Pamiętam, jak ...

Okładka książki Pamiętam, jak ...
Felix "Flix" Görmann Wydawnictwo: timof i cisi wspólnicy komiksy
108 str. 1 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Da war mal was... : Erinnerungen an hier und drüben
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
108
Czas czytania
1 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361081395
Tłumacz:
Marek Kraska
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pamiętam, jak ... w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pamiętam, jak ...

Średnia ocen
6,7 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
291
289

Na półkach: ,

Niepozorny komiks, który pod nieco zbyt banalną kreską skrywa niebanalne historie. Choć są one trochę nierówne. I nie zawsze dobrze opowiedziane. Czasem urywają się za szybko, mimo że historia nie wybrzmiała do końca i domaga się rozwinięcia. Ale naprawdę cieszę się, że to przeczytałem.

Niepozorny komiks, który pod nieco zbyt banalną kreską skrywa niebanalne historie. Choć są one trochę nierówne. I nie zawsze dobrze opowiedziane. Czasem urywają się za szybko, mimo że historia nie wybrzmiała do końca i domaga się rozwinięcia. Ale naprawdę cieszę się, że to przeczytałem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

29 użytkowników ma tytuł Pamiętam, jak ... na półkach głównych
  • 24
  • 5
19 użytkowników ma tytuł Pamiętam, jak ... na półkach dodatkowych
  • 6
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Superman. Świat Agustin Alessio, Ethem Onur Bilgiç, Fabio Celoni, Jefferson Costa, Rana Daggubati, E.N. EJOB, Bernardo Fernández, DR. EJOB GAIUS, Felix "Flix" Görmann, Jorge Jimenez, Dan Jurgens, Kai Kitagou, Stepan Kopriva, Coeurtys Minko, Satoshi Miyagawa, Marco Nucci, Marek Oleksicki, José Manuel Robledo, Sylvain Runberg, Alejandro Sanchez, Stevan Subic, Michal Suchánek, Bartosz Sztybor, Marcial Toledano Vargas, Lee Weeks
Ocena 6,0
Superman. Świat Agustin Alessio, Ethem Onur Bilgiç, Fabio Celoni, Jefferson Costa, Rana Daggubati, E.N. EJOB, Bernardo Fernández, DR. EJOB GAIUS, Felix "Flix" Görmann, Jorge Jimenez, Dan Jurgens, Kai Kitagou, Stepan Kopriva, Coeurtys Minko, Satoshi Miyagawa, Marco Nucci, Marek Oleksicki, José Manuel Robledo, Sylvain Runberg, Alejandro Sanchez, Stevan Subic, Michal Suchánek, Bartosz Sztybor, Marcial Toledano Vargas, Lee Weeks

