"Krew Tuluzy" to powieść, dzięki której Maurice Magre w 1937 roku zdobył Grand Prix Akademii Francuskiej, w Polsce jednak próżno szukać dzieł tego nominowanego do Nagrody Nobla autora. Na szczęście Arkadiusz Rączka zabrał się za tłumaczenie tego dzieła i w myśl polskiego porzekadła "lepiej późno niż wcale" możemy cieszyć się lekturą jaką zaserwował nam francuski - a co chyba jeszcze istotniejsze urodzony w samej Tuluzie pisarz, poeta i dramaturg.
"Krew Tuluzy" opowiada historię krucjaty wymierzonej przez Kościół Katolicki przeciw Katarom - zwanych również Albigensami od miasta Albi, będącego ich głównym ośrodkiem. Katarska ideologia wywodzili się z nurtów gnostyckich, zwłaszcza z Manicheizmu, wiązano ich również z bułgarskimi Bogumiłami i Paulicjanami. Do Europy zachodniej przybyli w XII wieku, a największy rozkwit tego ruchu przypada na lata 1200 -1226 i najpopularniejszy staje się na południu Francji - Langwedocjii. Kataryzm był ruchem przede wszystkim arystokrackim i mieszczańskim nie ludowym, i raczej miejskim niż wiejskim. To właśnie na południu Francji, w obszarach miast takich jak Tuluza, Carcassonne, Montsegur czy Foix rozgrywa się akcja tej krótkiej powieści historycznej.
Główny bohater - Dalmas Rochemaure - syn budowniczego katedr, pomimo namów ojca nie chce iść jego śladem. To raczej niespokojny duch szukający swego miejsca w świecie, podatny na bodźce i idee przedstawiane mu przez znajomych i nieznajomych spotykanych na życiowej drodze. W pierwszej części poznajemy go jako Brata Dalmasa w czasie jego pierwszego roku nowicjatu w opactwie cystersów. Podczas wizyty papieskiego legata w zakonie, Dalmas pchany dziwną pokusą zaczyna bić na alarm i wykrzykuje bluźniercze "Bóg was opuścił". Wkrótce z pobliskich dzwonnic odzywają się dźwięki i kolejne miasteczka alarmują swych mieszkańców o wyimaginowanym niebezpieczeństwie. Świadomy swego godnego potępienia zachowania, ale zupełnie w zgodzie z samym sobą brat Dalmas ucieka z konwentu, udając się w kierunku rodzinnej Tuluzy. Początkowo jako uciekinier ukrywający się w rodzinnych murach, a następnie jako pełnoprawny mieszczanin odkrywa przed nami uroki wesołego i wielokulturowego miasta, gdzie przenikały się przeróżne idee, wartości i nauki, a każdy przyjezdny bez względu na pochodzenie był przyjmowany z szacunkiem i otwartością. Ze względu na wyrozumiałość możnych i władzy ówczesna Langwedocja była przychylna nowym odłamom i nurtom religijnym, co z kolei nie podobało się władzom kościelnym. Katarzy głoszący potrzebę powrotu do ducha, odrzucający dobra materialne, wierzący w reinkarnację, sprzeciwiający się przemocy wobec każdej istoty żywej, a co "najgorsze" nieuznający władzy kościoła i zwierzchnictwa papieża stali się celem Innocentego III, który w 1209 roku wezwał władców do krucjaty przeciwko Albigensom.
Ową krucjatę w zbeletryzowanej wersji przedstawia Maurice Magre, opisując bitwy, spiski i oblężenia, których naocznym świadkiem (a nieraz istotnym elementem) był główny bohater. Liczę, że książka ta zachęci czytelników do samodzielnego zgłębiania wiedzy na temat tak fascynującego ruchu jakim był Kataryzm, bo odnoszę wrażenie, że o jego istnieniu katolicki świat próbuje zapomnieć. Krucjaty i tzw. święte wojny to mroczny, pełen bestialskich czynów czas w dziejach kościoła i należy o nim WIEDZIEĆ i pamiętać, a "Krew Tuluzy" w barwnych zdaniach ułatwi przyswojenie najważniejszych wydarzeń i postaci historycznych, od których roi się na kartach książki.
