Sto dni bez słońca

Okładka książki Sto dni bez słońca
Wit Szostak Wydawnictwo: Powergraph Seria: Kontrapunkty literatura piękna
458 str. 7 godz. 38 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Kontrapunkty
Data wydania:
2014-03-21
Data 1. wyd. pol.:
2014-03-21
Liczba stron:
458
Czas czytania
7 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364384110

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sto dni bez słońca w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sto dni bez słońca



książek na półce przeczytane 1686 napisanych opinii 759

Oceny książki Sto dni bez słońca

Średnia ocen
7,0 / 10
569 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
984
959

Na półkach:

Pod pewnymi względami jest to książka łatwiejsza w odbiorze niż "Chochoły" czy "Wróżenie z wnętrzności", bo język jest tu zwyklejszy, składnia klasyczna. Komplikacje pojawiają się na poziomie konstrukcji narratora. Na kilku pierwszych stronach jeszcze się wierzy w jego zachwyty nad życiem intelektualnym St Brendan's College, tweedem, fajkami i surową przyrodą. Potem jasne się staje, że to pompatyczny bufon układający okrągłe zdania bez realnej treści, postrzegający jedynie własne uprzedzenia, wymysły i złudzenia. Zabawne, z czasem coraz bardziej żenujące, a wreszcie - budzące współczucie, bo mimo wszystko bohater, choć megaloman i naiwniak, rzeczywiście wierzy w jakieś ideały, w jakąś wielkość, choć ubiera tę wiarę w zwroty tak płaskie i banalne w swym egzaltowaniu, że zęby bolą. Może największym grzechem jest jednak cynizm, a tego jednego na pewno nie można mu zarzucić.

Pod pewnymi względami jest to książka łatwiejsza w odbiorze niż "Chochoły" czy "Wróżenie z wnętrzności", bo język jest tu zwyklejszy, składnia klasyczna. Komplikacje pojawiają się na poziomie konstrukcji narratora. Na kilku pierwszych stronach jeszcze się wierzy w jego zachwyty nad życiem intelektualnym St Brendan's College, tweedem, fajkami i surową przyrodą. Potem jasne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1429 użytkowników ma tytuł Sto dni bez słońca na półkach głównych
  • 714
  • 695
  • 20
217 użytkowników ma tytuł Sto dni bez słońca na półkach dodatkowych
  • 156
  • 13
  • 13
  • 11
  • 8
  • 8
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Wylinka Aleksandra Krzanowska, Wit Szostak
Ocena 7,5
Wylinka Aleksandra Krzanowska, Wit Szostak
Okładka książki Boże nawiedzenie Justyna Hankus, Rafał Kosik, Radek Rak, Wit Szostak
Ocena 5,8
Boże nawiedzenie Justyna Hankus, Rafał Kosik, Radek Rak, Wit Szostak
Okładka książki Utopay. Przyszłość wystawia rachunek Wojciech Chamier-Gliszczyński, Wojciech Chmielarz, Anna Cieplak, Jacek Dukaj, Paulina Hendel, Miłosz Horodyski, Grzegorz Kasdepke, Rafał Kosik, Wojciech Kuczok, Wojtek Miłoszewski, Zygmunt Miłoszewski, Daniel Odija, Łukasz Orbitowski, Mateusz Pakuła, Andrzej Pilipiuk, Grażyna Plebanek, Michał Protasiuk, Radek Rak, Anna Rozenberg, Barbara Sadurska, Magdalena Salik, Dominika Słowik, Bartosz Szczygielski, Wit Szostak, Cezary Zbierzchowski, Jakub Żulczyk
Ocena 6,3
Utopay. Przyszłość wystawia rachunek Wojciech Chamier-Gliszczyński, Wojciech Chmielarz, Anna Cieplak, Jacek Dukaj, Paulina Hendel, Miłosz Horodyski, Grzegorz Kasdepke, Rafał Kosik, Wojciech Kuczok, Wojtek Miłoszewski, Zygmunt Miłoszewski, Daniel Odija, Łukasz Orbitowski, Mateusz Pakuła, Andrzej Pilipiuk, Grażyna Plebanek, Michał Protasiuk, Radek Rak, Anna Rozenberg, Barbara Sadurska, Magdalena Salik, Dominika Słowik, Bartosz Szczygielski, Wit Szostak, Cezary Zbierzchowski, Jakub Żulczyk
Wit Szostak
Wit Szostak
