Kilka głosów, kilku bohaterów opisuje wydarzenia gdy na kampusie znika młoda kobieta, a wcześniej społeczność miasteczka zelektryzowała wiadomość o zaginięciu nastolatka.
Na te wydarzenia patrzymy po pierwsze oczami wykładowcy, który utkwił w niesatysfakcjonującym go małżeństwie. Catherine Reeindeer, uprowadzona, była jego studentka. Wyróżniała się tym, że pracowała i miałą około trzydziestki, miała meza, a co semestr stać ją bylo jedynie na jeden przedmiot. Trafiła na zajęcia erotycznej poezji kobiecej, a wykłądowca zafascynował ją osobą Julianny Ohlin , z którą łączyło ja wiele podobieństw. Poetka była ofiarą przemocy domowej, bezskutecznie prosiła władze o ochronę, zginęła zamordowana przez męża, ale niczego mu nie udowodniono.
Z kolei mąż wspomina okoliczności, w jakich zagineła Catherine. Wkrótce i ona relacjonuje swoje uwiezięnie przez jakiegoś starszego mężczyznę. Przetrzymywana w jakiś kazamatach wie, że jeszcze ktoś inny jest więziony. Chlopak jest u kresu sił, bo kilka tygosni wcześniej wpadl w łapy psychopaty, choć nawzajem się wspierają. Kobieta prześwietla swoje życie, analizuje swoją sytuację, czuje się odpowiedzialna za Danny'ego, choć jego los jest przesądzony. Wola przetrwania triumfuje, ale po kilku miesiącach w zamknięciu trudno jest oswoić się z wolnością, przepracować traumę, zwłaszcza że oprawca wykorzystywał ja seksualnie. Pod znakiem zapytania stoi normalne życie, losy małżeństwa, jej relacje z otoczeniem.
MOcna psychologiczna powieść o cierpieniu, zdolności człowieka do karania i męczenia innych ludzi.
Kilka głosów, kilku bohaterów opisuje wydarzenia gdy na kampusie znika młoda kobieta, a wcześniej społeczność miasteczka zelektryzowała wiadomość o zaginięciu nastolatka.
Na te wydarzenia patrzymy po pierwsze oczami wykładowcy, który utkwił w niesatysfakcjonującym go małżeństwie. Catherine Reeindeer, uprowadzona, była jego studentka. Wyróżniała się tym, że pracowała i...
Kiedyś thriller był jednym z moich ulubionych gatunków, ale od bardzo dawna nie sięgnęłam po żaden. Czemu? Dlatego że stał się dla mnie zbyt powtarzalny i przewidywalny… Prawie zawsze domyślałam się końcówki przez co nie czerpałam przyjemności z czytania. Jednak ostatnio moją misją stało się oczyszczanie listy “chcę przeczytać” na lubimyczytać, na którą dodałam kiedyś wiele książek z tego gatunku. Część z nich już usunęłam, ale “Tyle miłości” bardzo zaintrygowało mnie swoim opisiem i zdecydowałam, że może być to odpowiedni tytuł na powrót do thrillerów. Jak się okazało, ta powieść wcale nie jest thrillerem, a bardziej powieścią psychologiczną. Głównym punktem wyjścia jest zaginienie dwóch osób w pewnym kanadyjskim mieście. Lecz autorka wcale nie skupia się na odnalezieniu porywacza, a zamiast tego w każdym rozdziale wraz z czytelnikiem zagłębia się w umysły bliskich ofiar, dzięki czemu historię zawartą w powieści można poznać z wielu perspektyw. Brzmi mega ciekawie, co nie? Z jednej strony “Tyle miłości” było naprawdę interesujące, zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z książką w tym stylu. Jednak momentami powieść trochę mi się dłużyła i musiałam ją odkładać, bo po 50-100 stronach przeczytanych na raz czułam się przesycona emocjami bohaterów. Oprócz tego “Tyle miłości” nie mogę zarzucić nic i polecam ją szczególnie tym, którzy szukają czegoś nowego w książkach!
https://www.instagram.com/livquebooks/
Kiedyś thriller był jednym z moich ulubionych gatunków, ale od bardzo dawna nie sięgnęłam po żaden. Czemu? Dlatego że stał się dla mnie zbyt powtarzalny i przewidywalny… Prawie zawsze domyślałam się końcówki przez co nie czerpałam przyjemności z czytania. Jednak ostatnio moją misją stało się oczyszczanie listy “chcę przeczytać” na lubimyczytać, na którą dodałam kiedyś wiele...
Książka skupia się na emocjach i odczuciach ofiary oraz jej najbliższych.
Z pewnością nie jest to thriller, nie jest to zła książka, jednak zbyt wiele w niej zbędnych opisów, przez co może się dłużyć.
Książka skupia się na emocjach i odczuciach ofiary oraz jej najbliższych.
Z pewnością nie jest to thriller, nie jest to zła książka, jednak zbyt wiele w niej zbędnych opisów, przez co może się dłużyć.
Catherine Reidneer to żywiołowa,miła kobieta pracująca jako kelnerka w restauracji.
Po skończonej pracy na parkingu została uprowadzona przez porywacza.
Jej rodzina,kochający mąż odchodzą od zmysłów doznają wstrząsu.
Wstrząsająca,świetna książka ciekawie fabuła poprowadzona,dobra akcja i utrzymana w doskonałym napięciu.
Mocny,ciekawy thriller psychologiczny bardzo wciąga,uzależnia....przeraża.
Wbił mnie bardzo w fotel i bardzo mi się podobał.
Catherine Reidneer to żywiołowa,miła kobieta pracująca jako kelnerka w restauracji.
Po skończonej pracy na parkingu została uprowadzona przez porywacza.
Jej rodzina,kochający mąż odchodzą od zmysłów doznają wstrząsu.
Wstrząsająca,świetna książka ciekawie fabuła poprowadzona,dobra akcja i utrzymana w doskonałym napięciu.
Mocny,ciekawy thriller psychologiczny bardzo...
Ciekawa tematyka. Książka skupia się na tym co czuje ofiara, jej rodzina i znajomi. Podobała mi się koncepcja narracji każdego rozdziału przez inną osobę. Jednak forma wykonania już mi się nie podobała. Ciężki język. Wiele razy cofałam się w tekście. Nie było w niej ani napięcia ani smutku. Cieszyła się że przez nią przebrnełam.
Ciekawa tematyka. Książka skupia się na tym co czuje ofiara, jej rodzina i znajomi. Podobała mi się koncepcja narracji każdego rozdziału przez inną osobę. Jednak forma wykonania już mi się nie podobała. Ciężki język. Wiele razy cofałam się w tekście. Nie było w niej ani napięcia ani smutku. Cieszyła się że przez nią przebrnełam.
Życie bywa niezwykle przewrotne, ulotne i zmienne. Z minuty na minutę zmienia się o 180 stopni i zmusza człowieka do dostosowywania się do nowych okoliczności, nowych warunków, nowej rzeczywistości. Wielokrotnie niesprawiedliwe, trudne i bolesne historie stają się bazą dla książek, których fabuła porusza czytelnika i zmusza go do głębokich refleksji. Thriller „Tyle miłości” autorstwa Rebecci Rosenblum to niezwykle emocjonalny thriller o życiu, śmierci, strachu, ludzkich potrzebach oraz fizycznych i psychicznych problemach pojawiających się po traumatycznych przeżyciach. Książka powinna w moim odczuciu trafić w ręce przede wszystkim osób, które są w związkach, tak aby mogły nauczyć się doceniać i szanować to, co mają na co dzień, ale jednocześnie spojrzeć na swoje życie z dystansu i ocenić, czy nie przeoczyły momentu, w którym coś zaczęło wpływać destrukcyjnie na nich samych i ich związki.
Czytając opis z tyłu książki i zagłębiając się w pierwsze jej strony można odnieść wrażenie, że będzie chodzić tu tylko o emocje, nerwy i ból związany ze stratą. Stratą, z którą muszą zmierzyć się bliscy Catheriny Reindeer porwanej sprzed budynku restauracji. Catherina to młoda, niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, studentka, mężatka, szczęśliwa kobieta, która pewnego dnia znalazła się w złym miejscu i w złym czasie. Jej los zostanie nam w książce wyjaśniony. Dowiemy się kim był porywacz i co zrobił Catherinie. Temat ten jednak jest tylko bazą, punktem "wejścia" i "wyjścia" dla innych rozważań. Więcej na blogu recenzowane.pl
Życie bywa niezwykle przewrotne, ulotne i zmienne. Z minuty na minutę zmienia się o 180 stopni i zmusza człowieka do dostosowywania się do nowych okoliczności, nowych warunków, nowej rzeczywistości. Wielokrotnie niesprawiedliwe, trudne i bolesne historie stają się bazą dla książek, których fabuła porusza czytelnika i zmusza go do głębokich refleksji. Thriller „Tyle miłości”...
Historia poruszająca. Ból, strach i cierpienie można odnaleźć na każdej stronie, tylko to wszystko się dłuży i ciągnie w nieskończoność. Może to nie był dla mnie czas na taką lekturę i nie potrafiłam jej należycie docenić. Dla mnie była po prostu nudna.
Historia poruszająca. Ból, strach i cierpienie można odnaleźć na każdej stronie, tylko to wszystko się dłuży i ciągnie w nieskończoność. Może to nie był dla mnie czas na taką lekturę i nie potrafiłam jej należycie docenić. Dla mnie była po prostu nudna.
Muszę przyznać, że ciężko mi się czytało. Ostatnim czasem bardzo dużo takiego typu czytałam książek co bardzo mnie zmęczyło. Dlatego szkoda, że wcześniej jej nie przeczytałam. Mimo, że ciężko mi się ją czytało nie sprawiło to, że książka była zła. Wręcz przeciwnie. Bardzo pozytywnie ją oceniam.
Dlaczego?
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej części poznajemy główną bohaterkę – dwudziestoletnią Catherine, która zostaje porwana. W tej części zostaje dokładnie opisane życie codzienne Catherine. Mamy wgląd w jej życie rodzinne. Nie tylko Catherine została opisana. Została także poświęcona uwaga na porywacza Catherine. Została także poruszona zaginięcia innej ofiary.
