Tokyo Ghoul tom 3

Okładka książki Tokyo Ghoul tom 3
Sui Ishida Wydawnictwo: Waneko Cykl: Tokyo Ghoul (tom 3) komiksy
193 str. 3 godz. 13 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Tokyo Ghoul (tom 3)
Tytuł oryginału:
Tokyo Ghoul
Data wydania:
2015-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-01
Data 1. wydania:
2014-09-04
Liczba stron:
193
Czas czytania
3 godz. 13 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364891533
Tłumacz:
Joanna Kochanowska
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tokyo Ghoul tom 3 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tokyo Ghoul tom 3



książek na półce przeczytane 8807 napisanych opinii 7044

Oceny książki Tokyo Ghoul tom 3

Średnia ocen
7,9 / 10
433 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
702
615

Na półkach:

[RECENZJA TOMÓW 1-3]
❗TW: przemoc, morderstwa, jedzenie ludzi

Jaka seria ostatnio bardzo cię wciągnęła?

Kupując pierwsze 3 tomy, nie spodziewałam się, że fabuła tak bardzo mnie zaangażuje. Gdybym nie "musiała" czytać innych książek, całą serię skończyłabym prawdopodobnie w tydzień. I może moja miłość do ,,Hanako" jest wieczna, ale dopóki nie minie mi faza, musi podzielić się pierwszym miejscem z ,,Tokyo ghoul".

Podobało mi się, jak główny bohater próbował (i nadal próbuje) odnaleźć się w nowej roli, w nowej brutalniej rzeczywistości, która została na nim wymuszona. Tym samym mógł przekonać się czy faktycznie ghoule są tak bezduszne jak wszyscy o nich mówią. Moja filozoficzna część lubiła refleksje pojawiające się podczas czytania.

Pełno tu przemocy i walk, na szczęście takich mających jakikolwiek cel, a nie bicie dla bicia, więc nie można narzekać na brak akcji. I coś czuję, że później będzie jeszcze ciekawiej, bo w końcu istnieje grupa, której celem jest pozbycie się wszystkich ghouli, a która (dla mnie) jak na razie przewijała się bardziej w tle historii.

Jak na razie przyczepić mogę się jedynie do zbyt małej czcionki w niektórych momentach. Tego naprawdę nie da się przeczytać z odległości większej niż 10cm, nie wspominając już o czytaniu przy ciemniejszym swietle, co nie jest komfortowe.

[RECENZJA TOMÓW 1-3]
❗TW: przemoc, morderstwa, jedzenie ludzi

Jaka seria ostatnio bardzo cię wciągnęła?

Kupując pierwsze 3 tomy, nie spodziewałam się, że fabuła tak bardzo mnie zaangażuje. Gdybym nie "musiała" czytać innych książek, całą serię skończyłabym prawdopodobnie w tydzień. I może moja miłość do ,,Hanako" jest wieczna, ale dopóki nie minie mi faza, musi podzielić...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

837 użytkowników ma tytuł Tokyo Ghoul tom 3 na półkach głównych
  • 724
  • 113
507 użytkowników ma tytuł Tokyo Ghoul tom 3 na półkach dodatkowych
  • 264
  • 115
  • 55
  • 40
  • 9
  • 9
  • 8
  • 7

