Ostatnia, siódma powieść Raymonda Chandlera (nie licząc niedokończonej "Tajemnice Poodle Springs").
Wielka szkoda...
A taki np. R. Mróz, według oszczędnych wyliczeń, stworzył już ich ponad 70, a ponoć dopiero się rozkręca...
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
Ostatnia, siódma powieść Raymonda Chandlera (nie licząc niedokończonej "Tajemnice Poodle Springs").
Wielka szkoda...
A taki np. R. Mróz, według oszczędnych wyliczeń, stworzył już ich ponad 70, a ponoć dopiero się rozkręca...
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
“Playback”, czyli siódma część przygód detektywa Marlowe’a autorstwa Raymonda Chandlera, ma zdecydowanie mniej polotu niż poprzednie części. Zastanówmy się, dlaczego.
Filip Marlowe zostaje wynajęty przez agencję adwokacką, aby odszukać pewną dziewczynę, nie nawiązując z nią kontaktu. Znajduje ją już w jednym z pierwszych rozdziałów, a nawiązuje z nią kontakt niedługo potem. Pozornie bezsensowne działanie ma swoje uzasadnienie: detektyw czuje, że dostał mocno podejrzaną robotę i na własną rękę próbuje zrozumieć, o co chodzi.
Sprawa pozostaje skomplikowana niemal do końca książki. W toku fabuły pojawiają się kolejne postacie, których rola pozostaje niejasna. Po drodze padają groźby, a po czasie również trupy. Marlowe próbuje to wszystko zrozumieć, choć i tak, praktycznie do samego końca, nie wie nawet, co właściwie chce osiągnąć w całej tej sprawie ani dla kogo ostatecznie pracuje.
To wszystko z pozoru buduje wciągającą intrygę, jednak “Playback” ma kilka wad.
Przede wszystkim, brakuje tu tak ostrego języka jak na przykład w “Siostrzyczce”. Może to wina tłumaczenia, jednak stylistyka noir i cynizm w dialogach są tu stonowane, więc podczas czytania brakuje spontanicznych parsknięć śmiechem wywołanych trafnymi opisami. Pojawiają się natomiast aż trzy wątki romantyczne, które, moim zdaniem, nic nie wnoszą.
Gdy opisywałem “Długie pożegnanie”, wspomniałem o patetyczności. W “Playbacku” reguły, którymi kieruje się Marlowe, są na pierwszym planie i okazuje się, że wcale nie wypada to najlepiej. Detektyw wmieszany w sprawę z zabójstwem w tle raz przyjmuje, a raz oddaje pieniądze zleceniodawcom - zależnie od tego, czy czuje się z nimi dobrze, czy nie - co wypada dość nierealistycznie.
Mając na uwadze to wszystko, nie mogę jednak powiedzieć, że “Playback” to zła książka. Jest po prostu średnia. Nie porwała mnie, choć też nie odpychała. Zakończenie serii w tej książce było dobrym posunięciem i autor zrobił to w sposób jednoznaczny. Niemniej, poczytałbym jeszcze coś o przygodach tego detektywa alkoholika z Los Angeles…
Link do wpisu 🔗
https://xiegozbior.pl/zajawki/2025/05/17/raymond-chandler-playback.html
“Playback”, czyli siódma część przygód detektywa Marlowe’a autorstwa Raymonda Chandlera, ma zdecydowanie mniej polotu niż poprzednie części. Zastanówmy się, dlaczego.
Filip Marlowe zostaje wynajęty przez agencję adwokacką, aby odszukać pewną dziewczynę, nie nawiązując z nią kontaktu. Znajduje ją już w jednym z pierwszych rozdziałów, a nawiązuje z nią kontakt niedługo...
Na początku jest standardowy klimacik detektywistyczny do którego przyzwyczaił nasz Raymond Chandler. Niestety gdzieś po drodze coś się psuje. Odnoszę wrażenie, że fabuła się zagubiła i odjechała prawie bez pożegnania.
Na początku jest standardowy klimacik detektywistyczny do którego przyzwyczaił nasz Raymond Chandler. Niestety gdzieś po drodze coś się psuje. Odnoszę wrażenie, że fabuła się zagubiła i odjechała prawie bez pożegnania.
Niestety po długim pożegnaniu poziom spada na łeb na szyję. W dalszym ciągu główny bohater raczy nas swoimi cynicznymi uwagami, dialogi są dobre jednak fabuła i intryga są najgorsze z wszystkich dotychczasowych książek w serii.
Niestety po długim pożegnaniu poziom spada na łeb na szyję. W dalszym ciągu główny bohater raczy nas swoimi cynicznymi uwagami, dialogi są dobre jednak fabuła i intryga są najgorsze z wszystkich dotychczasowych książek w serii.
Po depresyjnym „Długim pożegnaniu” krótka, lekka i mocno letnia historia, która zamyka cykl Chandlera o Philipie Marlowe (kolejnej powieści pt. „Poodle Springs” autor niestety już nie ukończył). Widać tu pewne zmęczenie konwencją oraz mocno pretekstowe podejście do wątku kryminalnego. Marlowe jest bardziej niż zwykle krotochwilny, a zbrodnicze cienie padają dość blado na małomiasteczkową intrygę. Lektura jest wprawdzie przyjemna, dialogi miejscami przezabawne i błyskotliwe, ale brakowało mi mrocznego klimatu z pierwszych części cyklu i barwnych postaci drugoplanowych. Jeśli mamy tu zbrodnię - to jest to w zasadzie wypadek, jeśli gangster - to na emeryturze, jeśli femme fatale - to tylko do czasu (w tej części kobiety to żadne tam modliszki, a raczej zbłąkane owieczki, które nad wyraz łatwo padają naszemu bohaterowi w ramiona). „Playback” to najkrótsza powieść z całego cyklu, czyta się ją błyskawicznie i - choć sam styl Chandlera nie zawodzi - to niestety równie szybko się on niej zapomina.