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Za Imperium: Kobiety Bastien Vivès
Za Imperium: Kobiety
Bastien Vivès Merwan Chabane
Wcześniej mały oddział przemieszczał się przez jałowe tereny, pustkowia, porośnięte gdzieniegdzie lasem iglastym, legioniści musieli radzić sobie przede wszystkim z nudą i znużeniem ciągłego marszy. Tym razem pierwszym wrogiem okazują się kąsające owady, powietrze jest dusze i wilgotne, lasy bujne i kolorowe. Dominująca, głęboka zieleń nałożona na plansze przez Sandrę Desmazières robi bardzo dobre wrażenie. Nasi bohaterzy z uporem przedzierają się przez gąszcz. I w końcu udaje im się wyjść na polanę, intensywnie pachną kwiaty, szumi woda, można się wykąpać w orzeźwiających strugach wodospadu. W takiej scenerii, mimowolnie chciałoby się dodać: rajskiej, następuje rozluźnienie wśród żołnierzy, nawet dowódca ucina sobie drzemkę na naręczu polnych kwiatów. Jednakże wróg, który jest blisko, nawet bardzo blisko, ich obserwuje. Mobilizacja następuje sprawnie, już po chwili są w pełnej gotowości bojowej. Wysyłają zwiadowców, którzy wpadają w niecne sidła, zostają „zmuszeni” do wzięcia udziału w wyuzdanym rytuale. Więcej elementów akcji nie będę zdradzał. Dodam tylko, że jest ona wizualnie bardzo, bardzo atrakcyjna. Album cieszy oko, nie tylko dlatego, że ukazuje tytułowe kobiety bez odzienia. W dużym stopniu jest to zasługa kolorystki. Krwista czerwień tunik i płaszczy legionistów kontrastuje z sepiowaną zielenią i błękitem. Warto zwrócić uwagę na zmieniające się, wraz z marszem oddziału, dominujące barwy: od intensywnej, głębokiej zieleni w początkowych scenach, poprzez brązy, beże i szarozielone we wiosce kobiet, a skończywszy na intensywnym niebieskim, który miejscami wpada we fiolet. - - - cały tekst można przeczytać tu: http://dybuk.wordpress.com/2014/06/18/za-imperium-2-kobiety/
giera - awatar giera
oceniła na 7 11 lat temu
The Lonely Matador Jay Wright
The Lonely Matador
Jay Wright
Wrzucam swoją recenzję komiksu, którą dawno temu napisałem dla Kzet. Nie wiem czy jest dobra, bo pisana dawno temu, ale nic w niej nie będę zmieniał. :) Nie wiem dlaczego tak jest, ale szukając porównań do właśnie przeczytanego komiksu, zazwyczaj przychodzi nam do głowy jakiś film. To chyba podobieństwo tych operujących obrazem mediów oraz fakt, że fani filmu i komiksu są zazwyczaj wzrokowcami, sprawia, że łatwo jest znaleźć w swojej głowie jakieś dzieło kinematografii, które ma punkty wspólne z konkretnym komiksem. W tym przypadku nie ma wyjątku od reguły. Czy pamiętacie znakomity film Billy`ego Wildera pt. „Bulwar zachodzącego słońca”? Większość z pewnością tak, to przecież klasyka filmu noir. Główna bohaterka, Norma Desmond, była kiedyś wielką gwiazdą kina niemego. Niestety nic nie trwa wiecznie – każde słońce musi kiedyś zajść. Aktorzy często nie radzą sobie z nagłym brakiem zainteresowania ich osobą oraz zastąpieniem przez młodszego i zdolniejszego artystę. Zarówno bohaterka wspomnianego filmu, jak i tytułowy samotny matador, Juan Belmonte, byli mistrzami w swoim fachu. Byli, ponieważ słońca ich karier są już za horyzontem. Pozostał tylko mrok reszty życia, bez młodości i, wydawałoby się, także bez nieustannego stawania na piedestale. Fikcyjna postać, jaką była Norma Desmond, nie poradziła sobie z końcem kariery. Za to prawdziwa osoba – twardziel Juan Belmonte, którego styl walki z bykami polegał na bardzo, ale to bardzo bliskim kontakcie z bykami – zapewne dałby radę. Niestety pewien lekarz zabronił mu picia wina, palenia cygar i wdawania się w liczne romanse z kobietami. Tego nasz bohater już nie mógł ścierpieć. Wsiadł na ulubionego konia, zabierając ze sobą wyborne cygara oraz dwie butelki najlepszego wina i udał się z dwiema kobietami na ostatnią seksualną przygodę. Potem okrążył swoją posiadłość na