rozwiń zwiń

Podróż Czechowa

Okładka książki Podróż Czechowa
Ian Watson Wydawnictwo: Solaris Seria: Kanon science fiction fantasy, science fiction
178 str. 2 godz. 58 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Kanon science fiction
Tytuł oryginału:
Chekhov's journey
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
178
Czas czytania
2 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788388431449
Tłumacz:
Jolanta Pers
Średnia ocen

                5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podróż Czechowa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Podróż Czechowa

Średnia ocen
5,6 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1762
1117

Na półkach:

Dziabnąłem w ramach przygotowań przednidzicowych, żona wyciągnęła z półki, że niby po autograf, pomyślałem, że trochę obciach tak bez czytania.

Mamy trzy plany fabularne, najbardziej klasyczny to właściwa wyprawa Czechowa na Sachalin/Tunguzkę w XIXw., drugi to dwudziestowieczne planowanie filmu o Czechowie, bardziej przypomina teatralny panel dyskusyjny, i ostatni, najuboższy, lot statku kosmicznego. Wszystkie te plany się zazębiają i przenikaja tworząc logiczną acz skomplikowaną fabułę. W tym wszystkim mamy magię plemienną, hipnozę, mesmeryzm, podróże w kosmosie, podróże w czasie, światy równoległe, alternatywne rzeczywistości schrodingerowsko niezdecydowane, która jest aktualną a która tylko potencjalną, katastrofę tunguską, i na koniec Konstantina Ciołkowskiego wchodzącego w buty Einsteina. Czysty postmodernizm, momentami dickowsko nieoznaczony.

Napisane płynnie, zgrabnie, dialogi naturalne, humor rześki i inteligentny.

W sumie powieść to nietypowa, bliższa jakiej akademickiej dyspucie intelektualnej, niż opowieści przygodowej.

I kapitan Anton Astrow poradził sobie z chyba pirxowską muchą, acz tego pirxowskiego nawiązania nie jestem pewien na sto procent. Zapytam w Nidzicy, choć nie wiem czy po trzydziestu z hakiem latach autor będzie jeszcze pamiętał taki drobiazg.

I to wszystko na mniej niż stu osiemdziesięciu stronach. Przyjemna lektura.
7/10

Edyta: Watson nie potwierdza dialogu z pirxowską muchą.

Dziabnąłem w ramach przygotowań przednidzicowych, żona wyciągnęła z półki, że niby po autograf, pomyślałem, że trochę obciach tak bez czytania.

Mamy trzy plany fabularne, najbardziej klasyczny to właściwa wyprawa Czechowa na Sachalin/Tunguzkę w XIXw., drugi to dwudziestowieczne planowanie filmu o Czechowie, bardziej przypomina teatralny panel dyskusyjny, i ostatni,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

48 użytkowników ma tytuł Podróż Czechowa na półkach głównych
  • 26
  • 22
30 użytkowników ma tytuł Podróż Czechowa na półkach dodatkowych
  • 19
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Podróż Czechowa

