Trójka do potęgi

Okładka książki Trójka do potęgi
Grzegorz Miecugow Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Przybylik literatura piękna
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-932641-2-4
Średnia ocen

                5,2 5,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Trójka do potęgi w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Trójka do potęgi

Średnia ocen
5,2 / 10
49 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2337
2085

Na półkach: , ,

Lekka, łatwa i przyjemna lektura na letni wieczór. Akcja nie jest rozbudowana a intryga trudna do odgadnięcia. Kto jednak powiedział, że zawsze tak musi być. Pan Grzegorz Miecugow potwierdził tylko moją opinię o Jego doskonałym zmyśle obserwacji, pomysłowości i dowcipie. Wykazał się swoją rozległą wiedzą i dbałością o dopracowanie szczegółów. Jak zwykle ważne tematy ukazał w dowcipny a jednocześnie dający do myślenia sposób. Postaci, miejsca i zdarzenia zostały przedstawione tak, iż czytelnik nie tylko zaczyna je traktować jako realne. Powoli, po cichu staje się sprzymierzeńcem uczestników akcji pod kryptonimem „Trójka do potęgi”. Dobrze się bawiłam, poznając ich przygody. Żałuję, że nie było mi dane obejrzeć spektakli. Dodatkowy plus za polsko-greckie klimaty.

Lekka, łatwa i przyjemna lektura na letni wieczór. Akcja nie jest rozbudowana a intryga trudna do odgadnięcia. Kto jednak powiedział, że zawsze tak musi być. Pan Grzegorz Miecugow potwierdził tylko moją opinię o Jego doskonałym zmyśle obserwacji, pomysłowości i dowcipie. Wykazał się swoją rozległą wiedzą i dbałością o dopracowanie szczegółów. Jak zwykle ważne tematy ukazał...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

88 użytkowników ma tytuł Trójka do potęgi na półkach głównych
  • 58
  • 29
  • 1
40 użytkowników ma tytuł Trójka do potęgi na półkach dodatkowych
  • 29
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Trójka do potęgi

Inne książki autora

Grzegorz Miecugow
Grzegorz Miecugow
Polski dziennikarz, redaktor radiowej Trójki, wydawca i prezenter Wiadomości w TVP1, twórca i prezenter Faktów w TVN, felietonista „Dziennika Polskiego” i publicysta „Przekroju”. Ma pochodzenie ormiańsko-gruzińskie. Ukończył II Liceum Ogólnokształcące im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie oraz Wydział Filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował w Teatrze na Rozdrożu. Od 1980 do stanu wojennego był dziennikarzem redakcji informacyjnej lokalnego warszawskiego radia. Po trzyletniej przerwie z radiem został redaktorem programów dla dzieci. W 1987 dołączył do zespołu Zapraszamy do Trójki, którego w końcu został szefem. W 1989 przeszedł do TVP. W TVP1 był prezenterem i wydawcą Wiadomości. W 1997 razem z Tomaszem Lisem współtworzył Fakty w TVN. Po wyniknięciu konfliktu z Lisem został doradcą marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego ds. medialnych. Do TVN wrócił w 2001. Prowadził pierwszą polską edycję reality show Big Brother, a także współtworzył kanał informacyjny TVN24. Jest szefem wydawców TVN24. Od stycznia 2005 współprowadzi Szkło kontaktowe, jest również jednym z prowadzących program Gość poranny. Wcześniej był gospodarzem programów Cały ten świat i Inny punkt widzenia. Pisze felietony z serii „Swoje wiem” do „Dziennika Polskiego”. Od lipca 2010 współpracuje z „Przekrojem”, dla którego przeprowadza wywiady. Od 1992 prowadzi zajęcia dla studentów dziennikarstwa. Jest członkiem Katedry Dziennikarstwa Collegium Civitas. W 2007 po sukcesie, jaki odniósł program Szkło kontaktowe, wraz z Tomaszem Sianeckim napisał książkę "Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu". Jest także autorem beletrystycznej książki "Przypadek" (2010). Wystąpił w filmach: Pułapka (1997) jako dziennikarz Wiadomości i Ryś (2007) jako policjant z Suwałk. Jest synem krakowskiego dziennikarza i publicysty Brunona Miecugowa. Żonaty z Joanną, z którą ma syna Krzysztofa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wakacje od życia Agnieszka Topornicka
