rozwiń zwiń

Sherlock Holmes niepokonany

Okładka książki Sherlock Holmes niepokonany
Arthur Conan Doyle Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Przygoda, Awantura, Sensacja kryminał, sensacja, thriller
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Przygoda, Awantura, Sensacja
Data wydania:
1960-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1960-01-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Jerzy Regawski, Witold Engel
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sherlock Holmes niepokonany w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sherlock Holmes niepokonany

Średnia ocen
7,4 / 10
259 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
421
189

Na półkach:

Starzy znajomi

Na pewno i Tobie drogi czytelniku zdarza się, że bierzesz do ręki książkę i myślisz, dumasz… czytać, nie czytać… oto jest pytanie ( i wcale nie jest to papierowa wersja Szekspira…). Nie czytać… no bo się zna, bo się wie, bo już tyle razy człek się spotkał… Czytać… wszak spotkanie ze starymi znajomymi jest zawsze pożyteczne, człek zapomniał już o czym gadał poprzednim razem… Słowem – problem jest. Mowa oczywiście o książkach, które znamy i już kiedyś czytaliśmy. W moim przypadku padło tym razem na starego, dobrego Arthura Conan Doyl’a i jego utwór „Sherlock Holmes niepokonany”.
Któż nie zna genialnego detektywa i jego przyjaciela doktora Watsona…. Nawet ci, co mało czytają doskonale wiedzą kto jest kim. Kinematografia swoje zrobiła i nakręciła sporo filmów w oparciu o opowiadania Conana. Ten z 2009 z Iron Manem, czyli Robertem Downey’em Jr w roli głównej chyba niewiele miał wspólnego z tekstami angielskiego pisarza… Ale zostawmy to. Nie ten temat.
Słynny detektyw pojawił się w 1887 i rozpalił kryminalne umysły na całym świecie. Od tamtej pory kryminał to kryminał, główny bohater musi myśleć, żeby sprawę rozwiązać, bo myślenie przyszłość ma. Dedukcja na pierwszym planie. W sumie powstały cztery powieści i 56 opowiadań o treści mrożącej krew w żyłach, oczywiście na przełomie stuleci.
Tyle wiedzą wszyscy, nawet nie czytający w hurtowych ilościach. A teraz kto pamięta wszystkie zagadki rozwiązane przez Sherlocka? No dobra, „Psa Baskerville’ów” pamiętamy, ale to powieść. Te łatwiej zapadają nam w czeluście czaszki. Z opowiadaniami gorzej.
U mnie tak samo. Zatem postanowiłam przeczytać stary, bo wydany w 1978 roku zbiór przygód detektywa i jego przyjaciela z Baker Street 221b.
Mamy ich tu siedem. Nie we wszystkich jest nieboszczyk. Jedne są ciekawsze, inne mniej. Wśród recenzji tego tomiku tekstów znajdują się entuzjastyczne, ale i mniej pochlebne. Komuś podoba się historia „Gloria scott”, bo tajemnicza i do końca nierozwiązana. Inni zachwalają „Greckiego tłumacza”. Pojawia się tam brat Sherlocka – Mycroft, ponoć o jeszcze wyższym ilorazie inteligencji niż najsłynniejszy detektyw. Rzadko go jednak wykorzystuje, bo zajmuje się innymi sprawami. Mnie najbardziej do gustu przypadły „Tańczące sylwetki”. Tu, oprócz tekstu, mamy przeciwne znaki, które oczywiście są szyfrem. Oczywiście rozszyfrowanie szyfru wyjaśnia zagadkę. Ostro ocenione przez niektórych czytelników „Zniknięcie młodego lorda” też utkwiło mi w pamięci jako ciekawe.
I tak moglibyśmy oceniać każde opowiadanie… Ale najważniejsze jest, jak dziś czyta się nam prozę z przełomu stuleci….
Mnie było trochę trudno… co prawda nie można się przyczepić do niczego. Wszystko poprawnie, zgodnie z zasadami. Jak opis to opis. Jak dialog to dialog. A jednak… zgodnie z powiedzeniem… „trąci myszką”. Czytanie było dla mnie spotkaniem ze starymi znajomymi, ale takimi trochę przynudzającymi.
Ale trzeba ich znać i szanować. Pamiętajmy, jaką rolę odegrał Conan Doyle w literaturze, a Sherlock w kulturze. Są po prostu nieśmiertelni.