Inne książki autora

Okładka książki Cienie spoza czasu. Antologia opowiadań w hołdzie H. P. Lovecraftowi Ramsey Campbell, Mort Castle, Tomasz Drabarek, Alan Dean Foster, Edward Lee, Graham Masterton, Alan Moore, Kim Newman, Ian Watson, F. Paul Wilson, Gene Wolfe
Ocena 6,4
Cienie spoza czasu. Antologia opowiadań w hołdzie H. P. Lovecraftowi Ramsey Campbell, Mort Castle, Tomasz Drabarek, Alan Dean Foster, Edward Lee, Graham Masterton, Alan Moore, Kim Newman, Ian Watson, F. Paul Wilson, Gene Wolfe
Ian Watson
Ian Watson
Ian Watson (ur. 20 kwietnia 1943 w St Albans) jest brytyjskim autorem science fiction. Aktualnie mieszka w Northampton, w Anglii z żoną i córką. Jego pierwsza powieść, The Embedding, dostała nagrodę Apollo Prix w 1975. Napisał takie powieści jak: Miracle Visitors, God's World, The Jonah Kit oraz The Flies of Memory i wiele zbiorów opowiadań. Pracował też nad scenariuszem do obrazu A.I. Sztuczna inteligencja. Napisał też serię o powieściach do serii gier Warhammer 40,000, Draco, Chaos Child a także Harlequin (wspólny tytuł The Inquisition War).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wędrowiec Fritz Leiber
Wędrowiec
Fritz Leiber
Fritz Leiber, uznany mistrz science fiction i fantasy, w "Wędrowcu" stworzył niezwykłą opowieść, która zachwyca rozmachem i głębią. To nie tylko klasyczna powieść z gatunku science fiction, ale także fascynująca podróż przez filozoficzne rozważania o naturze wszechświata i ludzkiej egzystencji. Akcja książki rozpoczyna się, gdy tajemniczy obiekt - tytułowy Wędrowiec - pojawia się nagle w pobliżu Ziemi, wywołując chaos i panikę. Historia jest opowiadana z perspektywy różnych postaci, zarówno ludzi, jak i istot pozaziemskich, co nadaje jej wielowymiarowości i pozwala czytelnikowi spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw. Leiber doskonale buduje napięcie, łącząc wątki katastroficzne z intymnymi historiami bohaterów. Jego narracja jest barwna i pełna detali, co sprawia, że świat przedstawiony wydaje się niezwykle realistyczny. Jednocześnie autor zadaje pytania o granice ludzkiej wiedzy, miejsce człowieka we wszechświecie i relacje między różnymi formami życia. "Wędrowiec" to książka, która łączy w sobie wartką akcję, emocje i intelektualne wyzwania. Leiber udowadnia, że literatura science fiction może być czymś więcej niż tylko rozrywką – jest tu przestrzeń na głębokie refleksje i poruszające obrazy. Polecam tę powieść zarówno miłośnikom klasycznej fantastyki naukowej, jak i tym, którzy szukają książki skłaniającej do myślenia. "Wędrowiec" to prawdziwa perełka, która z pewnością zapadnie w pamięć na długo. Nie przegapcie tej niezwykłej przygody!
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 7 1 rok temu
Houston, Houston, czy mnie słyszysz i inne opowiadania James Tiptree
Houston, Houston, czy mnie słyszysz i inne opowiadania
James Tiptree
Jak to zwykle bywa ze zbiorami opowiadań, także i w tym zawarte zostały teksty świetne, jak i te pewnie też bardzo dobre, które jednak zupełnie nie wpasowały się w mój gust. A trzeba poinformować, że autorką (nie pomyliłem się) opowiadań jest nie byle kto, bo James Tiptree Jr., która pisała pod pseudonimem przez prawie dziesięć lat. Ujawnieniem swojej prawdziwej tożsamości wywołała niezłe zdziwienie. Theodore Sturgeon napisał o niej, że „jest jedynym autorem młodego pokolenia, który stylem i subtelnością przewyższyć może nawet pisarstwo kobiet”. Trochę zabawnie jest czytać te słowa, wiedząc, że zostały napisane, gdy wszyscy brali Jamesa za mężczyznę. Autorka zdobyła dwie nagrody Hugo za najlepsze opowiadanie oraz trzy nagrody Nebula: za najlepszą krótką formę, najlepsze opowiadanie i najlepszą nowelę. Z tego dwa nagrodzone teksty pojawiły się w recenzowanym zbiorze. Z „Houston, Houston, czy mnie słyszysz?” (nagrodzone Hugo i Nebulą) zapoznałem się najpierw w czasopiśmie „Fantastyka” i od razu po jego przeczytaniu sprawdziłem, czy a nuż w mojej bibliotece nie znajduje się przypadkiem inna twórczość autorki. Jak można zauważyć, był tam omawiany tutaj zbiór opowiadań, który wypożyczyłem następnego dnia. Jeśli to nie jest dla Was wystarczającą rekomendacją, dodam jeszcze, że opowiadanie zachęciło