Po depresyjnym „Długim pożegnaniu” krótka, lekka i mocno letnia historia, która zamyka cykl Chandlera o Philipie Marlowe (kolejnej powieści pt. „Poodle Springs” autor niestety już nie ukończył). Widać tu pewne zmęczenie konwencją oraz mocno pretekstowe podejście do wątku kryminalnego. Marlowe jest bardziej niż zwykle krotochwilny, a zbrodnicze cienie padają dość blado na...
Akcja rozwija się bardzo, ale to bardzo powoli. Nie wiem czy to jest kwestia stylu, czy tłumaczenia, ale cześć wypowiedzi wydaje się być urwana w połowie. Pewne rzeczy dzieją się nielogicznie i bez wprowadzenia. Ogólnie ciężko się mi ją czytało.
Akcja rozwija się bardzo, ale to bardzo powoli. Nie wiem czy to jest kwestia stylu, czy tłumaczenia, ale cześć wypowiedzi wydaje się być urwana w połowie. Pewne rzeczy dzieją się nielogicznie i bez wprowadzenia. Ogólnie ciężko się mi ją czytało.
"Playback" to jeden z kryminałów w którym główną rolę gra prywatny detektyw Philip Marlowe. Typowy amerykański twardziel nie stroniący od alkoholu, zawsze wyluzowany i honorowy. Ten typ bohatera, którego lubią kobiety ale on i tak się z żadną nie wiąże na stałe. Rozwiązuje sprawy a my widzimy go w prochowcu i kapeluszu, w wersji czarno-białej a w tle gra saksofon. Jak w filmach z lat 50.
"Playback" to jeden z kryminałów w którym główną rolę gra prywatny detektyw Philip Marlowe. Typowy amerykański twardziel nie stroniący od alkoholu, zawsze wyluzowany i honorowy. Ten typ bohatera, którego lubią kobiety ale on i tak się z żadną nie wiąże na stałe. Rozwiązuje sprawy a my widzimy go w prochowcu i kapeluszu, w wersji czarno-białej a w tle gra saksofon. Jak w...
Trafiła do mnie przez przypadek (bookcrossing'owa półka w pracy). Przypomniały mi się inne książki Chandlera jakie czytałem na początku liceum. Taka sentymentalna podróż, po staroświeckim pisarstwie kryminalnym, pełna niemodnych, stereotypowych, czy wręcz niepoprawnych politycznie i społecznie w dzisiejszych czasach treści. Mimo, że fabuła nie porywa, a styl traci myszką, to warto po tę "broszurkę" sięgnąć by wrócić do przeszłości.
Trafiła do mnie przez przypadek (bookcrossing'owa półka w pracy). Przypomniały mi się inne książki Chandlera jakie czytałem na początku liceum. Taka sentymentalna podróż, po staroświeckim pisarstwie kryminalnym, pełna niemodnych, stereotypowych, czy wręcz niepoprawnych politycznie i społecznie w dzisiejszych czasach treści. Mimo, że fabuła nie porywa, a styl traci myszką,...
Nie bardzo widzę związek między tytułem a treścią książki. Przedostatnia z serii, w której bohaterem jest Philip Marlowe. Dostaje zlecenie, aby śledzić kobietę jadącą dokądś pociągiem. Biednemu detektywowi nikt, łącznie z klientem, nie chce powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Prawda jest towarem niezmiernie deficytowym. Na czym polega zagadka, też nie bardzo wiadomo.
Nie podobał mi się przedstawiony świat, a zwłaszcza stosunek do kobiet. Mogłabym przeżyć, że Marlowe flirtuje z każdą co ładniejszą. Ale dlaczego one od razu idą z nim (i nie tylko) do łóżka, jeśli akurat nie mają lepszego pomysłu na wieczór? Seksistowskie żarciki — że jeśli sekretarka potrafi pisać na maszynie, to już niemal uchodzi za geniusza. Oprócz tego można pyskującą babę uderzyć w knajpie i nikomu to zbytnio nie przeszkadza.
Więcej marudzenia tutaj: http://finklaczyta.blogspot.com/2017/11/playback-obcy-swiat.html
Nie bardzo widzę związek między tytułem a treścią książki. Przedostatnia z serii, w której bohaterem jest Philip Marlowe. Dostaje zlecenie, aby śledzić kobietę jadącą dokądś pociągiem. Biednemu detektywowi nikt, łącznie z klientem, nie chce powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Prawda jest towarem niezmiernie deficytowym. Na czym polega zagadka, też nie bardzo...
O tym, jak bardzo Raymond Chandler był uzależniony od pisania o rzeczywistości, która go aktualnie otaczała, świadczy jego ostatnia (ostatnia ukończona w całości) powieść zatytułowana „Playback”. Utwór powstawał w czasach, kiedy Chandler już rzadko przebywał w Los Angeles, za to coraz bliższe były mu realia dalekie od wielkomiejskich. Z biografii Raymonda Chandlera autorstwa Toma Hineya dowiadujemy się, że fakt ten sprawiał mu już trudność podczas pracy nad „Długim pożegnaniem”. Toteż akcja „Playbacku” została umiejscowiona w małym miasteczku w Kalifornii. Bynajmniej jednak nie oznacza to, iż będziemy mieć do czynienia z sielanką, lub powolnym trybem małomiasteczkowego życia. Nie w czasach Chandlera. Bezprawie bowiem sięgało wtedy swoimi mackami również daleko poza wielkie metropolie pokroju Los Angeles. „Playback” to kolejna odsłona zepsutego świata, dla którego jedyną nadzieją są ludzie pokroju Philipa Marlowe’a.
