rozwiń zwiń

Rekolekcje paryskie

Okładka książki Rekolekcje paryskie
Józef Tischner Wydawnictwo: Znak religia
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Data wydania:
2013-02-04
Data 1. wyd. pol.:
2013-02-04
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324021239
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rekolekcje paryskie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rekolekcje paryskie

Średnia ocen
7,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
17
11

Na półkach: ,

Książka ciekawa, ukazująca dojrzewanie poglądów ks. Tischera na temat wolności oraz szeroko pojętej tematyki państwa (Polski) na przestrzeni lat '80. Niestety z racji braku kompletności nagrań, wykłady nie są kompletne i czasami brakuje czytelnikowi zakończenia wątku jakie poruszał ks. Tischner.

Książka ciekawa, ukazująca dojrzewanie poglądów ks. Tischera na temat wolności oraz szeroko pojętej tematyki państwa (Polski) na przestrzeni lat '80. Niestety z racji braku kompletności nagrań, wykłady nie są kompletne i czasami brakuje czytelnikowi zakończenia wątku jakie poruszał ks. Tischner.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Rekolekcje paryskie na półkach głównych
  • 35
  • 22
  • 2
21 użytkowników ma tytuł Rekolekcje paryskie na półkach dodatkowych
  • 14
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rekolekcje paryskie

Inne książki autora

Józef Tischner
Józef Tischner
Ksiądz katolicki, filozof, publicysta. "Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem" - mawiał o sobie ks. Józef Tischner. Tak naprawdę był ważny dla wielu ludzi w każdym z tych wcieleń: budził zaufanie jako człowiek, inspirował jako filozof, uczył dojrzałej wiary jako kapłan. Był człowiekiem swojego czasu: nie uciekał od aktualnych problemów, ale próbował pomóc rodakom przejść przez kolejne zakręty historii. Zostanie zapamiętany jako nauczyciel wolności, solidarności i nadziei.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wokół Biblii: Z księdzem Józefem Tischnerem rozmawia Ewelina Puczek Józef Tischner
Wokół Biblii: Z księdzem Józefem Tischnerem rozmawia Ewelina Puczek
Józef Tischner Ewelina Puczek
Gdzieś nam nazwisko Tischner mignęło, coś gdzieś o nim ktoś mówił. Ale tak dokładnie co i w jakim kontekście to nie takie istotne. W sumie szkoda, bo to mądry człowiek był. Ale bez przesady. Zaczniemy od rzeczy mniej wymagających (polecam dzieła filozoficzne, ale wiem, że to nie wszystkich rajcuje...) i niewielkich rozmiarów. Mowa dokładnie o 196 stronach małego formatu, na których zapisane zostały treści pochodzące z programów telewizyjnych emitowanych przez Telewizję Katowice w latach 90.
Zasadniczo lubię książki, które odpowiadają na pytania. Jakiekolwiek. Nawet te, których wcale nie chciałam zadawać. I tym razem mogę polecić coś daje satysfakcję zdobycia odrobiny wiedzy. W spisie treści figurują sprawy, które (niekoniecznie wszystkie naraz) mogą zaprzątać człowiecze myśli. Chociażby stworzenie świata lub historia Adama i Ewy czy pierwsze morderstwo. Tak niejasno i nieprecyzyjnie zostało to wypowiedziane w Piśmie Świętym, że nie wszyscy rozumieją. A ksiądz Tischner tłumaczy i pokazuje zupełnie inne spojrzenie na sprawę. Naprawdę, sama bym nie wpadła na niektóre interpretacje. A tu czarno na białym, jasno i przejrzyście napisane. Można się zadziwić.
I tak opowiedziane zostało kilkanaście biblijnych historii ze Starego Testamentu a także (co pewnie ważniejsze) pokazane jak one się mają do współczesności i do życia normalnego człowieka, uważającego się za chrześcijanina. Bo to jednak nie jest takie oczywiste. W każdym razie można pozbyć się takiej brzydkiej myśli: po jakiego grzyba te teksty zostały włączone do kanonu? Kilka poruszonych spraw, rzeczy, których czasem nie rozumiemy. Czasem chcielibyśmy zapytać, ale wstyd. Biblia jest fascynująca. A jeśli jakaś sprawa nas nurtuje to warto zajrzeć do tej książki, może znajduje się tam odpowiedź. A forma jest całkowicie przystępna, w końcu materiał został przygotowany na potrzeby telewizji.
