na moje pierwsze spotkanie z vonnegutem wybrałam sobie autobiografię, choć pragnę nadmienić, że nazwanie tego autobiografią to pewna nadinterpretacja, jest to raczej zbiór wspomnień, przemyśleń człowieka w wieku lat osiemdziesięciu dwóch. przyznaję, mam absolutne love-hate relationship z autorem, choć bez wątpienia ta lektura zachęciła mnie do sięgnięcia po jego dalsze dzieła - vonnegut bardzo umiejętnie czaruje słowem.
na moje pierwsze spotkanie z vonnegutem wybrałam sobie autobiografię, choć pragnę nadmienić, że nazwanie tego autobiografią to pewna nadinterpretacja, jest to raczej zbiór wspomnień, przemyśleń człowieka w wieku lat osiemdziesięciu dwóch. przyznaję, mam absolutne love-hate relationship z autorem, choć bez wątpienia ta lektura zachęciła mnie do sięgnięcia po jego dalsze...
Książka pełna wspaniałych cytatów i rzeczy dających do myślenia. Jednak czasem lekko krzywiłam się, czytając niektóre akapity, przez które przebijała pewna zgorzkniałość, niepasująca do obrazu humanisty. Mimo to jest to mądra lektura, zwracająca uwagę na ważne współcześnie kwestie, do tego napisana z humorem. Objętościowo w sam raz na niezbyt długi, jesienny wieczór.
Książka pełna wspaniałych cytatów i rzeczy dających do myślenia. Jednak czasem lekko krzywiłam się, czytając niektóre akapity, przez które przebijała pewna zgorzkniałość, niepasująca do obrazu humanisty. Mimo to jest to mądra lektura, zwracająca uwagę na ważne współcześnie kwestie, do tego napisana z humorem. Objętościowo w sam raz na niezbyt długi, jesienny wieczór.
Świetna, kurczę, świetna! Ironiczna, gorzka, sceptyczna. Dobre wyczucie autora w zakresie współczesnych szans i zagrożeń. I kolejna, która obnaża mit amerykańskiej idylli polityczno-społecznej. Do tego szybka formuła tekstu i niewielka objętość. Warto.
Świetna, kurczę, świetna! Ironiczna, gorzka, sceptyczna. Dobre wyczucie autora w zakresie współczesnych szans i zagrożeń. I kolejna, która obnaża mit amerykańskiej idylli polityczno-społecznej. Do tego szybka formuła tekstu i niewielka objętość. Warto.
Książka bardzo dobra, jak to Vonnegut. Trochę mylący jest podtytuł (albo nadtytuł), że książka jest autobiograficzna. Owszem, są poruszone w niej wątki z życia autora, ale głównie jest to zbiór refleksji na temat otaczającego nas świata, polityki, historii, sztuki. Refleksje słodko-gorzkie i jak zwykle celne.
Czasem miałem wrażenie, że coś jest nie tak z tłumaczeniem, które momentami wydawało mi się jakieś karkołomne. Może rozbestwiłem się znając Vonneguta ze świetnych przekładów Lecha Jęczmyka? Tak czy inaczej książka warta uwagi i pamięci.
Książka bardzo dobra, jak to Vonnegut. Trochę mylący jest podtytuł (albo nadtytuł), że książka jest autobiograficzna. Owszem, są poruszone w niej wątki z życia autora, ale głównie jest to zbiór refleksji na temat otaczającego nas świata, polityki, historii, sztuki. Refleksje słodko-gorzkie i jak zwykle celne.
Czasem miałem wrażenie, że coś jest nie tak z tłumaczeniem,...
