fajna zabawa, dobre do czytania w: łóżku, tramwaju, pociągu, trakcie odwiedzin u znajomych, kawiarni i restauracji. momentami skręca w desadowskie fantazje i to są nieco męczące chwile, ale ogólnie wyobraźnia płynie tutaj w ciekawy i inspirujący sposób
fajna zabawa, dobre do czytania w: łóżku, tramwaju, pociągu, trakcie odwiedzin u znajomych, kawiarni i restauracji. momentami skręca w desadowskie fantazje i to są nieco męczące chwile, ale ogólnie wyobraźnia płynie tutaj w ciekawy i inspirujący sposób
Czysta pornografia bez niedomówień, w dużej mierze opisy niestandardowych zachowań seksualnych wśród paryskiej bohemy, lecz nie ograniczające się li tylko do niej. Bohaterowie to albo osoby już całkowicie wyzwolone z jakichkolwiek konwenansów, albo na naszych oczach przekraczające granicę zatracenia się w seksie.
Zgodnie ze wstępem - opowiadania mają jeden cel: wywołać albo rozniecić podniecenie, charakterystyki psychologiczne zostały więc przycięte wyłącznie do kontekstu erotycznego, przez co można odnieść wrażenie, że ludzkimi decyzjami rządzi jedynie chuć. Czytelnik został ostrzeżony, nie powinien więc zarzucać autorce spłycenia tematu i redukcji bohaterów do niewolników narządów płciowych.
Owszem, autorka na pewno była bardzo uważną obserwatorką, którą cechowała duża świadomość złożoności mechanizmów kierujących ludzkim pożądaniem. Opisuje więc i kobiety mylące żądzę z miłością, i fetyszyzm, i homoseksualizm, i stręczycielstwo. Mimo tak zdecydowanego wyjścia poza standardy, wobec pewnych zachowań nawet Anaïs Nin ustami lub w myślach swoich bohaterów wyraża co najmniej rezerwę, żeby nie powiedzieć obrzydzenie. Warto podkreślić, że również przestrzega – nie chodzi mi jedynie o skrajność zbrodni powiązanej ściśle z określoną formą zbliżenia. Autorka wskazuje na nietrwałość relacji opartych wyłącznie na seksie. W pewnym momencie związek przestaje być atrakcyjny dla jednego lub obojga partnerów, bo inni, nawet całkowicie przypadkowi, znajomi czy wręcz nieznajomi kuszą obietnicą nowych doznań. Seks staje się narkotykiem – bohaterom trzeba coraz więcej, mocniej i coraz bardziej niestandardowo, aby osiągnęli spełnienie.
Dla poszukiwaczy „ducha epoki” też znajdzie się tu i ówdzie jakiś kąsek. Nie mam na myśli tylko znanego z innych lektur paradoksu ludzi bez grosza, którzy nagle kupują dom na prowincji, wybierają się w podróż lub stać ich na wyszukane stroje. W pamięci utknął mi opis typowego stroju robotnika, uszytego mianowicie z niebieskiego sztruksu.
Rozważając kwestie czysto formalne, nie można nie wspomnieć o konstrukcji niektórych opowiadań, zawierających chwyt literackiej szkatułki.
Mam wreszcie ogromny zarzut do tłumacza Mieczysława Dutkiewicza. Zdaję sobie sprawę, że język polski w zakresie erotyki jest ubogi. Pisząc czy tłumacząc pornografię, stąpa się po bardzo cienkim lodzie i niezmiernie łatwo popaść w kicz, wulgarność lub formalizm (terminologia medyczna). Domyślam się, że wiele metafor roślinnych wynikało z wiernego przekładu twórczości pisarki. Nie raziły mnie, żeby była jasność. Niemniej nie jestem w stanie wybaczyć czasownika „spuścić się” w kontekście kobiecego szczytowania. To jest po prostu błąd językowy.
Czysta pornografia bez niedomówień, w dużej mierze opisy niestandardowych zachowań seksualnych wśród paryskiej bohemy, lecz nie ograniczające się li tylko do niej. Bohaterowie to albo osoby już całkowicie wyzwolone z jakichkolwiek konwenansów, albo na naszych oczach przekraczające granicę zatracenia się w seksie.
Zgodnie ze wstępem - opowiadania mają jeden cel: wywołać albo...
Książka szczególna nie tylko ze względu na subtelność i wyrazistość erotyki zarazem, ale i ze względu na odwagę bawienia się fantazjami. Jej bohaterki są zmysłowe, świadome swoich potrzeb albo badające je po omacku. Są odważne i poszukujące. Anais kreśli miniaturowe portrety psychologiczne swoich bohaterek smakujących życie, w czasach, gdy w polskiej literaturze kobiety występowały w rolach głównie tradycyjnych. Warto jednak przypomnieć, że w tym samym czasie Nałkowska domagała się pełni praw seksualnych dla kobiet: prawa do radości w związku z mężczyzną, spełnienia nie tylko w roli matki.
Anais Nin ma trwałe miejsce w historii literatury.
Książka szczególna nie tylko ze względu na subtelność i wyrazistość erotyki zarazem, ale i ze względu na odwagę bawienia się fantazjami. Jej bohaterki są zmysłowe, świadome swoich potrzeb albo badające je po omacku. Są odważne i poszukujące. Anais kreśli miniaturowe portrety psychologiczne swoich bohaterek smakujących życie, w czasach, gdy w polskiej literaturze kobiety...
Zdecydowanie nie tego się spodziewałam po tej książce. Wiedziałam, że książka nie będzie ociekać erotyzmem i pikantnymi scenami, ale oczekiwałam jakichkolwiek opisów aktów sekaulnych. Jedyne co dostałam, to mnóstwo stron zwykłej historii, poszła tam zrobiła to, i gdzieś tam przy okazji jakiś krótki i kompletnie pobieżny opis stosunku który odbyła. Nie oczekiwałam po tej książce Grey'a, ale zdecydowanie oczekiwałam zaprezentowania przez autorkę seksu w tamtych czasach, tego jak kobiety go postrzegają, jak do niego podchodzą, czy o nim myślą a jak tak to ile. Z książki wynika, że kobiety kiedyś to były zwykłe ku*** które na sam widok faceta już miały mokro, nie ważne jakiego faceta, swojego czy nie, i mogły się bzykać wszędzie, na każdym rogu bo podniecał je nawet chodnik.. Serio.
z opisu: "(autorka) Bada przestrzeń, która do tej pory była domeną pisarzy, nie pisarek" - cóż, moim zdaniem to ona dopiero bada pisanie samo w sobie, nie pisanie erotyków. Historie krotkie w których mnóstwo się dzieje, przeskakiwanie ze sceny do sceny czasami nawet w tym samym akapicie.. Gubiłam się w tej książce niezwykle często, tak była zagmatwana.
Dalej z opisu: "przywołuje esencję kobiecej seksualności." - wyobrażałam sobie przez to opisy kobiet powoli poznających własne ciało, powoli zaczynających sobie zdawać sprawę ze swojej seksualności i tego jak działają na facetów. Cóż, tego nie było, nie było tej subtelności, której oczekiwałam. Książka napisana bardzo obcesowo i niesmacznie, nie prezentująca nic poza kiepskimi opisami zwierzęcego seksu upchanymi gdzieś nielicznie pośród jeszcze bardziej kiepsko napisanej historii bohaterów.
