„Zielony dom” to druga powieść w bogatym dorobku pisarskim Mario Vargasa Llosy. Rok publikacji to 1966, a więc trzy lata po debiucie („Miasto i psy”) oraz kolejne trzy przed wydaniem monumentalnej „Rozmowy w Katedrze”. W mojej ocenie ta chronologia jest tutaj niezwykle istotna, aby właściwie ocenić recenzowaną powieść, gdyż jest to utwór mocno eksperymentalny, swoisty poligon doświadczalny pisarza, który pozwolił mu nie tylko potwierdzić literackie możliwości, ale także zaprezentować zupełnie nowy - jak na ówczesne czasy - sposób snucia narracji. Efekt końcowy jest bardzo ciekawy, choć nie wszystko jeszcze wyszło tutaj idealnie, o czym będzie okazja wspomnieć. Zapraszam do recenzji.
Akcja powieść rozciąga się na przestrzeni około czterdziestu lat, o czym wnioskujemy na podstawie rozmaitych wtrętów pisarza, i obejmuje okres od lat 20. do lat 60. XX wieku. Miejsce rozgrywania się wydarzeń to oczywiście ojczyzna pisarza, czyli Peru, ale w tym wypadku zostało ono podzielone na dwa odległe od siebie i zupełnie odmienne klimatem obszary. Pierwszym jest półpustynne miasto Piura, ulokowane w północno-zachodniej części kraju, nieopodal wybrzeża Pacyfiku. Właśnie tutaj, na obrzeżach tegoż miasta, tajemniczy przybysz „nie wiadomo skąd” zbudował dom o zielonych ścianach, za którymi to skrył się ekskluzywny burdel. Jego obecność naturalnie wywołała ostre protesty, szczególnie pośród konserwatywnej i religijnej część małomiasteczkowej społeczności (ojciec Garcia), co bynajmniej nie zaszkodziło rosnącej popularności tego przybytku uciech cielesnych - dopóki nie doszło do pewnego skandalicznego i gorszącego incydentu, który przesądził o jego losie. Przynajmniej na jakiś czas.
Natomiast drugim obszarem, znacznie rozleglejszym, na który rozgrywa się fabuła powieści, jest dorzecze rzeki Maranon w peruwiańskiej części Amazonii oraz miasteczko Santa Maria de Nieva. Ta skryta pośród dżungli zapadła mieścina skrywa pewne mroczne tajemnice, które ogniskują się wokół tamtejszego żeńskiego klasztoru oraz lokalnych autochtonów z indiańskiego plemienia Aguaruna. Wciąż dzika dżungla przyciąga także różnego rodzaju typy spod ciemnej gwiazdy, które pragną szybkiego zarobku na będącym wciąż w cenie na światowych rynkach kauczuku. Pod zielonym dachem dżungli rozgrywają się zatem kolejne dramaty, w które będą zaangażowani bohaterowie powieści. Warto przy okazji zwrócić uwagę, iż tytułowy „zielony dom” może odnosić się zarówno do budynku burdelu w Piurze, jak i do będącej mieszkaniem dla wielu ludzi wiecznie zielonej dżungli amazońskiej.
Skoro omówiłem czas i miejsce rozgrywania się powieści, przejdę teraz do bohaterów. Zapewne dość szybko zwrócimy uwagę, że w zasadzie brak tutaj kreacji, którą moglibyśmy określić mianem głównego bohatera. Natomiast postaci istotnych dla przebiegu fabuły jest kilka, a poza nim cała plejada postaci pobocznych o mniejszym lub większym znaczeniu. Można wyróżnić trzy takie najważniejsze wątki opowieści, które ogniskują się wokół postaci don Anselma w Piurze, Bonifacji i sierżanta Litumy (postać znana z późniejszych utworów peruwiańskiego pisarza, np. „Lituma w Andach”, „Kto zabił Palomina Molero?”) w Piurze/Amazonii oraz Fushia w Amazonii. Historie te nie są jakoś przesadnie skomplikowane, choć zostały przeprowadzone na tyle sprawnie, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna się nimi rzeczywiście interesować. Natomiast wydaje mi się, że te kilka punktów stycznych, w których poszczególne wątki się ze sobą przecinają, to jednak nieco za mało na naprawdę pasjonującą intrygę, do czego jeszcze wrócę. Inna wreszcie sprawa, że historie niektórych postaci nie zostały przez pisarza maksymalnie wykorzystane. Na przykład postać don Anselma, tajemniczego założyciela piurańskiego burdelu, miała potencjał, aby „wycisnąć” z niej zdecydowanie więcej, gdyż cała jego przeszłość, przed przybyciem do Piury, nie została tak naprawdę odkryta.
Przyznaję, że jak na wielbiciela twórczości Llosy, dość długo trwało, zanim wciągnąłem się w opowiadaną historię. Początkowo czytałem książkę z doskoku, ale szybko okazało się, że jednak nie była to najlepsza metoda. I dopiero gdy wygospodarowałem nieco więcej wolnego czasu, w końcu lektura „zaskoczyła” i resztę powieści pochłonąłem już błyskawicznie. Główny powód, dlaczego tak się stało, jest dla mnie oczywisty - w przypadku „Zielonego domu” charakterystyczna dla Llosy narracyjna „przeplatanka” czasu, miejsca i bohaterów opisywanych wydarzeń jest przez pisarza spleciona bardzo gęsto. W mojej ocenie - może nieco zbyt gęsto. I właśnie to sprawia, że raczej nie sposób czytać tej powieść w dłuższych odstępach czasowych, gdyż łatwo zapominamy szczątkowe informację, które wyłuskaliśmy już z przeczytanych fragmentów. A zatem, powracając po przerwie do czytania, trudno odnaleźć moment fabuły, w którym ją zwiesiliśmy. To dość irytujące uczucie, szczególnie jeśli jest to nasze pierwsze zetknięcie z Llosą lub tego typu narracją. A w „Zielonym domu” peruwiański noblista nie daje czytelnikowi praktycznie żadnej taryfy ulgowej.
Inna sprawa, że przecież właśnie na tym polega cały urok (lub przekleństwo) tej książki, w której Llosa swobodnie bawi się konwencją powieściowej narracji. Zamiast klasycznej liniowej fabuły, chronologicznego przedstawienia zdarzeń oraz wyrazistych bohaterów głównych, tworzy coś wręcz przeciwnego. Czas i miejsce opowieści oraz bohaterowie zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Raz jesteśmy w Piurze, by kilka zdań potem zagłębić się w tropikalną Amazonkę. Teraz towarzyszymy postaci X, aby za chwilę czytać już o Y, który zna Z, będący jakoś związany z X. Jakby tego było mało, Llosa dodatkowo utrudnia i gmatwa nam sprawę, gdy na przykład stosuje nieprecyzyjne określenia typu „sierżant” lub samo imię Aquilino, choć przez powieść przewijają się dwie postacie o takim imieniu. Tak samo jest z chronologią wydarzeń, która jest przemieszana, a wydarzenia z różnych okresów następują po sobie bez wyraźnego wyodrębnienia. Oto zatem ów eksperymentalny styl snucia opowieści - żywy potok nieuporządkowanych fragmentów wydarzeń, które mają zgrabnie połączyć się w całość w wielkim finale.
Rzeczą dostrzeżoną raczej przez koneserów literatury i znawców twórczości Llosy jest natomiast struktura powieści, a więc jej podział na rozdziały i umowne podrozdziały, który nie jest rzeczą przypadkową. Przeciwnie, Llosa stworzył strukturę swojej powieści w sposób zaplanowany, tzn. korzystając z wcześniej przygotowanego schematu, który ma za zadanie uporządkować chaotyczną narrację. Wątki powieści są bowiem tak podzielone, aby powtarzać zastosowany schemat, w którym każdy z czterech rozdziałów książki posiada podział na pięć lub cztery części, rozdzielone od siebie jedynie niezadrukowanym fragmentem strony. Wyjątkiem jest tutaj epilog, który ma odmienny układ od wcześniejszych rozdziałów i stanowi domknięcie poszczególnych historii. Tym samym teoretycznie istnieje możliwość wydzielenia stosownych fragmentów i podjęcia próby przeczytania poszczególnych wątków osobno, bez powiązania z pozostałymi. Osobiście tego nie próbowałem, ale może kiedyś będzie okazja wrócić do tej powieści i to sprawdzić. Tak czy inaczej, układ powieści to kolejny element wielkiego pisarskiego eksperymentu, jakim bez wątpienia była w swoim czasie powieść „Zielony dom”.
W całej tej literackiej zabawie, do której autor chce nas zaprosić, zasadniczo dostrzegam dwa mankamenty, o których już częściowo napomknąłem. Oba zresztą zostały poprawione w późniejszej jakże genialnej „Rozmowie w Katedrze”, gdzie Llosa zastosował w zasadzie tę samą technikę narracji, co tutaj, ale znacznie lepiej dopracowaną pod względem tempa i zaplanowanej intrygi. Pierwszym problemem jest zbyt wysoka częstotliwość przeskoków między bohaterami, miejscami i czasem wydarzeń. Sam miałem z tym problem, gdy próbowałem czytać powieść „na raty”, a z pewnością wielu mniej upartych czytelników na tym etapie poległo. Nie jest to oczywiście rzecz, która uniemożliwiałaby ukończenie lektury, ale utrudnia ją na tyle, że powieść ta zazwyczaj nie jest wymieniana wśród największych dzieł peruwiańskiego pisarza. Llosa podszedł tutaj do sprawy naprawdę ambitnie, jakby zakładając z góry, że czytelnik da radę. To chyba typowy błąd wczesnego etapu twórczości, w której pragnienie zaimponowania własnymi możliwościami może nieco przeszacować zdolności odbiorców.
Natomiast drugi problem, jaki dostrzegam w tej powieści, to brak tej fabularnej iskry, czegoś, co zdecydowanie oczarowałoby na końcu czytelnika. Chociaż może to ja stałem się trochę zbyt wybredny, mając za sobą już inne powieści peruwiańskiego pisarza? Nadmieniłem już, że Llosa nie do końca wykorzystał potencjał swoich bohaterów, których losy biegną obok siebie i pewnymi fragmentami się wzajemnie przecinają, ale w połączeniu tym brakuje czegoś, co mocniej spinałoby oś fabularną powieści. Również brak głównego bohatera sprawia, że opowiadane historie kilku postaci rozgrywają się niejako poza emocjonalnym zaangażowaniem czytelnika, który nie nadąża za przeskokami pisarza. Dlatego właśnie, gdy docieramy do epilogu, może nam towarzyszyć uczucie lekkiego rozczarowania, że to już ten wielki finał, który rozgrywa się w jakiejś zabiedzonej restauracji donny Mercedes w ubogiej części Piury (choć moim zdaniem ma on swój specyficzny urok). Dlatego warto tę powieść potraktować jako generalną wprawkę Llosy do napisania „Rozmowy w katedrze”, gdzie wszystko zgrało się już niemal perfekcyjnie, oraz strukturalny eksperyment, na którego potrzeby konieczne było pewne poświęcenie aspektu fabularnego.
Wreszcie na koniec warto zwrócić uwagę na społeczną stronę opowieści, której nie mogło przecież zabraknąć u Mario Vargasa Llosy. Obraz dynamicznie rozwijającej się Piury, z jej Szmaciarnią, tj. dzielnicą nędzy, machismo paczki Nieustraszonych, czy burzliwa historia burdelu o zielonych ścianach, a także wstrząsająca dola autochtonicznej ludności Amazonii oraz brutalne historie z dziejów „kauczukowej gorączki” - to wszystko nadaje książce tak przyjemnej dla europejskiego odbiorcy dawki egzotyki. I chyba właściwie ten południowoamerykański ryt był elementem, który polubiłem w tej powieści najbardziej. Także podsumowując: zdecydowanie, ta wczesna powieść Llosy z pewnością nie jest najłatwiejszą i najlepszą pozycją na rozpoczęcie przygody z jego twórczością, ale, z drugiej strony, doskonale prezentuje unikalny styl pisarski peruwiańskiego noblisty i jego „totalne” podejście do literatury.
„Zielony dom” to druga powieść w bogatym dorobku pisarskim Mario Vargasa Llosy. Rok publikacji to 1966, a więc trzy lata po debiucie („Miasto i psy”) oraz kolejne trzy przed wydaniem monumentalnej „Rozmowy w Katedrze”. W mojej ocenie ta chronologia jest tutaj niezwykle istotna, aby właściwie ocenić recenzowaną powieść, gdyż jest to utwór mocno eksperymentalny, swoisty...
Jest to pierwsza książka Llosy, która mnie rozczarowała. Po przeczytaniu paru recenzji spodziewalam się hardkorowego eksperymentu literackiego. Tymczasem choć jest to powieść wielowątkowa to fabuła jest dość prosta. Jedynym urozmaiceniem są niechronologiczna narracja oraz zabiegi tak charakteryczne dla Llosy jak przeplatające się opisy dwóch różnych scen w tym samym momencie. Gdyby jednak usunąć oba te elementy to pozostałaby następujące, proste historie: interesy przemytników kauczuku z ludnością rdzenną, historia małżeństwa pewnego wojskowego z wychowanką zakonnic oraz opowieść o burdel-tacie, ktory musiał zacząć wszystko od nowa.
Podczas lektury często wspominałam "Rozmowę w Katedrze". W przypadku "Rozmowy" niechronologiczna i nielinearna narracja stanowiła tylko i aż oprawę dla pasjonującej historii.
W "Zielonym domu" natomiast cała zabawa zaczyna się i kończy na połączeniu wątków i odkryciu paru luźno związanych historii, z których żadna nie porywa.
Dla przykładu: facet żeni się z miłości, ale z czasem staje się agresywny wobec żony, po incydencie w barze trafia do więzienia, a żona zaczyna trudnić się prostytucją. Cała historia opowiedziana linearnie byłaby przewidywalna i smętno - nudna. W "Zielonym domu" opowieść broni się wyłącznie tym, że została opowiedziana wyrywkowo i nie po kolei.