jak_mango_lubie - awatar jak_mango_lubie
ocenił na 9 15 lat temu
Nad przepaściami wiary Wacław Hryniewicz OMI
Nad przepaściami wiary
Wacław Hryniewicz OMI Elżbieta Adamiak Józef Majewski
Wywiad rzeka, skryty gdzieś na dnie pirackiej skrzyni (stąd muszę przytaczać z pamięci), jakby bardziej zrozumiały niż „Nadzieja zbawienia”, stąd wyższa ocena. Treść podobna, między innymi ksiądz Wacław opowiada, jak w dzieciństwie oglądał obrazek, przedstawiający umierającego, który ostatkiem sił zamiast nawrócenia ulega pokusie i pada ofiarą Złego. Na bladej twarzy widać niedobry uśmiech, już Zły chwyta i ciągnie nieszczęsnego do piekła ... Pytanie, jak w ten sposób wlać w serca otuchę ? Chyba, że ktoś tak „otuchę” pojmuje. Następnie, jak na studiach jego wykładowca, Wincenty Granat, uczył po swojemu, uznawszy słusznie, że podręcznik jest napastliwy i zniechęcający. O rozmowach, zwanych szumnie „dialogiem ekumenicznym”, zwykle prowadzą do niczego, bowiem strony pilnie baczą, by zmienić możliwie nic. Zwłaszcza źle wypadł tu Józef Ratzinger, wówczas jeszcze prefekt Kongregacji Wiary, uniemożliwił raz gotowe porozumienie z anglikanami o wzajemnym uznaniu obrzędów. Ksiądz na własną rękę i oddolnie próbował uprawiać ekumenizm wymieniając w modlitwie patriarchę Konstantynopola obok papieża. O „interkomunii” z innymi wyznaniami: budzi czasem opory, na przykład ze strony prawosławnych, lecz ksiądz wyjaśnia „będąc w świeckim stroju, zatajam kim jestem, stąd moje przystępowanie nikogo nie obraża”. Na pytanie, co ksiądz ma do powiedzenia o nieomylności papieża, padła ostrożna odpowiedź „mam wątpliwości”. Zaś o wyświęcaniu kobiet „kobieta lepiej wyraża macierzyńskość Kościoła”. Trzeba pamiętać, że ἐκκλησία jest rodzaju żeńskiego. Użyty przy tym wyraz „biskupka” brzmi niepoważnie, jeśli już, to „biskupa”. Przypomniało mi, co głosi „Słownik Nowego Testamentu” w haśle „posługa”: „Wszyscy chrześcijanie, mężczyźni i kobiety, mogą spełniać posługi, chociaż Nowy Testament nie wspomina o tym, by jakakolwiek kobieta była biskupem lub kapłanem.” Ściśle biorąc, księgi Nowego Przymierza nie mówią o kapłanach chrześcijańskich (jedynie o prezbiterach i diakonach) ani o wyświęcaniu. Również Joachim Gnilka uważał, że do uczniów należały kobiety („Jezus z Nazaretu” Kraków 1997 s. 223) i że w czasach apostolskich „Wypowiedzi Pawła dotyczące miejsca kobiety w Kościele nie są ze sobą spójne, a niekiedy wręcz sprzeczne. Według 1 Kor 12,13; Ga 3,28 różnice między mężczyzną i kobietą, podobnie jak między wolnymi i niewolnikami, zostały zniesione (…) Z tego punktu widzenia nie jest łatwo rozstrzygnąć, czy dany kobiecie nakaz milczenia podczas zebrań (1 Kor 14, 33b – 36) pochodzi od Pawła, czy też jest późniejszą glosą. W każdym razie pozostaje on w wyraźnej sprzeczności z 1 Kor 11, 5, gdzie występowanie kobiety na zebraniach liturgicznych jest traktowane jako zrozumiałe samo przez się. Dlatego bardziej słuszne jest opowiedzenie się za glosą.” („Paweł z Tarsu” Kraków 2001 s. 232 tłum. Wiesław Szymona, przy tym słowa 1 Kor 11, 5 o zakazie przemawiania kobiet z odkrytą głową trudno zrozumieć s. 231) Z niechęcią ksiądz mówi o cierpieniu, uznawanym za wartość samą w sobie, nazywa to „doloryzmem”, gdyż taki wzorzec świętości odstręcza od naśladowania „wykrzywiona bólem twarz, spojrzenie utkwione w zaświatach” i temuż podobnież, ubrał w słowa myśl, jaka wielokrotnie przychodziła mi do głowy. Ostrzega również, mym zdaniem słusznie, że wmawianie przez kaznodziejów poczucia winy („ciało nosicielem nieczystości” czy gorszego jeszcze) prędzej przyprawi wierzących o zaburzenia umysłowe niż uczyni pobożnymi. Więcej grzechów nie pamiętam, zachęcam do przeczytania.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na 8 2 lata temu
Między wiarą a kościołem. Listy o szukaniu drogi. Stanisław Obirek
Między wiarą a kościołem. Listy o szukaniu drogi.
