“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie
A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką przerwę mieliście pomiędzy zbiorami przygód o wojsławickim egzorcyście i czy Pilipiuk akurat zaczął czepiać się tematów, które w jakiś sposób Was dotykają. W moim przypadku - przerwa trwała jakieś trzy lata (czyli od premiery do premiery, perki bycia recenzentem) i to wystarczająco, żeby znowu zacząć ciepło myśleć o Bimbrowniku, a czy Pilipiuk czepia się tematów, które mnie interesują… W sumie mnie to gucio obchodzi.
Z tomu na tom jest to poniekąd ta sama książka - różnią się nieco treścią, naciskiem na pewne akcenty, ale z zasady są tym samym. Wędrowycz z kumplem Semenem robią głupoty, z rozrzewnieniem wspominają carat i dawne czasy, problemy rozwiązują na “chłopski rozum”, a Pilipiuk bawi się konwencją i cieszy, że ludzie dalej kupują to samo. Być może jest to literacki odpowiednik “Zakładu pogrzebowego A. S. Bytom” - śmieszki z oczywistych rzeczy, niby przaśne i przewidywalne, ale jednak wymuszają wydech nosem czy krótki śmiech. Mam wrażenie, że z tomu na tom Pilipiuk pozwala sobie na mniej złośliwości wobec ewenementów polskiej rzeczywistości - może mu się tubka z jadem skończyła, może mu się już nie chce. “Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” poza przydługim tytułem oferuje jedno opowiadanie spod znaku “manifest światopoglądowy”, ale nawet ono jest jakieś takieś przytulaśne i w sumie miękkie. Zależnie czego oczekujecie - to dobrze, albo źle. Według mnie dobrze.
A tak to… Co można powiedzieć o zbiorze opowiadań, który jest jedenastym tomem z serii? To samo, inny dzień, sprzedaż niezła. Fani kupią, nowicjusze w jakimś odsetku kupią zachęceni ugruntowaną pozycją na rynku i szumem (nie)zadowolonych fanów i tak się żyje na tej wsi. To, co gra w tej serii gra dalej, nawet jak się akord pomyli to koncertu nie zepsuje, a to co zgrzytało to zgrzyta, ale dajcie już spokój, kto na weselu nóżką nie tupał do disco polo?
W mojej profesjonalnej opinii… było w porządku. Dziękuję, dobranoc.
https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow
“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie
A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką...
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się już od tak wielu lat, że mogą się spokojnie porozmawiać tylko spojrzeniami. Ich przygody były jak zwykle ciekawe. Z autorem takim jak Andrzej Pilipiuk, prowadzącym takich bohaterów, jak tych dwóch, nigdy nie wiadomo, gdzie poniesie ich historia. Czy nawet prehistoria.
Podobały mi się nawiązania do wcześniejszych opowiadań, które nie są jednak niezbędne, by zrozumieć obecną opowieść. Było to miłe puszczenie oka do czytelników, którzy towarzyszyli egzorcyście i jego przyjacielowi przez poprzedni dziesięć tomów. Doceniam też nawiązania do innych książek, z, wydawałoby się, innego universum Autora. Przyjemnie jest patrzeć, jak niektóre przygody łączą bohaterów, którzy nie mają ze sobą prawie nic wspólnego.
Jednak… Ta część to już nie było do końca to, za co tak polubiłam Jakuba i Semena. Można było tu przeczytać dużo więcej o Bardakach i dużo głębiej wejść między członków tego wrogiego klanu. Aż nieswojo się czułam, kiedy to oni byli głównymi bohaterami kilku opowiadań.
Poczucie humoru też nie było już niestety tak świeże i zaskakujące. Nie dziwię się jednak i nie jest to z mojej strony zarzut - w końcu napisać 11 tomów opowieści o dwóch pijanych staruszkach i utrzymać tę serię na równym poziomie to nie lada wyzwanie. Tak jak poprzednie części, tak też ta jest lekką, przyjemną książką, przy której można odpocząć. Między innymi od logiki, przewidywalności i racjonalnego myślenia. Tu królują mieszanki genetyczne z pająkiem, magiczne sygnety czy podróże w czasie.
Mimo, że książka mnie nie porwała, mogę powiedzieć, że nie była też zła. A fani Wędrowycza na pewno znajdą w niej coś dla siebie.
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się...
Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z instrumentem i pomagają syrence warszawskiej. A Wojsławice okazują się bardziej cywilizowane ode mnie i większości moich znajomych, bo mają zmywarkę!
W tej części, co pewnie dla wielu będzie istotną informacją, Wędrowycz w końcu zajmuje oficjalne stanowisko wobec Rosji i prowadzonej przez nią obecnie wojny.
Najlepsze historyjki? Teodor, Fortepian, Burzowa Kuchnia, Szara Tynktura. Najsłabsza – zdecydowanie Program Ikar. No i minus dla Zielonego czynnika za hejt dla warzywka, które lubiłam w szkole i lubię nadal. I w sumie chyba dzisiaj nawet sobie na obiad zjem, a co. Najgorszym daniem ze szkolnej stołówki były dla mnie tłuste mięcha oraz brukselka, i nadal nie darzymy się sympatią.
Największa wada – powtarzalność. Sporo żartów już było, i nie chodzi o tworzenie recurring jokes, ale sprawia wrażenie raczej jakby autor zapomniał, co gdzie napisał albo jakby uważał swoje poczucie humoru za tak rozbrajające, że nie zaszkodzi opowiedzieć tego samego tekstu 30 razy. Jak słusznie zauważyli inni czytelnicy w sieci, żart o oglądaniu gołych bab w sieci powtarza się co najmniej kilkakrotnie w jednym tomie. Również obsesja Pilipiuka na punkcie ekologii i ochrony środowiska przybiera już formy, które bardziej pasowałyby do profilu twitterowego redaktora Łukasza W. niż książkę o Jakubie. W jednym z opowiadań sięgnęła już zenitu i tak obficie się wylała, aż poczułam nadzieję, że może autor już się nią znudzi i nie upchnie jej w kolejnej części. Bo liczę na kolejną część – chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, jakby Pilipiuk chciał nas przygotowywać powoli na pożegnanie z Jakubem, niestety.
Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z...
Po trzecim tomie Wędrowycza stwierdziłam, że pomysł się wyczerpał i więcej nie będę go czytać. Ale ten trafił mi w ręce przypadkowo. Akurat nie było niczego innego. Może długa przerwa sprawiła, że znów się dobrze bawiłam. Nie jest to takie świeże i zaskakujące, obrazoburcze jak pierwsze opowiadania, ale wciąż bawi.
Po trzecim tomie Wędrowycza stwierdziłam, że pomysł się wyczerpał i więcej nie będę go czytać. Ale ten trafił mi w ręce przypadkowo. Akurat nie było niczego innego. Może długa przerwa sprawiła, że znów się dobrze bawiłam. Nie jest to takie świeże i zaskakujące, obrazoburcze jak pierwsze opowiadania, ale wciąż bawi.
Pilipiuk, jak to Pilipiuk - do nowego tomu historii o najsłynniejszym bimbrowniku znad Wisły wplótł ogrom prostego (acz często błyskotliwego) humoru, jeszcze więcej celnych obserwacji społecznych i całą wannę typowego dla siebie absurdu. Historia o tajnym laboratorium nazistów czy przewrotna opowiastka o kandydaturze Bardaka uznaję za najmocniejsze punkty. Kto lubi Wędrowycza z pewnością się nie zawiedzie.
Pilipiuk, jak to Pilipiuk - do nowego tomu historii o najsłynniejszym bimbrowniku znad Wisły wplótł ogrom prostego (acz często błyskotliwego) humoru, jeszcze więcej celnych obserwacji społecznych i całą wannę typowego dla siebie absurdu. Historia o tajnym laboratorium nazistów czy przewrotna opowiastka o kandydaturze Bardaka uznaję za najmocniejsze punkty. Kto lubi...
Jakub Wędrowycz kończy 25 lat ale pomimo tak młodego wieku niejedno już przeżył. Czasem jego przygody były bardziej wciągające innym razem dosyć nudne ale można stwierdzić, że stara się trzymać poziom…byle jaki ale poziom.
Ostatni tom jego przygód jest podobny do poprzednich. Pewne historie są błyskotliwe i złośliwie komentują naszą rzeczywistość. Inne nie do końca. Ale wciąż jest to dobra i zabawna rozrywka, o ile ktoś lubi czytaj o złośliwym, pijanym staruchu.
Jakub Wędrowycz kończy 25 lat ale pomimo tak młodego wieku niejedno już przeżył. Czasem jego przygody były bardziej wciągające innym razem dosyć nudne ale można stwierdzić, że stara się trzymać poziom…byle jaki ale poziom.
Ostatni tom jego przygód jest podobny do poprzednich. Pewne historie są błyskotliwe i złośliwie komentują naszą rzeczywistość. Inne nie do końca. Ale...
Wędrowycz się kończy?
Jakub Wędrowycz znowu powraca, ale czy nasz bimbrownik trzyma ten sam poziom co zawsze?
Odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż się wydaje.
To chyba pierwszy tom, kiedy poczułem, że Wędrowycz naprawdę się kończy.
Świat się zmienia - i to mocno
Nasz Jakub zawsze był pokazywany jako ktoś stary, ale w tym tomie świat zmienia się szczególnie mocno:
Już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się szokującej rzeczy:
Jeden z Bardaków (największej zarazy, jaka nawiedziła ziemię wojsławicką) ukończył studia!