Wakacje od życia
Agnieszka Topornicka
Sympatyczna lektura, antidotum na świąteczne zabieganie. Co prawda traktuje o wakacjach życia” w Ameryce, w końcówce lat 90-tych, ale Nowa jedzie zakosztować amerykańskiego snu. Przyjmuje ją kumpela ze studiów, B, obecnie „ korporacyjna gejsza”. Nowa ma znaleźć tymczasową pracę, podszlifować kompletnie odrębny od brytyjskiego amerykański angielski, pokupować fajne ciuchy. Życie polonii jest pokazane bez zadęcia, fałszywego sentymentalizmu czy bez szafowania stereotypami. Nowa wystrzega się, by nie zachowywać się jak przybysz zza wschodniej granicy, jak żarłoczny sęp czyhający na lepszą pracę, odpadki z pańskiego stołu, choć mierzi ją zwyczaj polowania na wystawki w bogatych dzielnicach, gdzie ludzie często i gęsto pozbywają się rzeczy mebli, ubrań które im się znudziły. W słonecznej Kalifornii jednak wszystko uchodzi, i Nowa szybko się adaptuje. Najciekawsze są wtręty polsko-angielskie, żargon nowo przybyłej polonii. Nowa zaczyna niewdzięczną trudną pracę jako opiekunka Avery'ego, na jej oko czteroletniego autyka. W rzeczywistości ma zespół Aspergera. Kapitalne są dwie postaci: Jadzia i Hans, obaj z innych bajek, symbole przedsiębiorczych Polaków którzy realizują amerykański sen. Z Jadzią sama chętnie bym się zaprzyjaźniła. Nowa przeżywa zwariowane przygody oswaja Amerykę. Pochodzi z czasów, gdy zielonej karty było szczytem marzeń, a B. doradza jej wyjść za Amerykanina, by osiąść mogła tu na stale i korzystała z dobrodziejstw tego niesamowitego kraju. Pojawia się zresztą ktoś taki, niejaki James. Jest i klimatycznie gdy na obczyźnie przygotowują polskie święta, i wesoło, i wzruszająco bo z Averym naprawdę udaje jej się budować niezwykła więź. Naładuje wam baterie ta urocza historia.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 10 lat temu
Szara godzina Zofia Kucówna
Szara godzina
Zofia Kucówna
„Szara godzina”. Tytuł dobrze oddaje, o czym jest ta książka. „Szara godzina dnia. Szara godzina życia. Esencja raczej i jakaś mądrość, zatrzymana i obejrzana. Mój czas obecny. Dojrzały. Bez złudzeń. Z innymi już obowiązkami i pragnieniami. To jest dobra godzina, mimo wszystko…” (str.365) Mnie również zaczęła szara godzina nachodzić, więc przeczytałam tę książkę z premedytacją, choć wiedziałam, że wesoła nie będzie. Wzruszyła mnie i poruszyła. Autorka pisze o starzeniu się, przemijaniu, pożegnaniu z zawodem, bliskimi, którzy coraz liczniej odchodzą… Wspomina ludzi, którzy byli dla niej ważni. Odbywa nostalgiczne podróże do miejsc dzieciństwa i młodości. Komentuje również bieżące wydarzenia (książka była pisana w latach 2001-ok.2007). Zofia Kucówna pięknie pisze. Niezwykle obrazowo maluje miejsca, wydarzenia, opisuje ludzi. Ma wielką wrażliwość, kulturę i klasę właściwą chyba tylko artystom „przedwojennym”. Do nich chce się zaliczać, bo nie pasuje do czasów współczesnych, z wszechobecnym chamstwem, prymitywizmem i agresją. Szkoda, że tak mało grała w filmach. Była aktorką głównie teatralną, także Teatru TV, więc jej role żyją jedynie w pamięci coraz mniej licznej grupy widzów, którzy je oglądali. Zachowały się tylko nieliczne, wyblakłe taśmy telerecordingu ze starych programów i przedstawień TV. Dla mnie na zawsze pozostanie Żoną z „Opowieści mojej żony” Żuławskiego i niedoścignioną wykonawczynią piosenki „Kaziu, zakochaj się” z Kabaretu Starszych Panów. I autorką pięknych „memuarów”. Muszę jeszcze jakąś jej książkę przeczytać.