Stanisław Obirek Krzysztof Dorosz
Słowo dialog jest tutaj niezwykle ważne. I to zarówno jako rozmowa między dwojgiem ludzi, ewangelikiem i byłym jezuitą, szukającymi swojej prawdziwej wiary jak i w rozumieniu duchowego rozwoju i stosunku do Boga, będącego nieustannym poszukiwaniem tego co autentyczne. Książka ta stawia wiele bardzo ważnych pytań na temat kondycji współczesnego chrześcijaństwa i jego rozmaitych wariatów. Jest to rozprawa dwóch teologów poparta głębokimi refleksjami i niezwykle bogatą wiedzą, wynikającymi jednak z autentycznego namysłu nad tym co naprawdę istotne, bez niepotrzebnych uprzedzeń ani upraszczania rzeczywistości. Nie ucieka od problemów, nie stara się zakrywać jedynym niepodważanym monopolem na prawdę, który - zdaniem autorów - zaciera obraz oraz utrudnia otwarcie się na prawdziwe duchowe doświadczenia. Jedną z bardziej istotnych poruszonych w tej książce kwestii, jest pytanie o wiarę współczesnego człowieka oraz możliwości jej pełnego rozkwitu w ramach instytucji kościelnych oferujących bardzo ściśle określone sposoby "dochodzenia" do Boga. Autorzy dzielą się swoimi refleksjami na temat sposobów przeżywania wiary oraz możliwości jej ekspresji w ramach instytucji, w których się znaleźli. Są to relacje ludzi, którzy pchani autentyczną potrzebą doświadczenia więzi z Bogiem nieustannie stawiają pytania natury teologicznej: jak pogodzić istnienie chrześcijaństwa obok innych religii, jak pogodzić swoje własne indywidualne doświadczenie Boga z dogmatami narzucanymi przez Kościół? Co tak naprawdę tworzy wspólnotę wiernych? Co to znaczy być chrześcijaninem dla każdego z nich we współczesnym świecie? Dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła? Czym jest dla nich żywa wiara? Czym się różni doświadczenie mistyków od instytucjonalizacji religii we współczesnym Kościele katolickim? Jak ogromna jest to dla nich przepaść? Wszystkie te pytania pozostają otwarte, a końcowym wnioskiem narzucający się po przeczytania tej książki jest przekonanie o tym, że wiara w jakiejkolwiek religii jest nieustannym poszukiwaniem oraz zadawaniem sobie pytań. Tylko w ten sposób można mieć pewność, że droga, którą idziemy nie zaprowadzi nas na duchowe mielizny oraz nie zamknie na świat, a umożliwi prawdziwy kontakt z naszym własnym wnętrzem. Bo wiara - jak twierdzą autorzy - jest przede wszystkim otwarciem się na innych. I to tyle w tym temacie. Polecam wszystkim "poszukującym".
