Wspaniały pomysł, który chyba trochę przerósł autora.
Fragmenty są naprawdę świetne, ale całość jednak nieco nużąca. Przejścia między wspomnieniami a teraźniejszością piękne, ale kiedy wkraczamy w świat fantazji bohatera, robi się to jakieś zbyt nieczytelne, jakby pisane dla siebie nie dla czytelnika.
Wspaniały pomysł, który chyba trochę przerósł autora.
Fragmenty są naprawdę świetne, ale całość jednak nieco nużąca. Przejścia między wspomnieniami a teraźniejszością piękne, ale kiedy wkraczamy w świat fantazji bohatera, robi się to jakieś zbyt nieczytelne, jakby pisane dla siebie nie dla czytelnika.
Zdecydowanie najlepsza książka W.B. Nie trafi do każdego, swobodny strumień świadomości, który w innych książkach WB mnie irytuje, tu jest fascynujący. Przenosi nas w inny wymiar i czas. Stanowi zdecydowanie dodatkową wartość tej książki.
To książka (jak to u WB) poetycka, pełna zaskakujących porównań i metafor. Zarazem jest czułe wspomnienie osób, które pojawiły się w życiu autora i których już nie ma. Pomarli.
Zdecydowanie najlepsza książka W.B. Nie trafi do każdego, swobodny strumień świadomości, który w innych książkach WB mnie irytuje, tu jest fascynujący. Przenosi nas w inny wymiar i czas. Stanowi zdecydowanie dodatkową wartość tej książki.
To książka (jak to u WB) poetycka, pełna zaskakujących porównań i metafor. Zarazem jest czułe wspomnienie osób, które pojawiły się w...
„Rzeczywistość potrafi porażać swoją brzydotą i brutalnością, a jakże. Codzienność przytłacza, gdy ogranicza się tylko do wzajemnych oskarżeń, kłamstw, kłótni i niezgód” – o takim świecie pisze Waldemar Bawołek, który mimo wszystko najwyraźniej nie podziela opinii Rafała Wojaczka na temat małych miasteczek, bo lekko proustowskie klimaty tu wyczuwalne.
Autor po prostu opisuje Ciężkowice - swoje miejsce na ziemi. Chodzi po nim i słucha ludzi, głównie takich z obrzeży społeczeństwa (może innych tam nie ma?). Przedstawia nagie, miejscami fantasmagoryczne życie, zwłaszcza jego koniec. Nie pomija żadnych jego przejawów, także tych cielesnych, ukazanych tu bez ogródek, bo i nie tylko zwierzęcy seks, ale i molestowanie nieletnich.
Wielu mogą szokować i jak wynika z opinii, szokują mocne, a nawet brutalne opisy cielesności, od których cytowania się wstrzymuje, a które u niektórych wręcz budzą oburzenie – na Autora, czego akurat nie rozumiem („bo ma być stateczny sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny”). Wszak w miejscach bliższych naturze - Ciężkowice raz bywały wsią, raz miasteczkiem - sprawy biologii zawsze były dość naturalno-naturalistyczne.
Żadna z 13 żegnanych postaci nie jest tu opisana w pełni, ale tylko w autorskiej wycinkowej perspektywie i bardzo onirycznie, mimo pozorów realizmu. Bawołek nie wystawia nikomu żadnych cenzurek, nie ma też żadnych morałów czy pouczeń, bo nie o to tu chodzi. To tylko świadectwa ludzkich losów, niezależnie od ich ocen, bo wśród bohaterów i donosiciel, i cała czereda pijaków, damskich bokserów, a i zboczeńców nie brakuje.
Ale jest tu miejsce i na swoisty liryzm, np. „Nie mam dla kogo jeść kolacji. Nie mam dla kogo ścielić łóżka. Nie mam dla kogo zamykać drzwi. (…) Nie czuję się samotna. (…) Mogę wracać do domu pijana o piątej nad ranem. Z facetem. Spać tu z facetem. Z wszystkimi facetami świata. A wracam pijana o dwudziestej trzeciej. Bez faceta”.
Bardzo ciepły jest np. portret cioci Marysi („odeszła w wieku 45 lat”): „Zatrzymywała chwile, zamykając je pomiędzy radością życia a chichotem z niego”. Inne poruszające zdanie: „Babcia umarła i niczego po sobie nie pozostawiła”.
A nie przypadkiem były ormowiec i dawny wioskowy donosiciel „uważa rze” „Sejm i Senat są obsadzone przez Teutonów i Ruskich” a „w Polsce nie ma polskiej prasy ani telewizji”, wobec czego „trzeba zrobić wszystko, żeby do władzy dostali się prawdziwi patrioci”.
Najmocniej przemówiła do mnie nowelka „Szczepan Kruk” o takim bardziej zamożnym koledze Autora, który spędza czas przed telewizorem, a raczej „wideło”, gdzie albo ostra pornografia, albo piłka nożna. Nie wiadomo, co bardziej odstręcza narratora, te ciągłe jęki, czy te ciągłe mecze. Według mnie jednak to drugie, bo tam akcji towarzyszą dodatkowo debilne komentarze typu „źle ułożył stopę do podania”.
Tak czy inaczej, nie jest to lektura dla wrażliwszych czytających, bo sporo tu brudu życia i ludzi niezbyt pięknych wewnętrznie. Ale śmierć zrównuje ich wszystkich. I chyba o taki właśnie eschatologiczny wymiar egzystencji tu chodzi. O swoistą „pełnię”….
Dla mnie mocne „7”.
Nieco cytatów:
Niech będzie pochwalony buk zielony, piękność, świeżość zieloności i niebiańskości.
Nie zauważa, że czas przepłynął przez nią jak górski potok.
Przeszłość wlatuje w każdą szczelinę, w każdy zakamarek mnie i nie szuka wyjścia.
Nie trudziła się poszukiwaniami odpowiedzi na pytanie, skąd się wziął świat. Słowo „Bóg” zastępowało jej potrzebę znajomości praw fizyki, dzieł filozofów, wszystkiego.
Przecież wszyscy Polacy są katolikami, więc komu na co jakaś wolność wyznania, skoro mamy u nas pełną wolność wyznania dla katolików.
Odwiedzam go często i bez zapowiedzi, odwołując się do innych motywacji niż „sukces”, kariera”, ”majątek”, czy ”stabilizacja”. Już nie opuszcza mnie myśl, kogo tam zastanę, czego dotknę, gdzie usiądę.
Czuje się samotny wśród mnóstwa ludzi. Naprawdę, nie odczuwa już nic. Jego rozdział za prędko zamknięto. Zanim zdążył się zacząć.
- Skaleczyłeś się?
- Tak, duszę mam całą poranioną.
Mateusz jest jak zepsuty kocioł, do którego nie wolno dorzucać węgla, bo może wybuchnąć.
Przed sklepem ludzie wyglądają tak, jakby zasługiwali na to, aby żyć. W kolejce przy ladzie wyglądają zaś, jakby to, co najgorsze, mieli jeszcze przed sobą.
„Rzeczywistość potrafi porażać swoją brzydotą i brutalnością, a jakże. Codzienność przytłacza, gdy ogranicza się tylko do wzajemnych oskarżeń, kłamstw, kłótni i niezgód” – o takim świecie pisze Waldemar Bawołek, który mimo wszystko najwyraźniej nie podziela opinii Rafała Wojaczka na temat małych miasteczek, bo lekko proustowskie klimaty tu wyczuwalne.