betsy - awatar betsy
ocenił na 7 4 lata temu
Niedziela bez Teleranka Beata Tadla
Niedziela bez Teleranka
Beata Tadla
''Niedziela bez Teleranka''- była również moją niedzielą,  miałam wtedy 13 lat.  Mam więc i swoje wspomnienia,  a dzięki tej lekturze,  jak za sprawą jakiegoś wehikułu czasu przeniosłam się z powrotem... Stan wojenny - co utkwiło mi z tamtego okresu najbardziej?  Zdecydowanie lekcje Przysposobienia obronnego..... nauczyciel przygotowywał nas, młodzież do najgorszego, a ja zastanawiałam się, czy będzie ta wojna?! - ta myśl nie dawała mi spokoju,  zwyczajnie się bałam... Pamiętam ten nastoletni STRACH,  i w głowie tkwiące pytania... Co będzie jeśli faktycznie coś takiego się wydarzy?! Co będzie kiedy akurat będę w szkole?! Czy będę mogła zobaczyć się z najbliższymi?! Co będzie jeśli już ich nie zobaczę?!... Teraz z perspektywy czasu, myślę o tym inaczej,  dojrzalej, choć przyznam, że czytając książkę nie obyło się bez łez... . Cieszę się, że wychodzą książki, które za pomocą fotografii, ciekawych, nie przy długich wspomnień ludzi, segregują naszą wiedzę, porządkują, dają jakiś zarys świadomości, przypominają nam o historii. To jest właśnie taka pozycja. Niezwykle porywająca. Dla każdego. Więcej można wyłuskać niż z podręcznika do historii. Bo ona zwyczajnie przemawia do nas. Jak zawsze, w prostocie przekazu jest siła. Beata Tadla nie tyle skupia się na tym co dani ludzie sobie przypominają o tamtym pamiętnym poranku. To przede wszystkim genialne świadectwo ówczesnej rzeczywistości. Porównywanie sklepów kiedyś i dzisiaj, różnych gadżetów, od pralki, po wodę z syfonu, jedzenie na kartki. Jak ludzie się odżywiali, jakie były kina i gazety. Te zestawienie gadżetów z tamtych czasów z dzisiejszymi jest świetnym zabiegiem. Uświadamiamy sobie dobitnie jak mocno zmienił się nasz kraj... Polecam. Uważam, że to świetny prezent dla nastolatków, licealistów i w ogóle warto mieć na swojej półce te wspomnienia. Pani Beato - dziękuję za tą książkę
Livres_et_plus - awatar Livres_et_plus
ocenił na 10 7 lat temu
Moje noce z mężczyznami Krystyna Mazurówna
Moje noce z mężczyznami
Krystyna Mazurówna
O Pani Krystyno, uwielbiać to zbyt mało. Być może moje opinia okażę się zbyt sentymentalna i mało obiektywna, przepuszczona jest bowiem przez pryzmat miłośniczki tańca, jednak autobiograficzne książki Pani Mazurówny to coś więcej niż tylko "taneczne dyrdymały". Panią Krysię można wielbić lub nie, można podziwiać jej taniec, lub wcale go nie rozumieć, można inspirować się jej kreatywnością lub zupełnie ją ignorować. Nie o tym jednak powinno się mówić recenzując jej książki. Cztając bowiem zarówno "Moje noce z mężczynami" jak i "Burzliwe życie tancerki", odkryłam w Panie Krystnie nie tylko wielką artystkę i kolorową osobowość, ale przede wszystkim świetną pisarkę! Dawno nie bawiłam się tak wybornie podczas czytania. Nienaganny humor, lekkoś pióra, niesamowity dystans do własnej osoby, a przy tym rzetelne i szczere wspomienienia, w które nie sposób nie uwierzyć. Pani Mazurówna pochłania swoją osobą i swoimi przeżyciami. Tylko pozazdrościć! Tylko podziwiać! A ocena bardzo dobra, gdyż po przeczytaniu autobiografii artystki, wiele wątków się powtarza (i faktycznie na soft porno liczyć w tej książce nie można...), nie mniej jednak, przeczytałam jednym tchem, a śliczne wydanie okraszone fotografiami, tylko umiliło lekturę. Szkoda tylko, że tak mało! Pozostaje mieć nadzieję, że Pani Krysia opisze nam coś jeszcze... chociażby swoje dnie i noce z koto-psami.