Matea - awatar Matea
oceniła na 8 10 lat temu
Mądrość pustyni Thomas Merton OCSO
Mądrość pustyni
Thomas Merton OCSO
Mądrość pustyni to zbiór opowieści z życia chrześcijańskich pustelników z IV w. naszej ery, zwanych Ojcami Pustyni, którzy w oddaleniu od zamętu świata szukali zbawienia, samotności i życia kontemplacyjnego. Jest to jednak wybór szczególny - przygotowany został przez najsłynniejszego chrześcijańskiego pustelnika XX w., trapistę Thomasa Mertona. W jego tłumaczeniach pojawiają się więc osobiste tony i charakterystyczne dla pisarstwa Mertona połączenie głębokiego szacunku i humoru, świetnie oddające specyficzny styl myślenia i życia starożytnych Ojców, których cechowały skromność, zdrowy rozsądek i duchowa głębia. Z Apoftegmatów Ojców Pustyni: Pewien brat rzekł do starca: "Jeden z braci modli się w swojej celi, robi sześciodniowe posty i inne praktyki pokutne. Drugi troszczy się o chorych. Którego z nich czyny bardziej podobają się Bogu?". Starzec odpowiedział: "Choćby ów brat, który pości przez sześć dni, w ramach pokuty powiesił się za nos, nie mógłby równać się z tym, który troszczy się o chorych". (tekst z okładki) Kiedy byłem nastolatkiem fascynowały mnie Islam i Zen. Nie dostrzegałem wtedy głębi i różnorodności tradycji katolickiej. Wraz z dorastaniem zacząłem poznawać swoją religię różnymi drogami, jedną z nich była i jest nadal dla mnie sztuka sakralna w tym ikona. Każdemu współwyznawcy poszukującemu własnej tożsamości religijnej mogę szczerze polecić tę książkę. Czytając ją przychodzą mi na myśl słowa Thomasa Mertona: "Nie wychodzimy na pustynie po to, aby uciec przed ludźmi, ale po to, aby nauczyć się ich odnajdywać." Zapraszam na mojego bloga. https://christophorusartifex.blogspot.com/2009/04/madrosc-pustyni.html
Chris Bełzowski - awatar Chris Bełzowski
ocenił na 8 3 miesiące temu
Zapiski współwinnego widza Thomas Merton OCSO
Zapiski współwinnego widza
Thomas Merton OCSO
Dobrze się zaczęło, bo już dzięki „Słowu Wstępnemu” (tłumacza, Zygmunta Ławrynowicza) upewniłem się, że moje domysły dotyczące znaczenia tytułu były słuszne – nawet jeśli nie bierzemy w czymś czynnego udziału, to i tak, w pewnym sensie i do pewnego stopnia, jesteśmy współwinni tego, co się stało, wydarzyło, zaistniało. Jeśli nawet czasami mam zdanie podobne (na przykład uważam, że zgoda na zło – rodzi zło), to jednak przyznaję, że jednym z istotnych elementów współczesnego chrześcijaństwa (czyli od około 330 roku), którego nie akceptuję, jest wkręcanie wiernych/wyznawców w niekończące się i nie do uniknięcia poczucie winy. Tak, wiem oczywiście, że człowiekiem obarczonym poczuciem winy i wyrzutami sumienia łatwiej jest sterować, manipulować, ale – choć to skuteczne i wszelkiej władzy przydatne – nadal podobać mi się nie musi. W „Przedmowie” Merton stwierdza, że „na obecną książkę składają się w istocie rzeczy osobiste refleksje, intuicje, metafory, obserwacje i osądy poczynione na marginesie lektur i wydarzeń” [1], ale zastrzega od razu, że czytelnik nie znajdzie w książce żadnych prywatnych i poufnych zwierzeń. To jak to? Osobiste, ale nie prywatne? Nie rozumiem. Później często było jeszcze gorzej, jeszcze trudniej. Część pierwsza, zatytułowana „Sen Bartha”, dotyczy – jak mi się wydaje – polemiki z jakimiś poglądami albo przekonaniami Karla Bartha. Nie miałem pojęcia, kto zacz, więc sprawdziłem, jednak okazało się, że informacja, iż Karl Barth, to, zmarły w 1968 roku, wpływowy szwajcarski teolog ewangelicko-reformowany, niewiele mi pomogła. Wydaje się, że żeby w pełni zrozumieć uwagi i komentarze Mertona, należałoby wpierw solidnie przestudiować dzieła