rozwiń zwiń

Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów

Okładka książki Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów
Marcin Kołacz Wydawnictwo: Novae Res fantasy, science fiction
720 str. 12 godz. 0 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2020-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2020-03-27
Liczba stron:
720
Czas czytania
12 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381477130
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów

Średnia ocen
6,7 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
190
78

Na półkach:

Co to była za przygoda. Jest to jedna z tych książek, która po lekturze zostaje z czytelnikiem na dłużej.
Limbo i Heartstrink są braćmi spełniającymi swoje marzenie wyruszając w podróż życia. Zostawiają za sobą wszystko i realizują swój plan, nie wiedząc czego tak naprawdę mogą się spodziewać. Okazuje się, że historie o magii, które czytali, to nie tylko wymysły. Przeżyją oni rzeczy nieprawdopodobne i momentami tak zaskakujące, jakby żywcem wyjęte ze snu. Co czeka ich podczas podróży? Jaki będzie jej koniec?
Ta książka może wydawać się niepozorna w treści. Dostajemy coś, co nazwać można realizmem magicznym, by potem wpaść w pełnoprawną fantastykę, ale to i tak tylko forma tej niesamowitej opowieści. To historia o zaufaniu, przyjaźni i pogodzeniu się z tym co nieuchronne. Pokonywanie własnych słabości i szukanie sensu w sytuacjach pozornie go pozbawionych, a to wszystko ubrane w całe mnóstwo filozoficznych i psychologicznych rozważań, to coś, obok czego nie da się przejść obojętnie. Wszystko to osadzone w precyzyjnie wykreowanym i opisanym ze szczegółami świecie sprawia, że im głębiej zanurzymy się w tę historię, tym bardziej czujemy emocje, które przeżywają nasi bohaterowie. Warto zwrócić też uwagę na ciekawy pomysł autora na opowiedzenie fabuły wewnątrz przybliżanej nam historii. Jestem zaskoczony faktem, jak udaje mu się poruszyć tę wrażliwszą stronę czytelnika, który myśli, że ciężko go zaskoczyć. Gorąco polecam sprawdzić. To była poruszająca opowieść.

Co to była za przygoda. Jest to jedna z tych książek, która po lekturze zostaje z czytelnikiem na dłużej.
Limbo i Heartstrink są braćmi spełniającymi swoje marzenie wyruszając w podróż życia. Zostawiają za sobą wszystko i realizują swój plan, nie wiedząc czego tak naprawdę mogą się spodziewać. Okazuje się, że historie o magii, które czytali, to nie tylko wymysły. Przeżyją...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