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tokyo Ghoul tom 4 Sui Ishida
Tokyo Ghoul tom 4
Sui Ishida
4 tom za mną i trochę się rozczarowałem. Ta część była słabsza od poprzednich i jakoś mi się ciągnęła. I przede wszystkim była za bardzo przegadana. Ogólnie w tym tomie dowiadujemy się , że wszyscy ludzie komentują śmierć Mado , a przyjaciel Kanekiego prowadzi prywatne śledztwo o Ghoulach , a bohater martwi się , że jego kolega czegoś się domyśli i prosi go by odpuścił. Okazuję się też , że Hinami zamieszkała z Touką i Kaneki im pomaga ze sprzątaniem i układaniem rzeczy. Poznajemy też koleżankę Touki z studiów , która jest człowiekiem , ale widać , że dla Touki jest ważna. Pojawia się również nowy Ghoul , który jest nazywany Smakoszem i zjada innych Ghouli. I , gdy tylko poznaje Kanekiego od razu nabiera na niego ochoty. I namawia go na spotkanie kłamiąc , że potrzebuję przyjaciela. W pewnej chwili Kaneki poznaje żeńskiego Ghoula , która opowiada mu , że jest jeszcze inny jednooki Ghoul taki jak Kaneki, ale od dawna nikt go nie widział i w pewnej chwili chłopak dowiaduję się też od niej , że Rize , która go zaatakowała i , której części ma w sobie mogła tak naprawdę zostać zamordowana , a sprawca wykorzystał do tego Kanekiego. A pod koniec Kaneki spotyka się ze Smakoszem , który też znał Rize i w pewnej chwili Smakosz zaprowadza go do restauracji , gdzie zawsze je i nagle okazuję się , że Kaneki razem z kilkoma ludźmi ma zostać zjedzonym przez innych Ghouli(wśród nich jest też Smakosz) I wszyscy ludzie giną , ale Kaneki się nie poddaję i walczy z niewolnikiem jednego z Ghouli i podczas walki spada mu opaska i wszyscy widzą , że jest jednooki i każdy z Ghouli uznaję , że to Kaneki jest tym legendarnym jednookim Ghoulem , a Smakosz nagle zabija niewolnika i namawia innych by to jego zjedli , a sam mówi do Kanekiego , że to był tylko żart i , żeby o tym zapomniał. A sam myśli , że tak naprawdę chcę go mieć tylko dla siebie. I tak się kończy ten tom. I tak jak pisałem wcześniej trochę męczył i był słabszy. Na minus mało Touki. Jak dla mnie jest najlepsza postacią. A jej sceny z Kanekim są świetne. Na plus scena , gdy Kaneki dowiaduję się o jej przyjaciółce z uczelni i zaskoczony pyta czy ma przyjaciół , a Ona go pyta czy chcę w ryja:D Intryguję też wątek kolegi Kanekiego , który prowadzi śledztwo. Oby nic mu się nie stało. A co do Smakosza to strasznie mnie ta postać irytuję. I mam nadzieję , że nie będzie się pojawiać często
Marcin92 - awatar Marcin92
ocenił na 7 3 lata temu
Deadman Wonderland #1 Jinsei Kataoka
Deadman Wonderland #1
Jinsei Kataoka Kazuma Kondou
Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5: Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji. Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów… Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły), za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną. Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie. Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW. „Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Kuroko's Basket 1 Tadatoshi Fujimaki
Kuroko's Basket 1
Tadatoshi Fujimaki