Bohaterowie są jednowymiarowi i mimo upływu lat, cały czas tacy sami. Próżno szukać u nich jakiegoś rozwoju, czy zmiany.
Dużo więcej głębi miała książka "Pantaleon i wizytantki", czyli de facto powieść satyryczna.
Jest to pierwsza książka Llosy, która mnie rozczarowała. Po przeczytaniu paru recenzji spodziewalam się hardkorowego eksperymentu literackiego. Tymczasem choć jest to powieść wielowątkowa to fabuła jest dość prosta. Jedynym urozmaiceniem są niechronologiczna narracja oraz zabiegi tak charakteryczne dla Llosy jak przeplatające się opisy dwóch różnych scen w tym samym...
Labirynt. Wątki, czas, akcja i bohaterowie są wymieszani na kartach powieści, a od czytelnika zależy czy ułoży te puzze w kolorowy i drapieżny świat dżungli i pewnego małego miasteczka, czy też zdezerteruje umęczony. Dla mnie to była przygoda i wyzwanie. Llosa stosuje zabiegi, które stanowią wymyślną grę z czytelnikiem, zmuszającą go do maksymalnej koncentracji. Inaczej nastąpi kapitulacja i treść zaczenie się sypać. Szczególnie wymagające są dialogi napisane niczym strumienie, bez znaków przestankowych, a czasem nawet wskazówek co do osób, które rozmawiają. Miejsca i czas splątane są jak roślinność dżungli, w której ważą się losy bohaterów. To lektura trudna, lecz satysfakcjonująca.
Labirynt. Wątki, czas, akcja i bohaterowie są wymieszani na kartach powieści, a od czytelnika zależy czy ułoży te puzze w kolorowy i drapieżny świat dżungli i pewnego małego miasteczka, czy też zdezerteruje umęczony. Dla mnie to była przygoda i wyzwanie. Llosa stosuje zabiegi, które stanowią wymyślną grę z czytelnikiem, zmuszającą go do maksymalnej koncentracji. Inaczej...
jesli nie skupiać się na niemożliwości załapania wszystkich wątków nadal po 200 stronach ale rozkoszować się zmiennością akcji z nadzieją że na końcu fabuła troche się wyjaśni to można przeczytać z dużą przyjemnością ale podejrzewam że dla wielu ten sposób prowadzenia narracji będzie nie do zaakceptowania no ale kolorowa książka dużo się dzieje ciagle i napewno warto obczaić.
jesli nie skupiać się na niemożliwości załapania wszystkich wątków nadal po 200 stronach ale rozkoszować się zmiennością akcji z nadzieją że na końcu fabuła troche się wyjaśni to można przeczytać z dużą przyjemnością ale podejrzewam że dla wielu ten sposób prowadzenia narracji będzie nie do zaakceptowania no ale kolorowa książka dużo się dzieje ciagle i napewno warto obczaić.
Jeśli miałabym jednym zdaniem określić "Zielony dom" to użyłabym stwierdzenia "przerost formy nad treścią". Zawiły sposób prowadzenia fabuły nie jest w żaden sposób uargumentowany zawartością książki. Myślę, że doskonale maskuje ubogie portrety psychologiczne bohaterów, kiepsko opisane tło wydarzeń czy miejscami tandetne nagromadzenie zwrotów akcji i dotykanych problemów. Uważam, że powieść jest zbyt powierzchowna by uznać ją za studium chrystianizacji terenów Amazonii/prostytucji/innych problemów, co sugerują komentarze niektórych czytelników.
Jedyne co muszę przyznać książce to fakt, że jest jakąś formą treningu uważności i pamięci. Forma powieści wymaga od czytelnika dobrej znajomości bohaterów, bo przeplatane dialogi często nie pozwalają na przypomnienie sobie ich tożsamości z kontekstu. Pomimo tego, że fabuła pozostawia wiele do życzenia i nie skłania ku głębszym refleksjom, to sama książka jest czymś oczyszczającym dla głowy i nie oceniam jej jako straconego czasu, ale jako wprawkę do bardziej skomplikowanych, bogatszych w treść dzieł.
Jeśli miałabym jednym zdaniem określić "Zielony dom" to użyłabym stwierdzenia "przerost formy nad treścią". Zawiły sposób prowadzenia fabuły nie jest w żaden sposób uargumentowany zawartością książki. Myślę, że doskonale maskuje ubogie portrety psychologiczne bohaterów, kiepsko opisane tło wydarzeń czy miejscami tandetne nagromadzenie zwrotów akcji i dotykanych problemów....
Jestem wielbicielką niemal wszystkich książek Llosy, tę również polecam, z tym że wytrwałym czytelnikom. Brak chronologii i wielowątkowa narracja są trudne w odbiorze, ale ten pozorny chaos znakomicie odzwierciedla mroczny i duszny klimat peruwiańskiej dżungli i dramatyczne losy bohaterów powieści.
Jestem wielbicielką niemal wszystkich książek Llosy, tę również polecam, z tym że wytrwałym czytelnikom. Brak chronologii i wielowątkowa narracja są trudne w odbiorze, ale ten pozorny chaos znakomicie odzwierciedla mroczny i duszny klimat peruwiańskiej dżungli i dramatyczne losy bohaterów powieści.
Można się pogubić w mnogości wątków i bohaterów. I w braku chronologii. Llosa jednak tak potoczyście prowadzi narrację, że ignoruje się pogubienie i pozwala się słowom zapadać w głowę, gdzie zostają, by po przeczytaniu, na spokojnie poukładać się w całość (liczba mnoga) historii.
Można się pogubić w mnogości wątków i bohaterów. I w braku chronologii. Llosa jednak tak potoczyście prowadzi narrację, że ignoruje się pogubienie i pozwala się słowom zapadać w głowę, gdzie zostają, by po przeczytaniu, na spokojnie poukładać się w całość (liczba mnoga) historii.
Nie przepadam za nim o czym świadczą moje oceny: 7, 6, 5, 5, 5, 2, 1. Powiem więcej nie przepadam również za innymi pisarzami z tego kontynentu (są wyjątki). Przecież nie muszę przepadać, a szczególnie za seksem w ich wydaniu, który różni się skrajnie od standardów kultury europejskiej. Ta książka jest o burdelu, którego opis ostatni raz, około 50 lat temu, bawił mnie u Erskine Caldwella. Kto lubi niech "se czyta", tylko proszę nie wmawiać mnie, że to literatura górnolotna z wysokiej półki. Czy ci pisarze nie potrafią o czymś innym pisać? Quod libet; your choice!; de gustibus non est disputandum. Aby uniknąć nagonki za zszarganie świętości daję gwiazdek 5. Wracam do Boccaccia, Aretina, de Laclosa i markiza de Sade.
Nie przepadam za nim o czym świadczą moje oceny: 7, 6, 5, 5, 5, 2, 1. Powiem więcej nie przepadam również za innymi pisarzami z tego kontynentu (są wyjątki). Przecież nie muszę przepadać, a szczególnie za seksem w ich wydaniu, który różni się skrajnie od standardów kultury europejskiej. Ta książka jest o burdelu, którego opis ...
Opisując to dzieło, ciężko nie zacząć od fascynującej konstrukcji. Powieść w formie puzzli i powieść w formie dorzecza Amazonki zarazem, bo tak chyba można "Zielony Dom" nazwać, to niemałe wyzwanie dla czytelnika, ale jeszcze większe dla pisarza. Autor skomponował kilka historii w bardzo subtelny sposób przecinających się ze sobą tu i ówdzie, w rezultacie tworzących ogromną jedność, ale jedność niemożliwą do objęcia z jednego punktu widzenia. Ten splot poprowadzony jest po mistrzowsku, z niezwykłą naturalnością. To by było oczywiście jeszcze za mało, więc na dokładkę Vargas Llosa pociął tę zlepioną z historii historię na kawałki i stworzył chronologiczną zagadkę. Pozornie mieszanina jest przypadkowa, wydaje mi się jednak, że poszczególne rozdziały są ustawione w takiej kolejności, by układanie puzzli było jak najciekawszym przeżyciem. Ale i na tym nie koniec, autor miesza jeszcze w głowie czytelnikowi, uprawiając istną żonglerkę narracyjną, co chwilę zmieniając punkty widzenia, przeskakując z klasycznej trzecioosobowej narracji do różnych typów strumienia świadomości (pojawi się nawet narracja drugoosobowa i pomoże zresztą autorowi wspiąć na wyżyny wrażliwości), a także wprowadzając tąpnięcia chronologiczne nawet w obrębie jednolitych dialogów. Różnorodność narracyjna jest co najmniej równie fascynująca, co konstrukcja fabuły i chronologii.
Forma to jednak nie wszystko. Zagadka jest do rozszyfrowania (zresztą w ogólnym zarysie nawet na długo przed końcem lektury) - i wtedy trzeba zadać sobie pytanie, co przedstawiają ułożone puzzle. Trzeba przyznać, że gdyby historię Nievesa, Bonifacji, don Anselma i mnóstwa innych postaci, historię ociekającą uczuciami, namiętnościami, zawiedzionymi ambicjami, tragediami, przedstawić linearnie, nie robiłaby wrażenia niesamowitego, ale i tak spore. Trzeba też jednak jak najszybciej zaznaczyć - z pocięcia powieści nie wypływa jedynie intrygująca zabawa w układanie puzzli, ten zabieg dodaje coś metafizycznego samej fabule, a w każdym razie jej odbiorowi. Wgryzanie się w tę "życiowo epicką" historię z różnych stron pozwala odczuć moc jej realizmu i tragizmu, spokojne świadectwo przemijania ludzi, miejsc i relacji.
Co do walorów językowych, to pomijając wymiar narracyjny Vargas Llosa nie pisze wybitnie pięknie i wyszukanie, co ma duży udział w tym, że moja ocena nie jest wyższa, ale zdarzają mu się fragmenty wielkie, pełne wrażliwości nie do podrobienia. Ten trochę niepozorny, trochę zwyczajny styl ma też zaletę potężnego działania na wyobraźnię. Dawno żaden tekst nie pobudził mnie tak mocno do wyobrażania sobie miejsc, jak klimatyczne opisy peruwiańskiej dżungli, pustyni, miasteczek, budynków i pomieszczeń w tej powieści.
8.0/10
Opisując to dzieło, ciężko nie zacząć od fascynującej konstrukcji. Powieść w formie puzzli i powieść w formie dorzecza Amazonki zarazem, bo tak chyba można "Zielony Dom" nazwać, to niemałe wyzwanie dla czytelnika, ale jeszcze większe dla pisarza. Autor skomponował kilka historii w bardzo subtelny sposób przecinających się ze sobą tu i ówdzie, w rezultacie tworzących ogromną...
Opinie na temat tej książki są różne. Jednym się podoba, innym wręcz przeciwnie. Sama powieść na swój sposób jest wyjątkowa. Jednak nie jest to lektura na moje nerwy. Okropnie się męczyłam przy jej czytaniu, dlatego nawet nie dotarłam do połowy. Być może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście do tej pozycji, ale na razie wolę się trzymać od niej z daleka.
Opinie na temat tej książki są różne. Jednym się podoba, innym wręcz przeciwnie. Sama powieść na swój sposób jest wyjątkowa. Jednak nie jest to lektura na moje nerwy. Okropnie się męczyłam przy jej czytaniu, dlatego nawet nie dotarłam do połowy. Być może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście do tej pozycji, ale na razie wolę się trzymać od niej z daleka.
Przez tą książkę moja miłość do Llosy została wystawiona na ciężką próbę.Wiem,nie ma miłości bez takich prób,a ich pokonywanie tylko tę miłość umacnia.No i na szczęście tak było z tą książką.Po pierwszym nieudanym do niej podejściu nastąpiło drugie,potem trzecie a w nim krótkie zwątpienie,i po kilkudziesięciu stronach czekała mnie nagroda,bo książka wciągnęła mnie bez reszty.Nie ukrywam,nie dawało się jej czytać zawsze i wszędzie,jak innych książek Llosy.Na spotkania z nią trzeba było przeznaczyć specjalny czas i miejsce.Wykluczało to czytanie w autobusie,w trakcie mieszania łyżką w garnkach,czy w krótkich przerwach rozmaitych zajęć,bo narracja książki jest arcytrudna w czytaniu i wymaga ogromnego skupienia.Już w niektórych książkach Llosy spotykałam ten osobliwy,trudny sposób narracji,polegający na nieustannym mieszaniu czasów,kolejności zdarzeń i miejsc akcji,ale w tej to pisarz zdecydowanie go nadużył.Ale nic to, wobec ogromu bogactwa treści książki.Jest tu i brutalne „cywilizowanie” Indian peruwiańskich i rabunkowe eksploatowanie zamieszkiwanej przez nich dżungli,jest malowniczy obraz mieszkańców głębokiej peruwiańskiej prowincji sprzed kilkudziesięciu lat,ich życia i obyczajów.Jest zatem wóda,seks,zdrady,zabójstwa i oczywiście miłość.Jest też pięknie opisany akt miłosny,jeden z piękniejszych opisów jakie spotkałam w literaturze.Wszystko to dzieje się w egzotycznej,jak dla nas,peruwiańskiej scenerii,czyli ciągle zasypywanej piaskiem Piury i dusznej,zielonej dżungli.Na pewno nie polecam książki każdemu.Polecam ją tylko wielbicielom Llosy,bo od niej nie powinno się zaczytać spotkania z jego twórczością.Ale jak ktoś lubi wyzwania,to da radę i będzie bardzo usatysfakcjonowany.
Przez tą książkę moja miłość do Llosy została wystawiona na ciężką próbę.Wiem,nie ma miłości bez takich prób,a ich pokonywanie tylko tę miłość umacnia.No i na szczęście tak było z tą książką.Po pierwszym nieudanym do niej podejściu nastąpiło drugie,potem trzecie a w nim krótkie zwątpienie,i po kilkudziesięciu stronach czekała mnie nagroda,bo książka wciągnęła mnie bez...