Tym razem widzimy go nie jak wkracza do posiadłości bogaczy, lecz jak odbiera telefon z nowym zleceniem. Pewien prawnik pragnie go wynająć, aby śledził tajemniczą kobietę. W dodatku ów prawnik zdaje się być równie tajemniczy (choć może bardziej po prostu gburowaty i zbyt pewny siebie, niż tajemniczy). Nie chce zdradzić detektywowi żadnych szczegółów, poza tym, że oczekuje od niego sprawozdania na temat poczynań kobiety. Marlowe zgadza się. Oczywiście z charakterystycznymi dla niego komentarzami i pewnością siebie. Poza tym ów prawnik chyba wcześniej nie zrobił należytego rozeznania na temat Marlowe’a, bo gdyby tak było, to wiedziałby, że nie jest on zwykłym tajniakiem, który wykonuje zlecenia bez zadawania zbędnych pytań. Marlowe nie jest frajerem, który będzie wykonywał robotę, nie wiedząc po co i dlaczego. Śledząc dziewczynę szuka też odpowiedzi na pytanie, po co został wynajęty. Przy okazji okaże się, że zgoda na pracę dla prawnika doprowadzi Marlowe’a do poznania nie tylko jednej atrakcyjnej kobiety, lecz dwóch, które bez większych oporów ulegną jego wdziękowi. Nie jest to jednak oczywiście meritum całej książki.
A co nim jest? Oczywiście sam Marlowe i świat, w którym próbuje ustanowić choć odrobinę sprawiedliwości. Okazuje się bowiem, że tak jak siatka powiązań w dużej metropolii jest ściśle spleciona między bogaczami, urzędnikami wymiaru sprawiedliwości i gangsterami, to w mniejszym miasteczku wygląda to tak samo (znamienne słowa teścia śledzonej przez Marlowe’a dziewczyny). Najgorzej w takim świecie mają policjanci, którzy chcą swoją pracę wykonywać sumiennie. Czasem jednak muszą odpuścić, bo spotykają się z utrudnieniami ze strony skorumpowanych przełożonych. Marlowe natomiast jest w lepszej sytuacji, choć niejednokrotnie wpada w kłopoty, zadzierając z nieodpowiednimi ludźmi. „Playback” to opowieść o detektywie, który wciąż trzyma się zasad. Mimo że jego działania czasem polegają na nierespektowaniu prawa, to zawsze wierny jest poczuciu własnej sprawiedliwości i moralności. Marlowe to nie ten typ, co weźmie forsę, nie wykonawszy należycie zadania. On woli ją oddać, jeśli uważa, że nie wywiązał się z zobowiązania. Jest trochę idealistą, ale dzięki niemu mroczny świat, w którym się porusza, staje się choć odrobinę do zniesienia.
„Playback” to trochę słabsza powieść Chandlera (o czym wspomina w autobiografii Tom Hiney, przywołując opinie ówczesnych krytyków), ale nie można przejść obok niej obojętnie nie dostrzegając takich smaczków jak dialogi, ponownie obrazu zepsucia, postaci Marlowe’a, opisu czym (a raczej kim) jest rozsądek, czy sceny, kiedy Marlowe wraca do pustego domu. Zamiast narzekać, że Chandler nie zawsze daje powieść, która wpisuje się w jakieś czyjeś wąskie pojęcie na temat gatunku kryminalnego, należy dostrzegać to, co kryje się poza nim. A poza nim kryje się po prostu świetna literatura. I kryminał zresztą też.
O tym, jak bardzo Raymond Chandler był uzależniony od pisania o rzeczywistości, która go aktualnie otaczała, świadczy jego ostatnia (ostatnia ukończona w całości) powieść zatytułowana „Playback”. Utwór powstawał w czasach, kiedy Chandler już rzadko przebywał w Los Angeles, za to coraz bliższe były mu realia dalekie od wielkomiejskich. Z...
Niestety, ale "Playback" jako kryminał nie zachwyca. W fabule brak budowania napięcia, zwrotów akcji, bohaterowie poboczni są płytcy, a w większości zupełnie niepotrzebni. Przygody miłosne głównego bohatera pasują do tej historii jak pięść do oka. Jednakże tylko Philip Marlowe zasługuje tu na uwagę. Jego styl bycia od razu przywiódł mi na myśl Myrona Bolitara - bohatera cyklu Harlana Cobena, którego uwielbiam.
Jeżeli ktoś lubi historie, w których główny bohater z kapelusza wyciąga rozwiązania, bez jakiejkolwiek dedukcji - to polecam.
Niestety, ale "Playback" jako kryminał nie zachwyca. W fabule brak budowania napięcia, zwrotów akcji, bohaterowie poboczni są płytcy, a w większości zupełnie niepotrzebni. Przygody miłosne głównego bohatera pasują do tej historii jak pięść do oka. Jednakże tylko Philip Marlowe zasługuje tu na uwagę. Jego styl bycia od razu przywiódł mi na myśl Myrona Bolitara - bohatera...
Tym razem Philip Marlowe ewidentnie się nudzi. Bierze zlecenie od jakiegoś szychy adwokackiego na śledzenie pewnej damulki. Przygląda się jej, jeździ za nią, zdaje z tych czynności relacje adwokatowi, itp. Ale im dłużej się jej przygląda, to widzi, że kobitka jest w niezłych tarapatach, a jakieś typki wokół niej próbują ją szantażować. No i Marlowe, jak to Marlowe, ujawnia się i próbuje, mimo jej sprzeciwów, na siłę ją chronić, plując sobie w brodę od czasu do czasu na myśl w co on się pakuje. Będzie jeden trup, dużo bójek, no i dużo, jak na Chandlera, rozmów o miłości. Oprócz tego styl. Nie do podrobienia. Ktoś napisał, że lepszy jest Mankell, Coben, itp., a tutaj to nudy w porównaniu z nimi. Może i tak, tylko że te książki inaczej się czyta. Ja czytając Chandlera nie oczekuję z gęsią skórką na to CO się wydarzy, ale JAK się wydarzy. Bo czasami w jego książkach nie dzieje się dużo, ale za to jak. Mało istotne dla akcji elementy wydaje się, że są przeciągane, ale to jest inny wymiar. Wystarczy jakaś zdawkowa rozmowa naszego detektywa a już fajerwerki rozpruwają niebo. Nie przechodzimy przez labirynt szybko szukając wyjścia, ale czasami stajemy opukujemy ściany, a czasami w nie nawet wsiąkamy…
No a na końcu książki Philip Marlowe dostaje propozycję nie do odrzucenia…
Tym razem Philip Marlowe ewidentnie się nudzi. Bierze zlecenie od jakiegoś szychy adwokackiego na śledzenie pewnej damulki. Przygląda się jej, jeździ za nią, zdaje z tych czynności relacje adwokatowi, itp. Ale im dłużej się jej przygląda, to widzi, że kobitka jest w niezłych tarapatach, a jakieś typki wokół niej próbują ją szantażować. No i Marlowe, jak to Marlowe, ujawnia...
