rozwiń zwiń
Wróć na stronę książki

Oceny książki Normalni ludzie

OPINIE


avatar
150
60

Na półkach:

Gdybym miała jednym słowem opisać o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że o relacji. Nie ma tu wartkiej akcji, zagadek czy plot twistów. Jest to jedna z tych spokojnych książek, gdzie wydarzenia są tylko tłem dla rozwoju relacji dwóch osób.

Connell i Marianne przez całą książkę prawie nigdy tak na prawdę nie są oficjalnie parą, ale mimo to przez cały czas są razem, nawet jeśli dzielą ich kilometry, przeżycia i inne związki.
Czasem miałam ochotę potrząsnąć albo jednym albo drugim z bohaterów i powiedzieć mu "hej, ogarnij się i podejmij jakąś decyzję". Miałam często wrażenie, że bohaterowie nie umieją się określić i przez to wpływają toksycznie na siebie nawzajem. Gdy Connell zaczął traktować Marianne z większym zrozumieniem to jej się nagle coś odklejało, a potem było na odwrót. Ale doszłam do wniosku, że może w młodości człowiek nie zawsze wie czego chce i robi wiele głupich czy niezrozumiałych rzeczy, nawet jak mu na kimś zależy.

Książka skłania do pewnych refleksji, nawet jeśli nie nad samym sobą, to nad psychologią i zmianami tempa w relacjach na różnych etapach życia. Zostawiła we mnie jakąś negatywną emocję, ale jeszcze nie umiem jej nazwać. Jakiś taki niepokój? Czułam to też przez całą książkę.

Na minus fakt, że przez brak akcji, czytało mi się ją bardzo powoli (dobre kilka tygodni, a starałam się czytać codziennie). Strasznie mi się dłużyła i wywołała we mnie dużo skrajnych emocji.

I mimo, że jest to "podróż" po relacji dwojga ludzi, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że finalnie jest to podróż drogą donikąd.

Gdybym miała jednym słowem opisać o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że o relacji. Nie ma tu wartkiej akcji, zagadek czy plot twistów. Jest to jedna z tych spokojnych książek, gdzie wydarzenia są tylko tłem dla rozwoju relacji dwóch osób.

Connell i Marianne przez całą książkę prawie nigdy tak na prawdę nie są oficjalnie parą, ale mimo to przez cały czas są razem,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
40
40

Na półkach:

Nie wiem, co o tej książce myśleć. Jest po prostu… "normalna". Nie ma tu wielkich dramatów, krzyków ani spektakularnych tragedii, a mimo to po lekturze zostało we mnie wyraźne poczucie niepokoju.
Bohaterowie są zwyczajni, momentami wręcz banalni: trochę popularni, trochę wycofani, trochę zagubieni. Jednocześnie mają w sobie coś bardzo charakterystycznego - kompletną nieumiejętność komunikacji. Rozmawiają ze sobą, a jednak ich rozmowy często niczego nie wnoszą. Zapewniają się o uczuciu, by za chwilę niemal każde spotkanie kończyło się nieporozumieniem, wątpliwościami i niedopowiedzeniami.
Ich relacja jest, w moim odczuciu, toksyczna, wręcz pasożytnicza. Jedno wysysa z drugiego emocje i energię, by po chwili role się odwróciły. I choć mijają lata, mam wrażenie, że bohaterowie wcale się nie zmieniają. Nadal tkwią w tych samych schematach, jakby emocjonalnie zatrzymali się na etapie nastoletnim. Trochę wstydzą się tego, co czują, trochę to akceptują, ale nigdy nie potrafią naprawdę tego przepracować.
To książka, która nie daje satysfakcji ani ulgi. Zostawia raczej z pytaniem, czy "normalność" nie bywa czasem najbardziej niewygodna i bolesna ze wszystkich możliwych historii.

