|współpraca reklamowa|
Drogi Czytelniku,
ta historia udowadnia, że nie warto oceniać książki po pierwszych stronach, bo to, co najpiękniejsze, często kryje się dopiero w jej głębi…
„Blade” to tytuł, o którym było głośno jeszcze przed premierą — fragmenty, które widziałam, skutecznie rozbudziły moją ciekawość, więc wiedziałam, że prędzej czy później ta książka musi trafić w moje ręce. W końcu to się stało, choć mój entuzjazm zdążył już nieco opaść i sięgając po egzemplarz, nie miałam wobec niego dużych oczekiwań. Ostatecznie myślę, że wyszło to na dobre, bo, jak już wiesz z początku mojej wypowiedzi, nie od pierwszych stron było tak, jak sobie to wyobrażałam.
Pozwól, Drogi Czytelniku, że zaczniemy od aspektów, które nie do końca zagrały. Nie zniechęcaj się jednak od razu — później jest już tylko lepiej. W końcu debiutowi można wybaczyć kilka potknięć, prawda?
„Blade” to książka, w której już prolog pokazuje, że nie będzie to jedynie słodki romans sportowy. To przede wszystkim historia o nastolatce, która próbuje poskładać swoje życie na nowo — jednak zamiast zadbać o siebie, skupia się na innych, przez co gubi się jeszcze bardziej. Aczkolwiek dobry prolog to nie wszystko, by w pełni zadowolić czytelnika i wciągnąć go na tyle, aby nie chciał odkładać książki. To właśnie z tym miałam największy problem — pierwsza połowa dłużyła mi się na tyle, że radość z czytania stopniowo wyparowała, a jej miejsce zajęło zwyczajne zmęczenie.
Pierwsze rozdziały opierają się głównie na codzienności Maeve — chodzeniu do szkoły, opiece nad bratem i udzielaniu korepetycji. Oczywiście takie elementy są potrzebne, jednak tutaj brakowało czegokolwiek więcej. A przecież początek jest kluczowy, to on decyduje, czy czytelnik będzie chciał czytać dalej. Niestety w tym przypadku zabrakło momentu, który sprawiłby, że pomyślę: „Okej, robi się naprawdę ciekawie, chcę wiedzieć, co będzie dalej”.
Zamiast tego pojawiła się monotonia, momentami większa niż w codziennym życiu, przez co trudno było mi odnaleźć przyjemność z lektury. Na plus zasługuje wprowadzenie wątków związanych z chorobą brata głównej bohaterki — to kolejny element pokazujący, że nie jest to wyłącznie słodka historia dla nastolatków. Oprócz tego nie znalazłam wielu pozytywnych aspektów, oczywiście nadal mówimy o początku historii.
Sama główna bohaterka, przez to, że była ciągle zajęta, nie dała się bliżej poznać, a ja nie zdążyłam się do niej przywiązać na tyle, by móc powiedzieć, że ją lubię. Wręcz przeciwnie — momentami zwyczajnie mnie irytowała, do tego stopnia, że miałam ochotę wejść do książki i nią potrząsnąć. Szybko jednak przypominałam sobie, że to wciąż nastolatka i to w pewien sposób mnie powstrzymywało. Jeśli chodzi o bohatera, który rzekomo zadurzył się w naszej Maeve, to również mam mieszane uczucia. Jego zachowanie zupełnie nie wskazywało na to, że coś do niej czuje, chyba że mówimy o niechęci.
Nie podobały mi się jego „podchody”, które momentami przypominały raczej dokuczanie niż jakąkolwiek formę okazywania uczuć. Nie jestem zwolenniczką pokazywania emocji poprzez dręczenie drugiej osoby, bo inaczej trudno to nazwać. Jasne, przyznał, że nie zachowywał się wobec niej w porządku i nawet wyjaśnił swój punkt widzenia, ale to nie sprawiło, że przestałam być czujna — wciąż nie wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać. Później było już tylko lepiej i muszę przyznać, że przy niektórych scenach moje serce zabiło nieco szybciej.