Ta książka jest tak zła, że nie wiem co napisać. Niby to kryminał, a chyba koło niego nie stał. Intryga ma takie napięcie jak robienie jedzenia w mikrofalówce. Sprawa, o ile to można nazwać sprawą, jaką prowadzi Marlowe jest dziwna. Więcej to on się wyleguje niż szuka. Historia nie trzyma się w ogóle kupy. Strasznie szarpana. Zakończenie wymyślone chyba przy porannej kawie. 3xnie dla tej książki. Niby Chandler jest mistrzem kryminału, a osobiście uważam, że jego książki są słabe. Wole poczytać zapomnianego przez wszystkich Rossa MaCdonalda.
Philip Marlowe dostaje zadanie śledzenia Eleanor King. Jedzie za nią, aż do Esmeraldy koło San Diego.
Ta książka jest tak zła, że nie wiem co napisać. Niby to kryminał, a chyba koło niego nie stał. Intryga ma takie napięcie jak robienie jedzenia w mikrofalówce. Sprawa, o ile to można nazwać sprawą, jaką prowadzi Marlowe jest dziwna. Więcej to on się wyleguje niż szuka. Historia nie trzyma się w ogóle kupy. Strasznie szarpana. Zakończenie wymyślone chyba przy porannej kawie....
Bohater chandlerowski to mój ulubieniec.
Outsider, twardy na zewnątrz ,miękki w środku .
Facet z zasadami, odporny na pokusy wszelakie ,pieniężne i niewieście - no cóż czasami skorzysta z tych ostatnich ,ale chwilowo i niejako dla relaksu.
Małomówny bystrzak,nic mu nie umknie.
Lubi sobie wypić i pali jak smok.
W tych oparach dymu snuje się zawsze historia Marlowa jak bluesowa melodia , tak jak ona nieśpieszna ale jakże piękna.
Bohater chandlerowski to mój ulubieniec.
Outsider, twardy na zewnątrz ,miękki w środku .
Facet z zasadami, odporny na pokusy wszelakie ,pieniężne i niewieście - no cóż czasami skorzysta z tych ostatnich ,ale chwilowo i niejako dla relaksu.
Małomówny bystrzak,nic mu nie umknie.
Lubi sobie wypić i pali jak smok.
W tych oparach dymu snuje się zawsze historia Marlowa jak...
Klasyka kryminału. Bardzo fajna i spokojna książka. Akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. Detektyw dostaje zlecenie więc rusza za kobietą, która jest oskarżona o zabójstwo męża. Zdaniem Philpa kobita nie zachowuje się podejrzanie. Jest szantażowana i roztrzęsiona. Swoje problemy często topi w alkoholu. Detektyw zostaje zwolniony ze swojego zadania jednak ta sprawa nie daje mu spokoju i poszukuje rozwiązania na własną rękę. Podczas tych intryg bardzo zbliża się do kobiety,którą śledził na początku, pomaga jej.
Klasyka kryminału. Bardzo fajna i spokojna książka. Akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. Detektyw dostaje zlecenie więc rusza za kobietą, która jest oskarżona o zabójstwo męża. Zdaniem Philpa kobita nie zachowuje się podejrzanie. Jest szantażowana i roztrzęsiona. Swoje problemy często topi w alkoholu. Detektyw zostaje zwolniony ze swojego zadania jednak ta sprawa nie...
Pomysł o tyle dobry, że mogłaby być z tego naprawdę dobra książka. Jednak ciągnęła się jak flaki w oleju. Na początku zapowiadało się dobrze. Jakieś tajemnicze zlecenie, a potem się to ciągnie. Niestety to nie Mankell, a tym bardziej Coben.
Zapowiadało się fajnie, a skończyło nie fajnie ;-D.
Pomysł o tyle dobry, że mogłaby być z tego naprawdę dobra książka. Jednak ciągnęła się jak flaki w oleju. Na początku zapowiadało się dobrze. Jakieś tajemnicze zlecenie, a potem się to ciągnie. Niestety to nie Mankell, a tym bardziej Coben.
Zapowiadało się fajnie, a skończyło nie fajnie ;-D.
Ostatnia opowieść z detektywem Marlowem. Dla mnie była zakręcona i nieco skomplikowana. Jednak bardzo przyjemnie się ją czytało. Polecam
Ostatnia opowieść z detektywem Marlowem. Dla mnie była zakręcona i nieco skomplikowana. Jednak bardzo przyjemnie się ją czytało. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPRZESMUTNA. intryga dziwna, atmosfera gęsta. rip chandler
PRZESMUTNA. intryga dziwna, atmosfera gęsta. rip chandler
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to6,5
6,5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDaje solidną dawkę klasycznego, eleganckiego kryminału.
Daje solidną dawkę klasycznego, eleganckiego kryminału.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatnia, siódma powieść Raymonda Chandlera (nie licząc niedokończonej "Tajemnice Poodle Springs").
Wielka szkoda...
A taki np. R. Mróz, według oszczędnych wyliczeń, stworzył już ich ponad 70, a ponoć dopiero się rozkręca...
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
Ostatnia, siódma powieść Raymonda Chandlera (nie licząc niedokończonej "Tajemnice Poodle Springs").
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielka szkoda...
A taki np. R. Mróz, według oszczędnych wyliczeń, stworzył już ich ponad 70, a ponoć dopiero się rozkręca...