Książka Wita Szostaka "Wróżenie z wnętrzności" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy. Polski pisarz, z wykształcenia doktor filozofii, absolwent Papieskiej Akademii Teologicznej. Mieszka w Krakowie. Członek Towarzystwa Tischnerowskiego i miłośnik twórczości Tolkiena. Jest znawcą muzyki ludowej, od kilku lat zapisuje nuty ostatnich skrzypków ludowych, gra na skrzypcach, gęślach i dudach. Swoją karierę pisarską zaczynał jako autor obracający się w kręgu fantasy i realizmu magicznego, z czasem stał się pisarzem przełamującym schematy gatunkowe. Debiutował w roku 1999 opowiadaniem "Kłopoty z błaznem", zamieszczonym w „Nowej Fantastyce”. Pierwsze powieści, czyli cykl o Smoczogórach, a także Oberki do końca świata inspirowane były kulturą polskich gór czy szerzej -- kulturą ludową. Późniejsze powieści, począwszy od Trylogii krakowskiej, oddalają się od fantastyki w stronę realizmu magicznego. Ostatnie utwory przełamują konwencje gatunkowe, a pisarz -- oprócz klasycznych powieści -- publikuje także utwory eksperymentujące z zastanymi formami literackimi, również z dramatem. Kilkakrotnie był nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Wichry Smoczogór dodatkowo wyróżnione zostały nagrodą Śląkfy. W roku 2008 otrzymał Nagrodę im. Janusza A. Zajdla za opowiadanie Miasto grobów. Uwertura opublikowane w antologii Księga strachu 2. Za powieść Chochoły otrzymał Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego, a za powieść Fuga był nominowany do Nagrody Literackiej Nike 2013. W 2014 r. nominowany do Paszportów "Polityki" za Sto dni bez słońca (w 2020 r. znalazł się na długiej liście nominowanych). Laureat Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO za powieść Cudze słowa (2020). Za Szczelinami otrzymał nagrodę Krakowskiej Książki Miesiąca (październik 2022) oraz nominację do Nagrody Literackiej Nike 2023. Autor kilkudziesięciu opowiadań. W latach 2015-2016 w miesięczniku "Znak" (nr 724-735) ukazywał się jego autorski cykl opowieści o Nowym Prokocimiu zatytułowany „Mitologia wielkiej płyty". Do każdego z 11 odcinków ilustracje przygotowywała Patrycja Podkościelny. Jak sam mówi, używa pseudonimu nie po to, by się ukrywać, lecz aby zasygnalizować, że rozgranicza różne dziedziny swoich zainteresowań, jako że pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty dotyczące filozofii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Siódemka Ziemowit Szczerek
Siódemka
Ziemowit Szczerek
Siódemka. Z pozycji Kielc najważniejsza droga regionu. Z tego samego względu od dawna zainteresowany byłem przeczytaniem książki, o której wiedziałem tylko tyle, że akcja jest osadzona przy tej szosie. Nie miałem wcześniej do czynienia z żadną książką Szczerka, więc nie wiedziałem czego się spodziewać, a jednak mimo to miałem nadzieję na więcej udziału siódemki w "Siódemce". Tymczasem jest to zaledwie trasa, którą pokonuje narrator, dużo więcej jest tu narracji w stylu "Polactwa" Ziemkiewicza oraz antypolskiego kosmopolityzmu. W moim szczerym i nieliterackim odczuciu treść wygląda tak, jakby autor miał dobry pomysł na książkę, ale dla animuszu zażył jakiegoś narkotyku, i przez to przygody robią się coraz bardziej głupawe. Ewentualnie rzeczywiście tak było, na zasadzie co mi się napisze jak się sztachnę. Trzecia alternatywa to celowe pisanie akcji żeby tak to właśnie wyglądało, bohater z kolejnymi dawkami pewnych środków przeżywa coraz bardziej piekielne historie. Pisząc jakąś analizę literacką, od biedy dałoby się wyciągnąć morał z tej książki, żeby nie ćpać. Mimo to polecam - jeśli ktoś ma dystans i lubi cięty humor bez ceregieli, nie polecam - jeśli ktoś ma głębsze uczucia religijne i wrażliwą wyobraźnię. Łaciny podwórkowej się nie czepiam, gdyż... samemu mi się w głowie wyrywają co jakiś czas, a książka jest pisana z pozycji głowy narratora, mówiącego w myślach do siebie.