„Blade” to nie jest książka, o której można mówić wyłącznie w negatywny sposób — gdy Martyna nabrała pewności siebie, co było od razu zauważalne, historia stała się pełniejsza, a akcja nabrała tempa. W efekcie nie miałam ochoty robić nic innego poza czytaniem. Jak na debiutancką autorkę przystało, w drugiej połowie pokazała, że potrafi wykreować nietuzinkowe postaci, które próbują odnaleźć się w życiu nieustannie rzucającym im kłody pod nogi. Maeve w końcu zaczyna dostrzegać, że praca to nie wszystko — że trzeba również korzystać z życia — a Fane chce jej w tym towarzyszyć.
Ich historia w końcu nabrała romantycznego charakteru, a uczucia stały się wyraźnie odczuwalne. Nie miałam już wątpliwości co do zamiarów Fane’a — choć wiem, że w kolejnej części może się to jeszcze zmienić. Tak, „Blade” to nie jest jednotomowa historia, jednak na ten moment pozostaję przy pozytywnym nastawieniu. Jeśli chodzi o Maeve, która, jak wiesz, na początku mnie irytowała, tutaj moje odczucia względem niej znacząco się zmieniły.
Zaczęłam rozumieć jej decyzje i zachowania, a także dostrzegłam, jaka jest naprawdę. Mogę śmiało powiedzieć, że w końcu zdobyła moje serce. Z dużym zainteresowaniem obserwowałam, jak zmienia się pod wpływem Fane’a — i nie ukrywam, sprawiało mi to prawdziwą przyjemność. Warto też wspomnieć o pozostałych wątkach — tajemniczej kobiecie, na którą z niecierpliwością liczę w kolejnej części, oraz o chorobie brata, o której już wspominałam. Te elementy sprawiły, że czytanie było prawdziwym emocjonalnym rollercoasterem: radość mieszała się z przerażeniem, a w niektórych momentach pojawiały się łzy. Dzięki nim historia nabrała głębi, a bohaterowie stali się bardziej realni i bliscy sercu czytelnika.
Drogi Czytelniku,
„Blade” to historia, która potrafi zaskakiwać i wzruszać, nawet jeśli początki bywają nieco ospałe. Martyna w drugiej części pokazała, że potrafi wykreować postaci z krwi i kości, a Meave i Fane udowodnili, że uczucia mogą być prawdziwe, głębokie i odczuwalne na każdym kroku. Historia przeplata emocje – od radości, przez niepewność, aż po momenty wzruszenia – i zmusza do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. Choć debiut nie był wolny od niedoskonałości, to druga połowa książki sprawia, że czytelnik chce zanurzyć się w świat bohaterów i śledzić każdy ich krok. To lektura, która potrafi zostawić w sercu ciepło i sprawić, że trudno będzie o niej zapomnieć.
Opinia
𝐊-𝐏𝐨𝐩 𝐀𝐜𝐚𝐝𝐞𝐦𝐲. 𝐒𝐜𝐞𝐧𝐚 𝐂𝐢𝐞𝐧𝐢 – 𝐌𝐢𝐧𝐚 𝐅𝐢𝐧𝐜𝐡
[współpraca reklamowa @wydawnictwojaguar]
𝐐: 𝐂𝐨 𝐬𝐚̨𝐝𝐳𝐢𝐜𝐢𝐞 𝐨 𝐊-𝐏𝐨𝐩𝐨𝐰𝐲𝐜𝐡 Ł𝐨𝐰𝐜𝐳𝐲𝐧𝐢𝐚𝐜𝐡 𝐃𝐞𝐦𝐨𝐧𝐨́𝐰?