Ile osobniczych historii, ile poruszonych problemów... Opowieść o strasznej "spuściźnie" Hernána Cortésa, o poszukiwaniu wolności, o ucieczce przed biedą.
Wielowątkowa opowieść o samotności w gruncie rzeczy. To w zamtuzie, w klasztorze i w puszczy bohaterowie szukają, poznają, kochają, ale koleje losu są nieznane, a egzystencja jakby klątwą obłożona.
Ile osobniczych historii, ile poruszonych problemów... Opowieść o strasznej "spuściźnie" Hernána Cortésa, o poszukiwaniu wolności, o ucieczce przed biedą.
Wielowątkowa opowieść o samotności w gruncie rzeczy. To w zamtuzie, w klasztorze i w puszczy bohaterowie szukają, poznają, kochają, ale koleje losu są nieznane, a egzystencja jakby klątwą obłożona.
To moja druga przeczytana książka tego autora i... No właśnie. o.O
Zielony Dom ma dwa style pisania, miesza wątki, czasy, miejsca, wszystko. Odniosłam wrażenie, że Llosa tak namotał, a w sumie nie napisał nic konkretnego ani przesadnie ciekawego.
Nie wdając się w szczegóły, aby uniknąć spojlerowania, stwierdzam, że fabuła jest dziwna. Tzn. taka bezpłciowa - gdyby ułożyć wszystko w odpowiedniej kolejności, to wychodzi nudny pseudoromans z dzikusami w tle. Jedynie ten dwojaki sposób pisania jest ciekawy, ale to bardziej urozmaicenie. Już nie jestem pewna, czy chcę jeszcze kiedyś czytać tego autora.
Druga opcja jest taka, że po prostu nie dorastam do poziomu twórczości Llosy, co byłoby przykre, ale i tak może być.
Nie mam pojęcia, komu polecić tą książkę. Niech czyta, kto chce.
To moja druga przeczytana książka tego autora i... No właśnie. o.O
Zielony Dom ma dwa style pisania, miesza wątki, czasy, miejsca, wszystko. Odniosłam wrażenie, że Llosa tak namotał, a w sumie nie napisał nic konkretnego ani przesadnie ciekawego.
Nie wdając się w szczegóły, aby uniknąć spojlerowania, stwierdzam, że fabuła jest dziwna. Tzn. taka bezpłciowa - gdyby ułożyć...
Mario Vargas Llosa to pisarz nieprzeciętny w pełnym wymiarze tego słowa. Jest jednak człowiekiem, a jak powszechnie wiadomo ludzie to istoty omylne i bywa, że błądzące. "Zielony Dom" jest stylistyczną łamigłówką oraz fabularnymi puzzlami porozrzucanymi po całej książce. Zamierzenie budzi szacunek, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim niespójność fabuły powoduje, że dociekania co było przed a co potem uniemożliwiają w pełni zasymilowanie się z bohaterami powieści. Mnogość bohaterów też ma swój minus, są oni nierówno opisani przez co pogubić się można bardzo łatwo. Chronologicznie "Zielony Dom" był przed "Rozmową", a więc można potraktować tę powieść jako wprawkę. Niemniej zatwardziali fani powinni przeczytać.
Mario Vargas Llosa to pisarz nieprzeciętny w pełnym wymiarze tego słowa. Jest jednak człowiekiem, a jak powszechnie wiadomo ludzie to istoty omylne i bywa, że błądzące. "Zielony Dom" jest stylistyczną łamigłówką oraz fabularnymi puzzlami porozrzucanymi po całej książce. Zamierzenie budzi szacunek, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim niespójność...
"Zielony Dom" to powieść wyjątkowa i bardzo trudna w odbiorze. Przede wszystkim za konstrukcję i narrację powieści. Pomieszane wątki, brak jakiejkolwiek chronologii, epizody rozrzucone na przestrzeni 30 lat. Trudno się połapać w dialogach, które prowadzą bohaterowie równocześnie lecz w różnych czasach, historie opowiedziane z różnych punktów widzenia .
Autor używa mnóstwa słów, zdawałoby się bez ładu i składu, co doprowadza do irytacji. Wydaje się początkowo, że wątki nie są ze sobą powiązane, trzeba uważnie czytać aby znależć właściwy klucz do rozszyfrowania tajemnic i powiązań wszystkich postaci. Na dodatek bohaterowie występują pod różnymi imionami.
Nie znajdziemy tu również głównego bohatera gdyż wszyscy są postaciami pierwszoplanowymi.
Akcja rozgrywa się w Peru, w nadmorskim mieście Piura na obrzeżu pustyni, gdzie piasek wdziera się w każdą szczelinę oraz w osadzie Santa Maria de Nieva, gdzieś w dżungli Amazonii "z nagusami, komarami i deszczami, od których wszystko gnije, od ludzi zaczynając" a błoto oblepia wszystko.
Autor ukazuje " świat cywilizacji", a więc chrześcijan reprezentowanych przez władzę, żandarmów, policję, siostry zakonne z Misji i handlarzy oraz swiat "dzikusów" : plemiona Shapra, Huambisów oraz Aguarunów.
Te dwa światy ścierają się ze sobą; siostry na siłę chrystianizują małe "dzikuski", wyłapywane przez żandarmów a handlarze skór i żywicy skłócają i wykorzystują plemiona dla swoich korzyści.
A w tym wszystkim znajdziemy miłość, zdradę, porwania i porzucenia, choroby i śmierć, prostytucję, strach, zło i przemoc .
Jednym z wielu wątków jest tytułowy Zielony Dom, dom uciech i grzechu. To nie tylko miejsce życia i pracy "lokatorek" ale także schronienie dla prawdziwej miłości i źródło nienawiści dla innych.
Powieść "Zielony Dom" to wielkie pudło puzzli, które trzeba ułożyć a satysfakcja gwarantowana. Tym bardziej, że autor bardzo obrazowo i plastycznie przedstawił wydarzenia i krajobraz, nawet się nie spostrzegłam kiedy dżungla pochłonęła mnie całkowicie a oczy drażnił piasek pustyni.
Szkoda , że autor nie napisał książki w sposób tradycyjny, gdyż zasługuje na miano wielkiej powieści a eksperymentalna konstrukcja odstrasza wielu czytelników. Mimo wszystko polecam.
"Zielony Dom" to powieść wyjątkowa i bardzo trudna w odbiorze. Przede wszystkim za konstrukcję i narrację powieści. Pomieszane wątki, brak jakiejkolwiek chronologii, epizody rozrzucone na przestrzeni 30 lat. Trudno się połapać w dialogach, które prowadzą bohaterowie równocześnie lecz w różnych czasach, historie opowiedziane z różnych punktów widzenia .
Autor używa...
Naczytałam się przeróżnych niepochlebnych opinii na temat "Zielonego Domu", więc też zabrałam się do czytania z niechęcią, mając zamiar po kilku stronach odłożyć ją na półkę z napisem :do przeczytania za 20 lat jak spłoną wszystkie biblioteki:. Książka Llosy okazała się jednak wspaniałą i emocjonującą przygodą, odkrywczą przeprawą przez różnokolorowe wątki i style.
Naczytałam się przeróżnych niepochlebnych opinii na temat "Zielonego Domu", więc też zabrałam się do czytania z niechęcią, mając zamiar po kilku stronach odłożyć ją na półkę z napisem :do przeczytania za 20 lat jak spłoną wszystkie biblioteki:. Książka Llosy okazała się jednak wspaniałą i emocjonującą przygodą, odkrywczą przeprawą przez różnokolorowe wątki i style.
Bardzo fajna książka tylko niestety beznadziejnie napisana.
Wiele wątków, na pozór niezwiązanych ze sobą mających jednak wspólny mianownik, brak chronologii przedstawianych sytuacji, oraz wplatanie w tekst "ni z gruszki ni z pietruszki" dialogów sprawia, że źle się czyta,chaotyczna dlatego podczas lektury najlepiej zaszyć się w samotni, ciszy i w pełnym skupieniu, aby czytane wątki złożyć w logiczną całość. Pomimo tego daje 7 gwiazdek, bo jest to bardzo ciekawa i wartościowa książka, pochłonęłam ją w trzy dni. Polecam fanom Llosy i wytrwałym :)
Bardzo fajna książka tylko niestety beznadziejnie napisana.
Wiele wątków, na pozór niezwiązanych ze sobą mających jednak wspólny mianownik, brak chronologii przedstawianych sytuacji, oraz wplatanie w tekst "ni z gruszki ni z pietruszki" dialogów sprawia, że źle się czyta,chaotyczna dlatego podczas lektury najlepiej zaszyć się w samotni, ciszy i w pełnym skupieniu, aby...
Chciałoby się napisać...Llosa i wszystko jasne..,czyli znowu wracamy w duszne,pełne uroku i zmysłowości peruwiańskie klimaty. Tym razem przenosimy się do Piury -urokliwego,położonego na skraju pustyni miasta oraz do Santa Maria de Nieva-zapadłej mieściny nad jednym z dopływów Amazonki,w gęstej i zaludnionej przez tubylców puszczy.W owej zapadłej dziurze mieści się katolicka Misja prowadzona przez zakonnice,a dla przeciwwagi w mieście tytułowy Zielony Dom-miejsce uciech wszelakich.Losy pewnej,nieco krnąbrnej wychowanicy misji,krzyżują się,a nawet zapętlają z losami niektórych bywalców owego osławionego domu.Oczywiście to tylko jeden z kilku wątków gdyż Llosa prowadzi narrację wielotorowo,za nic mając chronologię czy inną jedność miejsca,czasu i przestrzeni.Tak więc trzeba być przygotowanym na to ,że z kościoła przeniesiemy się do burdelu , albo do kryjówki przemytników kauczuku lub będziemy bawić się w podchody z oddziałem żandarmerii.
Co mi się najbardziej podoba u Llosy? Autentyzm...bohaterowie jego powieści to ludzie...prawdziwi...pełni wad,dobrych chęci,głupoty,zarozumialstwa,pychy,dobroci szlachetności.Nikt nie jest zły z definicji,każdy ma jakąś okoliczność łagodzącą, alibi...czyli tak jak w życiu.
Mimo ,że to powieść na wskroś peruwiańska,niesie ze sobą uniwersalizm i myślę , że każdy znajdzie we niej coś bardzo osobistego,coś co do czego czasem ciężko się przyznać nawet przed samym sobą.Namawiam...polecam...zachęcam.....
Chciałoby się napisać...Llosa i wszystko jasne..,czyli znowu wracamy w duszne,pełne uroku i zmysłowości peruwiańskie klimaty. Tym razem przenosimy się do Piury -urokliwego,położonego na skraju pustyni miasta oraz do Santa Maria de Nieva-zapadłej mieściny nad jednym z dopływów Amazonki,w gęstej i zaludnionej przez tubylców puszczy.W owej zapadłej dziurze mieści się katolicka...
Książka nie jest łatwa. Gdybym miała ją omawiać na zajęciach z literatury byłoby trudno: brak chronologii, mnogość wątków i postaci, co jest charakterystyczne dla Llosy, "strumień świadomości" ciągnący jedno zdanie w kilku wersach i dwa światy: Piura i dżungla. Na szczęście "Zielony Dom" czytałam dla przyjemności.
Nie wiem dlaczego, ale sięgając po "Zielony Dom" byłam przekonana, że jest to jedna z tych "lżejszych" pozycji Llosy. Zapewniam, że nie jest. Ta powieść nie nadaje się na pierwsze spotkanie z Llosą.
Fabuła "Zielonego Domu" rozgrywa się leniwie i powoli, ukazywana jest z różnych odstępów czasu, z pominięciem chronologii, rzecz jasna. Bo "Zielony Dom" jest o misjonarzach, chrześcijanach, którzy na siłę chrystianizują Dzikich oraz ich wykorzystują. Chrześcijanie są tymi "lepszymi", którzy wiedzą, co jest dobre dla Dzikich. Poganie są jak zwierzątka, jak zauważyła Lalita, brudni, zawszawieni, niepełni jako ludzie. Brzydka chrześcijanka jest lepszą partią na jedną noc dla mężczyzny niż śliczna Dzikuska. Dzicy mają pracować i sprzedawać kauczuk po śmiesznie niskich cenach, a karą za bunt są tortury i biczowanie. Siostry zakonne porywają dziewczynki z dżungli, by je ucywilizować i zrobić z nich służące chrześcijan.
Z drugiej strony jest Piura, senne, pustynne miasteczko, w którym don Anselmo zakłada Zielony Dom, przybytek rozkoszy i zgorszenia, który dla lokatorek stał się ogniskiem domowym. Cień owego domu wisi nad społecznością piurańską jeszcze długo po jego tragicznym unicestwieniu. Don Anselmo zaś staje się bezdomny, dopóki nie przygarną go Szmaciarze do swojej społeczności.
W tle pojawia się strach, zło, prostytucja, wykorzystywanie i bicie kobiet oraz Dzikich, miłość, słowem - wszystkie uczucia i czyny przysługujące człowiekowi.
"Zielony Dom" to wycinek rzeczywistości, opisany w charakterystyczny dla Llosy sposób, poruszający sprawy trudne i zawstydzające.
Książka nie jest łatwa. Gdybym miała ją omawiać na zajęciach z literatury byłoby trudno: brak chronologii, mnogość wątków i postaci, co jest charakterystyczne dla Llosy, "strumień świadomości" ciągnący jedno zdanie w kilku wersach i dwa światy: Piura i dżungla. Na szczęście "Zielony Dom" czytałam dla przyjemności.
Nie wiem dlaczego, ale sięgając po "Zielony Dom" byłam...