Zdecydowanie nie tego się spodziewałam po tej książce. Wiedziałam, że książka nie będzie ociekać erotyzmem i pikantnymi scenami, ale oczekiwałam jakichkolwiek opisów aktów sekaulnych. Jedyne co dostałam, to mnóstwo stron zwykłej historii, poszła tam zrobiła to, i gdzieś tam przy okazji jakiś krótki i kompletnie pobieżny opis stosunku który odbyła. Nie oczekiwałam po tej...
Czy jeśli kobieta pisze o sprawach seksualnych zaraz ma być sentymentalnie i lirycznie? Jeśli napisze rzeczowo i wprost o akcie płciowym to będzie niegodna miana kobiety? Całe szczęście, że teksty nie mają nic z Greyem i jemu podobnymi bohaterami. Obecnie literatura erotyczna kojarzy się z tego typu, mdłymi fabułami, gdzie wyrobiony pod wieloma względami ogier wprowadza w życie około trzydziestoletnią dziewicę. I ponoć to jest dobre, a nawet wciąż robi duże "łał!". Zderzyłam się z niesamowitym polotem autorstwa Sylvain Reynard, gdzie dziesiątki stron poświęcono na westchnienia bohaterki i patrzeniu na buty zmysłowego jegomościa, bo ona taka niewinna, że aż trudno było jej spojrzeć człowiekowi w oczy (tylko skąd wiedziała jak one wyglądają, o czym wspominała przez kolejne linijki tej górnolotnej treści?!!). Nie przepadam za niedorzecznościami. Możliwe, że tego typu pisarstwo brane jest za opiewanie romantyzmu, a ja jestem na tyle nieczuła, iż dostrzegam w nim tylko nieprawidłowości w konstrukcji zdarzeń czy niekonsekwencję w prezentowaniu bohaterów. Za to u Anaïs Nin nie będzie ckliwości, zbyt wysublimowanej gry w kota i myszkę, a oddana zostanie prawdziwa żądza człowieka. Ta sama żądza, która czasem wpędza człowieka w obsesję, obnażając jego pierwotne potrzeby i ukazując różnorodność na skali seksualnych praktyk. Erotyczny nałóg może stać się tym samym, co każdy inny i wziąć we władanie nie tylko ciało, ale i psychikę.
W "Delcie Wenus" spotykamy się z opowiadaniami, więc nie będzie tylu natchnionych momentów, co w literaturze współczesnej. Nie będzie też zmysłowego uwodzenia prosto z romansów historycznych. Będzie krótko, czasem surowo i nago w prezentowaniu określonego zachowania. Przy najkrótszych opowieściach autorka przechodzi bez zbędnych wstępów do przedstawienia seksualnych preferencji bohaterów. Krótko i jednoznacznie. Możliwe, że tego typu podejście prezentowane przez Nin, bardzie kojarzy sie z męskim punktem, gdzie seks to akt płciowy, a nie zaloty skowronków. Na dobrą sprawę brak tu opisu uniesień, wzdychania bohaterek, rozpasanej namiętności. Dostajemy fizyczny akt w czystej postaci, gdzie dosłownie każdy z każdym może mu się oddać bez zbędnych niuansów. Zaspokajanie podstawowej potrzeby graniczy z jakimś wariactwem, nie zważając na stosunki kazirodcze, ekshibicjonizm i wszelkie inne, w ocenie moralnej, niedopuszczalne.
Opowiadania przedstawiają studium ludzi opętanych swoją seksualnością, nie liczących się z potrzebami innych, a jedynie spełnieniem własnych żądz. Szkoda, że nie ma w nich rysu psychologicznego, podkreślenia motywów działania bohaterów. Na pewno dodałoby to całości większej wartości. Jednak i tak dostajemy wgląd w jakiś fragment ówczesnej obyczajowość, stosunki jakie dziś nazwiemy wprost pedofilią, kazirodztwem czy innym zboczeniem, wydają się być wówczas mniej lub bardziej zwyczajne w swej praktyce. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ugruntowanie się pewnych norm społecznych poczyniło wielką rewolucję w sprawach seksualnych. To co kiedyś było wyłącznie sprawą "sypialnianą", dziś miewa rozstrzygnięcia w sądzie.
Czy jeśli kobieta pisze o sprawach seksualnych zaraz ma być sentymentalnie i lirycznie? Jeśli napisze rzeczowo i wprost o akcie płciowym to będzie niegodna miana kobiety? Całe szczęście, że teksty nie mają nic z Greyem i jemu podobnymi bohaterami. Obecnie literatura erotyczna kojarzy się z tego typu, mdłymi fabułami, gdzie wyrobiony pod wieloma względami ogier wprowadza w...
Książka mnie wciągnęła, bo potrzebowałam czegoś lekkiego po tych klasykach które sobie wybrałam na wakacje. Niestety nie jestem (jeszcze!) znawczynią tematu, ale jedno mi się na pewno podoba - tekst nie jest mdły. Spodziewałam się, że jeśli spod pióra kobiety wyszło coś o seksie, to będzie mnóstwo romantycznych sytuacji, przemilczanych momentów, wielkie miłości. Nie. Był seks w każdej formie, piękniej przedstawiony niż w filmach erotycznych, ale nie wyniesiony na wyżyny. Oczywiście, bez problemu znajdziemy tam przesadę i tendencje skrajne. Na pewno niejeden mężczyzna chciałby mieć romans z którąś z bohaterek.
No cóż. Polecam, zarówno kobietom, jak i mężczyznom.
Więcej na:
http://literalna-czytaczka.blogspot.com/2015/09/tytu-delta-wenus-autor-anais-nin.html
Książka mnie wciągnęła, bo potrzebowałam czegoś lekkiego po tych klasykach które sobie wybrałam na wakacje. Niestety nie jestem (jeszcze!) znawczynią tematu, ale jedno mi się na pewno podoba - tekst nie jest mdły. Spodziewałam się, że jeśli spod pióra kobiety wyszło coś o seksie, to będzie mnóstwo romantycznych sytuacji, przemilczanych momentów, wielkie miłości. Nie. Był...
Czytając notę wydawcy miałam nadzieję na zmysłową i literacką ucztę.
Może i jest zmysłowa,choć ta zmysłowość jakaś taka bez wyrazu.
Natomiast co do literackiej uczty -no przepraszam bardzo ,to zaledwie przekąska i to bez smaku.
Czytając notę wydawcy miałam nadzieję na zmysłową i literacką ucztę.
Może i jest zmysłowa,choć ta zmysłowość jakaś taka bez wyrazu.
Natomiast co do literackiej uczty -no przepraszam bardzo ,to zaledwie przekąska i to bez smaku.
"Delta Wenus" - zbiór opowiadań erotycznych niegdysiejszej skandalistki Anais Nin - nie są lekturą wybitną, natomiast pożyteczną, jeśli chce się zobaczyć obyczajowość społeczeństwa na początku dwudziestego wieku. Autorka przyznaje, że teksty te były pisane głównie na zamówienie i dla pieniędzy - nie ma tu więc wybitnych przemyśleń, ekwilibrystyki językowej. Natomiast jest przyzwoity warsztat i trochę obyczajowych ciekawostek, zawadzających nawet o pedofilię. Warto dla zaspokojenia ciekawości.