Maille - awatar Maille
ocenił na 7 11 lat temu
Kot w pralce. Salony Jerzego Iwaszkiewicza Jerzy Iwaszkiewicz
Kot w pralce. Salony Jerzego Iwaszkiewicza
Jerzy Iwaszkiewicz
Jako nieco oportunistyczna, ale jednak bardziej symetrystka, i anty-UJotnik, nie miałam autorowi za złe nierzadkich uszczypliwości względem PISu, były najczęściej w lekkim tonie, niemniej, oddanym miłośnikom np. p. Ziobry, czy w ogóle takim "bardziej lubiącym", raczej bym książki nie poleciła. Ton bywa zjadliwy, dla mnie momentami była nieco zbyt "wulgarna", może wolałabym trochę bardziej zawoalowany styl, ale to raczej tak kosmetycznie. Całościowo książka jest bardzo klimatyczna, podobała mi się też strona graficzna, co wedle moich standardów, nie jest częste. Ponadstandardowo nieprzewidywalnie trafiła w moje ręce, bo szukałam po prostu jak najwięcej pozycji mających na celu świadome wychowywanie milusińskiego. Tutaj akurat chyba wrażenie "kliknęło" - zwróciłam uwagę na sam tytuł, no, było "głośne nazwisko", plus twarz, i to jeszcze seniora, no, nawet jest róż. Na razie śledztwo nie zostało zakończone, nie wiem, czy jest jakieś pokrewieństwo między tym panem na "J" a innym. Wpływu sentymentu w związku z nazwiskiem raczej nie ma, bo "tamtego Iwaszkiewicza" nie darzę jakąś szczególnego rodzaju miłością. Na duży plus idzie "cytatowość", w sumie rozważę przeczytanie jeszcze kiedyś, bo pod moje poczucie humoru podeszło sporo fragmentów, co też jest raczej rzadkie. Nie jest to książka, o której miałabym jakoś dużo do powiedzenia pod kątem treści, jest tu już po prostu duży, hmm, dystans klasowy? Chodzi mi o, mimo wszystko, w pewnym sensie zbyt dużą różnicę względem życia, form spędzania wolnego czasu, typów relacji, etc. W każdym razie, można trochę "obejrzeć" ze świata, do którego mało kto miał/ma dostęp, ja najbardziej patrzę na tę pozycję pod kątem potencjału "edukacyjnego", ale dla samego klimatu, nastrojów, myślę, że warto się zapoznać. Dość łatwo nabyć perspektywę nie-lubienia ludzi "wyżej ustawionych", ten osobnik akurat mi nie podpadł, nie trafił (jeszcze) na listę ***. Także, raczej bym poleciła, najbardziej z adnotacją odnośnie możliwych zgrzytów politycznych.
olaleksandra - awatar olaleksandra
oceniła na 8 3 miesiące temu
Lekcje pana Kuki Radek Knapp
Lekcje pana Kuki
Radek Knapp
Chociaż z emigracją zarobkową miałem stosunkowo mało do czynienia, bo za granicą przebywałem łącznie około rok, był to dla mnie czas niezwykle ważny, godny napisania własnej książki i wydania jej poprzez tzw. self-publising. Jeszcze przed wyjazdem zacząłem przeżywać emigrację, a po powrocie żyłem nią jeszcze wiele lat, kończąc pisanie mojego specyficznego pamiętnika pt. "Tell Mi'chał to Do This". Dopiero po emigracji naprawdę doceniłem film "Szczęśliwego Nowego Jorku", a po obejrzeniu serialu "Emigracja XD", czułem się, jakby emigranci Polscy rozumieli się bez słów. Na książkę Radka Knappa trafiłem przypadkowo, ale od początku poczułem klimat emigracji, z tym że tej bardziej hardcorowej – sprzed exodusu Polaków na Zachód (druga dekada XXI wieku). Mimo zupełnie innego kierunku emigracji głównego bohatera, książka bardzo mocno przypomina późniejszą twórczość Malcolma XD. Zacznę od tego, że sam po własnych doświadczeniach z opisywaniem anegdot związanych z życiem na obczyźnie uznaję temat emigracji zarobkowej za wyjątkowo wdzięczny, a w połączeniu z wchodzeniem w dorosłość, jeszcze wdzięczniejszy. Łączą się wówczas bowiem dwa zderzenia światów – kulturowy oraz inicjacja w dorosłość i to od