rozwiń zwiń

Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce

Okładka książki Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce autorstwa Krzysztof Trojanowski
Krzysztof Trojanowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN film, kino, telewizja
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
film, kino, telewizja
Format:
papier
Data wydania:
2018-10-22
Data 1. wyd. pol.:
2018-10-22
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301201968
Okupując ziemie polskie, hitlerowcy dążyli do objęcia kontrolą i regulacją prawną wszelkich aspektów życia. W ten system została włączona także kultura, rozwijająca się w ekstremalnych warunkach. Komu podlegały kina w Generalnym Gubernatorstwie? Czy cieszyły się popularnością? Na co przeznaczano dochód z biletów? Czy w kinach ściśle przestrzegano zasad segregacji?

Na te i inne pytania odpowiada książka Krzysztofa Trojanowskiego wypełniająca lukę w polskiej literaturze poświęconej tematowi kina w okupowanej Polsce. Publikacja ma charakter pionierski, a jej celem jest konfrontacja ze stereotypami, jak powszechne przekonanie o pustych kinach czy wyłącznie niskim poziomie artystycznym wyświetlanych filmów.

Praca zawiera dokładną charakterystykę repertuaru kinowego w Generalnym Gubernatorstwie (filmy fabularne i dokumenty propagandowe, w tym także kroniki), informacje na temat funkcjonowania kin, zachowań publiczności, akcji małego sabotażu i prób bojkotu kin. Autor opisuje wojenne losy gwiazd ekranu. Ponadto czytelnik znajdzie tu liczne ciekawostki, dane z prasy okupacyjnej: tej jawnej i podziemnej, historie niezrealizowanych planów, niepublikowane dotychczas materiały ikonograficzne. Autor dotarł nie tylko do filmów, w tym tych najbardziej kontrowersyjnych, lecz także jako pierwszy przeanalizował całą prasę okupacyjną. Zdobył oryginały programów filmowych i fotosów, jak również dokumenty z IPN dotyczące powojennych procesów o kolaborację środowiska filmowców.

„Książka Krzysztofa Trojanowskiego oferuje kompleksowe przedstawienie, analizę i interpretację zagadnienia wskazanego w drugiej części tytułu - Film w okupowanej Polsce. Autor bierze pod uwagę zarówno realizowane wówczas pozycje, jak i losy ich autorów, nie tylko reżyserów, lecz całej plejady współtwórców z aktorami na czele. W równej mierze przedmiotem zainteresowań doktora Krzysztofa Trojanowskiego są sprawy repertuaru ówczesnych kin (dystrybucja, eksploatacja, reklama) i publiczności, której repertuar ów, starannie wyselekcjonowany, proponowano. Chodzi, oczywiście, o publiczność polską. […] Doktor Trojanowski rewidując te potoczne przeświadczenia nie zajął stanowiska moralisty, który miałby postawy widzów uczęszczających wówczas do kin potępiać bądź rozgrzeszać. Autor pisał swoją książkę z pozycji historyka - filmoznawcy, który na podstawie źródeł rekonstruuje stan rzeczy przede wszystkim w sferze faktów. Mogą one podlegać różnej interpretacji, ale przede wszystkim muszą być stwierdzone i zweryfikowane. Ich ocena moralna zależy od zbyt wielu czynników, by stosować jedną miarę, jedno kryterium wobec sytuacji, które, choć wydają się identyczne, są w gruncie rzeczy różne. Doktor Trojanowski wydaje się szczególnie wyczulony w tej mierze, a tym samym skłonny traktować każdy przypadek rzeczywistej bądź domniemanej kolaboracji w sposób indywidualny.”

Prof. dr hab. Alicja Helman
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce

Średnia ocen
8,0 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
627
46

Na półkach: , ,

Od kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach, nie mogłam się doczekać się czytania. Jest to pozycja niezwykle ciekawa. Autor przedstawia nam ogromną ilość faktów na temat kina w okupowanym kraju. Problem ten nie doczekał się wielu opracowań, tym chętniej zabrałam się do lektury. Niestety nie było tej iskry, której oczekiwałam. Pióro autora nie przypadło mi do gustu. Opisy filmów, które ciągnące się przez kilkanaście stron, na początku były ciekawe. Z czasem zaczęły nużyć. Kolejne rozdziały czytałam z nadzieją, że jeszcze się wciągnę i będzie lepiej. Niestety nie było. Podsumowując, jest to interesująca pozycja dla pasjonatów kina i jego zawiłej historii. Jednakże nie jest to lektura na jeden wieczór.

