Prądy czasu

Okładka książki Prądy czasu
Robert Silverberg Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Nowa Fantastyka [Seria książek] fantasy, science fiction
252 str. 4 godz. 12 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Nowa Fantastyka [Seria książek]
Tytuł oryginału:
Up the Line
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
252
Czas czytania
4 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
8371801351
Tłumacz:
Krzysztof Sokołowski
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Prądy czasu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Prądy czasu



książek na półce przeczytane 7812 napisanych opinii 1116

Oceny książki Prądy czasu

Średnia ocen
6,4 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3670
713

Na półkach: ,

Rok raptem 2059, ludzkość całkiem nieźle sobie pozwala, to społeczeństwo hedonistyczne. Seksualność nie jest żadnym tabu i w żadnej odmianie, w zasadzie, sprzeciwu nie budzi. A jeśli tego komuś mało może się wspomóc substancjami najróżniejszej maści. Ziemia jakoś istnieje, choć w kondycji nie najlepszej, ale czemu? możemy się jedynie domyślać. O zdobywaniu kosmosu też nikt nie myśli, bo po co, skoro opanowano podróże w czasie. Jud Elliot to nieudacznik, no... raczej specjalista od podejmowania złych decyzji. Przypadkowo dostaje się do Służby Czasu zostając pilotem wycieczek do czasów Bizancjum. Praca to świetna, dobrze płatna, jedynym zwierzchnikiem jest Patrol Czasu – taka policja i sąd w jednym. Będąc w miarę rozsądnym nie trzeba się ich bać, zatracając rozsądek można stracić życie. I życie Elliota zapowiada się cudownie, a kariera przed nim świetlana chyba że... zakocha się szczeniacko i „zgubi” turystę – jednego z podopiecznych.
Choć problemów wynikających z podróży w czasie Silverberg nie traktuje po macoszemu, to jednak nie pamiętam książki, w której warstwa SF byłaby, w takim stopniu, jedynie pretekstem do opowiedzenia historii,
A historia to doskonała, postaci świetnie napisane, humor najwyższych lotów, a erotyka – której sporo całkiem – opisana subtelnie, ze swadą wręcz. No i historia Bizancjum, jesteśmy świadkami jego powstania, rozkwitu i upadku.
I nie są to suche fakty, bo to przecież wycieczka z Kurierem Czasu i nierozgarniętymi turystami, a nie akademicki wykład. Lekkość słowa Silverberga powoduje, że książkę się pochłania. I choć zakończeniu daleko do happy endu to żadna strata – w tym akurat wypadku.

Rok raptem 2059, ludzkość całkiem nieźle sobie pozwala, to społeczeństwo hedonistyczne. Seksualność nie jest żadnym tabu i w żadnej odmianie, w zasadzie, sprzeciwu nie budzi. A jeśli tego komuś mało może się wspomóc substancjami najróżniejszej maści. Ziemia jakoś istnieje, choć w kondycji nie najlepszej, ale czemu? możemy się jedynie domyślać. O zdobywaniu kosmosu też nikt...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

206 użytkowników ma tytuł Prądy czasu na półkach głównych
  • 122
  • 84
64 użytkowników ma tytuł Prądy czasu na półkach dodatkowych
  • 48
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Prądy czasu

Inne książki autora

Okładka książki Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Ocena 6,4
Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Okładka książki Dzieci Belzagora Bruno Lecigne, Robert Silverberg, Sam Timel, Adrien Villesange
Ocena 7,2
Dzieci Belzagora Bruno Lecigne, Robert Silverberg, Sam Timel, Adrien Villesange