Nie wiem, co o tej książce myśleć. Jest po prostu… "normalna". Nie ma tu wielkich dramatów, krzyków ani spektakularnych tragedii, a mimo to po lekturze zostało we mnie wyraźne poczucie niepokoju.
Bohaterowie są zwyczajni, momentami wręcz banalni: trochę popularni, trochę wycofani, trochę zagubieni. Jednocześnie mają w sobie coś bardzo charakterystycznego - kompletną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
843
843

Na półkach:

Kilka lat temu powieść Sally Rooney była widoczna wszędzie. Dyskutowano o niej, zachwycano się nowatorstwem tej opowieści, nie wypadało jej nie przeczytać. „The Guardian” okrzyknął ją fenomenem dekady i umieścił na liście najważniejszych powieści XXI wieku. Stacja BBC zrealizowała serial na jej podstawie ( którego nie znam) i cieszył się on niemałą popularnością. Ja czytam „Normalnych ludzi” dopiero dziś i… zupełnie nie rozumiem tego szumu i zachwytu.
Nie twierdzę, że to zła książka. Wręcz przeciwnie, jako powieść psychologiczno- obyczajowa prezentuje dobry poziom zarówno pod względem literackim, jak i fabularnym. Nie znalazłam w niej jednak niczego odkrywczego. Podobno to portret pokolenia millenialsów, do którego nie należę. I tu właśnie tkwi problem. Bo ja po prostu nie potrafię zrozumieć zachowań i emocji głównych bohaterów. Wydają mi się być sztuczne, wysilone, celowo komplikowane, aby stworzyć wokół siebie otoczkę nietuzinkowości. Mimo że Marianne i Connell kilkakrotnie podkreślają, że chcieliby być normalnymi ludźmi, to jednak robią wszystko, by swoje życie uczynić dalekim od normalności.
Gdyby chcieć krótko przedstawić fabułę książki Rooney to jest to historia dwojga młodych ludzi pochodzących z różnych klas społecznych, którzy już w liceum zakochują się w sobie. Żadne z nich nie nazywa tego miłością, a ukrywanie tego związku przed światem staje się dla nich kwestią na tyle istotną, że poświęcają dużo energii, by nikt w szkole nawet nie podejrzewał, że dziewczyna z zamożnego domu sypia z synem sprzątaczki. I właściwie nie wiadomo dlaczego, bo po latach okazuje się, że ich znajomi w ogóle nie byli zainteresowani tą sprawą.
Autorka przedstawia relację swoich bohaterów na przestrzeni kilku lat, podczas których oboje wchodzą w dorosłość, zaczynają pracę, studia, wchodzą w związki. Mimo że są dla siebie ważni, tęsknią i chcieliby być razem, to jednocześnie sabotują własną miłość, świadomie odmawiają sobie prawa do szczęścia, jakby bali się sobie na nie pozwolić. Jest w tym związku coś masochistycznego. Szczególnie ona zadaje sobie ból, wiąże się z mężczyznami, którzy lubią przemoc w sypialni, perwersyjnie ją upokarzają. Marianne godzi się na wiele, będąc w tych relacjach absolutnie obojętną, bierną- tak jakby chciała ukarać siebie (za co?). Connell z kolei nie może ułożyć sobie życia z żadną kobietą, bo nie potrafi przestać myśleć o licealnej miłości. Ich związek jest jak z bajki o żurawiu i czapli: chodzą koło siebie, rozstają się i wracają i właściwie nie wiadomo, dlaczego nie stworzą udanego stadła. Najbardziej zdumiewał mnie paradoks tej miłości. Z jednej strony zapewniają siebie o tym, że nie są parą i dają sobie pozwolenie na inne związki, a z drugiej czują się zranieni i zazdrośni, gdy to drugie zwiąże się z kimś na dłużej.
Jeśli to jest prawda o pokoleniu millenialsów, to musi to być bardzo zagubione pokolenie. Z historii bohaterów „Normalnych ludzi” wyziera przeraźliwa samotność, niepewność, brak akceptacji dla samego siebie, lęk przed światem i dorosłością, a przede wszystkim przed zaangażowaniem. Sally Rooney odmalowała portret pokolenia bardzo wnikliwie, do tego stopnia, że czujemy ból podczas lektury. Ja jednak nie potrafiłam się w tę historię zaangażować. Należę wszak do pokolenia, które nie miało czasu i warunków, by aż tak bardzo skupiać się na sobie, analizować swoją psychikę, a przez to komplikować sobie życie. Czyż nie byłoby prościej po prostu się pokochać i być ze sobą aż do końca tej miłości? No, ale wtedy nie byłoby „fenomenu dekady”.

Kilka lat temu powieść Sally Rooney była widoczna wszędzie. Dyskutowano o niej, zachwycano się nowatorstwem tej opowieści, nie wypadało jej nie przeczytać. „The Guardian” okrzyknął ją fenomenem dekady i umieścił na liście najważniejszych powieści XXI wieku. Stacja BBC zrealizowała serial na jej podstawie ( którego nie znam) i cieszył się on niemałą popularnością. Ja czytam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to