - książka rozgrywająca się na łonie przyrody.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Historie z ojczyzny Ayfer Tunç
Historie z ojczyzny
Ayfer Tunç
W opowiadaniu „Żal” obserwujemy scenkę z życia młodej Meric. Jej nauczyciel tureckiego proponuje uczniom wykonanie specjalnego zadania. Mają przeczytać i przygotować streszczenie dowolnej książki. Zastrzega jednak, że nie może to być powieść, na podstawie której powstał znany serial. Meric decyduje się na lekturę dość specyficzną. Są to „Historie z ojczyzny” autorstwa Refika Halita Karaya. Ten turecki pisarz w młodym wieku został wygnany i na łamach swojej książki opisywał obserwacje czynione w Synopie, Çorum, Ankarze i Bilecik. Przedstawiał w nich Anatolię: jej życie społeczne, mieszkańców, architekturę i biurokrację. Praca składa się w sumie z osiemnastu historii spisanych w typowo gawędziarskim stylu. Nihad Sâmi Banarlı opisał tę książkę jako „pierwsze autentyczne opowieści o Anatolii w literaturze tureckiej”. Jest ona też pewnym wzorem, do którego Ayfer Tunç stara się zbliżyć i waśnie dlatego pojawia się w dłoniach Meric. Nic tu nie jest przypadkowe. Kim jest Ayfer Tunç? Ukończyła Wydział Nauk Politycznych Uniwersytetu Stambulskiego. Podczas studiów napisała wiele artykułów do różnych czasopism o tematyce literackiej, kulturalnej i artystycznej. W 1989 roku wzięła udział w konkursie opowiadań Yunusa Nadi, organizowanym przez dziennik Cumhuriyet i zdobyła tam pierwszą nagrodę. Tak rozpoczęła się jej przygoda z literaturą, której owocem były różne wyróżnienia, w tym między innymi Międzynarodowa Nagroda Bałkanów, współorganizowana przez siedem krajów bałkańskich. „Historie z ojczyzny” są pierwszym przekładem jej książki na język polski. Książka została podzielona na trzy części. W pierwszej, zatytułowanej „Eseje o ojczyźnie” widzimy kilka opracowań dotykających między innymi takich kwestii jak: naród, Stambuł, ojczyzna, język, prowincja. Najciekawszym jest chyba wątek miasta. W „Odzie do miasta” czytamy między innymi: „Miasto to coś zajmującego dużo miejsca w bagażu wspomnień wszystkich ludzi” lub „Myślę, że miasto jest – oprócz tego wszystkiego – miłością”. W kolejnym – „Lament na cześć Stambułu” - autorka odwołuje się do momentów burzenia zabytkowych meczetów, zamykania klasycznych kin, tworzenia bulwarów w miejscu cennych przyrodniczo terenów. To bardzo nostalgiczna podróż w przeszłość i refleksja na temat tego, dokąd zmierza ludzkość. Podobną tematykę podejmuje druga część książki („Fotografie opowiadają”). To relacja z życia Biçakçi Gümüşa Ahmeta, czyli w tłumaczeniu na polski Nożownika Srebrnego Ahmeta. Opowieść rozpoczyna się od zdjęcia prezentującego pochód i biorących w nim udział ludności cywilnej i żołnierzy. Z czasem na fotografiach zaczną pojawiać się między innymi przemarsze orkiestry podczas świąt; młody mężczyzna z klarnetem w ręku; nowa, prywatna, złożona za duże pieniądze orkiestra Biçakçi Gümüşa Ahmeta; a wreszcie zdjęcie zrobione na krytym targu Arasta, gdzie już starszy Ahmet patrzy w dal i analizuje historię własną i całej ojczyzny. Opowiedziana relacja pokazuje, podobnie jak wcześniejsze eseje o Stambule, że nie wystarczy nowy osprzęt, ładne stroje i zmiany architektoniczne, by społeczeństwo stało się z dnia na dzień bardziej nowoczesne i demokratyczne. Ostatnia część książki to zbiór opowiadań, a właściwie trzydziestu miniatur, niezwykle zatłoczonych i dynamicznych. Spotykamy tu setki postaci nie pozostających w centrum uwagi w sposób, który czyni z nich rozpoznawalnego, pełnokrwistego