Karla Bartha. Podobnie rzecz się ma z Dietrichem Bonhoefferem. A chwilę później z niektórymi poetami Ameryki Łacińskiej. Merton znajduje coś szczególnego u Carrera Andrade z Ekwadoru i Ernesta Cardenal z Nikaragui, ale ja ich nie czytałem. Manuel Bandeira czy Jorge de Lima też nie są mi znani. Do tego nietłumaczone wstawki w obcym języku… W tym momencie zorientowałem się, że dalej w ten sposób czytać Mertona się nie da. Postanowiłem koncentrować się odtąd na fragmentach, które rozumiem – bez względu na to, czy się z nimi zgadzam – które w moim umyśle albo może duszy wywołują jakiś oddźwięk, nie zwracając większej uwagi na to, czego pojąć nie mogę. Oto takie właśnie, intrygujące mnie w różny sposób treści, z komentarzami i uwagami: „Albo się jest Żydem, albo należy przestać czytać Pismo Święte. Biblia nie może mieć sensu dla kogoś, kto nie jest duchowo Semitą” [2]. Oczywiście. Jezus przyszedł na świat, by wypełniły się pisma Żydów, a nie przeciwko nim. „Wierzymy nie dlatego, że chcemy wiedzieć, ale dlatego, że chcemy być” [3]. Niby rozumiem, ale… co chwilę, gdy sens próbuję ubrać w słowa, ten mi ucieka. Temat do medytacji! „Powinniśmy pamiętać, że pewne pragnienia i przyjemności istnieją z woli Boga. Nie jest możliwe życie w prawdzie, jeśli automatycznie traktujemy z nieufnością wszystkie przyjemności i zachcianki. Przyjmując naszą ludzką naturę, dajemy świadectwo pokory, odrzucając – dajemy dowód pychy” [4]. „Pewne” pragnienia? Czyli nie wszystkie, prawda? A kto będzie decydował, które z nich są z woli Boga, a które nie? „Ameryka jest rajem na ziemi. […] Ale Nowo-Odkryty-Świat był światem bez historii, czyli bez grzechu, ergo był rajem” [5]. Tu ośmieliłbym się nie zgodzić. Ameryka miała swoją historię także przed Kolumbem – tyle, że nie była to historia białych chrześcijan. Negowanie tego faktu wydaje mi się odrażającą pychą i arogancją, ale kilka linijek dalej jest jeszcze gorzej: „…to, co przydarzyło się Indianom, było w pewnym sensie klęską szatana” – ups! Jeśli rdzennych mieszkańców Ameryki uznać za szatański pomiot, to ich eksterminacja (np. misjonarze chrześcijańscy rozdawali Indianom zarażone koce) jest niewątpliwie ciosem zadanym szatanowi. A w ogóle najważniejsze – jak twierdzi Merton – że wszystko to działo się w „dobrej wierze”. „Mamy u siebie w domu Murzynów, którzy zakłócają spokój raju i usiłują zmusić nas, wbrew naszym słusznym przekonaniom, do ruchu, do zmiany, do kształtowania historii, zamiast nieustannych prób powrotu do czegoś, co już nigdy nie może służyć nam za nowy start” [6]. Segregacja rasowa w USA oficjalnie zniesiona została w 1964 roku. Thomas Merton zmarł w 1968 – dla niego była to kwestia aktualna. „Dzisiaj więc (mówi się nam) nienawiść do komunizmu stanowi sprawdzian, czy się jest dobrym chrześcijaninem czy też nie. Rękojmią wszelkiej prawdy jest nasza polityczna nienawiść” [7]. No, cóż… ciekawe czasy, ciekawe podejście… Temat Zimnej Wojny wydaje się być stale obecny w rozważaniach Mertona, wraca on do niego wielokrotnie w różny sposób. Obecnie łatwo z tego żartować, ale wówczas, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych miliony ludzi naprawdę bało się wybuchu trzeciej wojny światowej. Część Druga. Prawda i gwałt: interesująca era. „A ten szczególny rodzaj zła właściwy naszym czasom – kontynuuje Bonhoeffer –objawia się nie tyle w grzechach dobrych ludzi, ile w pozorach cnoty ludzi złych. Są to czasy zapamiętałych łgarzy, którzy mówią prawdę, jeśli służy ona interesom takich samych jak i oni kłamczuchów” [8]. To akurat przekonania Dietricha Bonhoeffera, ewangelickiego teologa zamordowanego w