Nie polecam tej książki jako pierwsze podejście do Llosy. Jest trochę przyciężkawa przez sposób pisania i wielowątkowość, które wydają się być jednak nieco zbyt chaotyczne. Chociaż z drugiej strony oddają doskonale chaos, jaki panuje w peruwiańskiej dżungli. Nie czyta się tego źle, obrazy malowane przez autora są wciągające, ale dłuższa lektura robi się uciążliwa jak tamtejszy upał. Mimo to "Zielony Dom" wart jest przeczytania.
Dla osób, które dotąd nie zetknęły się z twórczością pana Llosy polecam "Pantaleon i wizytanki", znacznie lżejszą i nieco absurdalną lekturę.
Nie polecam tej książki jako pierwsze podejście do Llosy. Jest trochę przyciężkawa przez sposób pisania i wielowątkowość, które wydają się być jednak nieco zbyt chaotyczne. Chociaż z drugiej strony oddają doskonale chaos, jaki panuje w peruwiańskiej dżungli. Nie czyta się tego źle, obrazy malowane przez autora są wciągające, ale dłuższa lektura robi się uciążliwa jak...
Wyobrazmy sobie taką sytuację: autor pisze dwa, trzy dialogi między bohaterami (przy czym każdy odbywa się w innym miejscu i czasie, choć osnuty jest wokół jednego wydarzenia), a potem tnie je na kawałki i tworzy z nich jedną długą rozmowę, z której samemu trzeba wyodrębnić te dwa, trzy osobne dialogi. Albo inny zabieg: narrator jest niczym duch asystujący przy jakimś wydarzeniu i opowiada o nim jakby „na jednym oddechu”, starając się zmieścić wszystko naraz: słowa postaci, ich gesty, mimikę. Problem w tym, że jeśli opowiada się historię jednym tchem – a w przypadku tej książki jest to historia rozciągająca się na kilka dekad – to trudno uniknąć wrażenia zupełnie chaotycznego nadmiaru, nawet jeśli wszystkie te nici i zabiegi narracyjne dają się poukładać w sensowną opowieść przy użyciu kartki i ołówka trzymanych na boku.
Mam z tą książką skojarzenia całkowicie pozaliterackie. Jest podobna do kubistycznego obrazu, który zamiast robić wrażenie kompletności wydaje się szatkować, ciąć na strzępy to, do czego się odnosi. Czasami „Zielony dom” jest też jak muzyka ambient – nie ma tu rytmu, jest za to wrażenie przypadkowości, bezustannie migoczący kalejdoskop, który nie daje się łatwo ułożyć w spójną linię opowiadania. Dlatego można podejść do tej rzeczy na dwa sposoby: albo – zabijając przyjemność czytania – otwierać tę książkę uzbroiwszy się we wspomnianą kartkę i ołówek i mozolnie wiązać na boku te narratywy, albo utopić się w nadmiarze słów, porzucając wszelkie ambicje „ułożenia” sobie tego wszystkiego w głowie. Osobiście doradzałbym drugą strategię, jeśli w ogóle ktoś ma ochotę zmierzyć się z tą książką. Ja to zrobiłem i okazała się dla mnie zupełnie … nieważna; przepłynęła przeze mnie bez śladu. Jest tylko we mnie pytanie – po co? Po co Llosa posunął się w tej wielogłosowości tak daleko, dużo dalej niż w „Mieście i psach”, które przy tej książce są poszatkowanym, ale jednak ciągle dającym przyjemność, mocno „filmowym” kalejdoskopem? Czy – zgodnie z poglądem Elfriede Jelinek – język (ze swej natury narzędzie kłamstwa) należy tak torturować, aby powiedział prawdę? Czy może wręcz przeciwnie – gdyby „Zielony dom” był opowieścią tradycyjną, linearną, snutą z umiarem, to prawda byłaby dużo trudniejsza do zniesienia? Byłaby bowiem jasno wyłożoną prawdą o wykorzystywaniu rdzennych ludów Peru, opresji tubylczych dziewcząt oddawanych przez zakonnice do bogatych domów w charakterze służących, korupcji, nieuczciwości i tułaczce, swoistej „bezdomności” w dżungli?
Nie mam wątpliwości, że ten utwór to wielka literatura, choć mnie potwornie zmęczyła i jestem jak najdalej od tego, aby kiedykolwiek do niej wracać.
Wyobrazmy sobie taką sytuację: autor pisze dwa, trzy dialogi między bohaterami (przy czym każdy odbywa się w innym miejscu i czasie, choć osnuty jest wokół jednego wydarzenia), a potem tnie je na kawałki i tworzy z nich jedną długą rozmowę, z której samemu trzeba wyodrębnić te dwa, trzy osobne dialogi. Albo inny zabieg: narrator jest niczym duch asystujący przy jakimś...
Mario Varga Llosa jest nietuzinkowym autorem, co znalazło odzwierciedlenie w postaci Nagrody Nobla. Wypracował własny, oryginalny styl, a kunszt literacki doprowadził do perfekcji. Jednak jak radził sobie na początku kariery?
Akcja rozgrywa się w Peru w pierwszej połowie XX wieku, równolegle na dwóch obszarach, które swobodnie można ochrzcić jako pustynia i dżungla. W Piurze, położonej między piaskami, pojawia się tajemniczy przybysz - don Anselmo. Mężczyzna spokojnie i bez pośpiechu wgryza się w społeczność Piurańczyków i zostaje przez nich całkowicie zaakceptowany. Sympatyczny i inteligentny staje się znaną osobistością. Jednak gdy postanawia wybudować tytułowy Zielony Dom, spokojne i ustatkowane życie w Piurze wywraca się do góry nogami. Z kolei w nieprzewidywalnej dżungli w najlepsze trwa handlem kauczukiem między Indianami i chrześcijanami, a Mateczki z misji siłowo nawracają porwane z plemion dziewczynki. Losy bohaterów z obu tych miejsc powoli się splatają i (o dziwo) w epilogu zgrabnie zamykają, tworząc spójną całość.
Llosa już od pierwszych stron daje wyraz swojego pisarskiego talentu. Autor zdecydował się wprowadzić dwa rodzaje narracji. Pierwszy klasyczny - trzecioosobowy. Drugi, o wiele bardziej skomplikowany przypomina w formie strumień świadomości, jednak jest czymś zupełnie innym. Jego struktura składa się ze swobodnie wymieszanych opisów i dialogów zawartych w ciągach wielolinijkowych zdań. Przypomina zapis myśli stojącego z boku obserwatora.
Również linia chronologiczna nie należy do tradycyjnych. Od samego początku czytelnik jest przerzucany o całe dekady, bez żadnych wskazówek, gdzie obecnie się znajduje. Wprowadza to niesłychany chaos, potęgowany przez wielość postaci i brak wyraźnego protagonisty. Dodatkowo niektóre z nich są inaczej nazywane w różnych okresach, a czasem kilku bohaterów ma takie samo imię. Ten celowy mętlik sprawia, że przy początku lektury błądzi się jak dziecko we mgle, jednak stopniowo, strona po stronie, łącząc niektóre fakty, można stworzyć sobie logiczny i zwarty obraz tego, co się wydarzyło.
Jedynymi pewnymi i stałymi - od samego początku - elementami powieści są dżungla i pustynia. Dlatego skłaniam się ku wnioskowi, że właśnie o tym miał być Zielony Dom. O społecznościach dwóch miejsc, a nie o konkretnych bohaterach, którzy mimo swej wyrazistości, gubią się w natłoku innych osób.
Co Llosa chciał nam powiedzieć, pisząc tę powieść? Na początku pokazał dżunglę. Miejsce pełne niebezpieczeństw. Rwąca rzeka, insekty, Indianie porozumiewający się w zwierzęcy wręcz sposób. Ledwo dający sobie radę żołnierze i zakonnice na misji, stanowiące oazę spokoju (chociaż autor wyraźnie zaznaczył - lasem napierającym na mury misji i nieprzebytą gęstwiną tuż za tylną furtą - że jest to element niepasujący, obcy). Potem przedstawił nam Piurę – spokojne miasto położone na pustyni i niespieszne tempo życia jego mieszkańców.
W okresie obejmowanym przez fabułę dżungla wdziera się do Piury dwa razy, całkowicie ją zmieniając. Za drugim razem jest to Bonifacja - Indianka wychowana w misji, która potem trafia do miasta jako żona Sierżanta. Jej przybycie nieźle namieszało w życiu niejednego Piurańczyka, jednak nie zmieniło oblicza całego miasta. Natomiast pierwszym zastrzykiem dziczy był sam Zielony Dom (którego kolor w tym świetle jest nieprzypadkowy). Ten budynek postawiony za miastem na piaskach pustyni wywróciło spokojne życie Piury do góry nogami. Ale jak do tego wszystkiego doszło? Ostatnią cegiełką spajającą całą fabułę i wyjaśniającą wiele spraw jest dosłownie kilka słów zawartych w epilogu.
W tej powieści nie znajdziemy wartkiej akcji, niezwykłych zwrotów fabuły czy napięcia, które zamraża krew w żyłach. Jest to po prostu oderwany od reszty, przedstawiony przez autora, pewien okres historii. Wyraźnie da się odczuć, że po ostatniej stronie powieści, ludzie dalej będą żyli swoim życiem. Zielony Dom nie jest książką łatwą. Ani do czytania, ani do zrozumienia. Ale mimo to warto po nią sięgnąć. Dostarcza świetnego materiału do przemyśleń.
Jak przeszczepić dzicz?
Mario Varga Llosa jest nietuzinkowym autorem, co znalazło odzwierciedlenie w postaci Nagrody Nobla. Wypracował własny, oryginalny styl, a kunszt literacki doprowadził do perfekcji. Jednak jak radził sobie na początku kariery?
Akcja rozgrywa się w Peru w pierwszej połowie XX wieku, równolegle na dwóch obszarach, które swobodnie można ochrzcić jako...
Podzielam opinię wielu, że konstrukcja książki trochę dziwaczna. Jednak dla mnie Llosa to niemal guru, dlatego starałem się zrozumieć o co chodziło pisarzowi.
Wydaje mi się że tytułowy zielony dom, to symbol domu utraconego. W dżungli żyją plemiona, które są na siłę cywilizowane, porywa się małe dziewczynki i "cywilizuje je" w misjach sióstr zakonnych. Niewierzący Llosa ukazuje, że tylko te zakonnice które pochodzą z dziewczynek porwanych w jakimś stopniu zachowują odrobinę człowieczeństwa, zawieszone między światami pomagają innym porwanym, wydostać się na wolność. Niczym ptakom, którym zostawia się otwarte drzwi klatek, same niech wybiorą co chcą.
Fakt że burdel jest także pomalowany na zielono, ale dla niektórych staje się domem. Dom ten także podobnie jak domy znajdujące się w dżungli, staje się obiektem ataku rozhisteryzowanych wiernych. Właśnie odwieczne pytanie ile dobrego, a ile złego przyniosła wiara katolicka na kontynent Llosy?
Książka bardzo dobra, choć poszatkowana a wątki gubią się niczym ścieżki w dżungli.
Polecam
Podzielam opinię wielu, że konstrukcja książki trochę dziwaczna. Jednak dla mnie Llosa to niemal guru, dlatego starałem się zrozumieć o co chodziło pisarzowi.
Wydaje mi się że tytułowy zielony dom, to symbol domu utraconego. W dżungli żyją plemiona, które są na siłę cywilizowane, porywa się małe dziewczynki i "cywilizuje je" w misjach sióstr zakonnych. Niewierzący Llosa...
Oto książka która jest jak komponowanie obrazu. Delikatne kolory zdarzeń, różnorodne pociągnięcia pędzla tworzą całość niczym pajęcza sieć. Jest to obraz wyjątkowy, gdyż posiada czwarty wymiar - czas, będący tu niemal jednym z bohaterów. Autor zagina, tasuje, odmienia wydawało by się prostą linie czasu.
Jestem urzeczona tą książką, choć przeczytanie jej wymagało wysiłku. Trzeba dobrze zapamiętywać poprzednie zdarzenia, imiona bohaterów, szczegóły - inaczej wszystko traci sens. Z drugiej strony przeniknięcie przez świat tej książki pozwala na prawdziwe poznanie miejsc i bohaterów, tak jakby byli naszymi znajomymi.
Być może sposób w jaki Llosa napisał tą książkę jest bliższy, rejestrowaniu przez nas rzeczywistości niż konwencjonalne metody prowadzenia opowiadań z jednością miejsca, akcji lub czasu?
Oto książka która jest jak komponowanie obrazu. Delikatne kolory zdarzeń, różnorodne pociągnięcia pędzla tworzą całość niczym pajęcza sieć. Jest to obraz wyjątkowy, gdyż posiada czwarty wymiar - czas, będący tu niemal jednym z bohaterów. Autor zagina, tasuje, odmienia wydawało by się prostą linie czasu.
Jestem urzeczona tą książką, choć przeczytanie jej wymagało wysiłku....
Niestety nie poradziłem sobie z językiem. Może jeżeli usiadłbym i przeczytał książkę za jednym zamachem byłoby łatwiej, a przy moim trybie czytania (w pociągu) niestety język mnie powalił. Po przemęczeniu 100 stron przegrałem walkę z książką. I już chyba nie będę miał odwagi kupić książki autora.
Niestety nie poradziłem sobie z językiem. Może jeżeli usiadłbym i przeczytał książkę za jednym zamachem byłoby łatwiej, a przy moim trybie czytania (w pociągu) niestety język mnie powalił. Po przemęczeniu 100 stron przegrałem walkę z książką. I już chyba nie będę miał odwagi kupić książki autora.