Temat Katarów niezmiernie mnie fascynuje i cieszę się na każdą możliwość obcowania z działami mu poświęconymi. Niestety z przykrością stwierdzam, że wydanie które posiadam pełne jest literówek, które tworzą małą rysę w ogólnym odbiorze lektury. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś doczekamy się drugiego - poprawionego wydania, może nawet w okładce ze skrzydełkami, która podkręci walory wizualne książki, której wnętrze jest tak ciekawe i wartościowe.
Za egzemplarz dziękuję Totem Publisher oraz serwisowi nakanapie.pl
(Książka z Klubu Recencenta serwisu nakanapie.pl)
"Krew Tuluzy" to powieść, dzięki której Maurice Magre w 1937 roku zdobył Grand Prix Akademii Francuskiej, w Polsce jednak próżno szukać dzieł tego nominowanego do Nagrody Nobla autora. Na szczęście Arkadiusz Rączka zabrał się za tłumaczenie tego dzieła i w myśl polskiego porzekadła "lepiej późno niż wcale" możemy cieszyć się lekturą jaką zaserwował nam francuski - a co...
Maurice Magre nie był, ani nie jest pisarzem w Polsce znanym. Był pisarzem francuskim, który żył w latach 1877 – 1941 i miał w swoim dorobku sporo powieści, utworów poetyckich oraz dramatycznych. Jego powieść „Krew Tuluzy” przyniosła mu w 1937 roku nagrodę Grand Prix Akademii Francuskiej, a także przyczyniła się do uzyskania nominacji do Nagrody Nobla. Dlatego tym bardziej dziwi, że jego powieść „Krew Tuluzy” została opublikowana w Polsce dopiero w 2025 roku. Odnalazłam pewne ślady publikacji polskiej tej książki, która miała miejsce w roku 1987 i fragmenty powieści „Krew Tuluzy” w tłumaczeniu Anny Jędrychowskiej znalazły się w składzie miesięcznika „Literatura na świecie”, numer 12/1987, poświęconemu średniowiecznej myśli gnostyckiej: Albigensi, Katarzy. Ale to zbyt mało, aby autora i jego literaturę w jakikolwiek sposób można było poznać.
No właśnie, Katarzy. To dokładnie ten średniowieczny, gnostyczno - chrześcijański ruch religijny jest wiodącym tematem powieści Maurice’a Magre „Krew Tuluzy”. Akcja książki „Krew Tuluzy” dzieje się w okresie panowania papieża Innocenta III, czyli na początku XIII wieku, gdy papież podjął walkę z herezją Katarów (Albigensów). Był to chrześcijański ruch religijny, skierowany zwłaszcza przeciw nadmiernemu bogaceniu się i deprawacji kościoła katolickiego, działającemu w całkowitym zaprzeczeniu do idei wypracowanych przez pierwszych chrześcijan. Główne zdarzenia, opisane w powieści, miały oczywiście miejsce w Tuluzie, ale nie tylko. Również w innych znanych, średniowiecznych miastach południowej Francji, w których mieszkali Katarzy. W tamtym okresie Tuluzą rządził hrabia Rajmund VI, który tolerował Katarów, był władcą światłym i postępowym. Niestety kościół katolicki takich cech nie akceptował i dlatego papież Innocenty III zorganizował przeciwko katarskim heretykom krucjatę, na której czele stał Szymon z Montfort, odpowiedzialny za wymordowanie wielu ludzi oraz zniszczenie wielu miast i wiosek w południowej Francji.