Mogę zawsze zaczynać swoje deliberacje, ot ,,recenzowskie wypociny” odnośnie mang (częściowo również produkcji anime, które na ich podstawie powstają) zwanych popularnie ,,sportówkami” od następującego zdania: ,,Nie da się nie podziwiać zyskujących coraz większą popularność, nawet i wśród zatwardziałych popkulturowych nerdów japońskich komiksów i anime o sporcie i zmaganiach atletycznych, kreowanych w oparciu o ich specyficzną narrację, szczególnie jeśli robią one na odbiorcy, i to nie na jednostce, a wręcz rzeszy fanów potężne wrażenie”. Tak, będąc geekiem od tego typu sportowych treści, nie ma szans, aby nie rozkochać się w oryginalnych, zakręconych na punkcie kreowania u swoich postaci absolutu dążenia do perfekcji w sporcie i spełnienia marzenia o byciu najlepszym, treściach japońskiej popkultury, które tak fantastycznie opowiadają o sporcie. A jeśli czyta się sporo mang z tego tytułu, szczególnie jeśli najpierw oglądało się wielosezonową ich adaptację w postaci danego ,,animu”, a potem dopiero zaczęło czytać się ,,pierwowzorowe” komiksy, i potem takowe mangi się recenzuje, tym bardziej ma się ochotę na wyrażanie szacunku do ,,sportówek” np. na każdym kroku swojego tekstu recenzenckiego czy podcastu video. Jak każda rzecz, którą zrodziła popkultura, tak i sportówki mają swoje plusy oraz wady. W większości orbitują wokół bardzo dużej ilości plusów, choć trzeba zaznaczyć, że są to raczej tytuły dla określonej niszy fanów, którzy nie wymagają, cholibka!, nie wiadomo jak głębokiego, jak bardzo wielowymiarowego dzieła do doświadczania. Z perspektywy dość osobniczej, powiedziałbym mocno indywidualnej, jako część własnego, prywatnego podejścia do tego niepotrzebnie ukrywanego pod warstwą zawodowych rozgrywek atletycznych dających multum zawodnikom miliony dolarów, błysk sławy, nieustające zainteresowanie z perspektywy sponsorów a samym sponsorom właśnie jeszcze więcej nabitych do swojej zbyt dużej ,,sakiewki” sporą ilość ,,sporto-dolarów”, czystego odcienia, jakby nieskalanego złem konsumpcjonizmu sportu, będącego w pierwotnym ujęciu instynktownym, związanym z przesuwającego grancie psycho-fizyczne danej osoby, jednym z najlepszych anime a zarazem mangą, bo to nad jej recenzjo-opinią niniejszym się pochylam, które taki rzekłbym to stanowczo ,,szacunek do archetypowej idei sportu” wyraża, oprócz pierwszego tomu ,,Kapitana Tsubasy”, którego nie tak dawno zresztą skończyłem czytać i omawiać, okazuje się być, nie inaczej!, Uniwersum Kuroko’s Basket. Tak, w końcu to tym koszykarskim tytule mowa, tytule, które w Polsce jest jednym z najbardziej poczytnych i oglądanych tworów tego nurtu, po który zaczynają sięgać osoby całkowicie nie podejrzewane o jakiekolwiek zainteresowanie anime czy mangą. I przyznam się szczerze: początkowo – co często zdarza mi się przy doświadczaniu ,,sportówek” właśnie – miałem lekkawe opory, co do tego, czy opowieść o zmaganiach koszykarzy na poziomie gimnazjalno-licealnych rozgrywek w Japonii, będzie tym kolejnym ,,sportowo-mangowo-anime” swego rodzaju strzałem w dziesiątkę, który po raz kolejny da mi motywację zarówno do pracy nad sobą, jak i do sięgania, co zabrzmi paradoksalnie, po… jeszcze większe ilości tego gatunku/nurtu wśród japońskich animacji i komiksów. Dobra moja, a może i Wy też tak macie, więc ,,dobra nasza”, że moje ,,anty-motywacje” i ,,niepotrzebne bolączki dnia zwykłego”, co do tego, czy czytanie pierwszego tomu ,,Kuroko’s Basket” będzie dobrym rozwiązaniem, mimo iż jak na razie 16 obejrzanych odcinków anime z tego Uniwersum za mną, okazały się totalnie bezpodstawne i wyczarowywane przez własną głupotę. Zresztą doświadczanie samego serialu z tego Świata, już na wstępie, okazuje się swego rodzaju nagrodą dla mnie, jako dla osoby będącej zarówno sportowcem wyczynowcem, amatorem, człowiekiem idącym przez życie m.in. przez proces sportowej (fizycznej i psychicznej sfery) samorealizacji, a także jako dla kogoś kto jest olbrzymim fanem koszykówki, szczególnie tej spod znaku najlepszej