58 użytkowników ma tytuł Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów na półkach głównych
  • 29
  • 29
11 użytkowników ma tytuł Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów na półkach dodatkowych
  • 4
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szarak na studniówce Michał Biarda
Szarak na studniówce
Michał Biarda
P R Z E W I D Y W A L N O Ś Ć - to wyraz, który z pewnością nie znajduje się w słowniku Michała Biardy. Każda jego powieść to wynik namiętnego romansu ekstrawaganckiej nieobliczalności z kulturalną, choć nieco szaloną abstrakcyjnością. Na szczęście dla wszystkich wymagających czytelników (żądnych niekonwencjonalnej literatury), ta skomplikowana relacja nie jest utrzymywana w tajemnicy. Ba, sam autor zadbał o to, by świat się o niej dowiedział. A co będzie ukrywał tai żywioł, skoro może obezwładnić nim każdego czytelnika?! Po przeczytaniu wszystkich dzieł Michał Biarda - strona autorska stwierdzam, że moim ulubionym owocem jego „płodności” (jakkolwiek to brzmi 😂) jest”: Tytuł: „Szarak na studniówce” (tom 2 cyklu #królikwlunaparku) Tym razem nie będzie karuzeli, tylko przedmaturalna potupanka, na którą wybiera się Patryk. Nie oczekujcie jednak tańców, hulanek i swawoli. Nasz bohater ma bowiem wypełnić zadanie specjalne: zemścić się na szkolnym bandycie, który to uprawia sportowo gnębienie słabszych. Towarzyszką Patryka jest doskonale znana z pierwszego tomu Kasia, która zanim przywdzieje balową suknię, będzie musiała stoczyć nierówną walkę z twardym przeciwnikiem – chorobą. Jednak to nie wszystko: dręczony wizjami chłopak i niepewna swojego jutra dziewczyna będą musieli jeszcze stawić czoła tytułowemu Szarakowi. Kim on jest? Tego dowiecie się z lektury … Michał Biarda z przytupem wszedł w studniówkowego … ekhm … zajęczego poloneza. Każdym słowem precyzyjnie i pewnie (żeby nie powiedzieć bezpardonowo) wskakiwał w dźwięk, nigdy nie mijając się z celem. W tej powieści wszystko jest na właściwym miejscu! Korowód zdarzeń dostojnie kroczył naprzód w umiarkowanym tempie, po liniach prostych i krętych, dobieranych według uznania przez samego autora (o jakże ułańskiej fantazji), zaliczając od czasu do czasu pętlę (sic! czasową). Choć #szarakowypolonez nie ma zbyt wiele wspólnego z #MichałKleofasOgiński (no może poza tym, że trunek oznaczony jego nazwiskiem zaskakująco dobrze wchodzi przy Biardowych literkach), to śmiało można go nazwać utworem inaugurującym … nową erę literatury. Literatury lekkiej, żywej, świeżej, wysokojakościowej, naszpikowanej emocjami, ociekającej wyrafinowanym humorem, dopracowanej w każdym calu, umiejętnie wykorzystującej dobrze znane motywy… i tak mogłabym jeszcze sporo określeń tutaj wymienić, ale tego nie zrobię, żeby Autor za bardzo w piórka obrósł i w efekcie odleciał niczym po wypiciu pewnego dodającego skrzydeł napoju wyskokowego. Moja świętej pamięci babcia przy upadkach lub niedopatrzeniach zawsze pytała: „Złapałaś zająca?”/ Nasz #szaraknastudniówce doskonale oddaje istotę futrzastego bohatera tego pytania: nie da się go uchwycić w żadne ramy. Mało tego wymyka się konwencjom i nie cierpi nieuważności czytelnika. W tej powieści Michała Biardy mamy gatunkową wolną amerykankę i pomieszanie z poplątaniem wykorzystane w tak umiejętny (i znany chyba wyłącznie autorowi) sposób, że po przeczytaniu trzeba zbierać szczękę z podłogi. Jakby to młodzież powiedziała: ROBI WRAŻENIE! Tak więc reasumując: chylę czoła, drogi Autorze! P.S. Dziękuję Michałowi za zaufanie, przekazanie egzemplarza recenzenckiego oraz cierpliwość w oczekiwaniu na moją opinię.
ZdrowoBooKKnięte - awatar ZdrowoBooKKnięte
ocenił na 9 2 lata temu
Bladość powłok Marcin Pełka
Bladość powłok
Marcin Pełka
Przyszłość może przynieść niespodzianki, o których nawet nie śniłeś. Reforma służby zdrowia wreszcie zakończyła się sukcesem. Niekończące się kolejki zniknęły niczym zły sen, a procesy diagnozowania i leczenia bez udziału lekarzy oraz pielęgniarek przebiegają szybko i sprawnie. Pacjenci są zadowoleni, choć wyglądają nieco blado. Ziemia w niedalekiej przyszłości walczy z nasilającym się efektem cieplarnianym, a poza tym obcy są wśród nas. Czasami mają wrogie nastawienie, innym razem są przyjaźni, a jeszcze innym traktują nas jak zgraję półgłówków. Bladość powłok to nic innego jak zbiór opowiadań o różnorakiej wizji przyszłości. Znajdziecie tutaj trochę śmiesznej, a trochę strasznej ukazanej przyszłości. Opowiadania same w sobie mają potencjał, ale niewykorzystany, same historie mogłyby być lepiej dopracowane, aczkolwiek czytając nie miałam nic do zarzucenia. Niektóre mało ciekawe, a niektóre nawet potrafiły zaciekawić. W niektórych opowiadaniach wręcz się dłużyło, a te ciekawsze znów były króciutko opisane. Sądzę,że ci,którzy lubują się w antologiach i opowiadaniach z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie. Jeśli chodzi o mnie to nie jestem ani zawiedziona ani niczym zaskoczona. Po prostu byłam ciekawa tych opowiadań mówiących o przyszłości i tego jaka może być. Na pewno są to ważne rzeczy,które mogą kiedyś się przydać następnym pokoleniom, wiadomo świat idzie do przodu, technika jak i środowisko się ciągle zmienia. Tutaj jest ogromna wiedza i widok na przyszłość, każda może się sprawdzić, dobra też do zastanowienia się nad tym co nas czeka. W zbiorze każdy znajdzie coś dla siebie, dla mnie była to ciekawa forma poznania różnej wizji i z ciekawością je czytałam.
zaczytana-kociara - awatar zaczytana-kociara
oceniła na 6 5 lat temu
Piekielna palestra Adam Barcikowski
Piekielna palestra
Adam Barcikowski