"Delta Wenus" - zbiór opowiadań erotycznych niegdysiejszej skandalistki Anais Nin - nie są lekturą wybitną, natomiast pożyteczną, jeśli chce się zobaczyć obyczajowość społeczeństwa na początku dwudziestego wieku. Autorka przyznaje, że teksty te były pisane głównie na zamówienie i dla pieniędzy - nie ma tu więc wybitnych przemyśleń, ekwilibrystyki językowej. Natomiast jest...
Przeczytałam wstęp autorki do tegoż dzieła i brzmiał zachęcająco. Skarżyła się tam, że pisząc swoje erotyki na zamówienie, kazano jej odzierać je ze wszelkich opisów postaci, z całej otoczki, która tworzyła pewien klimat namiętności, dlatego powstał właśnie ten oto zbiór.
Jednak po takim wstępie nie spodziewałam się, że będzie to tak... głupie. Zdarzały się opowiadania, w których były jedynie opisy, a np. na koniec autorka raczyła nas zdaniem "pewnego dnia zgwałcili go wszyscy po kolei" i koniec. A zdarzały się też tak długie , z taką ilością postaci, że kompletnie nie miałam pojęcia kto z kim i dlaczego, zaś same akty były opisane krótko i były bardzo do siebie podobne. Autorka szła w tym temacie na ilość nie jakość. Jakby główni bohaterowie musieli zaliczyć, jak najwięcej innych bohaterów i wtedy będzie to podniecające. Może i by nawet było, gdyby miało to jakieś związki przyczynowo-skutkowe, ale takowych zabrakło. Przykład? Jedno z opowiadań zaczyna się od wyjęcia ciała topielca - pięknej kobiety. Główny bohater oczywiście uprawia z nią seks, po czym ucieka. Dwa zdania później podgląda już jakiegoś chłopca, wspomina jakieś swoje romanse i tyle... Żaden nie jest ze sobą powiązany, nigdzie nie ma wspomnienia martwej, i skończywszy to opowiadanie wczoraj już nawet nie pamiętam, jak ono się skończyło. Nie wiem ani jaki w tym cel, ani jak autorka poprzez tego typu zabiegi chciała stworzyć jakąkolwiek atmosferę, bo wszędzie jest po prostu NUDA.
Fajnie, że autorka chciała oprócz aktów opisać bohaterów i nadać im jakieś cechy charakteru, ale to daremny wysiłek, skoro opowiadanie to plątanina przypadkowych wątków.
I porównanie tego w opisie do "50 twarzy Greya", książki która przecież nie jest szczytem literackiego kunsztu to zwykły chwyt komercyjny, który obraża tamtą książkę. Bo i owszem ludzie są ciekawi bezpruderyjnych aktów, ale lepsza banalna fabuła, niż żadna. Amen
Gniot, gniot, i jeszcze raz gniot.
Przeczytałam wstęp autorki do tegoż dzieła i brzmiał zachęcająco. Skarżyła się tam, że pisząc swoje erotyki na zamówienie, kazano jej odzierać je ze wszelkich opisów postaci, z całej otoczki, która tworzyła pewien klimat namiętności, dlatego powstał właśnie ten oto zbiór.
Jednak po takim wstępie nie spodziewałam się, że będzie to tak......
"Delta Wenus" to bardzo ciekawe doznanie czytelnicze. O miłości w znaczeniu stricte erotycznym piszą głównie mężczyźni (głównie, ale też nie chcę generalizować). Tymczasem do moich rąk trafił zbiór opowiadań francuskiej pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. To już samo w sobie jest wyjątkowe, że w tamtych czasach ktoś odważył się tak otwarcie pisać o seksie.
Gdyby książkę napisał mężczyzna na pewno nie znaleźlibyśmy takich opisów aktu seksualnego. Kobiety zupełnie inaczej traktują i odczuwają miłość, stosunek jest dla nich okazaniem miłości. Przypuszczam, że mężczyźni nie ostrzegliby tego co autorka, a opowiadania byłyby trochę inne, na pewno troszkę bardziej wulgarne. Anaïs Nin trochę się wyłamała iw jej opowiadaniach więcej było o zaspokajaniu swoich potrzeb, rzadko pisała o stosunku jako spełnieniu miłosnym partnerów.
Książkę po prostu połknęłam. Gdyby nie inne obowiązki to przeczytałabym ją w 3-4 godziny (bez przerw). Bardzo podobała mi się prostota języka, opisy, które nie były wulgarne, ale piękne i bądź co bądź człowiek mógł sobie co nieco wyobrazić. Czeka na mnie jeszcze jedna książka tej autorki: niedawno wydana, pt "Małe ptaszki".. Ciekawe jestem wrażeń po jej przeczytaniu.
"Delta Wenus" to bardzo ciekawe doznanie czytelnicze. O miłości w znaczeniu stricte erotycznym piszą głównie mężczyźni (głównie, ale też nie chcę generalizować). Tymczasem do moich rąk trafił zbiór opowiadań francuskiej pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. To już samo w sobie jest wyjątkowe, że w tamtych czasach ktoś odważył się tak otwarcie pisać o seksie.
Gdyby...
Poniedziałkowy poranek to nie najlepszy moment na odpowiadanie na trudne pytania. Ale powiedzcie mi proszę: dlaczego i po co powstaje literatura erotyczna?
Pytam, ponieważ trudno jest mi znaleźć odpowiedź. Nie wykluczam, że - co bardzo prawdopodobne - nie jestem po prostu odpowiednim targetem książek z tej kategorii i moja zdolność pojmowania ich fenomenu jest bardzo ograniczona.
Seks jest fajny, ale naprawdę, lepiej go uprawiać, niż o nim czytać. Czyżby literatura erotyczna była rakiem w myśl powiedzenia, że na bezrybiu i rak ryba?
Na okładce książki napisano:
"Anaïs Nin w przełomowej antologii opowiadań erotycznych wyczarowuje błyskotliwą kaskadę seksualnych doznań, tworząc własny i niepowtarzalny język zmysłów. Bada przestrzeń, która do tej pory była domeną pisarzy, nie pisarek. Jej zmysłowa i pełna pasji proza przywołuje esencję kobiecej seksualności w świecie, w którym tylko miłość ma znaczenie. Świat stworzony przez Nin jest wytworny i magiczny, a zamieszkujący go bohaterowie jej wyobraźni są targani najbardziej uniwersalnymi namiętnościami. Jest więc węgierski niebieski ptak, uwodzący zamożne kobiety i ulatniający się następnie z ich pieniędzmi; tajemnicza kobieta, skrywająca twarz za woalką, która wybiera swoje ofiary w restauracji; jest też paryska modystka Matylda, która postanawia porzucić męża dla opiumowych nocy w Peru…"
Anaïs Nin erotyki pisała na zlecenie. Każdy po dolarze za sztukę. We wstępie do "Delty Wenus", zbioru swoich erotyków napisała: "uświadomiłam sobie, że od wieków mieliśmy tylko jeden model tego gatunku literackiego - utwory pisane przez mężczyzn. Zdałam już sobie sprawę z różnicy, jaka istnieje pomiędzy męskim a kobiecym sposobem traktowania seksu".