Niesamowite to na mnie wrażenie robi (choć to jest mocno oczywiste ale nie myśląc, tak się właśnie zdarza)kiedy nagle się okazuje że ten człowiek którego w wyobraźni wykreowałam prawie na kosmite, z czarowną aurą z nieprzeciętnym wyglądem i jeszcze mniej przeciętnym humorem jest jednak normalny.. ludzki.. taki sam jak ja, ze zmartwieniami, strachem, bólem, z ironicznym śmiechem co znaczy że potrafi się też wkurzyć. Uwielbiam to odkrywać! Tak miałam też z Murakamim widziałam go jako poschizowanego ludzika piszącego dziwne bajki a okazał się normalnym mężczyzną na dodatek z niskim poczuciem wartości - to mi go uczłowieczyło. Vonnegut okazał się pewnym siebie - ale nie bardzo, tak w sam raz tej pewności w nim jest- staruszkiem, z bardzo młodym, świeżym i bystrym umysłem. Gdyby nie to że wiek tam czasem był przypominany, myślałabym ze pisze to młody pełen zapału i humoru mężczyzna. Vonnegut nie będzie dziadkiem który z wolna wam opowie o trudach życia on was oprowadzi szybkim krokiem z anegdotą i szerokim usmiechem na ustach.. dziadek kpiarz. O ile lepiej będzie mi się go teraz czytało. "Człowiek bez ojczyzny "to zbiór krotkich form czasem poważnych czasem całkiem nie poważnych, ten krótki zbiór wystarczył bym poczuła się kompletnie kompatybilna z Vonnegutem. Póki nie wiedziałam jak bardzo mam podobny "środek" do Kurta nie rozumiałam dlaczego ten rodzaj literatury, jego nowoczesne i kosmiczne twory mnie jednak pociągają- bo przecież nie lubię s-f. A to już kolejny autor s-f koło którego nie potrafię przejść obojętnie.. (Lem czy odkryty niedawno Čapek) Są takim męskim odpowiednikiem mnie.. Czuje jak dzięki nim dojrzewam jak się we mnie klarują poglądy (czy raczej zamiast klarują- przestaje się ich bać), jakbym emocjonalnie wypływała na szerokie spokojne wody.. już czas. 😋
Zawsze mnie pociągały dziwne umysły, kiedyś znajomy powiedział że "zryte berety zawsze ciągną do zrytych beretów ". Stety lub niestety nie wiem co na to fani Vonneguta ale Kurt jest zrytym beretem! 😉
Niesamowite to na mnie wrażenie robi (choć to jest mocno oczywiste ale nie myśląc, tak się właśnie zdarza)kiedy nagle się okazuje że ten człowiek którego w wyobraźni wykreowałam prawie na kosmite, z czarowną aurą z nieprzeciętnym wyglądem i jeszcze mniej przeciętnym humorem jest jednak normalny.. ludzki.. taki sam jak ja, ze zmartwieniami, strachem, bólem, z ironicznym...
Mój ulubiony fragment: "Jeżeli chodzi o zamknięte kościoły Stalina i te dzisiejsze w Chinach: takie tłumienie religii było ponoć uzasadnione przez twierdzenie Karola Marksa - "religia jest opium dla ludu". Marks powiedział to w 1844 roku, kiedy opium i jego pochodne były jednymi skutecznymi środkami przeciwbólowymi jakie można było przyjąć. Sam Marks je zażywał. Był wdzięczny za tymczasową ulgę, jaką mu dawały. On po prostu zauważył i nie potępiał tego, że religia może być pocieszeniem dla tych, którzy pozostają w ekonomicznej lub społecznej nędzy. To był zwykły truizm nie dictum.
Nawiasem mówiąc, kiedy Marks pisał te słowa, my [Amerykanie] jeszcze nie uwolniliśmy swoich niewolników. Kto według Ciebie, był wtedy bardziej godzien w oczach litościwego Boga, Karol Marks czy Stany Zjednoczone Ameryki?"
Mój ulubiony fragment: "Jeżeli chodzi o zamknięte kościoły Stalina i te dzisiejsze w Chinach: takie tłumienie religii było ponoć uzasadnione przez twierdzenie Karola Marksa - "religia jest opium dla ludu". Marks powiedział to w 1844 roku, kiedy opium i jego pochodne były jednymi skutecznymi środkami przeciwbólowymi jakie można było przyjąć. Sam Marks je zażywał. Był...
Tutaj nie może być inaczej jak pięć gwiazdek. Dlaczego?
-bo tak i już...
Pisarz jest przedni i mój ulubiony, a do mojego gustu mam zaufanie. Ci co twierdzą inaczej się mylą. Żartowałem...
A może i nie.
Tematy poruszane w książce są ważne i dobrze podane. Uśmiech na twarzy gości nie raz. Niby dowcipnie a jednocześnie poważnie - to się nazywa talent, przez duże T.