W swoim blogowym życiu miewam lepsze i gorsze momenty. W czasie pierwszych sięgam po wymagającą literaturę, a w przypadku drugich potrzebuję łatwiejszych. I właśnie ten drugi powód sprawił, że „Piekielna palestra” przeleżała u mnie na półce dwa lata. Wiedziałam, że będzie to lektura wymagająca, bo sobie ją przekartkowałam. I w końcu odważyłam się wejść do wykreowanego przez Adama Barcikowskiego świata, bo nie jest to lektura łatwa, prostą linearną akcją tylko kłębowisko nitek, które trzeba rozplątać, posegregować i połączyć, ale jest to bardzo satysfakcjonujące zajęcie. „Człowiek za bardzo rozwinął już swoje umiejętności abstrakcyjnego myślenia, żeby nie powstrzymać się od włażenia brudnymi butami do cudzego pokoju. Mało tego, ludzie wkraczali do salonu Natury i wytrzepywali na środku pradawnych, perskich dywanów błoto ze swoich topornych butów”. „Piekielna palestra” to zdecydowanie nie książka dla pierwszego lepszego czytelnika fantastyki. Do tego świata trzeba wchodzić w skupieniu i z dużą wyobraźnią, bo jest to zagmatwana opowieść pełna różnorodnych istot, których interesy wydają się ścierać, mieszają ze sobą światy oraz prawdziwe wydarzenia przeplatane są fikcją. Z fantastycznych bohaterów spotkamy tutaj zmoraków, krasnoludy, cienników, tunelowców, gnomy, ptaszników, piekielników i innych odmieńców. Każda z tych postaci stworzona literacko w sposób dokładny i skrupulatny. Jakby tego było mało tych światów jest kilka i mają kilka wymiarów, a mimo tego wszystko łączy się, przeplata i tworzy zadziwiającą całość przybliżającą nam różne typy osobowości, pozwalającą na przyjrzenie się z boku różnorodnym „maskom” wszelkich istot. Właśnie to ich odgrywanie ról, nieoczywistość intencji i szybka akcja sprawia, że akcja pędzi jak rollercoaster i czytelnik musi dobrze się skupić, aby wszystko ładnie połączyć. „Różnice pokoleniowe u krasnoludów, doprowadzały do wielu sporów i zgrzytów ścierających się tektonicznych płyt poglądów”. Napisana przez Adama Barcikowskiego lektura zabiera nas w znane realia. Są tu procesy, manipulacja, przyjęcia, romanse, ale też pojawiają się krasnoludy-powstańcy uciekający tunelami. Wejdziemy do więzienia, na okręt, na salę sądową, będziemy krążyć uliczkami miast, zaglądać przez okna, wchodzić do budynków, do których zabiorą nas różnorodne istoty, ale też trafimy do lasu. Autor z wprawą posługuje się różnymi motywami literackimi oraz sugeruje je w akcji i trzeba być naprawdę bardzo oczytanym, aby to wszystko wychwycić. Mam poczucie, że gdybym znała więcej lektur filozoficzno-religijnych to lektura sprawiłaby mi jeszcze większą przyjemność, ale poza nieoczywistymi sugestiami znajdziemy tu także znane każdemu inspiracje: od pastiszu lektur szkolnych począwszy (np. „Wesele”, „Opowieści z Narnii”, „Mistrz i Małgorzata”), zahaczając o źródła filmowe poprzez odniesienia do popularnych filmów i seriali amimowanych (np. Wojownicze żółwie Ninja), a na legendach miejskich kończąc. Sporo tu też nawiązań religijnych z ich koneksjami biblijnymi, a nawet liczbową symboliką (od płonącego krzaka po znaczenie cyfr). A we wszystko to wplecione przetransformowane wydarzenia z historii Polski (powstańcy-krasnoludy). Sugestie nie są podane wprost i od umiejętności hermeneutycznych czytelnika zależy, co odkryje. Doświadczenie czytelnicze, obycie kulturowe mają tu duże znaczenie. Jeśli mamy niskie kompetencje czytelnicze to się wynudzimy, zagubimy w czasie lektury. „Zawsze jest jakiś wybór. Możliwość dokonania wyborów to istota inteligencji”. „Piekielna palestra” porywa czytelnika wprowadzając go w labirynt wydarzeń, które na pierwszy rzut oka bywają ślepymi uliczkami, ale z perspektywy całości stają się nieoczywistymi przejściami. A wszystko to w imię wyższego interesu, który poznamy dosłownie na końcu. „Przeszłość i przyszłość - odparł Maurycy. - Zero albo jeden. Mam wrażenie, że ostatnio nikt w tym mieście nawet nie myśli o teraźniejszości. Ludzie żyją w ogrodzonych osiedlach swoich prywatnych wehikułów czasu. Jedni pędzą zapatrzeni w przyszłość, jak psy za suką w cieczce. Drudzy wpychają łapy w mysią dziurę przeszłości. Każdy ma swój wehikuł”. Opowieść otwiera wizja początku światów, tajemniczy pościg z dziwnym przejściem między światami, by w końcu wejść we właściwy nurt, czyli do zadania Maurycego Wielowieyskiego (zmoraka) mającego wytropić i schwytać saivę carskiego porucznika, Aleksandra Bartenjewa, który zabił swoją ukochaną, Marię Wisniowskią, dziewiętnastowieczną gwiazdę Warszawy. W zadaniu pomaga mu zmoraczka Anne Olson. Z czasem odkrywają, że uwikłano ich w międzywymiarową intrygę, która może zburzyć Równowagę i wpłynąć na losy żywych i umarłych. Ze współczesnych wydarzeń przeskakujemy do przeszłości, bo tu przejścia są łatwe. Przeszłość i przyszłość istnieją jednocześnie tak jak ziemia, piekło i inne światy. “Piekielna palestra” to majstersztyk. Autor łączy różne realia, tworzy między nimi przejścia, łączy wątki. Przenikanie się światów jest harmonijne, ale czasami dochodzi do zaskakujących wydarzeń i trzeba zadbać o to, aby równowaga w światach nadal istniała.
AnnaSikorska - awatar AnnaSikorska
oceniła na 9 4 lata temu
Minas Warsaw Magdalena Kozak
Minas Warsaw
Magdalena Kozak
Moje pierwsze spotkanie z panią Kozak nastąpiło przy okazji serii "Nocarz" i z perspektywy czasu wspominam tamte lektury jako przyjemne, szybkie czytadła. Co prawda moja opinia o wampirzych oddziałach specjalnych niespecjalnie uległa zmianie i uważam, że gdyby ktoś wówczas trochę autorce pomógł, mogłaby mieć naprawdę BOMBOWĄ powieść debiutancką. Ale i tak nie było źle.