Od kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach, nie mogłam się doczekać się czytania. Jest to pozycja niezwykle ciekawa. Autor przedstawia nam ogromną ilość faktów na temat kina w okupowanym kraju. Problem ten nie doczekał się wielu opracowań, tym chętniej zabrałam się do lektury. Niestety nie było tej iskry, której oczekiwałam. Pióro autora nie przypadło mi do gustu. Opisy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

61 użytkowników ma tytuł Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce na półkach głównych
  • 46
  • 15
11 użytkowników ma tytuł Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce na półkach dodatkowych
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce

Inne książki autora

Okładka książki Między słowem a obrazem Mariusz Bartosiak, Blanka Brzozowska, Konrad Chmielecki, Stefan Czyżewski, Elżbieta Durys, Grzegorz Gazda, Alicja Helman, Małgorzata Jakubowska, Alicja Kisielewska, Konrad Klejsa, Ryszard W. Kluszczyński, Tomasz Kłys, Elżbieta Kołdrzak, Małgorzata Leyko, Beata Lisowska, Krzysztof Loska, Tomasz Majewski, Ewa Mazierska, Andrzej Pitrus, Janusz Plisiecki, Katarzyna Prajzner, Mirosław Przylipiak, Jan Rek, Ewa Rewers, Dagmara Rode, Piotr Sitarski, Marcin Składanek, Joanna Ślósarska, Grażyna Stachówna, Michael Stevenson, Bronisława Stolarska, Danuta Szajnert, Krzysztof Trojanowski, Jakub Zajdel, Andrzej Zalewski, Anna Zeidler-Janiszewska
Ocena 6,8
Między słowem a obrazem Mariusz Bartosiak, Blanka Brzozowska, Konrad Chmielecki, Stefan Czyżewski, Elżbieta Durys, Grzegorz Gazda, Alicja Helman, Małgorzata Jakubowska, Alicja Kisielewska, Konrad Klejsa, Ryszard W. Kluszczyński, Tomasz Kłys, Elżbieta Kołdrzak, Małgorzata Leyko, Beata Lisowska, Krzysztof Loska, Tomasz Majewski, Ewa Mazierska, Andrzej Pitrus, Janusz Plisiecki, Katarzyna Prajzner, Mirosław Przylipiak, Jan Rek, Ewa Rewers, Dagmara Rode, Piotr Sitarski, Marcin Składanek, Joanna Ślósarska, Grażyna Stachówna, Michael Stevenson, Bronisława Stolarska, Danuta Szajnert, Krzysztof Trojanowski, Jakub Zajdel, Andrzej Zalewski, Anna Zeidler-Janiszewska
Krzysztof Trojanowski
Krzysztof Trojanowski
Doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Filologii Romańskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Absolwent Instytutu Romanistyki Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zakresu dwudziestowiecznego dramatu, teatru i filmu w Studium Filologii Polskiej UMK. Autor przekładów literackich i publikacji w języku polskim oraz francuskim z dziedziny kultury Francji i historii kina, między innymi monografii Marcel Carne. Klasyk francuskiego kina (Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2011) oraz Moda w okupowanej Francji i jej polskie echa (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2014).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sfinks. Wizjonerzy i skandaliści kina Izabela Żukowska
Sfinks. Wizjonerzy i skandaliści kina
Izabela Żukowska Faustyna Toeplitz-Cieślak
Fascynująca historia wytwórni filmowej Sfinks i jej twórcy Aleksandra Hertza na tle Warszawy lat 1906–1939. Początki wielkich karier i losy takich gwiazd jak Pola Negri, Jadwiga Smosarska, Kazimierz Junosza-Stępowski, Józef Węgrzyn, Stefan Jaracz. Porwania aktorów, zrywane kontrakty, szpiegostwo repertuarowe – drapieżna konkurencja prekursorów polskiego kina. Pierwsze wielkie sale kinowe, pierwsze produkcje i pierwsze sukcesy. Początek flirtu wielkich pisarzy z nową sztuką – ekranizacje Orzeszkowej, Żeromskiego, Sienkiewicza czy Zapolskiej. A wszystko to w atmosferze wielkich emocji towarzyszących pionierskim dokonaniom. Tyle dowiadujemy się z okładki. Całą tą opowieść czyta się jak najlepszą powieść, pełną zwrotów akcji i interesujących bohaterów.W swojej książce autorka zawarła nie tylko zajmującą historię pierwszego polskiego studia filmowego, ale i przegląd przez historię Polski, która w owym okresie odzyskiwała dopiero utraconą niepodległość i w krótkim czasie zdołała wiele zmienić na lepsze. Pisana żywym językiem, sprawiająca wiele przyjemności czytelnikowi, czegóż chcieć więcej.Plusem, jak w wielu tego typu pozycjach, jest cała gama zdjęć, które dodatkowo wzbogacają i tak interesującą opowieść.Dla mnie takim kolejnym plusem, jest wzmianka o Kazimierzu Prószyńskim, który przed słynnymi braćmi, skonstruował pierwszą kamerę filmową, ale nie tylko.Jego pracy wniosły wiele, do dopiero raczkującego przemysłu filmowego.Zapomniany, ale nie znaczy że mniej ważny. Nasza historia ma to do siebie, że gloryfikuje osoby które na to nie zasługują, rzucając w zapomnienie ważne i wnoszące dużo do naszej kultury osoby. Książkę otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i s-ka.