„Zielony dom” to druga powieść w bogatym dorobku pisarskim Mario Vargasa Llosy. Rok publikacji to 1966, a więc trzy lata po debiucie („Miasto i psy”) oraz kolejne trzy przed wydaniem monumentalnej „Rozmowy w Katedrze”. W mojej ocenie ta chronologia jest tutaj niezwykle istotna, aby właściwie ocenić recenzowaną powieść, gdyż jest to utwór mocno eksperymentalny, swoisty poligon doświadczalny pisarza, który pozwolił mu nie tylko potwierdzić literackie możliwości, ale także zaprezentować zupełnie nowy - jak na ówczesne czasy - sposób snucia narracji. Efekt końcowy jest bardzo ciekawy, choć nie wszystko jeszcze wyszło tutaj idealnie, o czym będzie okazja wspomnieć. Zapraszam do recenzji.
Akcja powieść rozciąga się na przestrzeni około czterdziestu lat, o czym wnioskujemy na podstawie rozmaitych wtrętów pisarza, i obejmuje okres od lat 20. do lat 60. XX wieku. Miejsce rozgrywania się wydarzeń to oczywiście ojczyzna pisarza, czyli Peru, ale w tym wypadku zostało ono podzielone na dwa odległe od siebie i zupełnie odmienne klimatem obszary. Pierwszym jest półpustynne miasto Piura, ulokowane w północno-zachodniej części kraju, nieopodal wybrzeża Pacyfiku. Właśnie tutaj, na obrzeżach tegoż miasta, tajemniczy przybysz „nie wiadomo skąd” zbudował dom o zielonych ścianach, za którymi to skrył się ekskluzywny burdel. Jego obecność naturalnie wywołała ostre protesty, szczególnie pośród konserwatywnej i religijnej część małomiasteczkowej społeczności (ojciec Garcia), co bynajmniej nie zaszkodziło rosnącej popularności tego przybytku uciech cielesnych - dopóki nie doszło do pewnego skandalicznego i gorszącego incydentu, który przesądził o jego losie. Przynajmniej na jakiś czas.
Natomiast drugim obszarem, znacznie rozleglejszym, na który rozgrywa się fabuła powieści, jest dorzecze rzeki Maranon w peruwiańskiej części Amazonii oraz miasteczko Santa Maria de Nieva. Ta skryta pośród dżungli zapadła mieścina skrywa pewne mroczne tajemnice, które ogniskują się wokół tamtejszego żeńskiego klasztoru oraz lokalnych autochtonów z indiańskiego plemienia Aguaruna. Wciąż dzika dżungla przyciąga także różnego rodzaju typy spod ciemnej gwiazdy, które pragną szybkiego zarobku na będącym wciąż w cenie na światowych rynkach kauczuku. Pod zielonym dachem dżungli rozgrywają się zatem kolejne dramaty, w które będą zaangażowani bohaterowie powieści. Warto przy okazji zwrócić uwagę, iż tytułowy „zielony dom” może odnosić się zarówno do budynku burdelu w Piurze, jak i do będącej mieszkaniem dla wielu ludzi wiecznie zielonej dżungli amazońskiej.
Skoro omówiłem czas i miejsce rozgrywania się powieści, przejdę teraz do bohaterów. Zapewne dość szybko zwrócimy uwagę, że w zasadzie brak tutaj kreacji, którą moglibyśmy określić mianem głównego bohatera. Natomiast postaci istotnych dla przebiegu fabuły jest kilka, a poza nim cała plejada postaci pobocznych o mniejszym lub większym znaczeniu. Można wyróżnić trzy takie najważniejsze wątki opowieści, które ogniskują się wokół postaci don Anselma w Piurze, Bonifacji i sierżanta Litumy (postać znana z późniejszych utworów peruwiańskiego pisarza, np. „Lituma w Andach”, „Kto zabił Palomina Molero?”) w Piurze/Amazonii oraz Fushia w Amazonii. Historie te nie są jakoś przesadnie skomplikowane, choć zostały przeprowadzone na tyle sprawnie, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna się nimi rzeczywiście interesować. Natomiast wydaje mi się, że te kilka punktów stycznych, w których poszczególne wątki się ze sobą przecinają, to jednak nieco za mało na naprawdę pasjonującą intrygę, do czego jeszcze wrócę. Inna wreszcie sprawa, że historie niektórych postaci nie zostały przez pisarza maksymalnie wykorzystane. Na przykład postać don Anselma, tajemniczego założyciela piurańskiego burdelu, miała potencjał, aby „wycisnąć” z niej zdecydowanie więcej, gdyż cała jego przeszłość, przed przybyciem do Piury, nie została tak naprawdę odkryta.
Przyznaję, że jak na wielbiciela twórczości Llosy, dość długo trwało, zanim wciągnąłem się w opowiadaną historię. Początkowo czytałem książkę z doskoku, ale szybko okazało się, że jednak nie była to najlepsza metoda. I dopiero gdy wygospodarowałem nieco więcej wolnego czasu, w końcu lektura „zaskoczyła” i resztę powieści pochłonąłem już błyskawicznie. Główny powód, dlaczego tak się stało, jest dla mnie oczywisty - w przypadku „Zielonego domu” charakterystyczna dla Llosy narracyjna „przeplatanka” czasu, miejsca i bohaterów opisywanych wydarzeń jest przez pisarza spleciona bardzo gęsto. W mojej ocenie - może nieco zbyt gęsto. I właśnie to sprawia, że raczej nie sposób czytać tej powieść w dłuższych odstępach czasowych, gdyż łatwo zapominamy szczątkowe informację, które wyłuskaliśmy już z przeczytanych fragmentów. A zatem, powracając po przerwie do czytania, trudno odnaleźć moment fabuły, w którym ją zwiesiliśmy. To dość irytujące uczucie, szczególnie jeśli jest to nasze pierwsze zetknięcie z Llosą lub tego typu narracją. A w „Zielonym domu” peruwiański noblista nie daje czytelnikowi praktycznie żadnej taryfy ulgowej.
Inna sprawa, że przecież właśnie na tym polega cały urok (lub przekleństwo) tej książki, w której Llosa swobodnie bawi się konwencją powieściowej narracji. Zamiast klasycznej liniowej fabuły, chronologicznego przedstawienia zdarzeń oraz wyrazistych bohaterów głównych, tworzy coś wręcz przeciwnego. Czas i miejsce opowieści oraz bohaterowie zmieniają się niczym w kalejdoskopie. Raz jesteśmy w Piurze, by kilka zdań potem zagłębić się w tropikalną Amazonkę. Teraz towarzyszymy postaci X, aby za chwilę czytać już o Y, który zna Z, będący jakoś związany z X. Jakby tego było mało, Llosa dodatkowo utrudnia i gmatwa nam sprawę, gdy na przykład stosuje nieprecyzyjne określenia typu „sierżant” lub samo imię Aquilino, choć przez powieść przewijają się dwie postacie o takim imieniu. Tak samo jest z chronologią wydarzeń, która jest przemieszana, a wydarzenia z różnych okresów następują po sobie bez wyraźnego wyodrębnienia. Oto zatem ów eksperymentalny styl snucia opowieści - żywy potok nieuporządkowanych fragmentów wydarzeń, które mają zgrabnie połączyć się w całość w wielkim finale.
Rzeczą dostrzeżoną raczej przez koneserów literatury i znawców twórczości Llosy jest natomiast struktura powieści, a więc jej podział na rozdziały i umowne podrozdziały, który nie jest rzeczą przypadkową. Przeciwnie, Llosa stworzył strukturę swojej powieści w sposób zaplanowany, tzn. korzystając z wcześniej przygotowanego schematu, który ma za zadanie uporządkować chaotyczną narrację. Wątki powieści są bowiem tak podzielone, aby powtarzać zastosowany schemat, w którym każdy z czterech rozdziałów książki posiada podział na pięć lub cztery części, rozdzielone od siebie jedynie niezadrukowanym fragmentem strony. Wyjątkiem jest tutaj epilog, który ma odmienny układ od wcześniejszych rozdziałów i stanowi domknięcie poszczególnych historii. Tym samym teoretycznie istnieje możliwość wydzielenia stosownych fragmentów i podjęcia próby przeczytania poszczególnych wątków osobno, bez powiązania z pozostałymi. Osobiście tego nie próbowałem, ale może kiedyś będzie okazja wrócić do tej powieści i to sprawdzić. Tak czy inaczej, układ powieści to kolejny element wielkiego pisarskiego eksperymentu, jakim bez wątpienia była w swoim czasie powieść „Zielony dom”.
W całej tej literackiej zabawie, do której autor chce nas zaprosić, zasadniczo dostrzegam dwa mankamenty, o których już częściowo napomknąłem. Oba zresztą zostały poprawione w późniejszej jakże genialnej „Rozmowie w Katedrze”, gdzie Llosa zastosował w zasadzie tę samą technikę narracji, co tutaj, ale znacznie lepiej dopracowaną pod względem tempa i zaplanowanej intrygi. Pierwszym problemem jest zbyt wysoka częstotliwość przeskoków między bohaterami, miejscami i czasem wydarzeń. Sam miałem z tym problem, gdy próbowałem czytać powieść „na raty”, a z pewnością wielu mniej upartych czytelników na tym etapie poległo. Nie jest to oczywiście rzecz, która uniemożliwiałaby ukończenie lektury, ale utrudnia ją na tyle, że powieść ta zazwyczaj nie jest wymieniana wśród największych dzieł peruwiańskiego pisarza. Llosa podszedł tutaj do sprawy naprawdę ambitnie, jakby zakładając z góry, że czytelnik da radę. To chyba typowy błąd wczesnego etapu twórczości, w której pragnienie zaimponowania własnymi możliwościami może nieco przeszacować zdolności odbiorców.
Natomiast drugi problem, jaki dostrzegam w tej powieści, to brak tej fabularnej iskry, czegoś, co zdecydowanie oczarowałoby na końcu czytelnika. Chociaż może to ja stałem się trochę zbyt wybredny, mając za sobą już inne powieści peruwiańskiego pisarza? Nadmieniłem już, że Llosa nie do końca wykorzystał potencjał swoich bohaterów, których losy biegną obok siebie i pewnymi fragmentami się wzajemnie przecinają, ale w połączeniu tym brakuje czegoś, co mocniej spinałoby oś fabularną powieści. Również brak głównego bohatera sprawia, że opowiadane historie kilku postaci rozgrywają się niejako poza emocjonalnym zaangażowaniem czytelnika, który nie nadąża za przeskokami pisarza. Dlatego właśnie, gdy docieramy do epilogu, może nam towarzyszyć uczucie lekkiego rozczarowania, że to już ten wielki finał, który rozgrywa się w jakiejś zabiedzonej restauracji donny Mercedes w ubogiej części Piury (choć moim zdaniem ma on swój specyficzny urok). Dlatego warto tę powieść potraktować jako generalną wprawkę Llosy do napisania „Rozmowy w katedrze”, gdzie wszystko zgrało się już niemal perfekcyjnie, oraz strukturalny eksperyment, na którego potrzeby konieczne było pewne poświęcenie aspektu fabularnego.
Wreszcie na koniec warto zwrócić uwagę na społeczną stronę opowieści, której nie mogło przecież zabraknąć u Mario Vargasa Llosy. Obraz dynamicznie rozwijającej się Piury, z jej Szmaciarnią, tj. dzielnicą nędzy, machismo paczki Nieustraszonych, czy burzliwa historia burdelu o zielonych ścianach, a także wstrząsająca dola autochtonicznej ludności Amazonii oraz brutalne historie z dziejów „kauczukowej gorączki” - to wszystko nadaje książce tak przyjemnej dla europejskiego odbiorcy dawki egzotyki. I chyba właściwie ten południowoamerykański ryt był elementem, który polubiłem w tej powieści najbardziej. Także podsumowując: zdecydowanie, ta wczesna powieść Llosy z pewnością nie jest najłatwiejszą i najlepszą pozycją na rozpoczęcie przygody z jego twórczością, ale, z drugiej strony, doskonale prezentuje unikalny styl pisarski peruwiańskiego noblisty i jego „totalne” podejście do literatury.
„Zielony dom” to druga powieść w bogatym dorobku pisarskim Mario Vargasa Llosy. Rok publikacji to 1966, a więc trzy lata po debiucie („Miasto i psy”) oraz kolejne trzy przed wydaniem monumentalnej „Rozmowy w Katedrze”. W mojej ocenie ta chronologia jest tutaj niezwykle istotna, aby właściwie ocenić recenzowaną powieść, gdyż jest to utwór mocno eksperymentalny, swoisty...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to pierwsza książka Llosy, która mnie rozczarowała. Po przeczytaniu paru recenzji spodziewalam się hardkorowego eksperymentu literackiego. Tymczasem choć jest to powieść wielowątkowa to fabuła jest dość prosta. Jedynym urozmaiceniem są niechronologiczna narracja oraz zabiegi tak charakteryczne dla Llosy jak przeplatające się opisy dwóch różnych scen w tym samym momencie. Gdyby jednak usunąć oba te elementy to pozostałaby następujące, proste historie: interesy przemytników kauczuku z ludnością rdzenną, historia małżeństwa pewnego wojskowego z wychowanką zakonnic oraz opowieść o burdel-tacie, ktory musiał zacząć wszystko od nowa.
Podczas lektury często wspominałam "Rozmowę w Katedrze". W przypadku "Rozmowy" niechronologiczna i nielinearna narracja stanowiła tylko i aż oprawę dla pasjonującej historii.
W "Zielonym domu" natomiast cała zabawa zaczyna się i kończy na połączeniu wątków i odkryciu paru luźno związanych historii, z których żadna nie porywa.
Dla przykładu: facet żeni się z miłości, ale z czasem staje się agresywny wobec żony, po incydencie w barze trafia do więzienia, a żona zaczyna trudnić się prostytucją. Cała historia opowiedziana linearnie byłaby przewidywalna i smętno - nudna. W "Zielonym domu" opowieść broni się wyłącznie tym, że została opowiedziana wyrywkowo i nie po kolei.
Bohaterowie są jednowymiarowi i mimo upływu lat, cały czas tacy sami. Próżno szukać u nich jakiegoś rozwoju, czy zmiany.