Suche fakty historyczne na temat tamtych wydarzeń można znaleźć w różnych podręcznikach do historii, ale na pewno nie oddadzą one grozy i okrucieństwa tortur, którym byli poddani mordowani ludzie, a sprawcą tego był kościół i jego przedstawiciele, ponoć szerzący miłość do bliźniego. Wszystko to odnajdziemy na kartkach książki Maurice’a Magre „Krew Tuluzy”. Powieść jest podzielona na trzy części. W pierwszej części, jej główny bohater i jednocześnie narrator, Dalmas Rochemaure opowiada o swojej młodości, gdy początkowo chciał zostać mnichem, ale porzucił ten pomysł i powrócił do rodzinnej Tuluzy, gdzie dzięki wstawiennictwu swojego ojca, budowniczego katedr, został giermkiem hrabiego Rajmunda. Druga część jest głównie poświęcona walkom pomiędzy żołnierzami krucjaty papieża Innocentego III, a obrońcami grodów, ich rozpaczliwej defensywie, próbom ucieczki i bezlitosnym pogromom przegranych. Trzecia część, to przejęcie Tuluzy przez żołnierzy papieża, jej całkowita przemiana z miasta pełnego radości, czystości i otwartości w brudne, zapyziałe budowle zapełnione uwięzionymi mieszkańcami, oskarżonymi o herezję, ich egzekucje oraz upadek ostatniej katarskiej twierdzy, Montségur.
„Krew Tuluzy” Maurice’a Magre, to oskarżenie kościoła katolickiego o eksterminację ludzi, dla których hipokryzja, lubieżność, rozpusta i chciwość hierarchów tego kościoła stała się impulsem do wybrania innej drogi życiowej. W powieści pojawia się wiele postaci historycznych, a także wiele miejsc, tak ujmująco i malowniczo przez autora opisanych, że z zaciekawieniem odszukiwałam je na mapie z zamiarem odwiedzenia ich pewnego dnia. Śledząc losy Katarów, uważanych przez kościół katolicki za heretyków, którzy nie chcieli zaprzeć się swojej wiary, polegającej na czczeniu Ducha Świętego oględnie mówiąc, którzy czuli wstręt wobec przelewu krwi, którzy „odczuwali radość, myśląc o nadchodzącym kresie życia”, których kapłanami byli Doskonali udzielający konającym consolamentum, zastanawiam się, jakimi motywami kierowali się ich prześladowcy i mordercy, kto im dał prawo do ich zagłady? Historia kościoła katolickiego ma mnóstwo ciemnych kart, nie ma tam ani miłości, ani miłosierdzia, w imię których to wartości chrześcijańskich kościół katolicki zwalczał tak zwanych heretyków. Maurice Magre w swojej książce „Krew Tuluzy” zawarł pełną miłości i poświęcenia historię miasta Tuluzy i jego mieszkańców, którzy tylko chcieli żyć na własnych zasadach, ale ktoś inny skazał ich za to na śmierć w cierpieniach.
Książkę otrzymałam z serwisu Sztukater
„Krew Tuluzy” Maurice Magre.
Maurice Magre nie był, ani nie jest pisarzem w Polsce znanym. Był pisarzem francuskim, który żył w latach 1877 – 1941 i miał w swoim dorobku sporo powieści, utworów poetyckich oraz dramatycznych. Jego powieść „Krew Tuluzy” przyniosła mu w 1937 roku nagrodę Grand Prix Akademii Francuskiej, a także przyczyniła się do uzyskania nominacji do...
W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany też Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun, gdy uświadomiłem im, że istnieją i działają inne jeszcze kościoły katolickie, że rzymski nie jest jedyny. Ale… mniejsza z tym.
„Krew Tuluzy” to wstrząsający opis krucjaty Francuzów przeciw Francuzom. Tym razem nie chodziło o obronę Grobu Świętego czy odbicie Jerozolimy gdzieś na drugim końcu świata, ale o eksterminację katarów zwanych też albigensami (od francuskiego miasta Albi), którzy głosili ideę ubóstwa, byli przeciwni gospodarczej hegemonii kleru, uznawali wojny za zło, twierdzili, że mężczyźni i kobiety są sobie równi itd. Za coś tak potwornego należało ich wszystkich, łącznie z kobietami i małymi dziećmi, po prostu wymordować.
Krucjata zakończyła się masakrą w Béziers, oblężeniem i zdobyciem Montségur – ostatniego bastionu oporu Katarów – oraz spaleniem przywódców katarów zwanych „doskonałymi”.