Starzy znajomi

Na pewno i Tobie drogi czytelniku zdarza się, że bierzesz do ręki książkę i myślisz, dumasz… czytać, nie czytać… oto jest pytanie ( i wcale nie jest to papierowa wersja Szekspira…). Nie czytać… no bo się zna, bo się wie, bo już tyle razy człek się spotkał… Czytać… wszak spotkanie ze starymi znajomymi jest zawsze pożyteczne, człek zapomniał już o czym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

600 użytkowników ma tytuł Sherlock Holmes niepokonany na półkach głównych
  • 363
  • 233
  • 4
148 użytkowników ma tytuł Sherlock Holmes niepokonany na półkach dodatkowych
  • 103
  • 17
  • 10
  • 7
  • 6
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Sherlock Holmes niepokonany

Inne książki autora

Arthur Conan Doyle
Arthur Conan Doyle
Sir Arthur Ignatius Conan Doyle – szkocki pisarz, lekarz, wolnomularz, spirytysta, czołowy przedstawiciel nurtu powieści detektywistycznych, w których głównym bohaterem jest Sherlock Holmes. Doyle pochodził ze spauperyzowanej arystokratycznej rodziny. Jego ojciec, alkoholik i narkoman, znęcał się nad dziećmi i żoną. Matka Arthura dorabiała jako praczka, by wyżywić rodzinę. Ukończył studia medyczne w Edynburgu i do 1890 prowadził praktykę lekarską. Później zajął się wyłącznie pisarstwem. Oprócz utworów kryminalnych pisał również powieści historyczne, fantastyczno-naukowe, sensacyjne i książki niebeletrystyczne. Oprócz pisarstwa, zajmował się spirytyzmem (patrz niżej) oraz badaniem historii starożytnych Greków. Do jego najważniejszych dzieł należą: Pies Baskerville’ów, Studium w szkarłacie oraz wielokrotnie ekranizowana powieść Zaginiony świat, w której wykreował postać ekscentrycznego naukowca George’a Challengera. Na jego dorobek składają się także próby poetyckie oraz kilka opowieści grozy i strachu, utrzymanych w stylistyce i ortografii XIX-wiecznych romansów gotyckich, prozy Edgara Allana Poego czy Ambrose Bierce'a. Był uczestnikiem II wojny brytyjsko-afgańskiej, podobnie jak jeden z jego bohaterów – doktor John Watson. Z tego względu wielu czytelników upatruje w Watsonie alter-ego autora.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sherlockista Graham Moore
Sherlockista
Graham Moore
Czy wiecie, kim był Arthur Conan Doyle? A Sherlock Holmes? Założę się, że większości z Was o wiele łatwiej odpowiedzieć na to drugie pytanie. Choć detektyw nigdy nie żył w rzeczywistości, ludzie byli przekonani o jego istnieniu. Postać stworzona przez Doyle’a stała się bardziej realna od niego samego. Z tego właśnie powodu pisarz postanowił zakończyć raz na zawsze żywot swego wroga, bo tym stał się dla niego Holmes. W 1893 Arthura uznano za mordercę. Jednak z nieznanego nikomu powodu, ku radości wszystkich swoich czytelników, mężczyzna postanowił po ośmiu latach wskrzesić słynnego detektywa. Pozostało jednak jedno, nurtujące pytanie: dlaczego? Harold White to badacz literatury i najmłodszy ze stowarzyszenia Sherlockistów. Kiedy jeden z nich pewnego dnia oświadcza, że rozwiązał odwieczną zagadkę fanów Sherlocka i odnalazł zaginiony dziennik Conan Doyle’a, nikt nie może w to uwierzyć. Jednak staje się rzecz straszna- mężczyzna zostaje zamordowany we własnym pokoju hotelowym w noc przed planowanym ujawnieniem dziennika, a po zapiskach nie ma ani śladu. Harold postanawia wziąć przykład ze swojego idola i własnoręcznie, z pomocą pewnej tajemniczej kobiety, rozwiązać tę zagadkę. Gdzie są zapiski Doyle’a? Czy badacz skłamał? Kto zabił? I jaką rolę w tym zamieszaniu odgrywa potomek pisarza? Książka