Dużo więcej głębi miała książka "Pantaleon i wizytantki", czyli de facto powieść satyryczna.
Jest to pierwsza książka Llosy, która mnie rozczarowała. Po przeczytaniu paru recenzji spodziewalam się hardkorowego eksperymentu literackiego. Tymczasem choć jest to powieść wielowątkowa to fabuła jest dość prosta. Jedynym urozmaiceniem są niechronologiczna narracja oraz zabiegi tak charakteryczne dla Llosy jak przeplatające się opisy dwóch różnych scen w tym samym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet, nawet
Nawet, nawet
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLabirynt. Wątki, czas, akcja i bohaterowie są wymieszani na kartach powieści, a od czytelnika zależy czy ułoży te puzze w kolorowy i drapieżny świat dżungli i pewnego małego miasteczka, czy też zdezerteruje umęczony. Dla mnie to była przygoda i wyzwanie. Llosa stosuje zabiegi, które stanowią wymyślną grę z czytelnikiem, zmuszającą go do maksymalnej koncentracji. Inaczej nastąpi kapitulacja i treść zaczenie się sypać. Szczególnie wymagające są dialogi napisane niczym strumienie, bez znaków przestankowych, a czasem nawet wskazówek co do osób, które rozmawiają. Miejsca i czas splątane są jak roślinność dżungli, w której ważą się losy bohaterów. To lektura trudna, lecz satysfakcjonująca.
Labirynt. Wątki, czas, akcja i bohaterowie są wymieszani na kartach powieści, a od czytelnika zależy czy ułoży te puzze w kolorowy i drapieżny świat dżungli i pewnego małego miasteczka, czy też zdezerteruje umęczony. Dla mnie to była przygoda i wyzwanie. Llosa stosuje zabiegi, które stanowią wymyślną grę z czytelnikiem, zmuszającą go do maksymalnej koncentracji. Inaczej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mogłem pogodzić tych kilku światów, więc poddałem się. Bliżsi mi Coltazar, Marquez, Fuentes.
Nie mogłem pogodzić tych kilku światów, więc poddałem się. Bliżsi mi Coltazar, Marquez, Fuentes.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tojesli nie skupiać się na niemożliwości załapania wszystkich wątków nadal po 200 stronach ale rozkoszować się zmiennością akcji z nadzieją że na końcu fabuła troche się wyjaśni to można przeczytać z dużą przyjemnością ale podejrzewam że dla wielu ten sposób prowadzenia narracji będzie nie do zaakceptowania no ale kolorowa książka dużo się dzieje ciagle i napewno warto obczaić.
jesli nie skupiać się na niemożliwości załapania wszystkich wątków nadal po 200 stronach ale rozkoszować się zmiennością akcji z nadzieją że na końcu fabuła troche się wyjaśni to można przeczytać z dużą przyjemnością ale podejrzewam że dla wielu ten sposób prowadzenia narracji będzie nie do zaakceptowania no ale kolorowa książka dużo się dzieje ciagle i napewno warto obczaić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli miałabym jednym zdaniem określić "Zielony dom" to użyłabym stwierdzenia "przerost formy nad treścią". Zawiły sposób prowadzenia fabuły nie jest w żaden sposób uargumentowany zawartością książki. Myślę, że doskonale maskuje ubogie portrety psychologiczne bohaterów, kiepsko opisane tło wydarzeń czy miejscami tandetne nagromadzenie zwrotów akcji i dotykanych problemów. Uważam, że powieść jest zbyt powierzchowna by uznać ją za studium chrystianizacji terenów Amazonii/prostytucji/innych problemów, co sugerują komentarze niektórych czytelników.
Jedyne co muszę przyznać książce to fakt, że jest jakąś formą treningu uważności i pamięci. Forma powieści wymaga od czytelnika dobrej znajomości bohaterów, bo przeplatane dialogi często nie pozwalają na przypomnienie sobie ich tożsamości z kontekstu. Pomimo tego, że fabuła pozostawia wiele do życzenia i nie skłania ku głębszym refleksjom, to sama książka jest czymś oczyszczającym dla głowy i nie oceniam jej jako straconego czasu, ale jako wprawkę do bardziej skomplikowanych, bogatszych w treść dzieł.
Jeśli miałabym jednym zdaniem określić "Zielony dom" to użyłabym stwierdzenia "przerost formy nad treścią". Zawiły sposób prowadzenia fabuły nie jest w żaden sposób uargumentowany zawartością książki. Myślę, że doskonale maskuje ubogie portrety psychologiczne bohaterów, kiepsko opisane tło wydarzeń czy miejscami tandetne nagromadzenie zwrotów akcji i dotykanych problemów....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem wielbicielką niemal wszystkich książek Llosy, tę również polecam, z tym że wytrwałym czytelnikom. Brak chronologii i wielowątkowa narracja są trudne w odbiorze, ale ten pozorny chaos znakomicie odzwierciedla mroczny i duszny klimat peruwiańskiej dżungli i dramatyczne losy bohaterów powieści.
Jestem wielbicielką niemal wszystkich książek Llosy, tę również polecam, z tym że wytrwałym czytelnikom. Brak chronologii i wielowątkowa narracja są trudne w odbiorze, ale ten pozorny chaos znakomicie odzwierciedla mroczny i duszny klimat peruwiańskiej dżungli i dramatyczne losy bohaterów powieści.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemna w odbiorze.
Przyjemna w odbiorze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna się pogubić w mnogości wątków i bohaterów. I w braku chronologii. Llosa jednak tak potoczyście prowadzi narrację, że ignoruje się pogubienie i pozwala się słowom zapadać w głowę, gdzie zostają, by po przeczytaniu, na spokojnie poukładać się w całość (liczba mnoga) historii.
Można się pogubić w mnogości wątków i bohaterów. I w braku chronologii. Llosa jednak tak potoczyście prowadzi narrację, że ignoruje się pogubienie i pozwala się słowom zapadać w głowę, gdzie zostają, by po przeczytaniu, na spokojnie poukładać się w całość (liczba mnoga) historii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie przepadam za nim o czym świadczą moje oceny: 7, 6, 5, 5, 5, 2, 1. Powiem więcej nie przepadam również za innymi pisarzami z tego kontynentu (są wyjątki). Przecież nie muszę przepadać, a szczególnie za seksem w ich wydaniu, który różni się skrajnie od standardów kultury europejskiej. Ta książka jest o burdelu, którego opis ostatni raz, około 50 lat temu, bawił mnie u Erskine Caldwella. Kto lubi niech "se czyta", tylko proszę nie wmawiać mnie, że to literatura górnolotna z wysokiej półki. Czy ci pisarze nie potrafią o czymś innym pisać? Quod libet; your choice!; de gustibus non est disputandum. Aby uniknąć nagonki za zszarganie świętości daję gwiazdek 5. Wracam do Boccaccia, Aretina, de Laclosa i markiza de Sade.
Nie przepadam za nim o czym świadczą moje oceny: 7, 6, 5, 5, 5, 2, 1. Powiem więcej nie przepadam również za innymi pisarzami z tego kontynentu (są wyjątki). Przecież nie muszę przepadać, a szczególnie za seksem w ich wydaniu, który różni się skrajnie od standardów kultury europejskiej. Ta książka jest o burdelu, którego opis ...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpisując to dzieło, ciężko nie zacząć od fascynującej konstrukcji. Powieść w formie puzzli i powieść w formie dorzecza Amazonki zarazem, bo tak chyba można "Zielony Dom" nazwać, to niemałe wyzwanie dla czytelnika, ale jeszcze większe dla pisarza. Autor skomponował kilka historii w bardzo subtelny sposób przecinających się ze sobą tu i ówdzie, w rezultacie tworzących ogromną jedność, ale jedność niemożliwą do objęcia z jednego punktu widzenia. Ten splot poprowadzony jest po mistrzowsku, z niezwykłą naturalnością. To by było oczywiście jeszcze za mało, więc na dokładkę Vargas Llosa pociął tę zlepioną z historii historię na kawałki i stworzył chronologiczną zagadkę. Pozornie mieszanina jest przypadkowa, wydaje mi się jednak, że poszczególne rozdziały są ustawione w takiej kolejności, by układanie puzzli było jak najciekawszym przeżyciem. Ale i na tym nie koniec, autor miesza jeszcze w głowie czytelnikowi, uprawiając istną żonglerkę narracyjną, co chwilę zmieniając punkty widzenia, przeskakując z klasycznej trzecioosobowej narracji do różnych typów strumienia świadomości (pojawi się nawet narracja drugoosobowa i pomoże zresztą autorowi wspiąć na wyżyny wrażliwości), a także wprowadzając tąpnięcia chronologiczne nawet w obrębie jednolitych dialogów. Różnorodność narracyjna jest co najmniej równie fascynująca, co konstrukcja fabuły i chronologii.
Forma to jednak nie wszystko. Zagadka jest do rozszyfrowania (zresztą w ogólnym zarysie nawet na długo przed końcem lektury) - i wtedy trzeba zadać sobie pytanie, co przedstawiają ułożone puzzle. Trzeba przyznać, że gdyby historię Nievesa, Bonifacji, don Anselma i mnóstwa innych postaci, historię ociekającą uczuciami, namiętnościami, zawiedzionymi ambicjami, tragediami, przedstawić linearnie, nie robiłaby wrażenia niesamowitego, ale i tak spore. Trzeba też jednak jak najszybciej zaznaczyć - z pocięcia powieści nie wypływa jedynie intrygująca zabawa w układanie puzzli, ten zabieg dodaje coś metafizycznego samej fabule, a w każdym razie jej odbiorowi. Wgryzanie się w tę "życiowo epicką" historię z różnych stron pozwala odczuć moc jej realizmu i tragizmu, spokojne świadectwo przemijania ludzi, miejsc i relacji.
Co do walorów językowych, to pomijając wymiar narracyjny Vargas Llosa nie pisze wybitnie pięknie i wyszukanie, co ma duży udział w tym, że moja ocena nie jest wyższa, ale zdarzają mu się fragmenty wielkie, pełne wrażliwości nie do podrobienia. Ten trochę niepozorny, trochę zwyczajny styl ma też zaletę potężnego działania na wyobraźnię. Dawno żaden tekst nie pobudził mnie tak mocno do wyobrażania sobie miejsc, jak klimatyczne opisy peruwiańskiej dżungli, pustyni, miasteczek, budynków i pomieszczeń w tej powieści.
8.0/10
Opisując to dzieło, ciężko nie zacząć od fascynującej konstrukcji. Powieść w formie puzzli i powieść w formie dorzecza Amazonki zarazem, bo tak chyba można "Zielony Dom" nazwać, to niemałe wyzwanie dla czytelnika, ale jeszcze większe dla pisarza. Autor skomponował kilka historii w bardzo subtelny sposób przecinających się ze sobą tu i ówdzie, w rezultacie tworzących ogromną...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpinie na temat tej książki są różne. Jednym się podoba, innym wręcz przeciwnie. Sama powieść na swój sposób jest wyjątkowa. Jednak nie jest to lektura na moje nerwy. Okropnie się męczyłam przy jej czytaniu, dlatego nawet nie dotarłam do połowy. Być może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście do tej pozycji, ale na razie wolę się trzymać od niej z daleka.
Opinie na temat tej książki są różne. Jednym się podoba, innym wręcz przeciwnie. Sama powieść na swój sposób jest wyjątkowa. Jednak nie jest to lektura na moje nerwy. Okropnie się męczyłam przy jej czytaniu, dlatego nawet nie dotarłam do połowy. Być może jeszcze kiedyś zrobię drugie podejście do tej pozycji, ale na razie wolę się trzymać od niej z daleka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez tą książkę moja miłość do Llosy została wystawiona na ciężką próbę.Wiem,nie ma miłości bez takich prób,a ich pokonywanie tylko tę miłość umacnia.No i na szczęście tak było z tą książką.Po pierwszym nieudanym do niej podejściu nastąpiło drugie,potem trzecie a w nim krótkie zwątpienie,i po kilkudziesięciu stronach czekała mnie nagroda,bo książka wciągnęła mnie bez reszty.Nie ukrywam,nie dawało się jej czytać zawsze i wszędzie,jak innych książek Llosy.Na spotkania z nią trzeba było przeznaczyć specjalny czas i miejsce.Wykluczało to czytanie w autobusie,w trakcie mieszania łyżką w garnkach,czy w krótkich przerwach rozmaitych zajęć,bo narracja książki jest arcytrudna w czytaniu i wymaga ogromnego skupienia.Już w niektórych książkach Llosy spotykałam ten osobliwy,trudny sposób narracji,polegający na nieustannym mieszaniu czasów,kolejności zdarzeń i miejsc akcji,ale w tej to pisarz zdecydowanie go nadużył.Ale nic to, wobec ogromu bogactwa treści książki.Jest tu i brutalne „cywilizowanie” Indian peruwiańskich i rabunkowe eksploatowanie zamieszkiwanej przez nich dżungli,jest malowniczy obraz mieszkańców głębokiej peruwiańskiej prowincji sprzed kilkudziesięciu lat,ich życia i obyczajów.Jest zatem wóda,seks,zdrady,zabójstwa i oczywiście miłość.Jest też pięknie opisany akt miłosny,jeden z piękniejszych opisów jakie spotkałam w literaturze.Wszystko to dzieje się w egzotycznej,jak dla nas,peruwiańskiej scenerii,czyli ciągle zasypywanej piaskiem Piury i dusznej,zielonej dżungli.Na pewno nie polecam książki każdemu.Polecam ją tylko wielbicielom Llosy,bo od niej nie powinno się zaczytać spotkania z jego twórczością.Ale jak ktoś lubi wyzwania,to da radę i będzie bardzo usatysfakcjonowany.