Okładka książki Imagination Science Fiction. Vol. 1 Stuart J. Byrne, Roger Dee, Gordon R. Dickson, Paul W. Fairman, Randall Garrett, Milton Lesser, Winston K. Marks, Kris Neville, Dick Purcell, Mack Reynolds, Frank M. Robinson, Richard S. Shaver, Robert Silverberg
Ocena 6,0
Imagination Science Fiction. Vol. 1 Stuart J. Byrne, Roger Dee, Gordon R. Dickson, Paul W. Fairman, Randall Garrett, Milton Lesser, Winston K. Marks, Kris Neville, Dick Purcell, Mack Reynolds, Frank M. Robinson, Richard S. Shaver, Robert Silverberg
Okładka książki Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Ocena 7,0
Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Robert Silverberg
Robert Silverberg
Amerykański pisarz science-fiction. Studiował na Uniwersytecie Columbia i ukończył literaturę angielską w 1956. Zaczął pisać opowiadania i wysyłać je do magazynów fantastycznych już we wczesnych latach młodzieńczych. Pierwsze opowiadanie Gorgon Planet opublikował brytyjskim magazynie „Nebula Science Fiction” w 1954, a pierwszą powieść, „Revolt on Alpha C”, wydał w roku 1955. Rok później zdobył nagrodę „Hugo” dla najlepszego pisarza debiutującego. Jednak w 1959 roku rynek science fiction w Stanach przechodził kryzys i Silverberg zaczął pracować na innych polach literatury. Zajmował się szerokim zakresem twórczości literackiej od powieści historycznych, po twórczość erotyczną dla „Nightstand Books”. Za namową Frederika Pohla w połowie lat 60. Silveberg powrócił do pisania science fiction. Po latach wytężonej pracy przeniósł się z Nowego Jorku na Wschodnie Wybrzeże w 1972.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Królestwa Ściany Robert Silverberg
Królestwa Ściany
Robert Silverberg
"Bogowie nie istnieją albo nigdy nie istnieli albo są tutaj lecz upadli nisko, co jest jeszcze smutniejsze. Tak czy inaczej, nie ma nadziei." Mojej przygody z Robertem Silverbergiem ciąg dalszy. Książka Królestwa Ściany to kolejna pozycja tego autora, która jest powieścią drogi. Odnoszę wrażenie, że motyw podróży, odkrywania samego siebie, swojego ja, ukrytej tajemnicy to motyw przewodni tworczosci Silverberga w jego twórczości spod znaku sci-fi i fantasy. Autor ten ma bardzo dobra umiejętność łączenia tych dwóch gatunków fantastyki, nie robiąc z tego jednocześnie pastiszu. Królestwa Ściany to historia wioski Jespodar zbajdującej się u podnóża wielkiej góry - Kosa Saag na nienazwanej planecie. Wioska ta, zamieszkana przez Zmiennokształtnych, składająca się z różnych Domów i wchodzących w ich skład Klanów, co roku wysyła na Kosa Saag Czterdziestkę - grupę wyselekcjonowanych mieszkańców - 20 kobiet i 20 męzczyzn, którzy mają odbyć Pielgrzymkę śladem półmitycznego Pierwszego Wspinacza. Pielgrzymka jest centralnym wydarzeniem tej wioski, wokół którego zasadza się cały system religijny społeczności. Większość Pielgrzymów nie wraca ze szczytu, a Ci, którzy wracają - milczą o tym co widzieli na górze lub wracają jako osoby oszalałe. Mimo to, co roku wioska wystawia kolejną Czterdziestkę, bo tak nakazuje tradycja. Poilar Kuternoga, który jest potomkiem Pierwszego Wspinacza, wraz ze swoim przyjacielem Traibenem jako nastolatkowie ogladają wymarsz jednej z kolejnych Pielgrzymek. Wówczas przysięgają sobie, że sami oddadzą się na szkolenie i wezmą udział w tym wydarzeniu, aby przynieść wiosce wiedzę od Bogów, znajdujących się na szczycie Kosa Saag. Po kilku latach szkoleń Poliar wraz z Traidenem stają na czele swojej Czterdziestki. Nie wiedzą, że to co czeka ich na Szczycie, całkowicie zmieni ich życie oraz życie Jespodar. Powiesc Silverberga to dobrze napisana powiesc