koniu i, podobnie jak jego wielki przyjaciel Ernest Hemingway, popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę. Ponoć stwierdził, że jeśli nie może żyć jak człowiek, chce przynajmniej umrzeć jak człowiek. Jay Wright – autor albumu, który zajął pierwsze miejsce na Ligatura Pithing 2011 – swym dziełem złożył hołd Belmonte`owi. Komiks „The Lonely Matador” opowiada o wydarzeniach, który mogłyby mieć miejsce, gdyby tytułowy bohater – mówiąc kolokwialnie – nie palnął sobie w łeb i spróbował żyć zgodnie z zaleceniami lekarza. Poznajemy tydzień z życia starszego człowieka, w którym to z pozoru nic się nie dzieje. Bo oto w poniedziałek komiksowy Belmonte przegląda zdjęcia, we wtorek robi zakupy, a w środę jest gościem siłowni. Cóż za prostota, po co w ogóle ten komiks?! – pomyślimy. Jednak jednocześnie nie można się oprzeć wrażeniu, że wszystkiemu, co robi bohater, towarzyszy swego rodzaju napięcie. Po pobieżnym i szybkim przeczytaniu tego dość krótkiego komiksu, wiele z tych rzeczy może nam umknąć. Oglądając zdjęcia, były matador wspomina lata świetności. Można zauważyć, że jest ubrany w swój stary strój do walki na arenie, a jego pies (przeuroczy!) ma przywiązane sznurkiem do głowy bycze rogi – czyli nadal żyje przeszłością. Jest to z jednej strony smutne, a z drugiej komiczne. Kiedy wychodzi do sklepu po ogromny zapas mięsa dla siebie i dla psa, w środkach komunikacji miejskiej widzimy plakaty z reklamą piwa, żywności, a także nakłaniający do rzucenia palenia. A to przecież niemal wszystko to, co Belmonte lubił w życiu robić i co zostało mu odebrane. Może tylko siedzieć na fotelu i śledzić wali z bykami w telewizji, co też ostatecznie czyni w czwartek. Niestety nawet to niedobrze na niego wpływa, ponieważ miewa potem nocne koszmary. Jednak jego największą bolączką jest billboard, który widzi z okna sypialni. A dokładniej pewien straszny dla niego napis, na który patrzy zaraz po przebudzeniu się i wieczorem, kładąc się spać. Wreszcie postanawia coś z tym zrobić… Komiks o samotnym matadorze jest smutny i melancholijny, ale jednocześnie jest też uroczy. Z zainteresowaniem śledzimy zwykłe, codzienne czynności, które przecież także sami wykonujemy. Rysunki Wrighta są fantastyczne, przez co ani przez chwilę się nie nudzimy. Komiks to edytorska perełka. Co prawda gruba oprawa i porządny papier to rzecz znana z innych wydanych w Polsce albumów, ale już stopień interaktywności tego komiksu jest rzeczą do tej pory u nas niespotykaną. Kiedy matador przegląda zdjęcia, my czynimy to razem z nim dzięki wmontowanej w album kieszonce z fotografiami w środku. Kiedy ma koszmary senne, jego śniąca postać przenika przez narysowane przez autora sny poprzez przeźroczystą kalkę. Plakat wiszący na ścianie sypialni Belmonte’a? Nie ma problemu, my także jesteśmy w jego posiadaniu. Za te wszystkie dogodności trzeba co prawda słono zapłacić, ale ostatnimi czasy Centrala – wydawca albumu – przecenia album w różnego rodzaju promocjach, więc z pewnością zapłacimy za „Samotnego Matadora” znacznie mniej niż wynosi cena okładkowa. A sama wartość albumu, który jest sztuką przez wielkie „S”, jest na pewno o wiele większa. Jest to rzecz godna reklamy w najpoważniejszych pismach o sztuce. Czytając komiks jest nam trochę żal tego starszego człowieka, którego motto życiowe w młodości zapewne brzmiało podobnie do motta Tony`ego Montany z (znowu film!) „Człowieka z blizną” – „The World is Yours”. Ale nie martwicie się. Wszystko kończy się dobrze. Tak, nieco zdradziłem zakończenie, ale to jest nieważne. Liczy się samo przeżycie tygodnia z Juan’em Belmontem – matadorem wszech czasów. http://kzet.pl/2012/08/the-lonely-matador.html
kendo777 - awatar kendo777
ocenił na 6 9 lat temu
Dzicy Lucie Lomova
Dzicy
Lucie Lomova