obozie koncentracyjnym Flossenbürg w Bawarii, ale odnoszę wrażenie, że Merton się z nim zgadzał. Czy tak jest i dziś? A może jeszcze gorzej? „Człowiek jest gotów zostać bogiem, a zamiast tego często okazuje się bałwanem” [9]. Znakomite, bardzo mi się podoba! „Na dalszą metę nikt nie jest w stanie wykazać innemu jego błędu, dopóki ten drugi nie jest przekonany, że jego krytyk przede wszystkim dostrzega i kocha dobro, które on nosi w sobie” [10]. Czy przypadkiem nie znamy czegoś podobnego w grupie przyjaciół i znajomych? Dobre! „Przywiązanie współczesnego Amerykanina do swego samochodu i symbolicznej roli, jaką odgrywa ten samochód przy całym swym agresywnym i lubieżnym kształcie, bezużytecznej mocy…” [11]. Lubieżny kształt? Proszę! Bez kleszej durnoty… „Każdy z nas jest święcie przekonany, że niczego tak bardzo nie łaknie, jak prawdy. I nie ma w tym nic dziwnego. Jest rzeczą naturalną, że człowiek, istota inteligentna, łaknie prawdy. W rzeczywistości nie tyle o prawdę chodzi nam w naszych pragnieniach, ile o posiadanie racji” [12]. Zdecydowanie też tak uważam. Dobrze gada. „…zaczynamy rozumieć, jak mógłby wyglądać świat odmieniony przez zasady polityczne uduchowione Ewangelią. Byłaby to próba wydźwignięcia człowieka, bez względu na to, czy jest on wyznawcą Chrystusa, czy też nie…” [13]. Merton jakby zapomina, że coś takiego próbował jego Kościół zrealizować – z rdzennymi mieszkańcami obu Ameryk, rękami konkwistadorów. Tak właśnie wyglądała polityka podporządkowana religii. Gdyby żył obecnie, mógłby zastanowić się, jak działa polityka podporządkowana religii w Państwie Islamskim. „Każdy rezygnuje z prawości osobistej (wolności duchowej) na rzecz bezpieczeństwa, ambicji, przyjemności, względnie po to, aby go zostawiono w spokoju” [14]. Tak, to prawda. Może trochę smutna, ale właściwie nic w tym dziwnego. „Powinieneś wyrzec się i zrezygnować z aprobaty, która jest niczym innym, jak tylko łapówką kupującą twoje poparcie dla zbiorowej ułudy” [15]. Pięknie, tylko ilu ludzi na to stać? „Najwyższą formą złożenia siebie w ofierze było teraz paść w boju pod znakiem Krzyża. W XII wieku nawet zakonnicy chwytali za miecz i składali daninę posłuszeństwa, ginąc w boju przeciw niewiernym, przeciw heretykom. Na nieszczęście walczyli oni także z innymi zakonnikami…” [16]. Mocne! Wyrzynanie katarów, albigensów, patarenów, waldensów, dulcynian i innych zakonników chrześcijańskich nie było za bardzo w porządku, ale niewiernych można było sobie mordować milionami bez skazy na chrześcijańskim honorze? Ups! „Największą pokusą, która napastuje chrześcijan jest to, że w praktyce dla większości z nas Ewangelia przestała być nowiną. A jeśli nie jest nowiną, nie jest Ewangelią…” [17]. I aż do końca części drugiej Merton porusza ten właśnie temat. Rzeczywiście, w ten sposób nigdy nie myślałem, ale coś w tym jest. Ludzie, którzy dostają dobrą nowinę (jak nazwa wskazuje, jest to wiadomość nowa) cieszą się. A gdzie radość i szczęście u polskich katolików? Dobra nowina i te ponure, zacięte, przygnębione polskie mordy? Może Polacy nawet i są religijni, ale czy są chrześcijanami? Część Trzecia. Duch nocy i oddech świtu. „Boże, dopomóż człowiekowi, który sądzi, że wie już wszystko o sobie” [18]. Niby zabawne, ale przecież w pełni prawdziwe. „Nawet gdybym miał na swoim koncie jakieś dobre uczynki, wolałbym nie pokładać w nich zbytnich nadziei” [19]. Bóg jest w pełni suwerenny, a to oznacza, że człowiek nie może Go zobowiązać do niczego w żaden sposób, nawet dobrymi uczynkami. „Kryzys osobisty zachodzi wtedy, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z istnienia