eR_ - awatar eR_
ocenił na 6 9 lat temu
Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk Lech Moliński
Nikt nie woła, każdy pamięta. Filmowy Dolny Śląsk
Lech Moliński Jerzy Wypych
Ta pięknie wydana książka dwóch autorów (Lech Moliński – tekst, Jerzy Wypych – fotografie) jest opowieścią o dolnośląskich miejscowościach, w których kręcono filmy. Autorzy programowo pominęli Wrocław, bo jak piszą, do opisu filmowej historii tego miasta potrzebna jest osobna książka (mam nadzieję, że kiedyś powstanie). Jako że rzecz opowiada o moim regionie, który nieźle znam, przeczytałem książkę z dużym zainteresowaniem. Mamy tu opowieści o miastach, które trochę znam: Legnica, Wałbrzych;  o miejscowościach, w których byłem – Sokołowsko, Kłodzko, Wambierzyce; o miastach, przez które tylko  przejeżdżałem: Bystrzyca Kłodzka, Bardo; wreszcie o miasteczkach czy wsiach, w których nigdy nie byłem: Lubomierz, Platerówka, Zgorzelec i innych. Jest to też trochę rzecz o historii Dolnego Śląska po wojnie. To był region zaniedbany, w którym przez długi czas dominowała tymczasowość: mieszkańcy nie byli pewni, czy nie zostaną zmuszeni do kolejnego przesiedlenia. Owo zaniedbanie i atmosfera tymczasowości często przyciągały filmowców. Ciekawy jest rozdział o Lubomierzu, kręcono tam sporo filmów, to na rynku tego miasteczka Witia kupuje kota z miasta Łodzi (a w jakim to filmie koteczku?). Dzięki owej popularności wśród filmowców Lubomierz odżył, znalazł pomysł na siebie: od lat organizuje się tam festiwale polskich komedii. Ciekawie pisze pan Moliński o Legnicy, która w ogóle nie ucierpiała w czasie wojny, ale potem pół miasta zajęła Armia Radziecka, ich obecność czuło się na każdym kroku. Powstał o tych czasach świetny film 'Mała Moskwa' w reżyserii legniczanina Waldemara Krzystka, oczywiście kręcony w Legnicy. Spory rozdział poświęcony jest Wałbrzychowi, w czasie komuny był to silny ośrodek górniczy, a po 1989 r. stał się miastem upadłym: przemysł zniknął, a mieszkańcy zostali pozostawieni sami sobie... Właśnie owa atmosfera miasta upadłego przyciągała filmowców, wymieńmy chociażby znakomitego 'Komornika' Falka czy 'Sztuczki' Jakimowskiego. Jest też w książce wiele miejscowości tylko wspomnianych, bo kręcono tam tylko fragment jakiegoś filmu i tyle. Z drugiej strony lektura zachęca do obejrzenia wielu starych obrazów, na przykład 'Nikt nie woła' Kutza, kręconego w Bystrzycy Kłodzkiej. Książka jest starannie wydana, pięknie pachnie. Z drugiej strony rzecz ma swoje braki, ciekawemu, wręcz erudycyjnemu tekstowi Lecha Molińskiego towarzyszą artystyczne zdjęcia Jerzego Wypycha, ale są to fotografie mało informacyjne, ponadto bez objaśnień. Poza tym brakuje fotosów z omawianych filmów, brakuje zdjęć ulic czy domów, w których kręcone były filmy. Przydałaby się też mapa terenów, o których książka opowiada. Zatem w czasie lektury miałem uczucie niedosytu. Niemniej fajnie, że ta książka powstała, to bardzo ciekawy przyczynek do powojennej historii Dolnego Śląska.