Erotyczna proza Nin jest poetycka, delikatna i - co da się dostrzec bardzo wyraźnie - bardzo kobieca. Weźmy na przykład taki oto fragment:
"Matylda zaczęła zastanawiać się, czy i ona mogłaby zaczerpnąć trochę miodu ze swego tajemniczego jądra. Palcami rozdarła drobne wargi sromu i poczęła głaskać je delikatnymi, kocimi ruchami, tam i z powrotem, jak czynił to Martinez swymi ciemnymi, pełnymi wigoru palcami. Przypomniała sobie te ciemne palce na swoim ciele - tak bardzo z nim kontrastujące - oraz ich grubość, która kazała spodziewać się raczej bólu niż przyjemności przy dotyku. A tymczasem... jak delikatnie potrafiły pieścić, pomyślała teraz, jak lekko pochwycił palcami jej wargi... tak jakby dotykał zamszu. Ujęła je tak jak on przedtem, palcem wskazującym i kciukiem. Druga, wolna ręka kontynuowała tymczasem pieszczoty. Ogarnęło ją to samo obezwładniające uczucie co wtedy, pod wpływem dłoni Martineza. Gdzieś z głębi napływała już słonawa wilgoć, zraszająca skrzydełka płci." (str. 35)
Umówmy się: język erotyki jest bardzo ubogi. Trudno pisać erotyczną prozę bez popadania w skrajności, o czym doskonale wiedzą ci, którzy kilka takich pozycji mają już za sobą. Albo są to opisy wulgarne i żenujące, z chujami, pizdami i puśkami na czele, jak miało to miejsce w przypadku książki "Pieprzyć przyjaciół", albo opisy prawie medyczne. I jedne i drugie czyta się po prostu źle. Nin udowodniła jednak, że o seksie można pisać inaczej. Innym językiem i z inną wrażliwością. Mimo to pojawiło się w Delcie Wenus kilka fragmentów, które uznałam za niesmaczne. Na przykład ten, gdzie dorosły mężczyzna pozwala dziewczynkom (dziesięcio- i dwunastoletniej) figlować na swoim łóżku. On ma wzwód, natomiast one, skacząc po jego kołdrze, siadając na nim i ujeżdżając go (co dla nich jest po prostu zabawą, bo nie są świadome tego, co robi mężczyzna) doprowadzają go do orgazmu. I tak wielokrotnie, przez dłuższy czas.
Zmęczyłam się czytając tę książkę i z trudem dotrwałam do końca. Nie mogę stwierdzić, że jest totalnie zła, bo obiektywnie patrząc, wcale taka nie jest. Moja niechęć do literatury erotycznej i brak zainteresowania nią są po prostu silniejsze.
Poniedziałkowy poranek to nie najlepszy moment na odpowiadanie na trudne pytania. Ale powiedzcie mi proszę: dlaczego i po co powstaje literatura erotyczna?
Pytam, ponieważ trudno jest mi znaleźć odpowiedź. Nie wykluczam, że - co bardzo prawdopodobne - nie jestem po prostu odpowiednim targetem książek z tej kategorii i moja zdolność pojmowania ich fenomenu jest bardzo...
Nuda. O ile na początku byłam ciekawa, co się wydarzy, o tyle z każdą kolejna stroną coraz bardziej zmuszałam się do czytania. Nie byłam już po prostu ciekawa kolejnych opisów niczym z Kamasutry.
Nuda. O ile na początku byłam ciekawa, co się wydarzy, o tyle z każdą kolejna stroną coraz bardziej zmuszałam się do czytania. Nie byłam już po prostu ciekawa kolejnych opisów niczym z Kamasutry.
Za pierwszym razem czytałam "Deltę Wenus" jako dziewczyna w liceum i byłam oczarowana. Teraz, jako kobieta, mam uczucia mieszane - z jednej strony erotyki Anais Nin od strony językowej są bardzo subtelne, bardzo "literackie" i pozbawione wulgarności, która potrafi odebrać przyjemność z lektury. Z drugiej strony - potrafią nieźle znudzić, znużyć, rozczarować banalnością fabuły, a udziwnieniem erotycznych dokonań bohaterów. Rozumiem, że zamówienie nie pozwalało autorce napisać nic bardziej ambitnego ani rozbudowanego, ale nie oznacza to wcale, że czytelnik musi być usatysfakcjonowany. Jedyny plus za wątki lesbijskie, nie do końca w moim stylu, ale opisywane przez Nin kobiety art deco są czarujące i zachwycające w swojej zmysłowości.
Za pierwszym razem czytałam "Deltę Wenus" jako dziewczyna w liceum i byłam oczarowana. Teraz, jako kobieta, mam uczucia mieszane - z jednej strony erotyki Anais Nin od strony językowej są bardzo subtelne, bardzo "literackie" i pozbawione wulgarności, która potrafi odebrać przyjemność z lektury. Z drugiej strony - potrafią nieźle znudzić, znużyć, rozczarować banalnością...
Jak już pisałam w recenzji „Małych ptaszków„, zaczęłam czytać te opowiadania w odwrotnej kolejności. Nie byłam nastawiona aż na taki natłok erotyzmu we wszystkich jego odcieniach. „Delta Wenus” była pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Anaïs Nin. I zapewniam, że z pewnością nie ostatnią. Wydana przez Zyska i S-kę, urodą wydawniczą nie grzeszy. Ale wyraźny druk, a i temat z pieprzykiem sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem i raczej z wypiekami. Mimo że autorka nie miała na celu podniecania czytelników. Jak już pisałam, jej opowiadania są wręcz suche, seks został odarty z namiętności, pasji, jest tylko czynnością, którą można wykonywać wszędzie i z każdym.
Być może co delikatniejszego czytelnika raczej zniechęcą te opowiadania. Być może uzna pisarstwo Anaïs Nin za wynaturzone grafomaństwo. Ale wydaje mi się, że będzie w błędzie. Trzeba odznaczać się naprawdę wielkim kunsztem pisarskim, by o rzeczach tak pasjonujących, namiętnych, pisać właśnie w tak trzeźwy sposób, jakby przeprowadzało się sekcję zjawiska,a nie przeżywało miłosne uniesienia.
Gorąco polecam zbiór opowiadań Anaïs Nin. To niesamowita lektura, przełamująca tabu, mówiąca o seksie, erotyzmie jak o zjawisku tylko fizycznym, odrzucająca jego duchowość. Chyba po części pozwala nam zrozumieć te wszystkie aberracje seksualne obecne również we współczesnym życiu. Choć nie bada ich psychologicznego podłoża. To opowiadania o ludziach opętanych seksem. Uzależnionych od niego. Traktujących go jak ekstremalne przeżycie. I przecież na żądanie takich ludzi powstały…
Jak już pisałam w recenzji „Małych ptaszków„, zaczęłam czytać te opowiadania w odwrotnej kolejności. Nie byłam nastawiona aż na taki natłok erotyzmu we wszystkich jego odcieniach. „Delta Wenus” była pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Anaïs Nin. I zapewniam, że z pewnością nie ostatnią. Wydana przez Zyska i S-kę, urodą wydawniczą nie grzeszy. Ale wyraźny druk, a i...
fajna zabawa, dobre do czytania w: łóżku, tramwaju, pociągu, trakcie odwiedzin u znajomych, kawiarni i restauracji. momentami skręca w desadowskie fantazje i to są nieco męczące chwile, ale ogólnie wyobraźnia płynie tutaj w ciekawy i inspirujący sposób
fajna zabawa, dobre do czytania w: łóżku, tramwaju, pociągu, trakcie odwiedzin u znajomych, kawiarni i restauracji. momentami skręca w desadowskie fantazje i to są nieco męczące chwile, ale ogólnie wyobraźnia płynie tutaj w ciekawy i inspirujący sposób
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzysta pornografia bez niedomówień, w dużej mierze opisy niestandardowych zachowań seksualnych wśród paryskiej bohemy, lecz nie ograniczające się li tylko do niej. Bohaterowie to albo osoby już całkowicie wyzwolone z jakichkolwiek konwenansów, albo na naszych oczach przekraczające granicę zatracenia się w seksie.