mnie do obejrzenia „Seksmisji” - do tej pory oglądałem urywkami głównie jako dzieciak, więc postanowiłem to nadrobić. Raczej wątpię, żeby wystąpił tak duży zbieg okoliczności, jeśli chodzi o wymyślenie podobnego pomysłu na fabułę: „Houston…” ukazało się w maju 1976 roku, z kolei u Juliusza Machulskiego pierwszy zalążek historii pojawił się jesienią 1977 roku. Być może autorzy przeczytali tę samą książkę o prognozach XXI wieku. No ale to taka tam dygresja. :’) Lekko spoilerując: załoga statku kosmicznego podczas wykonywania misji zrządzeniem losu przenosi się w przyszłość. Podczas próby powrotu na Ziemię, napotykają inny statek kosmiczny, pełen kobiet. Okazuje się, podobnie jak w „Seksmisji”, że są ostatnimi mężczyznami, a z czasem, że ich zachowania nie pasują do nowego porządku świata. Mam wrażenie, że ogólna krytyka męskich zachowań to motyw przewodni zbioru opowiadań. Może nie wszystkich tekstów i nie za każdym razem serwowana tak dobitnie, ale jednak. Na przykład w tym opowiadaniu jeden z kosmonautów skupia się na tym, że będzie miał do dyspozycji całą planetę kobiet, oczywiście w szczytnym celu przywrócenia populacji do normalnego stanu sprzed wyginięciem mężczyzn. Tylko że zrobił to w typowy dla mężczyzn sposób, jak „smalec alfa”. Jednak coś jest w stwierdzeniu, że najlepsze zostaje na koniec - podobnie jest w przypadku „Kolor oczu neandertalczyka”, które jest właśnie na końcu i które uważam za najlepsze z całego zbioru. Mężczyzna po długiej misji ląduje na planecie przypominającej raj - chyba głównie dlatego, że był tam sam. Szybko się okazuje, że jednak nie do końca - główny bohater nawiązuje kontakt z przedstawicielką bardzo przyjaznej rasy. Na tyle przyjaznej, że szybko zostają partnerami. Ogółem odniosłem wrażenie, że sama historia świetnie nadawałaby się na odcinek „Star Treka”: tu również występuje Federacja (choć wspomniana chyba tylko raz czy dwa), a główny bohater złamał chyba wszystkie zasady Pierwszej Dyrektywy: wszedł w relację romantyczną i seksualną z obcą rasę, ujawnił się przed cywilizacją, która nie opanowała jeszcze technologii podróży kosmicznych oraz znacząco wpłynął i przyspieszył ich rozwój technologiczny. Podobieństwo zauważyłem także w naiwności dialogów oraz samej historii: mimo śmierci wybranki Toma (spokojnie, narrator zdradził to na początku tekstu), całość kończy się raczej pozytywnie. Sam zbiór zdecydowanie polecam. Znalazły się może ze dwa opowiadania, przez które trudno było mi przebrnąć, jednakże pozostałe w zupełności to wynagradzają.
cyberpunkowy  neuromantyk - awatar cyberpunkowy neuromantyk
ocenił na 8 1 rok temu
Milenium John Varley
Milenium
John Varley
Uwaga bełkotliwy zbiór uwag. Zazwyczaj piszę w punktach co mi się podobało, ale tu nie da rady: Hej Przed dobraniem się do tej książki przeczytałem Porwanie tego samego autora, jeśli po przeczytaniu w/w utworu uważasz, że wiesz o czym będzie ta książka, to prawdopodobnie się mylisz Niemniej początek książki przedstawia sytuację od 3 strony tzn obserwatorów efektu porwania czyli komisji wypadków lotniczych To co uderza, to realizm i szczegółowość opisów. Jednocześnie potrafi wprawić człowieka w dość senny nastrój, ma się wrażenie, że historia Smitha nigdy się nie skończy Niemniej nawet ta część jest napisana realistycznie, po prostu wierzysz w tego bohatera, relacje w zespole... Ot po prostu jego praca jest umiarkowanie nudna ( o prawdziwie nudnej to nawet ciężko coś napisać, ale nie o tym) Drugim tematem jest szefowa zespołu ds. Porwań. I tu drobna uwaga, uwielbiam tę postać, jest krwista, wkur**ona, zestresowana i nieszczęśliwa tak bardzo jak JA. A jednocześniewewnętrzna powinność napędza ją by działać pomimo zmęczenia, bólu i niechęci do tej całej biurokratycznej machiny i pracy które jednocześnie uwielbia. Co do jej zadań to w trakcie porwań wszystko się pieprzy, a ona próbuje wszystko naprostować. Świetnie opisana rola kierownika, skala jego odpowiedzialności i sposób myślenia operacyjnego. Ogromne plusy należą się autorowi za świat przedstawiony Istnieje tu przerażająca, ale interesującą wizja przyszłości gdzie można robić prawie wszystko co się chce i nie trzeba pracować, ale takie życie bez