razu na głęboką wodę. Jestem niemal przekonany, że osoby mające podobne wspomnienia z emigracją odbierają dzieło Radka Knappa na zupełnie innym poziomie percepcji od przypadkowych czytelników. Ci drudzy, owszem, mogą śmiać się i smucić, przeżywać przygody bohatera książki, ale prawdziwi emigranci będą czuć każdy rozdział w kościach i sercu – odżyją jakieś dawne rany, pojawi się spazmatyczny śmiech przy sytuacjach komicznych, a przede wszystkim siłą rzeczy czytelnicy tacy będą współczuć oraz kibicować młodemu emigrantowi, pamiętając o podobnych zdarzeniach, które spotkały kiedyś ich samych. Rok wydania 2003 to jeszcze czas, kiedy taka książka mogła być zwyczajnie ciekawostką, ale dziś mówimy już nie tylko o pokoleniu wychowanym przez doświadczenie emigracji zarobkowej, ale nawet pokoleniu ich dzieci, które przez wyjazd ich rodziców, albo narodziny poza granicami Polski, podwójne obywatelstwo, dwujęzyczność, albo samotność w oczekiwaniu na powrót rodzica z pieniędzmi do Polski, mogą lepiej zrozumieć tę swoją emigrancką spuściznę. Tak, zdarzenia opisane tutaj mogą po wielu latach wydawać się oczywiste, mało zaskakujące, bo temat jest jednak raz na jakiś czas grzany w popkulturze, ale osobiście nigdy nie znudzę się taką literaturą i filmami opartymi o autentyczne doświadczenia naszych rodaków za granicą. Każda taka lektura wraca mnie myślami do czasu, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze – nawet bez pracy i pieniędzy. To takie wakacje, z tym że bez większego odpoczynku, sporym stresem i ryzkiem utraty dachu nad głową, ale jednocześnie przygody, które były bezcenne. Nie wiem, na ile ta ciekawa historia opowiedziana w "Lekcjach pana Kuki" ma jakieś pokrycie z rzeczywistością, ale nawet gdyby było to coś jak pół na pół i do tego mocno podkoloryzowane, zarzuty miałbym nie do zmyślonych linijek, ale do zakończenia. Jeśli to zakończenie według samego autora najlepiej zamyka opowieść – bo nic wartego opisania już więcej się nie wydarzyło – to dobrze. Literatura jednak rządzi się pewnymi prawami, trochę jak filmy oparte na faktach, kiedy dla dramaturgii dodaje się jakiś pościg albo inne elementy, które naprawdę nie miały miejsca. No więc w "Lekcjach pana Kuki" zabrakło mi domknięcia rozmów z tytułowym panem Kuką – sąsiadem głównego bohatera. Brak rozwinięcia albo domknięcia wątków związanych z wieloma ciekawymi postaciami składam na karb trzymania się faktów z próbą ograniczenia zmyślonych wydarzeń. Jest to książka krótka, ale wciąga czytelnika niebywale, a przez to z każdym nowym dniem na emigracji, czytelnik ma coraz większe oczekiwania. Tymczasem autor zostawia nas niespodziewanie samym sobie z domysłami każącymi wejść w głowę protagonisty, nie tylko nie dając odpowiedzi na pytanie "co dalej?", ale w ogóle ryzykując, że czytelnik straci trochę szacunku do młodego Polaka, którego dobrotliwa naiwność była do tej pory jego najważniejszą cechą pozytywną. To moje bardzo subiektywne spostrzeżenie, ale tak sobie myślę, że skądś jednak wzięły się te chyba nie najwyższe oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl i może nie tylko ja na koniec poczułem brak oczekiwanej satysfakcji.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Miłość czy sport Ryszard Makowski
Miłość czy sport
Ryszard Makowski