Piotr Sobota - awatar Piotr Sobota
oceniła na 6 3 lata temu
Matka Makryna Jacek Dehnel
Matka Makryna
Jacek Dehnel
“Boże ciało” Jana Komasy w wersji retro i do tego w kresowym płaszczu. I od filmu o pięć lat starsze. A jeszcze na podstawie historii prawdziwej - sprzed dwóch bez mała stuleci… Słuchamy oto lamentu matki Makryny Mieczysławskiej - przeoryszy klasztoru bazylianek w Mińsku - słanego do uszu arcybiskupa poznańskiego, a opisującego jej dramatyczne losy (prześladowania cerkiewno-carskie, poniżania i tortury, wygnania i liczne golgoty) toczące się na dawnych Kresach Rzeczypospolitej (obecnie pod rosyjskim zaborem) i na rubieży walk prawomyślnej cerkwi prawosławnej (no, nie do końca, bo przecież nie w rycie staroobrzędowym, a po reformach patriarchy Nikona) z jej unickim odłamem (nie mającym się wówczas - jak zaświadczają historycy - wcale za dobrze ani w dziedzinie teologii, ani moralności). Równocześnie zaś śledzimy również pierwszoosobową narrację dotyczącą wdowy po carskim kapitanie-moczymordzie z Wilna i w pewnym momencie orientujemy się, że jakieś drobiazgi z jednej opowieści przenikają do narracji równoległej… Finalnie zaś poznamy jeszcze i historię żydowskiej biedoty wileńskiej i wywodzącej się z niej ubożuchnej dziewuchy, przygarniętej “dla ratowania duszy” przez zakonnice, preparujące służki dla szlacheckich dworów… Historia XIX-wiecznej natchnionej kresowej religijnej hochsztaplerki jest dziś dość powszechnie znana, więc nic tu nie spojleruję. O ile jednak katolicko-narodowa (głównie zresztą emigracyjna) narracja uczyniła z tej prorokini i cudotwórczyni jeden z elementów mesjanistyczno-narodowej mitologii, to po ujawnieniu całej tej mistyfikacji (już w XX wieku) postać popadła we wstydliwe i skrzętnie pielęgnowane zapomnienie. Jacek Dehnel wyciąga tego trupa z szafy narodowych mitów i stawia przed nami w pełnej jego trupiej krasie. I czyni to zaprawdę mistrzowsko. Dostajemy bowiem nie tylko kawał soczystej Literatury o zacięciu narodowo-łotrzykowskim, co również wgląd w naszą narodową i słowiańską duszę, jątrzące zapytanie o stosunek do rodzimej mitologii, przypomnienie wreszcie (nic to, że nie do końca chlubnych) jej przedstawicieli. Prawem twórcy literatury miesza historie prawdziwe i twórcze swe historii uzupełnienia; prawdę z mitem i jeszcze już zupełnie fabularnymi dywagacjami, nie potwierdzającymi się w materiałach historycznych. Dobrze się Makryna odnajduje w emigracyjnym środowisku paryskim, dobrze i wśród samych Francuzów (głównie jednak za aktywną pomocą protektorów, gdyż sama - jako prostaczka - nie potrafiła wypowiadać się poprawnie w żadnym języku, również po polsku ani rusińsku). A trzeba przyznać, że konkurencja między szaleńcami w tej epoce i tym miejscu silna, bo i zwariowani poeci, i natchniony obłędem Towiański… Ale sam książę Czartoryski nie taki znów głupi; inni być może również dość prędko orientują się w niejasnym charakterze opowieści o prześladowanej mniszce. Dobrze nam Dehnel i te narodowe mity dekonstruuje, choć tu już ostrożniej, z jakimś lekko nabożnym szacunkiem. A zorientowani w literaturze odnajdą tu mnóstwo odniesień do również ze szkół znanych poezyi i nie tylko; im kto więcej w szkołach czytywał, tym więcej romantycznych tropów dostrzeże… Piękna proza karmiąca się wcześniejszymi wytworami ducha. Swoją zaś drogą jawi nam się dehnelowska Makryna jako udana emanacja self-made-(wo)mana, która bierze własny swój los i własną historię we własne dłonie i sama steruje swym obrazem w oczach współczesnych. Inna sprawa, czy budowana narracja nie przerasta jej nieco, czy trochę się gdzieś z tych dłoni nie wymyka (czy przewidziała, że będzie musiała zdawać relację przed papieżem?)