„Zło i nienawiść nie mogą znieść prawdy o sobie; pod wpływem słów giną jak upiory pod żelaznym ostrzem nekromanty. Przywołam umarłych i ja. Nie spoczną w pokoju, choć modlono się o to w kościołach. Pomimo psalmów i ceremonii powrócą do miejsc, w których dopuścili się niecnych czynów. Jest wśród nich de Montfort, wcielone zło, okryty swym gniewem jak zbroją. Jest hipokryta Fulk, wiecznie noszący pieprz pod paznokciami, aby móc płakać na zawołanie. Jest i Rajmund, który nie potrafił podjąć żadnej decyzji bez rzucania monetą. Oto ohydny Tankred z oślimi uszami i sowimi oczami, lubiący zadawać cierpienie, pyszniący się stworzonym przez siebie narzędziem tortur. Oto łysy Dominik oraz Innocenty w swej tiarze z pawimi piórami” [1].
Powieść zbudowana jest na faktach i pojawiają się w niej postacie historyczne, na przykład wspomniany w cytacie Tankred z Hauteville, jeden z przywódców krucjaty, Fulk z Neuilly francuski kaznodzieja i ksiądz z Neuilly-sur-Marne, który szczuł i nawoływał do krucjaty przeciwko katarom, Dominik Guzmán, święty Kościoła katolickiego, założyciel zakonu dominikanów, Innocenty III, papież w latach 1198-1216, który wyznawał pogląd, zgodnie z którym, będąc namiestnikiem Chrystusa na ziemi, stał między Bogiem a ludźmi, władając całym światem.
Głównym bohaterem powieści jest jednak postać fikcyjna, młody mnich, uczestniczący w ważnych wydarzeniach historycznych. Akcja zaczyna się około roku po rozpoczęciu przez Dalmasa Rochemaure nowicjatu w opactwie cystersów w pobliżu miasta Mercus. Co ciekawe, młody mnich wybrał tę drogę sam i raczej wbrew ojcu, który był znanym budowniczym katedr. Wydaje się, że stary Rochemaure, któremu zbawienie syna naprawdę leżało na sercu, nie uważał kariery zakonnej za moralnie czystą.
„Dla większości ludzi kościół był synonimem rozwiązłości oraz kupczenia odpustami i godnościami. Ta opinia nie była pozbawiona podstaw, ponieważ kler nie kwapił się do naśladowania pierwszych chrześcijan, została zapomniana tajemnica wiary. Kościół przesiąkł trucizną aż po korzenie, które zaczęły gnić. Władza i bogactwo zastąpiły pragnienie ubóstwa. Szatan zamieszkał w katedrach, kapłani przemawiali w jego imieniu, woda w chrzcielnicach i chleb Eucharystii przesiąkły złym duchem. Rzym był daleko, był jak wieża Babel, w której pod złowróżbnym krzyżem zasiadał na tronie Antychryst o kamiennym sercu” [2].
Ruch katarski miał w tamtych czasach znaczny wpływ i przyciągał do siebie ludzi z różnych warstw społecznych, zwłaszcza w znanym z tolerancji religijnej Hrabstwie Tuluzy. Rajmund VI z Saint-Gilles, hrabia Tuluzy, nie podejmował żadnych działań przeciwko katarom, więc w 1211 został zaatakowany przez krzyżowców z Szymonem z Montfort na czele, któremu papież powierzył dowództwo wojskowe w krucjacie.
Dalmas Rochemaure uciekł z klasztoru, a dzięki wstawiennictwu ojca, został przyjęty na służbę u Rajmunda VI. Obserwował z bliska życie i przekonania katarów oraz działania krzyżowców, co ostatecznie znacząco wpłynęło na zmiany w jego sposobie postrzegania ówczesnego świata w ogóle, a katolicyzmu w szczególności. Niewielka objętościowo powieść, zaledwie 165 stron, stanowi jego relację.
---
[1] Maurice Magre, „Krew Tuluzy”, przekład Arkadiusz Rączka, wyd. Totem Publisher, 2025, s. 6.
[2] Tamże, s. 45.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany też Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun,...