Jak już wcześniej wspomniałam czytało mi się dość ciężko. Nie ma to nic wspólnego ze stylem pisania autorki. Pisała ona w dość zrozumiałym stylu. Nie miałam problemu by wczuć się w klimat książki.
Nie potrafiłam w jeden dzień przeczytać tej książki. Musiałam czytać ją na „raty”. Gdybym przeczytała ja na raz zapewne pozostałby mi niesmak po niej. Tak jednak dzieląc ją, na klika dni sprawiło że bardzo przypadła mi ta książka do gustu. Po przeczytania zarówno podczas czytania nasuwało mi się wiele pytań. Przemyślenia na temat tej książki do tej pory mnie trapią.
Zostało poruszona bardzo ważna kwestia. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawę jak ciężko jest wrócić do normalnego życia po takich traumatycznych przeżyciach. To nie jest tak, że jak się człowiek uwolni to, że zapomina. Ta osoba nadal jest w niewoli wspomnień. Tego od tak nie da się wymazać. I nikt tego nie zrozumie dopóki tego nie doświadczy. można współczuć ale nie da się zrozumieć. Dlatego bardzo mi się spodobało, że zostało to opisane w tej książce. Myślę, że to naprawdę wyjątkowa choć niełatwa książka.
Reasumując polecam z całego serduszka. Myślę, że Wam także przypadnie do gustu. Tylko uwaga -naszykujcie się na to, że do prostych ona nie należny do tych prostych.
Muszę przyznać, że ciężko mi się czytało. Ostatnim czasem bardzo dużo takiego typu czytałam książek co bardzo mnie zmęczyło. Dlatego szkoda, że wcześniej jej nie przeczytałam. Mimo, że ciężko mi się ją czytało nie sprawiło to, że książka była zła. Wręcz przeciwnie. Bardzo pozytywnie ją oceniam.
Dlaczego?
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej części poznajemy...
Dwudziestosiedmioletnia Catherine jest pełną optymizmu kobietą zaczytaną w poezji pewnej młodej poetki. Ma męża, prace, własny dom i plany na życie. Wszystko jednak zmienia się pewnego dnia, gdy zostaje uprowadzona z parkingu przed restauracją w której pracuje. Jej najbliżsi nie mogą poradzić sobie z tą stratą. Mijają miesiące a po dziewczynie nie ma śladu. Kiedy w końcu udaje jej się uciec- nie jest już sobą. Nie może poradzić sobie z powrotem do normalności po tym co ją spotkało.
Jest to bardzo nietypowy thriller i za to wielki plus. Książka skupia się bardziej na uczuciach Catherine i bliskich jej osób, a nie na samym porwaniu i śledztwie. Pokazuje jak wpływa na innych brak ukochanej osoby. Jak nie mogą poradzić sobie z pustką, lękiem i rozpaczą. Dodatkowo narracja wielowątkowa pozwala poznać historie z rożnej strony.
„Tyle miłości” to bardzo trudna i smutna książka. Zmusza do refleksji. Pokazuje jak wielkie cierpienie może zadać człowiek drugiemu człowiekowi.
Dwudziestosiedmioletnia Catherine jest pełną optymizmu kobietą zaczytaną w poezji pewnej młodej poetki. Ma męża, prace, własny dom i plany na życie. Wszystko jednak zmienia się pewnego dnia, gdy zostaje uprowadzona z parkingu przed restauracją w której pracuje. Jej najbliżsi nie mogą poradzić sobie z tą stratą. Mijają miesiące a po dziewczynie nie ma śladu. Kiedy w końcu...
Catherine Reindeer jest żywiołową, miłą i ambitną dwudziestosiedmioletnią kobietą; jednak pewnego dnia, po zakończonej zmianie w restauracji, gdzie pracuje jako kelnerka, po prostu znika. Porzucona w błocie torebka oraz telefon wyraźnie wskazują na uprowadzenie. Nie ma żadnych innych śladów, nikt nie wie, kto mógłby porwać kobietę- nie miała żadnych wrogów, nie było żadnych przesłanek, jakoby ktoś ją śledził. Zresztą, już wcześniej zdarzało jej się samotnie przemierzać mroczne ulice miasteczka. I nic. Mąż oraz matka porwanej odchodzą od zmysłów, wierząc, iż ukochanej osobie nic nie jest i w końcu zostanie im oddana. Policja doszukuje się powiązań między zaginięciem Catherine a wcześniejszym porwaniem nastoletniego chłopaka.
A gdy po ośmiu miesiącach niewoli Catherine udaje się wreszcie uciec od oprawcy, nic nie jest takie samo, jak przedtem...
W dzisiejszych czasach jesteśmy narażeni na niemalże każdy rodzaj zbrodni- morderstwa, gwałty, kradzieże czy porwania. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co muszą czuć bliscy osoby zaginionej. Ta nieustanna nadzieja, że pewnego dnia ukochany członek rodziny stanie w drzwiach, jak gdyby nigdy nic, cały i zdrowy. Że w jasny sposób wytłumaczy, co działo się z nim przez ten cały czas... Niestety, często rodzina porzuca w końcu tę małą iskierkę, pragnąc tylko, aby służby mundurowe odnalazły chociaż ciało. Żeby mieli co pochować, pożegnać się i z zaginioną osobą, i z nadzieją.
Akcja w Tyle miłości biegnie kilkutorowo; mamy tutaj nie tylko relacje męża i matki, umierających z niepokoju oraz tęsknoty, lecz także znajomych kobiety z pracy, ale i osób, które znały ją jedynie pośrednio. Do tego autorka dorzuca nam rozdziały o młodej poetce, która zmarła w tragicznych okolicznościach, a jej wiersze silnie oddziaływały na Catherine. Tę książkę uznano za thriller, jednak bardzo mało w niej tegoż gatunku- owszem, na samą myśl o cierpieniach głównej bohaterki z rąk porywacza cierpnie skóra, jednakże bardziej celowałabym w powieść psychologiczną. Pani Rosenblum bowiem z dokładnością oddaje uczucia wszystkich postaci, w jakiś sposób powiązanych z postacią pani Reindeer.
Właściwie to nie była zła książka; czyta się ją dobrze, choć wciąż uważam, że dorzucenie tutaj wątku o zmarłej poetce było trochę niepotrzebne. Jakby autorce brakowało pomysłu na zapełnienie jednej dziury w całej historii. Owszem, w lekturze mowa o tym, jak Catherine utożsamiała się ze swoją literacką idolką, ale moim zdaniem czytelnicy obeszliby się i bez tego dodatku. Liczyło się dla mnie bardziej oddanie emocji bliskich zaginionej, ale i jej samej. Trochę też irytowała mnie postawa męża Catherine, który myślał, że po takich przejściach jego żona po prostu będzie gotowa na ponowne wpasowanie się w swoje dawne życie, jakby cała ta tragedia jej nie dotyczyła. Z drugiej jednak strony rozumiem mężczyznę, gdyż starał się, aby wszystko wróciło do normy w chociaż małym procencie.
Pani Rebecca Rosenblum zaserwowała nam historię o porwaniu, a konkretnie przeżyciach zaginionej osoby, jak również jej bliskich. Jest to mocna pod względem emocjonalnym książka, opisująca Catherine przed, w trakcie, jak i po porwaniu. Stanowi swego rodzaju studium psychiki kobiety, której nietykalność i poczucie bezpieczeństwa zostały naruszone przez obcą osobę. Myślę, że warto znać takie lektury.
Catherine Reindeer jest żywiołową, miłą i ambitną dwudziestosiedmioletnią kobietą; jednak pewnego dnia, po zakończonej zmianie w restauracji, gdzie pracuje jako kelnerka, po prostu znika. Porzucona w błocie torebka oraz telefon wyraźnie wskazują na uprowadzenie. Nie ma żadnych innych śladów, nikt nie wie, kto mógłby porwać kobietę- nie miała żadnych wrogów, nie było żadnych...
W czasach kiedy księgarnie pękają w szwach od thrillerów opowiadających historie porwanych ludzi, naprawdę ciężko jest trafić na coś oryginalnego. Myślałam, że "Tyle miłości" będzie kolejną książką o losach uwięzionej młodej kobiety, która czeka aż w wyniku policyjnego śledztwa oraz starań rodziny, zostanie uwolniona. Myliłam się. Motyw porywacza-psychopaty jest jedynie zapalnikiem mającym rozniecić fabułę. Podobnie jak w przypadku książki (i filmu) "Pokój" autor nie skupia się na samej istocie przetrzymywania uprowadzonej kobiety. Najważniejsze jest to co dzieje się potem. Rosenblum przedstawia nam kompletny obraz psychiki ofiary, walczącej o powrót do normalności. Jednak książka ta ma więcej niż jednego bohatera. Uprowadzenie miało wpływ również na życie rodziny Catherine oraz całej społeczności małego kanadyjskiego miasteczka i to właśnie do ich umysłów zaprasza nas autorka. Wierzcie mi będzie to niezwykle smutna wędrówka.
Pełna recenzja na blogu : http://czytankanadobranoc.blogspot.com/2018/08/tyle-miosci-rebecca-rosenblum.html
W czasach kiedy księgarnie pękają w szwach od thrillerów opowiadających historie porwanych ludzi, naprawdę ciężko jest trafić na coś oryginalnego. Myślałam, że "Tyle miłości" będzie kolejną książką o losach uwięzionej młodej kobiety, która czeka aż w wyniku policyjnego śledztwa oraz starań rodziny, zostanie uwolniona. Myliłam się. Motyw porywacza-psychopaty jest jedynie...