„𝑇𝑜 𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑𝑧𝑖𝑤𝑦 𝑡𝑟𝑒𝑛𝑖𝑛𝑔. 𝑁𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑡𝑒𝑟𝑎𝑧 𝑗𝑎 𝑛𝑖𝑒 𝑐ℎ𝑐𝑒̨ 𝑏𝑦𝑐́. 𝑁𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑏𝑟𝑜𝑛́. 𝑇𝑜 𝑤𝑎𝑙𝑘𝑎 𝑧 𝑤ł𝑎𝑠𝑛𝑦𝑚 𝑠𝑡𝑟𝑎𝑐ℎ𝑒𝑚 𝑖 𝑝𝑜𝑚𝑎𝑔𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑖𝑛𝑛𝑦𝑚 𝑤 𝑖𝑐ℎ 𝑤𝑎𝑙𝑐𝑒.”
Po przeczytaniu 𝑩𝒆𝒛𝒍𝒊𝒕𝒐𝒔𝒏𝒆𝒈𝒐 𝑺́𝒘𝒊𝒂𝒕ł𝒂 nie mogłam się doczekać, aż w moje ręce wpadnie kolejna historia idealna dla fanów 𝑲𝑷𝒐𝒑 𝑫𝒆𝒎𝒐𝒏 𝑯𝒖𝒏𝒕𝒆𝒓𝒔. Tak trafiłam na 𝑲-𝑷𝒐𝒑 𝑨𝒄𝒂𝒅𝒆𝒎𝒚, które powstało z ogromnej inspiracji naszym ukochanym filmem. 😈🗡️
Do recenzji tej książki podejdę w trochę 𝐢𝐧𝐧𝐲 𝐬𝐩𝐨𝐬𝐨́𝐛 𝐧𝐢𝐳̇ 𝐳𝐚𝐳𝐰𝐲𝐜𝐳𝐚𝐣. Oczywiste jest to, że to nie ja jestem targetem, ponieważ mam lat 21 a nie dziewięć 9-12, dlatego styl pisania był dla mnie zdecydowanie zbyt prosty. Przez niego miałam dość spory problem z wkręceniem się w czytanie. Mimo to uważam, że jest to 𝐬́𝐰𝐢𝐞𝐭𝐧𝐚 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐝𝐥𝐚 𝐦ł𝐨𝐝𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐜𝐳𝐲𝐭𝐞𝐥𝐧𝐢𝐤𝐨́𝐰 i mimo mojego wieku bawiłam się całkiem dobrze. Fabuła została ciekawie poprowadzona, a bohaterowie świetnie wykreowani. Każdy jest 𝐣𝐞𝐝𝐲𝐧𝐲 𝐰 𝐬𝐰𝐨𝐢𝐦 𝐫𝐨𝐝𝐳𝐚𝐣𝐮 i wyróżnia się na tle pozostałych. 💞
𝐇𝐚𝐧𝐚 to nowa uczennica swojej wymarzonej K-Pop Academy. Prawda na temat jej stypendium okazuje się o wiele 𝐜𝐢𝐞𝐤𝐚𝐰𝐬𝐳𝐚 𝐢 𝐫𝐨𝐳𝐛𝐮𝐝𝐨𝐰𝐚𝐧𝐚. Dziewczyna zostaje wojowniczką w grupie, której zadaniem jest zwalczenie demonów. Cała ta sytuacja jest ekscytująca, przerażająca, ale też męcząca. Obawy i rozmyślenia Hany ł𝐚𝐦𝐚ł𝐲 𝐦𝐢 𝐬𝐞𝐫𝐜𝐞. To młoda dziewczyna, na którą została narzucona ogromna presja. ☹️