almos - awatar almos
ocenił na 7 3 lata temu
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością Simon Reynolds
Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością
Simon Reynolds
Czy odnieśliście kiedyś wrażenie, że jeśli chodzi o muzykę i modę, to wszystko, co było do wymyślenia, już wymyślono? Jeśli tak, to intuicja Was nie zawiodła. Na ponad pięciuset stronach Retromanii Simon Reynolds udowadnia, że popkultura weszła w stan stagnacji i przy okazji zastanawia się nad istotą kolekcjonerstwa, snuje rozważania nad znaczeniem nostalgii oraz wyjaśnia, dlaczego samplowanie jest aktem zniewolenia. SPIS TREŚCI 1. Informacje podstawowe 2. Zawartość - erudycja autora, historia popkultury i filozofia 3. Plusy, czyli jak się powinno tłumaczyć książki, i minusy, których nie ma zbyt wiele 4. Wnioski i ocena INFORMACJE PODSTAWOWE Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością, tłum. Łukasz Łobodziński, Warszawa 2018. Jak już wspomniałam, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością to zdecydowanie nie lektura na jeden wieczór. Książka liczy 576 stron, z czego 536 to sam tekst. Tomik składa się ze wstępu, prologu oraz trzech wielkich działów (Teraz, Wtedy, Jutro) podzielonych na mniejsze podrozdziały. Na końcu książki znajdziemy bibliografię oraz indeks. Rozważania Reynoldsa ogłosiło drukiem wydawnictwo Kosmos Kosmos, specjalizujące się w tematyce muzycznej. Na użytek polskiego czytelnika przetłumaczył je Filip Łobodziński. ZAWARTOŚĆ - ERUDYCJA AUTORA, HISTORIA POPKUTURY I FILOZOFIA Autorem Retromanii jest Simon Reynolds, dziennikarz muzyczny z niemal czterdziestoletnim stażem, piszący dla największych tuzów z branży (,,Rolling Stone", ,,The New York Times", ,,Pitchfork", ,,Wire"...). Te cztery dekady uważnego słuchania muzyki i studiowania kultury masowej doskonale widać w omawianej książce - i z tego powodu nie jest to lektura najłatwiejsza. Czytelnik zapoznaje się z krajobrazem historycznym kultury popularnej chyba całego XX wieku i pierwszej dekady XXI, ale jednocześnie nie uświadczy on tutaj chronologicznej opowieści o tym, jak powstawała muzyka rozrywkowa. Jeśli Reynolds opowiada, przykładowo, o początkach jakiegoś gatunku muzycznego, to robi to jedynie po to, żeby mieć podstawę dla dalszych rozważań, bo to zresztą na nich opiera się ta książka. Dużo tu filozofii, zwłaszcza postmodernistycznej, z Jacquesem Derridą i Jeanem Baudrillardem na czele. Próbując odpowiedzieć na pytanie: Czy retromania zagnieździła się już na dobre, czy okaże się, że stanowiła jedynie jakiś etap historyczny?, autor zahacza o najróżniejsze tematy i teorie. I tak, stawia on na przykład tezy: - historyczna kultura masowa stała się główną tkanką pamięci pokoleniowej, wypierając stopniowo wydarzenia polityczne, jak wojny czy wybory; - t-shirty z tras koncertowych [...] swój późniejszy polor zawdzięczają temu, że przywołują czas, gdy nie miały żadnego specjalnego znaczenia poza użytkowym; - kiedyś nuda brała się z braku możliwości spędzania wolnego czasu i oczekiwania - dziś wynika z przesytu; - iPod to największa przemiana, jaka wydarzyła się muzyce w pierwszej dekadzie XXI wieku; - późny kapitalizm i kultura splatają się ze sobą dzięki ogniwu, którym jest moda. Muzyka popularna stopniowo przejęła ze świata mody przyśpieszony metabolizm i błyskawiczny cykl, w jakim kolejne zjawiska się przedawniają. Jak to wszystko, o czym pisał Reynolds, ma się do roku 2021 czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Książkę w Polsce wydano w 2018 roku, ale anglojęzyczny oryginał pochodzi z 2011. Ciekawe, jak autor skomentowałby ostatnią dekadę, a zwłaszcza album Duy Lipy, zatytułowany, nomen omen, Future Nostalgia. PLUSY, CZYLI JAK SIĘ POWINNO TŁUMACZYĆ KSIĄŻKI, I MINUSY, KTÓRYCH NIE MA ZBYT WIELE Trzeba oddać sprawiedliwość panu Łobodzińskiemu - odwalił kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o tłumaczenie, a było to, moim zdaniem, zadanie bardzo trudne. Specyfiką Retromanii jest przeogromna ilość nazwisk, dat i nazw wydarzeń, w których orientować dobrze będą się chyba jedynie najwięksi muzyczni zapaleńcy. Na szczęście dla polskiego czytelnika, tłumacz zdecydował się objaśniać je w przypisach (a niekiedy i polemizować