drogi, jak wspomniałem wcześniej. Autor w sposób niezobowiązujący miesza tutaj różne wątki fantasy, sci-fi i magię. Czytając te książkę odnosiłem wrażenie, że sporą inspiracją dla Silverbera mogła być Boska Komedia. Tytulowe Królestwa to jakby kolejne kręgi piekieł, zamieszkałe przez zmutowane stworzenia, które mają za zadanie odciągnąć Pielgrzymów od ich celu, którym jest szczyt i poznanie prawdy. Całość szybko się czyta, jak to u Silverberga - zawiązanie akcji następuje bez zbędnej zwłoki i ruszamy w podroz przez niesamowity świat pełen strachów i upiorów. Nie ma tu skomplikowanej budowy postaci, długich opisów przedstawiających świat. Powieść jest wręcz klaustrofobiczna, miejscami przypomina literaturę górską. Bardzo dobra rzecz, z kilkoma zapadającymi w pamięć cytatami i zaskakującym zakończeniem.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 1 rok temu
Przejście Connie Willis
Przejście
Connie Willis
“A little while and I will be gone from among you, whither I cannot tell. From nowhere we came, into nowhere we go. What is life? It is a flash of a firefly in the night.” - Ostatnie słowa Crowfoot, Wodza Czarnych Stóp. Książka opowiada o naukowych badaniach nad doświadczeniami z pogranicza śmierci prowadzonych przez psychiatrę Joannę Lander oraz neurologa Richarda Wrighta. Jej lektura była dla mnie przeżyciem samym w sobie, pozostawiła niezmywalny ślad, który na dłużej będzie mi towarzyszył. Dokąd odchodzi nasza świadomość po śmierci i jaką funkcję z naukowego punktu widzenia przedstawia NDE (near-death experience)? Możliwe odpowiedzi odkryjecie na kartach tej powieści. Zacznijmy od oczywistego - tak, “Przejście” jest najbardziej przegadaną książką jaką w życiu przeczytałem, ale w tym szaleństwie zdecydowanie dostrzegam metodę. Było tu mnóstwo foreshadowing dotyczących przyszłych wydarzeń, informacji, które w rozdziałach końcowych mają fundamentalne znaczenie dla tego co obserwujemy, a charakterystyka bohaterów ukazana w ten gadatliwy sposób sprawiała, że zaczyna nam realnie zależeć na tych postaciach - ich przeżyciach, doświadczeniach - a ich determinacja i motywacje nabierają głębokiego, zrodzonego z uczucia i familiarności zrozumienia. Świat rzeczywisty przenika się z doświadczeniami “z pomiędzy” i metaforą sprawiając, że non-stop towarzyszy nam pytanie o sposób funkcjonowania ludzkiego mózgu, na ile możemy zaufać naszym przeczuciom oraz pamięci. Skoro już ten punkt mamy z głowy, pomówmy o zaletach. Na pewno nie spotkałem się z lepszym przedstawieniem metodologii naukowej i wyzwań jakie występują przy pracach badawczych w oparciu o wywiady personalne. Jesteśmy podatni na wiele błędów poznawczych, a jednym z nich i działającym najmocniej jest “efekt potwierdzenia”, o który bardzo łatwo gdy usiłujemy ustalić interesujący nas fakt. Samo cross-examination, porównywanie wielu pozornie niezależnych źródeł lub zmiennych na raz nosi ryzyko przypadkowego błędu wynikającego z naszej preferencji wobec określonych danych wyjściowych. Tak samo jest z korelacją i przyczynowością, wielokrotnie mylonych, bowiem potrafią wynikać z zupełnie niezależnej zmiennej. W “Przejściu” doświadczamy również innych przeszkód natury ludzkiej - czy osoba poddana badaniu może mieć powody by kłamać, czy może być ideologicznie zaprogramowana w celu ujrzenia określonych obrazów? Czy dopowiada sobie logiczny ciąg wydarzeń post factum? Czy wizje, których doświadczają pacjenci podczas NDE mogą wynikać z przenikania danych do naszego sensorium w sposób