ligi Świata, NBA! A co tu dopiero pomyśleć o samej mandze z japońską koszykówką w tle. I za to kocham tego rodzaju rzeczywistości, ot wymiary sportowej rozrywki i pasji do samodoskonalenia się, bo tkwi w takich treściach, jak w mandze i anime ,,Kuroko's Basket" właśnie, tak potężna iskra. I jak to w życiu bywa skończyło się na tym, że w moim specyficznym przypadku pilot omawianego japońskiego komiksu siadł mi na gusta i guściki dość solidnie, powiedziałbym nawet iż o wiele lepiej gdybym to pierwsze z tego ,,contentu” zaczął czytać mangę właśnie, a dopiero po którymś tomie mangi zaczął oglądać anime. Co do samej opowieści Tadatoshiego Fujimakiego, dość dobrego i mającego dla konwencji ,,sportówek” dość wydatny i urokliwy w dynamice przekazywania sportowych treści sposób ich przedstawiania, mangaki, nie da się jej nie podziwiać za pomysł odpowiedniego ujęcia bezpośredniej sportowej rozrywki i tej pośredniej: ,,zakulisowości”, którą stanowią relacje tworzone przez zawodników jednej drużyny i pomiędzy przeciwnymi stronami nawzajem, a także polityczne i prywatne wątki odnoszące się do świata który sport tworzy: historia zawodników, kluby, sponsorzy, intrygi czy nawet korupcja. To, na co zwraca się w pilocie ,,Kuroko’s Basket” to szeroka dynamika ,,kreski" – z całej szaty graficznej to ona, sądzę, jest tu najrozsądniej realizowana, a nie samo ,,montowanie”, dobór kadrów, perspektywy, rodzaju ujęć. Można otworzyć tom na dowolnej stronie i nie będąc fanem tego konkretnego Uniwersum, a raczej miłośnikiem wyszukanego rysunku etc., stwierdzić: ,,O ja cię! To wygląda kapitalnie: jakby każdy rzut, każda zasłona, każda wskazówka trenera, czy dialogi na różnych polach i relacjach, tworzyły jeden iście perfekcyjny byt". Jedynie można przyczepić się to szerszych planów i rysunku/szkicu teł oraz niekiedy konturówek budujących zawodników z dość dalekiego planu. Nasz mangaka najbardziej zabrylował w owym wydaniu w samym fizycznym dynamizmie koszykówki: jego kreacje i dobór odpowiedniego nasycenia czerni, odcieni szarości i ustawienia bieli, tak aby ,,kolorystycznie” i rysunkowo na przestrzeni całości mangi okazały się one żywe, immersyjnie, dokładne, ale i pompatyczne - pobudzały ducha czytelnika do jeszcze większego, bardziej optymistycznego doświadczania tej lektury. To miała być opowieść w stylu obrazu będącego czymś nadrzędnym wobec fabuły ujętej w dymki czy kwestie narratorów. Taka też się okazała. Ów tom mogę zaliczyć do tych stricte ,,surowych” mang - ,,surowych”, czyli tego rodzaju treści, które w przypadku braku jakiegokolwiek tekstu opowiedzą się samą tylko warstwą graficzną. Mogę to podsumować następująco: ,,No Panie Fujimaki, no bracie Tadatoshi.. no nieźle!”. W całości debiutu mangi w tymże recenzowanym wydaniu ,,Kuroko’s Basket”, w jej dość awangardowo, ale i oryginalnie (także z szacunkiem do samej dyscypliny, jaką jest koszykówka: jej zasad, taktyki, dynamiki akcji etc.) kwestie fabularno-scenariuszowe, sądzę okazały się jedynie drobną niedogodnością. Nie ukrywam: apetyt na ,,więcej i lepiej” w danym tomie treści z ,,Kuroko’s…” posiadłem z powodu serialu, który jako adaptacja tejże mangi oglądam. To kwestia przyzwyczajenia, a może i odejścia od schematu najpierw oglądania ,,sportówkowego anime”, a potem czytania komiksu. Ostatecznie dostaliśmy podobnie życiową ,,sportówkę”, co do pilota mangi ,,Kapitan Tsubasa” - ,,życiową”, bo w obu przypadkach działającą jak naprawdę budzący z egzystencjalnego samorealizacyjnego letargu świetny motywator i wsparcie. I co istotne samo tło sportowo-motywacyjne nie