lub wręcz poprawiać niedopatrzenia autora) - dzięki temu znacznie łatwiej jest przyswoić tekst główny, a książkę czyta się po prostu łatwiej i ciekawiej. Jak już wspomniałam, nie jest to tekst łatwy, ale niesamowicie intrygujący. Spodoba się zwłaszcza osobom, które interesują się filozofią, kulturą popularną i muzyką, i chciałyby zagłębić się w teorie ich dotyczące - zrozumieć nie ,,kto, jak, kiedy", ale ,,po co" i ,,dlaczego". Muszę jednak podkreślić, że momentami Retromania bywa naprawdę trudna w odbiorze. Bywa, że autor rozpisuje się o jakimś jednostkowym, niepopularnym i mało znanym wydarzeniu, wymienia szereg nazwisk i idzie w taki detal, że nawet jako tako obeznany ogólnie z tematem książki odbiorca poczuje się po prostu znużony. Tomik Reynoldsa wyróżnia jeszcze jedna osobliwość, a mianowicie układ tekstu. Bywa, że nagle w środku rozdziału na stronie pojawia się odcięty grubą krechą tekst (zob. zdjęcia), gdzie dziennikarz dzieli się z czytelnikiem swoimi luźniejszymi myślami, związanymi z danym zagadnieniem. Początkowo takie rozwiązanie bardzo mnie irytowało (jak to czytać? Najpierw tekst główny, czy ten pod kreską?), ale z czasem przywykłam. I dla zasady powiem jeszcze, że zdarzają się literówki, ale są one nieliczne. WNIOSKI I OCENA Chyba po prostu powtórzę opinię pana Rafała Księżyca z tylnej okładki Retromanii: Tak właśnie powinno się pisać o muzyce: szerzej, głębiej, zaskakująco. OCENA: 9/10 Więcej fajnych rzeczy i zdjęcia książki -->" okfonia.blogspot.com
Okejfonia - awatar Okejfonia
oceniła na 9 4 lata temu
Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood Andrzej Krakowski
Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood
Andrzej Krakowski
Hollywood to oczywiście dzielnica miasta Los Angeles w Stanach Zjednoczonych, ale dla większości z nas to przede wszystkim synonim fabryki snów. Dzisiaj, nazwa ta jest głównie stosowana do określenia amerykańskiego przemysłu filmowego, ale kiedyś to była kraina, gdzie spełniało się marzenia. Podróż do tych właśnie początków, proponuje nam Pan Andrzej Krakowski w swojej książce „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood”. Wyjątkowości tej pozycji polega na tym, że autor chce pokazać, jak wielu Polaków brało udział w budowaniu imperium filmowego. Sam autor również zasługuje na wzmiankę, jest bowiem nie tylko barwną postacią, ale wydaje się jak najbardziej adekwatną do napisania właśnie jest książki. Pan profesor jest absolwentem łódzkiej filmówki, wykładowcą City University of New York i doktorem nauk filmowych. W 1968 roku wyemigrował do Ameryki, a władze PRL pozbawiły go obywatelstwa. Andrzej Krakowski zrealizował ponad siedemdziesiąt filmów, seriali telewizyjnych i między innymi nominowany do Oscara „California Reich”. Sam nie zapomniał o swoich żydowsko-polskich korzeniach i dlatego postanowił przypomnieć o polskim wkładzie w rewolucję filmową w książkach „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood” oraz „Polish Oscars/Polskie Oscary”. „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood” autorstwa Pana Andrzeja Krakowskiego to szeroko zakrojona saga filmowa o założycielach najsłynniejszej na całym świecie „Krainy Snów”. Na temat tej książki można by napisać kolejną, studiując szeroko zakreślony punkt widzenia autora. Skupmy się zatem na bohaterach, których życiorysy mamy szansę poznać. Osią tej publikacji jest bowiem dziesięć różnych opowiadań o dziesięciu bohaterach. Każde z nich zaczyna się podobnie – pokazuje drogę jaką przeszli szukając dla siebie miejsca w nowym świecie. Każdy z bohaterów, jak twierdzi sam autor, ma również cechę wspólną, czyli „talent do rozpoznawania szans i możliwości, których inni nie zauważali”. Wybierając te właśnie postaci z ogromnej grupy polskich emigrantów, kierował się głównie tym, w czym byli pierwsi. Sigmund Lubin, urodzony we Wrocławiu lub Poznaniu, jako Zygmunt Lubszyński – zbudował pierwszy przenośny projektor. Bez niego film byłby cały czas oglądany w kinetoskopie, wynaleziony przez Thomasa A. Edisona. Samuel Goldwyn, urodzony w Warszawie jako Szmul Gelbfisz – jako pierwszy zrealizował pełnometrażowy film fabularny w Hollywood. Bez niego filmy byłyby wciąż krótkie. Bracia Worner nazywali się