nieuświadomiony? Jaki wpływ może mieć sposób zadawania pytań na wynik obserwacji? I tak dalej i tak dalej. Mnóstwo było tego w pierwszej części tekstu (sama powieść dzieli się na 3 części) i zostało to pokazane perfekcyjnie. Nuda? Dla kogoś niezainteresowanego metodologią naukową i nauką sensu stricte na pewno, dla mnie to było coś naprawdę godnego uwagi, coś czemu się poświęca tak mało uwagi w powieściach science fiction (albo zbywa się jednym machnięciem ręki, jednym zdaniem, aby odhaczyć element wątpliwości), a tutaj opisano we wspaniały sposób to, jak możemy wielokrotnie błądzić na drodze naukowego poznania. Książkę powinny przeczytać wszystkie pseudonaukowe głąby chcące poprawiać naukowców siedząc na kibelku z telefonem w ręku. Drugą rzecz, za którą chciałbym pochwalić autorkę jest to, że podejmując się takiego tematu (który nie ukrywajmy, w społecznej świadomości ma dosyć religijne konotacje) do samego końca przedstawia naukę z należytym jej szacunkiem. Mam na myśli to, że autorka nie odlatuje w wishful thinking nawet w kulminacyjnych elementach powieści i choć wielokrotnie stawia czytelnika na tym rozdrożu między wiarą, a nauką, balansuje na granicy pomiędzy tym co wytłumaczalne, a tym co wymyka się naszej percepcji, to ani na chwilę nie odlatujemy w bełkot lecz obcujemy z wybitnie introspektywną, wielopoziomową, wysokich lotów realistyczną literaturą SF, która daje sporo do myślenia i zostawia nas w tym słodkim miejscu, w które celuje wielka proza - na pograniczu, na rozdrożu i zachęca nas do samodzielnej interpretacji wydarzeń. Trzecią rzecz, za którą muszę pochwalić “Przejście” jest finalny, trzeci akt powieści, który trzymał mnie w fotelu do późnych godzin nocnych. W drugim akcie autorka serwuje nam znakomity zwrot akcji, który wziął mnie całkowicie z zaskoczenia i sprawił, że nie potrafiłem odłożyć książki na bok, musiałem wiedzieć jak ta historia się skończy. I podoba mi się też jak autorka wybrnęła z tego ryzykownego manewru - nie po hollywoodzku, a z wielką dojrzałością i inteligencją. O postaciach już mówiłem, ale bardzo krótko: Maisie, mała dziewczynka o chorym sercu, która uwielbia historie o wielkich katastrofach i potrafi “grać na czas” by odwiedzający ją w szpitalu goście zostali z nią odrobinkę dłużej to najcudowniejszy dzieciak o jakim przyszło mi czytać w ostatnich latach. Rozkosznie dziecinna, bystra, pełna życia mimo poważnej choroby, zarażająca swoim humorem i osobowością wszystkich wokół siebie. No przesympatyczny dzieciak. Jest też staruszek, który ciągle konfabuluje opowieści z II wojny światowej i o ile już ten gagatek potrafi działać na nerwach czytelnika, to czasami muszę przyznać śmiałem się do siebie wyobrażając sobie jego i ludzi, którym nie daje spokoju. W ogóle w tej powieści jest dużo ciepła i humoru. Para naszych głównych bohaterów ma również przyjemne - tak bardzo nie-disneyowskie, niedzisiejsze, tylko prawdziwie zabawne - poczucie humoru, nie popadają jednak w karykaturę. Wcielanie się w ich umysły pozwala nam na eksploracje tematyki NDE pod wieloma kątami - od środka i od zewnątrz, poprzez oczy naukowca i poprzez oczy kogoś wybitnie spostrzegawczego i biegłego w interpretowaniu ludzkich zachowań. Wielka szkoda, że nie mogłem czytać tej książki w roku jej publikacji (2001), ponieważ byłaby ona jeszcze mocniej immersyjna. Dlaczego? Nie mogę wyjawić więcej oprócz tego, że pewien film odcisnął spore piętno w ludzkiej świadomości i w pewien sposób miał on pośredni związek z wydarzeniami rozgrywanymi w