Przez tą książkę moja miłość do Llosy została wystawiona na ciężką próbę.Wiem,nie ma miłości bez takich prób,a ich pokonywanie tylko tę miłość umacnia.No i na szczęście tak było z tą książką.Po pierwszym nieudanym do niej podejściu nastąpiło drugie,potem trzecie a w nim krótkie zwątpienie,i po kilkudziesięciu stronach czekała mnie nagroda,bo książka wciągnęła mnie bez...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIle osobniczych historii, ile poruszonych problemów... Opowieść o strasznej "spuściźnie" Hernána Cortésa, o poszukiwaniu wolności, o ucieczce przed biedą.
Wielowątkowa opowieść o samotności w gruncie rzeczy. To w zamtuzie, w klasztorze i w puszczy bohaterowie szukają, poznają, kochają, ale koleje losu są nieznane, a egzystencja jakby klątwą obłożona.
Ile osobniczych historii, ile poruszonych problemów... Opowieść o strasznej "spuściźnie" Hernána Cortésa, o poszukiwaniu wolności, o ucieczce przed biedą.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielowątkowa opowieść o samotności w gruncie rzeczy. To w zamtuzie, w klasztorze i w puszczy bohaterowie szukają, poznają, kochają, ale koleje losu są nieznane, a egzystencja jakby klątwą obłożona.
To moja druga przeczytana książka tego autora i... No właśnie. o.O
Zielony Dom ma dwa style pisania, miesza wątki, czasy, miejsca, wszystko. Odniosłam wrażenie, że Llosa tak namotał, a w sumie nie napisał nic konkretnego ani przesadnie ciekawego.
Nie wdając się w szczegóły, aby uniknąć spojlerowania, stwierdzam, że fabuła jest dziwna. Tzn. taka bezpłciowa - gdyby ułożyć wszystko w odpowiedniej kolejności, to wychodzi nudny pseudoromans z dzikusami w tle. Jedynie ten dwojaki sposób pisania jest ciekawy, ale to bardziej urozmaicenie. Już nie jestem pewna, czy chcę jeszcze kiedyś czytać tego autora.
Druga opcja jest taka, że po prostu nie dorastam do poziomu twórczości Llosy, co byłoby przykre, ale i tak może być.
Nie mam pojęcia, komu polecić tą książkę. Niech czyta, kto chce.
To moja druga przeczytana książka tego autora i... No właśnie. o.O
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZielony Dom ma dwa style pisania, miesza wątki, czasy, miejsca, wszystko. Odniosłam wrażenie, że Llosa tak namotał, a w sumie nie napisał nic konkretnego ani przesadnie ciekawego.
Nie wdając się w szczegóły, aby uniknąć spojlerowania, stwierdzam, że fabuła jest dziwna. Tzn. taka bezpłciowa - gdyby ułożyć...
Mario Vargas Llosa to pisarz nieprzeciętny w pełnym wymiarze tego słowa. Jest jednak człowiekiem, a jak powszechnie wiadomo ludzie to istoty omylne i bywa, że błądzące. "Zielony Dom" jest stylistyczną łamigłówką oraz fabularnymi puzzlami porozrzucanymi po całej książce. Zamierzenie budzi szacunek, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim niespójność fabuły powoduje, że dociekania co było przed a co potem uniemożliwiają w pełni zasymilowanie się z bohaterami powieści. Mnogość bohaterów też ma swój minus, są oni nierówno opisani przez co pogubić się można bardzo łatwo. Chronologicznie "Zielony Dom" był przed "Rozmową", a więc można potraktować tę powieść jako wprawkę. Niemniej zatwardziali fani powinni przeczytać.
Mario Vargas Llosa to pisarz nieprzeciętny w pełnym wymiarze tego słowa. Jest jednak człowiekiem, a jak powszechnie wiadomo ludzie to istoty omylne i bywa, że błądzące. "Zielony Dom" jest stylistyczną łamigłówką oraz fabularnymi puzzlami porozrzucanymi po całej książce. Zamierzenie budzi szacunek, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim niespójność...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Zielony Dom" to powieść wyjątkowa i bardzo trudna w odbiorze. Przede wszystkim za konstrukcję i narrację powieści. Pomieszane wątki, brak jakiejkolwiek chronologii, epizody rozrzucone na przestrzeni 30 lat. Trudno się połapać w dialogach, które prowadzą bohaterowie równocześnie lecz w różnych czasach, historie opowiedziane z różnych punktów widzenia .
Autor używa mnóstwa słów, zdawałoby się bez ładu i składu, co doprowadza do irytacji. Wydaje się początkowo, że wątki nie są ze sobą powiązane, trzeba uważnie czytać aby znależć właściwy klucz do rozszyfrowania tajemnic i powiązań wszystkich postaci. Na dodatek bohaterowie występują pod różnymi imionami.
Nie znajdziemy tu również głównego bohatera gdyż wszyscy są postaciami pierwszoplanowymi.
Akcja rozgrywa się w Peru, w nadmorskim mieście Piura na obrzeżu pustyni, gdzie piasek wdziera się w każdą szczelinę oraz w osadzie Santa Maria de Nieva, gdzieś w dżungli Amazonii "z nagusami, komarami i deszczami, od których wszystko gnije, od ludzi zaczynając" a błoto oblepia wszystko.
Autor ukazuje " świat cywilizacji", a więc chrześcijan reprezentowanych przez władzę, żandarmów, policję, siostry zakonne z Misji i handlarzy oraz swiat "dzikusów" : plemiona Shapra, Huambisów oraz Aguarunów.
Te dwa światy ścierają się ze sobą; siostry na siłę chrystianizują małe "dzikuski", wyłapywane przez żandarmów a handlarze skór i żywicy skłócają i wykorzystują plemiona dla swoich korzyści.
A w tym wszystkim znajdziemy miłość, zdradę, porwania i porzucenia, choroby i śmierć, prostytucję, strach, zło i przemoc .
Jednym z wielu wątków jest tytułowy Zielony Dom, dom uciech i grzechu. To nie tylko miejsce życia i pracy "lokatorek" ale także schronienie dla prawdziwej miłości i źródło nienawiści dla innych.
Powieść "Zielony Dom" to wielkie pudło puzzli, które trzeba ułożyć a satysfakcja gwarantowana. Tym bardziej, że autor bardzo obrazowo i plastycznie przedstawił wydarzenia i krajobraz, nawet się nie spostrzegłam kiedy dżungla pochłonęła mnie całkowicie a oczy drażnił piasek pustyni.
Szkoda , że autor nie napisał książki w sposób tradycyjny, gdyż zasługuje na miano wielkiej powieści a eksperymentalna konstrukcja odstrasza wielu czytelników. Mimo wszystko polecam.
"Zielony Dom" to powieść wyjątkowa i bardzo trudna w odbiorze. Przede wszystkim za konstrukcję i narrację powieści. Pomieszane wątki, brak jakiejkolwiek chronologii, epizody rozrzucone na przestrzeni 30 lat. Trudno się połapać w dialogach, które prowadzą bohaterowie równocześnie lecz w różnych czasach, historie opowiedziane z różnych punktów widzenia .
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor używa...
Naczytałam się przeróżnych niepochlebnych opinii na temat "Zielonego Domu", więc też zabrałam się do czytania z niechęcią, mając zamiar po kilku stronach odłożyć ją na półkę z napisem :do przeczytania za 20 lat jak spłoną wszystkie biblioteki:. Książka Llosy okazała się jednak wspaniałą i emocjonującą przygodą, odkrywczą przeprawą przez różnokolorowe wątki i style.
Naczytałam się przeróżnych niepochlebnych opinii na temat "Zielonego Domu", więc też zabrałam się do czytania z niechęcią, mając zamiar po kilku stronach odłożyć ją na półkę z napisem :do przeczytania za 20 lat jak spłoną wszystkie biblioteki:. Książka Llosy okazała się jednak wspaniałą i emocjonującą przygodą, odkrywczą przeprawą przez różnokolorowe wątki i style.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo fajna książka tylko niestety beznadziejnie napisana.
Wiele wątków, na pozór niezwiązanych ze sobą mających jednak wspólny mianownik, brak chronologii przedstawianych sytuacji, oraz wplatanie w tekst "ni z gruszki ni z pietruszki" dialogów sprawia, że źle się czyta,chaotyczna dlatego podczas lektury najlepiej zaszyć się w samotni, ciszy i w pełnym skupieniu, aby czytane wątki złożyć w logiczną całość. Pomimo tego daje 7 gwiazdek, bo jest to bardzo ciekawa i wartościowa książka, pochłonęłam ją w trzy dni. Polecam fanom Llosy i wytrwałym :)
Bardzo fajna książka tylko niestety beznadziejnie napisana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiele wątków, na pozór niezwiązanych ze sobą mających jednak wspólny mianownik, brak chronologii przedstawianych sytuacji, oraz wplatanie w tekst "ni z gruszki ni z pietruszki" dialogów sprawia, że źle się czyta,chaotyczna dlatego podczas lektury najlepiej zaszyć się w samotni, ciszy i w pełnym skupieniu, aby...
Początkowo ciężko wejść w klimat ale warto się pomęczyć. Wspaniała historia, do której chce się wracać.
Początkowo ciężko wejść w klimat ale warto się pomęczyć. Wspaniała historia, do której chce się wracać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudna struktura narracji, szacun dla umiejętności Llosy.
Trudna struktura narracji, szacun dla umiejętności Llosy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChciałoby się napisać...Llosa i wszystko jasne..,czyli znowu wracamy w duszne,pełne uroku i zmysłowości peruwiańskie klimaty. Tym razem przenosimy się do Piury -urokliwego,położonego na skraju pustyni miasta oraz do Santa Maria de Nieva-zapadłej mieściny nad jednym z dopływów Amazonki,w gęstej i zaludnionej przez tubylców puszczy.W owej zapadłej dziurze mieści się katolicka Misja prowadzona przez zakonnice,a dla przeciwwagi w mieście tytułowy Zielony Dom-miejsce uciech wszelakich.Losy pewnej,nieco krnąbrnej wychowanicy misji,krzyżują się,a nawet zapętlają z losami niektórych bywalców owego osławionego domu.Oczywiście to tylko jeden z kilku wątków gdyż Llosa prowadzi narrację wielotorowo,za nic mając chronologię czy inną jedność miejsca,czasu i przestrzeni.Tak więc trzeba być przygotowanym na to ,że z kościoła przeniesiemy się do burdelu , albo do kryjówki przemytników kauczuku lub będziemy bawić się w podchody z oddziałem żandarmerii.
Co mi się najbardziej podoba u Llosy? Autentyzm...bohaterowie jego powieści to ludzie...prawdziwi...pełni wad,dobrych chęci,głupoty,zarozumialstwa,pychy,dobroci szlachetności.Nikt nie jest zły z definicji,każdy ma jakąś okoliczność łagodzącą, alibi...czyli tak jak w życiu.
Mimo ,że to powieść na wskroś peruwiańska,niesie ze sobą uniwersalizm i myślę , że każdy znajdzie we niej coś bardzo osobistego,coś co do czego czasem ciężko się przyznać nawet przed samym sobą.Namawiam...polecam...zachęcam.....
Chciałoby się napisać...Llosa i wszystko jasne..,czyli znowu wracamy w duszne,pełne uroku i zmysłowości peruwiańskie klimaty. Tym razem przenosimy się do Piury -urokliwego,położonego na skraju pustyni miasta oraz do Santa Maria de Nieva-zapadłej mieściny nad jednym z dopływów Amazonki,w gęstej i zaludnionej przez tubylców puszczy.W owej zapadłej dziurze mieści się katolicka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nie jest łatwa. Gdybym miała ją omawiać na zajęciach z literatury byłoby trudno: brak chronologii, mnogość wątków i postaci, co jest charakterystyczne dla Llosy, "strumień świadomości" ciągnący jedno zdanie w kilku wersach i dwa światy: Piura i dżungla. Na szczęście "Zielony Dom" czytałam dla przyjemności.
Nie wiem dlaczego, ale sięgając po "Zielony Dom" byłam przekonana, że jest to jedna z tych "lżejszych" pozycji Llosy. Zapewniam, że nie jest. Ta powieść nie nadaje się na pierwsze spotkanie z Llosą.
Fabuła "Zielonego Domu" rozgrywa się leniwie i powoli, ukazywana jest z różnych odstępów czasu, z pominięciem chronologii, rzecz jasna. Bo "Zielony Dom" jest o misjonarzach, chrześcijanach, którzy na siłę chrystianizują Dzikich oraz ich wykorzystują. Chrześcijanie są tymi "lepszymi", którzy wiedzą, co jest dobre dla Dzikich. Poganie są jak zwierzątka, jak zauważyła Lalita, brudni, zawszawieni, niepełni jako ludzie. Brzydka chrześcijanka jest lepszą partią na jedną noc dla mężczyzny niż śliczna Dzikuska. Dzicy mają pracować i sprzedawać kauczuk po śmiesznie niskich cenach, a karą za bunt są tortury i biczowanie. Siostry zakonne porywają dziewczynki z dżungli, by je ucywilizować i zrobić z nich służące chrześcijan.
Z drugiej strony jest Piura, senne, pustynne miasteczko, w którym don Anselmo zakłada Zielony Dom, przybytek rozkoszy i zgorszenia, który dla lokatorek stał się ogniskiem domowym. Cień owego domu wisi nad społecznością piurańską jeszcze długo po jego tragicznym unicestwieniu. Don Anselmo zaś staje się bezdomny, dopóki nie przygarną go Szmaciarze do swojej społeczności.
W tle pojawia się strach, zło, prostytucja, wykorzystywanie i bicie kobiet oraz Dzikich, miłość, słowem - wszystkie uczucia i czyny przysługujące człowiekowi.
"Zielony Dom" to wycinek rzeczywistości, opisany w charakterystyczny dla Llosy sposób, poruszający sprawy trudne i zawstydzające.