? Na pewno słusznie przywraca jej postać Dehnel z magazynu wstydliwych mitów narodowych i jednak przywraca godność tej postaci. Mówi o niej ironicznie, ale też pokazuje, że wszystkie swe razy otrzymała, wszystkie blizny ma prawdziwe, wypiła swój kielich goryczy do dna, a czy z ręki Moskala czy mężowskiej podany, to już mniejsza o to. Bardzo to wchodzi w duch feministyczny; bardzo mąci nam łatwość osądu postaci fałszywej zbawczyni narodu… Zresztą narodowe mity dekonstruuje tu Jacek Dehnel w iście mistrzowski sposób, bo do wiedzy dziś już niemal pewnej o głównej dramatu postaci dodaje wiele swojej autorskiej inwencji literackiej. Prowadzi więc bohaterkę jej europejskim szlakiem tułaczym i stawia na jej drodze równie prawdziwe postaci w zaistniałych faktycznie spotkaniach. Ale już treści rozmów, nawet z papieżem, Norwidem czy Mickiewiczem (“wierszopisem kudłatym”), to czysta odautorska literacka licentia poetica. Jest też postać matki Makryny - o czym zaświadczają relacje świadków i dokumenty historyczne - swoistym konstruktem epoki i proto-celebrycką odpowiedzią na emigracyjne zapotrzebowanie na taką postać. Na taką okaleczoną personifikację równie okaleczonej Ojczyzny, na taką martyrologiczną odpowiedź na towiańskie przeanielenie, na jej triumfalny zmartwychwstańczy pochód południem Francji w drodze do Rzymu. Jest też - być może - nieudaną wiadomością słaną księciu Czartoryskiemu do Paryża przez litewskich Tyszkiewiczów (a nieudaną, bo uzyskującą własny głos, własną bujającą opowieść i swój autonomiczny blask)? Powieść jest też apoteozą kresowości, odmalowaną słowem (gwara!), kartografią i klimatem miejsc, które w XX wieku nie wyglądały już “jak za cara” (byłem jako dziecko w latach 80-tych w wymienianych tu Smorgoniach i Mołodecznie - wiem, co mówię). Widzę, że wielu czytelników język zmęczył, czy wręcz pokonał; dla mnie jest on raczej wyrazem mistrzowskiego zagłębienia się Pisarza w materię którą bada, twórczo przekształca i wreszcie przeobraża w słowo na papierze. No i trzeba jeszcze przyznać, że jak mało kto potrafią się chrześcijany między sobą ładnie bawić; o zabawach protestantów z katolikami wiemy wiele, mniej zaś o tych między prawosławnymi moskiewskimi, a unickimi. Jakoś więc wierzono w świecie o popach (biskupach nawet!) osobiście razami karzącymi mniszki celem ich nawrócenia… Wprawdzie nie wszystkie winy Makryna w swych konfabulacjach przypisuje tym, którym powinna, to jednak sumarycznie - coś z rzeczy podobnych w tym czasie i tych stronach się dziewało… Książka po wielokroć przesuwana na dalszą pozycję w czytelniczej poczekalni (nie wiem czego się bałem: książki samej, czy głupiej fascynacji kolejnym - dotychczas szczęśliwie niepoznanym - Pisarzem i kolejnych potencjalnych pozycji dorzucanych na półkę “do przeczytania”?). I tak się zresztą dzieje - już zaopatrzyłem się w kolejne pozycje Autora i już je na półeczkę “do przeczytania”... Samego zaś Pisarza - już po piwerwszej lekturze - stawiam na półce obok nazwisk takich jak Szostak, Huelle, Chwin. Ma coś Dehnel pociąg do stylistyki ikony; tu okładka doskonała, współgra z treścią książki bez mała genialnie! A jest jeszcze i kolejna ikona, tym razem z wpisanym nań samym Autorem, na innej jeszcze książce, którą właśnie dorzuciłem na rosnącą górę pozycji wstydu i marzeń…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 9 2 miesiące temu
Ludzka rzecz Paweł Potoroczyn
Ludzka rzecz
Paweł Potoroczyn