celu prowadzi najczęściej do samobójstwa Mamy okaleczone chore społeczeństwo żyjące krócej niż 30 lat, bez kończyn twarzy etc. Mamy podróże w czasie w celu pozyskania siły żywej dla przyszłości Mamy całe cmentarzysko niepotrzebnych pojazdów porwanych z przyszłości Mamy "gnomy" postaci bez cial, które zarządzają porwaniami, i ponoszą odpowiedzialnośc, czują stres, żartują jak prawdziwi dyrektorzy Mamy wszechwiedzący komputer K, który i tak wykorzystuje ekscentryczną Radę po to by pomagała mu podjąć decyzję i wpadać napomysły na które sam by nie był w stanie wpaść. Mamy też najbardziej spójną teorię podróży w czasie w której nie można oglądać, ani przenosić sié do przeszłości w której zamierza się dopiero być, gdzie można zmieniać rzeczywistość ale tylko trochę, aby wszystko potem wróciło na właściwe tory, a wraca, zazwyczaj wraca, gdzie istotne zmiany zmieniają czas z określoną czasoprędkością, gdzie pojawianie się różnych czasomożliwości jest kwestią płynna, gdzie można dostać paradoksalna wiadomość listem z przyszłości w celu wykonania czynności w przeszłości, bo świat akceptuje niektóre paradoksy I mamy Michaela speca od fluktuacji czasu, który nienawidzi rady bo przypominają mu czym pewnie się stanie, oraz który chciałby być historykiem choć wie że nie ma to sensu w wieku ostatnim Piękna sekwencja ścierania się ludzkości z konsekwencją końca świata plastycznie opisane masowe samobójstwo Pesymistyczne podsumowanie pozornie dobrego związku dwojga ludzi, miłe złego początki, ludzie jednak są hujowi. Tylko ten Bóg na końcu mi nie gra... Choć klimat całości trochę jak z End of Ewangelion. Unikalna powieść Miazga, psychodelia, no super.
Malachit - awatar Malachit
ocenił na 10 5 miesięcy temu
Powolne ptaki Ian Watson
Powolne ptaki
Ian Watson
Anomalia [ w: ] Ian Watson, Powolne ptaki Ten zbiór opowiadań Iana Watsona, zatytułowany "Powolne ptaki" jest niezwykle ciekawy. Autor porusza niezwykle ciekawe problemy m. in. problem kontaktu z Obcymi, przybyszów z innych planet o ile raczą się pofatygować i nas na Ziemi odwiedzić. Niezłe jest opowiadanko o Lukrecjuszu, który został otworzony, pewnie nie przypadkiem, bo tworzył dość oryginalna koncepcję z zakresu filozofii przyrody, ten dział filozofii zajmuje się m. in. kosmosem, a oryginalność polega na tym, że pisał o tych poważnych problemów na sposób poetycki w dosłownym tego słowa znaczeniu. Czyli krótko mówiąc autor głowi się, co by intelektualiści z dawnych czasów mieli do powiedzenia gdyby mogli żyć w czasach interakcji nas ziemian z kosmitami. No ale wybrałem opowiadanie zatytułowane "Anomalia". W sumie to opowiadanie jest niby banalne, traktuje o tym, że nasza planeta zaczęła się powiększać i rozszerzać do nie wiadomo jakich rozmiarów, w stopniu znacznym odległości między punktami na planecie się powiększyły. Wzrost ten jest na tyle znaczący, że podróżowanie w tempie max kilkunastu godzin jest praktycznie niemożliwe. Podobnie rzecz ma się z handlem i transferem towarów. Jak bardzo to jest istotne wszyscy dowiedzieliśmy się w czasie covida, gdzie co i rusz następowała blokada portów w jakimś kraju i światowa gospodarka funkcjonująca jako szereg naczyń połączonych zaczęła trzeszczeć. Podobnie jest teraz, w czasie wojny Rosji z Ukrainą, problemy z terminową dostawą zboża ma praktycznie cała Afryka. Widać z tego, że ekonomika świata jest delikatną konstrukcją, zdawał sobie sprawę Ian Watson i napisał to opowiadanie o anomaliach, na skutek których wszystkie kraje na globie praktycznie muszą sobie sami radzić i być samowystarczalne. A czy przypadkiem nie chodzi o to, że mimo, że żyjemy w globalnych wioskach czy metropoliach, zwał jak zwał, żyjemy w epoce macdonaldyzacji i tiktokizacji, to jednak coś sprawia, że się oddalamy od siebie? A może to, że jemy te same hamburgery i pijemy te same cole nie sprawia wcale, że kiedykolwiek będziemy do siebie podobni niczym klony, bo świat jest różnorodny i w tym jest nasza siła. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć czy jest ta, czy jakakolwiek inna interpretacja tego opowiadania jest tą słuszną? Za to na pewno wiem, że opowiadanie zatytułowane "Anomalia" jest bardzo ciekawe i niewątpliwie daje do myślenia, a o to przecież chodzi w dobrej literaturze. Podobnie rzecz ma się ze wszystkimi opowiadaniami Iana Watsona, są naprawdę świetne, co sprawia, że warto przeczytać tę książkę. Polecam