Nie ma sprawiedliwości na tym świecie!
“Playback”, czyli siódma część przygód detektywa Marlowe’a autorstwa Raymonda Chandlera, ma zdecydowanie mniej polotu niż poprzednie części. Zastanówmy się, dlaczego.
Filip Marlowe zostaje wynajęty przez agencję adwokacką, aby odszukać pewną dziewczynę, nie nawiązując z nią kontaktu. Znajduje ją już w jednym z pierwszych rozdziałów, a nawiązuje z nią kontakt niedługo potem. Pozornie bezsensowne działanie ma swoje uzasadnienie: detektyw czuje, że dostał mocno podejrzaną robotę i na własną rękę próbuje zrozumieć, o co chodzi.
Sprawa pozostaje skomplikowana niemal do końca książki. W toku fabuły pojawiają się kolejne postacie, których rola pozostaje niejasna. Po drodze padają groźby, a po czasie również trupy. Marlowe próbuje to wszystko zrozumieć, choć i tak, praktycznie do samego końca, nie wie nawet, co właściwie chce osiągnąć w całej tej sprawie ani dla kogo ostatecznie pracuje.
To wszystko z pozoru buduje wciągającą intrygę, jednak “Playback” ma kilka wad.
Przede wszystkim, brakuje tu tak ostrego języka jak na przykład w “Siostrzyczce”. Może to wina tłumaczenia, jednak stylistyka noir i cynizm w dialogach są tu stonowane, więc podczas czytania brakuje spontanicznych parsknięć śmiechem wywołanych trafnymi opisami. Pojawiają się natomiast aż trzy wątki romantyczne, które, moim zdaniem, nic nie wnoszą.
Gdy opisywałem “Długie pożegnanie”, wspomniałem o patetyczności. W “Playbacku” reguły, którymi kieruje się Marlowe, są na pierwszym planie i okazuje się, że wcale nie wypada to najlepiej. Detektyw wmieszany w sprawę z zabójstwem w tle raz przyjmuje, a raz oddaje pieniądze zleceniodawcom - zależnie od tego, czy czuje się z nimi dobrze, czy nie - co wypada dość nierealistycznie.
Mając na uwadze to wszystko, nie mogę jednak powiedzieć, że “Playback” to zła książka. Jest po prostu średnia. Nie porwała mnie, choć też nie odpychała. Zakończenie serii w tej książce było dobrym posunięciem i autor zrobił to w sposób jednoznaczny. Niemniej, poczytałbym jeszcze coś o przygodach tego detektywa alkoholika z Los Angeles…
Link do wpisu 🔗
https://xiegozbior.pl/zajawki/2025/05/17/raymond-chandler-playback.html
“Playback”, czyli siódma część przygód detektywa Marlowe’a autorstwa Raymonda Chandlera, ma zdecydowanie mniej polotu niż poprzednie części. Zastanówmy się, dlaczego.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFilip Marlowe zostaje wynajęty przez agencję adwokacką, aby odszukać pewną dziewczynę, nie nawiązując z nią kontaktu. Znajduje ją już w jednym z pierwszych rozdziałów, a nawiązuje z nią kontakt niedługo...
Na początku jest standardowy klimacik detektywistyczny do którego przyzwyczaił nasz Raymond Chandler. Niestety gdzieś po drodze coś się psuje. Odnoszę wrażenie, że fabuła się zagubiła i odjechała prawie bez pożegnania.
Na początku jest standardowy klimacik detektywistyczny do którego przyzwyczaił nasz Raymond Chandler. Niestety gdzieś po drodze coś się psuje. Odnoszę wrażenie, że fabuła się zagubiła i odjechała prawie bez pożegnania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChandler. Klasyka. Nic dodać.
Chandler. Klasyka. Nic dodać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety po długim pożegnaniu poziom spada na łeb na szyję. W dalszym ciągu główny bohater raczy nas swoimi cynicznymi uwagami, dialogi są dobre jednak fabuła i intryga są najgorsze z wszystkich dotychczasowych książek w serii.
Niestety po długim pożegnaniu poziom spada na łeb na szyję. W dalszym ciągu główny bohater raczy nas swoimi cynicznymi uwagami, dialogi są dobre jednak fabuła i intryga są najgorsze z wszystkich dotychczasowych książek w serii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo depresyjnym „Długim pożegnaniu” krótka, lekka i mocno letnia historia, która zamyka cykl Chandlera o Philipie Marlowe (kolejnej powieści pt. „Poodle Springs” autor niestety już nie ukończył). Widać tu pewne zmęczenie konwencją oraz mocno pretekstowe podejście do wątku kryminalnego. Marlowe jest bardziej niż zwykle krotochwilny, a zbrodnicze cienie padają dość blado na małomiasteczkową intrygę. Lektura jest wprawdzie przyjemna, dialogi miejscami przezabawne i błyskotliwe, ale brakowało mi mrocznego klimatu z pierwszych części cyklu i barwnych postaci drugoplanowych. Jeśli mamy tu zbrodnię - to jest to w zasadzie wypadek, jeśli gangster - to na emeryturze, jeśli femme fatale - to tylko do czasu (w tej części kobiety to żadne tam modliszki, a raczej zbłąkane owieczki, które nad wyraz łatwo padają naszemu bohaterowi w ramiona). „Playback” to najkrótsza powieść z całego cyklu, czyta się ją błyskawicznie i - choć sam styl Chandlera nie zawodzi - to niestety równie szybko się on niej zapomina.
Po depresyjnym „Długim pożegnaniu” krótka, lekka i mocno letnia historia, która zamyka cykl Chandlera o Philipie Marlowe (kolejnej powieści pt. „Poodle Springs” autor niestety już nie ukończył). Widać tu pewne zmęczenie konwencją oraz mocno pretekstowe podejście do wątku kryminalnego. Marlowe jest bardziej niż zwykle krotochwilny, a zbrodnicze cienie padają dość blado na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja rozwija się bardzo, ale to bardzo powoli. Nie wiem czy to jest kwestia stylu, czy tłumaczenia, ale cześć wypowiedzi wydaje się być urwana w połowie. Pewne rzeczy dzieją się nielogicznie i bez wprowadzenia. Ogólnie ciężko się mi ją czytało.