Co prawda jeszcze pomaga rodzinie w polu i w ich planach demograficznych (bo Bardaki mnożą się na potęgę), ale... widać zmiany
W ostatnim rozdziale:
U Jakuba pojawia się nawet elektryczność - coś, czego obawiał się tyle lat
Sam Jakub zastanawia się: "Może czas odpuścić? Może czas, żeby świat ratowali inni bohaterowie jak Spider-Man albo Voldemort?"
To jest naprawdę mocny moment. Jakub Wędrowycz myśli o odejściu. 😢
Problem wtórności - niestety da się wyczuć
Przy całej zabawie, niestety da się wyczuć pewną wtórność:
❌ Żart o tym, że Voldemort jest bohaterem - pojawił się już w poprzednich tomach
❌ Informacja, że Jakub z Semenem używają internetu do oglądania filmów 18+ - pojawia się w tym tomie 2-3 razy
❌ Ostatni rozdział jest koncepcyjnie bardzo podobny do "Wyborów" z poprzednich tomów (Izydor Bardak wygrywa wybory i zaczyna rządy terroru)
Wtórność najbardziej widać w ostatnim rozdziale.
Ale bawiłem się dobrze!
Jednak nie mogę powiedzieć, że bawiłem się źle!
✅ Opowiadania są jak zawsze żywe
✅ Groteskowe przygody Jakuba to coś, czego nie zobaczysz u innych
✅ Ta pewna wtórność nawet mi nie przeszkadzała - Jakub jest tak nietuzinkowy, że nawet ze znanych schematów umie wyjść obronną ręką
Cameo i powroty ulubionych bohaterów
Oczywiście Jakub nie istnieje w próżni, a Pilipiuk jak zawsze umieszcza:
✅ Cameo swoich innych postaci
✅ Nawiązania do literatury (Zbigniew Nienacki!)
✅ Powroty ulubionych bohaterów:
Bardaki knują na potęgę
Nasi dentyści-ninja z czasów II wojny światowej
Ale... Wojsławice wydają się mniejsze
Niestety fani innych Wędrowyczów mogą czuć się rozczarowani:
❌ Rodzina Jakuba się nie pojawia
❌ Zabrakło mojego ulubieńca - wielkiego grafomana
❌ Oficer Birski pojawia się chyba tylko w jednym rozdziale
❌ Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem choćby Józefa Paczenka
Generalnie Wojsławice wydają się jakby mniejsze.
Za to Semena będzie pod dostatkiem! 😄
Werdykt
Może brzmi to, jakbym krytykował ten tom, ale to kompletnie niezamierzone.
Wędrowycz wciąż jest w formie:
Wciąż ratuje świat
Pędzi bimber
Tępi bardacką zarazę
Ale czy wchodzi w XXI wiek?
Tego jeszcze nikt nie wie... 🤔
To chyba pierwszy tom, gdzie czuć, że seria się kończy. Świat się zmienia (Bardaki kończą studia! Elektryczność u Jakuba!), a sam bohater zastanawia się nad odejściem.
Da się wyczuć wtórność (powtarzające się żarty, koncepcyjnie podobne rozdziały), ale humor i groteskowość wciąż działają.
Wędrowycz się kończy?
Jakub Wędrowycz znowu powraca, ale czy nasz bimbrownik trzyma ten sam poziom co zawsze?
Odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż się wydaje.
To chyba pierwszy tom, kiedy poczułem, że Wędrowycz naprawdę się kończy.
Świat się zmienia - i to mocno
Nasz Jakub zawsze był pokazywany jako ktoś stary, ale w tym tomie świat zmienia się szczególnie...
Chyba powoli kończy się pewna epoka. Jakub coraz więcej mówi o starości, narzeka i jest wiele wstawek, które odbierałem jako zalążek pożegnania i szczerze cieszy mnie to, jeśli mam racje. Większość historii nie zainteresowała. Dobrych może ze 2 i niektóre "ok" ale kolejne tomy wydają się już mocno powtarzalne plus od dawna brakuje mi tego co w pierwszych tomach, czyli tego, że krótkie, zabawne lub po prostu infantylne historyjki miały do towarzystwa, dłuższą i często ciekawsze. Z obecnych większość zapewne szybko zapomnę, a te gdzie w zasadzie Jakuba mogłoby nie być bo inne postacie same się zajechały odpadną pierwsze. Patrzę na komentarze i widzę, że wielu osobom już się troszkę przejada. Bardzo chciałbym wierzyć, że dostaniemy jeszcze maksymalnie jeden tom z jakimś ładnym finałem, bo zwyczajnie formuła się wyczerpuje. A naprawdę nie chciałbym, żeby to uniwersum podzieliło los Inkwizytora spod ręki Piekary, który jest już podgniłym a ciągle odgrzewanym kotletem.
Chyba powoli kończy się pewna epoka. Jakub coraz więcej mówi o starości, narzeka i jest wiele wstawek, które odbierałem jako zalążek pożegnania i szczerze cieszy mnie to, jeśli mam racje. Większość historii nie zainteresowała. Dobrych może ze 2 i niektóre "ok" ale kolejne tomy wydają się już mocno powtarzalne plus od dawna brakuje mi tego co w pierwszych tomach, czyli tego,...
Nie wiem, czy to jednorazowy spadek formy, czy początek równi pochyłej, ale coś tu ewidentnie nie zagrało. I to wyraźnie, bo z książki wieje nudą i wtórnością. Przeczytałem to do końca tylko dlatego, że - jako wierny czytelnik przygód Jakuba Wędrowycza - liczyłem na chociaż pojedynczy przebłysk czegoś ciekawszego. Nic z tego: najwyraźniej formuła się wyczerpała. Albo to ja jakoś wyrosłem czytelniczo z książek pana Pilipiuka, który nazywając siebie (od zawsze) grafomanem, chyba jeszcze nigdy nie był tak bliski prawdy...
Nie wiem, czy to jednorazowy spadek formy, czy początek równi pochyłej, ale coś tu ewidentnie nie zagrało. I to wyraźnie, bo z książki wieje nudą i wtórnością. Przeczytałem to do końca tylko dlatego, że - jako wierny czytelnik przygód Jakuba Wędrowycza - liczyłem na chociaż pojedynczy przebłysk czegoś ciekawszego. Nic z tego: najwyraźniej formuła się wyczerpała. Albo to ja...
Czytałem trochę negatywnych opinii przed lekturą, ale starałem się nimi nie sugerować. I jak dla mnie to całkiem udana książka, czytało się lekko i przyjemnie, wciągnąłem całość w jeden dzień. Jakub trochę ewoluuje a jednocześnie nadal jest sobą. Opowiadania zróżnicowanej długości i tematyki. Nie żałuję lektury.
Czytałem trochę negatywnych opinii przed lekturą, ale starałem się nimi nie sugerować. I jak dla mnie to całkiem udana książka, czytało się lekko i przyjemnie, wciągnąłem całość w jeden dzień. Jakub trochę ewoluuje a jednocześnie nadal jest sobą. Opowiadania zróżnicowanej długości i tematyki. Nie żałuję lektury.
Troszkę słabsza niż części poprzednie. Opowiadania troszkę się dublują, są do siebie dosyć podobne. Brakło trochę smaczków, które dodatkowo ubarwiały wcześniejsze tomy, np wizyta Piotrusia czy akcje z czasów II wojny (jest mała wzmianka ale niezbyt istotna). Dalej można się pośmiać, dużo czasu otrzymuje ród Bardaków, co też jest ciekawe jednak traci na tym sam Jakub. Dodatkowo lektor kilka razy jakby zamienił głosy Semena i Jakuba co wprawia słuchającego w zakłopotanie.
Troszkę słabsza niż części poprzednie. Opowiadania troszkę się dublują, są do siebie dosyć podobne. Brakło trochę smaczków, które dodatkowo ubarwiały wcześniejsze tomy, np wizyta Piotrusia czy akcje z czasów II wojny (jest mała wzmianka ale niezbyt istotna). Dalej można się pośmiać, dużo czasu otrzymuje ród Bardaków, co też jest ciekawe jednak traci na tym sam Jakub....
Nie wiem, czy to kwestia dojrzałości, zmiany gustu czy czego, ale ciężko mi się czytało tę część. Jest bardzo wtórna, bohaterowie stoją w miejscu, opowiadania są nudne. Dalej to czytam, bo ciężko mi jest zazwyczaj porzucić serie w trakcie ich trwania. Autor powinien dać odpocząć tym postaciom, teraz ma się wrażenie, że to jest tylko odcinanie kuponów.
Nie spodziewałem się wiele, bo to nigdy nie były wybitne książki, ale to jedno z większych rozczarowań tego roku.
Nie wiem, czy to kwestia dojrzałości, zmiany gustu czy czego, ale ciężko mi się czytało tę część. Jest bardzo wtórna, bohaterowie stoją w miejscu, opowiadania są nudne. Dalej to czytam, bo ciężko mi jest zazwyczaj porzucić serie w trakcie ich trwania. Autor powinien dać odpocząć tym postaciom, teraz ma się wrażenie, że to jest tylko odcinanie kuponów.
Nie spodziewałem się...