Nie jestem zadowolony, przeciętne. To mój drugi Bawołek. Echo słońca uważam za bardzo dobre. Tu jest przerost formy nad treścią i momentami czuć sztuczność (np. opis jak kocha wnusia jest tak nienaturalny, sztuczny jak na jego pisanie, że głowa boli). Ogólnie nie jest złe, ale nie wciąga tak mocno. Przejścia oniryczne jawa-sen-wyobraźnia-niewiadomoco, wiem, że to cecha jego pisania, ale tu ten chwyt czasem denerwuje, traci się zainteresowanie. Denerwowały mnie też niektóre opisy związane z seksualnością. Po co przykładowo opis jak sobie trzepie oglądając mecz tenisa? Zresztą pytanie "po co?" w jego chaotycznej prozie nieuwydatniającej linii fabularnej i myśli przewodniej jest trochę złe, ale w Echo słońca to działało, tu tylko początkowo, potem nudzi. Ogólnie nie jest to zła książka, tylko czuć, że to jest już napisane na zasadzie "napiszę, bo dużo wydaję, mam pomysł" a nie na zasadzie organicznej prawdy. No i to, co jest jego siłą (bezpośredniość, przejścia oniryczne, brak myśli przewodniej) to taki a la miecz obosieczny: może poprowadzić do genialnej prozy, jak i nudnej. Mimo krytyki, zasługuje na 5.5-6.5/10.
Nie jestem zadowolony, przeciętne. To mój drugi Bawołek. Echo słońca uważam za bardzo dobre. Tu jest przerost formy nad treścią i momentami czuć sztuczność (np. opis jak kocha wnusia jest tak nienaturalny, sztuczny jak na jego pisanie, że głowa boli). Ogólnie nie jest złe, ale nie wciąga tak mocno. Przejścia oniryczne jawa-sen-wyobraźnia-niewiadomoco, wiem, że to cecha jego...
“[...] a u mamusi co tam, u tatusia, żyją jeszcze, pomarli?”
Wspomnienia są ważne, nawet te przykre. Bez nich mogłoby się człowiekowi wydawać, że go nie ma i nigdy nie było. Nierzadko przywoływanie przeszłości może być niebezpieczne, bo przecież można stać się jej więźniem. Czasem po prostu chce się ją zrozumieć i zaakceptować, więc zostaje wcielanie się w badacza, który analizuje i rozkłada ją na czynniki pierwsze, łudząc się, że ma to jakiś cel.
Nie inaczej jest u Waldemara Bawołka, który w swojej onirycznej prozie powraca pamięcią do rodzinnych stron na prowincji, aby najzwyczajniej w świecie powspominać. Ale co? A raczej kogo? “Pomarli” to przede wszystkim nostalgiczna wędrówka do miejsc i ludzi, których się znało, a którzy już umarli. Nie są jednak do końca martwi, skoro nadal żyją w czyichś wspomnieniach, prawda? Autor przedstawia nam tym samym charakterystyczne osoby, typowe dla obrazu polskiej wsi. Alkoholizm, cielesność i relacja z drugim człowiekiem, to tylko mała część tej książki.
Czy skłania ona do głębszych refleksji? Średnio. Czy wnosi ona coś niezwykłego do świata literatury? No nie. Czy szybko zapomnę, o czym była? Prawdopodobnie. Mimo tego “Pomarłych” czytało mi się bardzo przyjemnie i nie doświadczyłem większych zgrzytów. Może wynika to z mojej bliskiej relacji ze wsią, na której bazuje ta książka. Swoją formą przypomina cudzy pamiętnik zawierający intymne zapiski, co nie było jakimś najgorszym pomysłem autora. Ponadto ma ona swoje momenty oraz niezłe fragmenty. Uważam, że jest to ciekawa i warta uwagi książka, ale bez gwarancji, że spodoba się każdemu.
“[...] a u mamusi co tam, u tatusia, żyją jeszcze, pomarli?”
Wspomnienia są ważne, nawet te przykre. Bez nich mogłoby się człowiekowi wydawać, że go nie ma i nigdy nie było. Nierzadko przywoływanie przeszłości może być niebezpieczne, bo przecież można stać się jej więźniem. Czasem po prostu chce się ją zrozumieć i zaakceptować, więc zostaje wcielanie się w badacza, który...
Lekturą przewidzianą na kwiecień 2020 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej, do którego mam szczęście należeć, był zbiór opowiadań Pomarli Waldemara Bawołka, polskiego współczesnego prozaika (rocznik 1962), którego nazwisko, nie mówiąc o twórczości, było mi dotąd kompletnie obce.
Do dzieła podszedłem bez uprzedzeń – tematu śmierci nie unikam, gdyż jestem świadom własnej śmiertelności. Pamiętając inną naszą DKK książkę – Grochów Andrzeja Stasiuka, również o umieraniu, która była całkiem niezłym czytelniczym doznaniem, miałem i tym razem nadzieję na coś wartościowego.
Nie powiem, by Pomarli mnie wciągnęli, ale czytałem z przyjemnością… przez pierwszą jedną trzecią książki. Niby nic nie zgrzytało, niby nic konkretnie negatywnego mnie nie irytowało, a przynajmniej nie za bardzo, ale… po prostu mnie to znudziło. Opowiadanie w opowiadanie, bez żadnej myśli przewodniej… Nic nie wnosiło ani do mojej wiedzy o świecie, ludziach czy mnie samym, ani nie prowokowało do żadnych refleksji. W dodatku perspektywa, z której narrator (autor?) wspomina zmarłych znajomych i bliskich, nijak do mnie nie przemawiała.
No i zrobiłem coś, co zdarza mi się niezwykle rzadko nawet w przypadku zwykłych knotów – przerzuciłem część kartek i przeczytałem środek. A potem powtórzyłem ten zabieg i poznałem ostatnie opowiadanie. Po zakończeniu lektury stwierdziłem, że pomijając połowę tomiku tak naprawdę niczego nie straciłem. Nie odczuwałem absolutnie jakiegokolwiek niedosytu, braku, niekompletności. Mam wrażenie, że gdyby losowo powyrzucać ze zbiorku dowolne opowiadania i sprzedać takie „edycje” jako książki, nikt by nie zauważył różnicy. W dodatku już dwa tygodnie później nie pamiętałem z tego dzieła niczego, może poza jedną czy dwiema scenami, które były szczególnie punktowane w czasie spotkania naszego DKK.
No właśnie... DKK… Udałem się na spotkanie przekonany, że będzie ono jednym z tych, na których książka zostaje zgodnie oceniona (w tym wypadku zjechana), po czym temat wymeandruje na inne pola, a tu kompletne zaskoczenie. Grupa podzieliła się w ocenach po ekstremach i „większa połowa” miała zdanie zbieżne z moim, czyli, że Pomarli nie są godni uwagi, a mniejsza, ale z tym większą żarliwością broniąca swego stanowiska, uznała lekturę za wspaniałą. Zachwyceni podnosili przede wszystkim niepowtarzalną atmosferę, doskonały warsztat literacki i pewną oniryczność, niedosłowność dzieła, a oponenci, do których i ja należałem, zwracali uwagę na brak jakiejkolwiek treści, którą czytelnik sam musi sobie „dorobić”, jeśli chce coś w Pomarłych zobaczyć, na wypaczoną perspektywę i bełkot w miejsce tego, co oponenci nazywali narracją magiczną. Obie strony trzymały się swego i konkluzja zapadła taka, iż faktycznie Pomarli są fenomenem – dla jednych są Dziełem, a dla drugich zwykłą książką niezbyt wartą, by jej poświęcić czas i uwagę.