Nigdy się nie zastanawiałam, jak mogłaby wyglądać męska wersja Bridget Jones. A w debiutanckiej powieści Ryszarda Makowskiego „Miłość czy sport” nie dość, że dostałam męski odpowiednik Bridget, to jeszcze jest to egzemplarz made in Poland. Ryszard jest dziennikarzem działu sportowego pewnej gazety. Jak na trzydziestokilkulatka ma bardzo stabilną sytuację życiową: praca, którą lubi i która nie wymaga od niego nadmiernego wysiłku, zaufany przyjaciel Gruby, kredytu brak, mieszkanie po dziadkach, samochód, którym nie jeździ za często, bo jak się prowadzi, to wypić nie można, nawet jest jakaś Alinka gdzieś tam w tle. I nagle ten uporządkowany świat chwieje się w posadach, bo szefem działu sportowego zostaje kobieta! W dodatku młoda i całkiem atrakcyjna kobieta! Baba jest szefem Ryszarda! Rysio właśnie w takim przełomowym dla redakcji momencie zaczyna prowadzić dziennik. W odróżnieniu od Bridget nie zaczyna każdego wpisu od podania aktualnej wagi, jednostek wypitego alkoholu i ilości wypalanych papierosów. Ryszard nie pali. Piwko i mocniejsza alkohole to i owszem w ilościach hurtowych spożywa, ale nie pali. Wagą przejmuje się sporadycznie. Jak przystało na absolwenta AWF-u, któremu paskudna kontuzja przerwała karierę wybitnego tenisisty, stara się być w formie, ale nie spędza mu to snu z powiek. Powoli zaczyna mu ciążyć za to kawalerski stan i chętnie by się ustatkował, zwłaszcza, że Ryszard się zakochał. Podtytuł „Miłości czy sportu” brzmi „Czytadło”. I istotnie jest to przyjemne czytadło, w którym znacznie więcej miłości niż sportu. Sport pojawia się okazyjnie i bardziej w ogóle niż w szczególe. Perypetie Ryszarda, które z powodu niewyparzonego języka dziennikarza często ulegają różnym zawirowaniom i turbulencjom, są opisane lekko i dowcipnie. W czasie lektury może nie zrywałam boków ze śmiechu, ale było i zabawnie i zaskakująco. Ciekawie było poznać męski punkt widzenia. Jeśli ktoś szuka wakacyjnego czytadła, to „Miłość czy sport” na pewno sprawdzi się w tej roli. No i cóż więcej mogę napisać…Chyba tylko to, że „wszystkie Ryśki to fajne chłopaki” ;)
onika - awatar onika
oceniła na 6 8 lat temu
Tak dobrze, że aż źle Jolanta Kwiatkowska
Tak dobrze, że aż źle
Jolanta Kwiatkowska
Nie lubię się powtarzać. Jednakowoż w tym przypadku, jak mus, to mus. Uwielbiam książki Jolanty Kwiatkowskiej. Są jak poznawanie nowych ludzi, wchodzenie w ich świat w trakcie prowadzonej przez nich rozmowy, wtapianie się w rzeczywistość opisywaną przez Autorkę. Ta książka, podobnie jak pozostałe, jest świetna. To opowieść o trzydziestoletniej starej pannie. Nie singielce, bo to tylko zapożyczone i bardziej trendy brzmiące określenie.O dziewczynie, która ma fantastycznych przyjaciół. Która szuka tego jedynego uparcie, ale nie na siłę. O dziewczynie, która wchodząc w związek zatraca się w nim, ale dzięki wspomnianym przyjaciołom zaczyna widzieć najpierw przez małą szparkę w oku, a później już z pełną jasnością. O przyjaźni, która pozwala na tworzenie fantastycznych projektów. O prawdziwości składanych obietnic. O tolerancji i jej braku. O życiowych wyborach i przypadkach, które czasami tymi wyborami rządzą. Książki Joli Kwiatkowskiej pełne są prawdziwego życia. Bez słodzenia, bez przesadzania. Sama mocno zastanawiam się, jak świetnie byłoby obchodzenie różnych świąt, tych najbardziej dziwacznych, a tym samym po prostu świętowanie każdego dnia na tym świecie. Każdej minuty, spędzonej z bliskimi, każdej chwili, w której poznaje się nowe, fascynujące osoby, które tak wiele mogą wnieść w nasze życie. Może gdybyśmy tak wszyscy świętowali, świat stałby się weselszy?… Książkę serdecznie polecam. Od razu uprzedzam, że trzeba sobie zarezerwować dzień wolny, bo kartki nie odpuszczają. Aż do samego końca.