Akcja rozwija się bardzo, ale to bardzo powoli. Nie wiem czy to jest kwestia stylu, czy tłumaczenia, ale cześć wypowiedzi wydaje się być urwana w połowie. Pewne rzeczy dzieją się nielogicznie i bez wprowadzenia. Ogólnie ciężko się mi ją czytało.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo z kolei mój ulubiony Chandler, warto zerknąć :)
TO KSIĄŻKA Z MOJEJ LISTY "MUST SEE" POLECAM KAŻDĄ KTÓRA NA NIEJ JEST
To z kolei mój ulubiony Chandler, warto zerknąć :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTO KSIĄŻKA Z MOJEJ LISTY "MUST SEE" POLECAM KAŻDĄ KTÓRA NA NIEJ JEST
"Playback" to jeden z kryminałów w którym główną rolę gra prywatny detektyw Philip Marlowe. Typowy amerykański twardziel nie stroniący od alkoholu, zawsze wyluzowany i honorowy. Ten typ bohatera, którego lubią kobiety ale on i tak się z żadną nie wiąże na stałe. Rozwiązuje sprawy a my widzimy go w prochowcu i kapeluszu, w wersji czarno-białej a w tle gra saksofon. Jak w filmach z lat 50.
"Playback" to jeden z kryminałów w którym główną rolę gra prywatny detektyw Philip Marlowe. Typowy amerykański twardziel nie stroniący od alkoholu, zawsze wyluzowany i honorowy. Ten typ bohatera, którego lubią kobiety ale on i tak się z żadną nie wiąże na stałe. Rozwiązuje sprawy a my widzimy go w prochowcu i kapeluszu, w wersji czarno-białej a w tle gra saksofon. Jak w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNic szczególnego mnie w tej książce nie urzekło, no może poza kilkoma błyskotliwymi wypowiedziami głównego bohatera.
Nic szczególnego mnie w tej książce nie urzekło, no może poza kilkoma błyskotliwymi wypowiedziami głównego bohatera.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrafiła do mnie przez przypadek (bookcrossing'owa półka w pracy). Przypomniały mi się inne książki Chandlera jakie czytałem na początku liceum. Taka sentymentalna podróż, po staroświeckim pisarstwie kryminalnym, pełna niemodnych, stereotypowych, czy wręcz niepoprawnych politycznie i społecznie w dzisiejszych czasach treści. Mimo, że fabuła nie porywa, a styl traci myszką, to warto po tę "broszurkę" sięgnąć by wrócić do przeszłości.
Trafiła do mnie przez przypadek (bookcrossing'owa półka w pracy). Przypomniały mi się inne książki Chandlera jakie czytałem na początku liceum. Taka sentymentalna podróż, po staroświeckim pisarstwie kryminalnym, pełna niemodnych, stereotypowych, czy wręcz niepoprawnych politycznie i społecznie w dzisiejszych czasach treści. Mimo, że fabuła nie porywa, a styl traci myszką,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie bardzo widzę związek między tytułem a treścią książki. Przedostatnia z serii, w której bohaterem jest Philip Marlowe. Dostaje zlecenie, aby śledzić kobietę jadącą dokądś pociągiem. Biednemu detektywowi nikt, łącznie z klientem, nie chce powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Prawda jest towarem niezmiernie deficytowym. Na czym polega zagadka, też nie bardzo wiadomo.
Nie podobał mi się przedstawiony świat, a zwłaszcza stosunek do kobiet. Mogłabym przeżyć, że Marlowe flirtuje z każdą co ładniejszą. Ale dlaczego one od razu idą z nim (i nie tylko) do łóżka, jeśli akurat nie mają lepszego pomysłu na wieczór? Seksistowskie żarciki — że jeśli sekretarka potrafi pisać na maszynie, to już niemal uchodzi za geniusza. Oprócz tego można pyskującą babę uderzyć w knajpie i nikomu to zbytnio nie przeszkadza.
Więcej marudzenia tutaj: http://finklaczyta.blogspot.com/2017/11/playback-obcy-swiat.html
Nie bardzo widzę związek między tytułem a treścią książki. Przedostatnia z serii, w której bohaterem jest Philip Marlowe. Dostaje zlecenie, aby śledzić kobietę jadącą dokądś pociągiem. Biednemu detektywowi nikt, łącznie z klientem, nie chce powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Prawda jest towarem niezmiernie deficytowym. Na czym polega zagadka, też nie bardzo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarlowe – detektyw z zasadami
O tym, jak bardzo Raymond Chandler był uzależniony od pisania o rzeczywistości, która go aktualnie otaczała, świadczy jego ostatnia (ostatnia ukończona w całości) powieść zatytułowana „Playback”. Utwór powstawał w czasach, kiedy Chandler już rzadko przebywał w Los Angeles, za to coraz bliższe były mu realia dalekie od wielkomiejskich. Z biografii Raymonda Chandlera autorstwa Toma Hineya dowiadujemy się, że fakt ten sprawiał mu już trudność podczas pracy nad „Długim pożegnaniem”. Toteż akcja „Playbacku” została umiejscowiona w małym miasteczku w Kalifornii. Bynajmniej jednak nie oznacza to, iż będziemy mieć do czynienia z sielanką, lub powolnym trybem małomiasteczkowego życia. Nie w czasach Chandlera. Bezprawie bowiem sięgało wtedy swoimi mackami również daleko poza wielkie metropolie pokroju Los Angeles. „Playback” to kolejna odsłona zepsutego świata, dla którego jedyną nadzieją są ludzie pokroju Philipa Marlowe’a.