przeciwieństw w sobie, których prawdopodobnie nie da się pogodzić” [20]. Intryguje mnie to, ale mam wrażenie, że sens mi umyka. O co tu może chodzić, o jakie przeciwieństwa? Część czwarta. Na rozstaju. „Człowiek, uważający siebie po cichu za kompletnie wolną, autonomiczną jednostkę o nieograniczonych możliwościach, znajduje się w ogromnie kłopotliwym położeniu. On jest Bogu podobny i stąd wszystko znajduje się w jego zasięgu. Ale oto okazuje się, że wszystko to, co udaje mu się zdobyć z popędu własnej woli, właściwie nie jest warte posiadania. To, czego on naprawdę szuka i potrzebuje – jak miłość, autentyczna tożsamość, życie które, posiada istotne znaczenie – nie daje się osiągnąć przez samo chcenie i przez podejmowanie odpowiednich kroków, aby zapewnić sobie ich posiadanie. Żadna pomysłowość nie kupi nam tych rzeczy – żadna psychologiczna i socjologiczna manipulacja nie obejmie ich, żadna budująca samopomoc religijna, żadna technika ascetyczna, żaden narkotyk nic tu nie pomoże!” [21]. Dalej pisze Merton, że te rzeczy dostajemy w darze, że to łaska. Czy wszyscy dostajemy i czy zawsze i czy na zawsze? „Mam blisko 48 lat. Mam kawał roboty do zrobienia: osiągnąć wolność w samym sobie, pozdejmować z siebie sznury i nawyki myślowe, moje skóry odzieżowe (jak gdybym mógł tego dokonać na własną rękę)” [22]. Ja też młodziak nie jestem, ale czy osiągnąłem te cele? I czymże jest ta „wolność w samym sobie”? Czy to coś, co ja chcę? „Powiedział ktoś, że pierwsza sesja Drugiego Soboru w Watykanie stanowiła już koniec epoki kontrreformacji” [23]. W 1939 roku Pius XII wyraża poparcie dla hitlerowskiej napaści na Polskę. Takich aktów było zresztą więcej… Ano właśnie, Sobór Watykański Drugi. Rok 1962 i dalsze… W 1965 zmieniono nazwę Świętej Inkwizycji na Świętą Kongregację Nauki Wiary. Bóg – z karzącego sędziego – zmienił się w czystą miłość… Merton pisze dalej o problemach z mszą, którą odtąd trzeba było odprawiać przodem do ludu i po angielsku, a nie po łacinie. Część piąta. Wariat pędzi na wschód. „Kto wie, może powinniśmy bardziej krytycznie spojrzeć na to pojęcie życia duchowego. Tak długo, jak długo myśl i modlitwa nie znajdują pełnego odzwierciedlenia w działalności, która je podtrzymuje i daje im słuszny wyraz, serce ludzkie przepełnione będzie zduszoną wściekłością, frustracją i poczuciem nieuczciwości” [24]. Wiele lat potrzebowałem, żeby pojąć, że duchowość jest praktyczna i codzienna. Może gdybym to przeczytał wcześniej… Ale z drugiej strony, czy wtedy zauważyłbym to i jakoś zrozumiał? Wątpię. „A jednak jeśli dając odpór zwątpieniu przekonujemy siebie, że naprawdę znamy Boga, wówczas straciliśmy kontakt z rzeczywistością, bowiem jak mówi św. Tomasz: Najwyższy szczebel ludzkiej wiedzy o Bogu to wiedzieć, że się nie zna Boga” [25]. Czyli jednak Bóg, jakkolwiek Go nie pojmuję. I w dziwny sposób mnie to uspokaja. Trudna lektura… -- 1. Thomas Merton, „Domysły współwinnego widza”, przekład Zygmunt Ławrynowicz, Społeczny Instytut Wydawniczy, 1972, s. 13. 2. Tamże, s. 21. 3. Tamże, s. 26. 4. Tamże, s. 28. 5. Tamże, s. 36-37. 6. Tamże, s. 42. 7. Tamże, s. 47. 8. Tamże, s. 68. 9. Tamże, s. 69. 10. Tamże, s. 71. 11. Tamże, s. 76. 12. Tamże, s. 78. 13. Tamże, s. 83. 14. Tamże, s. 85. 15. Tamże, s. 95. 16. Tamże, s. 100. 17. Tamże, s. 116. 18. Tamże, s. 143. 19. Tamże, s. 147. 20. Tamże, s. 203. 21. Tamże, s. 220. 22. Tamże, s. 249. 23. Tamże, s. 259. 24. Tamże, s. 264. 25. Tamże, s. 278.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na 6 10 lat temu

Cytaty z książki Rekolekcje paryskie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rekolekcje paryskie