Dziwna sprawa z tą częścią przygód Jakuba. Gdyby tak się zastanowić, to zawierają w sobie wszystko, co poprzednie: zabawne na równi z absurdalnymi przygody, mrugnięcia okiem do przeszłości i współczesności, charakterystyczny humor i cięty dowcip Pilipiuka... A jednak czegoś mi brakuje. Może to starość, może ogólne zmęczenie, ale było mi bardzo ciężko wciągnąć się w większość opowiadań. Chociaż jestem świeżo po lekturze, niewiele z książki pamiętam. Kolejne historie dosłownie przelatywały przeze mnie, niewiele po sobie zostawiając. Wyjątkiem były wybory w gminie, które wciągnęły jak dawniej. Z sentymentu daję 7, licząc, że w wakacje powrócę do książki i odkryję ją na nowo.
Dziwna sprawa z tą częścią przygód Jakuba. Gdyby tak się zastanowić, to zawierają w sobie wszystko, co poprzednie: zabawne na równi z absurdalnymi przygody, mrugnięcia okiem do przeszłości i współczesności, charakterystyczny humor i cięty dowcip Pilipiuka... A jednak czegoś mi brakuje. Może to starość, może ogólne zmęczenie, ale było mi bardzo ciężko wciągnąć się w...
Kolejna książka Pilipiuka z serii o Wędrowiczu, która bawi w sposób inteligentny. To jest świetna fantastyka pełna demonów, potworów duchów, a nawet podróży w czasie, zanurzona jest w polskiej rzeczywistości i widzimy ją w krzywym zwierciadle. Jakub Wędrowicz naczelny egzorcysta i bimbrownik, a także domorosły filozof, jak zwykle w świetnej formie i obnaża wszelkie absurdy naszego życia.
„Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” jest zbiorem dwunastu barwnych, szalonych opowiadań. Najczęściej Jakub próbuje się pozbyć swojego sąsiada i wroga Bardaka. Tym razem Bardak za pomocą carskiej klątwy, a także starożytnej mikstury próbuje pozbyć się Jakuba. Czy mu się to uda? Większość opowiadań dzieje się wokół Wosławic. Tak jak świetne, bardzo aktualne opowiadanie dotyczące wyborów na sołtysa „Sygnet”. To opowiadanie było pomysłem żony autora – gratulacje. Jakub wraz z Semenem wybiorą się do Warszawy i odległej Turcji, gdzie przeżyją niezwykłe przygody. Jakuba i Semena odwiedzą też goście z przyszłości.
Cykl o Jakubie jest dla mnie najlepszym sposobem oderwania się od szarej rzeczywistości i poprawy humoru. Kolejne tomy bawią mnie i relaksują, pozwala zanurzyć się w świat pełen absurdu, groteski, rubasznego humoru, gdzie często brak zdrowego rozsądku.
Kolejna książka Pilipiuka z serii o Wędrowiczu, która bawi w sposób inteligentny. To jest świetna fantastyka pełna demonów, potworów duchów, a nawet podróży w czasie, zanurzona jest w polskiej rzeczywistości i widzimy ją w krzywym zwierciadle. Jakub Wędrowicz naczelny egzorcysta i bimbrownik, a także domorosły filozof, jak zwykle w świetnej formie i obnaża wszelkie absurdy...
Chyba się starzeje, bo Wedrowycz już nie śmieszy tak, jak kiedyś... tak czy inaczej nadal lubię czytać te absurdy, bo skutecznie odwracają uwagę od rzeczywistosci. Dla mnie najlepsze opowiadanie to to o prezydencie. Dla fanów!
Chyba się starzeje, bo Wedrowycz już nie śmieszy tak, jak kiedyś... tak czy inaczej nadal lubię czytać te absurdy, bo skutecznie odwracają uwagę od rzeczywistosci. Dla mnie najlepsze opowiadanie to to o prezydencie. Dla fanów!
Przeczytałem i będę czekał na kolejne tomy z sentymentu dla Wędrowycza i jego grajdołka. Szału jednak od jakiegoś czasu jak nie było tak i teraz nie ma. Dawniej pełną gębą śmieszył, tumanił i przestraszał - teraz jakoś półgębkiem, raczej.
Przeczytałem i będę czekał na kolejne tomy z sentymentu dla Wędrowycza i jego grajdołka. Szału jednak od jakiegoś czasu jak nie było tak i teraz nie ma. Dawniej pełną gębą śmieszył, tumanił i przestraszał - teraz jakoś półgębkiem, raczej.
Poprawnie, ale szału nie ma. Jakoś do mnie mniej przypadają przygody Jakuba wspólnie z Semenem. Solo wydaje się bardziej dowcipny i zaskakujący. Gdzie te historie z Barskim w wykonaniu Jakuba? Książka do przeczytania dla fanów oczywiście, ale emocji nadzwyczajnych podczas lektury nie odczuwałem.
Poprawnie, ale szału nie ma. Jakoś do mnie mniej przypadają przygody Jakuba wspólnie z Semenem. Solo wydaje się bardziej dowcipny i zaskakujący. Gdzie te historie z Barskim w wykonaniu Jakuba? Książka do przeczytania dla fanów oczywiście, ale emocji nadzwyczajnych podczas lektury nie odczuwałem.
Jakub Wędrowycz, czyli dobrze znany egzorcysta amator, profesjonalny bimbrownik i zakała gminy doczekał się kolejnego tomu opowiadań. „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową to najnowsza książka Andrzeja Pilipiuka, którą Fabryka Słów oddała w nasze ręce. To już 11 raz, gdy spotykamy się oko w literę z tym bohaterem. Czy tak długa seria ma jeszcze szansę zaskoczyć czytelnika czymś nowym?
Trudno powiedzieć. Z jednej strony opowiadań jest tak dużo, że jest w czym przebierać, z drugiej strony tak naprawdę nie wypatrzyłem niczego nowatorskiego, świeżego. Krótkie, szybkie do przeczytania teksty sprawdzają się bardzo dobrze. Akcja jest skondensowania i wciągająca. Fabuła nie rozmywa się o dłużyzny i nudne opisy. W każdym opowiadaniu jest jakiś problem i konkretne rozwiązanie. Jak przystało na Wędrowycza, jest absurdalnie i niewiarygodnie, ale to coś, do czego czytelnicy powinni być już przyzwyczajeni. Autor wypracował sobie wiele sprytnych zagrywek, które sprawiają, np. że bohaterowie bez problemu komunikują się w obcych krajach lub czasach. To uproszczenie, ale gruntownie przemyślane i uzasadnione fabularnie już dawno temu, także nie ma się co dziwić, że Jakub swobodnie dogada się nawet z prehistorycznym szamanem.
Przygody, jakie przeżywają bohaterowie są ciekawe, chociaż było w nich coś, co zadziwiająco mnie zirytowało - Semen obecny w każdym tekście. Lubię tę postać, ale czułem tak wielki przesyt w tym tomie, że zgrzytało. Tym bardziej że stary kozak o niesłychanej inteligencji zdecydowanie stał się miłośnikiem nowych technologii i niestety sporo tradycyjnych rozumowych rozważań zostało zastąpionych klepaniem w komputer. I nie mam tu na myśli klepania, takiego jak normalnie robi się Bardakom. Tych ostatnich zresztą w zbiorze też jest sporo, jednak to uważam akurat za lekką bryzę świeżości. Chociaż arcywrogowie rodu Wędrowyczów zawsze zajmowali zaszczytne honorowe miejsce na mordobicie, to teraz wkradło się w ich knowania więcej sprytu. No tak jakby… Kulminacja to opowiadanie „Sygnet”. Bardzo zmyślnie Pilipiuk zaserwował crossovery między Wojsławicami a innymi ze swoich światów. Nie od dziś w sumie wiadomo, że jest to, jakie jedno wielkie pilipiukowe MCU. Nie powinno zatem dziwić, że w pewnym momencie Semen i Jakub dzwonią po radę do Roberta Storma, zresztą nie tylko. A wszystko tylko po to, by zdiagnozować stary fortepian i sprawę zombie-nazistów. Bardziej zaskoczyło mnie inne nawiązanie, powieściowe tym razem, ale tego już nie zdradzę. Doczytajcie sobie. W sumie dostajemy tu dwanaście opowiadań, także jest przy czym spędzić czas. Żałuję za to, że nie pojawiła się żadna fabuła z okresu partyzanckiego, nie licząc krótkiego wstępu. Fajnie byłoby też ponownie spotkać młodego Kubusia. Może, to by był dobry kierunek – „Kubuś – przygody młodego Wędrowycza. Książka (nie) dla dzieci”? Andrzej Pilipiuk formalnie udzielam zgody na wykorzystanie tytułu bez żadnych roszczeń 🙂
O stylu autora chyba napisano już wszystko, w końcu ma on na koncie kilkadziesiąt książek recenzowanych na lewo i prawo. Zresztą o polityce i politykowaniu też pisano wiele. Autor też swoich poglądów nie ukrywa, chociaż w jego literaturze dostają generalnie wszyscy, solidną dawką obśmiania co głupszych pomysłów. Na pewno dobrą cechą twórczości Pilipiuka jest swobodne, często prześmiewcze wykorzystywanie w tekstach spraw bieżących. Tym razem jest wtrącenie o AI, jest grzane na nowo Riese, jest poddanie w wątpliwość sensu studiowania. A wszystko standardowo, swobodnie i z przekąsem. Czyta się to jak zawsze lekko i z uśmiechem. No i na tyle wciągająco, że osobiście nie wypatrzyłem żadnych literówkowych wtop.