Czeski etnograf i podróżnik Alberto Vojtěch Frič oraz jego kompan Indianin Czerwiusz z plemienia Czamakoko są bohaterami wznowionej powieści graficznej "Dzicy" autorstwa Luci Lomovej z @centrala_books Ta oparta na faktach opowieść po raz pierwszy w Polsce ukazała się w 2012 roku. Młody, pełen zapału podróżnik na początku XX wieku przywozi z Paragwaju do Pragi Indianina, który podobnie jak reszta plemienia cierpi na nieznaną chorobę. Dzięki tej wspólnej podróży badacz chce odkryć przyczyny choroby i uratować dziesiątkowane przez chorobę plemię. Ponieważ lokalni medycy nie potrafią pomóc Czerwiuszowi, Frič zabiera go do Europy i tu zaczyna się miejscami gorzka, miejscami zabawna opowieść o przygodach Indianina w Europie. Zetknięcie z europejską cywilizacją, początkowy brak zrozumienia dla zasad, którymi kierują się Europejczycy prowadzi do wielu absurdalnych sytuacji. Z czasem jednak chłopak poznaje reguły gry, wkłada eleganckie koszule i próbuje zrozumieć otaczający go świat. Czerwiusz bierze też udział w wykładach wygłaszanych przez Friča, podczas których badacz próbuje uwrażliwić na problemy Indian i zwrócić uwagę na to, w jaki sposób są traktowani. Toczy walkę z wiatrakami, bo dla mieszkańców "cywilizowanego" Wiednia lub Pragi rdzenni mieszkańcy Ameryki nadal jawią się jako dzicy. Komiks Lomovej nie tylko przybliża te dwie barwne postaci, ale również uwrażliwia na spotkanie z Innym. "Dzicy" to opowieść o przyjaźni, dostosowywaniu się do otoczenia i obcości. Obcości podwójnej, bo początkowo jest to obcość kulturowa, zderzenie Czerwiusza z innym światem, później jest to obcość człowieka, który wraca do swojego świata, w którym nie potrafi się odnaleźć.  Komiks "Dzicy" zdobył dwie główne nagrody na praskim festiwalu Komiksfest.  📕Co ciekawe. Jedna z historii Czerwiusza zainspirowała Jaroslava Haška, autora „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, do napisania opowiadania „Indianin i praska policja”. Autor przygód "Szwejka" także pojawia się na kartach komiksu. 
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 8 2 lata temu
Za Imperium: Honor Bastien Vivès
Za Imperium: Honor
Bastien Vivès Merwan Chabane
Teoretycznie "Za Imperium", opowieść o oddziale legionistów wysłanych z misją podbijania nieznanych krain, to seria wpisująca się tematycznie w mainstreamowy nurt komiksu frankofońskiego. Jednak przeglądając przykładowe plansze od razu dostrzeżemy, że coś tu nie gra. Maniera graficzna, jaką posługuje się duet Merwan/Vivès sprawia wrażenie nieprzystającej do konwencji gatunkowych. Swobodny, niebanalny, momentami bardzo umowny rysunek (są tu pojedyncze kadry wyglądające jakby wyszły spod ręki Janka Kozy!) zdaje się wyrwany z autorskiej powieści graficznej. Styl ten nie został jednak użyty do opowiedzenia o osobistych problemach autora, historii bardzo dziwnej choroby czy tragedii emigranta. Na znakomicie zakomponowanych planszach przedstawione zostały pełne dynamiki sceny walk i codzienność rzymskich legionistów. Wszystko zostało pokryte spatynowanymi, bardzo oryginalnymi kolorami, za które odpowiada Sandra Desmazières. Nad odznaczającymi się czerwienią strojami legionistów rozpościera się niebo o przedziwnej barwie, które o zmierzchu rzuca na bohaterów zielonkawą poświatę. Zabiegi, jakim poddano plansze sprawiły, że wyglądają one na przybrudzone, wyblakłe, naznaczone czasem i rozmyte przez zacieki - jakby wystylizowano je na malunki, które można znaleźć na murach antycznych budowli. Do przeczytania całej recenzji zapraszam na Rękopis znaleziony w Arkham: http://rekopisznalezionywarkham.blogspot.com/2013/07/za-imperium-tom-1-honor-merwan-chabane.html
KrzysztofRyszard Wojciechowski - awatar KrzysztofRyszard Wojciechowski
ocenił na 7 12 lat temu

Cytaty z książki Pamiętam, jak ...

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pamiętam, jak ...