drugiej części “Przejścia”. Tak czy inaczej był to kolejny, interesujący zwrot akcji, który powoduje dodatkowe zainteresowanie. Co się dzieje ze świadomością gdy umieramy? Czy można opisać doświadczenie z pogranicza śmierci? Connie Willis robi wspaniałą robotę opisując te wszystkie wizje, próbując je objaśnić nauką tam, gdzie możliwe i wchodząc w dywagacje tam, gdy nasze zmysły każą nam sugerować, że te obrazy są bardziej rzeczywiste niż sny, że osoby doświadczające śmierci klinicznej mają wrażenie, że faktycznie gdzieś egzystowały podczas tych epizodów. Albo jak opisać wrażenie głębokiego przekonania o czymś, na co nie ma się żadnych dowodów? Przekonania tak pełnego, tak przeszywającego, nie dającego się opisać komuś, kto nie doświadczył tego samego. Jak opisać pewność bez zrozumienia źródła tej pewności? Connie Willis radzi sobie kapitalnie i z tym zadaniem. Chciałbym tutaj pochwalić również opisy z 3 aktu, ale musiałbym wejść w spoilery aby coś o nich powiedzieć merytorycznego - w każdym razie, były świetne! Każdy z 60 rozdziałów otwiera krótki cytat zawierający ostatnie słowa przed śmiercią różnych ludzi, którzy jakoś zapisali się w historii świata. Nie będę ukrywał, robi to wrażenie i dodatkowo podsyca klimat tej opowieści gdy się to czyta, gdy jesteśmy wciągnięci już w wir narracji i odkrywania tajemnic z pogranicza życia i śmierci. Dlatego postanowiłem zacząć tą opinię właśnie od przykładu, który dosyć dobrze to oddaje. Cała ta książka jest jednym wielkim doświadczeniem. Próbując ją przyporządkować do standardów literackich, rozczłonkowywać ją na czynniki pierwsze pisząc, że pewne fragmenty były niepotrzebne, a coś można by było skrócić tak naprawdę odbieramy tej powieści ten element, który nadaje jej realizmu. Bohaterowie natykają na ślepe uliczki, fałszywe tropy, błędy poznawcze, wyciągają fałszywe wnioski, podejmują złe decyzje, trafiają na niewłaściwy czas lub docierają w niewłaściwe miejsce. Wszechświat “ukrywa” przed nimi informacje, rzeczy martwe nie chcą współpracować, pamięć płata figle, nie wszystko idzie we właściwym kierunku - ale tak z perspektywy całości należy powiedzieć, że każda postać (nawet epizodyczna, może poza jedną) odegrała istotną rolę w zakończeniu, a wszystkie ślady prowadziły naszych odkrywców do poznania ostatecznej tajemnicy, jaką jest śmierć. Bo wiecie, w nauce nie uczymy się tylko z sukcesów, ale i porażek - i ta książka doskonale to ilustruje. Na poziomie metaforycznym pokazuje, ile przeszkód staje przed dokonaniem znaczącego progresu naszej wiedzy i jak istotne w tym wszystkim są porażki. Zakończenie jest świetne, sam bym lepiej tego nie wymyślił. Niezmiernie polecam lekturę osobom, którzy chcą mieć realistyczne podejście do tego tematu, a jednocześnie poczuć na swojej skórze ten dreszczyk związany z odkrywaniem czegoś ważnego i fantastycznego. Jest tu mnóstwo rzetelnej nauki i głębokiego researchu z dziedziny neurologii, są wyraziste postacie, są emocje, troska i cudowne objawienia na krawędzi niepoznawalnego. Jestem absolutnie pewny, że zamierzam przeczytać wszystkie pozostałe książki tej autorki (która to, jak dowiedziałem się przed kilkoma dniami, jest rekordzistką jeśli chodzi o główne nagrody literackie z gatunku fantastyki - Hugo (11 nagród), Locus (10), Nebula (7)). Polecam lekturę po angielsku - język jest bardzo prosty, a z autopsji wiem, że czytanie łatwo przyswajalnej prozy w języku obcym wzmaga naszą koncentrację i nie nudzimy się tak łatwo jak z tekstem w naszej ojczystej mowie.