pisana jest z dwóch perspektyw- w jednej możemy poznać przygody White’a na tropie dziennika, a w drugiej samego Doyle’a w czasie jego pisania. Obydwaj panowie mają za zadanie rozwiązać mrożące krew w żyłach zagadki. To naprawdę świetna gratka dla fanów Holmesa. Chociaż książka tylko w niewielkim stopniu oparta jest na faktach, to dzięki niej możemy zapoznać się z paroma teoriami dotyczącymi zaginionego dziennika. Pojawiają się w niej postacie historyczne, jak Bram Stoker, Oscar Wilde (zostaje tylko wspomniany, lecz właśnie dzięki temu zainteresowałam się głębiej pisarzem, który ma tak smutny i przejmujący życiorys), czy właśnie Arthur Conan Doyle. „Sherlockista” to debiut Grahama Moore (twórcy m.in. „Gry tajemnic”, w której główna role zagrał Benedict Cumberbatch, znanego z serialu „Sherlock”) i jak na debiut jest naprawdę dobry. Można znaleźć wprawdzie parę niedociągnięć, ale książkę czyta się bardzo przyjemnie i z zainteresowaniem, szczególnie, jeżeli sami jesteśmy Sherlockistami lub po prostu fanami Arthura Conan Doyle'a.
ola - awatar ola
oceniła na 6 6 lat temu
Zniknięcie młodego lorda Arthur Conan Doyle
Zniknięcie młodego lorda
Arthur Conan Doyle
Nie każde zniknięcie to zbrodnia, ale jeśli znika lord, a jego buty wciąż stoją równo przy łóżku, to wiesz, że coś tu się nie zgadza. Nie że ogień, nie że krzyk – raczej coś w rodzaju powolnego zanikania. Takie angielskie rozpłynięcie się, które nie budzi alarmu, tylko pytanie: „Czy pan hrabia życzył sobie nie istnieć?”. I Holmes, jak to on – nie rzuca się w oczy, nie ściga duchów, tylko zakłada rękawiczki, robi krok do tyłu i zaczyna czytać przestrzeń. Bo tutaj ślady są niewidzialne. Bo tutaj zbrodnia, jeśli w ogóle istnieje, ma maniery i herb. Doyle nie konstruuje tej historii jak sensacji. Buduje ją jak szkatułkę – powoli, z dbałością o mechanizm, który nie zaskakuje, ale domyka się precyzyjnie. Fabuła nie rzuca się do gardła, tylko przysiada obok i szepcze: „Uważaj. To nie jest to, co myślisz”. Holmes nie zachwyca nagłymi błyskami geniuszu. On tu nie błyszczy – on się żarzy. Jego dedukcja to długi, spokojny proces palenia cygara, gdzie dym unosi się nad kłamstwami. Krok po kroku rozmontowuje historię, w której arystokracja nie tyle coś ukrywa, co nie dopuszcza, żeby coś wyszło na wierzch. Prawda to nie sekret. Prawda to brak zaproszenia. Styl Doyle’a w tym opowiadaniu nie spieszy się. Nie pogania. Daje miejsce na ciszę, na zawahanie, na subtelność, która dziś wydaje się niemodna. I w tym właśnie jest jego siła – że nie musi przyciągać uwagi. Ona sama przychodzi, kiedy przestajesz szukać. Nawet zwroty akcji, które mogłyby być efektowne, są tu podane ze smakiem. Jak herbata – nigdy wrząca, zawsze idealnie ciepła. Jakby autor wiedział, że prawdziwe napięcie nie rodzi się z eksplozji, ale z milczenia po zdaniu, które zabrzmiało o jeden ton za cicho. To opowiadanie nie wywraca niczego do góry nogami. Nie jest punktem zwrotnym ani wielkim objawieniem. Ale zostaje. Jak zapach drewna w gabinecie, jak odgłos zamykanego notesu. Nie trzeba tu rozlewu krwi, żeby poczuć ciężar. Holmes przypomina, że najlepsze śledztwa to te, w których wszystko jest zbyt idealnie na miejscu. Że prawda nie zawsze wygląda na prawdę. I że zniknięcie to czasem tylko elegancka forma obecności – tyle że po drugiej stronie lustra.
Bob - awatar Bob
ocenił na 8 1 rok temu
Don Camillo i jego trzódka Giovannino Guareschi
Don Camillo i jego trzódka
Giovannino Guareschi