tyczy się tu, jak w sytuacji z ,,Initial-D” czy przygód piłkarskiego geniusza Tsubasy jednej postaci, a jedynie drużyny, a najbardziej Kagamiego oraz Kuroko – dwójki niesamowitych talentów, którzy owijają sobie wokół paluszka sądzę główny trzon fabuły, który instynktownie będzie rozprowadzał ją w odpowiednich kierunkach. Sama ich obecność, kontrast, który ta dwójka tworzy nadaje, już w pierwszym jej tomie!, owej mandzie… intensywności, mimo iż można by troszku ironicznie, troszku ,,od niechcenia” rzec: przecież to tylko dwoje z kilkunastu graczy liceum Seirin, wliczając w to nietuzinkową młodą trenerkę. Drugą istotną kwestią, która ,,atakuje” w tomie dość specyficznie jest, choć to może być nieco bardziej subiektywne odczucie, to iż występuje tu całkiem spora jak na treści koszykarskie ilość wątków pobocznych, które nie dźgają fabuły, którą centralizują Kagami i Kuroko. Nie ma w tym nachalności i celowości twórcy, jakby chciał on wszystko rozciągać w tej fabule… jakby do porzygu. Fakt faktem, nie samym ,,Kuroko’s Basket” w mangach człowiek żyje. To tylko (i aż) opowieść (fikcyjna!), jednakże z prawdziwym ujęciem panujących tu, jak zresztą w naszym sportowym światku, zasad, przepisów etc… dotyczących wielu dyscyplin sportowych, w tym co logiczne jak ,,czarny chleb i czarna kawa” naszej ukochanej koszykówki. Ale, jaka to się okazała opowieść, a można to ująć prosto i następująco: przykryła swą jakością i pomysłem na oddanie realiów własnego Uniwersum, dość trudnego do przekazania ze względu na odniesienie do tego co jest sporą częścią prawdziwego życia naszej Cywilizacji, czyli sportu: wiele klasyków sci-fi, horroru, thrillera, które w mandze doświadczałem. Jest dynamicznie, konkretnie, z odpowiednią dla postaci i samej specyfiki narracji i tym japońskim ujęciu światka ,,koszykarskiego licealnego sportu", akcją, ot jej wprawnym tempem realizacji. Tak powinna wyglądać, tak być narysowana i napisana lekka, przyjemna i pasjonująca sportówka zarówno dla geeków od basketu jak i mangowych nerdów, którzy lubią sport, ale jeszcze ,,sportówek” w mandze nie czytali. Taka jak mega-dobre ,,Kuroko's Basket" no.1. Taka jest właśnie pilotowe rozdanie ,,Kuroko’s Basket”. I co istotne Tak samo jak w anime, w tej komiksowej pierwotnej wersji na starcie cyklu postaci są zabawne jak i poważne i naturalne: ich charaktery są indywidualne, dobrze przemyślane i napisane przez Fujimakiego. Wszyscy uzupełniają się wzajemnie: jeśli chodzi o swoje role w koszykarskiej rywalizacji a także współpracy w teamie, co mam na myśli w szczególności więź tworzoną w całym zespole Seirin. Nasi sportowcy nie są nudni, są sobą, kreowani są bardziej naturalnie niż ma to miejsce w lekko infantylnej mandze w porównaniu do ,,Kuroko’s Basket”: opowieści o piłkarskich przygodach Tsubasy. Trzon fabuły, o czym napomknąłem nieco wyżej ciągną na swoich barkach Kuroko i Kagami oraz trenerka Riko – podobnie jak w anime, najbardziej rzucają się oni w oczy i robią to z klasą. Mimo iż manga mija szybko, podczas lektury nie odczujemy tego, gdyż zwycięża tu specyfika oddania świata licealnej koszykówki z elementami szkolnych i prywatnych historii bohaterów. Nie odczujemy nawet jej końca – ta opowieść kończy się płynnie z zaskakującym urwaniem na pewnym pojedynku Seirin z drużyną Kise Ryoty. Jeśli tak klasowo i ze stylem ,,miód luksja" to finiszuje, to ja szukam tomu 2, i śmigiem-migiem zabieram się za jego lekturę.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 7 miesięcy temu
Deadman Wonderland #2 Jinsei Kataoka
Deadman Wonderland #2
Jinsei Kataoka Kazuma Kondou