"Tyle miłości" to pierwsza powieść Rebecci Rosenblum. To nie jest łatwa historia. Lęk, niepewność, żal, rozpacz, rozterki wewnętrzne bohaterów, pustka - to w dużej mierze wypełnia karty książki. Porwanie sieje spustoszenie w psychice ofiary. Catherine niejednokrotnie pogrąża się we własnych myślach, doświadczeniach, wspomnieniach. Dramatyczne wydarzenia nie pozwalają na szybki powrót do codzienności. Czytelnik jest świadkiem tego, jak trudną drogę musiała pokonać Cat, jakie emocje szargały nią i pozostałymi bohaterami. W pewnym momencie ten świat rozterek, dylematów, wewnętrznych monologów zmusza nas samych do refleksji na temat ludzkiego życia.
W moim odczuciu ogromną zaletą tej powieści jest podział narracji. Wydarzenia poznajemy głównie z punktu widzenia poszczególnych bohaterów. Wielowątkowa narracja tworzy jeszcze bardziej przystępny obraz tej niełatwej i trudnej historii, poznajemy ją dzięki temu z różnych perspektyw. Rebecca Rosenblum stworzyła ogromnie emocjonalną powieść. To nie jest typowy thriller, nie mamy tu do czynienia z trzymającymi dech w piersiach i wywołującymi dreszczyk zaskakującymi zwrotami akcji. Autorka skupiła się w głównej mierze na aspekcie uczuciowym, psychologicznym. Nie jest najprzyjemniejszy wymiar, ale wielce interesujący - ciężko oderwać się od tej historii, wierzcie mi.
Powiem szczerze, że nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Okładkowy opis ze słowem thriller nieco mnie zmylił, jednak absolutnie nie ujęło to mojej pozytywnej oceny względem pierwszej powieści Rebecci. "Tyle miłości" to świetna, choć trudna, zwłaszcza pod względem emocjonalnym, historia. Cieszę się, że mogłam po nią sięgnąć.
"Tyle miłości" to pierwsza powieść Rebecci Rosenblum. To nie jest łatwa historia. Lęk, niepewność, żal, rozpacz, rozterki wewnętrzne bohaterów, pustka - to w dużej mierze wypełnia karty książki. Porwanie sieje spustoszenie w psychice ofiary. Catherine niejednokrotnie pogrąża się we własnych myślach, doświadczeniach, wspomnieniach. Dramatyczne wydarzenia nie pozwalają na...
"Mimo iż medialne doniesienia o zbrodniach są z reguły utrzymywane w tonie sensacji budzą zrozumiałą grozę, głosy rzeczywistych ofiar, które mogłam usłyszeć, brzmiały zdumiewająco, wręcz szokująco cicho, spokojnie i prawdziwie".
Te słowa idealnie charakteryzują Tyle miłości. Nie ma w niej krzyków, wrzasków, pełnego napięcia śledztwa, drastycznych opisów miejsca zbrodni i tortur. Tę powieść wypełnia cisza, pustka, samotność i ból, który rozrywa od środka i rzuca w otchłań rozpaczy.
Catherine Reindeer to 27-letnia, szczęśliwa, spełniona i skromna kobieta. Ma wspaniałego męża Greya – miłość jej życia, kochającą mamę. Studiuje i pracuje. Wraz z Greyem myślą o powiększeniu rodziny. Pisze pracę na temat życia i twórczości zmarłej tragicznie poetki Julianny.
"– Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
– Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".
Te wszystkie plany, projekty, wizje przyszłości, a także nadzieja, wiara, miłość zostają doszczętnie zniszczone, brutalnie zmiażdżone przez jednego człowieka. Catherine zostaje bowiem uprowadzona i uwieziona. Prawdopodobnie jest maltretowana psychicznie, fizycznie, emocjonalnie. Zostaje tylko niepewność, pustka i nadzieja, które stopniowo wypiera obezwładniający i przenikający na wskroś ból...
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu".
Rebecca Rosenblum odmienia słowo "ból" przez wszystkie przypadki. Emocjonalna deklinacja, niemalże namacalne cierpienie przybierające przeróżną formę i kształt: wodoodpornego tuszu do rzęs, niebieskiej kanapy, 15-centymetrowej odległości.
Tyle miłości to powieść nokaut. Bolesny, nagły i dotkliwy. Historię zniknięcia Catherine poznajemy z kilku perspektyw. Narracja wieloosobowa pozwala uzmysłowić czytelnikowi jak wiele odcieni ma jedna tragedia. Poznajemy głos nie tylko samej Catherine, ale zachrypnięty od wielotygodniowego płaczu głos jej mamy; wyciszony, zrezygnowany głos Greya; zamyślony, zadumany głos profesora literatury kanadyjskiej oraz nerwowy, pełen napięcia głos socjopaty – porywacza. Wraz z wydarzeniami z teraźniejszości przeplatają się tragiczne wydarzenia z lat 90-tych, kiedy to w nie do końca jasnych okolicznościach umiera Julianna – obiecująca poetka.
Mogłoby się wydawać, że powieść z tak dużą ilością narratorów będzie chaotyczna, zakręcona i niejasna. Nic bardziej mylnego. Wszystkie wątki tworzą spójny, nasycony bólem obraz. Nasycony bólem obraz miłości...
"Nie ma kłótni, spraw, które moglibyśmy omówić, przeprosić za nie, wybaczyć, znaleźć rozwiązanie. Jest tylko tępy, smutny rozdźwięk. Już od miesięcy. Minęło tak wiele czasu odkąd potrafiliśmy być razem bez tej błony rozczarowania [...]"
Jestem głęboko poruszona nie tylko historią przedstawioną w Tyle miłości, ale przede wszystkim sposobem w jaki została zaprezentowana, niebywałą delikatnością z jaką autorka wykreowała postaci oraz nakreśliła fabułę. Powieść nie epatuje brutalnością, pozbawiona jest charakterystycznych dla thrillera elementów: akcja nie skupia się na działaniach śledczych, zwrotach akcji, czy psychopacie, torturach przez niego zadawanych i chorych motywach, jakimi się kieruje. Tyle miłości skupia się na uczuciach, na rozdzierającej pustce i rezonującej ciszy. O stracie, braku i powolnym znikaniu.
"Tak bardzo za nią tęskniłem... myślałem, że jak ją odzyskam, nigdy więcej o nic nie poproszę [...]. Ale ona wróciła, a ja nadal za nią tęsknię".
"Chcę znów być tą osobą, która byłam wcześniej, ale człowiek nie może przestać być osobą, którą się stał".
Absolutnie wyjątkowa. Obezwładniająco smutna. Zdecydowanie nie tylko dla fanów thrillerów i kryminałów, a może właśnie niekoniecznie dla nich? Mam nadzieję, że Tyle miłości nie zostanie zalane falą komercyjnych thrillerów i kryminałów, w których zbędna makabra, brutalność i hektolitry krwi wypełniają fabularną pustkę i miałkość.
"Mimo iż medialne doniesienia o zbrodniach są z reguły utrzymywane w tonie sensacji budzą zrozumiałą grozę, głosy rzeczywistych ofiar, które mogłam usłyszeć, brzmiały zdumiewająco, wręcz szokująco cicho, spokojnie i prawdziwie".
Te słowa idealnie charakteryzują Tyle miłości. Nie ma w niej krzyków, wrzasków, pełnego napięcia śledztwa,...
Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę, należąca niegdyś do dziewczyny, która jasno wskazywała, iż Catherine nie odeszła z własnej woli. Czy jej bliscy będą w stanie pogodzić się z tak ogromną stratą, jaka przytłoczy ich w najmniej spodziewanym momencie? Czy kiedykolwiek dowiedzą się, co tak naprawdę przytrafiło się tamtego wieczoru ich córce, żonie, przyjaciółce, studentce...?
"-(...) Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
- Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".
Przyznam szczerze, że na samym początku do książki tej przyciągnęła mnie oryginalna oraz piękna w swojej prostocie okładka. Nazwisko Rosenblum tak naprawdę kompletnie nic mi nie mówiło, jak się później okazało nie bez powodu, gdyż powieść "Tyle miłości" jest debiutem Autorki. Jednak znajdujący się z tyłu, intrygujący i zwiastujący pełną emocji lekturę opis przekonał mnie całkowicie - czy słusznie dałam jej szansę?
Forma narracji zastosowana w tej pozycji z pewnością jest jej ogromną zaletą. Wydarzenia ukazane bezpośrednio z perspektywy różnych bohaterów przeplatają się z narracją trzecioosobową, razem tworząc ciekawy, rzadko spotykany zabieg. I chociaż wydawać by się mogło, że tego typu rozwiązanie może niepotrzebnie wprowadzać chaos i zamęt, nic bardziej mylnego. Autorka poprzez charakterystyczne cechy poszczególnych postaci sprawiała, że bez problemu można było odnaleźć się w ich sytuacji i wręcz poczuć kotłujące się wewnątrz nich emocje. Kreacja bohaterów przypadła mi do gustu, poznajemy nie tylko ich obecne cechy czy też przyzwyczajenia, ale również fragmenty ich przeszłości. Catherine to młoda, mająca jeszcze przed sobą całe życie dziewczyna ubóstwiająca literaturę i studiująca związany z nią kierunek. Mężatka zakochana w swoim o dziesięć lat starszym mężu, który tak naprawdę był jej pierwszą poważną miłością. I który nie widział poza nią świata. W historii tej pojawiają się również inne postaci, wykładowca Catherine, który wciąż nie jest w stanie zapomnieć o jej tajemniczym zniknięciu, oprawca, którego wcześniejsza możliwa identyfikacja zapobiegłaby ogromnej tragedii, czy też Donny, nastolatek, który pewnego dnia, ku rozpaczy jego bliskich, również rozpłynął się w powietrzu.