Każdy wydobędzie z tej lektury coś dla siebie. Nawet Ci którzy, nie znoszą autora mogą z kartek zrobić niezłe skręty. Z góry uprzedzam farba drukarska ma ołów i to może dać niezłego kopa. Przynajmniej naszemu systemowi immunobiologicznemu.
Dostało się nawet Prezydentowi USA. I słusznie - skoro zasłużył.
Największą wadą tej książki jest tylko to, że się kończy. Znając życiorys autora nie mam złudzeń - więcej nie będzie.
"Kurt jest teraz w niebie" - ulubiony żart.
Tutaj nie może być inaczej jak pięć gwiazdek. Dlaczego?
-bo tak i już...
Pisarz jest przedni i mój ulubiony, a do mojego gustu mam zaufanie. Ci co twierdzą inaczej się mylą. Żartowałem...
A może i nie.
Tematy poruszane w książce są ważne i dobrze podane. Uśmiech na twarzy gości nie raz. Niby dowcipnie a jednocześnie poważnie - to się nazywa talent, przez duże T.
Każdy...
Krótka, pisana w charakterystyczny dla autora sposób (króciutkie, luźno powiązane fragmenty), na dodatek wzbogacona własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Człowiek o niemieckich korzeniach we współczesnej Ameryce. Humanista o ścisłym umyśle. Można znaleźć lepsze kombinacje?
Krótka, pisana w charakterystyczny dla autora sposób (króciutkie, luźno powiązane fragmenty), na dodatek wzbogacona własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Człowiek o niemieckich korzeniach we współczesnej Ameryce. Humanista o ścisłym umyśle. Można znaleźć lepsze kombinacje?
Wspaniały zbór króciutkich esejów. Kurt Vonnegut pisze z humorem (często ostrym jak brzytwa) o współczesnym świecie, ludzkości, życiu, Ameryce, wojnie i wielu, wielu innych rzeczach. Pisze z perspektywy osiemdziesięcioparolatka, który widział już niejedno i z pewnością zna receptę na większość życiowych niuansów. Dzieli się swym punktem widzenia, ale nie "mądruje się". Wspaniała lektora, którą można połknąć jednego wieczora i uśmiać się do łez.
Wspaniały zbór króciutkich esejów. Kurt Vonnegut pisze z humorem (często ostrym jak brzytwa) o współczesnym świecie, ludzkości, życiu, Ameryce, wojnie i wielu, wielu innych rzeczach. Pisze z perspektywy osiemdziesięcioparolatka, który widział już niejedno i z pewnością zna receptę na większość życiowych niuansów. Dzieli się swym punktem widzenia, ale nie "mądruje się"....
Książka kpiarza i frustrata. W dodatku dość pewnego siebie, by opisać swe frustracje i kpiarstwa. Zresztą co innego mógłby robić w dzisiejszym świecie humanista i socjalista, jak sam siebie określił Kurt Vonnegut niż dawać upust swym fizjologicznym potrzebom. "Bo humor to fizjologiczna reakcja na strach".
Pisanie zbioru esejów "Człowiek bez ojczyzny" było chyba próbą ogarnięcia rzeczywistości, która wciąż zadziwiała 83 letniego pisarza i wciąż nieco przerażała. Zaakceptował już w sobie tę cząstkę, w której tkwi trauma wojny. Ściera się teraz z brakiem wniosków z tego, co zostało dane ludziom jako historia. Dużym zawodem dla niego jest Ameryka. Jako potomek imigrantów z Niemiec ma wiele szacunku wobec tej idei i dużo pogardy dla jej wypaczenia. Poświęca temu dużo miejsca, bolejąc nad upadkiem ideałów i profesjonalizmu w politycznym działaniu. Jakby wiedząc, że to już koniec, chciał jeszcze kimś potrząsnąć. wyrwać jednostki z armii zgadywaczy, jak nazywa współczesną elitę amerykańską, uwolnić zapatrzonych żołnierzy ze szponów tych osobowości psychopatycznych . "Albo uprawiajcie bezpieczny seks, albo emigrujcie stąd".