Zgodnie ze wstępem - opowiadania mają jeden cel: wywołać albo rozniecić podniecenie, charakterystyki psychologiczne zostały więc przycięte wyłącznie do kontekstu erotycznego, przez co można odnieść wrażenie, że ludzkimi decyzjami rządzi jedynie chuć. Czytelnik został ostrzeżony, nie powinien więc zarzucać autorce spłycenia tematu i redukcji bohaterów do niewolników narządów płciowych.
Owszem, autorka na pewno była bardzo uważną obserwatorką, którą cechowała duża świadomość złożoności mechanizmów kierujących ludzkim pożądaniem. Opisuje więc i kobiety mylące żądzę z miłością, i fetyszyzm, i homoseksualizm, i stręczycielstwo. Mimo tak zdecydowanego wyjścia poza standardy, wobec pewnych zachowań nawet Anaïs Nin ustami lub w myślach swoich bohaterów wyraża co najmniej rezerwę, żeby nie powiedzieć obrzydzenie. Warto podkreślić, że również przestrzega – nie chodzi mi jedynie o skrajność zbrodni powiązanej ściśle z określoną formą zbliżenia. Autorka wskazuje na nietrwałość relacji opartych wyłącznie na seksie. W pewnym momencie związek przestaje być atrakcyjny dla jednego lub obojga partnerów, bo inni, nawet całkowicie przypadkowi, znajomi czy wręcz nieznajomi kuszą obietnicą nowych doznań. Seks staje się narkotykiem – bohaterom trzeba coraz więcej, mocniej i coraz bardziej niestandardowo, aby osiągnęli spełnienie.
Dla poszukiwaczy „ducha epoki” też znajdzie się tu i ówdzie jakiś kąsek. Nie mam na myśli tylko znanego z innych lektur paradoksu ludzi bez grosza, którzy nagle kupują dom na prowincji, wybierają się w podróż lub stać ich na wyszukane stroje. W pamięci utknął mi opis typowego stroju robotnika, uszytego mianowicie z niebieskiego sztruksu.
Rozważając kwestie czysto formalne, nie można nie wspomnieć o konstrukcji niektórych opowiadań, zawierających chwyt literackiej szkatułki.
Mam wreszcie ogromny zarzut do tłumacza Mieczysława Dutkiewicza. Zdaję sobie sprawę, że język polski w zakresie erotyki jest ubogi. Pisząc czy tłumacząc pornografię, stąpa się po bardzo cienkim lodzie i niezmiernie łatwo popaść w kicz, wulgarność lub formalizm (terminologia medyczna). Domyślam się, że wiele metafor roślinnych wynikało z wiernego przekładu twórczości pisarki. Nie raziły mnie, żeby była jasność. Niemniej nie jestem w stanie wybaczyć czasownika „spuścić się” w kontekście kobiecego szczytowania. To jest po prostu błąd językowy.
Czysta pornografia bez niedomówień, w dużej mierze opisy niestandardowych zachowań seksualnych wśród paryskiej bohemy, lecz nie ograniczające się li tylko do niej. Bohaterowie to albo osoby już całkowicie wyzwolone z jakichkolwiek konwenansów, albo na naszych oczach przekraczające granicę zatracenia się w seksie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZgodnie ze wstępem - opowiadania mają jeden cel: wywołać albo...
Kocham dzienniki Anais Nin.
Tego, co w nich pokochałam, tutaj niestety nie odnalazłam.
Kocham dzienniki Anais Nin.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTego, co w nich pokochałam, tutaj niestety nie odnalazłam.
Wspaniały erotyk. Niech się Grey spali ze wstydu...
Polecam.
Wspaniały erotyk. Niech się Grey spali ze wstydu...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam.
Niesamowite erotyki. Chyba moje ulubione
Niesamowite erotyki. Chyba moje ulubione
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka szczególna nie tylko ze względu na subtelność i wyrazistość erotyki zarazem, ale i ze względu na odwagę bawienia się fantazjami. Jej bohaterki są zmysłowe, świadome swoich potrzeb albo badające je po omacku. Są odważne i poszukujące. Anais kreśli miniaturowe portrety psychologiczne swoich bohaterek smakujących życie, w czasach, gdy w polskiej literaturze kobiety występowały w rolach głównie tradycyjnych. Warto jednak przypomnieć, że w tym samym czasie Nałkowska domagała się pełni praw seksualnych dla kobiet: prawa do radości w związku z mężczyzną, spełnienia nie tylko w roli matki.
Anais Nin ma trwałe miejsce w historii literatury.
Książka szczególna nie tylko ze względu na subtelność i wyrazistość erotyki zarazem, ale i ze względu na odwagę bawienia się fantazjami. Jej bohaterki są zmysłowe, świadome swoich potrzeb albo badające je po omacku. Są odważne i poszukujące. Anais kreśli miniaturowe portrety psychologiczne swoich bohaterek smakujących życie, w czasach, gdy w polskiej literaturze kobiety...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdecydowanie nie tego się spodziewałam po tej książce. Wiedziałam, że książka nie będzie ociekać erotyzmem i pikantnymi scenami, ale oczekiwałam jakichkolwiek opisów aktów sekaulnych. Jedyne co dostałam, to mnóstwo stron zwykłej historii, poszła tam zrobiła to, i gdzieś tam przy okazji jakiś krótki i kompletnie pobieżny opis stosunku który odbyła. Nie oczekiwałam po tej książce Grey'a, ale zdecydowanie oczekiwałam zaprezentowania przez autorkę seksu w tamtych czasach, tego jak kobiety go postrzegają, jak do niego podchodzą, czy o nim myślą a jak tak to ile. Z książki wynika, że kobiety kiedyś to były zwykłe ku*** które na sam widok faceta już miały mokro, nie ważne jakiego faceta, swojego czy nie, i mogły się bzykać wszędzie, na każdym rogu bo podniecał je nawet chodnik.. Serio.
z opisu: "(autorka) Bada przestrzeń, która do tej pory była domeną pisarzy, nie pisarek" - cóż, moim zdaniem to ona dopiero bada pisanie samo w sobie, nie pisanie erotyków. Historie krotkie w których mnóstwo się dzieje, przeskakiwanie ze sceny do sceny czasami nawet w tym samym akapicie.. Gubiłam się w tej książce niezwykle często, tak była zagmatwana.
Dalej z opisu: "przywołuje esencję kobiecej seksualności." - wyobrażałam sobie przez to opisy kobiet powoli poznających własne ciało, powoli zaczynających sobie zdawać sprawę ze swojej seksualności i tego jak działają na facetów. Cóż, tego nie było, nie było tej subtelności, której oczekiwałam. Książka napisana bardzo obcesowo i niesmacznie, nie prezentująca nic poza kiepskimi opisami zwierzęcego seksu upchanymi gdzieś nielicznie pośród jeszcze bardziej kiepsko napisanej historii bohaterów.