"Krew Tuluzy" to powieść, dzięki której Maurice Magre w 1937 roku zdobył Grand Prix Akademii Francuskiej, w Polsce jednak próżno szukać dzieł tego nominowanego do Nagrody Nobla autora. Na szczęście Arkadiusz Rączka zabrał się za tłumaczenie tego dzieła i w myśl polskiego porzekadła "lepiej późno niż wcale" możemy cieszyć się lekturą jaką zaserwował nam francuski - a co chyba jeszcze istotniejsze urodzony w samej Tuluzie pisarz, poeta i dramaturg.
"Krew Tuluzy" opowiada historię krucjaty wymierzonej przez Kościół Katolicki przeciw Katarom - zwanych również Albigensami od miasta Albi, będącego ich głównym ośrodkiem. Katarska ideologia wywodzili się z nurtów gnostyckich, zwłaszcza z Manicheizmu, wiązano ich również z bułgarskimi Bogumiłami i Paulicjanami. Do Europy zachodniej przybyli w XII wieku, a największy rozkwit tego ruchu przypada na lata 1200 -1226 i najpopularniejszy staje się na południu Francji - Langwedocjii. Kataryzm był ruchem przede wszystkim arystokrackim i mieszczańskim nie ludowym, i raczej miejskim niż wiejskim. To właśnie na południu Francji, w obszarach miast takich jak Tuluza, Carcassonne, Montsegur czy Foix rozgrywa się akcja tej krótkiej powieści historycznej.
Główny bohater - Dalmas Rochemaure - syn budowniczego katedr, pomimo namów ojca nie chce iść jego śladem. To raczej niespokojny duch szukający swego miejsca w świecie, podatny na bodźce i idee przedstawiane mu przez znajomych i nieznajomych spotykanych na życiowej drodze. W pierwszej części poznajemy go jako Brata Dalmasa w czasie jego pierwszego roku nowicjatu w opactwie cystersów. Podczas wizyty papieskiego legata w zakonie, Dalmas pchany dziwną pokusą zaczyna bić na alarm i wykrzykuje bluźniercze "Bóg was opuścił". Wkrótce z pobliskich dzwonnic odzywają się dźwięki i kolejne miasteczka alarmują swych mieszkańców o wyimaginowanym niebezpieczeństwie. Świadomy swego godnego potępienia zachowania, ale zupełnie w zgodzie z samym sobą brat Dalmas ucieka z konwentu, udając się w kierunku rodzinnej Tuluzy. Początkowo jako uciekinier ukrywający się w rodzinnych murach, a następnie jako pełnoprawny mieszczanin odkrywa przed nami uroki wesołego i wielokulturowego miasta, gdzie przenikały się przeróżne idee, wartości i nauki, a każdy przyjezdny bez względu na pochodzenie był przyjmowany z szacunkiem i otwartością. Ze względu na wyrozumiałość możnych i władzy ówczesna Langwedocja była przychylna nowym odłamom i nurtom religijnym, co z kolei nie podobało się władzom kościelnym. Katarzy głoszący potrzebę powrotu do ducha, odrzucający dobra materialne, wierzący w reinkarnację, sprzeciwiający się przemocy wobec każdej istoty żywej, a co "najgorsze" nieuznający władzy kościoła i zwierzchnictwa papieża stali się celem Innocentego III, który w 1209 roku wezwał władców do krucjaty przeciwko Albigensom.
Ową krucjatę w zbeletryzowanej wersji przedstawia Maurice Magre, opisując bitwy, spiski i oblężenia, których naocznym świadkiem (a nieraz istotnym elementem) był główny bohater. Liczę, że książka ta zachęci czytelników do samodzielnego zgłębiania wiedzy na temat tak fascynującego ruchu jakim był Kataryzm, bo odnoszę wrażenie, że o jego istnieniu katolicki świat próbuje zapomnieć. Krucjaty i tzw. święte wojny to mroczny, pełen bestialskich czynów czas w dziejach kościoła i należy o nim WIEDZIEĆ i pamiętać, a "Krew Tuluzy" w barwnych zdaniach ułatwi przyswojenie najważniejszych wydarzeń i postaci historycznych, od których roi się na kartach książki.