Wonsal i pierwszy z nich urodził się w Krasnosielsu koło Makowa Mazowieckiego. – bez nich film byłby nadal nie tylko niemy, ale i czarno-biały. Słynna dzisiaj wytówrnia Worner Brothers została założona przez czterech braci: Harry’ego (Hirsza), Alberta (Aarona), Sama (Szmula) i Jacka (Itzaka). Pola Negri, urodzona w Lipnie jako Apolonia Chałupiec – jak twierdzi autor, ze wszystkich postaci była ona najbardziej wyjątkowa, „…a to dlatego, że odkryła się sama. Była Polką, zawsze Polką i wszędzie Polką.” – jako pierwsza gwiazda ze wschodniej Europy, pozostaje w pamięci widzów do dziś. Torowała drogę dla Grety Garbo, Ingrid Bergman czy Marlenie Dietrich. W tym zacnym gronie znaleźli się również: Louis B. Meyer, Nathan Harry Gordon, Bracia Shubertowie, A; Jolson, Paul Muni i Billy Wilder. Autor ubolewa, że niestety z braku miejsca bardzo wielu godnych przypomnienia i uwagi Polaków musiał pominąć. Obiecał jednak, że znajdzie dla nich miejsce w drugiej części. Na uwagę zasługuje również tytuł książki „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood”, bowiem ma on swoich zwolenników, jak i czytelników bardziej sceptycznych. Przez tych drugich właśnie uważany jest za nieco mylący, ponieważ nie wszyscy bohaterowie czuli się Polakami. Urodzeni co prawda na terenie I Rzeczypospolitej w okresie zaborów, ale w większości byli pochodzenia żydowskiego. Moim jednak zdaniem, nie zmienia to faktu, że książka stanowi ogromne źródło wiedzy i jest efektem niesamowitej pracy autora. Napisana jest wręcz z reporterską dokładnością, a najlepszy dowodem jest fakt, że autor porównuje czasami kilka sprzecznych źródeł danej informacji i dopiero na koniec przytacza własną interpretację. Głównych bohaterów jest dziesięciu, ale żeby nakreślić sytuacje w jakiej się znaleźli, autor musiał wprowadzić całą gamę postaci drugoplanowych. Są tu cwaniacy, złodzieje i wizjonerzy kina, których kariery kształtowały się od przysłowiowego pucybuta do milionera. Co z pewnością kosztowało autora ogrom pracy archiwalno-reporterskiej. „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood” Andrzeja Krakowskiego mimo wszystko, to wciągająca i wypełniona anegdotkami opowieść o ludziach, którzy wyruszyli z Polski po nowe, lepsze życie. Czyta się tę książę niczym sensacyjną powieść, rodem z Dzikiego Zachodu. Pozycja niesamowicie ciekawa i bardzo wciągająca, a dla miłośników kina to lektura wręcz obowiązkowa. Przeczytaj koniecznie Zaczytana Joana
ZaczytanaJoana BOOKIECIARNIA - awatar ZaczytanaJoana BOOKIECIARNIA
oceniła na 8 2 lata temu
Stawka większa niż życie. Serial wszech czasów Bogdan Bernacki
Stawka większa niż życie. Serial wszech czasów
Bogdan Bernacki
Książka przypomina mi sprawnie napisaną pracę magisterską, podbudowaną "bazą naukową" : dużo cytowania krytyków, dziennikarzy (zarówno z lat 60-tych jak i współczesnych), analizowania przez nich (i przez autora) "Stawki..." pod względem realizacji, reżyserii, zgodności z historią - ale wszystko ogólnikowo i takie "na sucho", bez wzbudzenia ciekawości w czytelniku. O ile podanie tytułu, obsady, realizatorów każdego odcinka ma sens - to po co autor dokładnie je streszczał? Znający serial będą to omijać (bo wiedzą o czym są odcinki), a ci którzy nie znają - po przeczytaniu streszczenia (ze spoilerami) będą mieli zepsutą przyjemność przy ewentualnym oglądaniu. Według mnie jest to kilkadziesiąt zbędnych stron książki, w których miejsce możnaby umieścić np. wywiady z aktorami biorącymi udział w konkretnym odcinku, ich wspomnienia z planu, przygotowanie do roli, własne opinie o serii, itd. W dalszej części książki za dużo jest również wyliczanek zdradzających treści odcinków i ich kluczowe kwestie - zgaduję, że w większości sięgają po tę książkę osoby, które obejrzały przygody Klossa, więc mnie osobiście te sprawy nużyły i w żaden sposób nie poszerzyły wiedzy o serialu. Niestety, oczekiwałam po tej książce czegoś na wzór "making of", a nie magisterki. Zabrakło mi tu ciekawostek i anegdot z planu, wywiadów z twórcami, aktorami, ekipą, która kręciła serial. Więcej o "Stawce..." dowiedziałam się z autobiografii Stanisława Mikulskiego (przy okazji - polecam) niż z książki, która zajęła się wyłącznie tym serialem. Szkoda, szkoda.