Zdecydowanie nie tego się spodziewałam po tej książce. Wiedziałam, że książka nie będzie ociekać erotyzmem i pikantnymi scenami, ale oczekiwałam jakichkolwiek opisów aktów sekaulnych. Jedyne co dostałam, to mnóstwo stron zwykłej historii, poszła tam zrobiła to, i gdzieś tam przy okazji jakiś krótki i kompletnie pobieżny opis stosunku który odbyła. Nie oczekiwałam po tej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy jeśli kobieta pisze o sprawach seksualnych zaraz ma być sentymentalnie i lirycznie? Jeśli napisze rzeczowo i wprost o akcie płciowym to będzie niegodna miana kobiety? Całe szczęście, że teksty nie mają nic z Greyem i jemu podobnymi bohaterami. Obecnie literatura erotyczna kojarzy się z tego typu, mdłymi fabułami, gdzie wyrobiony pod wieloma względami ogier wprowadza w życie około trzydziestoletnią dziewicę. I ponoć to jest dobre, a nawet wciąż robi duże "łał!". Zderzyłam się z niesamowitym polotem autorstwa Sylvain Reynard, gdzie dziesiątki stron poświęcono na westchnienia bohaterki i patrzeniu na buty zmysłowego jegomościa, bo ona taka niewinna, że aż trudno było jej spojrzeć człowiekowi w oczy (tylko skąd wiedziała jak one wyglądają, o czym wspominała przez kolejne linijki tej górnolotnej treści?!!). Nie przepadam za niedorzecznościami. Możliwe, że tego typu pisarstwo brane jest za opiewanie romantyzmu, a ja jestem na tyle nieczuła, iż dostrzegam w nim tylko nieprawidłowości w konstrukcji zdarzeń czy niekonsekwencję w prezentowaniu bohaterów. Za to u Anaïs Nin nie będzie ckliwości, zbyt wysublimowanej gry w kota i myszkę, a oddana zostanie prawdziwa żądza człowieka. Ta sama żądza, która czasem wpędza człowieka w obsesję, obnażając jego pierwotne potrzeby i ukazując różnorodność na skali seksualnych praktyk. Erotyczny nałóg może stać się tym samym, co każdy inny i wziąć we władanie nie tylko ciało, ale i psychikę.
W "Delcie Wenus" spotykamy się z opowiadaniami, więc nie będzie tylu natchnionych momentów, co w literaturze współczesnej. Nie będzie też zmysłowego uwodzenia prosto z romansów historycznych. Będzie krótko, czasem surowo i nago w prezentowaniu określonego zachowania. Przy najkrótszych opowieściach autorka przechodzi bez zbędnych wstępów do przedstawienia seksualnych preferencji bohaterów. Krótko i jednoznacznie. Możliwe, że tego typu podejście prezentowane przez Nin, bardzie kojarzy sie z męskim punktem, gdzie seks to akt płciowy, a nie zaloty skowronków. Na dobrą sprawę brak tu opisu uniesień, wzdychania bohaterek, rozpasanej namiętności. Dostajemy fizyczny akt w czystej postaci, gdzie dosłownie każdy z każdym może mu się oddać bez zbędnych niuansów. Zaspokajanie podstawowej potrzeby graniczy z jakimś wariactwem, nie zważając na stosunki kazirodcze, ekshibicjonizm i wszelkie inne, w ocenie moralnej, niedopuszczalne.
Opowiadania przedstawiają studium ludzi opętanych swoją seksualnością, nie liczących się z potrzebami innych, a jedynie spełnieniem własnych żądz. Szkoda, że nie ma w nich rysu psychologicznego, podkreślenia motywów działania bohaterów. Na pewno dodałoby to całości większej wartości. Jednak i tak dostajemy wgląd w jakiś fragment ówczesnej obyczajowość, stosunki jakie dziś nazwiemy wprost pedofilią, kazirodztwem czy innym zboczeniem, wydają się być wówczas mniej lub bardziej zwyczajne w swej praktyce. Zdajemy sobie sprawę z tego, że ugruntowanie się pewnych norm społecznych poczyniło wielką rewolucję w sprawach seksualnych. To co kiedyś było wyłącznie sprawą "sypialnianą", dziś miewa rozstrzygnięcia w sądzie.
Czy jeśli kobieta pisze o sprawach seksualnych zaraz ma być sentymentalnie i lirycznie? Jeśli napisze rzeczowo i wprost o akcie płciowym to będzie niegodna miana kobiety? Całe szczęście, że teksty nie mają nic z Greyem i jemu podobnymi bohaterami. Obecnie literatura erotyczna kojarzy się z tego typu, mdłymi fabułami, gdzie wyrobiony pod wieloma względami ogier wprowadza w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZaczęło się fajnie, ale w połowie książki zaczęła być przekombinowana i wręcz niesmaczna.
Zaczęło się fajnie, ale w połowie książki zaczęła być przekombinowana i wręcz niesmaczna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka mnie wciągnęła, bo potrzebowałam czegoś lekkiego po tych klasykach które sobie wybrałam na wakacje. Niestety nie jestem (jeszcze!) znawczynią tematu, ale jedno mi się na pewno podoba - tekst nie jest mdły. Spodziewałam się, że jeśli spod pióra kobiety wyszło coś o seksie, to będzie mnóstwo romantycznych sytuacji, przemilczanych momentów, wielkie miłości. Nie. Był seks w każdej formie, piękniej przedstawiony niż w filmach erotycznych, ale nie wyniesiony na wyżyny. Oczywiście, bez problemu znajdziemy tam przesadę i tendencje skrajne. Na pewno niejeden mężczyzna chciałby mieć romans z którąś z bohaterek.
No cóż. Polecam, zarówno kobietom, jak i mężczyznom.
Więcej na:
http://literalna-czytaczka.blogspot.com/2015/09/tytu-delta-wenus-autor-anais-nin.html
Książka mnie wciągnęła, bo potrzebowałam czegoś lekkiego po tych klasykach które sobie wybrałam na wakacje. Niestety nie jestem (jeszcze!) znawczynią tematu, ale jedno mi się na pewno podoba - tekst nie jest mdły. Spodziewałam się, że jeśli spod pióra kobiety wyszło coś o seksie, to będzie mnóstwo romantycznych sytuacji, przemilczanych momentów, wielkie miłości. Nie. Był...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając notę wydawcy miałam nadzieję na zmysłową i literacką ucztę.
Może i jest zmysłowa,choć ta zmysłowość jakaś taka bez wyrazu.
Natomiast co do literackiej uczty -no przepraszam bardzo ,to zaledwie przekąska i to bez smaku.
Czytając notę wydawcy miałam nadzieję na zmysłową i literacką ucztę.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże i jest zmysłowa,choć ta zmysłowość jakaś taka bez wyrazu.
Natomiast co do literackiej uczty -no przepraszam bardzo ,to zaledwie przekąska i to bez smaku.
"Delta Wenus" - zbiór opowiadań erotycznych niegdysiejszej skandalistki Anais Nin - nie są lekturą wybitną, natomiast pożyteczną, jeśli chce się zobaczyć obyczajowość społeczeństwa na początku dwudziestego wieku. Autorka przyznaje, że teksty te były pisane głównie na zamówienie i dla pieniędzy - nie ma tu więc wybitnych przemyśleń, ekwilibrystyki językowej. Natomiast jest przyzwoity warsztat i trochę obyczajowych ciekawostek, zawadzających nawet o pedofilię. Warto dla zaspokojenia ciekawości.