Nie musiałam obywać się długo bez towarzystwa don Camillo i Peppona, gdyż nabrałam całkiem szybko ochotę na kolejną część z ich przygodami. Zgodnie z chronologią jest to drugi zbiór opowiadań włoskiego pisarza. Jeśli wierzyć przedmowie, powstał on w wyniku jego… prokrastynacji. Nie trzeba nawet wspominać, że była to dobra decyzja. Kolejne opowiadania nie odstają od tych z poprzedniej części. Autor nawet nieco rozbudował swój mały światek z Niziny Padańskiej. Poznajemy sporo nowych osób i nieznane nam wcześniej miejsca. Nie zawsze jest w tej zbieraninie osadników wesoło. W tej części jest często nerwowo i smutno. Wioska przypomina nieco wnętrze krateru wulkanicznego. Czasami jest spokojnie, ale niekiedy robi się tam dosłownie gorąco. Raczej trudno polubić tych porywczych ludzi, gdy mamy z nimi do czynienia częściej niż w dwóch czy trzech opowiadaniach. Lepiej się nieco zdystansować i spojrzeć na te opowieści trochę przez pryzmat czasu i oczywiście regionu. To, co jest dla nas dzisiaj niewłaściwe, było kiedyś normalką. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że ten wiejski obraz jest zniekształcony. Don Camillo i Peppone niewiele się przy tym zmienili. Pozostają wierni nie tylko sobie, ale także swoim napiętym relacjom. To bardzo dobrze, bo jakoś trudno wyobrazić sobie inaczej, a dzięki temu zabiegowi nigdy nie jest nudno. Swoją drogą odkryłam tuż po przeczytaniu tej części, że można także poznać te historyjki w całkiem znośnej formie komiksowej. Poświęcono w nich kilka słów o autorze i sporządzono mapkę wioski, która trochę lepiej zobrazowała ten rozrastający się z każdą częścią teren. Dzięki tym komiksom można spojrzeć na te historie z innej strony, ale raczej wątpię, żeby ta seria doczekała się premiery w Polsce.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na 7 3 lata temu
Przygody księdza Browna Gilbert Keith Chesterton
Przygody księdza Browna
Gilbert Keith Chesterton
Po fatalnej "Rodzinie Monet" wróciłam do klasyki i w drodze nad Bałtyk doczytałam "Przygody księdza Browna"🙂 z tym literackim bohaterem spotkałam się dawno temu i niewiele pamiętam z tego spotkania, za to lubimy się z jego serialową wersją. I choć nieliczne książkowe historie rozpoznaję w produkcji BBC, a akcja z początku XX wieku została przeniesiona w lata 50., to okazuje się, że sama postać ojca Browna jest zaskakująco wierna swojemu książkowemu pierwowzorowi. Podobnie zresztą jak inny bohater tych historii - Flambeau. A to naprawdę rzadkość wśród dzisiejszych absurdalnych adaptacji, w których z książki często pozostaje tylko tytuł. Opowiadania Chestertona to klasyczne historie kryminalne, których nie sposób nie omawiać bez Sherlocka Holmesa, jest to bowiem niewątpliwie odpowiedź na postać wykreowaną przez Conan Doyle'a (podobnie zresztą jak Flambeau, nawrócony złodziej dzieł sztuki i przyjaciel księdza Browna, jest odpowiedzią na Arsene'a Lupina). Zanim jednak zajmiemy się różnicami, trzeba powiedzieć parę słów o podobieństwach. U obu tych autorów osią fabularną jest zagadka kryminalna. I u obu zagadki te są zręcznie skonstruowane. Sprytny detektyw rozwiązuje sprawę, dobro wygrywa. Poza tym zawsze śledztwo wymaga logicznego myślenia, kojarzenia faktów i wyciągania wniosków. Zawsze powtarzam moim uczniom, żeby czytali klasyczne kryminały, bo logika to niestety w dzisiejszych czasach towar deficytowy. Tyle, jeśli chodzi o podobieństwa, a różnice? Przede wszystkim różni są główni bohaterowie. Ojciec Brown, w odróżnieniu od Holmesa, jest zupełnie zwyczajny - malutki, grubiutki księżulo, nawet nazwisko