Temat Katarów niezmiernie mnie fascynuje i cieszę się na każdą możliwość obcowania z działami mu poświęconymi. Niestety z przykrością stwierdzam, że wydanie które posiadam pełne jest literówek, które tworzą małą rysę w ogólnym odbiorze lektury. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś doczekamy się drugiego - poprawionego wydania, może nawet w okładce ze skrzydełkami, która podkręci walory wizualne książki, której wnętrze jest tak ciekawe i wartościowe.
Za egzemplarz dziękuję Totem Publisher oraz serwisowi nakanapie.pl
(Książka z Klubu Recencenta serwisu nakanapie.pl)
"Krew Tuluzy" to powieść, dzięki której Maurice Magre w 1937 roku zdobył Grand Prix Akademii Francuskiej, w Polsce jednak próżno szukać dzieł tego nominowanego do Nagrody Nobla autora. Na szczęście Arkadiusz Rączka zabrał się za tłumaczenie tego dzieła i w myśl polskiego porzekadła "lepiej późno niż wcale" możemy cieszyć się lekturą jaką zaserwował nam francuski - a co...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Krew Tuluzy” Maurice Magre.
Maurice Magre nie był, ani nie jest pisarzem w Polsce znanym. Był pisarzem francuskim, który żył w latach 1877 – 1941 i miał w swoim dorobku sporo powieści, utworów poetyckich oraz dramatycznych. Jego powieść „Krew Tuluzy” przyniosła mu w 1937 roku nagrodę Grand Prix Akademii Francuskiej, a także przyczyniła się do uzyskania nominacji do Nagrody Nobla. Dlatego tym bardziej dziwi, że jego powieść „Krew Tuluzy” została opublikowana w Polsce dopiero w 2025 roku. Odnalazłam pewne ślady publikacji polskiej tej książki, która miała miejsce w roku 1987 i fragmenty powieści „Krew Tuluzy” w tłumaczeniu Anny Jędrychowskiej znalazły się w składzie miesięcznika „Literatura na świecie”, numer 12/1987, poświęconemu średniowiecznej myśli gnostyckiej: Albigensi, Katarzy. Ale to zbyt mało, aby autora i jego literaturę w jakikolwiek sposób można było poznać.
No właśnie, Katarzy. To dokładnie ten średniowieczny, gnostyczno - chrześcijański ruch religijny jest wiodącym tematem powieści Maurice’a Magre „Krew Tuluzy”. Akcja książki „Krew Tuluzy” dzieje się w okresie panowania papieża Innocenta III, czyli na początku XIII wieku, gdy papież podjął walkę z herezją Katarów (Albigensów). Był to chrześcijański ruch religijny, skierowany zwłaszcza przeciw nadmiernemu bogaceniu się i deprawacji kościoła katolickiego, działającemu w całkowitym zaprzeczeniu do idei wypracowanych przez pierwszych chrześcijan. Główne zdarzenia, opisane w powieści, miały oczywiście miejsce w Tuluzie, ale nie tylko. Również w innych znanych, średniowiecznych miastach południowej Francji, w których mieszkali Katarzy. W tamtym okresie Tuluzą rządził hrabia Rajmund VI, który tolerował Katarów, był władcą światłym i postępowym. Niestety kościół katolicki takich cech nie akceptował i dlatego papież Innocenty III zorganizował przeciwko katarskim heretykom krucjatę, na której czele stał Szymon z Montfort, odpowiedzialny za wymordowanie wielu ludzi oraz zniszczenie wielu miast i wiosek w południowej Francji.
Suche fakty historyczne na temat tamtych wydarzeń można znaleźć w różnych podręcznikach do historii, ale na pewno nie oddadzą one grozy i okrucieństwa tortur, którym byli poddani mordowani ludzie, a sprawcą tego był kościół i jego przedstawiciele, ponoć szerzący miłość do bliźniego. Wszystko to odnajdziemy na kartkach książki Maurice’a Magre „Krew Tuluzy”. Powieść jest podzielona na trzy części. W pierwszej części, jej główny bohater i jednocześnie narrator, Dalmas Rochemaure opowiada o swojej młodości, gdy początkowo chciał zostać mnichem, ale porzucił ten pomysł i powrócił do rodzinnej Tuluzy, gdzie dzięki wstawiennictwu swojego ojca, budowniczego katedr, został giermkiem hrabiego Rajmunda. Druga część jest głównie poświęcona walkom pomiędzy żołnierzami krucjaty papieża Innocentego III, a obrońcami grodów, ich rozpaczliwej defensywie, próbom ucieczki i bezlitosnym pogromom przegranych. Trzecia część, to przejęcie Tuluzy przez żołnierzy papieża, jej całkowita przemiana z miasta pełnego radości, czystości i otwartości w brudne, zapyziałe budowle zapełnione uwięzionymi mieszkańcami, oskarżonymi o herezję, ich egzekucje oraz upadek ostatniej katarskiej twierdzy, Montségur.