"Delta Wenus" - zbiór opowiadań erotycznych niegdysiejszej skandalistki Anais Nin - nie są lekturą wybitną, natomiast pożyteczną, jeśli chce się zobaczyć obyczajowość społeczeństwa na początku dwudziestego wieku. Autorka przyznaje, że teksty te były pisane głównie na zamówienie i dla pieniędzy - nie ma tu więc wybitnych przemyśleń, ekwilibrystyki językowej. Natomiast jest...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGniot, gniot, i jeszcze raz gniot.
Przeczytałam wstęp autorki do tegoż dzieła i brzmiał zachęcająco. Skarżyła się tam, że pisząc swoje erotyki na zamówienie, kazano jej odzierać je ze wszelkich opisów postaci, z całej otoczki, która tworzyła pewien klimat namiętności, dlatego powstał właśnie ten oto zbiór.
Jednak po takim wstępie nie spodziewałam się, że będzie to tak... głupie. Zdarzały się opowiadania, w których były jedynie opisy, a np. na koniec autorka raczyła nas zdaniem "pewnego dnia zgwałcili go wszyscy po kolei" i koniec. A zdarzały się też tak długie , z taką ilością postaci, że kompletnie nie miałam pojęcia kto z kim i dlaczego, zaś same akty były opisane krótko i były bardzo do siebie podobne. Autorka szła w tym temacie na ilość nie jakość. Jakby główni bohaterowie musieli zaliczyć, jak najwięcej innych bohaterów i wtedy będzie to podniecające. Może i by nawet było, gdyby miało to jakieś związki przyczynowo-skutkowe, ale takowych zabrakło. Przykład? Jedno z opowiadań zaczyna się od wyjęcia ciała topielca - pięknej kobiety. Główny bohater oczywiście uprawia z nią seks, po czym ucieka. Dwa zdania później podgląda już jakiegoś chłopca, wspomina jakieś swoje romanse i tyle... Żaden nie jest ze sobą powiązany, nigdzie nie ma wspomnienia martwej, i skończywszy to opowiadanie wczoraj już nawet nie pamiętam, jak ono się skończyło. Nie wiem ani jaki w tym cel, ani jak autorka poprzez tego typu zabiegi chciała stworzyć jakąkolwiek atmosferę, bo wszędzie jest po prostu NUDA.
Fajnie, że autorka chciała oprócz aktów opisać bohaterów i nadać im jakieś cechy charakteru, ale to daremny wysiłek, skoro opowiadanie to plątanina przypadkowych wątków.
I porównanie tego w opisie do "50 twarzy Greya", książki która przecież nie jest szczytem literackiego kunsztu to zwykły chwyt komercyjny, który obraża tamtą książkę. Bo i owszem ludzie są ciekawi bezpruderyjnych aktów, ale lepsza banalna fabuła, niż żadna. Amen
Gniot, gniot, i jeszcze raz gniot.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam wstęp autorki do tegoż dzieła i brzmiał zachęcająco. Skarżyła się tam, że pisząc swoje erotyki na zamówienie, kazano jej odzierać je ze wszelkich opisów postaci, z całej otoczki, która tworzyła pewien klimat namiętności, dlatego powstał właśnie ten oto zbiór.
Jednak po takim wstępie nie spodziewałam się, że będzie to tak......
"Delta Wenus" to bardzo ciekawe doznanie czytelnicze. O miłości w znaczeniu stricte erotycznym piszą głównie mężczyźni (głównie, ale też nie chcę generalizować). Tymczasem do moich rąk trafił zbiór opowiadań francuskiej pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. To już samo w sobie jest wyjątkowe, że w tamtych czasach ktoś odważył się tak otwarcie pisać o seksie.
Gdyby książkę napisał mężczyzna na pewno nie znaleźlibyśmy takich opisów aktu seksualnego. Kobiety zupełnie inaczej traktują i odczuwają miłość, stosunek jest dla nich okazaniem miłości. Przypuszczam, że mężczyźni nie ostrzegliby tego co autorka, a opowiadania byłyby trochę inne, na pewno troszkę bardziej wulgarne. Anaïs Nin trochę się wyłamała iw jej opowiadaniach więcej było o zaspokajaniu swoich potrzeb, rzadko pisała o stosunku jako spełnieniu miłosnym partnerów.
Książkę po prostu połknęłam. Gdyby nie inne obowiązki to przeczytałabym ją w 3-4 godziny (bez przerw). Bardzo podobała mi się prostota języka, opisy, które nie były wulgarne, ale piękne i bądź co bądź człowiek mógł sobie co nieco wyobrazić. Czeka na mnie jeszcze jedna książka tej autorki: niedawno wydana, pt "Małe ptaszki".. Ciekawe jestem wrażeń po jej przeczytaniu.
"Delta Wenus" to bardzo ciekawe doznanie czytelnicze. O miłości w znaczeniu stricte erotycznym piszą głównie mężczyźni (głównie, ale też nie chcę generalizować). Tymczasem do moich rąk trafił zbiór opowiadań francuskiej pisarki żyjącej na przełomie XIX i XX wieku. To już samo w sobie jest wyjątkowe, że w tamtych czasach ktoś odważył się tak otwarcie pisać o seksie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby...
Poniedziałkowy poranek to nie najlepszy moment na odpowiadanie na trudne pytania. Ale powiedzcie mi proszę: dlaczego i po co powstaje literatura erotyczna?
Pytam, ponieważ trudno jest mi znaleźć odpowiedź. Nie wykluczam, że - co bardzo prawdopodobne - nie jestem po prostu odpowiednim targetem książek z tej kategorii i moja zdolność pojmowania ich fenomenu jest bardzo ograniczona.
Seks jest fajny, ale naprawdę, lepiej go uprawiać, niż o nim czytać. Czyżby literatura erotyczna była rakiem w myśl powiedzenia, że na bezrybiu i rak ryba?
Na okładce książki napisano:
"Anaïs Nin w przełomowej antologii opowiadań erotycznych wyczarowuje błyskotliwą kaskadę seksualnych doznań, tworząc własny i niepowtarzalny język zmysłów. Bada przestrzeń, która do tej pory była domeną pisarzy, nie pisarek. Jej zmysłowa i pełna pasji proza przywołuje esencję kobiecej seksualności w świecie, w którym tylko miłość ma znaczenie. Świat stworzony przez Nin jest wytworny i magiczny, a zamieszkujący go bohaterowie jej wyobraźni są targani najbardziej uniwersalnymi namiętnościami. Jest więc węgierski niebieski ptak, uwodzący zamożne kobiety i ulatniający się następnie z ich pieniędzmi; tajemnicza kobieta, skrywająca twarz za woalką, która wybiera swoje ofiary w restauracji; jest też paryska modystka Matylda, która postanawia porzucić męża dla opiumowych nocy w Peru…"
Anaïs Nin erotyki pisała na zlecenie. Każdy po dolarze za sztukę. We wstępie do "Delty Wenus", zbioru swoich erotyków napisała: "uświadomiłam sobie, że od wieków mieliśmy tylko jeden model tego gatunku literackiego - utwory pisane przez mężczyzn. Zdałam już sobie sprawę z różnicy, jaka istnieje pomiędzy męskim a kobiecym sposobem traktowania seksu".