Ocena zbiorcza dla tomów #1-#5: Przy okazji uruchomienia dodruków na życzenie przez Waneko, zaopatrzyłam się w serię „Deadman Wonderland”. Dopiero teraz znalazłam trochę czasu, by wziąć się za czytanie. Historia stworzona przez Jinseia Kataokę i zilustrowana przez Kazumę Kondō wciągnęła mnie tak bardzo, że prędko pochłonęłam pierwsze pięć tomów. Czyli w zasadzie wszystkie te, które doczekały się ekranizacji. Klasa Ganty Igarashiego została zabita przez przerażającego czerwonego człowieka. Pozostały przy życiu nastolatek prędko trafił przed oblicze sądu pod zarzutem masowego mordu i skazany na śmierć. Chłopiec trafia do Deadman Wonderland – najbardziej nietypowego więzienia zbudowanego w Tokio po olbrzymim trzęsieniu ziemi. Przestępcy każdego dnia walczą tutaj o punkty, występując w niebezpiecznych przedstawieniach przed nieświadomymi niczego odwiedzającymi. Gdy Ganta miesza się w coraz dziwniejsze wypadki, dowiaduje się, że Czerwony może znajdować się gdzieś na terenie DW… Wycieczka do sekretnego bloku G wciąga go do świata Deadmenów – niezwykłych ludzi, których najgroźniejszą bronią jest ich własna krew. Horror rozgrywający się na arenach pod powierzchnią to wyłącznie początek kłopotów… Naprawdę podobała mi się ta opowieść. Już w wersji animowanej odebrałam ją jako intrygującą, choć w założeniach prostą historię o walce o sprawiedliwość i wolność. Nie umniejszam przy tym złożoności narracji, czy zwrotom akcji, bo tych jest naprawdę sporo, co dodatkowo napędza całą fabułę. Klimat jest naprawdę gęsty – głównie za sprawą bohaterów, którzy mają mocno namieszane w głowie, a ich przerażająca przeszłość mogłaby sama w sobie robić za niezły spin-off. Sceny walki trochę nie dorównały moim oczekiwaniom, jednak paradoksalnie wcale nie stanowią one głównego trzonu akcji. Pozostaje pytanie: jak dużo wycięto przy adaptacji? Niewiele (choć szkoda, że niektóre sceny czy postaci się nie pojawiły), za to dołożono o wiele więcej. Zdziwiło mnie przy tym, że manga jest dużo bardziej… wulgarna. Bohaterowie naprawdę nie przebierają w słowach. Ostatecznie warto zapoznać się i z wersją papierową, i animowaną. Które wątki w tych pięciu tomach moim zdaniem najbardziej zapadają w pamięć? Cóż, dla zaznajomionych z tytułem może nie stanowić zaskoczenia moje wskazanie na historię Sowy oraz tę Hibany. Pierwsza ze wspomnianych to niewątpliwie najbardziej poruszająca z opowieści, która realnie podbija kilkukrotnie wartość „Deadman Wonderalnd”. Tragedia goniąca tragedię, szaleństwo, nadzieja, a do tego stworzenie tajnej organizacji pośród Deadmanów. Sowa naprawdę potrafi skraść serce, zafascynować i pogrążyć w rozpaczy – świetnie przemyślany bohater z nieco banalną, acz w gruncie rzeczy poruszającą przeszłością. Z drugiej strony mamy siedmioletnią Hibanę w oddziale kosiarzy. Kompletnie sprany łeb, przerażające backstory, bezwzględność, niepohamowana psychopatka zamknięta w ciele drobnej dziewczynki. Naprawdę potrafi to wzbudzić ciarki. Do tego stopnia, że nawet zagłębiając się w przyczyny jej zachowania, trudno znaleźć pełne zrozumienie. Warstwa wizualna wypada udanie. Styl jest zgrabny, bohaterowie wyraziści. Szczerze mówiąc, nieco brakuje mi dynamiki w scenach walki. Trwają one dość krótko, pozostawiają bez zachwytu, trudno odczuć w nich istniejące zagrożenie, co powinno być jednak kluczowe. Dużo lepiej wypadają sceny statyczne, które miejscami potrafią wzbudzić czyste obrzydzenie, w co bardziej brutalnych momentów. Dość miłym akcentem są również dodatkowe plansze o charakterze komicznym, czy choćby ciekawostki dotyczące funkcjonowania DW. „Deadman Wonderland” kompletnie mnie porwał. Wprost nie mogę się doczekać sięgnięcia po kolejne części. Za pierwsze pięć części przyznaję średnią 8/10 (z podkreśleniem, że tom 1. otrzymuje siedem punktów, a 5. aż dziewięć). Jeśli lubicie horrory, które są nieco bardziej brutalne i oferują przy tym ciekawą historię, być może będzie to naprawdę dobry wybór.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Ao No Exorcist 1 Kazue Kato