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 2 lata temu
Przebudzenie kamiennego boga Philip José Farmer
Przebudzenie kamiennego boga
Philip José Farmer
Zaczyna się tak – jesteś w pracy, eksperymentujecie z technologią, która „zamraża” materię i wydaje się, że jest to szansa na hibernację na setki lat i nagle coś idzie nie tak. Przed sekundą może marzysz o kolejnym kubku kawy, a potem budzisz się, trwa bitwa, dokoła ciebie dziwne istoty, mnóstwo dymu, pożar i poczucie, że nie masz pojęcia, gdzie ani kiedy jesteś, ale jedno przeczuwasz – minęło tysiące, a może i miliony lat. Jesteś prawdopodobnie jedynym człowiekiem na tej planecie (bo nawet nie jesteś pewny, czy to nadal Ziemia) i jeśli szybko się nie ogarniesz, to zginiesz. Tak zaczyna się „Przebudzenie kamiennego boga” Philipa J. Farmera – klasyka sci-fi (chociaż za chwilę się z tym trochę pokłócę, nie z klasyką, z tym sci-fi). Kogo ta książka zachwyci? Miłośników powieści sci-fi w vintage’owej wersji (pierwsze wydanie to 1970 rok i to czuć w sposobie pisania) oraz tych, którzy kochają Farmera jako pisarza, a jest ich sporo. Przyjrzyjmy się nieco bliżej fabule, bo dzięki temu będę się mogła kłócić z „tym sci-fi”. Główny bohater nazywa się Ulisses Singing Bear (Śpiewający Niedźwiedź) i dobrze się domyślacie, że ma indiańskie korzenie. Czy to ważne? Hmmm… Ja tej wagi nie zauważyłam. Wypadek podczas badań powoduje, że zostaje „zamrożony” i jako rodzaj kamiennego posągu przetrwa miliony lat. A kiedy się budzi (i od razu zyskuje status boga, bo mieszkańcy czcili ten posąg i wierzyli, że ożyje), to świat jest zupełnie inny i jeden z recenzentów napisał, że to trochę jak biblijny raj połączony z filmem przyrodniczym na sterydach i to określenie jest zaskakująco trafne. Ludzkość wyginęła, ale ewolucja nigdy nie stoi w miejscu, więc pojawiły się inteligentne zwierzęta, mówiące koty, waleczne szopy, sprytne i jakby dwulicowe nietoperzowate. Farmer napisał powieść, w której pokazał, jak Ziemia mogłaby wyglądać, gdyby dostała drugą szansę na istnienie bez nas. I teraz coś, co dla jednych będzie zaletą, a drugich znudzi do zaziewania. Autor umieścił w książce takie ilości opisów roślin i stworzeń, że audiobooka powinna czytać Krystyna Czubówna. I dzięki temu natężeniu „zieleni” Ziemia w powieści nagle jest zupełnie inna, a z drugiej szybko okazuje się, że bohaterowie nie przypominają ludzi z wyglądu, ale zachowania, intencje, kłótnie i wojny wydają się bardzo „ludzkie”. Ale! Co ważne, to nie jest trudna, przesiąknięta naukowymi akapitami opowieść. To mnóstwo opisów świata i jeszcze więcej akcji. Osoby, które lubią klasykę kina przygodowego pewnie poczują, że to ten sam klimat, te same schematy, tak samo kładzione akcenty. I teraz będę się w końcu kłócić z tym sci-fi. Bo jak na ten rodzaj powieści, to tutaj nie ma za dużo technologii, podróży kosmicznych zero, odniesień do nauki niewiele, chociaż w drugiej części powieści pojawia się niesamowicie ciekawy temat „zielonych technologii”. Ja bym raczej powiedziała, że to książka z nurtu postapokaliptycznego, ale przesunięta hen-hen w przyszłość i ludzkość nie próbuje tu przetrwać jako większa lub mniejsza grupa szczęśliwców (przeklętych?), którym się udało. Tutaj jeden przedstawiciel ludzkości próbuje od pierwszej strony nie zginąć i prawie od początku budować ten swój mit boskości, który mu spadł jak z nieba i może być jedyną szansą na przeżycie. Ale ostrzegam lekko, że jeśli styl pisania takich powieści w latach siedemdziesiątych uznajesz za zbyt uproszczony i wręcz staroświecki, a do tego „przydusi” cię ta ilość zieleni i zwierząt, to może być ciężko zachwycić się, a nawet dobrze się bawić z „Przebudzeniem kamiennego boga”. Ciekawostka – Philip J. Farmer i ta jego fascynacja naturą, przyrodą i jej ewolucją nie jest przypadkowa. W wielu swoich powieściach łączył motywy prosto z dziedziny biologii, ekologii, ewolucji środowiskowej, antropologii i religii. W szczególności fascynowało go to, jak biologia może wpływać