człowieka. Nazwałbym ich raczej bohaterem danej chwili. Pozwalają nam być świadkami niezliczonych doświadczeń i wydarzeń, z których niektóre trafiają do zapisów historycznych, podczas gdy inne istnieją gdzieś z boku, w przyziemnej i czasem dziwacznej normalności. Wydarzenia historyczne, takie jak zamachy stanu i wojny światowe, różne kwestie społeczno-polityczne, produkty kulturowe i gwiazdy estradowe lub filmowe, są wtapiane w narrację w umiejętny sposób. To dzięki nim rozpoznajemy czasy, w jakich dana historia się dzieje (np. występ ABBY na Eurowizji). Historie Ayfer Tunç traktują o różnych kwestiach: pamięci, migracji, wysiedleniu, miłości, wojnie, małżeństwie, starzeniu się, szaleństwie, gwałcie, okaleczeniu, zdradzie czy szaleństwie. Chociaż ta mieszanka funkcjonuje jako zwierciadło prezentujące wycinek życia, nie stroni od ironii i krytyczności. Specyficzne poczucie humoru tureckiej pisarki możemy dostrzec na przykład w opowiadaniu „Tajemnica klozetu”. Wstęp jest tu typowo publicystyczny. Oto około dwustronicowa relacja z rynku nieruchomości. Słyszymy tu dobrze nam znane z Polski argumenty, w tym ten najważniejszy: tanio zapłacisz, będziesz miał twór wątpliwej jakości. Później zaczyna się właściwa narracja. Małżeństwo kupuje sobie domek letniskowy, do którego zaprasza gości. Problemem, początkowo utajonym jest wierzba rosnąca nieopodal. Sprawa nabiera rumieńców, gdy jej korzeń wdziera się do sedesu i stopniowo niszczy orurowanie całego domku. „Tajemnica klozetu” ma w sobie coś z przypowieści – nadnaturalną moc, tradycyjną strukturę i morał. Ale „Historie z ojczyzny bywają też inne. W „Ból w sercu spowodowany poznaniem znaku krzyżyka” przenosimy się do zimowego Londynu, gdzie podczas paraliżu miasta wywołanego niewielkimi opadami śniegu poznają się Turcy. Rozmawiają, wspominają, analizują przynależność narodową. Pojawiają się liczne wspomnienia, między innymi te z dyskryminacją na tle religijnym. O stereotypach narodowych opowiada także „Piekło dwojga ludzi jest gorętsze”. To ciepła opowieść o mieszkańcach trzech domów, dobrych, wierzących i serdecznych, skorych do wzajemnej pomocy. Wspólnie piorą i wieszają pranie, odmawiają modlitwy, dyskutują. A w dyskusjach pojawiają się ważne tematy, dotyczące między innymi różnych nacji: nerwowi Lazowie, leniwi Abchazi, uparci Albańczycy, brudni i bezbożni Cyganie. Pojawia się również wątek roku 1915 i ludobójstwa Ormian. Podoba mi się u Ayfer Tunç jej szacunek do tradycji (między innymi przywołanie w pamięci umarłego Święta Intencji), ale też krytyczne podejście do relacji między różnymi mniejszościami narodowymi (najlepiej ukazane chyba w „W tym narodzie kwestia pochodzenia jest zawsze skomplikowana”). Autorka dba o to, żeby było różnorodnie, lokalnie, z kolorytem. Na kartkach książki powracają ważne dla kultury tureckiej figury: muzyka („It’s now or never”), szkoła („Trencz”) czy kuchnia („Ojczyzna jest słodkim cukierkiem”). Nad wszystkim stoi jednak historia, ojczyzna i naród, czyli pojęcia kluczowe, które autorka próbuje po swojemu zdefiniować. Dzięki temu książkę czyta się bardzo szybko i ma się wrażenie obcowania z czymś ważnym, niezależnie czy o Turcji wie się sporo, czy wręcz przeciwnie. Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2020/12/recenzja-historie-z-ojczyzny-ayfer-tunc.html
Melancholia  codzienności - awatar Melancholia codzienności
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Ukojenie dla drzewa Adama

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ukojenie dla drzewa Adama