Styl Rosenblum od pierwszych stron niezwykle przypał mi do gustu. Prosty i przystępny w odbiorze, ale jednak miał w sobie coś, co czyniło go oryginalnym. Złożona, wielowarstwowa fabuła nieustannie przeplatająca losy różnych bohaterów sprawia, że ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Jednak nie będę ukrywać, iż jej ciężka tematyka momentami wręcz mnie przytłaczała, zmuszała do refleksji i chwili oddechu. Nie jest to z pewnością rasowy, trzymający w napięciu thriller, podczas czytania którego będziecie stopniowo odkrywać tożsamość psychopatycznego mordercy. Został on podany czytelnikowi na tacy, a mimo to... dawno nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tak wiele uśpionych emocji. Która powodowałaby, że wstrzymywałabym oddech, nawet tego nie zauważając. "Tyle miłości" to dogłębna, wstrząsająca i niezwykle poruszająca analiza traumatycznych przeżyć ofiar, ukazanie zarówno ich życia 'przed', jak i 'po'. Życia, którego musieli uczyć się na nowo, i które już nigdy nie będzie takie samo. Autorka w ciekawy sposób poruszyła w stworzonej przez nią historii tę drugą, często pomijaną stronę. Poprzez różne perspektywy przedstawiła codzienność bliskich ofiar. Ogarniający ich przytłaczający ból, życie nikłą nadzieją oraz jej utratę.
"Tyle miłości" to książka, która w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła i, co tu dużo kryć, ostatecznie wywarła na mnie ogromne wrażenie. Lekko nostalgiczna, niesamowicie klimatyczna, idealna na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory.
Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie...
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Catherine Reindeer zostaje porwana sprzed restauracji, w której pracuje. Jej mąż, matka, a także mieszkańcy są wstrząśnięci i niespokojni. Kiedy po miesiącach udaje jej się uciec, upragniona wolność w niczym nie przypomina tego, czego oczekiwała. Czy kobieta na nowo odzyska dawne szczęście? Czy traumatyczne wydarzenia zmieniły ją na zawsze?
Książka jest thrillerem choć mało w niej elementów do niego nawiązujących. Jest to opowieść o wewnętrznych przemyśleniach, odczuciach i obawach bohaterów. Ma charakter refleksyjny z niewielką domieszką dialogów. Przedstawiona jest przez kilka osób, które dotknęło uczucie straty i pustki. To historia pokazująca drogę do normalności i codziennej monotonii, co się dzieje w głowie uprowadzonej Cat, a także jak trauma potrafi zmienić człowieka. Catherine początkowo pogrążona we własnych myślach stara się odzyskać dawne życie, lecz nic nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Wstrząsające przeżycia siedzą w jej podświadomości, wspomnienia wyryły się w pamięci, a myśli zdają się nie mieć końca. Czy dane jej będzie normalne życie? Czy odzyska poczucie bezpieczeństwa w stanie ciągłego lęku i niepokoju?
Książka nie należy do lekkich powieści. Jest trudną i poruszającą lekturą, ukazuje powrót do normalności po niewyobrażalnej traumie nie tylko samej uprowadzonej, ale także jej bliskich. Autorka przedstawiła nam ujmujący rezultat gehenny. To obraz pełen rozpaczy, strapień i trosk wśród bólu, żalu i cierpienia. To świat zbudowany z dramatu i wstrząsających emocji. “Tyle miłości” uświadamia czytelnikowi, jak potężnym uczuciem jest pustka po stracie ukochanej osoby.
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Catherine Reindeer zostaje porwana sprzed restauracji, w której pracuje. Jej mąż, matka, a także mieszkańcy są wstrząśnięci i niespokojni. Kiedy po miesiącach udaje jej się uciec, upragniona wolność w niczym nie przypomina tego, czego oczekiwała. Czy kobieta na nowo odzyska dawne szczęście? Czy traumatyczne...
"Thriller, który uzmysłowi wam, jak wielkie cierpienie potrafi zadać człowiek drugiemu człowiekowi".
Tyle, że to nie do końca jest thriller. To znaczy jest, ale nie w takiej formie jak zwykle wyobrażamy sobie książki z tego gatunku.
Mamy tutaj dwie części powieści łączące w sobie po kilka rozdziałów.
27 - letnia Catherine zostaje uprowadzona i właśnie w pierwszej części mamy rozdziały z tego jak żyła ona przed tym zdarzeniem i jak z jej zniknięciem radzą sobie jej mąż, matka... Swój rozdział dostaje też porywacz psychopata. W każdym są przemyślenia innej osoby, dlatego nie ma tutaj swego rodzaju płynności. Trzeba być przygotowanym na nowe odczucia i inne perspektywy. Obok porwania Catherine jest też poruszona sprawa zniknięcia młodego chłopaka, a historii cały czas towarzyszy poezja Julianny, kobiety przed trzydziestką, która została zamordowana w latach 90. Jej wiersze są ukojeniem dla porwanej, a także dla jej bliskich.
Również Julianna ma głos w tej książce podobnie jak mężczyzna, z którym wiodła życie.
Książka jest ciężka i bardzo smutna. Nie jest to powieść do przeczytania na jeden czy na dwa wieczory, choć zdarzają się w niej momenty "na oddech". Jest mocno refleksyjna, rozkłada na czynniki pierwsze nawet najdrobniejsze gesty i odczucia. Pokazuje jak tęskni się za prostotą życia i jego powtarzalnością, kiedy zostaje nam ono zabrane i nie mozemy już kierować nim według własnej woli. Książka uświadamia, że często się mylimy i myślimy, że z ludźmi, z którymi mamy, choćby przelotną styczność na co dzień, tak naprawdę nic nas nie łączy. Traumatyczne wydarzenia czy śmierć zmieniają nie tylko osobę, której dotyczyły one bezpośrednio, ale wpływają na cale jej otoczenie. Książka porusza tez problem toksycznej relacji. Pokazuje również jak ciężko jest wrócić do tak zwanej normalności, kiedy bylo sie w piekle.
Porwanie, śmierć i osłabienie więzi małżeńskiej - trzy rodzaje straty, które autorka opisuje i analizuje poprzez doświadczenia stworzonych przez nią bohaterów.
"Thriller, który uzmysłowi wam, jak wielkie cierpienie potrafi zadać człowiek drugiemu człowiekowi".
Tyle, że to nie do końca jest thriller. To znaczy jest, ale nie w takiej formie jak zwykle wyobrażamy sobie książki z tego gatunku.
Mamy tutaj dwie części powieści łączące w sobie po kilka rozdziałów.
27 - letnia Catherine zostaje uprowadzona i właśnie w pierwszej części...
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Książka zupełnie inna niż się spodziewałam, zaskoczyła mnie formą i pomysłem na fabułę. Zakwalifikowana jako thriller, ale tak naprawdę niewiele miała z nim wspólnego oprócz delikatnych elementów nawiązujących do tego gatunku. Jeśli zatem spodziewacie się konwencjonalnego thrillera, historii z dreszczykiem, to niekoniecznie jest ona do was skierowana, natomiast jeśli liczycie na mega porcję tragedii, dramatu i emocji, wówczas może się spodobać i wciągnąć. Wsłuchujemy się w głosy głębokich wewnętrznych monologów, wzbogacanych od czas do czasu dialogiem, dla urozmaicenia i nakreślenia kontekstu. Nie wszystkie przekonały mnie do siebie, lecz wiele nasunęło frapujące refleksyjne myśli odnośnie esencji i jakości ludzkiego życia.
Poznajemy różne perspektywy, naprzemiennie przenosimy się do świata bohaterów, których niewiele łączy, za to indywidualnie lub zbiorowo oswajają się z doświadczeniami związanymi z pustką po stracie bliskiej osoby, lękiem przed życiem w samotności, rozpaczą za utraconymi szansami. Trzymają się wspomnień miłości i jej różnorodnych interpretacji. Strata niekoniecznie jest związana ze śmiercią, porwaniem czy odejściem. Również dotkliwie rani, kiedy ludzie po wielu latach wspólnego życia oddalają się od siebie. Mimo, że związek niszczeje, traci kolory, wypełniony jest obawami i tak nie decydują się na rozstanie. Uczucia wyblakły, ale znajome obrazy, gesty, słowa wciąż są mocno zakorzenione w pamięci. To jakby wejście na nowy poziom relacji i miłości, trudnych, wymagających i jednocześnie wykazujących się wielkim zrozumieniem.
Życie bliskich, przyjaciół i znajomych Catherine Reindeer, zdolnej studentki literatury kanadyjskiej, zmienia się, kiedy kobieta zostaje uprowadzona. Policja prowadzi działania poszukiwawcze, jednak mąż i matka dwudziestosiedmiolatki powoli tracą nadzieję i wiarę w jej odzyskanie. Wkraczamy w świat pełen strachu, troski, bólu, cierpienia, złości i dylematów. To także sfera silnego oddziaływania poezji, potrafiącej zespolić, ułatwić zapamiętanie, dodać otuchy, pomóc przetrwać, ukoić tęsknotę, oswoić wolność. Powieść nie należy do łatwych w analizie, trzeba jej poświęcić więcej czasu, a przede wszystkim być przygotowanym na taki styl rozmowy autorki z czytelnikiem. Mam wrażenie, że gdybym sięgnęła po ten debiut w innym czasie, kiedy nie byłam nastawiona na lekki relaks, bardziej by do mnie przemówiła, więcej bym z niej wyniosła.
bookendorfina.pl
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Książka zupełnie inna niż się spodziewałam, zaskoczyła mnie formą i pomysłem na fabułę. Zakwalifikowana jako thriller, ale tak naprawdę niewiele miała z nim wspólnego oprócz delikatnych elementów nawiązujących do tego gatunku. Jeśli zatem spodziewacie się konwencjonalnego thrillera, historii z dreszczykiem, to...
Kilka głosów, kilku bohaterów opisuje wydarzenia gdy na kampusie znika młoda kobieta, a wcześniej społeczność miasteczka zelektryzowała wiadomość o zaginięciu nastolatka.
Na te wydarzenia patrzymy po pierwsze oczami wykładowcy, który utkwił w niesatysfakcjonującym go małżeństwie. Catherine Reeindeer, uprowadzona, była jego studentka. Wyróżniała się tym, że pracowała i miałą około trzydziestki, miała meza, a co semestr stać ją bylo jedynie na jeden przedmiot. Trafiła na zajęcia erotycznej poezji kobiecej, a wykłądowca zafascynował ją osobą Julianny Ohlin , z którą łączyło ja wiele podobieństw. Poetka była ofiarą przemocy domowej, bezskutecznie prosiła władze o ochronę, zginęła zamordowana przez męża, ale niczego mu nie udowodniono.