Grafika okładkowa to tradycyjnie już ilustracja, której autorem jest Andrzej Łaski. Tym razem widzimy Jakuba przy pracy. Sądząc po wyrazie twarzy, najwyraźniej akurat ta działalność mu odpowiada. Co do jakości, to dość zastanawiające, bo dużo lepiej pasuje mi ta ilustracja w czarno-białej wersji wydrukowana na drugiej stronie książki. Ta kolorowa jest jakoś obdarta z klimatu, razi w oczy. Na szczęście klimat ratują świetne grafiki, jakie znajdziemy w środku. Każde opowiadanie doczekało się swojej scenki rodzajowej. Bardzo dobrze gra to ze słowem czytanym i dodatkowo pobudza wyobraźnię. Jestem zwolennikiem ilustracji w książkach, bo dają one chwilę wytchnienia w lekturze, a przy okazji pozwalają zobrazować sobie czarno na białym różne sceny.
Nowy tom przygód Jakuba Wędrowycza jest zatytułowany „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” próżno jednak szukać takiego opowiadania. Trochę mnie to zawiodło, bo oczami wyobraźni widziałem już nawet tę scenę. No ale nie można mieć wszystkiego. Zbiór jest na solidnym poziomie, chociaż nie oferuje wiele nowości. Odniosłem wrażenie, że ponad utarte schematy, dobrze znane wszystkim miłośnikom wojsławickich wojaży, mamy tutaj więcej Bardaków, co wyszło na plus oraz więcej Semena, co niekoniecznie wyszło na plus. Brakowało mi takich klasycznych „sztachetowych” rozwiązań, które tak dobrze sprawdzały się, gdy cykl wędrowyczowski startował. No dobra raz było dosadnie – kto by pomyślał, że samogon ze szpinaku może wzbudzić tyle emocji.
W kwestii oceny jestem rozdarty, bo wciąż jest to ten sam dobry Pilipiuk, którego literaturę lubię i cenię. Z drugiej strony, to jest ten sam dobry Pilipiuk, lekko już zgrany i bardzo znany. Jestem z tą serią od jakichś 16 lat i będę dalej, bądź co bądź Wędrowycz to taki nasz Kapitan Ameryka, Terminator i Batman. Nie da się go pominąć, chociaż nie każdy go polubi. To uniwersum jest już tak groteskowe, że przyjmie wszystko. Może więc pora na coś zupełnie szalonego? Tak czy owak, sprawdźcie sami, bo może to tylko moje odczucia, a ten tom to właśnie ten wiatr dmuchający z żagle serii? Co by nie sądzić „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” to dobra lektura na kilka wieczorów. Można sobie podzielić czytanie na poszczególne opowiadania i cieszyć się nimi dłuższy czas. Na nadchodzące jesienne słoty w sam raz.
https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba
Jakub Wędrowycz, czyli dobrze znany egzorcysta amator, profesjonalny bimbrownik i zakała gminy doczekał się kolejnego tomu opowiadań. „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową to najnowsza książka Andrzeja Pilipiuka, którą Fabryka Słów oddała w nasze ręce. To już 11 raz, gdy spotykamy się oko w literę z tym bohaterem. Czy tak długa seria ma jeszcze szansę zaskoczyć czytelnika...
Z 12 opowiadań 3 przykuły moją uwagę:
„Konkurs” – ze względu na humor sytuacyjny i językowy,
„Program Ikar” – i śmiesznie, i strasznie,
„Sygnet” – Jakub kontra Bardak, z pomysłem i polotem.
Pozostałe opowiadania są po prostu słabe. Za dużo dialogów, za mało akcji. Zbyt szablonowo i powtarzalnie.
Z 12 opowiadań 3 przykuły moją uwagę:
„Konkurs” – ze względu na humor sytuacyjny i językowy,
„Program Ikar” – i śmiesznie, i strasznie,
„Sygnet” – Jakub kontra Bardak, z pomysłem i polotem.
Pozostałe opowiadania są po prostu słabe. Za dużo dialogów, za mało akcji. Zbyt szablonowo i powtarzalnie.
We współczesnym świecie ucieleśnieniem ludzkiej potrzeby sprawiedliwości, oprócz rzeczywistych osób niosących pomoc, są superbohaterowie, którzy przywracają wiarę w lepsze jutro. Owszem, większość z nich utożsamianych jest ze światem Zachodu, lecz na naszej rodzimej ziemi mamy własnego, który być może wypada blado na tle wielkich herosów, ale łącząc groteskę, absurd oraz swojskość w oparach wiadomych trunków jest wyjątkowy na skalę światową. Jakub Wędrowycz – kultowy bimbrownik, bezwzględny egzorcysta, domorosły filozof, pogromca wampirów, zombiaków, ufoków, demonów oraz klanu Bardaków. Człowiek od brudnej roboty i zaostrzonego kołka.
„Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” oferuje czytelnikom dwanaście opowiadań okraszonych absurdem, humorem, rubaszną fabułą na tle prowincjonalnej miejscowości, która staje się ostoją nostalgii i minionego czasu. Od samego początku przygody Jakuba Wędrowycza to nie jest literatura wysokich lotów, wręcz odwrotnie, niskich lotów, gdzie najważniejsza jest zabawa konwencją, motywami, językiem. Przygody Wędrowycza spełniają wszelkie znamiona literatury rozrywkowej, czyli dynamiczne, brawurowe przygody, komizm sytuacyjny, absurd goniący absurd oraz częste nawiązania do popkultury. Jedenasty tom przygód Jakuba Wędrowycza wypada dobrze, może nie jest tak zaskakujący jak pierwsze tomy, a niektóre motywy wydają się wielokrotnie powielane, lecz nadal dostarcza sporo literackiej rozrywki.
Znaczna część opowiadań jest zdominowanych przez starcia Jakuba i jego przyjaciela Semena ze znienawidzonym klanem Bardaków. Z jednej strony taka forma pozwala poczuć czytelnikowi pewną stałość w tych absurdalnych przygodach, z drugiej strony wyczuwalna jest mniejsza różnorodność motywów i pomysłów, jak to miało miejsce w niektórych poprzednich tomach. Tym co się rzuca w oczy to dopracowanie. Tym razem każda opowieść jest odpowiednio skonstruowana. Nie znajdziemy urwanych opowieści, krótkich dwu-, trzystronicowych opowiastek, czy ledwie zarysowanych pomysłów fabularnych, jak miało to miejsce w niektórych tomach.
Bohaterowie opowiadań łączą w sobie absurdy PRL-u, spuściznę dawnych lat, wiejską mądrość, które w starciu ze współczesnym światem doprowadzają do komiczno-groteskowych sytuacji. Tym bardziej groteskowych im bardziej zapuszczają się po za obręby Wojsławic. Niewątpliwe pomysłowość nie opuściła Andrzeja Pilipiuka. W zbiorze znajdziemy zarówno duchy, dawne eksperymenty, syreny, podróże w czasie, morderczą poduszkę, fortepian czy spider… cielaka. Oprócz typowo fantastycznych przygód, pomiędzy dialogami znajdziemy luźne ciekawostki historyczne czy też komentarze autora do otaczającej nas rzeczywistości.
Pod tym płaszczem groteski oraz specyficznego humoru znajduje się gorzka refleksja nad sytuacją współczesnego człowieka. Zagubionego we współczesnej technologii. Nawet Jakub Wędrowycz pomimo posiadanych umiejętności i mocy wydaje się zdezorientowany i słaby w starciu z rozwojem technologicznym. Poprzez Jakuba Wędrowycza autor ukazuje dramat współczesnego człowieka, któremu wmówiono, że odcinając się od przeszłości, a poniekąd od korzeni może myśleć o przyszłości, porzucając balast jakim jest historia. Natomiast Andrzej Pilipiuk proponuje kierunek odwrotny, przywracając jak najwięcej nie tylko z lokalnej historii, ale z polskiej, rodzimej swojskości, co wywołuje nostalgię za czasami minionymi. Wydaje się, że ta nostalgia połączona z absurdalno-komicznymi przygodami jest głównym czynnikiem popularności Jakuba Wędrowycza na polskim rynku wydawniczym.
Podsumowując, jak to w każdym zbiorze bywa, każdy znajdzie coś dla siebie, lecz niewątpliwie kolejne przygody Jakuba Wędrowycza przeznaczone są dla wszystkich, którzy chcą oderwać się od rzeczywistości, zanurzyć w świecie absurdalnych przygód, jednocześnie celebrując rodzimą fantastykę.
W oparach absurdu
We współczesnym świecie ucieleśnieniem ludzkiej potrzeby sprawiedliwości, oprócz rzeczywistych osób niosących pomoc, są superbohaterowie, którzy przywracają wiarę w lepsze jutro. Owszem, większość z nich utożsamianych jest ze światem Zachodu, lecz na naszej rodzimej ziemi mamy własnego, który być może wypada blado na tle wielkich herosów, ale łącząc...
“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie
A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką przerwę mieliście pomiędzy zbiorami przygód o wojsławickim egzorcyście i czy Pilipiuk akurat zaczął czepiać się tematów, które w jakiś sposób Was dotykają. W moim przypadku - przerwa trwała jakieś trzy lata (czyli od premiery do premiery, perki bycia recenzentem) i to wystarczająco, żeby znowu zacząć ciepło myśleć o Bimbrowniku, a czy Pilipiuk czepia się tematów, które mnie interesują… W sumie mnie to gucio obchodzi.