„Krew Tuluzy” Maurice’a Magre, to oskarżenie kościoła katolickiego o eksterminację ludzi, dla których hipokryzja, lubieżność, rozpusta i chciwość hierarchów tego kościoła stała się impulsem do wybrania innej drogi życiowej. W powieści pojawia się wiele postaci historycznych, a także wiele miejsc, tak ujmująco i malowniczo przez autora opisanych, że z zaciekawieniem odszukiwałam je na mapie z zamiarem odwiedzenia ich pewnego dnia. Śledząc losy Katarów, uważanych przez kościół katolicki za heretyków, którzy nie chcieli zaprzeć się swojej wiary, polegającej na czczeniu Ducha Świętego oględnie mówiąc, którzy czuli wstręt wobec przelewu krwi, którzy „odczuwali radość, myśląc o nadchodzącym kresie życia”, których kapłanami byli Doskonali udzielający konającym consolamentum, zastanawiam się, jakimi motywami kierowali się ich prześladowcy i mordercy, kto im dał prawo do ich zagłady? Historia kościoła katolickiego ma mnóstwo ciemnych kart, nie ma tam ani miłości, ani miłosierdzia, w imię których to wartości chrześcijańskich kościół katolicki zwalczał tak zwanych heretyków. Maurice Magre w swojej książce „Krew Tuluzy” zawarł pełną miłości i poświęcenia historię miasta Tuluzy i jego mieszkańców, którzy tylko chcieli żyć na własnych zasadach, ale ktoś inny skazał ich za to na śmierć w cierpieniach.
Książkę otrzymałam z serwisu Sztukater
„Krew Tuluzy” Maurice Magre.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMaurice Magre nie był, ani nie jest pisarzem w Polsce znanym. Był pisarzem francuskim, który żył w latach 1877 – 1941 i miał w swoim dorobku sporo powieści, utworów poetyckich oraz dramatycznych. Jego powieść „Krew Tuluzy” przyniosła mu w 1937 roku nagrodę Grand Prix Akademii Francuskiej, a także przyczyniła się do uzyskania nominacji do...
W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany też Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun, gdy uświadomiłem im, że istnieją i działają inne jeszcze kościoły katolickie, że rzymski nie jest jedyny. Ale… mniejsza z tym.
„Krew Tuluzy” to wstrząsający opis krucjaty Francuzów przeciw Francuzom. Tym razem nie chodziło o obronę Grobu Świętego czy odbicie Jerozolimy gdzieś na drugim końcu świata, ale o eksterminację katarów zwanych też albigensami (od francuskiego miasta Albi), którzy głosili ideę ubóstwa, byli przeciwni gospodarczej hegemonii kleru, uznawali wojny za zło, twierdzili, że mężczyźni i kobiety są sobie równi itd. Za coś tak potwornego należało ich wszystkich, łącznie z kobietami i małymi dziećmi, po prostu wymordować.
Krucjata zakończyła się masakrą w Béziers, oblężeniem i zdobyciem Montségur – ostatniego bastionu oporu Katarów – oraz spaleniem przywódców katarów zwanych „doskonałymi”.