Z kolei mąż wspomina okoliczności, w jakich zagineła Catherine. Wkrótce i ona relacjonuje swoje uwiezięnie przez jakiegoś starszego mężczyznę. Przetrzymywana w jakiś kazamatach wie, że jeszcze ktoś inny jest więziony. Chlopak jest u kresu sił, bo kilka tygosni wcześniej wpadl w łapy psychopaty, choć nawzajem się wspierają. Kobieta prześwietla swoje życie, analizuje swoją sytuację, czuje się odpowiedzialna za Danny'ego, choć jego los jest przesądzony. Wola przetrwania triumfuje, ale po kilku miesiącach w zamknięciu trudno jest oswoić się z wolnością, przepracować traumę, zwłaszcza że oprawca wykorzystywał ja seksualnie. Pod znakiem zapytania stoi normalne życie, losy małżeństwa, jej relacje z otoczeniem.
MOcna psychologiczna powieść o cierpieniu, zdolności człowieka do karania i męczenia innych ludzi.
Kilka głosów, kilku bohaterów opisuje wydarzenia gdy na kampusie znika młoda kobieta, a wcześniej społeczność miasteczka zelektryzowała wiadomość o zaginięciu nastolatka.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa te wydarzenia patrzymy po pierwsze oczami wykładowcy, który utkwił w niesatysfakcjonującym go małżeństwie. Catherine Reeindeer, uprowadzona, była jego studentka. Wyróżniała się tym, że pracowała i...
Kiedyś thriller był jednym z moich ulubionych gatunków, ale od bardzo dawna nie sięgnęłam po żaden. Czemu? Dlatego że stał się dla mnie zbyt powtarzalny i przewidywalny… Prawie zawsze domyślałam się końcówki przez co nie czerpałam przyjemności z czytania. Jednak ostatnio moją misją stało się oczyszczanie listy “chcę przeczytać” na lubimyczytać, na którą dodałam kiedyś wiele książek z tego gatunku. Część z nich już usunęłam, ale “Tyle miłości” bardzo zaintrygowało mnie swoim opisiem i zdecydowałam, że może być to odpowiedni tytuł na powrót do thrillerów. Jak się okazało, ta powieść wcale nie jest thrillerem, a bardziej powieścią psychologiczną. Głównym punktem wyjścia jest zaginienie dwóch osób w pewnym kanadyjskim mieście. Lecz autorka wcale nie skupia się na odnalezieniu porywacza, a zamiast tego w każdym rozdziale wraz z czytelnikiem zagłębia się w umysły bliskich ofiar, dzięki czemu historię zawartą w powieści można poznać z wielu perspektyw. Brzmi mega ciekawie, co nie? Z jednej strony “Tyle miłości” było naprawdę interesujące, zwłaszcza, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z książką w tym stylu. Jednak momentami powieść trochę mi się dłużyła i musiałam ją odkładać, bo po 50-100 stronach przeczytanych na raz czułam się przesycona emocjami bohaterów. Oprócz tego “Tyle miłości” nie mogę zarzucić nic i polecam ją szczególnie tym, którzy szukają czegoś nowego w książkach!
https://www.instagram.com/livquebooks/
Kiedyś thriller był jednym z moich ulubionych gatunków, ale od bardzo dawna nie sięgnęłam po żaden. Czemu? Dlatego że stał się dla mnie zbyt powtarzalny i przewidywalny… Prawie zawsze domyślałam się końcówki przez co nie czerpałam przyjemności z czytania. Jednak ostatnio moją misją stało się oczyszczanie listy “chcę przeczytać” na lubimyczytać, na którą dodałam kiedyś wiele...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka skupia się na emocjach i odczuciach ofiary oraz jej najbliższych.
Z pewnością nie jest to thriller, nie jest to zła książka, jednak zbyt wiele w niej zbędnych opisów, przez co może się dłużyć.
Książka skupia się na emocjach i odczuciach ofiary oraz jej najbliższych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pewnością nie jest to thriller, nie jest to zła książka, jednak zbyt wiele w niej zbędnych opisów, przez co może się dłużyć.
Catherine Reidneer to żywiołowa,miła kobieta pracująca jako kelnerka w restauracji.
Po skończonej pracy na parkingu została uprowadzona przez porywacza.
Jej rodzina,kochający mąż odchodzą od zmysłów doznają wstrząsu.
Wstrząsająca,świetna książka ciekawie fabuła poprowadzona,dobra akcja i utrzymana w doskonałym napięciu.
Mocny,ciekawy thriller psychologiczny bardzo wciąga,uzależnia....przeraża.
Wbił mnie bardzo w fotel i bardzo mi się podobał.
Catherine Reidneer to żywiołowa,miła kobieta pracująca jako kelnerka w restauracji.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo skończonej pracy na parkingu została uprowadzona przez porywacza.
Jej rodzina,kochający mąż odchodzą od zmysłów doznają wstrząsu.
Wstrząsająca,świetna książka ciekawie fabuła poprowadzona,dobra akcja i utrzymana w doskonałym napięciu.
Mocny,ciekawy thriller psychologiczny bardzo...
Ciekawa tematyka. Książka skupia się na tym co czuje ofiara, jej rodzina i znajomi. Podobała mi się koncepcja narracji każdego rozdziału przez inną osobę. Jednak forma wykonania już mi się nie podobała. Ciężki język. Wiele razy cofałam się w tekście. Nie było w niej ani napięcia ani smutku. Cieszyła się że przez nią przebrnełam.
Ciekawa tematyka. Książka skupia się na tym co czuje ofiara, jej rodzina i znajomi. Podobała mi się koncepcja narracji każdego rozdziału przez inną osobę. Jednak forma wykonania już mi się nie podobała. Ciężki język. Wiele razy cofałam się w tekście. Nie było w niej ani napięcia ani smutku. Cieszyła się że przez nią przebrnełam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEeeee...taka sobie:-/
Eeeee...taka sobie:-/
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dałam rady dokończyć tej książki. Bardzo się dłuży sama historia, introspekcje stają się wręcz nudne ...
Nie dałam rady dokończyć tej książki. Bardzo się dłuży sama historia, introspekcje stają się wręcz nudne ...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNUDA!!! Szkoda życia na takie książki.
NUDA!!! Szkoda życia na takie książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻycie bywa niezwykle przewrotne, ulotne i zmienne. Z minuty na minutę zmienia się o 180 stopni i zmusza człowieka do dostosowywania się do nowych okoliczności, nowych warunków, nowej rzeczywistości. Wielokrotnie niesprawiedliwe, trudne i bolesne historie stają się bazą dla książek, których fabuła porusza czytelnika i zmusza go do głębokich refleksji. Thriller „Tyle miłości” autorstwa Rebecci Rosenblum to niezwykle emocjonalny thriller o życiu, śmierci, strachu, ludzkich potrzebach oraz fizycznych i psychicznych problemach pojawiających się po traumatycznych przeżyciach. Książka powinna w moim odczuciu trafić w ręce przede wszystkim osób, które są w związkach, tak aby mogły nauczyć się doceniać i szanować to, co mają na co dzień, ale jednocześnie spojrzeć na swoje życie z dystansu i ocenić, czy nie przeoczyły momentu, w którym coś zaczęło wpływać destrukcyjnie na nich samych i ich związki.
Czytając opis z tyłu książki i zagłębiając się w pierwsze jej strony można odnieść wrażenie, że będzie chodzić tu tylko o emocje, nerwy i ból związany ze stratą. Stratą, z którą muszą zmierzyć się bliscy Catheriny Reindeer porwanej sprzed budynku restauracji. Catherina to młoda, niespełna trzydziestoletnia dziewczyna, studentka, mężatka, szczęśliwa kobieta, która pewnego dnia znalazła się w złym miejscu i w złym czasie. Jej los zostanie nam w książce wyjaśniony. Dowiemy się kim był porywacz i co zrobił Catherinie. Temat ten jednak jest tylko bazą, punktem "wejścia" i "wyjścia" dla innych rozważań. Więcej na blogu recenzowane.pl
Życie bywa niezwykle przewrotne, ulotne i zmienne. Z minuty na minutę zmienia się o 180 stopni i zmusza człowieka do dostosowywania się do nowych okoliczności, nowych warunków, nowej rzeczywistości. Wielokrotnie niesprawiedliwe, trudne i bolesne historie stają się bazą dla książek, których fabuła porusza czytelnika i zmusza go do głębokich refleksji. Thriller „Tyle miłości”...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria poruszająca. Ból, strach i cierpienie można odnaleźć na każdej stronie, tylko to wszystko się dłuży i ciągnie w nieskończoność. Może to nie był dla mnie czas na taką lekturę i nie potrafiłam jej należycie docenić. Dla mnie była po prostu nudna.
Historia poruszająca. Ból, strach i cierpienie można odnaleźć na każdej stronie, tylko to wszystko się dłuży i ciągnie w nieskończoność. Może to nie był dla mnie czas na taką lekturę i nie potrafiłam jej należycie docenić. Dla mnie była po prostu nudna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, że ciężko mi się czytało. Ostatnim czasem bardzo dużo takiego typu czytałam książek co bardzo mnie zmęczyło. Dlatego szkoda, że wcześniej jej nie przeczytałam. Mimo, że ciężko mi się ją czytało nie sprawiło to, że książka była zła. Wręcz przeciwnie. Bardzo pozytywnie ją oceniam.
Dlaczego?
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej części poznajemy główną bohaterkę – dwudziestoletnią Catherine, która zostaje porwana. W tej części zostaje dokładnie opisane życie codzienne Catherine. Mamy wgląd w jej życie rodzinne. Nie tylko Catherine została opisana. Została także poświęcona uwaga na porywacza Catherine. Została także poruszona zaginięcia innej ofiary.
Jak już wcześniej wspomniałam czytało mi się dość ciężko. Nie ma to nic wspólnego ze stylem pisania autorki. Pisała ona w dość zrozumiałym stylu. Nie miałam problemu by wczuć się w klimat książki.