Po zakończeniu spotkania poczytałem sobie opinie w sieci, skonfrontowałem to z rozmową w klubie i własnymi refleksjami. Mam wrażenie, iż tak drastycznie odmienne oceny wynikają z różnorodnych oczekiwań wobec literatury w ogóle, od tego, czy czytelnik ma umysł bardziej naukowy, czy artystyczny, humanistyczny czy ścisły, a nawet z tego, w jakim akurat ktoś jest nastroju i jakie książki były czytane przed Pomarłymi. Nawet znając dobrze kogoś i jego gusty czytelnicze nie ma możliwości, by z góry przewidzieć, czy można i warto mu ten zbiorek opowiadań polecać, czy też lepiej się z tym nie wyrywać. Na pewno znajdą się, co potwierdzają statystyki klubowe i sieciowe, czytelnicy, których opowiadania Bawołka zachwycą, ale nieco większa liczba będzie takich, którzy nawet lektury nie dokończą. Sięgając po Pomarłych czynicie to więc na własne wyczucie i odpowiedzialność.
wrażenia z lektury opublikowałem również na blogu klub-aa.blogspot.com - zapraszam!
Lekturą przewidzianą na kwiecień 2020 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej, do którego mam szczęście należeć, był zbiór opowiadań Pomarli Waldemara Bawołka, polskiego współczesnego prozaika (rocznik 1962), którego nazwisko, nie mówiąc o twórczości, było mi dotąd kompletnie obce.
Do dzieła podszedłem bez uprzedzeń – tematu śmierci nie unikam, gdyż jestem...
Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa i stron rodzinnych. Czy wspomnienia Waldemara są pod tym względem wyjątkowe? Bynajmniej.
Pogrążona w półśnie narracyjna wędrówka obejmuje wspomnienia ludzi, których się znało, a którzy już odeszli. To zbieranina osób charakterystycznych dla polskiej prowincji: kłótliwa babka - dewotka nienawidząca swojej synowej, wujek kryptoalkoholik pracujący w milicji, kolega ze szkolnej ławy miłośnik piłki nożnej i pornografii, zapracowana ciotka chodząca na nocki do szpitala położniczego, miejscowy pijaczek, farmaceutka z apteki lubiąca przygody na zapleczu, sąsiadka grzebiąca wiecznie w ogródku i nie tylko... Na wspomnienia osób nakładają się konkretne wydarzenia, erotyczne fascynacje, masturbacyjne ekscesy, alkoholowe zwidy. Wszystko to stanowi mętną i ciężkostrawną mieszankę w której z jakąś traumatyczną nostalgią pławi się sam narrator. Dla mnie oznaczało to mozolne brnięcie w fabułę w doszukiwaniu się jakiegoś sensu, wyłuskiwaniu obrazu utraconego świata. Nie była to jednak w żadnym wypadku podróż w kierunku proustowskiego poszukiwania straconego czasu. Dla mnie to rozczarowanie. Niewiele ta książka wniosła w moje literackie doświadczenia.
Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa i stron rodzinnych. Czy wspomnienia Waldemara są pod tym względem wyjątkowe? Bynajmniej.
Pogrążona w półśnie narracyjna wędrówka obejmuje wspomnienia ludzi, których się znało, a którzy już odeszli. To zbieranina osób charakterystycznych dla polskiej prowincji: kłótliwa babka - dewotka nienawidząca swojej synowej, wujek...
Przyznaję się,. Nie byłem już w stanie tego doczytać. Stek bzdur, jakiś przygód od rzeczy, wspomnień głupawych, bredni. Szkoda na to czasu, nic nie wniesie.
Przyznaję się,. Nie byłem już w stanie tego doczytać. Stek bzdur, jakiś przygód od rzeczy, wspomnień głupawych, bredni. Szkoda na to czasu, nic nie wniesie.
Nie rozumiem fenomenu tej książki. Nie trafia do mnie ani forma - rozwlekła, przegadana, ani treść - wyrywkowe opowieści o bliższych lub dalszych zmarłych. Daleko za horyzontem za ostatnimi, którzy zmierzyli się z podobną tematyką, za Wichą, za Szczygłem, za Bieńczykiem.
Nie rozumiem fenomenu tej książki. Nie trafia do mnie ani forma - rozwlekła, przegadana, ani treść - wyrywkowe opowieści o bliższych lub dalszych zmarłych. Daleko za horyzontem za ostatnimi, którzy zmierzyli się z podobną tematyką, za Wichą, za Szczygłem, za Bieńczykiem.
Wspaniała proza wyrosła z Małej Ojczyzny autora. Przypomina trochę to, co kiedyś robił Augustyn Baran w "Głowie wroga". Bawołek łapie "niezniszczalne teraz", jak kiedyś Janusz Szuber w swoim wierszu "Niebieski grzebyk", który cały czas miałem w głowie czytając "Pomarłych". I o tym jest ta książka...
Janusz Szuber - Niebieski grzebyk
Odprowadzałem dziadka na przystanek
Kolejowy, skrótami, wąską dróżką
Obok zakładu ślusarza - astry iskier,
Zapach stalowych opiłków - w jednej rece
Niosąc obwiązane sznurkami tekturowe pudło,
W drugiej teczkę zapiętą na ostatnią dziurkę
Paska, mocny w nogach, rozczochrany
Kilkunastolatek, nieświadomy (to przyszło
Z latami), że istnieją dwa równoległe
Czasy: ten bieżący: nijaki i mętny, i ten inny,
Niezniszczalne TERAZ, w którym dziadek
Na peronie stacji Sanok-Miasto,
Podaje mi niebieski grzebyk,
I w tym wszystkim nie ma słowa BYŁO -
Tylko jedno, niepodzielne JEST.
Wspaniała proza wyrosła z Małej Ojczyzny autora. Przypomina trochę to, co kiedyś robił Augustyn Baran w "Głowie wroga". Bawołek łapie "niezniszczalne teraz", jak kiedyś Janusz Szuber w swoim wierszu "Niebieski grzebyk", który cały czas miałem w głowie czytając "Pomarłych". I o tym jest ta książka...
Janusz Szuber - Niebieski grzebyk
Odprowadzałem dziadka na...
Tytuł bardzo dobry. Reszta niespójna. Nie umiem znaleźć klucza łączącego poszczególne rozdziały osoby. A i same opisy numerów nie zawsze są poświęcone wskazanym w tytułach osobom.
Tytuł bardzo dobry. Reszta niespójna. Nie umiem znaleźć klucza łączącego poszczególne rozdziały osoby. A i same opisy numerów nie zawsze są poświęcone wskazanym w tytułach osobom.
Przypomniały mi się piękne wiersze Mastersa „Umarli ze Spoon River”.
Bawołek oprowadza po cmentarnych kwaterach, gdzie leżą ci, którzy byli dla niego ważni, zapadli mu w pamięć, którym swoją książką składa hołd, na nowo ich ożywia. Jest dzieckiem, młodym człowiekiem, mężczyzną. Najciekawsze są dla mnie te opowiadania, w których jest jeszcze bardzo młody: zrywa jabłka w ogrodzie księdza, leży pod łóżkiem babci i bawi się króliczymi odchodami, na pastwisku dla krów zakłada się z kolegą, kto pierwszy zwali konia. Świetne!
Już nieco starszy pobudza się seksualnie podczas tenisowego meczu kobiet, a jeszcze później kocha się z kuzynką Eulalią. Radzenia sobie z lękiem poprzez seks jest w tej prozie sporo.
Najbardziej podoba mi się ostatni rozdział, gdy spacerując po miasteczku z koszem pełnym grzybów, ponownie przypomina bliskich zmarłych. Opisywane postacie stały się dla mnie ważne i niełatwe do zapomnienia, do Autora poczułem dużą sympatię, pomyślałem, że chciałbym, aby zaprosił mnie na spacer po ciężkowickim Rynku, po cmentarzu, gdzie zapalilibyśmy czerwone lampki, a może nawet zaprosi mnie do swojego domu na mocną herbatę albo piwo. Dla mnie bezalkoholowe.
Przypomniały mi się piękne wiersze Mastersa „Umarli ze Spoon River”.