Świetne było to, że pierwszy tom zaczyna się od 𝐩𝐨𝐜𝐳𝐚̨𝐭𝐤𝐮 𝐩𝐨𝐰𝐬𝐭𝐚𝐧𝐢𝐚 𝐠𝐫𝐮𝐩𝐲 𝐰𝐨𝐣𝐨𝐰𝐧𝐢𝐜𝐳𝐞𝐤, dzięki czemu od razu wchodzimy w ten świat wraz z głównymi postaciami. Wspólnie poznajemy mroczny świat demonów oraz dowiadujemy się, jak z nimi walczyć. Wszystko zostało 𝐝𝐨𝐬𝐤𝐨𝐧𝐚𝐥𝐞 𝐰𝐲𝐣𝐚𝐬́𝐧𝐢𝐨𝐧𝐞, dzięki czemu chce się dalej czytać i odkrywać tajemnice tej historii. 💜
Natomiast moją ulubioną rzeczą w tej opowieści jest 𝐠𝐢𝐫𝐥𝐡𝐨𝐨𝐝, które zostało przepięknie przedstawione. 𝐔𝐰𝐢𝐞𝐥𝐛𝐢𝐚𝐦 𝐫𝐞𝐥𝐚𝐜𝐣𝐞̨ 𝐝𝐳𝐢𝐞𝐰𝐜𝐳𝐲𝐧 i ich wspólne wsparcie! Zawsze mogły na siebie liczyć i razem pokonywały wszelkie trudności. 🫂
Jest to 𝐩𝐞𝐫𝐟𝐞𝐤𝐜𝐲𝐣𝐧𝐚 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐝𝐥𝐚 𝐟𝐚𝐧𝐨́𝐰 𝐊𝐏𝐃𝐇, ale przede wszystkim dla młodziutkich czytelników. Nie mogę się doczekać aż podzielę się tą książką z moją siostrzyczką, która jest ogromną fanką dobrze znanego nam filmu! 𝐂𝐡𝐞̨𝐭𝐧𝐢𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐜𝐳𝐲𝐭𝐚𝐦 𝐤𝐨𝐥𝐞𝐣𝐧𝐞 𝐭𝐨𝐦𝐲 i poznam dalsze losy naszej grupy AURA. 🥹
𝑥𝑜𝑥𝑜 𝑙𝑖𝑣 <3
𝐊-𝐏𝐨𝐩 𝐀𝐜𝐚𝐝𝐞𝐦𝐲. 𝐒𝐜𝐞𝐧𝐚 𝐂𝐢𝐞𝐧𝐢 – 𝐌𝐢𝐧𝐚 𝐅𝐢𝐧𝐜𝐡
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[współpraca reklamowa @wydawnictwojaguar]
𝐐: 𝐂𝐨 𝐬𝐚̨𝐝𝐳𝐢𝐜𝐢𝐞 𝐨 𝐊-𝐏𝐨𝐩𝐨𝐰𝐲𝐜𝐡 Ł𝐨𝐰𝐜𝐳𝐲𝐧𝐢𝐚𝐜𝐡 𝐃𝐞𝐦𝐨𝐧𝐨́𝐰?
„𝑇𝑜 𝑗𝑒𝑠𝑡 𝑝𝑟𝑎𝑤𝑑𝑧𝑖𝑤𝑦 𝑡𝑟𝑒𝑛𝑖𝑛𝑔. 𝑁𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑡𝑒𝑟𝑎𝑧 𝑗𝑎 𝑛𝑖𝑒 𝑐ℎ𝑐𝑒̨ 𝑏𝑦𝑐́. 𝑁𝑖𝑒 𝑡𝑦𝑙𝑘𝑜 𝑏𝑟𝑜𝑛́. 𝑇𝑜 𝑤𝑎𝑙𝑘𝑎 𝑧 𝑤ł𝑎𝑠𝑛𝑦𝑚 𝑠𝑡𝑟𝑎𝑐ℎ𝑒𝑚 𝑖 𝑝𝑜𝑚𝑎𝑔𝑎𝑛𝑖𝑒 𝑖𝑛𝑛𝑦𝑚 𝑤 𝑖𝑐ℎ 𝑤𝑎𝑙𝑐𝑒.”
Po przeczytaniu 𝑩𝒆𝒛𝒍𝒊𝒕𝒐𝒔𝒏𝒆𝒈𝒐 𝑺́𝒘𝒊𝒂𝒕ł𝒂 nie mogłam się doczekać, aż w moje ręce wpadnie kolejna...