Ao No Exorcist 1
Kazue Kato
Swoją opinię wyrażę o wszystkich tomach, jakie na dzień dzisiejszy ukazały się w Polsce, dlatego będzie ona umieszczona zarówno pod pierwszym, jak i trzydziestym pierwszym. Z serią tą jestem od kilku lat. Poznałem ją jako jeszcze dzieciak w formie anime, była to też moja pierwsza kupiona manga po dowiedzeniu się, że od któregoś momentu adaptacja całkowicie rozmija się z materiałem źródłowym. Podobało mi się kiedyś, gdy czytałem kolejne tomiki nawet mimo faktu, że się nieco pogubiłem w fabule w którymś momencie i postanowiłem odstawić to na bok. Podobało mi się teraz gdy poza nadrobieniem zaległości postanowiłem przeczytać tę historię od końca. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, oto Rin Okumura, nasz główny bohater oraz syn Szatana, po pewnych wydarzeniach z samego początku postanawia zostać egzorcystą i walczyć z demonami (no w sumie to z samym Szatanem, cała reszta demonów to tak przy okazji). Motyw jakieś istoty sprzymierzającej się z ludźmi w walce z własnymi pobratymcami może i nie jest czymś nowym, ale jest ciekawy plus nie został jeszcze przeorany we wszystkie strony jak to bywa z niektórymi tropami w fantasy i nie tylko. Wracając, Rin zostaje przyjęty do Akademii Prawdziwego Krzyża pod warunkiem, że nikt nie może się dowiedzieć o jego demonicznych więzach krwi. Z początku razem z Rinem poznajemy nieznane mu dotychczas realia świata przedstawionego oraz oswajamy się z jego nietypową sytuacją. Rzecz jasna nie jest to historia o sielankowym życiu w szkole dla egzorcystów, szybko uświadamiamy sobie, że dzieje się coś więcej, na Rina coś czyha a on sam jest częścią jakiejś większej gry. Zostańmy jeszcze przy samym Rinie. Gdy po raz pierwszy czytałem wydawał mi się on naprawdę dobrym, wyróżniającym się na tle innych shounenów bohaterem, łączącego w sobie cechy “typowego” głównego bohatera dzieł tego typu z taką sympatyczną, uroczą niewinnością i naiwnością. A jak jest dzisiaj? Dzisiaj uważam go za naprawdę dobrego i tyle. Jest narwany, jest zbyt skory do bitki, zbyt chętnie rzuca się na pomoc innym bez żadnego pomysłu, jak właściwie chce pomóc a ruszenie głową u niego ogranicza się na ogół do wywalenia komuś z bani. Nie jest on w żadnym razie zły, lubię go ale i nie rozumiem swojego początkowego zachwytu nad nim. Dosyć sporo postaci pozmieniało w moim osobistym rankingu miejsca, bo przykładowo Shura kiedyś podobała mi się dużo bardziej a takiego Yukio dalej nie lubię, ale ostatnio mocno doceniłem sposób, w jaki autorka poprowadziła jego wątek. Ogólnie postacie, włączając w to też Rina, całościowo wypadają fajnie. Cieszy ich zauważalny rozwój zarówno pod względem ich charakterów, jak i umiejętności. Koleżanki i koledzy z klasy Okumury cały czas się w większym lub mniejszym stopniu rozwijają i co cieszy nie czuć tej przepaści między protagonistą a resztą, która niestety często występuje w podobnych tytułach. Nikt tu właściwie nie jest kołem u wozu i każdy coś sobą wnosi. Nie ma tu czegoś takiego, że po usunięciu jednego z bohaterów czytelnik nawet by się nie zorientował. Świat przedstawiony nie