Z tomu na tom jest to poniekąd ta sama książka - różnią się nieco treścią, naciskiem na pewne akcenty, ale z zasady są tym samym. Wędrowycz z kumplem Semenem robią głupoty, z rozrzewnieniem wspominają carat i dawne czasy, problemy rozwiązują na “chłopski rozum”, a Pilipiuk bawi się konwencją i cieszy, że ludzie dalej kupują to samo. Być może jest to literacki odpowiednik “Zakładu pogrzebowego A. S. Bytom” - śmieszki z oczywistych rzeczy, niby przaśne i przewidywalne, ale jednak wymuszają wydech nosem czy krótki śmiech. Mam wrażenie, że z tomu na tom Pilipiuk pozwala sobie na mniej złośliwości wobec ewenementów polskiej rzeczywistości - może mu się tubka z jadem skończyła, może mu się już nie chce. “Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” poza przydługim tytułem oferuje jedno opowiadanie spod znaku “manifest światopoglądowy”, ale nawet ono jest jakieś takieś przytulaśne i w sumie miękkie. Zależnie czego oczekujecie - to dobrze, albo źle. Według mnie dobrze.
A tak to… Co można powiedzieć o zbiorze opowiadań, który jest jedenastym tomem z serii? To samo, inny dzień, sprzedaż niezła. Fani kupią, nowicjusze w jakimś odsetku kupią zachęceni ugruntowaną pozycją na rynku i szumem (nie)zadowolonych fanów i tak się żyje na tej wsi. To, co gra w tej serii gra dalej, nawet jak się akord pomyli to koncertu nie zepsuje, a to co zgrzytało to zgrzyta, ale dajcie już spokój, kto na weselu nóżką nie tupał do disco polo?
W mojej profesjonalnej opinii… było w porządku. Dziękuję, dobranoc.
https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow
“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie
A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką...
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się już od tak wielu lat, że mogą się spokojnie porozmawiać tylko spojrzeniami. Ich przygody były jak zwykle ciekawe. Z autorem takim jak Andrzej Pilipiuk, prowadzącym takich bohaterów, jak tych dwóch, nigdy nie wiadomo, gdzie poniesie ich historia. Czy nawet prehistoria.
Podobały mi się nawiązania do wcześniejszych opowiadań, które nie są jednak niezbędne, by zrozumieć obecną opowieść. Było to miłe puszczenie oka do czytelników, którzy towarzyszyli egzorcyście i jego przyjacielowi przez poprzedni dziesięć tomów. Doceniam też nawiązania do innych książek, z, wydawałoby się, innego universum Autora. Przyjemnie jest patrzeć, jak niektóre przygody łączą bohaterów, którzy nie mają ze sobą prawie nic wspólnego.
Jednak… Ta część to już nie było do końca to, za co tak polubiłam Jakuba i Semena. Można było tu przeczytać dużo więcej o Bardakach i dużo głębiej wejść między członków tego wrogiego klanu. Aż nieswojo się czułam, kiedy to oni byli głównymi bohaterami kilku opowiadań.
Poczucie humoru też nie było już niestety tak świeże i zaskakujące. Nie dziwię się jednak i nie jest to z mojej strony zarzut - w końcu napisać 11 tomów opowieści o dwóch pijanych staruszkach i utrzymać tę serię na równym poziomie to nie lada wyzwanie. Tak jak poprzednie części, tak też ta jest lekką, przyjemną książką, przy której można odpocząć. Między innymi od logiki, przewidywalności i racjonalnego myślenia. Tu królują mieszanki genetyczne z pająkiem, magiczne sygnety czy podróże w czasie.
Mimo, że książka mnie nie porwała, mogę powiedzieć, że nie była też zła. A fani Wędrowycza na pewno znajdą w niej coś dla siebie.
Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się...
Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z instrumentem i pomagają syrence warszawskiej. A Wojsławice okazują się bardziej cywilizowane ode mnie i większości moich znajomych, bo mają zmywarkę!
W tej części, co pewnie dla wielu będzie istotną informacją, Wędrowycz w końcu zajmuje oficjalne stanowisko wobec Rosji i prowadzonej przez nią obecnie wojny.
Najlepsze historyjki? Teodor, Fortepian, Burzowa Kuchnia, Szara Tynktura. Najsłabsza – zdecydowanie Program Ikar. No i minus dla Zielonego czynnika za hejt dla warzywka, które lubiłam w szkole i lubię nadal. I w sumie chyba dzisiaj nawet sobie na obiad zjem, a co. Najgorszym daniem ze szkolnej stołówki były dla mnie tłuste mięcha oraz brukselka, i nadal nie darzymy się sympatią.
Największa wada – powtarzalność. Sporo żartów już było, i nie chodzi o tworzenie recurring jokes, ale sprawia wrażenie raczej jakby autor zapomniał, co gdzie napisał albo jakby uważał swoje poczucie humoru za tak rozbrajające, że nie zaszkodzi opowiedzieć tego samego tekstu 30 razy. Jak słusznie zauważyli inni czytelnicy w sieci, żart o oglądaniu gołych bab w sieci powtarza się co najmniej kilkakrotnie w jednym tomie. Również obsesja Pilipiuka na punkcie ekologii i ochrony środowiska przybiera już formy, które bardziej pasowałyby do profilu twitterowego redaktora Łukasza W. niż książkę o Jakubie. W jednym z opowiadań sięgnęła już zenitu i tak obficie się wylała, aż poczułam nadzieję, że może autor już się nią znudzi i nie upchnie jej w kolejnej części. Bo liczę na kolejną część – chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, jakby Pilipiuk chciał nas przygotowywać powoli na pożegnanie z Jakubem, niestety.
Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo trzecim tomie Wędrowycza stwierdziłam, że pomysł się wyczerpał i więcej nie będę go czytać. Ale ten trafił mi w ręce przypadkowo. Akurat nie było niczego innego. Może długa przerwa sprawiła, że znów się dobrze bawiłam. Nie jest to takie świeże i zaskakujące, obrazoburcze jak pierwsze opowiadania, ale wciąż bawi.
Po trzecim tomie Wędrowycza stwierdziłam, że pomysł się wyczerpał i więcej nie będę go czytać. Ale ten trafił mi w ręce przypadkowo. Akurat nie było niczego innego. Może długa przerwa sprawiła, że znów się dobrze bawiłam. Nie jest to takie świeże i zaskakujące, obrazoburcze jak pierwsze opowiadania, ale wciąż bawi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPilipiuk, jak to Pilipiuk - do nowego tomu historii o najsłynniejszym bimbrowniku znad Wisły wplótł ogrom prostego (acz często błyskotliwego) humoru, jeszcze więcej celnych obserwacji społecznych i całą wannę typowego dla siebie absurdu. Historia o tajnym laboratorium nazistów czy przewrotna opowiastka o kandydaturze Bardaka uznaję za najmocniejsze punkty. Kto lubi Wędrowycza z pewnością się nie zawiedzie.
Pilipiuk, jak to Pilipiuk - do nowego tomu historii o najsłynniejszym bimbrowniku znad Wisły wplótł ogrom prostego (acz często błyskotliwego) humoru, jeszcze więcej celnych obserwacji społecznych i całą wannę typowego dla siebie absurdu. Historia o tajnym laboratorium nazistów czy przewrotna opowiastka o kandydaturze Bardaka uznaję za najmocniejsze punkty. Kto lubi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLepsza niż kilka poprzednich części.
Lepsza niż kilka poprzednich części.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakub Wędrowycz kończy 25 lat ale pomimo tak młodego wieku niejedno już przeżył. Czasem jego przygody były bardziej wciągające innym razem dosyć nudne ale można stwierdzić, że stara się trzymać poziom…byle jaki ale poziom.
Ostatni tom jego przygód jest podobny do poprzednich. Pewne historie są błyskotliwe i złośliwie komentują naszą rzeczywistość. Inne nie do końca. Ale wciąż jest to dobra i zabawna rozrywka, o ile ktoś lubi czytaj o złośliwym, pijanym staruchu.
Jakub Wędrowycz kończy 25 lat ale pomimo tak młodego wieku niejedno już przeżył. Czasem jego przygody były bardziej wciągające innym razem dosyć nudne ale można stwierdzić, że stara się trzymać poziom…byle jaki ale poziom.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatni tom jego przygód jest podobny do poprzednich. Pewne historie są błyskotliwe i złośliwie komentują naszą rzeczywistość. Inne nie do końca. Ale...
Wędrowycz się kończy?
Jakub Wędrowycz znowu powraca, ale czy nasz bimbrownik trzyma ten sam poziom co zawsze?
Odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż się wydaje.
To chyba pierwszy tom, kiedy poczułem, że Wędrowycz naprawdę się kończy.
Świat się zmienia - i to mocno
Nasz Jakub zawsze był pokazywany jako ktoś stary, ale w tym tomie świat zmienia się szczególnie mocno:
Już w pierwszym rozdziale dowiadujemy się szokującej rzeczy:
Jeden z Bardaków (największej zarazy, jaka nawiedziła ziemię wojsławicką) ukończył studia!
Co prawda jeszcze pomaga rodzinie w polu i w ich planach demograficznych (bo Bardaki mnożą się na potęgę), ale... widać zmiany
W ostatnim rozdziale:
U Jakuba pojawia się nawet elektryczność - coś, czego obawiał się tyle lat
Sam Jakub zastanawia się: "Może czas odpuścić? Może czas, żeby świat ratowali inni bohaterowie jak Spider-Man albo Voldemort?"