Nie potrafiłam w jeden dzień przeczytać tej książki. Musiałam czytać ją na „raty”. Gdybym przeczytała ja na raz zapewne pozostałby mi niesmak po niej. Tak jednak dzieląc ją, na klika dni sprawiło że bardzo przypadła mi ta książka do gustu. Po przeczytania zarówno podczas czytania nasuwało mi się wiele pytań. Przemyślenia na temat tej książki do tej pory mnie trapią.
Zostało poruszona bardzo ważna kwestia. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawę jak ciężko jest wrócić do normalnego życia po takich traumatycznych przeżyciach. To nie jest tak, że jak się człowiek uwolni to, że zapomina. Ta osoba nadal jest w niewoli wspomnień. Tego od tak nie da się wymazać. I nikt tego nie zrozumie dopóki tego nie doświadczy. można współczuć ale nie da się zrozumieć. Dlatego bardzo mi się spodobało, że zostało to opisane w tej książce. Myślę, że to naprawdę wyjątkowa choć niełatwa książka.
Reasumując polecam z całego serduszka. Myślę, że Wam także przypadnie do gustu. Tylko uwaga -naszykujcie się na to, że do prostych ona nie należny do tych prostych.
Muszę przyznać, że ciężko mi się czytało. Ostatnim czasem bardzo dużo takiego typu czytałam książek co bardzo mnie zmęczyło. Dlatego szkoda, że wcześniej jej nie przeczytałam. Mimo, że ciężko mi się ją czytało nie sprawiło to, że książka była zła. Wręcz przeciwnie. Bardzo pozytywnie ją oceniam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlaczego?
Książka podzielona jest na dwie części. W pierwszej części poznajemy...
Dwudziestosiedmioletnia Catherine jest pełną optymizmu kobietą zaczytaną w poezji pewnej młodej poetki. Ma męża, prace, własny dom i plany na życie. Wszystko jednak zmienia się pewnego dnia, gdy zostaje uprowadzona z parkingu przed restauracją w której pracuje. Jej najbliżsi nie mogą poradzić sobie z tą stratą. Mijają miesiące a po dziewczynie nie ma śladu. Kiedy w końcu udaje jej się uciec- nie jest już sobą. Nie może poradzić sobie z powrotem do normalności po tym co ją spotkało.
Jest to bardzo nietypowy thriller i za to wielki plus. Książka skupia się bardziej na uczuciach Catherine i bliskich jej osób, a nie na samym porwaniu i śledztwie. Pokazuje jak wpływa na innych brak ukochanej osoby. Jak nie mogą poradzić sobie z pustką, lękiem i rozpaczą. Dodatkowo narracja wielowątkowa pozwala poznać historie z rożnej strony.
„Tyle miłości” to bardzo trudna i smutna książka. Zmusza do refleksji. Pokazuje jak wielkie cierpienie może zadać człowiek drugiemu człowiekowi.
Dwudziestosiedmioletnia Catherine jest pełną optymizmu kobietą zaczytaną w poezji pewnej młodej poetki. Ma męża, prace, własny dom i plany na życie. Wszystko jednak zmienia się pewnego dnia, gdy zostaje uprowadzona z parkingu przed restauracją w której pracuje. Jej najbliżsi nie mogą poradzić sobie z tą stratą. Mijają miesiące a po dziewczynie nie ma śladu. Kiedy w końcu...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCatherine Reindeer jest żywiołową, miłą i ambitną dwudziestosiedmioletnią kobietą; jednak pewnego dnia, po zakończonej zmianie w restauracji, gdzie pracuje jako kelnerka, po prostu znika. Porzucona w błocie torebka oraz telefon wyraźnie wskazują na uprowadzenie. Nie ma żadnych innych śladów, nikt nie wie, kto mógłby porwać kobietę- nie miała żadnych wrogów, nie było żadnych przesłanek, jakoby ktoś ją śledził. Zresztą, już wcześniej zdarzało jej się samotnie przemierzać mroczne ulice miasteczka. I nic. Mąż oraz matka porwanej odchodzą od zmysłów, wierząc, iż ukochanej osobie nic nie jest i w końcu zostanie im oddana. Policja doszukuje się powiązań między zaginięciem Catherine a wcześniejszym porwaniem nastoletniego chłopaka.
A gdy po ośmiu miesiącach niewoli Catherine udaje się wreszcie uciec od oprawcy, nic nie jest takie samo, jak przedtem...
W dzisiejszych czasach jesteśmy narażeni na niemalże każdy rodzaj zbrodni- morderstwa, gwałty, kradzieże czy porwania. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co muszą czuć bliscy osoby zaginionej. Ta nieustanna nadzieja, że pewnego dnia ukochany członek rodziny stanie w drzwiach, jak gdyby nigdy nic, cały i zdrowy. Że w jasny sposób wytłumaczy, co działo się z nim przez ten cały czas... Niestety, często rodzina porzuca w końcu tę małą iskierkę, pragnąc tylko, aby służby mundurowe odnalazły chociaż ciało. Żeby mieli co pochować, pożegnać się i z zaginioną osobą, i z nadzieją.
Akcja w Tyle miłości biegnie kilkutorowo; mamy tutaj nie tylko relacje męża i matki, umierających z niepokoju oraz tęsknoty, lecz także znajomych kobiety z pracy, ale i osób, które znały ją jedynie pośrednio. Do tego autorka dorzuca nam rozdziały o młodej poetce, która zmarła w tragicznych okolicznościach, a jej wiersze silnie oddziaływały na Catherine. Tę książkę uznano za thriller, jednak bardzo mało w niej tegoż gatunku- owszem, na samą myśl o cierpieniach głównej bohaterki z rąk porywacza cierpnie skóra, jednakże bardziej celowałabym w powieść psychologiczną. Pani Rosenblum bowiem z dokładnością oddaje uczucia wszystkich postaci, w jakiś sposób powiązanych z postacią pani Reindeer.
Właściwie to nie była zła książka; czyta się ją dobrze, choć wciąż uważam, że dorzucenie tutaj wątku o zmarłej poetce było trochę niepotrzebne. Jakby autorce brakowało pomysłu na zapełnienie jednej dziury w całej historii. Owszem, w lekturze mowa o tym, jak Catherine utożsamiała się ze swoją literacką idolką, ale moim zdaniem czytelnicy obeszliby się i bez tego dodatku. Liczyło się dla mnie bardziej oddanie emocji bliskich zaginionej, ale i jej samej. Trochę też irytowała mnie postawa męża Catherine, który myślał, że po takich przejściach jego żona po prostu będzie gotowa na ponowne wpasowanie się w swoje dawne życie, jakby cała ta tragedia jej nie dotyczyła. Z drugiej jednak strony rozumiem mężczyznę, gdyż starał się, aby wszystko wróciło do normy w chociaż małym procencie.
Pani Rebecca Rosenblum zaserwowała nam historię o porwaniu, a konkretnie przeżyciach zaginionej osoby, jak również jej bliskich. Jest to mocna pod względem emocjonalnym książka, opisująca Catherine przed, w trakcie, jak i po porwaniu. Stanowi swego rodzaju studium psychiki kobiety, której nietykalność i poczucie bezpieczeństwa zostały naruszone przez obcą osobę. Myślę, że warto znać takie lektury.
Catherine Reindeer jest żywiołową, miłą i ambitną dwudziestosiedmioletnią kobietą; jednak pewnego dnia, po zakończonej zmianie w restauracji, gdzie pracuje jako kelnerka, po prostu znika. Porzucona w błocie torebka oraz telefon wyraźnie wskazują na uprowadzenie. Nie ma żadnych innych śladów, nikt nie wie, kto mógłby porwać kobietę- nie miała żadnych wrogów, nie było żadnych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW czasach kiedy księgarnie pękają w szwach od thrillerów opowiadających historie porwanych ludzi, naprawdę ciężko jest trafić na coś oryginalnego. Myślałam, że "Tyle miłości" będzie kolejną książką o losach uwięzionej młodej kobiety, która czeka aż w wyniku policyjnego śledztwa oraz starań rodziny, zostanie uwolniona. Myliłam się. Motyw porywacza-psychopaty jest jedynie zapalnikiem mającym rozniecić fabułę. Podobnie jak w przypadku książki (i filmu) "Pokój" autor nie skupia się na samej istocie przetrzymywania uprowadzonej kobiety. Najważniejsze jest to co dzieje się potem. Rosenblum przedstawia nam kompletny obraz psychiki ofiary, walczącej o powrót do normalności. Jednak książka ta ma więcej niż jednego bohatera. Uprowadzenie miało wpływ również na życie rodziny Catherine oraz całej społeczności małego kanadyjskiego miasteczka i to właśnie do ich umysłów zaprasza nas autorka. Wierzcie mi będzie to niezwykle smutna wędrówka.
Pełna recenzja na blogu : http://czytankanadobranoc.blogspot.com/2018/08/tyle-miosci-rebecca-rosenblum.html
W czasach kiedy księgarnie pękają w szwach od thrillerów opowiadających historie porwanych ludzi, naprawdę ciężko jest trafić na coś oryginalnego. Myślałam, że "Tyle miłości" będzie kolejną książką o losach uwięzionej młodej kobiety, która czeka aż w wyniku policyjnego śledztwa oraz starań rodziny, zostanie uwolniona. Myliłam się. Motyw porywacza-psychopaty jest jedynie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Tyle miłości" to pierwsza powieść Rebecci Rosenblum. To nie jest łatwa historia. Lęk, niepewność, żal, rozpacz, rozterki wewnętrzne bohaterów, pustka - to w dużej mierze wypełnia karty książki. Porwanie sieje spustoszenie w psychice ofiary. Catherine niejednokrotnie pogrąża się we własnych myślach, doświadczeniach, wspomnieniach. Dramatyczne wydarzenia nie pozwalają na szybki powrót do codzienności. Czytelnik jest świadkiem tego, jak trudną drogę musiała pokonać Cat, jakie emocje szargały nią i pozostałymi bohaterami. W pewnym momencie ten świat rozterek, dylematów, wewnętrznych monologów zmusza nas samych do refleksji na temat ludzkiego życia.