jest niczym odkrywczym. Oto prócz naszego świata w którym żyją ludzie, istnieje świat demonów Gehenna. Demony nie mogą od tak sobie wejść do normalnego świata, mogą jednak w tym celu opętać coś lub kogoś. Ludzie sami z siebie nie widzą demonów, chyba że sami mają w sobie jakąś ich cząstkę lub zostaną przez któregoś zranieni. Na straży ludzi stają zwalczający demony egzorcyści z Zakonem Prawdziwego Krzyża na czele. Jak pisałem nic odkrywczego i stanowi przede wszystkim tło w rysującym się konflikcie. Nie ma też jakiegoś skonkretyzowanego systemu magicznego, więc kolejne postacie równie dobrze mogłyby mieć marvelowskie super moce i wyszłoby na jedno. Antagoniści nie wypadają źle, ale i nie zapadają nijak w pamięć. Przywódca pewnej pojawiającej się w późniejszych tomach organizacji może i ma w sobie jakąś tam głębię i dąży do wyższego celu, ale jest nudny. Sam Szatan z kolei jest takim dużym, rozwydrzonym bachorem z kompleksem boga. Nie mogę nic zdradzić bez spoilerów, ale im dalej w fabułę tym więcej pojawia się rzeczy, na które kręcę nosem. A już zwłaszcza pewna dłuższa retrospekcja, choć ładnie wyjaśnia kilka istotnych rzeczy, jest według mnie pod kątem logiki strasznie problematyczna. No powiedzmy, że sięgnięto tutaj po motyw, z którym mało kto w pełni dobrze sobie radzi. I to chyba tyle, co mam do powiedzenia o Ao no Exorcist. Miałem rozterki, czy pisać swoją opinię już teraz, czy czekać na koniec, ponieważ to wygląda, jakbyśmy już ku końcowi zmierzali, ale po pierwsze jeszcze sporo się tam może wydarzyć, a po drugie z tego co posprawdzałem kolejne tomy wychodzą w bardzo dużych odstępach czasu, po trzecie nie sądzę, by moja ocena uległa jakiejś ogromnej zmianie. Czy warto? Moim zdaniem tak, mimo że obecne wydarzenia średnio mi się podobają i ma to swoje bolączki. Ao no Exorcist to naprawdę dobra rozrywka i jeśli szukacie jakiegoś kolejnego mangowego tytułu do poczytania, raczej nie pożałujecie swojego wyboru.
Foka_Na_Haju - awatar Foka_Na_Haju
ocenił na 6 1 rok temu
Ścieżki Młodości #1 Io Sakisaka
Ścieżki Młodości #1
Io Sakisaka
Bardzo dobre rozpoczęcie serii, jestem podekscytowana na dalszą część. Obawiałam się, że tego typu manga mnie zniechęci, kolejna historia o licealistach to już jest dla mnie trochę za dużo, jednak jak na razie mam tutaj dużo nowości i bardzo angażującą fabułę oraz super postaci. W szczególności główna bohaterka - Futaba bardzo przypadła mi do gustu. Jej licealne perypetie przypominają mi trochę moje z moich czasów licealnych i myślę, że gdybym w tamtych czasach czytała taką mangę nie czułabym się tak samotnie. Futaba jest bardzo miłą dziewczyną, ale przez to, że jest trochę odmienna od reszty swoich rówieśniczek ciężko jej znaleźć prawdziwą przyjaźń, czuje się odtrącona i za nic w świecie nie chce czuć się samotna, bo wydaje jej się, że nie będzie w stanie przetrwać. Do tego wszystkiego mamy uroczy wątek miłosny, który rozpoczął się już w czasach gimnazjum, wydaje się to być bardzo niewinna miłość, która mam nadzieję, że stanie się realna i rozwinie się pięknie, ale to się dopiero okaże. Kreska jest wyjątkowa tutaj, taka perłowa bym powiedziała, oczy głównej bohaterki to prawdziwy cud, mogłabym patrzeć na nie bardzo długo, do tego włosy są naprawdę pięknie rysowane. Przypomina mi się trochę czasy kiedy czytałam mangę Dengeki Daisy, bardzo dobrze się zapowiada i mam nadzieję, że mnie nie rozczaruje w dalszej części.
Erikss - awatar Erikss
ocenił na 8 3 miesiące temu

Cytaty z książki Tokyo Ghoul tom 3

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tokyo Ghoul tom 3