Bawołek oprowadza po cmentarnych kwaterach, gdzie leżą ci, którzy byli dla niego ważni, zapadli mu w pamięć, którym swoją książką składa hołd, na nowo ich ożywia. Jest dzieckiem, młodym człowiekiem, mężczyzną. Najciekawsze są dla mnie te opowiadania, w których jest jeszcze bardzo młody: zrywa jabłka w...
Przeczytałem, ale sam nie wiem po co. Żeby po raz kolejny dowiedzieć się, że nie tylko moje życie nie ma sensu? Coraz częściej zastanawiam się, po co pisać książki o brudzie, bezmyślności, pustce. Nie sądzę żeby taka literatura zmieniała świat na lepszy.
Przeczytałem, ale sam nie wiem po co. Żeby po raz kolejny dowiedzieć się, że nie tylko moje życie nie ma sensu? Coraz częściej zastanawiam się, po co pisać książki o brudzie, bezmyślności, pustce. Nie sądzę żeby taka literatura zmieniała świat na lepszy.
Trzynaście opowieści o ludziach bliskich, znanych autorowi i to chyba on jest narratorem, skoro ma jego imię, akcja zaś osadzona jest w jego rodzinnych Ciężkowicach.
Czternasty rozdział "To prawda, i tamto realne" jest takim symbolicznym spotkaniem ze wszystkimi wspominanymi wcześniej "pomarłymi".
Na okładce sformułowanie: "oniryczna proza"- na pewno dobrze to brzmi i rzeczywiście sporo tu sennych wizji, wyobrażeń, wspomnień. Miałam poczucie wyobcowania, nie czułam się dobrze w tym świecie tak bardzo zdominowanym obecnością Waldemara.
"Spoglądam na swój dom i widzę okno, a w nim, w oknie stoję ja"- to punkt widzenia autora "swobodnie wędrującego po rozlicznych sferach uczuć i pamięci". Mnie jakoś z nim nie po drodze, choć doceniam tę prozę, język, sposób obrazowania. Nie znalazłam jednak w tych tak bardzo osobistych opowieściach miejsca dla siebie, nie wywołały one we mnie jakichś większych emocji. Przeczytałam i raczej nie będę długo pamiętać.
Trzynaście opowieści o ludziach bliskich, znanych autorowi i to chyba on jest narratorem, skoro ma jego imię, akcja zaś osadzona jest w jego rodzinnych Ciężkowicach.
Czternasty rozdział "To prawda, i tamto realne" jest takim symbolicznym spotkaniem ze wszystkimi wspominanymi wcześniej "pomarłymi".
Na okładce sformułowanie: "oniryczna proza"- na pewno dobrze to brzmi i...
Tym, którzy odeszli, swym bliskim, autor składa literacki hołd, zawarty w krótkich opowiadaniach, gdzie rzeczywistość przeplata się z senną wizją.
Wspomnienia służą rozliczeniu się z życiem, ludzkimi błędami, demonami, małymi tęsknotami. Jest to próba uchwycenia przeszłości i ocalenia jej od zapomnienia.
Tym, którzy odeszli, swym bliskim, autor składa literacki hołd, zawarty w krótkich opowiadaniach, gdzie rzeczywistość przeplata się z senną wizją.
Wspomnienia służą rozliczeniu się z życiem, ludzkimi błędami, demonami, małymi tęsknotami. Jest to próba uchwycenia przeszłości i ocalenia jej od zapomnienia.
"Pomarli" to epitafia dla bliskich i znajomych, które autor zamyka w krótkich, stylowych opowiadaniach. Myślę, że książka ładnie wpasowuje się we współczesny nurt chłopski, bo o tym właśnie Bawołek tutaj opowiada. O wsi i jej mieszkańcach. Każdy kolejny tekst, orbituje wokół innej, centralnej osoby. Jednak wbrew temu co można sądzić, nie poświęca im Bawołek maksimum swojego czasu. Często wspomnienia o tych osobach są zaledwie naszkicowane, lekko dotyka tylko ich żywotów, wiele zostawia w sferze domysłów i wolnej interpretacji. Miesza przeszłość z teraźniejszością, miksuje język czysto poetycki, z potocznym lub nawet wulgarnym. Opowiada o pogrzebie swojego bliskiego, żeby na kolejnej stronie, gładko przejść do opisu onanizowania się podczas oglądania meczu ping ponga kobiet. Rozumiem zabieg przełamania powagi nutą autoironii i dawką autokomizmu, jednak bardziej przekonywał mnie Bawołek w tych momentach czysto lirycznych i zdecydowanie wolę tę "poważną" stronę jego osobowości. Średnio przyjemne były też opisy seksu i cielesności. Trochę szkoda, że Bawołek więcej czasu nie poświęcił jednak tytułowym "Pomarłym". W tych konkretnych, esencjonalnych fragmentach, wypadał moim zdaniem ciekawiej, niż w miejscach, w których za bardzo się rozjeżdżał. "Pomarli" to ciekawa książka, bardzo dobrze napisana, dość trudna w odbiorze i wymagającą sporo uwagi i skupienia.
"Pomarli" to epitafia dla bliskich i znajomych, które autor zamyka w krótkich, stylowych opowiadaniach. Myślę, że książka ładnie wpasowuje się we współczesny nurt chłopski, bo o tym właśnie Bawołek tutaj opowiada. O wsi i jej mieszkańcach. Każdy kolejny tekst, orbituje wokół innej, centralnej osoby. Jednak wbrew temu co można sądzić, nie poświęca im Bawołek maksimum swojego...
"Pomarli" są poniekąd rozliczeniem z życiem. Traktują o kilku bohaterach, którym dane było- niestety zejść już z tego padołu. Dzięki obrazom z ich życia możemy zobaczyć małe tęsknoty, cierpienie, które ich spotkało... radości jak np. flaszeczka będąca towarzyszem czy uciecha z kwitnących kwiatów. To także próba rozliczenia się z jestestwem, pogodzenie z samotnością, która jest wierna- jak pies. Dotkliwie tu widać, że można być samemu posiadając rodzinę. Autor ukazuje nam także jak wygląda często życie zwykłych ludzi, ich walka z tym co nieuchronne- a na imię jej śmierć.
Dobitny widok na to jak wielki wpływ na przyszłość ma przeszłość. Wspomnienia często są lustrem tego jacy w rzeczywistości jesteśmy. To one wyznaczają ścieżkę naszego odchodzenia. Od nich zależy to jak nas otoczenie postrzega. To także kłótnie z Bogiem, rozmowy z nim. Chęć zrozumienia dlaczego tak a nie inaczej zdecydował. Ta proza próbuje ocalić od zapomnienia tych, którzy na zapomnienie nie zasługują.
"Pomarli" są poniekąd rozliczeniem z życiem. Traktują o kilku bohaterach, którym dane było- niestety zejść już z tego padołu. Dzięki obrazom z ich życia możemy zobaczyć małe tęsknoty, cierpienie, które ich spotkało... radości jak np. flaszeczka będąca towarzyszem czy uciecha z kwitnących kwiatów. To także próba rozliczenia się z jestestwem, pogodzenie z samotnością, która...
Wspaniały pomysł, który chyba trochę przerósł autora.
Fragmenty są naprawdę świetne, ale całość jednak nieco nużąca. Przejścia między wspomnieniami a teraźniejszością piękne, ale kiedy wkraczamy w świat fantazji bohatera, robi się to jakieś zbyt nieczytelne, jakby pisane dla siebie nie dla czytelnika.
Wspaniały pomysł, który chyba trochę przerósł autora.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFragmenty są naprawdę świetne, ale całość jednak nieco nużąca. Przejścia między wspomnieniami a teraźniejszością piękne, ale kiedy wkraczamy w świat fantazji bohatera, robi się to jakieś zbyt nieczytelne, jakby pisane dla siebie nie dla czytelnika.