W moim odczuciu ogromną zaletą tej powieści jest podział narracji. Wydarzenia poznajemy głównie z punktu widzenia poszczególnych bohaterów. Wielowątkowa narracja tworzy jeszcze bardziej przystępny obraz tej niełatwej i trudnej historii, poznajemy ją dzięki temu z różnych perspektyw. Rebecca Rosenblum stworzyła ogromnie emocjonalną powieść. To nie jest typowy thriller, nie mamy tu do czynienia z trzymającymi dech w piersiach i wywołującymi dreszczyk zaskakującymi zwrotami akcji. Autorka skupiła się w głównej mierze na aspekcie uczuciowym, psychologicznym. Nie jest najprzyjemniejszy wymiar, ale wielce interesujący - ciężko oderwać się od tej historii, wierzcie mi.
Powiem szczerze, że nie takiego obrotu spraw się spodziewałam. Okładkowy opis ze słowem thriller nieco mnie zmylił, jednak absolutnie nie ujęło to mojej pozytywnej oceny względem pierwszej powieści Rebecci. "Tyle miłości" to świetna, choć trudna, zwłaszcza pod względem emocjonalnym, historia. Cieszę się, że mogłam po nią sięgnąć.
"Tyle miłości" to pierwsza powieść Rebecci Rosenblum. To nie jest łatwa historia. Lęk, niepewność, żal, rozpacz, rozterki wewnętrzne bohaterów, pustka - to w dużej mierze wypełnia karty książki. Porwanie sieje spustoszenie w psychice ofiary. Catherine niejednokrotnie pogrąża się we własnych myślach, doświadczeniach, wspomnieniach. Dramatyczne wydarzenia nie pozwalają na...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPani Rosenblum pisze w posłowiu:
"Mimo iż medialne doniesienia o zbrodniach są z reguły utrzymywane w tonie sensacji budzą zrozumiałą grozę, głosy rzeczywistych ofiar, które mogłam usłyszeć, brzmiały zdumiewająco, wręcz szokująco cicho, spokojnie i prawdziwie".
Te słowa idealnie charakteryzują Tyle miłości. Nie ma w niej krzyków, wrzasków, pełnego napięcia śledztwa, drastycznych opisów miejsca zbrodni i tortur. Tę powieść wypełnia cisza, pustka, samotność i ból, który rozrywa od środka i rzuca w otchłań rozpaczy.
Catherine Reindeer to 27-letnia, szczęśliwa, spełniona i skromna kobieta. Ma wspaniałego męża Greya – miłość jej życia, kochającą mamę. Studiuje i pracuje. Wraz z Greyem myślą o powiększeniu rodziny. Pisze pracę na temat życia i twórczości zmarłej tragicznie poetki Julianny.
"– Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
– Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".
Te wszystkie plany, projekty, wizje przyszłości, a także nadzieja, wiara, miłość zostają doszczętnie zniszczone, brutalnie zmiażdżone przez jednego człowieka. Catherine zostaje bowiem uprowadzona i uwieziona. Prawdopodobnie jest maltretowana psychicznie, fizycznie, emocjonalnie. Zostaje tylko niepewność, pustka i nadzieja, które stopniowo wypiera obezwładniający i przenikający na wskroś ból...
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu".
Rebecca Rosenblum odmienia słowo "ból" przez wszystkie przypadki. Emocjonalna deklinacja, niemalże namacalne cierpienie przybierające przeróżną formę i kształt: wodoodpornego tuszu do rzęs, niebieskiej kanapy, 15-centymetrowej odległości.
Tyle miłości to powieść nokaut. Bolesny, nagły i dotkliwy. Historię zniknięcia Catherine poznajemy z kilku perspektyw. Narracja wieloosobowa pozwala uzmysłowić czytelnikowi jak wiele odcieni ma jedna tragedia. Poznajemy głos nie tylko samej Catherine, ale zachrypnięty od wielotygodniowego płaczu głos jej mamy; wyciszony, zrezygnowany głos Greya; zamyślony, zadumany głos profesora literatury kanadyjskiej oraz nerwowy, pełen napięcia głos socjopaty – porywacza. Wraz z wydarzeniami z teraźniejszości przeplatają się tragiczne wydarzenia z lat 90-tych, kiedy to w nie do końca jasnych okolicznościach umiera Julianna – obiecująca poetka.
Mogłoby się wydawać, że powieść z tak dużą ilością narratorów będzie chaotyczna, zakręcona i niejasna. Nic bardziej mylnego. Wszystkie wątki tworzą spójny, nasycony bólem obraz. Nasycony bólem obraz miłości...
"Nie ma kłótni, spraw, które moglibyśmy omówić, przeprosić za nie, wybaczyć, znaleźć rozwiązanie. Jest tylko tępy, smutny rozdźwięk. Już od miesięcy. Minęło tak wiele czasu odkąd potrafiliśmy być razem bez tej błony rozczarowania [...]"
Jestem głęboko poruszona nie tylko historią przedstawioną w Tyle miłości, ale przede wszystkim sposobem w jaki została zaprezentowana, niebywałą delikatnością z jaką autorka wykreowała postaci oraz nakreśliła fabułę. Powieść nie epatuje brutalnością, pozbawiona jest charakterystycznych dla thrillera elementów: akcja nie skupia się na działaniach śledczych, zwrotach akcji, czy psychopacie, torturach przez niego zadawanych i chorych motywach, jakimi się kieruje. Tyle miłości skupia się na uczuciach, na rozdzierającej pustce i rezonującej ciszy. O stracie, braku i powolnym znikaniu.
"Tak bardzo za nią tęskniłem... myślałem, że jak ją odzyskam, nigdy więcej o nic nie poproszę [...]. Ale ona wróciła, a ja nadal za nią tęsknię".
"Chcę znów być tą osobą, która byłam wcześniej, ale człowiek nie może przestać być osobą, którą się stał".
Absolutnie wyjątkowa. Obezwładniająco smutna. Zdecydowanie nie tylko dla fanów thrillerów i kryminałów, a może właśnie niekoniecznie dla nich? Mam nadzieję, że Tyle miłości nie zostanie zalane falą komercyjnych thrillerów i kryminałów, w których zbędna makabra, brutalność i hektolitry krwi wypełniają fabularną pustkę i miałkość.
http://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/08/tyle-miosci-rebecca-rosenblum.html
Pani Rosenblum pisze w posłowiu:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Mimo iż medialne doniesienia o zbrodniach są z reguły utrzymywane w tonie sensacji budzą zrozumiałą grozę, głosy rzeczywistych ofiar, które mogłam usłyszeć, brzmiały zdumiewająco, wręcz szokująco cicho, spokojnie i prawdziwie".
Te słowa idealnie charakteryzują Tyle miłości. Nie ma w niej krzyków, wrzasków, pełnego napięcia śledztwa,...
Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie samotną torebkę, należąca niegdyś do dziewczyny, która jasno wskazywała, iż Catherine nie odeszła z własnej woli. Czy jej bliscy będą w stanie pogodzić się z tak ogromną stratą, jaka przytłoczy ich w najmniej spodziewanym momencie? Czy kiedykolwiek dowiedzą się, co tak naprawdę przytrafiło się tamtego wieczoru ich córce, żonie, przyjaciółce, studentce...?
"-(...) Życie ludzi jest bardziej skomplikowane niż jedna rzecz, która im się zdarzyła.
- Owszem, ale czasem ta jedna rzecz może nadać barwę całej reszcie".
Przyznam szczerze, że na samym początku do książki tej przyciągnęła mnie oryginalna oraz piękna w swojej prostocie okładka. Nazwisko Rosenblum tak naprawdę kompletnie nic mi nie mówiło, jak się później okazało nie bez powodu, gdyż powieść "Tyle miłości" jest debiutem Autorki. Jednak znajdujący się z tyłu, intrygujący i zwiastujący pełną emocji lekturę opis przekonał mnie całkowicie - czy słusznie dałam jej szansę?
Forma narracji zastosowana w tej pozycji z pewnością jest jej ogromną zaletą. Wydarzenia ukazane bezpośrednio z perspektywy różnych bohaterów przeplatają się z narracją trzecioosobową, razem tworząc ciekawy, rzadko spotykany zabieg. I chociaż wydawać by się mogło, że tego typu rozwiązanie może niepotrzebnie wprowadzać chaos i zamęt, nic bardziej mylnego. Autorka poprzez charakterystyczne cechy poszczególnych postaci sprawiała, że bez problemu można było odnaleźć się w ich sytuacji i wręcz poczuć kotłujące się wewnątrz nich emocje. Kreacja bohaterów przypadła mi do gustu, poznajemy nie tylko ich obecne cechy czy też przyzwyczajenia, ale również fragmenty ich przeszłości. Catherine to młoda, mająca jeszcze przed sobą całe życie dziewczyna ubóstwiająca literaturę i studiująca związany z nią kierunek. Mężatka zakochana w swoim o dziesięć lat starszym mężu, który tak naprawdę był jej pierwszą poważną miłością. I który nie widział poza nią świata. W historii tej pojawiają się również inne postaci, wykładowca Catherine, który wciąż nie jest w stanie zapomnieć o jej tajemniczym zniknięciu, oprawca, którego wcześniejsza możliwa identyfikacja zapobiegłaby ogromnej tragedii, czy też Donny, nastolatek, który pewnego dnia, ku rozpaczy jego bliskich, również rozpłynął się w powietrzu.