na religie i kultury. Do tego miał zwyczaj konstruowania monumentalnych, ale niezwykłych światów – tutaj mamy potężne drzewo, w innej powieści niekończącą się rzekę. I zawsze takie niesamowite środowisko to punkt wyjścia do budowania fabuły i jeden z jej głównych bohaterów, bo w „Przebudzeniu kamiennego boga” to nasze drzewo będzie uznawane za inteligentne. Ode mnie powieść dostała mocne 6/10 i jako powrót do czegoś, co czytałam lata temu (nawet nie przyznam się, ile tych lat jest), to było miłe doświadczenie, ale nie poczułam się rzucona na kolana ani pomysłem, ani wykonaniem. WIĘCEJ RECENZJI ZNAJDZIECIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na 6 11 dni temu
Nebula '93 Robert Silverberg
Nebula '93
Robert Silverberg Joe Haldeman Terry Bisson Connie Willis Howard Waldrop Lucius Shepard John Kessel Kim Stanley Robinson Harlan Ellison Lisa Goldstein
Bardzo przyzwoita antologia, wyraźnie lepsza od poprzedniej ("Nebula '92"). Co jest dziwne zważywszy na biadolenie autora jednego z zawartych w niej esejów, że rok 1993 to upadek literatury fantastycznej. Nietuzinkowo i ciekawie wypada "Człowiek, który wiosłował dla Krzysztofa Kolumba" Ellisona, w sposób lekki i dowcipny, a przy tym nieco złośliwy, pogrywając z codziennymi zjawiskami i historycznymi faktami. Opowiadanie jest na tyle niejasne znaczeniowo, że pozostawia czytelnikowi szerokie pole do interpretacji. Świetne są "Groby" Haldemana, nagrodzone Nebulą za krótką formę. Klasycznie jak na autora poruszające tematykę wojenną, budują niesamowity klimat dyskretnie odrealnionej rzeczywistości, finiszując jak rasowa opowieść grozy. Drugie króciutkie opowiadanie, "Alfred" Lisy Goldstein, wzrusza z kolei prostotą narracji i ogólną wymową. Drugi z nagrodzonych Nebulą tekstów, "Georgia on my mind" Sheffielda, dosłownie wsysa czytelnika świetnie zbudowaną intrygą, łączącą zapomniane już dzieje archaicznej informatyki z zagadką niemal kryminalną z połowy XIX wieku, w co dodatkowo został wplątany wątek obcej rasy. Równie ciekawie wypada "Anglia wyruszyła w morze" Terry'ego Bissona, choć w jej przypadku siłą jest nie intryga, a zwariowany pomysł i specyficzny, klasycznie brytyjski styl narracji. Przeurocza jest też "Śmierć na Nilu" Connie Willis - mocno enigmatyczna, ale wzbudzająca chwilami silne emocje w stosunku do niektórych opisywanych postaci. Wyraźnie słabiej wypada ostatnie opowiadanie zbioru, nagrodzone Nebulą "Tej nocy pochowaliśmy Psa Szos" Jacka Cady'ego. Jest mocno osadzone w amerykańskiej kulturze, której jednym z rdzeni jest uwielbienie dla samochodów, co samo w sobie akurat nie przeszkadza, tyle że szwankuje w nim tłumaczenie (przykładowo Duży Kot wbrew pozorom powinien figurować jako Duży Cat, bo Cat to może i kot, ale w tym wypadku przede wszystkim skrót od Caterpillara, czyli marki buldożera), a całość została napisana o tyle niezręcznie, że początkowo sugeruje istnienie żywych samochodów. Po czym okazuje się, że motyw fantastyczny w rzeczywistości dotyczy zupełnie czego innego, w pewnym sensie rozczarowująco trywialnego i nie usprawiedliwiającego rozdymania opowieści do tak sążnistej objętości. Natomiast zupełnym nieporozumieniem jest "Licencja" Johna Kessela, w pełni zrozumiała wyłącznie dla zakochanych w baseballu Amerykanów, którzy emocjonują się najdrobniejszymi detalami rozgrywki, a do tego tak naprawdę pozbawiona fantastyki, za którą robi obecność w ligowych rozgrywkach lat 1960. Fidela Castro i George'a Busha. Podobnie irytuje wciśnięcie nieciekawego, okręconego wokół dzierganej tępawym dłutem intrygi, fragmentu "Czerwonego Marsa" Kima Stanleya Robinsona. Pomijając te ostatnie potknięcia książka naprawdę dobrze się czyta, a zawarte w niej pomysły przywracają wiarę w niegasnącą kreatywność nie tylko tuzów literatury fantastycznej, ale i tych mniej znanych u nas autorów.
Jale - awatar Jale
ocenił na 7 7 lat temu
Punkt Einsteina Samuel R. Delany
Punkt Einsteina
Samuel R. Delany