Tym razem widzimy go nie jak wkracza do posiadłości bogaczy, lecz jak odbiera telefon z nowym zleceniem. Pewien prawnik pragnie go wynająć, aby śledził tajemniczą kobietę. W dodatku ów prawnik zdaje się być równie tajemniczy (choć może bardziej po prostu gburowaty i zbyt pewny siebie, niż tajemniczy). Nie chce zdradzić detektywowi żadnych szczegółów, poza tym, że oczekuje od niego sprawozdania na temat poczynań kobiety. Marlowe zgadza się. Oczywiście z charakterystycznymi dla niego komentarzami i pewnością siebie. Poza tym ów prawnik chyba wcześniej nie zrobił należytego rozeznania na temat Marlowe’a, bo gdyby tak było, to wiedziałby, że nie jest on zwykłym tajniakiem, który wykonuje zlecenia bez zadawania zbędnych pytań. Marlowe nie jest frajerem, który będzie wykonywał robotę, nie wiedząc po co i dlaczego. Śledząc dziewczynę szuka też odpowiedzi na pytanie, po co został wynajęty. Przy okazji okaże się, że zgoda na pracę dla prawnika doprowadzi Marlowe’a do poznania nie tylko jednej atrakcyjnej kobiety, lecz dwóch, które bez większych oporów ulegną jego wdziękowi. Nie jest to jednak oczywiście meritum całej książki.
A co nim jest? Oczywiście sam Marlowe i świat, w którym próbuje ustanowić choć odrobinę sprawiedliwości. Okazuje się bowiem, że tak jak siatka powiązań w dużej metropolii jest ściśle spleciona między bogaczami, urzędnikami wymiaru sprawiedliwości i gangsterami, to w mniejszym miasteczku wygląda to tak samo (znamienne słowa teścia śledzonej przez Marlowe’a dziewczyny). Najgorzej w takim świecie mają policjanci, którzy chcą swoją pracę wykonywać sumiennie. Czasem jednak muszą odpuścić, bo spotykają się z utrudnieniami ze strony skorumpowanych przełożonych. Marlowe natomiast jest w lepszej sytuacji, choć niejednokrotnie wpada w kłopoty, zadzierając z nieodpowiednimi ludźmi. „Playback” to opowieść o detektywie, który wciąż trzyma się zasad. Mimo że jego działania czasem polegają na nierespektowaniu prawa, to zawsze wierny jest poczuciu własnej sprawiedliwości i moralności. Marlowe to nie ten typ, co weźmie forsę, nie wykonawszy należycie zadania. On woli ją oddać, jeśli uważa, że nie wywiązał się z zobowiązania. Jest trochę idealistą, ale dzięki niemu mroczny świat, w którym się porusza, staje się choć odrobinę do zniesienia.
„Playback” to trochę słabsza powieść Chandlera (o czym wspomina w autobiografii Tom Hiney, przywołując opinie ówczesnych krytyków), ale nie można przejść obok niej obojętnie nie dostrzegając takich smaczków jak dialogi, ponownie obrazu zepsucia, postaci Marlowe’a, opisu czym (a raczej kim) jest rozsądek, czy sceny, kiedy Marlowe wraca do pustego domu. Zamiast narzekać, że Chandler nie zawsze daje powieść, która wpisuje się w jakieś czyjeś wąskie pojęcie na temat gatunku kryminalnego, należy dostrzegać to, co kryje się poza nim. A poza nim kryje się po prostu świetna literatura. I kryminał zresztą też.
Ewelina Dyda
Blog:
http://poczytajnia.wordpress.com/
Facebook:
https://www.facebook.com/recenzjeliterackie
Instagram:
https://instagram.com/poczytajnia/
Marlowe – detektyw z zasadami
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO tym, jak bardzo Raymond Chandler był uzależniony od pisania o rzeczywistości, która go aktualnie otaczała, świadczy jego ostatnia (ostatnia ukończona w całości) powieść zatytułowana „Playback”. Utwór powstawał w czasach, kiedy Chandler już rzadko przebywał w Los Angeles, za to coraz bliższe były mu realia dalekie od wielkomiejskich. Z...
ten kryminał jest tyle warty co umiejętności detektywistyczne pani Hudson.
ten kryminał jest tyle warty co umiejętności detektywistyczne pani Hudson.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toa takie se za 3 zlote, babce zostawilam bo nie ma momentow
a takie se za 3 zlote, babce zostawilam bo nie ma momentow
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, ale "Playback" jako kryminał nie zachwyca. W fabule brak budowania napięcia, zwrotów akcji, bohaterowie poboczni są płytcy, a w większości zupełnie niepotrzebni. Przygody miłosne głównego bohatera pasują do tej historii jak pięść do oka. Jednakże tylko Philip Marlowe zasługuje tu na uwagę. Jego styl bycia od razu przywiódł mi na myśl Myrona Bolitara - bohatera cyklu Harlana Cobena, którego uwielbiam.
Jeżeli ktoś lubi historie, w których główny bohater z kapelusza wyciąga rozwiązania, bez jakiejkolwiek dedukcji - to polecam.
