Ocenię cały tytuł jako całość, dlatego moja opinia znajdzie się zarówno pod pierwszym jak i ostatnim tomem.
Tytuł ten bardzo dobrze sprawdza się w roli brutalnego i mrocznego fantasy jak i battle shounena i dostarczył mi dokładnie tego, czego po nim oczekiwałem, a mimo to czegoś mi tu brakowało. Może problemem jest fakt, iż uważam tę historię za przygodę na raz, do której nie ma sensu później wracać, co zresztą po części niechcący potwierdziłem?
Naszym głównym bohaterem jest niejaki Tatsumi i co by o nim nie mówić na samym początku poznajemy go jako typowego protagonistę anime. Jest wesoły, pełen energii, naiwny i niewinny i gdyby nie fakt bycia główną postacią, długo by nie pożył. No ale fabuła popchnęła go w szeregi Night Raid - drużyny zabójców, chcących uleczyć imperium przez wyrwanie z korzeniami toczącą je zgniliznę i korupcję. Oczywiście Tatsumi decyduje się do nich dołączyć. Co bardzo w nim fajne to fakt, że akcje jakie podejmuje i okropności jakich jest świadkiem mają na niego wpływ, zmieniają go. Ciekawym też jest, że mimo dostawania największej ilości czasu ze względu na bycie główną postacią, przez większą część historii nie wystaje przed szereg wśród swoich kompanów; oczywiście w okolicach finału dostaje dość potężnego boosta do mocy, ale do tego momentu inni bohaterowie od niego nie odstają a nawet, według mnie, byliby od Tatsumiego silniejsi, co w tym gatunku chyba nie jest często spotykane.
Pozostali członkowie Night Raid też wypadają pozytywnie. Może i gdyby robić jakiś ranking najlepszych postaci, nawet typowo z mangi i anime, nikt z "Akame ga Kill!" by się w nim nie znalazł, nie można powiedzieć, że są źle napisani. Każdy jest inny, wyróżnia się i można z nimi sympatyzować. Najlepsze są momenty w których spędzają razem czas, śmieją się i sobie dogadzają. Nie tylko czuć w takich chwilach fajnie uchwycone relacje między członkami, ale i czuć, już u mnie nie u bohaterów, takie swego rodzaju napięcie. Za każdym razem gdy się bawili i świętotali ja miałem świadomość, że najprawdopodobniej ostatni raz oglądam ich w takim gronie, w takim składzie.
Tu dochodzimy do ogromnej zalety "Akame ga Kill!" - brak giną. Każda walka, każda sytuacja zagrożenia generowała ogromne napięcie , ponieważ wiązała się z potencjalną utratą jednego z członków Night Raid. I te śmierci działają bardzo dobrze, uderzały we mnie bardzo mocno. Po części też dlatego, że każdy napisany był w taki sposób, by łatwo było go polubić, ale i dlatego, że były one mimo wszystko niespodziewane. Niestety to, co tak dobrze na mnie działało za pierwszym razem, za drugim właściwie po mnie spłynęło. Za pierwszym razem doczytałem do około 10 tomu, po czym z jakiegoś powodu przestałem czytać, pozostałe tomy dokupiłem dużo, dużo później i zacząłem lekturę od początku. Niby logiczne, wiedziałem kto, kiedy i w jaki sposób więc nie wywołało to u mnie takich emocji, ale mimo swojej wiedzy dwa zgony, które bardzo dobrze pamiętałem, ścisnęły mnie za gardło.
Kolejnym mocnym elementem i obowiązkowym punktem każdego szanującego się battle shounena są walki, a te robią robotę nawet przy ponownej lekturze. Są dynamiczne, emocjonujące w związku z tym co napisałem powyżej i bardzo ciekawe za sprawą Teigu, czyli artefaktów, którymi posługują się nasi bohaterowie, a które mają różne, ciekawe zdolności. Zdarzały się pojedyncze kadry w których nie wiedziałem na co patrzę, ale większość pojedynków była czytelna, więc nie przeszkadzało mi to szczególnie.
Co już wypadło gorzej to antagoniści. Ich motywacje zazwyczaj sprowadzały się do tego, że byli po prostu porąbani, aczkolwiek wypadałoby posłużyć się bardziej wulgarnym określeniem do oddania ich zepsucia. W większości przypadków nawet jeśli ktoś miał jakieś motywacje i smutną przeszłość, okazywało się że jest zły głównie dlatego, że ma nie po kolei w głowie. Szkoda, bo nawet w pewnym momencie powstała grupa antagonistów w odpowiedzi na Night Raid i oni są trochę niewykorzystanym potencjałem. Można by z nich zrobić swego rodzaju lustrzane odbicie grupy naszych zabójców - różnorodną i sympatyczną grupę, która mogłaby się z Night Raid w innych okolicznościach zaprzyjaźnić, ale że stoją po przeciwnych stronach barykady muszą się wzajemnie powyżynać. Szkoda, że autor nie poszedł w taką stronę, tym bardziej, że były podwaliny pod taką narrację. Niestety wyszło jak wyszło i finalnie szkoda mi było tylko jednego, dosłownie jednego, antagonisty, pozostali, nawet jeśli okazali się finalnie dobrymi osobami, to coś w ich wątkach po prostu nie zagrało.