Pora stanąć w obronie tej książki, skoro tak kiepsko jest oceniana przez czytelników, a jednak w 1967 roku zdobyła nagrodę Nebula. Sądzę, że „Einstein Intersection” spodobało się miłośnikom science fiction z dwóch powodów: po pierwsze widmo tajemnicy unoszące się nad światem przedstawionym oraz ciężka w interpretacji, niejednoznaczna końcówka, która nie jednego pokonała. Ja natomiast wiedziałem z wyprzedzeniem, że ostatnie 30 stron ma zrobić mi sieczkę z mózgu, dlatego z maksymalnym skupieniem i determinacją podszedłem do finałowych scen i wydaje mi się, że rozumiem, co Delany chciał przekazać. Na pewno sprawy nie ułatwia symboliczny wymiar tej historii, ponieważ jeśli się nie poznasz na symbolach to wyjdziesz z lektury sfrustrowany kompletnie surrealistycznym (tym samym niezrozumiałym bez klucza) zakończeniem. Akcja powieści rozgrywa się w dalekiej przyszłości, w której ludzkości już nie ma, a Ziemię przejęli przybysze o humanoidalnej formie (to tym razem nie jest bzdura, to podobieństwo do człowieka, ale żeby zrozumieć dlaczego, musicie przeczytać książkę). Rozpoczynamy naszą przygodę na niewielkiej wsi. Jej mieszkańcy dzielą się na funkcjonalnych (pełnosprawnych) i niefunkcjonalnych (niepełnosprawnych, czy to z niedostatków fizycznych, umysłowych czy genetycznych). Funkcjonalni dzielą się na trzy płcie: Lo (mężczyźni), La (kobiety), Le (hermafrodyci). Niefunkcjonalnych traktuje się jak zwierzęta. Pewnego razu dziewczyna głównego bohatera Lobey’a zostaje zamordowana przez istotę niewiadomego pochodzenia, co skłania mężczyznę do podjęcia wędrówki za zbrodniarzem, który być może (jakimś cudem) przywróci ukochanej życie. Na początku Delany rysuje przed nami kilka scenek rodzajowych i nakreśla sposób funkcjonowania tego społeczeństwa. Pojawiają się oczywiste pytania o pochodzenie przybyszów i losów ludzkości, a tym samym czujemy dezorientację związaną z tym, jak świat poza wioską obecnie wygląda. Wypełniają go bowiem zmutowane stworzenia oraz iście mityczne kreatury, jednocześnie od czasu do czasu napotykamy jakieś pozostałości po technologicznej cywilizacji człowieka. Uwielbiam klimaty dying earth (choć tu Ziemia nie umiera, ale chodzi mi w tym wypadku o bardzo odległą perspektywę czasową, w której jesteśmy pieśnią przeszłości) i Delany od początku zaprosił mnie do eksploracji tego świata, na równi z głównym bohaterem musimy się wiele nauczyć, poznać mnóstwo zasad funkcjonowania poza wioską, zrozumieć dokładnie motywy nami kierujące oraz odkryć ostateczny cel wędrówki (ponieważ nie są one do końca przejrzyste na początku powieści, gdyż pewne nadprzyrodzone elementy odgrywają istotną rolę w przebiegu wydarzeń). Po drodze napotkamy wskazówki odnośnie natury obcych oraz kim jest nasz antagonista. Krótko tylko dodam, że styl Delany’ego naprawdę mi się podobał. Autor nie pisze na jedno kopytu, posługuje się prostymi zdaniami by nagle zaskoczyć jakimś zgrabniejszym ozdobnikiem, delikatnie łamie czwartą ścianę i w pewien sposób nawiązuje do przyszłych wydarzeń we wstawkach na początku rozdziałów. Nie powiem, żeby ten element jakoś szczególnie dodał wartości lekturze, ale ten meta-komentarz samego pisarza był czymś całkiem oryginalnym w powieści SF tamtych lat. W każdym razie Delany ma delikatne pióro i potrafi opisywać wydarzenia oraz miejsce akcji w sposób wystarczająco pogłębiony, abyśmy mogli poczuć się w świecie przedstawionym. Ostatnie ostrzeżenie przed wielkim finałem: to nie jest książka przygodowa o walce ze smokami. Jest to znacznie ciekawsza opowieści, której głębia ujawnia się dopiero na kilkunastu ostatnich stronach. Docieramy do zakończenia gdzie Delany gubi czytelników. I nic dziwnego, to nie ich wina, ale też nie wina autora, ponieważ te uczucie zagubienia jest częścią uroku. Czytelnicy narzekają na natłoczenie motywów mitologicznych, odniesień do popkultury i tego, że jest to wszystko wymieszane i dezorientujące, myśląc chyba, że Delany zrobił to kompletnie bez żadnego celu narracyjnego. Powód tego zabiegu jest bardzo prosty, wyłożony w pierwszym zdaniu opisu okładkowego: „Opuszczona przez ludzi Ziemię zasiedliła humanoidalna rasa, usiłująca upodobnić się do swych poprzedników i przeżyć ich historię na nową”. W jaki sposób mogli czerpać wiedzę o ludzkości? Z urywków informacji, które po nas pozostały: z informacji prasowych, dokumentacji, opracowań humanistycznych, książek, tekstów piosenek, jednym słowem fragmentów kultury, bez