Wróć na stronę książki

Oceny książki Wojsławicka masakra kosą łańcuchową

Średnia ocen
6,9 / 10
871 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
585
346

Na półkach:

“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie

A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką przerwę mieliście pomiędzy zbiorami przygód o wojsławickim egzorcyście i czy Pilipiuk akurat zaczął czepiać się tematów, które w jakiś sposób Was dotykają. W moim przypadku - przerwa trwała jakieś trzy lata (czyli od premiery do premiery, perki bycia recenzentem) i to wystarczająco, żeby znowu zacząć ciepło myśleć o Bimbrowniku, a czy Pilipiuk czepia się tematów, które mnie interesują… W sumie mnie to gucio obchodzi.

Z tomu na tom jest to poniekąd ta sama książka - różnią się nieco treścią, naciskiem na pewne akcenty, ale z zasady są tym samym. Wędrowycz z kumplem Semenem robią głupoty, z rozrzewnieniem wspominają carat i dawne czasy, problemy rozwiązują na “chłopski rozum”, a Pilipiuk bawi się konwencją i cieszy, że ludzie dalej kupują to samo. Być może jest to literacki odpowiednik “Zakładu pogrzebowego A. S. Bytom” - śmieszki z oczywistych rzeczy, niby przaśne i przewidywalne, ale jednak wymuszają wydech nosem czy krótki śmiech. Mam wrażenie, że z tomu na tom Pilipiuk pozwala sobie na mniej złośliwości wobec ewenementów polskiej rzeczywistości - może mu się tubka z jadem skończyła, może mu się już nie chce. “Wojsławicka masakra kosą łańcuchową” poza przydługim tytułem oferuje jedno opowiadanie spod znaku “manifest światopoglądowy”, ale nawet ono jest jakieś takieś przytulaśne i w sumie miękkie. Zależnie czego oczekujecie - to dobrze, albo źle. Według mnie dobrze.

A tak to… Co można powiedzieć o zbiorze opowiadań, który jest jedenastym tomem z serii? To samo, inny dzień, sprzedaż niezła. Fani kupią, nowicjusze w jakimś odsetku kupią zachęceni ugruntowaną pozycją na rynku i szumem (nie)zadowolonych fanów i tak się żyje na tej wsi. To, co gra w tej serii gra dalej, nawet jak się akord pomyli to koncertu nie zepsuje, a to co zgrzytało to zgrzyta, ale dajcie już spokój, kto na weselu nóżką nie tupał do disco polo?

W mojej profesjonalnej opinii… było w porządku. Dziękuję, dobranoc.

https://www.facebook.com/gniazdoszeptunow

“Wędrowycz się skończył” ~ anonim w internecie
“Wędrowycz w formie” ~ anonim 2 w internecie
“Lubię placki” ~ millenials próbujący śmieszkować w internecie

A idźcie się wszyscy bimbru napijcie ~ to już ja. Być może winny wszystkich trzech grzechów z powyższych. Na mój gust to czy “Wędrowycz się skończył” czy “jest w formie” będzie zależne wyłącznie od dwóch czynników - jaką...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
332
68

Na półkach:

Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się już od tak wielu lat, że mogą się spokojnie porozmawiać tylko spojrzeniami. Ich przygody były jak zwykle ciekawe. Z autorem takim jak Andrzej Pilipiuk, prowadzącym takich bohaterów, jak tych dwóch, nigdy nie wiadomo, gdzie poniesie ich historia. Czy nawet prehistoria.
Podobały mi się nawiązania do wcześniejszych opowiadań, które nie są jednak niezbędne, by zrozumieć obecną opowieść. Było to miłe puszczenie oka do czytelników, którzy towarzyszyli egzorcyście i jego przyjacielowi przez poprzedni dziesięć tomów. Doceniam też nawiązania do innych książek, z, wydawałoby się, innego universum Autora. Przyjemnie jest patrzeć, jak niektóre przygody łączą bohaterów, którzy nie mają ze sobą prawie nic wspólnego.
Jednak… Ta część to już nie było do końca to, za co tak polubiłam Jakuba i Semena. Można było tu przeczytać dużo więcej o Bardakach i dużo głębiej wejść między członków tego wrogiego klanu. Aż nieswojo się czułam, kiedy to oni byli głównymi bohaterami kilku opowiadań.
Poczucie humoru też nie było już niestety tak świeże i zaskakujące. Nie dziwię się jednak i nie jest to z mojej strony zarzut - w końcu napisać 11 tomów opowieści o dwóch pijanych staruszkach i utrzymać tę serię na równym poziomie to nie lada wyzwanie. Tak jak poprzednie części, tak też ta jest lekką, przyjemną książką, przy której można odpocząć. Między innymi od logiki, przewidywalności i racjonalnego myślenia. Tu królują mieszanki genetyczne z pająkiem, magiczne sygnety czy podróże w czasie.
Mimo, że książka mnie nie porwała, mogę powiedzieć, że nie była też zła. A fani Wędrowycza na pewno znajdą w niej coś dla siebie.

Jakub i Semen powrócili… lecz już nie w takiej dobrej formie. Co prawda opis z okładki bardzo zachęcał do sięgnięcia po kolejną część, jednak muszę przyznać, że niestety nie porwała mnie tak, jak poprzednie.
Oczywiście, pojawiały się dialogi, przy których można było się śmiać w głos. Zazwyczaj między Jakubem a Semenem, czego zresztą należało się spodziewać, skoro znają się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
361
328

Na półkach:

Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z instrumentem i pomagają syrence warszawskiej. A Wojsławice okazują się bardziej cywilizowane ode mnie i większości moich znajomych, bo mają zmywarkę!
W tej części, co pewnie dla wielu będzie istotną informacją, Wędrowycz w końcu zajmuje oficjalne stanowisko wobec Rosji i prowadzonej przez nią obecnie wojny.
Najlepsze historyjki? Teodor, Fortepian, Burzowa Kuchnia, Szara Tynktura. Najsłabsza – zdecydowanie Program Ikar. No i minus dla Zielonego czynnika za hejt dla warzywka, które lubiłam w szkole i lubię nadal. I w sumie chyba dzisiaj nawet sobie na obiad zjem, a co. Najgorszym daniem ze szkolnej stołówki były dla mnie tłuste mięcha oraz brukselka, i nadal nie darzymy się sympatią.
Największa wada – powtarzalność. Sporo żartów już było, i nie chodzi o tworzenie recurring jokes, ale sprawia wrażenie raczej jakby autor zapomniał, co gdzie napisał albo jakby uważał swoje poczucie humoru za tak rozbrajające, że nie zaszkodzi opowiedzieć tego samego tekstu 30 razy. Jak słusznie zauważyli inni czytelnicy w sieci, żart o oglądaniu gołych bab w sieci powtarza się co najmniej kilkakrotnie w jednym tomie. Również obsesja Pilipiuka na punkcie ekologii i ochrony środowiska przybiera już formy, które bardziej pasowałyby do profilu twitterowego redaktora Łukasza W. niż książkę o Jakubie. W jednym z opowiadań sięgnęła już zenitu i tak obficie się wylała, aż poczułam nadzieję, że może autor już się nią znudzi i nie upchnie jej w kolejnej części. Bo liczę na kolejną część – chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, jakby Pilipiuk chciał nas przygotowywać powoli na pożegnanie z Jakubem, niestety.

Najnowszy Wędrowycz, świeży i spod igły, rozpoczyna się klasycznym motywem znanym ze starych słowiańskich opowieści a kończy sztuczną inteligencją. Sporo o Bardakach, historii rodu i ich życiowym credo. Podobnie jak ród Adamczewskich, Jakub i Semen odwiedzają Turcję i niczym Holmes z Watsonem ścigają psisko z koszmarów. Cofają się także w czasie, by rozwiązać problem z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to