To jest naprawdę mocny moment. Jakub Wędrowycz myśli o odejściu. 😢
Problem wtórności - niestety da się wyczuć
Przy całej zabawie, niestety da się wyczuć pewną wtórność:
❌ Żart o tym, że Voldemort jest bohaterem - pojawił się już w poprzednich tomach
❌ Informacja, że Jakub z Semenem używają internetu do oglądania filmów 18+ - pojawia się w tym tomie 2-3 razy
❌ Ostatni rozdział jest koncepcyjnie bardzo podobny do "Wyborów" z poprzednich tomów (Izydor Bardak wygrywa wybory i zaczyna rządy terroru)
Wtórność najbardziej widać w ostatnim rozdziale.
Ale bawiłem się dobrze!
Jednak nie mogę powiedzieć, że bawiłem się źle!
✅ Opowiadania są jak zawsze żywe
✅ Groteskowe przygody Jakuba to coś, czego nie zobaczysz u innych
✅ Ta pewna wtórność nawet mi nie przeszkadzała - Jakub jest tak nietuzinkowy, że nawet ze znanych schematów umie wyjść obronną ręką
Cameo i powroty ulubionych bohaterów
Oczywiście Jakub nie istnieje w próżni, a Pilipiuk jak zawsze umieszcza:
✅ Cameo swoich innych postaci
✅ Nawiązania do literatury (Zbigniew Nienacki!)
✅ Powroty ulubionych bohaterów:
Bardaki knują na potęgę
Nasi dentyści-ninja z czasów II wojny światowej
Ale... Wojsławice wydają się mniejsze
Niestety fani innych Wędrowyczów mogą czuć się rozczarowani:
❌ Rodzina Jakuba się nie pojawia
❌ Zabrakło mojego ulubieńca - wielkiego grafomana
❌ Oficer Birski pojawia się chyba tylko w jednym rozdziale
❌ Szczerze nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałem choćby Józefa Paczenka
Generalnie Wojsławice wydają się jakby mniejsze.
Za to Semena będzie pod dostatkiem! 😄
Werdykt
Może brzmi to, jakbym krytykował ten tom, ale to kompletnie niezamierzone.
Wędrowycz wciąż jest w formie:
Wciąż ratuje świat
Pędzi bimber
Tępi bardacką zarazę
Ale czy wchodzi w XXI wiek?
Tego jeszcze nikt nie wie... 🤔
To chyba pierwszy tom, gdzie czuć, że seria się kończy. Świat się zmienia (Bardaki kończą studia! Elektryczność u Jakuba!), a sam bohater zastanawia się nad odejściem.
Da się wyczuć wtórność (powtarzające się żarty, koncepcyjnie podobne rozdziały), ale humor i groteskowość wciąż działają.
Wędrowycz się kończy?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakub Wędrowycz znowu powraca, ale czy nasz bimbrownik trzyma ten sam poziom co zawsze?
Odpowiedź może być bardziej skomplikowana niż się wydaje.
To chyba pierwszy tom, kiedy poczułem, że Wędrowycz naprawdę się kończy.
Świat się zmienia - i to mocno
Nasz Jakub zawsze był pokazywany jako ktoś stary, ale w tym tomie świat zmienia się szczególnie...
Chyba powoli kończy się pewna epoka. Jakub coraz więcej mówi o starości, narzeka i jest wiele wstawek, które odbierałem jako zalążek pożegnania i szczerze cieszy mnie to, jeśli mam racje. Większość historii nie zainteresowała. Dobrych może ze 2 i niektóre "ok" ale kolejne tomy wydają się już mocno powtarzalne plus od dawna brakuje mi tego co w pierwszych tomach, czyli tego, że krótkie, zabawne lub po prostu infantylne historyjki miały do towarzystwa, dłuższą i często ciekawsze. Z obecnych większość zapewne szybko zapomnę, a te gdzie w zasadzie Jakuba mogłoby nie być bo inne postacie same się zajechały odpadną pierwsze. Patrzę na komentarze i widzę, że wielu osobom już się troszkę przejada. Bardzo chciałbym wierzyć, że dostaniemy jeszcze maksymalnie jeden tom z jakimś ładnym finałem, bo zwyczajnie formuła się wyczerpuje. A naprawdę nie chciałbym, żeby to uniwersum podzieliło los Inkwizytora spod ręki Piekary, który jest już podgniłym a ciągle odgrzewanym kotletem.
Chyba powoli kończy się pewna epoka. Jakub coraz więcej mówi o starości, narzeka i jest wiele wstawek, które odbierałem jako zalążek pożegnania i szczerze cieszy mnie to, jeśli mam racje. Większość historii nie zainteresowała. Dobrych może ze 2 i niektóre "ok" ale kolejne tomy wydają się już mocno powtarzalne plus od dawna brakuje mi tego co w pierwszych tomach, czyli tego,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStary dobry Wendrowycz
Stary dobry Wendrowycz
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, czy to jednorazowy spadek formy, czy początek równi pochyłej, ale coś tu ewidentnie nie zagrało. I to wyraźnie, bo z książki wieje nudą i wtórnością. Przeczytałem to do końca tylko dlatego, że - jako wierny czytelnik przygód Jakuba Wędrowycza - liczyłem na chociaż pojedynczy przebłysk czegoś ciekawszego. Nic z tego: najwyraźniej formuła się wyczerpała. Albo to ja jakoś wyrosłem czytelniczo z książek pana Pilipiuka, który nazywając siebie (od zawsze) grafomanem, chyba jeszcze nigdy nie był tak bliski prawdy...
Nie wiem, czy to jednorazowy spadek formy, czy początek równi pochyłej, ale coś tu ewidentnie nie zagrało. I to wyraźnie, bo z książki wieje nudą i wtórnością. Przeczytałem to do końca tylko dlatego, że - jako wierny czytelnik przygód Jakuba Wędrowycza - liczyłem na chociaż pojedynczy przebłysk czegoś ciekawszego. Nic z tego: najwyraźniej formuła się wyczerpała. Albo to ja...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby podobny poziom jak poprzednie, jednak już dość wtórna, do tego potężny minus za wulgaryzmy, to już mi się nie spodobało i to bardzo.
Niby podobny poziom jak poprzednie, jednak już dość wtórna, do tego potężny minus za wulgaryzmy, to już mi się nie spodobało i to bardzo.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to3.75 ⭐
3.75 ⭐
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytałem trochę negatywnych opinii przed lekturą, ale starałem się nimi nie sugerować. I jak dla mnie to całkiem udana książka, czytało się lekko i przyjemnie, wciągnąłem całość w jeden dzień. Jakub trochę ewoluuje a jednocześnie nadal jest sobą. Opowiadania zróżnicowanej długości i tematyki. Nie żałuję lektury.
Czytałem trochę negatywnych opinii przed lekturą, ale starałem się nimi nie sugerować. I jak dla mnie to całkiem udana książka, czytało się lekko i przyjemnie, wciągnąłem całość w jeden dzień. Jakub trochę ewoluuje a jednocześnie nadal jest sobą. Opowiadania zróżnicowanej długości i tematyki. Nie żałuję lektury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTroszkę słabsza niż części poprzednie. Opowiadania troszkę się dublują, są do siebie dosyć podobne. Brakło trochę smaczków, które dodatkowo ubarwiały wcześniejsze tomy, np wizyta Piotrusia czy akcje z czasów II wojny (jest mała wzmianka ale niezbyt istotna). Dalej można się pośmiać, dużo czasu otrzymuje ród Bardaków, co też jest ciekawe jednak traci na tym sam Jakub. Dodatkowo lektor kilka razy jakby zamienił głosy Semena i Jakuba co wprawia słuchającego w zakłopotanie.
Troszkę słabsza niż części poprzednie. Opowiadania troszkę się dublują, są do siebie dosyć podobne. Brakło trochę smaczków, które dodatkowo ubarwiały wcześniejsze tomy, np wizyta Piotrusia czy akcje z czasów II wojny (jest mała wzmianka ale niezbyt istotna). Dalej można się pośmiać, dużo czasu otrzymuje ród Bardaków, co też jest ciekawe jednak traci na tym sam Jakub....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, czy to kwestia dojrzałości, zmiany gustu czy czego, ale ciężko mi się czytało tę część. Jest bardzo wtórna, bohaterowie stoją w miejscu, opowiadania są nudne. Dalej to czytam, bo ciężko mi jest zazwyczaj porzucić serie w trakcie ich trwania. Autor powinien dać odpocząć tym postaciom, teraz ma się wrażenie, że to jest tylko odcinanie kuponów.
Nie spodziewałem się wiele, bo to nigdy nie były wybitne książki, ale to jedno z większych rozczarowań tego roku.
Nie wiem, czy to kwestia dojrzałości, zmiany gustu czy czego, ale ciężko mi się czytało tę część. Jest bardzo wtórna, bohaterowie stoją w miejscu, opowiadania są nudne. Dalej to czytam, bo ciężko mi jest zazwyczaj porzucić serie w trakcie ich trwania. Autor powinien dać odpocząć tym postaciom, teraz ma się wrażenie, że to jest tylko odcinanie kuponów.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie spodziewałem się...
Audiobook
Audiobook
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziwna sprawa z tą częścią przygód Jakuba. Gdyby tak się zastanowić, to zawierają w sobie wszystko, co poprzednie: zabawne na równi z absurdalnymi przygody, mrugnięcia okiem do przeszłości i współczesności, charakterystyczny humor i cięty dowcip Pilipiuka... A jednak czegoś mi brakuje. Może to starość, może ogólne zmęczenie, ale było mi bardzo ciężko wciągnąć się w większość opowiadań. Chociaż jestem świeżo po lekturze, niewiele z książki pamiętam. Kolejne historie dosłownie przelatywały przeze mnie, niewiele po sobie zostawiając. Wyjątkiem były wybory w gminie, które wciągnęły jak dawniej. Z sentymentu daję 7, licząc, że w wakacje powrócę do książki i odkryję ją na nowo.