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 9 2 lata temu
Oblicza wód Robert Silverberg
Oblicza wód
Robert Silverberg
Ziemia nie żyje. Ludzkość w porę ją opuściła (chyba) i żyje na setkach jeśli nie tysiącach planet. Jedną z nich jest Hydros – kula wody. To bardzo trafne określenie, bo jedynym miejscem do zamieszkania są sztuczne, pływające wyspy. Są budowane i pod kontrolą Skrzelowców. Oprócz Nurków to jedyna inteligentna rasa i jedyna, która toleruje ludzi. Ponad siedemdziesiąt osób żyje w wątłej z nimi symbiozie na jednej z takich wysp. Do czasu, aż za grzechy jednego człowieka muszą zapłacić eksmisją na otwarte morze. Silverberg stworzył wariację homerowskiej Odysei. Tę morską podróż ubarwił postaciami niejednoznacznymi w sposób niezwykle ciekawy. Delagard – właściciel floty, biznesmen, człowiek pozbawiony moralności, przyzwoitości, szacunku dla rodowitych mieszkańców planety, ale i marzyciel niepoprawny, mający wizję świata lepszego dla ludzi, choć pod jego władzą . Bezwzględny w dążeniu do obranego sobie celu, ale też potrafiący się przyznać do błędów choć z oporem i zwykle po czasie. Quillan – duchowny, który w jednym momencie jest nawiedzonym kapłanem, w następnym największym bluźniercą. Sundira – kobieta niezależna, żyjąca wolnością i ciekawością świata, na którym przyszło jej mieszkać. I nasz narrator: doktor Lawner: głos rozsądku tej społeczności, lekarz, ale i kryptonarkoman, człowiek przez wszystkich szanowany, ale i wycofany. Fatalistycznie pogodzony z losem, ale i niepoprawny marzyciel o Ziemi, na której nigdy nie był i która już nie istnieje. Postaci drugoplanowe też równie barwne. Prawdziwy cel podróży, w którą wyruszają znany jest tylko Delegardowi i jemu zaufanym kapitanom. To tytułowe Oblicza wód – raj albo piekło, miejsce ratunku lub zguby. Tego nikt nie wie. Jest pewna monotonia w tej opowieści, ale okraszona niezwykłymi opisami fauny i flory. Zdawałoby się z gruntu wrogiej i groźnej. Ale czemu tak jest – to też tajemnica do ostatnich kart opowieści.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 7 3 lata temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok), w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona), uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Cmentarna planeta Clifford D. Simak
Cmentarna planeta
Clifford D. Simak
"Nie rozumiesz jednak, co dzieje się z ludźmi w czasie wojny. Pojawia się jakieś wysublimowane szaleństwo, jakaś wściekła nienawiść, którą nazywa się słuszną sprawą" Dawno, dawno temu (tak kiedyś będą mówić nasi następcy) kiedy ludzkość już tak zniszczyła swoją planetę, że życie na niej stało się niemal niemożliwe, rasa ta zaczęła kolonizować inne miejsca w kosmosie. Ziemia zaś stała się wielkim cmentarzyskiem zarządzanym przez korporację o nazwie "Matka Ziemia". Jej zarządca mówi tak: "Przestańmy owijać w bawełnę — powiedział nieco niezręcznie. — Wyłóżmy kawę na ławę. Powiedzmy sobie otwarcie, że Korporacja „Matka Ziemia” to instytucja pogrzebowa, a Ziemia to Cmentarz. "; "Cmentarz jest jedyną częścią Ziemi, która ma jakieś znaczenie." Dostać się na Ziemię nie jest łatwo, nawet pogrzeby odbywają się z mocno okrojoną liczbą żałobników. Ponieważ na statkach pielgrzymów, które mogą tam przybywać, jest bardzo mało miejsca, a i te, co są, są baaardzo drogie, nie każdego więc stać, nawet, by towarzyszyć swoim zmarłym w ich ostatniej drodze. Korporacja zazdrośnie strzeże swojego terytorium... Jednak któregoś dnia przybywa na Ziemię pewien człowiek, pojawia się też piękna i zaradna kobieta i dzieje się 👍. Czego szuka w tym wielkim Mauzoleum Fletcher Carson?, po co zjawiła się tam też Cynthia? Clifford D Simak to moje odkrycie, z każdą jego przeczytaną książką, zastanawiam się, jak to się stało, że odkryłam go tak późno. A człowiek ten pisał dokładnie taką fantastykę, jaka mi odpowiada w 100%. A ja przecież za tym gatunkiem w ogóle nie przepadam 😉. Szkoda, że autor ten jest już tak bardzo zapomniany, wyszukuję jego książki na wciśniętych w kąt bibliotecznych regałach. "Cmentarna planeta" jest bardzo dobrą książką, nie ma tu może jakiejś zawrotnej akcji, ale są metalowe wilki i Władca Duchów. Teleportacje i pościgi, nawet strzelanie i zabawa taneczna. Jest też taka ciekawa myśl: "Bez Matki Ziemi człowiek stałby się bezdomnym włóczęgą. Zniknęłyby korzenie. Nie pozostałoby nic, co wiązałoby nas z tym niewielkim przecież okruchem materii wirującym wokół bardzo przeciętnej gwiazdy."
Żona_Pigmaliona - awatar Żona_Pigmaliona
oceniła na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Prądy czasu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Prądy czasu