Ale ta książka jest o wiele bardziej uniwersalna. To, o czym pisze odnosi się raczej do gatunku ludzkiego niż konkretnego narodu. Albo raczej do konkretnego Kurta Vonneguta w jego bardzo osobistej i intymnej sytuacji. Każda drobna czynność, którą wykonuje musi mieć dla niego sens z punktu widzenia kosmosu. I Boga? "Nie wiem jak ty, ale ja wyznaję zdezorganizowaną religię. Należę do bezbożnego nieładu. Nazywamy się Drobne rzeczy są wystarczająco ważne, by się nad nimi pochylić, by oddać im hołd. Bo poza nimi "to już koniec dobrych wieści o czymkolwiek. System immunologiczny planety próbuje pozbyć się ludzi. A to jest pewna droga w tym kierunku".
Krótko mówiąc - ironicznie i na serio Vonnegut ostrzega nas i dziwi się, opisuje i podsumowuje. Jest marsjaninem, który próbuje przemówić nam do rozsądku. I niech każdy rozstrzygnie po przeczytaniu, czy wraca na Marsa razem z nim.
"(...) to, co sprawiło, iż życie jest dla mnie warte zachodu, oprócz muzyki, to wszyscy święci, jakich spotkałem, którzy mogą być wszędzie. Poprzez świętych mam na myśli ludzi, którzy zachowali się przyzwoicie w tym uderzająco nieprzyzwoitym społeczeństwie".
"Idę do domu. Świetnie się bawiłem."
Książka kpiarza i frustrata. W dodatku dość pewnego siebie, by opisać swe frustracje i kpiarstwa. Zresztą co innego mógłby robić w dzisiejszym świecie humanista i socjalista, jak sam siebie określił Kurt Vonnegut niż dawać upust swym fizjologicznym potrzebom. "Bo humor to fizjologiczna reakcja na strach".
na moje pierwsze spotkanie z vonnegutem wybrałam sobie autobiografię, choć pragnę nadmienić, że nazwanie tego autobiografią to pewna nadinterpretacja, jest to raczej zbiór wspomnień, przemyśleń człowieka w wieku lat osiemdziesięciu dwóch. przyznaję, mam absolutne love-hate relationship z autorem, choć bez wątpienia ta lektura zachęciła mnie do sięgnięcia po jego dalsze dzieła - vonnegut bardzo umiejętnie czaruje słowem.
na moje pierwsze spotkanie z vonnegutem wybrałam sobie autobiografię, choć pragnę nadmienić, że nazwanie tego autobiografią to pewna nadinterpretacja, jest to raczej zbiór wspomnień, przemyśleń człowieka w wieku lat osiemdziesięciu dwóch. przyznaję, mam absolutne love-hate relationship z autorem, choć bez wątpienia ta lektura zachęciła mnie do sięgnięcia po jego dalsze...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka pełna wspaniałych cytatów i rzeczy dających do myślenia. Jednak czasem lekko krzywiłam się, czytając niektóre akapity, przez które przebijała pewna zgorzkniałość, niepasująca do obrazu humanisty. Mimo to jest to mądra lektura, zwracająca uwagę na ważne współcześnie kwestie, do tego napisana z humorem. Objętościowo w sam raz na niezbyt długi, jesienny wieczór.
Książka pełna wspaniałych cytatów i rzeczy dających do myślenia. Jednak czasem lekko krzywiłam się, czytając niektóre akapity, przez które przebijała pewna zgorzkniałość, niepasująca do obrazu humanisty. Mimo to jest to mądra lektura, zwracająca uwagę na ważne współcześnie kwestie, do tego napisana z humorem. Objętościowo w sam raz na niezbyt długi, jesienny wieczór.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to8/10 - bardzo dobra.
8/10 - bardzo dobra.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna, kurczę, świetna! Ironiczna, gorzka, sceptyczna. Dobre wyczucie autora w zakresie współczesnych szans i zagrożeń. I kolejna, która obnaża mit amerykańskiej idylli polityczno-społecznej. Do tego szybka formuła tekstu i niewielka objętość. Warto.
Świetna, kurczę, świetna! Ironiczna, gorzka, sceptyczna. Dobre wyczucie autora w zakresie współczesnych szans i zagrożeń. I kolejna, która obnaża mit amerykańskiej idylli polityczno-społecznej. Do tego szybka formuła tekstu i niewielka objętość. Warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo dobra, jak to Vonnegut. Trochę mylący jest podtytuł (albo nadtytuł), że książka jest autobiograficzna. Owszem, są poruszone w niej wątki z życia autora, ale głównie jest to zbiór refleksji na temat otaczającego nas świata, polityki, historii, sztuki. Refleksje słodko-gorzkie i jak zwykle celne.