Dziwna sprawa z tą częścią przygód Jakuba. Gdyby tak się zastanowić, to zawierają w sobie wszystko, co poprzednie: zabawne na równi z absurdalnymi przygody, mrugnięcia okiem do przeszłości i współczesności, charakterystyczny humor i cięty dowcip Pilipiuka... A jednak czegoś mi brakuje. Może to starość, może ogólne zmęczenie, ale było mi bardzo ciężko wciągnąć się w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka Pilipiuka z serii o Wędrowiczu, która bawi w sposób inteligentny. To jest świetna fantastyka pełna demonów, potworów duchów, a nawet podróży w czasie, zanurzona jest w polskiej rzeczywistości i widzimy ją w krzywym zwierciadle. Jakub Wędrowicz naczelny egzorcysta i bimbrownik, a także domorosły filozof, jak zwykle w świetnej formie i obnaża wszelkie absurdy naszego życia.
„Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” jest zbiorem dwunastu barwnych, szalonych opowiadań. Najczęściej Jakub próbuje się pozbyć swojego sąsiada i wroga Bardaka. Tym razem Bardak za pomocą carskiej klątwy, a także starożytnej mikstury próbuje pozbyć się Jakuba. Czy mu się to uda? Większość opowiadań dzieje się wokół Wosławic. Tak jak świetne, bardzo aktualne opowiadanie dotyczące wyborów na sołtysa „Sygnet”. To opowiadanie było pomysłem żony autora – gratulacje. Jakub wraz z Semenem wybiorą się do Warszawy i odległej Turcji, gdzie przeżyją niezwykłe przygody. Jakuba i Semena odwiedzą też goście z przyszłości.
Cykl o Jakubie jest dla mnie najlepszym sposobem oderwania się od szarej rzeczywistości i poprawy humoru. Kolejne tomy bawią mnie i relaksują, pozwala zanurzyć się w świat pełen absurdu, groteski, rubasznego humoru, gdzie często brak zdrowego rozsądku.
Kolejna książka Pilipiuka z serii o Wędrowiczu, która bawi w sposób inteligentny. To jest świetna fantastyka pełna demonów, potworów duchów, a nawet podróży w czasie, zanurzona jest w polskiej rzeczywistości i widzimy ją w krzywym zwierciadle. Jakub Wędrowicz naczelny egzorcysta i bimbrownik, a także domorosły filozof, jak zwykle w świetnej formie i obnaża wszelkie absurdy...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba nie licząc historyjki o sztucznej głupocie nie zapadnie w pamięć żadne opowiadanie
Chyba nie licząc historyjki o sztucznej głupocie nie zapadnie w pamięć żadne opowiadanie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba się starzeje, bo Wedrowycz już nie śmieszy tak, jak kiedyś... tak czy inaczej nadal lubię czytać te absurdy, bo skutecznie odwracają uwagę od rzeczywistosci. Dla mnie najlepsze opowiadanie to to o prezydencie. Dla fanów!
Chyba się starzeje, bo Wedrowycz już nie śmieszy tak, jak kiedyś... tak czy inaczej nadal lubię czytać te absurdy, bo skutecznie odwracają uwagę od rzeczywistosci. Dla mnie najlepsze opowiadanie to to o prezydencie. Dla fanów!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem i będę czekał na kolejne tomy z sentymentu dla Wędrowycza i jego grajdołka. Szału jednak od jakiegoś czasu jak nie było tak i teraz nie ma. Dawniej pełną gębą śmieszył, tumanił i przestraszał - teraz jakoś półgębkiem, raczej.
Przeczytałem i będę czekał na kolejne tomy z sentymentu dla Wędrowycza i jego grajdołka. Szału jednak od jakiegoś czasu jak nie było tak i teraz nie ma. Dawniej pełną gębą śmieszył, tumanił i przestraszał - teraz jakoś półgębkiem, raczej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoprawnie, ale szału nie ma. Jakoś do mnie mniej przypadają przygody Jakuba wspólnie z Semenem. Solo wydaje się bardziej dowcipny i zaskakujący. Gdzie te historie z Barskim w wykonaniu Jakuba? Książka do przeczytania dla fanów oczywiście, ale emocji nadzwyczajnych podczas lektury nie odczuwałem.
Poprawnie, ale szału nie ma. Jakoś do mnie mniej przypadają przygody Jakuba wspólnie z Semenem. Solo wydaje się bardziej dowcipny i zaskakujący. Gdzie te historie z Barskim w wykonaniu Jakuba? Książka do przeczytania dla fanów oczywiście, ale emocji nadzwyczajnych podczas lektury nie odczuwałem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJakub Wędrowycz, czyli dobrze znany egzorcysta amator, profesjonalny bimbrownik i zakała gminy doczekał się kolejnego tomu opowiadań. „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową to najnowsza książka Andrzeja Pilipiuka, którą Fabryka Słów oddała w nasze ręce. To już 11 raz, gdy spotykamy się oko w literę z tym bohaterem. Czy tak długa seria ma jeszcze szansę zaskoczyć czytelnika czymś nowym?
Trudno powiedzieć. Z jednej strony opowiadań jest tak dużo, że jest w czym przebierać, z drugiej strony tak naprawdę nie wypatrzyłem niczego nowatorskiego, świeżego. Krótkie, szybkie do przeczytania teksty sprawdzają się bardzo dobrze. Akcja jest skondensowania i wciągająca. Fabuła nie rozmywa się o dłużyzny i nudne opisy. W każdym opowiadaniu jest jakiś problem i konkretne rozwiązanie. Jak przystało na Wędrowycza, jest absurdalnie i niewiarygodnie, ale to coś, do czego czytelnicy powinni być już przyzwyczajeni. Autor wypracował sobie wiele sprytnych zagrywek, które sprawiają, np. że bohaterowie bez problemu komunikują się w obcych krajach lub czasach. To uproszczenie, ale gruntownie przemyślane i uzasadnione fabularnie już dawno temu, także nie ma się co dziwić, że Jakub swobodnie dogada się nawet z prehistorycznym szamanem.
Przygody, jakie przeżywają bohaterowie są ciekawe, chociaż było w nich coś, co zadziwiająco mnie zirytowało - Semen obecny w każdym tekście. Lubię tę postać, ale czułem tak wielki przesyt w tym tomie, że zgrzytało. Tym bardziej że stary kozak o niesłychanej inteligencji zdecydowanie stał się miłośnikiem nowych technologii i niestety sporo tradycyjnych rozumowych rozważań zostało zastąpionych klepaniem w komputer. I nie mam tu na myśli klepania, takiego jak normalnie robi się Bardakom. Tych ostatnich zresztą w zbiorze też jest sporo, jednak to uważam akurat za lekką bryzę świeżości. Chociaż arcywrogowie rodu Wędrowyczów zawsze zajmowali zaszczytne honorowe miejsce na mordobicie, to teraz wkradło się w ich knowania więcej sprytu. No tak jakby… Kulminacja to opowiadanie „Sygnet”. Bardzo zmyślnie Pilipiuk zaserwował crossovery między Wojsławicami a innymi ze swoich światów. Nie od dziś w sumie wiadomo, że jest to, jakie jedno wielkie pilipiukowe MCU. Nie powinno zatem dziwić, że w pewnym momencie Semen i Jakub dzwonią po radę do Roberta Storma, zresztą nie tylko. A wszystko tylko po to, by zdiagnozować stary fortepian i sprawę zombie-nazistów. Bardziej zaskoczyło mnie inne nawiązanie, powieściowe tym razem, ale tego już nie zdradzę. Doczytajcie sobie. W sumie dostajemy tu dwanaście opowiadań, także jest przy czym spędzić czas. Żałuję za to, że nie pojawiła się żadna fabuła z okresu partyzanckiego, nie licząc krótkiego wstępu. Fajnie byłoby też ponownie spotkać młodego Kubusia. Może, to by był dobry kierunek – „Kubuś – przygody młodego Wędrowycza. Książka (nie) dla dzieci”? Andrzej Pilipiuk formalnie udzielam zgody na wykorzystanie tytułu bez żadnych roszczeń 🙂
O stylu autora chyba napisano już wszystko, w końcu ma on na koncie kilkadziesiąt książek recenzowanych na lewo i prawo. Zresztą o polityce i politykowaniu też pisano wiele. Autor też swoich poglądów nie ukrywa, chociaż w jego literaturze dostają generalnie wszyscy, solidną dawką obśmiania co głupszych pomysłów. Na pewno dobrą cechą twórczości Pilipiuka jest swobodne, często prześmiewcze wykorzystywanie w tekstach spraw bieżących. Tym razem jest wtrącenie o AI, jest grzane na nowo Riese, jest poddanie w wątpliwość sensu studiowania. A wszystko standardowo, swobodnie i z przekąsem. Czyta się to jak zawsze lekko i z uśmiechem. No i na tyle wciągająco, że osobiście nie wypatrzyłem żadnych literówkowych wtop.