ma pospolite, a jego imienia nie znamy. Pod tą niepozorną powierzchownością kryje się jednak bystry umysł i kryształowy charakter - prosty księżulo jest osobą, która z równym zapałem dyskutuje na tematy filozoficzne, jak i ubiera lalki, siedząc z dziećmi na podłodze. Jakże to różna postać od próżnego Sherlocka! Ksiądz Brown to uosobienie pokory, on wie, że, parafrazując Ala Pacino z "Adwokata Diabła", próżność to ulubiony grzech szatana. Chesterton uważa więc, że przymioty ojca Browna nie są jego zasługą, są owocem działania Boskiej łaski, na którą ojciec Brown otwiera się dzięki swojej pokorze. Autor, nawrócony katolik, pokazuje, czym to wyznanie różni się od innych - ta różnica polega na idealnym balansie między pokorą a pewnością siebie, między głośną radością a cichą kontemplacją, między mądrością a świadomością własnej niewiedzy. Ten balans jest możliwy dzięki otwarciu na Bożą łaskę. Co więcej, dzięki tej łasce nawet największy zbrodniarz może zostać rozgrzeszony, pod warunkiem, że stanie w prawdzie i zrozumie swoje błędy. Ksiądz Brown nie usprawiedliwia zła, wprost przeciwnie, nazywa je po imieniu, czasem nie przebierając w słowach, ale równocześnie nie potępia grzesznika i pozwala mu na nawrócenie. I znów mamy idealny balans między potępieniem a miłosierdziem. Znam wielu takich księży jak ojciec Brown i bardzo bym chciała, żeby było ich jak najwięcej. Dobrze się złożyło, że przeczytałam "Przygody księdza Browna" akurat po "Rodzinie Monet", dzięki temu jeszcze wyraźniej widzę pustkę intelektualną i tandetę tej drugiej pozycji. Czyli że Herbert miał rację: czytajmy klasyków!
Maria Górska - awatar Maria Górska
oceniła na 8 2 lata temu
Żyje się tylko dwa razy Ian Fleming
Żyje się tylko dwa razy
Ian Fleming
Jest to ostatnia powieść o agencie 007 wydana za życia Iana Fleminga. Autor napisał ją po swojej drugiej podróży do Japonii i trzeba przyznać, że całość utrzymuje naprawdę świetny klimat. Do fabuły zostajemy wprowadzeni bardzo płynnie i w ciekawy sposób, co nie wydaje się takie proste zważywszy na zakończenie poprzedniej części z serii. Dostajemy obraz zdruzgotanego Jamesa Bonda, który nie nadaje się już do pracy w tajnej służbie Jej Królewskiej Mości. Zostaje on wysłany do Tokio na misję niemal niemożliwą do wykonania. Ma zdobyć ważne dla Wielkiej Brytanii źródło informacji potocznie nazywane "Magic 44", które zostało mocno ograniczone przez amerykańską strefę wpływów w Japonii, a dające Brytyjczykom ogromne rozeznanie na terenach wschodnioazjatyckich. Z czasem misja przekłada się na rozwiązanie sprawy tajemniczych samobójstw w posiadłości zwanej Zamkiem Śmierci, a całość okazuje się być dla Bonda o wiele bardziej osobista niż mogło się zdawać. W wykonaniu zadania mają pomóc mu genialnie wykreowany Dikko Henderson i Tygrys Tanaka stworzony na wzór bliskiego przyjaciela Fleminga, którego autor poznał w Japonii. Niemniej "Żyje się tylko dwa razy" posiada wadę, która była dla mnie zaskakująca jak na twórczość Iana Fleminga. Mianowicie w niektórych momentach dialogi mocno leżą. Ze względu na ten fakt, bardzo odmienna japońska kultura wydaje się być dziecinna i nierealna. Było to spore zaskoczenie biorąc pod uwagę twórczość Fleminga, stojącą zawsze na bardzo wysokim poziomie. Postać Bonda, która choć rozwinięta tutaj w ogromnym stopniu pod względem psychicznym, wydała się nieco płytka. Czego nie można jednak Flemingowi odmówić, Japonia ma z pewnością niesamowity, unikalny klimat, który doskonalne został zawarty w książce. Jest to czynnik dzięki któremu powieść (podobnie jak inne z serii o agencie 007) zostanie przeze mnie bardzo dobrze zapamiętana i będę do niej wracał z nostalgią i sentymentem.