Czasem miałem wrażenie, że coś jest nie tak z tłumaczeniem, które momentami wydawało mi się jakieś karkołomne. Może rozbestwiłem się znając Vonneguta ze świetnych przekładów Lecha Jęczmyka? Tak czy inaczej książka warta uwagi i pamięci.
Książka bardzo dobra, jak to Vonnegut. Trochę mylący jest podtytuł (albo nadtytuł), że książka jest autobiograficzna. Owszem, są poruszone w niej wątki z życia autora, ale głównie jest to zbiór refleksji na temat otaczającego nas świata, polityki, historii, sztuki. Refleksje słodko-gorzkie i jak zwykle celne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasem miałem wrażenie, że coś jest nie tak z tłumaczeniem,...
Vonneguta można lubić lub nie. Z pewnością trudno przejść koło niego obojętnie.
Vonneguta można lubić lub nie. Z pewnością trudno przejść koło niego obojętnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiesamowite to na mnie wrażenie robi (choć to jest mocno oczywiste ale nie myśląc, tak się właśnie zdarza)kiedy nagle się okazuje że ten człowiek którego w wyobraźni wykreowałam prawie na kosmite, z czarowną aurą z nieprzeciętnym wyglądem i jeszcze mniej przeciętnym humorem jest jednak normalny.. ludzki.. taki sam jak ja, ze zmartwieniami, strachem, bólem, z ironicznym śmiechem co znaczy że potrafi się też wkurzyć. Uwielbiam to odkrywać! Tak miałam też z Murakamim widziałam go jako poschizowanego ludzika piszącego dziwne bajki a okazał się normalnym mężczyzną na dodatek z niskim poczuciem wartości - to mi go uczłowieczyło. Vonnegut okazał się pewnym siebie - ale nie bardzo, tak w sam raz tej pewności w nim jest- staruszkiem, z bardzo młodym, świeżym i bystrym umysłem. Gdyby nie to że wiek tam czasem był przypominany, myślałabym ze pisze to młody pełen zapału i humoru mężczyzna. Vonnegut nie będzie dziadkiem który z wolna wam opowie o trudach życia on was oprowadzi szybkim krokiem z anegdotą i szerokim usmiechem na ustach.. dziadek kpiarz. O ile lepiej będzie mi się go teraz czytało. "Człowiek bez ojczyzny "to zbiór krotkich form czasem poważnych czasem całkiem nie poważnych, ten krótki zbiór wystarczył bym poczuła się kompletnie kompatybilna z Vonnegutem. Póki nie wiedziałam jak bardzo mam podobny "środek" do Kurta nie rozumiałam dlaczego ten rodzaj literatury, jego nowoczesne i kosmiczne twory mnie jednak pociągają- bo przecież nie lubię s-f. A to już kolejny autor s-f koło którego nie potrafię przejść obojętnie.. (Lem czy odkryty niedawno Čapek) Są takim męskim odpowiednikiem mnie.. Czuje jak dzięki nim dojrzewam jak się we mnie klarują poglądy (czy raczej zamiast klarują- przestaje się ich bać), jakbym emocjonalnie wypływała na szerokie spokojne wody.. już czas. 😋
Zawsze mnie pociągały dziwne umysły, kiedyś znajomy powiedział że "zryte berety zawsze ciągną do zrytych beretów ". Stety lub niestety nie wiem co na to fani Vonneguta ale Kurt jest zrytym beretem! 😉
Niesamowite to na mnie wrażenie robi (choć to jest mocno oczywiste ale nie myśląc, tak się właśnie zdarza)kiedy nagle się okazuje że ten człowiek którego w wyobraźni wykreowałam prawie na kosmite, z czarowną aurą z nieprzeciętnym wyglądem i jeszcze mniej przeciętnym humorem jest jednak normalny.. ludzki.. taki sam jak ja, ze zmartwieniami, strachem, bólem, z ironicznym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMój ulubiony fragment: "Jeżeli chodzi o zamknięte kościoły Stalina i te dzisiejsze w Chinach: takie tłumienie religii było ponoć uzasadnione przez twierdzenie Karola Marksa - "religia jest opium dla ludu". Marks powiedział to w 1844 roku, kiedy opium i jego pochodne były jednymi skutecznymi środkami przeciwbólowymi jakie można było przyjąć. Sam Marks je zażywał. Był wdzięczny za tymczasową ulgę, jaką mu dawały. On po prostu zauważył i nie potępiał tego, że religia może być pocieszeniem dla tych, którzy pozostają w ekonomicznej lub społecznej nędzy. To był zwykły truizm nie dictum.