pełnego zrozumienia ich rzeczywistego znaczenia. Dlatego mówią o Beatlesach, Orfeuszu, Elvisie jako bogu czy rock’n’rollu jako niebie. Nie do końca rozumieją konteksty, ale bardzo chcą nas naśladować z powodu fascynacji. I dlatego bohaterowie przywołują różne postacie historyczne i fikcyjne. Cała kultura człowieka przekształciła się w mit, który wpływał na zachowanie kompletnie odmiennej rasy przybyszów. Czym są mity? Według autora są to schematy rzeczywistości, które odtwarzamy na nowo, pełne utartych ścieżek postępowania, które nieświadomie przyjmujemy za własne i właściwe. Archetypy wpływają na nas, jednak pozostają NIEZMIENNE w swoim przesłaniu, choć ich geneza sięga czasów kompletnie różnych od tych dzisiejszych. Nowe epoki tworzące nowe cywilizacje wymagają zupełnie nowej mitologii. W kontekście powieści arcywróg Dziecko Śmierci stoi na straży starej mitologii, Zielonooki „kreuje z niczego” nowe opowieści, natomiast melodia wygrywana na flecie-toporze przez Lobey’a sięga głęboko w serca współczesnych ludzi, nadając znaczenia tematom leżących w bliskiej orbicie ich codziennych potrzeb. Nie da się tego prosto wytłumaczyć, ale z pewnością jest to opowieść o ewolucji/zmienności mitologii i archetypów, które podświadomie stanowią niewidzialny ciężar na naszych barkach i determinują nasze poczynania, tak jak to miało miejsce w przypadku nowych władców Ziemi chcących bezmyślnie podążać za tymi opowieściami, mimo że się to kompletnie nie sprawdzało, ponieważ byli zbyt różni od swoich ludzkich poprzedników (nie tylko w ujęciu czasowym, ale również w wymiarze fizycznym). Wyjaśnienie, czym jest „Einstein Intersection” bardzo mi się podobało. Oczywiście nie jest to twarde science, to coś jak kot schrödingera – pewna ilustracja idei będącej jakby połączeniem limitu naszego pojmowania wszechświata i dopuszczeniem istnienia zmiennych nieograniczonych przez fizykę tego czterowymiarowego uniwersum (jakoś gdy czytałem te wyjaśnienia Delany’ego myślałem o spontanicznej kreacji cząstek wirtualnych w procesie kwantowych fluktuacji). W każdym razie jest to miejsce, gdzie dzieją się cudownie nieoczekiwane rzeczy. Sądzę, że całkowita wartość książki jest większa niż suma ich składowych. Jest tu coś oryginalnego, coś nieokreślonego w pełni (a to ważna cecha, gdy wychodzisz poza mainstreamową literaturę fantastyczną opierającej się na dosłownym opisywaniu tego, co widzą bohaterowie), jest w niej coś niebanalnego i intrygującego, co sprawiło, że przeczytałem końcówkę na wyrywki dwa razy. Książka nie ma zbyt wiele konwencjonalnie rozumianej akcji, ale ciągle dostarcza nam jakieś pole do interpretacji, jakąś cząstkę informacji, którą możemy popchnąć nasze zrozumienie tego świata, coś, co przybliży nas do głębszego zrozumienia symboliki, jaką zaserwował nam Delany. A jest mnóstwo do interpretowania w tych ostatnich stronach. W latach 60, latach Nowej Fali, czytelnicy oczekiwali nowych, nieoczywistych pomysłów, które zachęcą ich do eksploracji, do rozmawiania o interpretacjach między sobą, miłośnikami science fiction. Dziś mało rozmawiamy o książkach, a jeszcze mniej próbujemy zrozumieć rzeczy wymykające się naszemu zrozumieniu. Łatwiej jest powiedzieć, że bełkot, stracić kilka godzin życia i przejść bezrefleksyjnie do następnej książki. Nie twierdzę, że Samuel Delany napisał arcydzieło, ale z pewnością napisał intrygującą książkę. ------------ Średnia ocena na portalu wynika wyłącznie z braku zrozumienia końcówki, która jest rzeczywiście trudna w ugryzieniu. Widać to po opiniach, w których mitologiczne i popkulturowe odniesienia są traktowane jako nietrafiona decyzja autora odnośnie formy, a nie wynikające bezpośrednio z fabularnych ram historii. Książkę można przeczytać w 1 dzień (150 stron). Czy zapamiętam tą opowieść na dłużej? Być może nie, ale na pewno skłoniła mnie do zapoznania się z bardziej znaną twórczością Samuela R. Delany (która notabene też jest słabo oceniana, a więc chcę się przekonać, czy i tam dostrzegę jakieś interesujące mnie smaczki).
Jacob94 - awatar Jacob94
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Podróż Czechowa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Podróż Czechowa