Grafika okładkowa to tradycyjnie już ilustracja, której autorem jest Andrzej Łaski. Tym razem widzimy Jakuba przy pracy. Sądząc po wyrazie twarzy, najwyraźniej akurat ta działalność mu odpowiada. Co do jakości, to dość zastanawiające, bo dużo lepiej pasuje mi ta ilustracja w czarno-białej wersji wydrukowana na drugiej stronie książki. Ta kolorowa jest jakoś obdarta z klimatu, razi w oczy. Na szczęście klimat ratują świetne grafiki, jakie znajdziemy w środku. Każde opowiadanie doczekało się swojej scenki rodzajowej. Bardzo dobrze gra to ze słowem czytanym i dodatkowo pobudza wyobraźnię. Jestem zwolennikiem ilustracji w książkach, bo dają one chwilę wytchnienia w lekturze, a przy okazji pozwalają zobrazować sobie czarno na białym różne sceny.
Nowy tom przygód Jakuba Wędrowycza jest zatytułowany „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” próżno jednak szukać takiego opowiadania. Trochę mnie to zawiodło, bo oczami wyobraźni widziałem już nawet tę scenę. No ale nie można mieć wszystkiego. Zbiór jest na solidnym poziomie, chociaż nie oferuje wiele nowości. Odniosłem wrażenie, że ponad utarte schematy, dobrze znane wszystkim miłośnikom wojsławickich wojaży, mamy tutaj więcej Bardaków, co wyszło na plus oraz więcej Semena, co niekoniecznie wyszło na plus. Brakowało mi takich klasycznych „sztachetowych” rozwiązań, które tak dobrze sprawdzały się, gdy cykl wędrowyczowski startował. No dobra raz było dosadnie – kto by pomyślał, że samogon ze szpinaku może wzbudzić tyle emocji.
W kwestii oceny jestem rozdarty, bo wciąż jest to ten sam dobry Pilipiuk, którego literaturę lubię i cenię. Z drugiej strony, to jest ten sam dobry Pilipiuk, lekko już zgrany i bardzo znany. Jestem z tą serią od jakichś 16 lat i będę dalej, bądź co bądź Wędrowycz to taki nasz Kapitan Ameryka, Terminator i Batman. Nie da się go pominąć, chociaż nie każdy go polubi. To uniwersum jest już tak groteskowe, że przyjmie wszystko. Może więc pora na coś zupełnie szalonego? Tak czy owak, sprawdźcie sami, bo może to tylko moje odczucia, a ten tom to właśnie ten wiatr dmuchający z żagle serii? Co by nie sądzić „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” to dobra lektura na kilka wieczorów. Można sobie podzielić czytanie na poszczególne opowiadania i cieszyć się nimi dłuższy czas. Na nadchodzące jesienne słoty w sam raz.
https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba
Jakub Wędrowycz, czyli dobrze znany egzorcysta amator, profesjonalny bimbrownik i zakała gminy doczekał się kolejnego tomu opowiadań. „Wojsławicka masakra kosą łańcuchową to najnowsza książka Andrzeja Pilipiuka, którą Fabryka Słów oddała w nasze ręce. To już 11 raz, gdy spotykamy się oko w literę z tym bohaterem. Czy tak długa seria ma jeszcze szansę zaskoczyć czytelnika...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ 12 opowiadań 3 przykuły moją uwagę:
„Konkurs” – ze względu na humor sytuacyjny i językowy,
„Program Ikar” – i śmiesznie, i strasznie,
„Sygnet” – Jakub kontra Bardak, z pomysłem i polotem.
Pozostałe opowiadania są po prostu słabe. Za dużo dialogów, za mało akcji. Zbyt szablonowo i powtarzalnie.
Z 12 opowiadań 3 przykuły moją uwagę:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Konkurs” – ze względu na humor sytuacyjny i językowy,
„Program Ikar” – i śmiesznie, i strasznie,
„Sygnet” – Jakub kontra Bardak, z pomysłem i polotem.
Pozostałe opowiadania są po prostu słabe. Za dużo dialogów, za mało akcji. Zbyt szablonowo i powtarzalnie.
W oparach absurdu
We współczesnym świecie ucieleśnieniem ludzkiej potrzeby sprawiedliwości, oprócz rzeczywistych osób niosących pomoc, są superbohaterowie, którzy przywracają wiarę w lepsze jutro. Owszem, większość z nich utożsamianych jest ze światem Zachodu, lecz na naszej rodzimej ziemi mamy własnego, który być może wypada blado na tle wielkich herosów, ale łącząc groteskę, absurd oraz swojskość w oparach wiadomych trunków jest wyjątkowy na skalę światową. Jakub Wędrowycz – kultowy bimbrownik, bezwzględny egzorcysta, domorosły filozof, pogromca wampirów, zombiaków, ufoków, demonów oraz klanu Bardaków. Człowiek od brudnej roboty i zaostrzonego kołka.
„Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” oferuje czytelnikom dwanaście opowiadań okraszonych absurdem, humorem, rubaszną fabułą na tle prowincjonalnej miejscowości, która staje się ostoją nostalgii i minionego czasu. Od samego początku przygody Jakuba Wędrowycza to nie jest literatura wysokich lotów, wręcz odwrotnie, niskich lotów, gdzie najważniejsza jest zabawa konwencją, motywami, językiem. Przygody Wędrowycza spełniają wszelkie znamiona literatury rozrywkowej, czyli dynamiczne, brawurowe przygody, komizm sytuacyjny, absurd goniący absurd oraz częste nawiązania do popkultury. Jedenasty tom przygód Jakuba Wędrowycza wypada dobrze, może nie jest tak zaskakujący jak pierwsze tomy, a niektóre motywy wydają się wielokrotnie powielane, lecz nadal dostarcza sporo literackiej rozrywki.
Znaczna część opowiadań jest zdominowanych przez starcia Jakuba i jego przyjaciela Semena ze znienawidzonym klanem Bardaków. Z jednej strony taka forma pozwala poczuć czytelnikowi pewną stałość w tych absurdalnych przygodach, z drugiej strony wyczuwalna jest mniejsza różnorodność motywów i pomysłów, jak to miało miejsce w niektórych poprzednich tomach. Tym co się rzuca w oczy to dopracowanie. Tym razem każda opowieść jest odpowiednio skonstruowana. Nie znajdziemy urwanych opowieści, krótkich dwu-, trzystronicowych opowiastek, czy ledwie zarysowanych pomysłów fabularnych, jak miało to miejsce w niektórych tomach.
Bohaterowie opowiadań łączą w sobie absurdy PRL-u, spuściznę dawnych lat, wiejską mądrość, które w starciu ze współczesnym światem doprowadzają do komiczno-groteskowych sytuacji. Tym bardziej groteskowych im bardziej zapuszczają się po za obręby Wojsławic. Niewątpliwe pomysłowość nie opuściła Andrzeja Pilipiuka. W zbiorze znajdziemy zarówno duchy, dawne eksperymenty, syreny, podróże w czasie, morderczą poduszkę, fortepian czy spider… cielaka. Oprócz typowo fantastycznych przygód, pomiędzy dialogami znajdziemy luźne ciekawostki historyczne czy też komentarze autora do otaczającej nas rzeczywistości.
Pod tym płaszczem groteski oraz specyficznego humoru znajduje się gorzka refleksja nad sytuacją współczesnego człowieka. Zagubionego we współczesnej technologii. Nawet Jakub Wędrowycz pomimo posiadanych umiejętności i mocy wydaje się zdezorientowany i słaby w starciu z rozwojem technologicznym. Poprzez Jakuba Wędrowycza autor ukazuje dramat współczesnego człowieka, któremu wmówiono, że odcinając się od przeszłości, a poniekąd od korzeni może myśleć o przyszłości, porzucając balast jakim jest historia. Natomiast Andrzej Pilipiuk proponuje kierunek odwrotny, przywracając jak najwięcej nie tylko z lokalnej historii, ale z polskiej, rodzimej swojskości, co wywołuje nostalgię za czasami minionymi. Wydaje się, że ta nostalgia połączona z absurdalno-komicznymi przygodami jest głównym czynnikiem popularności Jakuba Wędrowycza na polskim rynku wydawniczym.
Podsumowując, jak to w każdym zbiorze bywa, każdy znajdzie coś dla siebie, lecz niewątpliwie kolejne przygody Jakuba Wędrowycza przeznaczone są dla wszystkich, którzy chcą oderwać się od rzeczywistości, zanurzyć w świecie absurdalnych przygód, jednocześnie celebrując rodzimą fantastykę.
W oparach absurdu
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWe współczesnym świecie ucieleśnieniem ludzkiej potrzeby sprawiedliwości, oprócz rzeczywistych osób niosących pomoc, są superbohaterowie, którzy przywracają wiarę w lepsze jutro. Owszem, większość z nich utożsamianych jest ze światem Zachodu, lecz na naszej rodzimej ziemi mamy własnego, który być może wypada blado na tle wielkich herosów, ale łącząc...
Pierwsze moje spotkanie z Jakubem Wędrowyczem i na pewno nie ostatnie. Z humorem i dystansem. Świetna rozrywka.
Pierwsze moje spotkanie z Jakubem Wędrowyczem i na pewno nie ostatnie. Z humorem i dystansem. Świetna rozrywka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma tego polotu i błysku, co w początkowych opowieściach o Jakubie Wędrowyczu. ale z sentymentu przeczytałam.
Nie ma tego polotu i błysku, co w początkowych opowieściach o Jakubie Wędrowyczu. ale z sentymentu przeczytałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak zwykle beka najniższych lotów... Polecam!
Jak zwykle beka najniższych lotów... Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne zwariowane przygody Wędrowycza i Semena.
Kolejne zwariowane przygody Wędrowycza i Semena.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to