Na plus i minus wyróżnia się Esdeath, czyli główna antagonistka. W jej przypadku ta sadystyczna psychoza zdawała się naprawdę działać. Z nią główny problem mam taki, że jest zbyt potężna i to do przesady. Silni antagoniści mi nie przeszkadzają, nawet często wychodzi to na plus bo zmusza bohaterów do wymyślenia jakiegoś planu, ale tutaj... Przeszkadzać mi to tak na poważnie zaczęło od pewnej sceny, w której już ukazane zostało, że nawet całą grupą nikt nie ma z nią szans, a ona jeszcze dostała niedorzecznie potężnego asa w rękawie. Nie wiem, dlaczego aż tak mi to przeszkadzało, może chodziło o to, że jej moc sama z siebie zbyt bardzo górowała nad każdym innym Teigu? Albo o fakt, że nawet w retrospekcjach nie pojawiał się nikt będący dla niej autentycznym zagrożeniem. Bo nawet jeśli już ktoś był dość mocny stawić jej opór, to i tak okazywało się, że nie był nawet bliski zwycięstwa. Na szczęście pomijając aspekty niedorzecznego power level'a, jako postać sama w sobie sprawuje się dobrze. Jej sadyzm, poczucie wyższości i wieczne pragnienie walki fajnie współgrają z momentami, w których pokazywała swoją ludzką stronę. I to nie tak, że w głębi duszy była dobra, ale pojawiały się takie myśli, czy mogłaby przejść na stronę dobra.
Zakończenie mi się nie podobało. Finalna bitwa bardzo fajna, ale jeśli narzekałem na zbyt duży poziom mocy u Esdeath, to bez spoilerów pod sam koniec autora poniosło jeszcze bardziej. Jeszcze mniej chyba podobał mi się happy end i to pomimo, że bardzo lubię historie z dobrym zakończeniem. Po prostu to tutaj nie tyle nie pasuje, co zostało zrobione na siłę, kosztem zepsucia odbioru niektórych scen, które nastąpił wcześniej. Na szczęście pomijając absurdy jakie się działy na koniec, samo zakończenie już po finalnej batalii mi się podobało, uważam je za bardzo dobre zamknięcie historii.
Czy polecam? Tak, jak najbardziej. Pomimo wad, jakie wypisałem, bawiłem się świetnie. Akcja jest dobra, postacie da się lubić i można się zaangażować w ich losy a walk jest pod dostatkiem. No czego chcieć więcej od tego typu tytułu? Od siebie polecam, nawet jeżeli raczej nigdy do tego nie wrócę, chyba że do adaptacji anime, która z tego co widziałem parę urywków drastycznie zmienia parę wątków i kto wie, może naprawia pewne bolączki finału?
Opinia
Masa złych decyzji podjętych przez Subaru w części czwartej skutkuje wieloma niezbyt przyjemnymi (dla niego) konsekwencjami. To właśnie na nich skupia się początek piątego tomu. Czytelnik ma tutaj okazję obserwować poczynania głównego bohatera i piętrzące się przed nim problemy. Fabularnie jest więc „poprawnie”, dużo ciekawiej jednak robi się w momencie, kiedy na scenę wkracza kult Wiedźmy Satelle, a Subaru dostaje się w ich łapska. Od tego momentu powieść zaczyna się robić naprawdę mroczna i momentami zaskakująca. Kolejne strony wypełnia klimat, któremu naprawdę trudno jest coś zarzucić i staje się on mocno sugestywny dla części odbiorców. Kolejny jednak raz pozytywne aspekty dzieła kontrastowane są przez pewne niedociągnięcia/wady. Niestety kolejny raz „problemy” powieści dotyczą głównego bohatera. Z jednej strony możemy obserwować ciekawe wydarzenia powodujące u nastolatka postępujące „szaleństwo” i wzbierającą w nim wściekłość. Z drugiej zaś znowu niektóre jego działania są tak „irytujące”, że naprawdę momentami jest trudno przebrnąć przez niektóre rozdziały. Ciągle jednak gdzieś w tle opowieści tli się iskierka nadziei (dawana przez autora), że nagle się on zmieni i dorośnie do roli głównego bohatera.
https://gameplay.pl/news.asp?ID=133407
Masa złych decyzji podjętych przez Subaru w części czwartej skutkuje wieloma niezbyt przyjemnymi (dla niego) konsekwencjami. To właśnie na nich skupia się początek piątego tomu. Czytelnik ma tutaj okazję obserwować poczynania głównego bohatera i piętrzące się przed nim problemy. Fabularnie jest więc „poprawnie”, dużo ciekawiej jednak robi się w momencie, kiedy na scenę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to