Zdecydowanie najlepsza książka W.B. Nie trafi do każdego, swobodny strumień świadomości, który w innych książkach WB mnie irytuje, tu jest fascynujący. Przenosi nas w inny wymiar i czas. Stanowi zdecydowanie dodatkową wartość tej książki.
To książka (jak to u WB) poetycka, pełna zaskakujących porównań i metafor. Zarazem jest czułe wspomnienie osób, które pojawiły się w życiu autora i których już nie ma. Pomarli.
Zdecydowanie najlepsza książka W.B. Nie trafi do każdego, swobodny strumień świadomości, który w innych książkach WB mnie irytuje, tu jest fascynujący. Przenosi nas w inny wymiar i czas. Stanowi zdecydowanie dodatkową wartość tej książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo książka (jak to u WB) poetycka, pełna zaskakujących porównań i metafor. Zarazem jest czułe wspomnienie osób, które pojawiły się w...
Co za język. Dosadność. Dobór słów. Porównania. O czymkolwiek by nie snuł opowieści. Jestem pod wrażeniem.
Co za język. Dosadność. Dobór słów. Porównania. O czymkolwiek by nie snuł opowieści. Jestem pod wrażeniem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Rzeczywistość potrafi porażać swoją brzydotą i brutalnością, a jakże. Codzienność przytłacza, gdy ogranicza się tylko do wzajemnych oskarżeń, kłamstw, kłótni i niezgód” – o takim świecie pisze Waldemar Bawołek, który mimo wszystko najwyraźniej nie podziela opinii Rafała Wojaczka na temat małych miasteczek, bo lekko proustowskie klimaty tu wyczuwalne.
Autor po prostu opisuje Ciężkowice - swoje miejsce na ziemi. Chodzi po nim i słucha ludzi, głównie takich z obrzeży społeczeństwa (może innych tam nie ma?). Przedstawia nagie, miejscami fantasmagoryczne życie, zwłaszcza jego koniec. Nie pomija żadnych jego przejawów, także tych cielesnych, ukazanych tu bez ogródek, bo i nie tylko zwierzęcy seks, ale i molestowanie nieletnich.
Wielu mogą szokować i jak wynika z opinii, szokują mocne, a nawet brutalne opisy cielesności, od których cytowania się wstrzymuje, a które u niektórych wręcz budzą oburzenie – na Autora, czego akurat nie rozumiem („bo ma być stateczny sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny”). Wszak w miejscach bliższych naturze - Ciężkowice raz bywały wsią, raz miasteczkiem - sprawy biologii zawsze były dość naturalno-naturalistyczne.
Żadna z 13 żegnanych postaci nie jest tu opisana w pełni, ale tylko w autorskiej wycinkowej perspektywie i bardzo onirycznie, mimo pozorów realizmu. Bawołek nie wystawia nikomu żadnych cenzurek, nie ma też żadnych morałów czy pouczeń, bo nie o to tu chodzi. To tylko świadectwa ludzkich losów, niezależnie od ich ocen, bo wśród bohaterów i donosiciel, i cała czereda pijaków, damskich bokserów, a i zboczeńców nie brakuje.
Ale jest tu miejsce i na swoisty liryzm, np. „Nie mam dla kogo jeść kolacji. Nie mam dla kogo ścielić łóżka. Nie mam dla kogo zamykać drzwi. (…) Nie czuję się samotna. (…) Mogę wracać do domu pijana o piątej nad ranem. Z facetem. Spać tu z facetem. Z wszystkimi facetami świata. A wracam pijana o dwudziestej trzeciej. Bez faceta”.
Bardzo ciepły jest np. portret cioci Marysi („odeszła w wieku 45 lat”): „Zatrzymywała chwile, zamykając je pomiędzy radością życia a chichotem z niego”. Inne poruszające zdanie: „Babcia umarła i niczego po sobie nie pozostawiła”.
A nie przypadkiem były ormowiec i dawny wioskowy donosiciel „uważa rze” „Sejm i Senat są obsadzone przez Teutonów i Ruskich” a „w Polsce nie ma polskiej prasy ani telewizji”, wobec czego „trzeba zrobić wszystko, żeby do władzy dostali się prawdziwi patrioci”.
Najmocniej przemówiła do mnie nowelka „Szczepan Kruk” o takim bardziej zamożnym koledze Autora, który spędza czas przed telewizorem, a raczej „wideło”, gdzie albo ostra pornografia, albo piłka nożna. Nie wiadomo, co bardziej odstręcza narratora, te ciągłe jęki, czy te ciągłe mecze. Według mnie jednak to drugie, bo tam akcji towarzyszą dodatkowo debilne komentarze typu „źle ułożył stopę do podania”.
Tak czy inaczej, nie jest to lektura dla wrażliwszych czytających, bo sporo tu brudu życia i ludzi niezbyt pięknych wewnętrznie. Ale śmierć zrównuje ich wszystkich. I chyba o taki właśnie eschatologiczny wymiar egzystencji tu chodzi. O swoistą „pełnię”….
Dla mnie mocne „7”.
Nieco cytatów:
Niech będzie pochwalony buk zielony, piękność, świeżość zieloności i niebiańskości.
Nie zauważa, że czas przepłynął przez nią jak górski potok.
Przeszłość wlatuje w każdą szczelinę, w każdy zakamarek mnie i nie szuka wyjścia.
Nie trudziła się poszukiwaniami odpowiedzi na pytanie, skąd się wziął świat. Słowo „Bóg” zastępowało jej potrzebę znajomości praw fizyki, dzieł filozofów, wszystkiego.
Przecież wszyscy Polacy są katolikami, więc komu na co jakaś wolność wyznania, skoro mamy u nas pełną wolność wyznania dla katolików.
Odwiedzam go często i bez zapowiedzi, odwołując się do innych motywacji niż „sukces”, kariera”, ”majątek”, czy ”stabilizacja”. Już nie opuszcza mnie myśl, kogo tam zastanę, czego dotknę, gdzie usiądę.
Czuje się samotny wśród mnóstwa ludzi. Naprawdę, nie odczuwa już nic. Jego rozdział za prędko zamknięto. Zanim zdążył się zacząć.
- Skaleczyłeś się?
- Tak, duszę mam całą poranioną.
Mateusz jest jak zepsuty kocioł, do którego nie wolno dorzucać węgla, bo może wybuchnąć.
Przed sklepem ludzie wyglądają tak, jakby zasługiwali na to, aby żyć. W kolejce przy ladzie wyglądają zaś, jakby to, co najgorsze, mieli jeszcze przed sobą.
„Rzeczywistość potrafi porażać swoją brzydotą i brutalnością, a jakże. Codzienność przytłacza, gdy ogranicza się tylko do wzajemnych oskarżeń, kłamstw, kłótni i niezgód” – o takim świecie pisze Waldemar Bawołek, który mimo wszystko najwyraźniej nie podziela opinii Rafała Wojaczka na temat małych miasteczek, bo lekko proustowskie klimaty tu wyczuwalne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor po prostu...