Styl Rosenblum od pierwszych stron niezwykle przypał mi do gustu. Prosty i przystępny w odbiorze, ale jednak miał w sobie coś, co czyniło go oryginalnym. Złożona, wielowarstwowa fabuła nieustannie przeplatająca losy różnych bohaterów sprawia, że ciężko jest odłożyć tę pozycję chociażby na chwilę. Jednak nie będę ukrywać, iż jej ciężka tematyka momentami wręcz mnie przytłaczała, zmuszała do refleksji i chwili oddechu. Nie jest to z pewnością rasowy, trzymający w napięciu thriller, podczas czytania którego będziecie stopniowo odkrywać tożsamość psychopatycznego mordercy. Został on podany czytelnikowi na tacy, a mimo to... dawno nie czytałam książki, która wzbudziłaby we mnie tak wiele uśpionych emocji. Która powodowałaby, że wstrzymywałabym oddech, nawet tego nie zauważając. "Tyle miłości" to dogłębna, wstrząsająca i niezwykle poruszająca analiza traumatycznych przeżyć ofiar, ukazanie zarówno ich życia 'przed', jak i 'po'. Życia, którego musieli uczyć się na nowo, i które już nigdy nie będzie takie samo. Autorka w ciekawy sposób poruszyła w stworzonej przez nią historii tę drugą, często pomijaną stronę. Poprzez różne perspektywy przedstawiła codzienność bliskich ofiar. Ogarniający ich przytłaczający ból, życie nikłą nadzieją oraz jej utratę.
"Tyle miłości" to książka, która w pewnym momencie całkowicie mnie pochłonęła i, co tu dużo kryć, ostatecznie wywarła na mnie ogromne wrażenie. Lekko nostalgiczna, niesamowicie klimatyczna, idealna na zbliżające się wielkimi krokami jesienne wieczory.
Czy można od tak zniknąć? Niepostrzeżenie rozpłynąć się w powietrzu? Wydawać by się mogło, iż nie jest to wykonalne, że zawsze pozostaje po nas jakikolwiek ślad. Kiedy jednak pewnego późnego wieczoru, na parkingu pod jedną z restauracji znika pracująca w niej jako kelnerka, 27-letnia Catherine Reindeer, nie zostawia po sobie praktycznie nic. Na betonie odnaleziono jedynie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Catherine Reindeer zostaje porwana sprzed restauracji, w której pracuje. Jej mąż, matka, a także mieszkańcy są wstrząśnięci i niespokojni. Kiedy po miesiącach udaje jej się uciec, upragniona wolność w niczym nie przypomina tego, czego oczekiwała. Czy kobieta na nowo odzyska dawne szczęście? Czy traumatyczne wydarzenia zmieniły ją na zawsze?
Książka jest thrillerem choć mało w niej elementów do niego nawiązujących. Jest to opowieść o wewnętrznych przemyśleniach, odczuciach i obawach bohaterów. Ma charakter refleksyjny z niewielką domieszką dialogów. Przedstawiona jest przez kilka osób, które dotknęło uczucie straty i pustki. To historia pokazująca drogę do normalności i codziennej monotonii, co się dzieje w głowie uprowadzonej Cat, a także jak trauma potrafi zmienić człowieka. Catherine początkowo pogrążona we własnych myślach stara się odzyskać dawne życie, lecz nic nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Wstrząsające przeżycia siedzą w jej podświadomości, wspomnienia wyryły się w pamięci, a myśli zdają się nie mieć końca. Czy dane jej będzie normalne życie? Czy odzyska poczucie bezpieczeństwa w stanie ciągłego lęku i niepokoju?
Książka nie należy do lekkich powieści. Jest trudną i poruszającą lekturą, ukazuje powrót do normalności po niewyobrażalnej traumie nie tylko samej uprowadzonej, ale także jej bliskich. Autorka przedstawiła nam ujmujący rezultat gehenny. To obraz pełen rozpaczy, strapień i trosk wśród bólu, żalu i cierpienia. To świat zbudowany z dramatu i wstrząsających emocji. “Tyle miłości” uświadamia czytelnikowi, jak potężnym uczuciem jest pustka po stracie ukochanej osoby.
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCatherine Reindeer zostaje porwana sprzed restauracji, w której pracuje. Jej mąż, matka, a także mieszkańcy są wstrząśnięci i niespokojni. Kiedy po miesiącach udaje jej się uciec, upragniona wolność w niczym nie przypomina tego, czego oczekiwała. Czy kobieta na nowo odzyska dawne szczęście? Czy traumatyczne...
"Thriller, który uzmysłowi wam, jak wielkie cierpienie potrafi zadać człowiek drugiemu człowiekowi".
Tyle, że to nie do końca jest thriller. To znaczy jest, ale nie w takiej formie jak zwykle wyobrażamy sobie książki z tego gatunku.
Mamy tutaj dwie części powieści łączące w sobie po kilka rozdziałów.
27 - letnia Catherine zostaje uprowadzona i właśnie w pierwszej części mamy rozdziały z tego jak żyła ona przed tym zdarzeniem i jak z jej zniknięciem radzą sobie jej mąż, matka... Swój rozdział dostaje też porywacz psychopata. W każdym są przemyślenia innej osoby, dlatego nie ma tutaj swego rodzaju płynności. Trzeba być przygotowanym na nowe odczucia i inne perspektywy. Obok porwania Catherine jest też poruszona sprawa zniknięcia młodego chłopaka, a historii cały czas towarzyszy poezja Julianny, kobiety przed trzydziestką, która została zamordowana w latach 90. Jej wiersze są ukojeniem dla porwanej, a także dla jej bliskich.
Również Julianna ma głos w tej książce podobnie jak mężczyzna, z którym wiodła życie.
Książka jest ciężka i bardzo smutna. Nie jest to powieść do przeczytania na jeden czy na dwa wieczory, choć zdarzają się w niej momenty "na oddech". Jest mocno refleksyjna, rozkłada na czynniki pierwsze nawet najdrobniejsze gesty i odczucia. Pokazuje jak tęskni się za prostotą życia i jego powtarzalnością, kiedy zostaje nam ono zabrane i nie mozemy już kierować nim według własnej woli. Książka uświadamia, że często się mylimy i myślimy, że z ludźmi, z którymi mamy, choćby przelotną styczność na co dzień, tak naprawdę nic nas nie łączy. Traumatyczne wydarzenia czy śmierć zmieniają nie tylko osobę, której dotyczyły one bezpośrednio, ale wpływają na cale jej otoczenie. Książka porusza tez problem toksycznej relacji. Pokazuje również jak ciężko jest wrócić do tak zwanej normalności, kiedy bylo sie w piekle.
Porwanie, śmierć i osłabienie więzi małżeńskiej - trzy rodzaje straty, które autorka opisuje i analizuje poprzez doświadczenia stworzonych przez nią bohaterów.
"Thriller, który uzmysłowi wam, jak wielkie cierpienie potrafi zadać człowiek drugiemu człowiekowi".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTyle, że to nie do końca jest thriller. To znaczy jest, ale nie w takiej formie jak zwykle wyobrażamy sobie książki z tego gatunku.
Mamy tutaj dwie części powieści łączące w sobie po kilka rozdziałów.
27 - letnia Catherine zostaje uprowadzona i właśnie w pierwszej części...
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
Książka zupełnie inna niż się spodziewałam, zaskoczyła mnie formą i pomysłem na fabułę. Zakwalifikowana jako thriller, ale tak naprawdę niewiele miała z nim wspólnego oprócz delikatnych elementów nawiązujących do tego gatunku. Jeśli zatem spodziewacie się konwencjonalnego thrillera, historii z dreszczykiem, to niekoniecznie jest ona do was skierowana, natomiast jeśli liczycie na mega porcję tragedii, dramatu i emocji, wówczas może się spodobać i wciągnąć. Wsłuchujemy się w głosy głębokich wewnętrznych monologów, wzbogacanych od czas do czasu dialogiem, dla urozmaicenia i nakreślenia kontekstu. Nie wszystkie przekonały mnie do siebie, lecz wiele nasunęło frapujące refleksyjne myśli odnośnie esencji i jakości ludzkiego życia.
Poznajemy różne perspektywy, naprzemiennie przenosimy się do świata bohaterów, których niewiele łączy, za to indywidualnie lub zbiorowo oswajają się z doświadczeniami związanymi z pustką po stracie bliskiej osoby, lękiem przed życiem w samotności, rozpaczą za utraconymi szansami. Trzymają się wspomnień miłości i jej różnorodnych interpretacji. Strata niekoniecznie jest związana ze śmiercią, porwaniem czy odejściem. Również dotkliwie rani, kiedy ludzie po wielu latach wspólnego życia oddalają się od siebie. Mimo, że związek niszczeje, traci kolory, wypełniony jest obawami i tak nie decydują się na rozstanie. Uczucia wyblakły, ale znajome obrazy, gesty, słowa wciąż są mocno zakorzenione w pamięci. To jakby wejście na nowy poziom relacji i miłości, trudnych, wymagających i jednocześnie wykazujących się wielkim zrozumieniem.
Życie bliskich, przyjaciół i znajomych Catherine Reindeer, zdolnej studentki literatury kanadyjskiej, zmienia się, kiedy kobieta zostaje uprowadzona. Policja prowadzi działania poszukiwawcze, jednak mąż i matka dwudziestosiedmiolatki powoli tracą nadzieję i wiarę w jej odzyskanie. Wkraczamy w świat pełen strachu, troski, bólu, cierpienia, złości i dylematów. To także sfera silnego oddziaływania poezji, potrafiącej zespolić, ułatwić zapamiętanie, dodać otuchy, pomóc przetrwać, ukoić tęsknotę, oswoić wolność. Powieść nie należy do łatwych w analizie, trzeba jej poświęcić więcej czasu, a przede wszystkim być przygotowanym na taki styl rozmowy autorki z czytelnikiem. Mam wrażenie, że gdybym sięgnęła po ten debiut w innym czasie, kiedy nie byłam nastawiona na lekki relaks, bardziej by do mnie przemówiła, więcej bym z niej wyniosła.
bookendorfina.pl
"Zniknięcie różni się od śmierci, nie ma gdzie skierować żalu."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zupełnie inna niż się spodziewałam, zaskoczyła mnie formą i pomysłem na fabułę. Zakwalifikowana jako thriller, ale tak naprawdę niewiele miała z nim wspólnego oprócz delikatnych elementów nawiązujących do tego gatunku. Jeśli zatem spodziewacie się konwencjonalnego thrillera, historii z dreszczykiem, to...