Brunetka_czyta - awatar Brunetka_czyta
oceniła na 10 11 lat temu
Egzamin z oddychania Jan Jakub Kolski
Egzamin z oddychania
Jan Jakub Kolski
Naprawdę trudno mi przekonać się do książek pisanych przez osoby znane z tego, że pisarzami nie są. Szczególnie, że kulfoniaste utwory wielu z tych osób, o katorżniczej drodze przez czerwony dywan aż do ścianki, skutecznie nas do ich czytania zniechęcają. Tymczasem ta książka okazała się najmilszym odkryciem. A historia wydaje się tak banalna, że aż chce się westchnąć z politowaniem. Po prostu uciekający przed smugą cienia, dojrzały mężczyzna zakochuje się w kilkadziesiąt lat młodszej od siebie dziewczynie. Nie dość, że młodej, to jeszcze ślicznej, głupiutkiej i bezgranicznie mu oddanej. Nie dość, że oddanej to wdzięcznej za wyrwanie z podłego życia z przewijającym się w tle kazirodztwem i seksualnymi wypadami za granicę w celach zarobkowych. Na tym jednak koniec z banałami, zaczyna się prawdziwa podróż przez życie Narratora. A życie to pełne jest trudnych egzaminów, nie tylko z oddychania. Już sam wstęp sugeruje, że autor usiłuje przygotować się do egzaminu z własnej śmierci. Bo śmierć matki przeżył, ale chyba czuje, że nie zdał celująco. Opowieść o chorobie i odchodzeniu mamy (nic piękniejszego i bardziej poruszającego nie czytałam od czasów lektury sceny umierania Księcia Salina w „Lamparcie”) przechodzi pięknie we wspomnienia dzieciństwa, bliskich osób, pierwszych miłosnych porywów, przydrożnych kapliczek i gadających rodzinnych portretów. JJK pięknie balansuje pomiędzy rzeczywistością a planem filmowym, bo przecież, jeśli coś nas boli i uwiera, pomyślmy o tym jak o filmie a nie o własnym życiu; i już nie będzie bolało. Tak mu powiedziała jego ledwie dorosła dziewczyna, ten muszelkowy głupolek z czarnym łebkiem, co to studiuje w Najwyższej Szkole Filmowej Świata a o filmach nic nie wie. I już wiemy, że i ten mężczyzna nie aż tak dojrzały i ta Muszelka nie taka tępa, że będzie dojrzewać, wczuwać się i wzrastać aż do Wielkiej Muszli szumiącej życiem i miłością. A może nie ludzie są tu głównymi bohaterami a miejsce, gdzie toczy się cała opowieść. Autor żyje po miejsku, pracuje po miejsku, podróżuje po dalekim świecie ale wszystko, co najważniejsze toczy się w Popielawach – wsi rodzinnej, bliskiej, znajomej aż po ostatni przydrożny kamień, pełnej duchów najbliższych. Jeśli u Wiesława Myśliwskiego wszystko zaczyna się i kończy w Dwikozach, to dla Kolskiego centrum całego wszechświata są Popielawy – źródło życia, natchnienia, punkt wyjścia w świat i miejsce wielkich powrotów. I dobrze jest po takiej lekturze jeszcze raz zerknąć na parę filmów Kolskiego, tak mocno i pięknie zanurzonych w tej wsi i w tych ludziach. Rzadko kiedy zdarza się taka harmonia osoby i jej twórczości. Celowo pomijam parę innych wątków z życia, które się żyje i historii, które się piszą, a które nadają tej opowieści dodatkowy sens. Czy to autobiografia? Trochę tak a trochę nie. Pewnie nadmiar dosłowności dotknąłby za bardzo nie tylko Muszelkę, ale i jej ze wszech miar cudowną Poprzedniczkę. Nie ma też co podziwiać autora za męstwo, odwagę, szlachetność czy inne górnolotne przymioty. Ale z tej osoby pełnej pęknięć, świadomości wielu niezdanych egzaminów, depresji, tęsknot i poczucia utraty wielu ważnych chwil, buduje się pełen kolorów portret Prawdziwego Artysty.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Trójka do potęgi

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Trójka do potęgi