bolognesi - awatar bolognesi
ocenił na 6 6 lat temu
Nikt Nikomu Nie Tłumaczy. „Świat według Kiepskich” w kulturze Olga Drenda
Nikt Nikomu Nie Tłumaczy. „Świat według Kiepskich” w kulturze
Olga Drenda Jacek Paśnik Michał Gliński Marta Płaza Karolina Graczyk
Kiedy dwoje tak wnikliwych obserwatorów polskiej codzienności i nostalgii jak Olga Drenda oraz Jacek Paśnik bierze na warsztat fenomen serialu Świat według Kiepskich, oczekiwania czytelnika automatycznie szybują pod sam sufit kamienicy przy Ćwiartki ¾. Efektem tej współpracy jest książka Nikt Nikomu Nie Tłumaczy, którą oceniam na 6/10. To pozycja wartościowa, ale momentami grzęznąca w teoretycznych rozważaniach, które mogą nieco przytłoczyć fanów poszukujących prostej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Ferdynand Kiepski stał się naszym narodowym lustrem. Autorzy słusznie zauważają, że przygody mieszkańców wrocławskiej kamienicy to nie tylko slapstickowa komedia o piciu piwa Mocny Full, ale przede wszystkim genialna satyra na polską transformację ustrojową. Drenda i Paśnik analizują serial jako zapis lęków, aspiracji i absurdów życia w „dzikim kapitalizmie”. Świat według Kiepskich w ich ujęciu to polska wersja teatru absurdu, gdzie bieda-estetyka lat 90. miesza się z ludową mądrością i surrealizmem. Analiza postaci – od bezrobotnego filozofa Ferdynanda, przez pragmatyczną Halinkę, aż po uosobienie drobnomieszczańskich kompleksów, czyli Mariana Paździocha – jest przeprowadzona z dużą błyskotliwością i kulturoznawczym zacięciem. Książka świetnie oddaje ewolucję serialu: od wczesnych, niemal punkowych odcinków, po późniejsze, bardziej oniryczne i filozoficzne epizody reżyserowane przez Okiła Khamidowa i Patricka Yokę. Autorzy trafnie punktują, jak serial stał się „bezpiecznym wentylem” dla społeczeństwa, które w krzywym zwierciadle Kiepskich mogło oswoić własne niedostatki. Skąd zatem tylko „szóstka”? Największym problemem publikacji jest jej momentami zbyt hermetyczny, akademicki język. Czytelnik, który liczył na kopalnię anegdot z planu czy ciekawostek o obsadzie, może poczuć się rozczarowany. Książka to raczej esej socjologiczny niż klasyczna biografia serialu. Niektóre interpretacje wydają się nazbyt naciągane, jakby autorzy za wszelką cenę chcieli dopisać głęboką filozofię do każdego żartu o „pośredniaku”. Brakuje tu nieco lekkości, którą charakteryzuje się sam serial – tekst bywa suchy i przeładowany odniesieniami do teorii kultury, co sprawia, że lektura staje się chwilami nużąca. Mimo tych mankamentów, Nikt Nikomu Nie Tłumaczy to ważny głos w dyskusji o polskiej popkulturze. Drenda i Paśnik udowadniają, że o „Kiepskich” warto i trzeba rozmawiać poważnie, bo bez zrozumienia Fenomenu Ferdka trudno zrozumieć dzisiejszą Polskę. To pozycja dla tych, którzy chcą spojrzeć na osiedle Kosmonautów nie przez pryzmat śmiechu z puszki, ale przez pryzmat skomplikowanej historii naszych zbiorowych wyobrażeń. Solidna lektura, choć wymagająca od czytelnika sporej cierpliwości do teoretycznych wycieczek.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
1001 seriali, które musisz obejrzeć Paul Condon
1001 seriali, które musisz obejrzeć
Paul Condon Steven Moffat