Erotyczna proza Nin jest poetycka, delikatna i - co da się dostrzec bardzo wyraźnie - bardzo kobieca. Weźmy na przykład taki oto fragment:
"Matylda zaczęła zastanawiać się, czy i ona mogłaby zaczerpnąć trochę miodu ze swego tajemniczego jądra. Palcami rozdarła drobne wargi sromu i poczęła głaskać je delikatnymi, kocimi ruchami, tam i z powrotem, jak czynił to Martinez swymi ciemnymi, pełnymi wigoru palcami. Przypomniała sobie te ciemne palce na swoim ciele - tak bardzo z nim kontrastujące - oraz ich grubość, która kazała spodziewać się raczej bólu niż przyjemności przy dotyku. A tymczasem... jak delikatnie potrafiły pieścić, pomyślała teraz, jak lekko pochwycił palcami jej wargi... tak jakby dotykał zamszu. Ujęła je tak jak on przedtem, palcem wskazującym i kciukiem. Druga, wolna ręka kontynuowała tymczasem pieszczoty. Ogarnęło ją to samo obezwładniające uczucie co wtedy, pod wpływem dłoni Martineza. Gdzieś z głębi napływała już słonawa wilgoć, zraszająca skrzydełka płci." (str. 35)
Umówmy się: język erotyki jest bardzo ubogi. Trudno pisać erotyczną prozę bez popadania w skrajności, o czym doskonale wiedzą ci, którzy kilka takich pozycji mają już za sobą. Albo są to opisy wulgarne i żenujące, z chujami, pizdami i puśkami na czele, jak miało to miejsce w przypadku książki "Pieprzyć przyjaciół", albo opisy prawie medyczne. I jedne i drugie czyta się po prostu źle. Nin udowodniła jednak, że o seksie można pisać inaczej. Innym językiem i z inną wrażliwością. Mimo to pojawiło się w Delcie Wenus kilka fragmentów, które uznałam za niesmaczne. Na przykład ten, gdzie dorosły mężczyzna pozwala dziewczynkom (dziesięcio- i dwunastoletniej) figlować na swoim łóżku. On ma wzwód, natomiast one, skacząc po jego kołdrze, siadając na nim i ujeżdżając go (co dla nich jest po prostu zabawą, bo nie są świadome tego, co robi mężczyzna) doprowadzają go do orgazmu. I tak wielokrotnie, przez dłuższy czas.
Zmęczyłam się czytając tę książkę i z trudem dotrwałam do końca. Nie mogę stwierdzić, że jest totalnie zła, bo obiektywnie patrząc, wcale taka nie jest. Moja niechęć do literatury erotycznej i brak zainteresowania nią są po prostu silniejsze.
Poniedziałkowy poranek to nie najlepszy moment na odpowiadanie na trudne pytania. Ale powiedzcie mi proszę: dlaczego i po co powstaje literatura erotyczna?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPytam, ponieważ trudno jest mi znaleźć odpowiedź. Nie wykluczam, że - co bardzo prawdopodobne - nie jestem po prostu odpowiednim targetem książek z tej kategorii i moja zdolność pojmowania ich fenomenu jest bardzo...
Nuda. O ile na początku byłam ciekawa, co się wydarzy, o tyle z każdą kolejna stroną coraz bardziej zmuszałam się do czytania. Nie byłam już po prostu ciekawa kolejnych opisów niczym z Kamasutry.
Nuda. O ile na początku byłam ciekawa, co się wydarzy, o tyle z każdą kolejna stroną coraz bardziej zmuszałam się do czytania. Nie byłam już po prostu ciekawa kolejnych opisów niczym z Kamasutry.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa pierwszym razem czytałam "Deltę Wenus" jako dziewczyna w liceum i byłam oczarowana. Teraz, jako kobieta, mam uczucia mieszane - z jednej strony erotyki Anais Nin od strony językowej są bardzo subtelne, bardzo "literackie" i pozbawione wulgarności, która potrafi odebrać przyjemność z lektury. Z drugiej strony - potrafią nieźle znudzić, znużyć, rozczarować banalnością fabuły, a udziwnieniem erotycznych dokonań bohaterów. Rozumiem, że zamówienie nie pozwalało autorce napisać nic bardziej ambitnego ani rozbudowanego, ale nie oznacza to wcale, że czytelnik musi być usatysfakcjonowany. Jedyny plus za wątki lesbijskie, nie do końca w moim stylu, ale opisywane przez Nin kobiety art deco są czarujące i zachwycające w swojej zmysłowości.
Za pierwszym razem czytałam "Deltę Wenus" jako dziewczyna w liceum i byłam oczarowana. Teraz, jako kobieta, mam uczucia mieszane - z jednej strony erotyki Anais Nin od strony językowej są bardzo subtelne, bardzo "literackie" i pozbawione wulgarności, która potrafi odebrać przyjemność z lektury. Z drugiej strony - potrafią nieźle znudzić, znużyć, rozczarować banalnością...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak już pisałam w recenzji „Małych ptaszków„, zaczęłam czytać te opowiadania w odwrotnej kolejności. Nie byłam nastawiona aż na taki natłok erotyzmu we wszystkich jego odcieniach. „Delta Wenus” była pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Anaïs Nin. I zapewniam, że z pewnością nie ostatnią. Wydana przez Zyska i S-kę, urodą wydawniczą nie grzeszy. Ale wyraźny druk, a i temat z pieprzykiem sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem i raczej z wypiekami. Mimo że autorka nie miała na celu podniecania czytelników. Jak już pisałam, jej opowiadania są wręcz suche, seks został odarty z namiętności, pasji, jest tylko czynnością, którą można wykonywać wszędzie i z każdym.
Być może co delikatniejszego czytelnika raczej zniechęcą te opowiadania. Być może uzna pisarstwo Anaïs Nin za wynaturzone grafomaństwo. Ale wydaje mi się, że będzie w błędzie. Trzeba odznaczać się naprawdę wielkim kunsztem pisarskim, by o rzeczach tak pasjonujących, namiętnych, pisać właśnie w tak trzeźwy sposób, jakby przeprowadzało się sekcję zjawiska,a nie przeżywało miłosne uniesienia.
Gorąco polecam zbiór opowiadań Anaïs Nin. To niesamowita lektura, przełamująca tabu, mówiąca o seksie, erotyzmie jak o zjawisku tylko fizycznym, odrzucająca jego duchowość. Chyba po części pozwala nam zrozumieć te wszystkie aberracje seksualne obecne również we współczesnym życiu. Choć nie bada ich psychologicznego podłoża. To opowiadania o ludziach opętanych seksem. Uzależnionych od niego. Traktujących go jak ekstremalne przeżycie. I przecież na żądanie takich ludzi powstały…
Jak już pisałam w recenzji „Małych ptaszków„, zaczęłam czytać te opowiadania w odwrotnej kolejności. Nie byłam nastawiona aż na taki natłok erotyzmu we wszystkich jego odcieniach. „Delta Wenus” była pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Anaïs Nin. I zapewniam, że z pewnością nie ostatnią. Wydana przez Zyska i S-kę, urodą wydawniczą nie grzeszy. Ale wyraźny druk, a i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to