Nie jestem zadowolony, przeciętne. To mój drugi Bawołek. Echo słońca uważam za bardzo dobre. Tu jest przerost formy nad treścią i momentami czuć sztuczność (np. opis jak kocha wnusia jest tak nienaturalny, sztuczny jak na jego pisanie, że głowa boli). Ogólnie nie jest złe, ale nie wciąga tak mocno. Przejścia oniryczne jawa-sen-wyobraźnia-niewiadomoco, wiem, że to cecha jego pisania, ale tu ten chwyt czasem denerwuje, traci się zainteresowanie. Denerwowały mnie też niektóre opisy związane z seksualnością. Po co przykładowo opis jak sobie trzepie oglądając mecz tenisa? Zresztą pytanie "po co?" w jego chaotycznej prozie nieuwydatniającej linii fabularnej i myśli przewodniej jest trochę złe, ale w Echo słońca to działało, tu tylko początkowo, potem nudzi. Ogólnie nie jest to zła książka, tylko czuć, że to jest już napisane na zasadzie "napiszę, bo dużo wydaję, mam pomysł" a nie na zasadzie organicznej prawdy. No i to, co jest jego siłą (bezpośredniość, przejścia oniryczne, brak myśli przewodniej) to taki a la miecz obosieczny: może poprowadzić do genialnej prozy, jak i nudnej. Mimo krytyki, zasługuje na 5.5-6.5/10.
Nie jestem zadowolony, przeciętne. To mój drugi Bawołek. Echo słońca uważam za bardzo dobre. Tu jest przerost formy nad treścią i momentami czuć sztuczność (np. opis jak kocha wnusia jest tak nienaturalny, sztuczny jak na jego pisanie, że głowa boli). Ogólnie nie jest złe, ale nie wciąga tak mocno. Przejścia oniryczne jawa-sen-wyobraźnia-niewiadomoco, wiem, że to cecha jego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“[...] a u mamusi co tam, u tatusia, żyją jeszcze, pomarli?”
Wspomnienia są ważne, nawet te przykre. Bez nich mogłoby się człowiekowi wydawać, że go nie ma i nigdy nie było. Nierzadko przywoływanie przeszłości może być niebezpieczne, bo przecież można stać się jej więźniem. Czasem po prostu chce się ją zrozumieć i zaakceptować, więc zostaje wcielanie się w badacza, który analizuje i rozkłada ją na czynniki pierwsze, łudząc się, że ma to jakiś cel.
Nie inaczej jest u Waldemara Bawołka, który w swojej onirycznej prozie powraca pamięcią do rodzinnych stron na prowincji, aby najzwyczajniej w świecie powspominać. Ale co? A raczej kogo? “Pomarli” to przede wszystkim nostalgiczna wędrówka do miejsc i ludzi, których się znało, a którzy już umarli. Nie są jednak do końca martwi, skoro nadal żyją w czyichś wspomnieniach, prawda? Autor przedstawia nam tym samym charakterystyczne osoby, typowe dla obrazu polskiej wsi. Alkoholizm, cielesność i relacja z drugim człowiekiem, to tylko mała część tej książki.
Czy skłania ona do głębszych refleksji? Średnio. Czy wnosi ona coś niezwykłego do świata literatury? No nie. Czy szybko zapomnę, o czym była? Prawdopodobnie. Mimo tego “Pomarłych” czytało mi się bardzo przyjemnie i nie doświadczyłem większych zgrzytów. Może wynika to z mojej bliskiej relacji ze wsią, na której bazuje ta książka. Swoją formą przypomina cudzy pamiętnik zawierający intymne zapiski, co nie było jakimś najgorszym pomysłem autora. Ponadto ma ona swoje momenty oraz niezłe fragmenty. Uważam, że jest to ciekawa i warta uwagi książka, ale bez gwarancji, że spodoba się każdemu.
“[...] a u mamusi co tam, u tatusia, żyją jeszcze, pomarli?”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspomnienia są ważne, nawet te przykre. Bez nich mogłoby się człowiekowi wydawać, że go nie ma i nigdy nie było. Nierzadko przywoływanie przeszłości może być niebezpieczne, bo przecież można stać się jej więźniem. Czasem po prostu chce się ją zrozumieć i zaakceptować, więc zostaje wcielanie się w badacza, który...
Niestety nie byłam w stanie przebrnąć przez tę książkę. Momentami wulgarna, niepotrzebna.
Niestety nie byłam w stanie przebrnąć przez tę książkę. Momentami wulgarna, niepotrzebna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLekturą przewidzianą na kwiecień 2020 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej, do którego mam szczęście należeć, był zbiór opowiadań Pomarli Waldemara Bawołka, polskiego współczesnego prozaika (rocznik 1962), którego nazwisko, nie mówiąc o twórczości, było mi dotąd kompletnie obce.
Do dzieła podszedłem bez uprzedzeń – tematu śmierci nie unikam, gdyż jestem świadom własnej śmiertelności. Pamiętając inną naszą DKK książkę – Grochów Andrzeja Stasiuka, również o umieraniu, która była całkiem niezłym czytelniczym doznaniem, miałem i tym razem nadzieję na coś wartościowego.
Nie powiem, by Pomarli mnie wciągnęli, ale czytałem z przyjemnością… przez pierwszą jedną trzecią książki. Niby nic nie zgrzytało, niby nic konkretnie negatywnego mnie nie irytowało, a przynajmniej nie za bardzo, ale… po prostu mnie to znudziło. Opowiadanie w opowiadanie, bez żadnej myśli przewodniej… Nic nie wnosiło ani do mojej wiedzy o świecie, ludziach czy mnie samym, ani nie prowokowało do żadnych refleksji. W dodatku perspektywa, z której narrator (autor?) wspomina zmarłych znajomych i bliskich, nijak do mnie nie przemawiała.
No i zrobiłem coś, co zdarza mi się niezwykle rzadko nawet w przypadku zwykłych knotów – przerzuciłem część kartek i przeczytałem środek. A potem powtórzyłem ten zabieg i poznałem ostatnie opowiadanie. Po zakończeniu lektury stwierdziłem, że pomijając połowę tomiku tak naprawdę niczego nie straciłem. Nie odczuwałem absolutnie jakiegokolwiek niedosytu, braku, niekompletności. Mam wrażenie, że gdyby losowo powyrzucać ze zbiorku dowolne opowiadania i sprzedać takie „edycje” jako książki, nikt by nie zauważył różnicy. W dodatku już dwa tygodnie później nie pamiętałem z tego dzieła niczego, może poza jedną czy dwiema scenami, które były szczególnie punktowane w czasie spotkania naszego DKK.
No właśnie... DKK… Udałem się na spotkanie przekonany, że będzie ono jednym z tych, na których książka zostaje zgodnie oceniona (w tym wypadku zjechana), po czym temat wymeandruje na inne pola, a tu kompletne zaskoczenie. Grupa podzieliła się w ocenach po ekstremach i „większa połowa” miała zdanie zbieżne z moim, czyli, że Pomarli nie są godni uwagi, a mniejsza, ale z tym większą żarliwością broniąca swego stanowiska, uznała lekturę za wspaniałą. Zachwyceni podnosili przede wszystkim niepowtarzalną atmosferę, doskonały warsztat literacki i pewną oniryczność, niedosłowność dzieła, a oponenci, do których i ja należałem, zwracali uwagę na brak jakiejkolwiek treści, którą czytelnik sam musi sobie „dorobić”, jeśli chce coś w Pomarłych zobaczyć, na wypaczoną perspektywę i bełkot w miejsce tego, co oponenci nazywali narracją magiczną. Obie strony trzymały się swego i konkluzja zapadła taka, iż faktycznie Pomarli są fenomenem – dla jednych są Dziełem, a dla drugich zwykłą książką niezbyt wartą, by jej poświęcić czas i uwagę.
Po zakończeniu spotkania poczytałem sobie opinie w sieci, skonfrontowałem to z rozmową w klubie i własnymi refleksjami. Mam wrażenie, iż tak drastycznie odmienne oceny wynikają z różnorodnych oczekiwań wobec literatury w ogóle, od tego, czy czytelnik ma umysł bardziej naukowy, czy artystyczny, humanistyczny czy ścisły, a nawet z tego, w jakim akurat ktoś jest nastroju i jakie książki były czytane przed Pomarłymi. Nawet znając dobrze kogoś i jego gusty czytelnicze nie ma możliwości, by z góry przewidzieć, czy można i warto mu ten zbiorek opowiadań polecać, czy też lepiej się z tym nie wyrywać. Na pewno znajdą się, co potwierdzają statystyki klubowe i sieciowe, czytelnicy, których opowiadania Bawołka zachwycą, ale nieco większa liczba będzie takich, którzy nawet lektury nie dokończą. Sięgając po Pomarłych czynicie to więc na własne wyczucie i odpowiedzialność.
wrażenia z lektury opublikowałem również na blogu klub-aa.blogspot.com - zapraszam!