Od razu zaznaczę jednak że polski tytuł jest nieco mylący i może wprowadzić polskiego czytelnika w błąd. W oryginale jest bowiem: "1001 TV series you must watch before you die". Kluczowa jest tu fraza "TV series". I co twórcy tego wielkiego tomiszcza pod tym rozumieją? Ano rozumieją to bardzo szeroko. Chodzi tu bowiem ogólnie o wszystkie produkcje telewizyjne, nie tylko seriale sensu stricto ale i: miniseriale, filmy telewizyjne, programy, teleturnieje, telenowele, talk showy, reality show, i wszystkie inne "showy" które leciały w TV na przestrzeni lat. Aż za dużo tego. 😛 To właściwie taka wielka encyklopedia telewizji od jej początków czyli od lat 50. XX wieku do dzisiaj. Właściwy tytuł powinien więc brzmieć "1001 najważniejszych i najistotniejszych produkcji telewizyjnych w swoim miejscu i w swoim czasie". Także ostrzegam: to nie jest 1000 najlepszych seriali z platform streamingowych, to pieprzona encyklopedia całej TV! Tak po prawdzie to nie sądzę żeby istniało aż tysiąc seriali które koniecznie trzeba obejrzeć, myślę że max z 200 (a produkcji telewizyjnych to wielu wręcz nie warto oglądać), ale że uwielbiam wszelkie topki i zestawienia to nie mogłem się oprzeć tej potężnej knidze. 😃 Dominują tu głównie produkcje amerykańskie i brytyjskie, ale też sporo tytułów z Australii, Japonii, Niemiec, Włoch, Francji i innych krajów europejskich (od nas załapał się "Dekalog" Kieślowskiego, który był przecież serią telewizyjnych filmów). Czuć jednak że to zestawienie robione przez angoli, brytyjskich krytyków telewizyjnych i dziennikarzy (pieczę nad całością trzyma tu scenarzysta hitów BBC Steven Moffat), dominuje tu bowiem anglosaska perspektywa i produkcje BBC. O masie tytułów nie słyszałem, zwłaszcza tych starszych. Serio, trochę się doedukowałem w historii telewizji, szczególnie jeśli chodzi o lata 50, 60, 70, 80 i 90 XX wieku. I ta część książki jest najlepsza. Natomiast co do wyboru najlepszych z XXI wieku to tu już można się z autorami kłócić. A jeszcze kolejne kłamstwo jest w tytule, bo nawet jeśli bardzo się uprzesz i będziesz chciał obejrzeć wszystkie produkcje z tej listy, to i tak jest to fizycznie niemożliwe. No chyba że byłeś Brytyjczykiem żyjącym w latach 60. XX wieku i posiadającym telewizor. Mnóstwo starszych produkcji bowiem przepadło i nie są nigdzie dostępne. Część jest natomiast dostępna tylko w telewizyjnych archiwach (BBC albo innej brytyjskiej sieci). Także powodzenia. 😃 Niemniej jako zbiór historycznych popkulturowych ciekawostek ta książka spełnia swoje zadanie i jest świetna pod tym względem. Komu więc mogę to polecić? Na pewno nie bindżującym współczesne seriale (współczesność kończy się w tym zestawieniu na roku 2015). To rzecz dla zainteresowanych historią telewizji i tego co ludzie przez dekady oglądali. Co rozpalało masową wyobraźnię? Jak zmieniały się trendy i wzorce telewizyjnych opowieści? Jak zmieniała się sama produkcja? I w końcu jak zmieniała się sama telewizja i widzowie na przestrzeni wielu lat? Dzięki tej książce można to sobie prześledzić. Dla mnie super! Świetna rzecz do poczytywania i przeglądania sobie tak z doskoku. Jednocześnie to rzecz nie dla każdego fana seriali i domyślam się że kupując po samym tytule można się nieźle naciąć i rozczarować.
Marcin Rakowicz - awatar Marcin Rakowicz
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Świnie w kinie? Film w okupowanej Polsce