oLIWIER - awatar oLIWIER
ocenił na 6 3 lata temu
Robur Zdobywca. Pan świata Juliusz Verne
Robur Zdobywca. Pan świata
Juliusz Verne
Przeskoczyć Niagarę Tak, nie sprzeciwiam się powszechnie panującej opinii – „Robur zdobywca. Pan świata.” to słabszy Verne, Juliusz Verne. Ale nadal wizjoner. Może nawet większy niż w swych najsłynniejszych powieściach. Tak, wiem, to co w „Roburze…” już było w słynnych „Dwudziestu milach podmorskiej żeglugi”. Ale czyż kapitan Nemo nie mógł mieć naśladowcy, o bracie nie wspominając? Verne napisał kilkadziesiąt opowieści, mniejszych lub większych, mądrzejszych lub nie, nie można mu jednak zarzucić braku wyobraźni. W każdej historii widzimy niezwykły geniusz pisarza polegający na tworzeniu przyszłości. Oczywiście przyszłości w jego czasach, na miarę jego wiedzy naukowej i teraźniejszości, w której funkcjonował. Verne, fantazjując, zabiera nas zawsze w przedziwny, jeszcze nie istniejący świat. Tak jest w przypadku Robura, który konstruuje niezwykłą maszynę do latania. Nemo wpływa w głębię oceanów, Robur unosi się w powietrzu. Pragnie pokazać ludziom, że właśnie tam jest pełnia wolności i piękna. Porywa skłóconych ze sobą baloniarzy, by pokazać im swój niezwykły wynalazek. Czy potrafią zrozumieć jego geniusz? Wyobraźnia pisarza tym razem przekracza granice wszelkich ówczesnych nauk, bo któż wierzył w 1886 roku, że wielotonowe samoloty będą tłoczyły się na niebie i szukały lotniczych korytarzy? Dlatego też vernowski bohater znika. „Robur to nauka przyszłości, może nawet nauka jutra. Co więcej – to gwarancja przyszłości. (…) przyszłość lokomocji powietrznej przypadnie w udziale statkom powietrznym, a nie aerostatom” – wydaje się krzyczeć francuski pisarz. I niech ktoś powie, że nie miał racji, nawet w swej słabszej powieści. „Pan świata” to kontynuacja opowieści o genialnym konstruktorze. Do tej postaci pisarz wraca pod koniec swojego życia. Książka ukazuje się w 1904 roku, natomiast rok później Juliusz umiera. Tym razem patrzymy na wynalazki innym okiem. Oto człowiek, który przez całe życie zachwycał się cudami techniki, tym razem ma chwilę refleksji. Jego bohater przekracza wszelkie granice techniczne, konstruuje pojazd poruszający się w każdych możliwych okolicznościach. Maszyna lata, pływa, na drogach rozwija niewyobrażalne możliwości. Ale czy kierujący nim człowiek jest odpowiednim człowiekiem? Czy wystarczy zbudować urządzenie, posiadać wiedzę na temat jego wszechstronnego funkcjonowania, by odpowiednio nim kierować? Technika powinna służyć człowiekowi. Każdemu. Nie być głównie motorem do pokazywania własnej wielkości i zastraszania ludzi. Co się może stać, jeśli trafi w nieodpowiednie ręce? Nie, nie. Verne nie jest katastrofistą i żadnej katastrofy nie opisuje. Zostawia nas ze znakiem zapytania. Och, kochany Julku, ileż miałeś racji dając nam temat do przemyśleń, w tej ponoć słabszej swej opowieści! „ - Ależ Robur nie był diabłem… - Nic nie szkodzi – odparła staruszka – Ale równie dobrze mógłby nim być!” Czy „Pan świata” to ostatni tekst Francuza? Nie wiadomo. Z wiadomości dostępnych w „Wikipedii” wynika, iż była to ostatnia książka wydana za jego życia….
gks - awatar gks
ocenił na 7 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Sherlock Holmes niepokonany

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sherlock Holmes niepokonany