Lekturą przewidzianą na kwiecień 2020 w Dyskusyjnym Klubie Książki w Rawie Mazowieckiej, do którego mam szczęście należeć, był zbiór opowiadań Pomarli Waldemara Bawołka, polskiego współczesnego prozaika (rocznik 1962), którego nazwisko, nie mówiąc o twórczości, było mi dotąd kompletnie obce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo dzieła podszedłem bez uprzedzeń – tematu śmierci nie unikam, gdyż jestem...
Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa i stron rodzinnych. Czy wspomnienia Waldemara są pod tym względem wyjątkowe? Bynajmniej.
Pogrążona w półśnie narracyjna wędrówka obejmuje wspomnienia ludzi, których się znało, a którzy już odeszli. To zbieranina osób charakterystycznych dla polskiej prowincji: kłótliwa babka - dewotka nienawidząca swojej synowej, wujek kryptoalkoholik pracujący w milicji, kolega ze szkolnej ławy miłośnik piłki nożnej i pornografii, zapracowana ciotka chodząca na nocki do szpitala położniczego, miejscowy pijaczek, farmaceutka z apteki lubiąca przygody na zapleczu, sąsiadka grzebiąca wiecznie w ogródku i nie tylko... Na wspomnienia osób nakładają się konkretne wydarzenia, erotyczne fascynacje, masturbacyjne ekscesy, alkoholowe zwidy. Wszystko to stanowi mętną i ciężkostrawną mieszankę w której z jakąś traumatyczną nostalgią pławi się sam narrator. Dla mnie oznaczało to mozolne brnięcie w fabułę w doszukiwaniu się jakiegoś sensu, wyłuskiwaniu obrazu utraconego świata. Nie była to jednak w żadnym wypadku podróż w kierunku proustowskiego poszukiwania straconego czasu. Dla mnie to rozczarowanie. Niewiele ta książka wniosła w moje literackie doświadczenia.
Każdy z nas ma jakieś wspomnienia z dzieciństwa i stron rodzinnych. Czy wspomnienia Waldemara są pod tym względem wyjątkowe? Bynajmniej.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPogrążona w półśnie narracyjna wędrówka obejmuje wspomnienia ludzi, których się znało, a którzy już odeszli. To zbieranina osób charakterystycznych dla polskiej prowincji: kłótliwa babka - dewotka nienawidząca swojej synowej, wujek...
Przyznaję się,. Nie byłem już w stanie tego doczytać. Stek bzdur, jakiś przygód od rzeczy, wspomnień głupawych, bredni. Szkoda na to czasu, nic nie wniesie.
Przyznaję się,. Nie byłem już w stanie tego doczytać. Stek bzdur, jakiś przygód od rzeczy, wspomnień głupawych, bredni. Szkoda na to czasu, nic nie wniesie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem fenomenu tej książki. Nie trafia do mnie ani forma - rozwlekła, przegadana, ani treść - wyrywkowe opowieści o bliższych lub dalszych zmarłych. Daleko za horyzontem za ostatnimi, którzy zmierzyli się z podobną tematyką, za Wichą, za Szczygłem, za Bieńczykiem.
Nie rozumiem fenomenu tej książki. Nie trafia do mnie ani forma - rozwlekła, przegadana, ani treść - wyrywkowe opowieści o bliższych lub dalszych zmarłych. Daleko za horyzontem za ostatnimi, którzy zmierzyli się z podobną tematyką, za Wichą, za Szczygłem, za Bieńczykiem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLiteracki kosmos. Wspaniała.
Literacki kosmos. Wspaniała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem i już
Przeczytałem i już
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała proza wyrosła z Małej Ojczyzny autora. Przypomina trochę to, co kiedyś robił Augustyn Baran w "Głowie wroga". Bawołek łapie "niezniszczalne teraz", jak kiedyś Janusz Szuber w swoim wierszu "Niebieski grzebyk", który cały czas miałem w głowie czytając "Pomarłych". I o tym jest ta książka...
Janusz Szuber - Niebieski grzebyk
Odprowadzałem dziadka na przystanek
Kolejowy, skrótami, wąską dróżką
Obok zakładu ślusarza - astry iskier,
Zapach stalowych opiłków - w jednej rece
Niosąc obwiązane sznurkami tekturowe pudło,
W drugiej teczkę zapiętą na ostatnią dziurkę
Paska, mocny w nogach, rozczochrany
Kilkunastolatek, nieświadomy (to przyszło
Z latami), że istnieją dwa równoległe
Czasy: ten bieżący: nijaki i mętny, i ten inny,
Niezniszczalne TERAZ, w którym dziadek
Na peronie stacji Sanok-Miasto,
Podaje mi niebieski grzebyk,
I w tym wszystkim nie ma słowa BYŁO -
Tylko jedno, niepodzielne JEST.
Wspaniała proza wyrosła z Małej Ojczyzny autora. Przypomina trochę to, co kiedyś robił Augustyn Baran w "Głowie wroga". Bawołek łapie "niezniszczalne teraz", jak kiedyś Janusz Szuber w swoim wierszu "Niebieski grzebyk", który cały czas miałem w głowie czytając "Pomarłych". I o tym jest ta książka...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJanusz Szuber - Niebieski grzebyk
Odprowadzałem dziadka na...
Tytuł bardzo dobry. Reszta niespójna. Nie umiem znaleźć klucza łączącego poszczególne rozdziały osoby. A i same opisy numerów nie zawsze są poświęcone wskazanym w tytułach osobom.
Tytuł bardzo dobry. Reszta niespójna. Nie umiem znaleźć klucza łączącego poszczególne rozdziały osoby. A i same opisy numerów nie zawsze są poświęcone wskazanym w tytułach osobom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna i na takim pomyśle oprzeć napisanie książki. Dla mnie bardzo przeciętny pamiętnik..
Można i na takim pomyśle oprzeć napisanie książki. Dla mnie bardzo przeciętny pamiętnik..
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzypomniały mi się piękne wiersze Mastersa „Umarli ze Spoon River”.
Bawołek oprowadza po cmentarnych kwaterach, gdzie leżą ci, którzy byli dla niego ważni, zapadli mu w pamięć, którym swoją książką składa hołd, na nowo ich ożywia. Jest dzieckiem, młodym człowiekiem, mężczyzną. Najciekawsze są dla mnie te opowiadania, w których jest jeszcze bardzo młody: zrywa jabłka w ogrodzie księdza, leży pod łóżkiem babci i bawi się króliczymi odchodami, na pastwisku dla krów zakłada się z kolegą, kto pierwszy zwali konia. Świetne!
Już nieco starszy pobudza się seksualnie podczas tenisowego meczu kobiet, a jeszcze później kocha się z kuzynką Eulalią. Radzenia sobie z lękiem poprzez seks jest w tej prozie sporo.
Najbardziej podoba mi się ostatni rozdział, gdy spacerując po miasteczku z koszem pełnym grzybów, ponownie przypomina bliskich zmarłych. Opisywane postacie stały się dla mnie ważne i niełatwe do zapomnienia, do Autora poczułem dużą sympatię, pomyślałem, że chciałbym, aby zaprosił mnie na spacer po ciężkowickim Rynku, po cmentarzu, gdzie zapalilibyśmy czerwone lampki, a może nawet zaprosi mnie do swojego domu na mocną herbatę albo piwo. Dla mnie bezalkoholowe.