Debiut prozatorski Pawła Potorczyna, dyplomaty, dziennikarza i publicysty, „Ludzka rzecz”, powieść wydana w 2013 roku to debiut dość zaskakujący. Niezwykle dojrzały i przemyślany i to zarówno pod względem formy jak i treści. Akcja powieści rozgrywa się w fikcyjnej wsi Piórkowo, w zasadzie w trakcie jednego dnia podczas niemieckiej okupacji, lecz mnogość dygresji powoduje, że autor rozbudowuje ją do niekończącej się wręcz historii, obejmującej okres przedwojenny, okupację niemiecką i okres powojenny. Historia, która opowiada Paweł Potorczyn balansuje na krawędzi obrazy polskich „świętości narodowych” i religijnych, przedstawiając jej ironiczne czy wręcz groteskowe spojrzenie na wojnę i martyrologię, bez zadęcia i hurrapatriotyzmu, co przypomina nieco wojenne dokonania niezapomnianego Szwejka Jarosława Haska i jeśli potrafimy przyznać sami przed sobą, że nie wszystkie postaci z polskiej historii zasługują na spiżowe pomniki otrzymamy obraz polskiego społeczeństwa widziany niczym w krzywym zwierciadle, bo jak pisze autor cyt.: „aby wyrazić siebie, trzeba wiedzieć kto to ….” To wielogłosowa, wielowarstwowa opowieść z licznymi retrospekcjami napisana w oryginalnym, ekspresyjnym stylu, pełnym językowych eksperymentów, w której bohaterowie a w zasadzie cała ich plejada, niezwykłych i jednocześnie zwyczajnych postaci, z krwi i kości, z ludzkimi namiętnościami i pragnieniami opowiadają o swoich losach, przeplatając je filozoficznymi refleksjami na temat życia, śmierci, przemijania, celu i sensu życia tworzy niezwykłą wprost mieszankę. I taka jest właśnie historia, że za wszystkimi ludzkimi działaniami kryją się zwyczajne ludzkie namiętności, historia nie jest czarno – biała a ma wiele odcieni szarości. Zabawna i ironiczna. Znakomita.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 8 11 dni temu
Jabłko Olgi, stopy Dawida Marek Bieńczyk
Jabłko Olgi, stopy Dawida
Marek Bieńczyk
Długo czytałam książkę Marka Bieńczyka. Wymaga bowiem uważności, namysłu, bieżącej refleksji. Mobilizowała mnie do sprawdzania pojawiających się, niestety często nieznanych mi, nazwisk autorów i tytułów. To nie tylko pisarze, poeci, także malarze, aktorzy, muzycy. Pisze Bieńczyk pięknym językiem i z wielką erudycją, nie tylko wprost o literaturze, ale i o np. gestach, przywołując nawet przypominany ostatnio często gest Kozakiewicza. Zdania przenikają się, przechodząc od spraw zwykłych, właśnie wspomnianych gestach, do literatury, muzyki, filozofii. Autor zatrzymuje się i niemalże pochyla nad kreacją francuskiej aktorki Dominique Sandy w filmie "Łagodna". Analizuje detale jej twarzy, przypominając przy okazji okrągłe lusterka z fotografiami idoli swej młodości. Są tu Pola Raksa, Dalida czy Halina Kunicka. Za moment przytacza wiersz Herberta pt. "Dalida". Najlepiej poczułam się w rozdziale poświęconym "książkom pierwszym". Znalazłam tam autorów, których powieści i ja czytałam z dużym przejęciem: Adam Bahdaj, Aleksander Minkowski, Edmund Niziurski. Zwłaszcza ten ostatni i jego "Sposób na Alcybiadesa" - to była jedna z moich ulubionych książek; pozbawiona okładki, z rozpadającymi się stronami, wciąż stoi na półce. Ciamciara, Słaby, Zasępa, Wątłusz, poszukiwania sposobu na "gogów"- to była naprawdę wspaniała lektura. Pisze Bieńczyk, że bohaterowie "przemawiają tu prześmieszną, ale świetną polszczyzną, w której tony wysokie mieszają się z niskimi" - pełna zgoda. Dalej stwierdza: "Po szkolnych, dziecięcych latach tylko Zgrywa przesyła z przeszłości tęskne wezwanie". Do tęsknoty pasują ucieczki i to do nich płynnie przechodzi w kolejnych tekstach; od "wyjścia Czejenów", włóczącego się Humberta Humberta z "Lolity", znikającej