„Zło i nienawiść nie mogą znieść prawdy o sobie; pod wpływem słów giną jak upiory pod żelaznym ostrzem nekromanty. Przywołam umarłych i ja. Nie spoczną w pokoju, choć modlono się o to w kościołach. Pomimo psalmów i ceremonii powrócą do miejsc, w których dopuścili się niecnych czynów. Jest wśród nich de Montfort, wcielone zło, okryty swym gniewem jak zbroją. Jest hipokryta Fulk, wiecznie noszący pieprz pod paznokciami, aby móc płakać na zawołanie. Jest i Rajmund, który nie potrafił podjąć żadnej decyzji bez rzucania monetą. Oto ohydny Tankred z oślimi uszami i sowimi oczami, lubiący zadawać cierpienie, pyszniący się stworzonym przez siebie narzędziem tortur. Oto łysy Dominik oraz Innocenty w swej tiarze z pawimi piórami” [1].
Powieść zbudowana jest na faktach i pojawiają się w niej postacie historyczne, na przykład wspomniany w cytacie Tankred z Hauteville, jeden z przywódców krucjaty, Fulk z Neuilly francuski kaznodzieja i ksiądz z Neuilly-sur-Marne, który szczuł i nawoływał do krucjaty przeciwko katarom, Dominik Guzmán, święty Kościoła katolickiego, założyciel zakonu dominikanów, Innocenty III, papież w latach 1198-1216, który wyznawał pogląd, zgodnie z którym, będąc namiestnikiem Chrystusa na ziemi, stał między Bogiem a ludźmi, władając całym światem.
Głównym bohaterem powieści jest jednak postać fikcyjna, młody mnich, uczestniczący w ważnych wydarzeniach historycznych. Akcja zaczyna się około roku po rozpoczęciu przez Dalmasa Rochemaure nowicjatu w opactwie cystersów w pobliżu miasta Mercus. Co ciekawe, młody mnich wybrał tę drogę sam i raczej wbrew ojcu, który był znanym budowniczym katedr. Wydaje się, że stary Rochemaure, któremu zbawienie syna naprawdę leżało na sercu, nie uważał kariery zakonnej za moralnie czystą.
„Dla większości ludzi kościół był synonimem rozwiązłości oraz kupczenia odpustami i godnościami. Ta opinia nie była pozbawiona podstaw, ponieważ kler nie kwapił się do naśladowania pierwszych chrześcijan, została zapomniana tajemnica wiary. Kościół przesiąkł trucizną aż po korzenie, które zaczęły gnić. Władza i bogactwo zastąpiły pragnienie ubóstwa. Szatan zamieszkał w katedrach, kapłani przemawiali w jego imieniu, woda w chrzcielnicach i chleb Eucharystii przesiąkły złym duchem. Rzym był daleko, był jak wieża Babel, w której pod złowróżbnym krzyżem zasiadał na tronie Antychryst o kamiennym sercu” [2].
Ruch katarski miał w tamtych czasach znaczny wpływ i przyciągał do siebie ludzi z różnych warstw społecznych, zwłaszcza w znanym z tolerancji religijnej Hrabstwie Tuluzy. Rajmund VI z Saint-Gilles, hrabia Tuluzy, nie podejmował żadnych działań przeciwko katarom, więc w 1211 został zaatakowany przez krzyżowców z Szymonem z Montfort na czele, któremu papież powierzył dowództwo wojskowe w krucjacie.
Dalmas Rochemaure uciekł z klasztoru, a dzięki wstawiennictwu ojca, został przyjęty na służbę u Rajmunda VI. Obserwował z bliska życie i przekonania katarów oraz działania krzyżowców, co ostatecznie znacząco wpłynęło na zmiany w jego sposobie postrzegania ówczesnego świata w ogóle, a katolicyzmu w szczególności. Niewielka objętościowo powieść, zaledwie 165 stron, stanowi jego relację.
---
[1] Maurice Magre, „Krew Tuluzy”, przekład Arkadiusz Rączka, wyd. Totem Publisher, 2025, s. 6.
[2] Tamże, s. 45.
Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl.
W zbeletryzowanej formie powieść opowiada o jednym z zapewne bardziej znanych, spektakularnych, bestialskich masowych mordów zainicjowanych i/lub dokonanych przez Kościół katolicki zwany też Kościołem rzymskim, zachodnim lub rzymskokatolickim. Przy okazji przypomniało mi się, jak kiedyś w Licheniu kilkoro dorosłych polskich katolików wybałuszało oczy, jak żaba na piorun,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to