Nawiasem mówiąc, kiedy Marks pisał te słowa, my [Amerykanie] jeszcze nie uwolniliśmy swoich niewolników. Kto według Ciebie, był wtedy bardziej godzien w oczach litościwego Boga, Karol Marks czy Stany Zjednoczone Ameryki?"
Mój ulubiony fragment: "Jeżeli chodzi o zamknięte kościoły Stalina i te dzisiejsze w Chinach: takie tłumienie religii było ponoć uzasadnione przez twierdzenie Karola Marksa - "religia jest opium dla ludu". Marks powiedział to w 1844 roku, kiedy opium i jego pochodne były jednymi skutecznymi środkami przeciwbólowymi jakie można było przyjąć. Sam Marks je zażywał. Był...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo cóż tylko maksymalna ilość gwiazdek. Kto przeczyta zrozumie :)
No cóż tylko maksymalna ilość gwiazdek. Kto przeczyta zrozumie :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKrótka recenzja:
http://ksiazkowydziad.blogspot.com/2016/04/recenzja-3-kurt-vonnegut-czowiek-bez.html
Krótka recenzja:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://ksiazkowydziad.blogspot.com/2016/04/recenzja-3-kurt-vonnegut-czowiek-bez.html
Tutaj nie może być inaczej jak pięć gwiazdek. Dlaczego?
-bo tak i już...
Pisarz jest przedni i mój ulubiony, a do mojego gustu mam zaufanie. Ci co twierdzą inaczej się mylą. Żartowałem...
A może i nie.
Tematy poruszane w książce są ważne i dobrze podane. Uśmiech na twarzy gości nie raz. Niby dowcipnie a jednocześnie poważnie - to się nazywa talent, przez duże T.
Każdy wydobędzie z tej lektury coś dla siebie. Nawet Ci którzy, nie znoszą autora mogą z kartek zrobić niezłe skręty. Z góry uprzedzam farba drukarska ma ołów i to może dać niezłego kopa. Przynajmniej naszemu systemowi immunobiologicznemu.
Dostało się nawet Prezydentowi USA. I słusznie - skoro zasłużył.
Największą wadą tej książki jest tylko to, że się kończy. Znając życiorys autora nie mam złudzeń - więcej nie będzie.
"Kurt jest teraz w niebie" - ulubiony żart.
Tutaj nie może być inaczej jak pięć gwiazdek. Dlaczego?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to-bo tak i już...
Pisarz jest przedni i mój ulubiony, a do mojego gustu mam zaufanie. Ci co twierdzą inaczej się mylą. Żartowałem...
A może i nie.
Tematy poruszane w książce są ważne i dobrze podane. Uśmiech na twarzy gości nie raz. Niby dowcipnie a jednocześnie poważnie - to się nazywa talent, przez duże T.
Każdy...
Krótka, pisana w charakterystyczny dla autora sposób (króciutkie, luźno powiązane fragmenty), na dodatek wzbogacona własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Człowiek o niemieckich korzeniach we współczesnej Ameryce. Humanista o ścisłym umyśle. Można znaleźć lepsze kombinacje?
Krótka, pisana w charakterystyczny dla autora sposób (króciutkie, luźno powiązane fragmenty), na dodatek wzbogacona własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Człowiek o niemieckich korzeniach we współczesnej Ameryce. Humanista o ścisłym umyśle. Można znaleźć lepsze kombinacje?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniały zbór króciutkich esejów. Kurt Vonnegut pisze z humorem (często ostrym jak brzytwa) o współczesnym świecie, ludzkości, życiu, Ameryce, wojnie i wielu, wielu innych rzeczach. Pisze z perspektywy osiemdziesięcioparolatka, który widział już niejedno i z pewnością zna receptę na większość życiowych niuansów. Dzieli się swym punktem widzenia, ale nie "mądruje się". Wspaniała lektora, którą można połknąć jednego wieczora i uśmiać się do łez.