na jedenaście dni Agaty Christie czy uciekającego z Syberii Rufina Piotrowskiego. Nad tekstami unosi się duch Marcela Prousta. To do jego dzieła "o poszukiwaniu straconego czasu" często nawiązuje. Trochę mi wstyd, ale nie czytałam. Znam tylko małe fragmenty, w tym ten, chyba najsłynniejszy, o magdalence. W eseju "Żółta ściana" nawiązującym wprost do Prousta i jego dzieła skupia się Bieńczyk na obrazie Vermeera "Widok Delft", "najpiękniejszym obrazie świata". Obejrzałam reprodukcję, rzeczywiście robi wrażenie, ale skoncentrowałam się też na analizowanej w tekście "żółtej ścianie", która stanowi w nim istotę rozważań. Oglądałam obrazy Edwarda Hoppera, którym też poświęca sporo uwagi, powtarzałam za Bieńczykiem pytania, na które być może szuka odpowiedzi kobieta przedstawiona na plakacie "Morning Sun": "Co się zdarzy?, Czy coś się jeszcze zdarzy?, Czy może lepiej, żeby się nie zdarzyło?" Obok Prousta powracają w książce Olga i Dawid. Są na początku, wieńczą koniec, czasem zjawiają się w środku. Kim są? Autor w jednym z wywiadów nazywa ich swoimi przewodnikami. To bliskie mu osoby, Dawid to świadek Zagłady. Bieńczyk z ich pomocą, jak mówi prowadzący rozmowę Maciej Robert, "przekracza gatunkowe ramy eseju i przesuwa się ku prozie". To bardzo wymagająca proza, warto się zatrzymać na niej na dłuższy czas dla pięknego języka, wielu estetycznych doznań, melancholijnej tęsknoty za tym, co minione, utracone i co wciąż trwa - zaklęte w słowach, w literaturze, w muzyce, w obrazach, gestach.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 lata temu
Drach Szczepan Twardoch
Drach
Szczepan Twardoch
forma jaką Twardoch zaproponował w książce "Drach" na początku tak bardzo mi się nie podobała, że powieść dwa razy odkładałem z zamiarem porzucenia. później jednak wracałem, ponieważ zrozumiałem, że drach, to po śląsku - latawiec, i że ten latawiec snuje się po niebie i patrzy z góry na ludzi na przełomach epok, i wszystko widzi, jak narrator. i to był klucz do zrozumienia całej tej historii śląskiej rodzinnej sagi, klucz do zrozumienia dlaczego Twardoch w każdym z rozdziałów prawie co akapit skacze z epoki do epoki. bez tej interpretacji fabuła stawała się męcząca i nie wiedziałem co czytam. treści nie będę tutaj opisywał, ponieważ zrobił to już każdy szanujący się bloger. napiszę za to o smaczkach, które Twardoch zamieścił w tekście, a które to może znać tylko Ślązak. tak, Ślązacy boją się Murzynów, jako rodowity Ślązak potwierdzam ten śląski stan świadomości. bubikopf, to specyficzna fryzura, znana pod tą nazwą tylko na Śląsku. przekleństwo "ty pieronie" nie oznacza pioruna tylko pogańskiego boga Peruna, wzywanie go jest grzechem. mam nadzieję, że będę kiedyś miał rower marki Wanderer. mniej więcej po pierwszym rozdziale zrozumiałem co autor miał na myśli. dlatego później już mi się podobało. początek był męczący. ale tak to jest jak się nie czyta blurba, w którym jest wyraźnie napisane jak interpretować powieść. historia to piękna i kapelusz z głowy dla Szczepana stworzył, że ją wymyślił posługując się pewnie historycznymi faktami. ale mój werdykt jest jednoznaczny - Pokora>Drach. za tydzień idę na Dracha do Teatru Śląskiego. naturalne, że chciałem przeczytać przed obejrzeniem spektaklu, bo później już bym nie przeczytał. zobaczymy jak poradzi sobie z tą historią reżyser i aktorzy
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na 7 13 dni temu

Cytaty z książki Sto dni bez słońca

Więcej
Wit Szostak Sto dni bez słońca Zobacz więcej
Wit Szostak Sto dni bez słońca Zobacz więcej
Wit Szostak Sto dni bez słońca Zobacz więcej
Więcej