Przypomniały mi się piękne wiersze Mastersa „Umarli ze Spoon River”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBawołek oprowadza po cmentarnych kwaterach, gdzie leżą ci, którzy byli dla niego ważni, zapadli mu w pamięć, którym swoją książką składa hołd, na nowo ich ożywia. Jest dzieckiem, młodym człowiekiem, mężczyzną. Najciekawsze są dla mnie te opowiadania, w których jest jeszcze bardzo młody: zrywa jabłka w...
https://taktoczytam.blogspot.com/2020/12/pomarli-waldemar-bawoek.html
https://taktoczytam.blogspot.com/2020/12/pomarli-waldemar-bawoek.html
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem, ale sam nie wiem po co. Żeby po raz kolejny dowiedzieć się, że nie tylko moje życie nie ma sensu? Coraz częściej zastanawiam się, po co pisać książki o brudzie, bezmyślności, pustce. Nie sądzę żeby taka literatura zmieniała świat na lepszy.
Przeczytałem, ale sam nie wiem po co. Żeby po raz kolejny dowiedzieć się, że nie tylko moje życie nie ma sensu? Coraz częściej zastanawiam się, po co pisać książki o brudzie, bezmyślności, pustce. Nie sądzę żeby taka literatura zmieniała świat na lepszy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toświetna, oryginalna proza, niezauważalnie "porywa" w oniryczno-ludyczny świat.... odświeżające
świetna, oryginalna proza, niezauważalnie "porywa" w oniryczno-ludyczny świat.... odświeżające
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzynaście opowieści o ludziach bliskich, znanych autorowi i to chyba on jest narratorem, skoro ma jego imię, akcja zaś osadzona jest w jego rodzinnych Ciężkowicach.
Czternasty rozdział "To prawda, i tamto realne" jest takim symbolicznym spotkaniem ze wszystkimi wspominanymi wcześniej "pomarłymi".
Na okładce sformułowanie: "oniryczna proza"- na pewno dobrze to brzmi i rzeczywiście sporo tu sennych wizji, wyobrażeń, wspomnień. Miałam poczucie wyobcowania, nie czułam się dobrze w tym świecie tak bardzo zdominowanym obecnością Waldemara.
"Spoglądam na swój dom i widzę okno, a w nim, w oknie stoję ja"- to punkt widzenia autora "swobodnie wędrującego po rozlicznych sferach uczuć i pamięci". Mnie jakoś z nim nie po drodze, choć doceniam tę prozę, język, sposób obrazowania. Nie znalazłam jednak w tych tak bardzo osobistych opowieściach miejsca dla siebie, nie wywołały one we mnie jakichś większych emocji. Przeczytałam i raczej nie będę długo pamiętać.
Trzynaście opowieści o ludziach bliskich, znanych autorowi i to chyba on jest narratorem, skoro ma jego imię, akcja zaś osadzona jest w jego rodzinnych Ciężkowicach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzternasty rozdział "To prawda, i tamto realne" jest takim symbolicznym spotkaniem ze wszystkimi wspominanymi wcześniej "pomarłymi".
Na okładce sformułowanie: "oniryczna proza"- na pewno dobrze to brzmi i...
Tym, którzy odeszli, swym bliskim, autor składa literacki hołd, zawarty w krótkich opowiadaniach, gdzie rzeczywistość przeplata się z senną wizją.
Wspomnienia służą rozliczeniu się z życiem, ludzkimi błędami, demonami, małymi tęsknotami. Jest to próba uchwycenia przeszłości i ocalenia jej od zapomnienia.
Tym, którzy odeszli, swym bliskim, autor składa literacki hołd, zawarty w krótkich opowiadaniach, gdzie rzeczywistość przeplata się z senną wizją.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspomnienia służą rozliczeniu się z życiem, ludzkimi błędami, demonami, małymi tęsknotami. Jest to próba uchwycenia przeszłości i ocalenia jej od zapomnienia.
"Pomarli" to epitafia dla bliskich i znajomych, które autor zamyka w krótkich, stylowych opowiadaniach. Myślę, że książka ładnie wpasowuje się we współczesny nurt chłopski, bo o tym właśnie Bawołek tutaj opowiada. O wsi i jej mieszkańcach. Każdy kolejny tekst, orbituje wokół innej, centralnej osoby. Jednak wbrew temu co można sądzić, nie poświęca im Bawołek maksimum swojego czasu. Często wspomnienia o tych osobach są zaledwie naszkicowane, lekko dotyka tylko ich żywotów, wiele zostawia w sferze domysłów i wolnej interpretacji. Miesza przeszłość z teraźniejszością, miksuje język czysto poetycki, z potocznym lub nawet wulgarnym. Opowiada o pogrzebie swojego bliskiego, żeby na kolejnej stronie, gładko przejść do opisu onanizowania się podczas oglądania meczu ping ponga kobiet. Rozumiem zabieg przełamania powagi nutą autoironii i dawką autokomizmu, jednak bardziej przekonywał mnie Bawołek w tych momentach czysto lirycznych i zdecydowanie wolę tę "poważną" stronę jego osobowości. Średnio przyjemne były też opisy seksu i cielesności. Trochę szkoda, że Bawołek więcej czasu nie poświęcił jednak tytułowym "Pomarłym". W tych konkretnych, esencjonalnych fragmentach, wypadał moim zdaniem ciekawiej, niż w miejscach, w których za bardzo się rozjeżdżał. "Pomarli" to ciekawa książka, bardzo dobrze napisana, dość trudna w odbiorze i wymagającą sporo uwagi i skupienia.
"Pomarli" to epitafia dla bliskich i znajomych, które autor zamyka w krótkich, stylowych opowiadaniach. Myślę, że książka ładnie wpasowuje się we współczesny nurt chłopski, bo o tym właśnie Bawołek tutaj opowiada. O wsi i jej mieszkańcach. Każdy kolejny tekst, orbituje wokół innej, centralnej osoby. Jednak wbrew temu co można sądzić, nie poświęca im Bawołek maksimum swojego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Pomarli" są poniekąd rozliczeniem z życiem. Traktują o kilku bohaterach, którym dane było- niestety zejść już z tego padołu. Dzięki obrazom z ich życia możemy zobaczyć małe tęsknoty, cierpienie, które ich spotkało... radości jak np. flaszeczka będąca towarzyszem czy uciecha z kwitnących kwiatów. To także próba rozliczenia się z jestestwem, pogodzenie z samotnością, która jest wierna- jak pies. Dotkliwie tu widać, że można być samemu posiadając rodzinę. Autor ukazuje nam także jak wygląda często życie zwykłych ludzi, ich walka z tym co nieuchronne- a na imię jej śmierć.
Dobitny widok na to jak wielki wpływ na przyszłość ma przeszłość. Wspomnienia często są lustrem tego jacy w rzeczywistości jesteśmy. To one wyznaczają ścieżkę naszego odchodzenia. Od nich zależy to jak nas otoczenie postrzega. To także kłótnie z Bogiem, rozmowy z nim. Chęć zrozumienia dlaczego tak a nie inaczej zdecydował. Ta proza próbuje ocalić od zapomnienia tych, którzy na zapomnienie nie zasługują.
"Pomarli" są poniekąd rozliczeniem z życiem. Traktują o kilku bohaterach, którym dane było- niestety zejść już z tego padołu. Dzięki obrazom z ich życia możemy zobaczyć małe tęsknoty, cierpienie, które ich spotkało... radości jak np. flaszeczka będąca towarzyszem czy uciecha z kwitnących kwiatów. To także próba rozliczenia się z jestestwem, pogodzenie z samotnością, która...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to