Wspaniały zbór króciutkich esejów. Kurt Vonnegut pisze z humorem (często ostrym jak brzytwa) o współczesnym świecie, ludzkości, życiu, Ameryce, wojnie i wielu, wielu innych rzeczach. Pisze z perspektywy osiemdziesięcioparolatka, który widział już niejedno i z pewnością zna receptę na większość życiowych niuansów. Dzieli się swym punktem widzenia, ale nie "mądruje się"....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZnakomita. Jak każda książka Vonneguta!
Znakomita. Jak każda książka Vonneguta!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Idę do domu. Świetnie się bawiłem."
Książka kpiarza i frustrata. W dodatku dość pewnego siebie, by opisać swe frustracje i kpiarstwa. Zresztą co innego mógłby robić w dzisiejszym świecie humanista i socjalista, jak sam siebie określił Kurt Vonnegut niż dawać upust swym fizjologicznym potrzebom. "Bo humor to fizjologiczna reakcja na strach".
Pisanie zbioru esejów "Człowiek bez ojczyzny" było chyba próbą ogarnięcia rzeczywistości, która wciąż zadziwiała 83 letniego pisarza i wciąż nieco przerażała. Zaakceptował już w sobie tę cząstkę, w której tkwi trauma wojny. Ściera się teraz z brakiem wniosków z tego, co zostało dane ludziom jako historia. Dużym zawodem dla niego jest Ameryka. Jako potomek imigrantów z Niemiec ma wiele szacunku wobec tej idei i dużo pogardy dla jej wypaczenia. Poświęca temu dużo miejsca, bolejąc nad upadkiem ideałów i profesjonalizmu w politycznym działaniu. Jakby wiedząc, że to już koniec, chciał jeszcze kimś potrząsnąć. wyrwać jednostki z armii zgadywaczy, jak nazywa współczesną elitę amerykańską, uwolnić zapatrzonych żołnierzy ze szponów tych osobowości psychopatycznych . "Albo uprawiajcie bezpieczny seks, albo emigrujcie stąd".
Ale ta książka jest o wiele bardziej uniwersalna. To, o czym pisze odnosi się raczej do gatunku ludzkiego niż konkretnego narodu. Albo raczej do konkretnego Kurta Vonneguta w jego bardzo osobistej i intymnej sytuacji. Każda drobna czynność, którą wykonuje musi mieć dla niego sens z punktu widzenia kosmosu. I Boga? "Nie wiem jak ty, ale ja wyznaję zdezorganizowaną religię. Należę do bezbożnego nieładu. Nazywamy się Drobne rzeczy są wystarczająco ważne, by się nad nimi pochylić, by oddać im hołd. Bo poza nimi "to już koniec dobrych wieści o czymkolwiek. System immunologiczny planety próbuje pozbyć się ludzi. A to jest pewna droga w tym kierunku".
Krótko mówiąc - ironicznie i na serio Vonnegut ostrzega nas i dziwi się, opisuje i podsumowuje. Jest marsjaninem, który próbuje przemówić nam do rozsądku. I niech każdy rozstrzygnie po przeczytaniu, czy wraca na Marsa razem z nim.
"(...) to, co sprawiło, iż życie jest dla mnie warte zachodu, oprócz muzyki, to wszyscy święci, jakich spotkałem, którzy mogą być wszędzie. Poprzez świętych mam na myśli ludzi, którzy zachowali się przyzwoicie w tym uderzająco nieprzyzwoitym społeczeństwie".
"Idę do domu. Świetnie się bawiłem."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka kpiarza i frustrata. W dodatku dość pewnego siebie, by opisać swe frustracje i kpiarstwa. Zresztą co innego mógłby robić w dzisiejszym świecie humanista i socjalista, jak sam siebie określił Kurt Vonnegut niż dawać upust swym fizjologicznym potrzebom. "Bo humor to fizjologiczna reakcja na strach".
Pisanie zbioru esejów...
Człowiek bez ojczyzny, czyli spróbuj co 30 sekund nie wybuchać śmiechem w komunikacji miejskiej.
Człowiek bez ojczyzny, czyli spróbuj co 30 sekund nie wybuchać śmiechem w komunikacji miejskiej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to