Książka nie jest łatwa. Gdybym miała ją omawiać na zajęciach z literatury byłoby trudno: brak chronologii, mnogość wątków i postaci, co jest charakterystyczne dla Llosy, "strumień świadomości" ciągnący jedno zdanie w kilku wersach i dwa światy: Piura i dżungla. Na szczęście "Zielony Dom" czytałam dla przyjemności.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem dlaczego, ale sięgając po "Zielony Dom" byłam...
Nie polecam tej książki jako pierwsze podejście do Llosy. Jest trochę przyciężkawa przez sposób pisania i wielowątkowość, które wydają się być jednak nieco zbyt chaotyczne. Chociaż z drugiej strony oddają doskonale chaos, jaki panuje w peruwiańskiej dżungli. Nie czyta się tego źle, obrazy malowane przez autora są wciągające, ale dłuższa lektura robi się uciążliwa jak tamtejszy upał. Mimo to "Zielony Dom" wart jest przeczytania.
Dla osób, które dotąd nie zetknęły się z twórczością pana Llosy polecam "Pantaleon i wizytanki", znacznie lżejszą i nieco absurdalną lekturę.
Nie polecam tej książki jako pierwsze podejście do Llosy. Jest trochę przyciężkawa przez sposób pisania i wielowątkowość, które wydają się być jednak nieco zbyt chaotyczne. Chociaż z drugiej strony oddają doskonale chaos, jaki panuje w peruwiańskiej dżungli. Nie czyta się tego źle, obrazy malowane przez autora są wciągające, ale dłuższa lektura robi się uciążliwa jak...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyobrazmy sobie taką sytuację: autor pisze dwa, trzy dialogi między bohaterami (przy czym każdy odbywa się w innym miejscu i czasie, choć osnuty jest wokół jednego wydarzenia), a potem tnie je na kawałki i tworzy z nich jedną długą rozmowę, z której samemu trzeba wyodrębnić te dwa, trzy osobne dialogi. Albo inny zabieg: narrator jest niczym duch asystujący przy jakimś wydarzeniu i opowiada o nim jakby „na jednym oddechu”, starając się zmieścić wszystko naraz: słowa postaci, ich gesty, mimikę. Problem w tym, że jeśli opowiada się historię jednym tchem – a w przypadku tej książki jest to historia rozciągająca się na kilka dekad – to trudno uniknąć wrażenia zupełnie chaotycznego nadmiaru, nawet jeśli wszystkie te nici i zabiegi narracyjne dają się poukładać w sensowną opowieść przy użyciu kartki i ołówka trzymanych na boku.
Mam z tą książką skojarzenia całkowicie pozaliterackie. Jest podobna do kubistycznego obrazu, który zamiast robić wrażenie kompletności wydaje się szatkować, ciąć na strzępy to, do czego się odnosi. Czasami „Zielony dom” jest też jak muzyka ambient – nie ma tu rytmu, jest za to wrażenie przypadkowości, bezustannie migoczący kalejdoskop, który nie daje się łatwo ułożyć w spójną linię opowiadania. Dlatego można podejść do tej rzeczy na dwa sposoby: albo – zabijając przyjemność czytania – otwierać tę książkę uzbroiwszy się we wspomnianą kartkę i ołówek i mozolnie wiązać na boku te narratywy, albo utopić się w nadmiarze słów, porzucając wszelkie ambicje „ułożenia” sobie tego wszystkiego w głowie. Osobiście doradzałbym drugą strategię, jeśli w ogóle ktoś ma ochotę zmierzyć się z tą książką. Ja to zrobiłem i okazała się dla mnie zupełnie … nieważna; przepłynęła przeze mnie bez śladu. Jest tylko we mnie pytanie – po co? Po co Llosa posunął się w tej wielogłosowości tak daleko, dużo dalej niż w „Mieście i psach”, które przy tej książce są poszatkowanym, ale jednak ciągle dającym przyjemność, mocno „filmowym” kalejdoskopem? Czy – zgodnie z poglądem Elfriede Jelinek – język (ze swej natury narzędzie kłamstwa) należy tak torturować, aby powiedział prawdę? Czy może wręcz przeciwnie – gdyby „Zielony dom” był opowieścią tradycyjną, linearną, snutą z umiarem, to prawda byłaby dużo trudniejsza do zniesienia? Byłaby bowiem jasno wyłożoną prawdą o wykorzystywaniu rdzennych ludów Peru, opresji tubylczych dziewcząt oddawanych przez zakonnice do bogatych domów w charakterze służących, korupcji, nieuczciwości i tułaczce, swoistej „bezdomności” w dżungli?
Nie mam wątpliwości, że ten utwór to wielka literatura, choć mnie potwornie zmęczyła i jestem jak najdalej od tego, aby kiedykolwiek do niej wracać.
Wyobrazmy sobie taką sytuację: autor pisze dwa, trzy dialogi między bohaterami (przy czym każdy odbywa się w innym miejscu i czasie, choć osnuty jest wokół jednego wydarzenia), a potem tnie je na kawałki i tworzy z nich jedną długą rozmowę, z której samemu trzeba wyodrębnić te dwa, trzy osobne dialogi. Albo inny zabieg: narrator jest niczym duch asystujący przy jakimś...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak przeszczepić dzicz?
Mario Varga Llosa jest nietuzinkowym autorem, co znalazło odzwierciedlenie w postaci Nagrody Nobla. Wypracował własny, oryginalny styl, a kunszt literacki doprowadził do perfekcji. Jednak jak radził sobie na początku kariery?
Akcja rozgrywa się w Peru w pierwszej połowie XX wieku, równolegle na dwóch obszarach, które swobodnie można ochrzcić jako pustynia i dżungla. W Piurze, położonej między piaskami, pojawia się tajemniczy przybysz - don Anselmo. Mężczyzna spokojnie i bez pośpiechu wgryza się w społeczność Piurańczyków i zostaje przez nich całkowicie zaakceptowany. Sympatyczny i inteligentny staje się znaną osobistością. Jednak gdy postanawia wybudować tytułowy Zielony Dom, spokojne i ustatkowane życie w Piurze wywraca się do góry nogami. Z kolei w nieprzewidywalnej dżungli w najlepsze trwa handlem kauczukiem między Indianami i chrześcijanami, a Mateczki z misji siłowo nawracają porwane z plemion dziewczynki. Losy bohaterów z obu tych miejsc powoli się splatają i (o dziwo) w epilogu zgrabnie zamykają, tworząc spójną całość.
Llosa już od pierwszych stron daje wyraz swojego pisarskiego talentu. Autor zdecydował się wprowadzić dwa rodzaje narracji. Pierwszy klasyczny - trzecioosobowy. Drugi, o wiele bardziej skomplikowany przypomina w formie strumień świadomości, jednak jest czymś zupełnie innym. Jego struktura składa się ze swobodnie wymieszanych opisów i dialogów zawartych w ciągach wielolinijkowych zdań. Przypomina zapis myśli stojącego z boku obserwatora.
Również linia chronologiczna nie należy do tradycyjnych. Od samego początku czytelnik jest przerzucany o całe dekady, bez żadnych wskazówek, gdzie obecnie się znajduje. Wprowadza to niesłychany chaos, potęgowany przez wielość postaci i brak wyraźnego protagonisty. Dodatkowo niektóre z nich są inaczej nazywane w różnych okresach, a czasem kilku bohaterów ma takie samo imię. Ten celowy mętlik sprawia, że przy początku lektury błądzi się jak dziecko we mgle, jednak stopniowo, strona po stronie, łącząc niektóre fakty, można stworzyć sobie logiczny i zwarty obraz tego, co się wydarzyło.
Jedynymi pewnymi i stałymi - od samego początku - elementami powieści są dżungla i pustynia. Dlatego skłaniam się ku wnioskowi, że właśnie o tym miał być Zielony Dom. O społecznościach dwóch miejsc, a nie o konkretnych bohaterach, którzy mimo swej wyrazistości, gubią się w natłoku innych osób.
Co Llosa chciał nam powiedzieć, pisząc tę powieść? Na początku pokazał dżunglę. Miejsce pełne niebezpieczeństw. Rwąca rzeka, insekty, Indianie porozumiewający się w zwierzęcy wręcz sposób. Ledwo dający sobie radę żołnierze i zakonnice na misji, stanowiące oazę spokoju (chociaż autor wyraźnie zaznaczył - lasem napierającym na mury misji i nieprzebytą gęstwiną tuż za tylną furtą - że jest to element niepasujący, obcy). Potem przedstawił nam Piurę – spokojne miasto położone na pustyni i niespieszne tempo życia jego mieszkańców.
W okresie obejmowanym przez fabułę dżungla wdziera się do Piury dwa razy, całkowicie ją zmieniając. Za drugim razem jest to Bonifacja - Indianka wychowana w misji, która potem trafia do miasta jako żona Sierżanta. Jej przybycie nieźle namieszało w życiu niejednego Piurańczyka, jednak nie zmieniło oblicza całego miasta. Natomiast pierwszym zastrzykiem dziczy był sam Zielony Dom (którego kolor w tym świetle jest nieprzypadkowy). Ten budynek postawiony za miastem na piaskach pustyni wywróciło spokojne życie Piury do góry nogami. Ale jak do tego wszystkiego doszło? Ostatnią cegiełką spajającą całą fabułę i wyjaśniającą wiele spraw jest dosłownie kilka słów zawartych w epilogu.
W tej powieści nie znajdziemy wartkiej akcji, niezwykłych zwrotów fabuły czy napięcia, które zamraża krew w żyłach. Jest to po prostu oderwany od reszty, przedstawiony przez autora, pewien okres historii. Wyraźnie da się odczuć, że po ostatniej stronie powieści, ludzie dalej będą żyli swoim życiem. Zielony Dom nie jest książką łatwą. Ani do czytania, ani do zrozumienia. Ale mimo to warto po nią sięgnąć. Dostarcza świetnego materiału do przemyśleń.
Jak przeszczepić dzicz?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMario Varga Llosa jest nietuzinkowym autorem, co znalazło odzwierciedlenie w postaci Nagrody Nobla. Wypracował własny, oryginalny styl, a kunszt literacki doprowadził do perfekcji. Jednak jak radził sobie na początku kariery?
Akcja rozgrywa się w Peru w pierwszej połowie XX wieku, równolegle na dwóch obszarach, które swobodnie można ochrzcić jako...
Podzielam opinię wielu, że konstrukcja książki trochę dziwaczna. Jednak dla mnie Llosa to niemal guru, dlatego starałem się zrozumieć o co chodziło pisarzowi.
Wydaje mi się że tytułowy zielony dom, to symbol domu utraconego. W dżungli żyją plemiona, które są na siłę cywilizowane, porywa się małe dziewczynki i "cywilizuje je" w misjach sióstr zakonnych. Niewierzący Llosa ukazuje, że tylko te zakonnice które pochodzą z dziewczynek porwanych w jakimś stopniu zachowują odrobinę człowieczeństwa, zawieszone między światami pomagają innym porwanym, wydostać się na wolność. Niczym ptakom, którym zostawia się otwarte drzwi klatek, same niech wybiorą co chcą.
Fakt że burdel jest także pomalowany na zielono, ale dla niektórych staje się domem. Dom ten także podobnie jak domy znajdujące się w dżungli, staje się obiektem ataku rozhisteryzowanych wiernych. Właśnie odwieczne pytanie ile dobrego, a ile złego przyniosła wiara katolicka na kontynent Llosy?
Książka bardzo dobra, choć poszatkowana a wątki gubią się niczym ścieżki w dżungli.
Polecam
Podzielam opinię wielu, że konstrukcja książki trochę dziwaczna. Jednak dla mnie Llosa to niemal guru, dlatego starałem się zrozumieć o co chodziło pisarzowi.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydaje mi się że tytułowy zielony dom, to symbol domu utraconego. W dżungli żyją plemiona, które są na siłę cywilizowane, porywa się małe dziewczynki i "cywilizuje je" w misjach sióstr zakonnych. Niewierzący Llosa...
Oto książka która jest jak komponowanie obrazu. Delikatne kolory zdarzeń, różnorodne pociągnięcia pędzla tworzą całość niczym pajęcza sieć. Jest to obraz wyjątkowy, gdyż posiada czwarty wymiar - czas, będący tu niemal jednym z bohaterów. Autor zagina, tasuje, odmienia wydawało by się prostą linie czasu.
Jestem urzeczona tą książką, choć przeczytanie jej wymagało wysiłku. Trzeba dobrze zapamiętywać poprzednie zdarzenia, imiona bohaterów, szczegóły - inaczej wszystko traci sens. Z drugiej strony przeniknięcie przez świat tej książki pozwala na prawdziwe poznanie miejsc i bohaterów, tak jakby byli naszymi znajomymi.
Być może sposób w jaki Llosa napisał tą książkę jest bliższy, rejestrowaniu przez nas rzeczywistości niż konwencjonalne metody prowadzenia opowiadań z jednością miejsca, akcji lub czasu?
Oto książka która jest jak komponowanie obrazu. Delikatne kolory zdarzeń, różnorodne pociągnięcia pędzla tworzą całość niczym pajęcza sieć. Jest to obraz wyjątkowy, gdyż posiada czwarty wymiar - czas, będący tu niemal jednym z bohaterów. Autor zagina, tasuje, odmienia wydawało by się prostą linie czasu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem urzeczona tą książką, choć przeczytanie jej wymagało wysiłku....
Niestety nie poradziłem sobie z językiem. Może jeżeli usiadłbym i przeczytał książkę za jednym zamachem byłoby łatwiej, a przy moim trybie czytania (w pociągu) niestety język mnie powalił. Po przemęczeniu 100 stron przegrałem walkę z książką. I już chyba nie będę miał odwagi kupić książki autora.
Niestety nie poradziłem sobie z językiem. Może jeżeli usiadłbym i przeczytał książkę za jednym zamachem byłoby łatwiej, a przy moim trybie czytania (w pociągu) niestety język mnie powalił. Po przemęczeniu 100 stron przegrałem walkę z książką. I już chyba nie będę miał odwagi kupić książki autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to