Niestety, ale "Playback" jako kryminał nie zachwyca. W fabule brak budowania napięcia, zwrotów akcji, bohaterowie poboczni są płytcy, a w większości zupełnie niepotrzebni. Przygody miłosne głównego bohatera pasują do tej historii jak pięść do oka. Jednakże tylko Philip Marlowe zasługuje tu na uwagę. Jego styl bycia od razu przywiódł mi na myśl Myrona Bolitara - bohatera...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym razem Philip Marlowe ewidentnie się nudzi. Bierze zlecenie od jakiegoś szychy adwokackiego na śledzenie pewnej damulki. Przygląda się jej, jeździ za nią, zdaje z tych czynności relacje adwokatowi, itp. Ale im dłużej się jej przygląda, to widzi, że kobitka jest w niezłych tarapatach, a jakieś typki wokół niej próbują ją szantażować. No i Marlowe, jak to Marlowe, ujawnia się i próbuje, mimo jej sprzeciwów, na siłę ją chronić, plując sobie w brodę od czasu do czasu na myśl w co on się pakuje. Będzie jeden trup, dużo bójek, no i dużo, jak na Chandlera, rozmów o miłości. Oprócz tego styl. Nie do podrobienia. Ktoś napisał, że lepszy jest Mankell, Coben, itp., a tutaj to nudy w porównaniu z nimi. Może i tak, tylko że te książki inaczej się czyta. Ja czytając Chandlera nie oczekuję z gęsią skórką na to CO się wydarzy, ale JAK się wydarzy. Bo czasami w jego książkach nie dzieje się dużo, ale za to jak. Mało istotne dla akcji elementy wydaje się, że są przeciągane, ale to jest inny wymiar. Wystarczy jakaś zdawkowa rozmowa naszego detektywa a już fajerwerki rozpruwają niebo. Nie przechodzimy przez labirynt szybko szukając wyjścia, ale czasami stajemy opukujemy ściany, a czasami w nie nawet wsiąkamy…
No a na końcu książki Philip Marlowe dostaje propozycję nie do odrzucenia…
Tym razem Philip Marlowe ewidentnie się nudzi. Bierze zlecenie od jakiegoś szychy adwokackiego na śledzenie pewnej damulki. Przygląda się jej, jeździ za nią, zdaje z tych czynności relacje adwokatowi, itp. Ale im dłużej się jej przygląda, to widzi, że kobitka jest w niezłych tarapatach, a jakieś typki wokół niej próbują ją szantażować. No i Marlowe, jak to Marlowe, ujawnia...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSam kryminał tak na pięć gwiazdek, ale za fenomenalne teksty Marlowe'a "o życiu" należy się mały bonusik.
Sam kryminał tak na pięć gwiazdek, ale za fenomenalne teksty Marlowe'a "o życiu" należy się mały bonusik.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka jest tak zła, że nie wiem co napisać. Niby to kryminał, a chyba koło niego nie stał. Intryga ma takie napięcie jak robienie jedzenia w mikrofalówce. Sprawa, o ile to można nazwać sprawą, jaką prowadzi Marlowe jest dziwna. Więcej to on się wyleguje niż szuka. Historia nie trzyma się w ogóle kupy. Strasznie szarpana. Zakończenie wymyślone chyba przy porannej kawie. 3xnie dla tej książki. Niby Chandler jest mistrzem kryminału, a osobiście uważam, że jego książki są słabe. Wole poczytać zapomnianego przez wszystkich Rossa MaCdonalda.
Philip Marlowe dostaje zadanie śledzenia Eleanor King. Jedzie za nią, aż do Esmeraldy koło San Diego.
Ta książka jest tak zła, że nie wiem co napisać. Niby to kryminał, a chyba koło niego nie stał. Intryga ma takie napięcie jak robienie jedzenia w mikrofalówce. Sprawa, o ile to można nazwać sprawą, jaką prowadzi Marlowe jest dziwna. Więcej to on się wyleguje niż szuka. Historia nie trzyma się w ogóle kupy. Strasznie szarpana. Zakończenie wymyślone chyba przy porannej kawie....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBohater chandlerowski to mój ulubieniec.
Outsider, twardy na zewnątrz ,miękki w środku .
Facet z zasadami, odporny na pokusy wszelakie ,pieniężne i niewieście - no cóż czasami skorzysta z tych ostatnich ,ale chwilowo i niejako dla relaksu.
Małomówny bystrzak,nic mu nie umknie.
Lubi sobie wypić i pali jak smok.
W tych oparach dymu snuje się zawsze historia Marlowa jak bluesowa melodia , tak jak ona nieśpieszna ale jakże piękna.
Bohater chandlerowski to mój ulubieniec.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOutsider, twardy na zewnątrz ,miękki w środku .
Facet z zasadami, odporny na pokusy wszelakie ,pieniężne i niewieście - no cóż czasami skorzysta z tych ostatnich ,ale chwilowo i niejako dla relaksu.
Małomówny bystrzak,nic mu nie umknie.
Lubi sobie wypić i pali jak smok.
W tych oparach dymu snuje się zawsze historia Marlowa jak...
Klasyka kryminału. Bardzo fajna i spokojna książka. Akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. Detektyw dostaje zlecenie więc rusza za kobietą, która jest oskarżona o zabójstwo męża. Zdaniem Philpa kobita nie zachowuje się podejrzanie. Jest szantażowana i roztrzęsiona. Swoje problemy często topi w alkoholu. Detektyw zostaje zwolniony ze swojego zadania jednak ta sprawa nie daje mu spokoju i poszukuje rozwiązania na własną rękę. Podczas tych intryg bardzo zbliża się do kobiety,którą śledził na początku, pomaga jej.
Klasyka kryminału. Bardzo fajna i spokojna książka. Akcja rozkręca się z każdym rozdziałem. Detektyw dostaje zlecenie więc rusza za kobietą, która jest oskarżona o zabójstwo męża. Zdaniem Philpa kobita nie zachowuje się podejrzanie. Jest szantażowana i roztrzęsiona. Swoje problemy często topi w alkoholu. Detektyw zostaje zwolniony ze swojego zadania jednak ta sprawa nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPomysł o tyle dobry, że mogłaby być z tego naprawdę dobra książka. Jednak ciągnęła się jak flaki w oleju. Na początku zapowiadało się dobrze. Jakieś tajemnicze zlecenie, a potem się to ciągnie. Niestety to nie Mankell, a tym bardziej Coben.
Zapowiadało się fajnie, a skończyło nie fajnie ;-D.
Pomysł o tyle dobry, że mogłaby być z tego naprawdę dobra książka. Jednak ciągnęła się jak flaki w oleju. Na początku zapowiadało się dobrze. Jakieś tajemnicze zlecenie, a potem się to ciągnie. Niestety to nie Mankell, a tym bardziej Coben.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapowiadało się fajnie, a skończyło nie fajnie ;-D.