Dzięki "Minas Warsaw" wiem już, że jeśli jakiś czarodziej zechce nawiedzić moje skromne miasteczko, to nie ma co liczyć na pozytywny rozwój wypadków. Co prawda na początku było śmiesznie, momentami przerażająco, w większości bardzo ciekawie i wciągająco ALE.
Spodziewałam się trochę innego "połączenia" dwóch głównych wątków, bo to, które mamy jest trochę naciągane (mniej więcej w stylu "Nie bardzo wiem jak to zrobić, żeby było dobrze, więc zrobię kompletnie od czapy". Było się tam, robiło się takie rzeczy we własnych tekstach).

Spodziewałam się też trochę innego zakończenia, ale może dobrze, że jest takie a nie inne. Nie jest do końca słodko, a jednak wybory głównego bohatera na sam koniec książki są dla mnie satysfakcjonujące.

Naprawdę polubiłam się z głównymi bohaterami. Miło spędziłam z nimi czas (pochłonęłam tę powieść w mniej niż tydzień, a jest co czytać!) i świetnie się bawiłam, przeżywając z nimi przygody. Autorka niewątpliwie nie próżnowała od czasu "Nocarza" i "Minas Warsaw" czyta się lekko, płynnie, bez zgrzytów. Chociaż Kozak nie stroni od kuchennej łaciny (co uważam za bardzo "życiowe" i dodające swoistej przaśności) to potrafi też fajnie stylizować wypowiedzi bohaterów (może nie jak Sapkowski, ale nieźle to wychodzi) przez co wychodzą jej pełnokrwiści i żywi.
A główny-główny bohater to ktoś, z kim czytelnik zdecydowanie mógłby się utożsamić przez większość powieści.

Więc jeśli wasze czytelnictwo ostatnio trochę zardzewiało albo czekacie na powiew świeżości, to "Minas Warsaw" będzie takim uchyleniem okna, żeby odetchnąć, wyjrzeć i sprawdzić czy coś ciekawego dzieje się za płotem.
Ania - awatar Ania
oceniła na 6 4 miesiące temu

Cytaty z książki Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów

Więcej
Marcin Kołacz Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów Zobacz więcej
Marcin Kołacz Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów Zobacz więcej
Marcin Kołacz Stowarzyszenie Wędrującego Liścia i Złodzieje Snów Zobacz więcej
Więcej