Choć kochamy zabawę słowem, to nie daliśmy rady. A próbowaliśmy usilnie. Liczyłam na coś w stylu "I kto to papla" Damiana Strączka, tylko bardziej finezyjnego. A było znacznie gorzej.
Choć kochamy zabawę słowem, to nie daliśmy rady. A próbowaliśmy usilnie. Liczyłam na coś w stylu "I kto to papla" Damiana Strączka, tylko bardziej finezyjnego. A było znacznie gorzej.
Bardzo śmieszna książka gdzie autor bawi się językiem polskim mając za podstawę słowa wypowiadane przez dopiero się uczących mówić dzieci. Słowotwórstwo zarówno autora jak i dzieci jest na pierwszorzędnym poziomie.
Bardzo śmieszna książka gdzie autor bawi się językiem polskim mając za podstawę słowa wypowiadane przez dopiero się uczących mówić dzieci. Słowotwórstwo zarówno autora jak i dzieci jest na pierwszorzędnym poziomie.
Dzieci mają to do siebie, że mimo zaangażowania w zabawę potrafią jednym uchem wyłapywać słowa, zdania wypowiadane przez dorosłych.
Później ( w najmniej spodziewanym dla tych dorosłych momencie) próbują wtrącać zasłyszane wyrazy.
Czasami dochodzi do zabawnych przejęzyczeń, bo mały człowiek nie włada jeszcze językiem ojczystym dość sprawnie,
np. pucho marna
zamiast puchu marny.
I o tym jest kolejna książka Michała Rusinka.
W formie wierszyków i limeryków autor przedstawia wpadki językowe najmłodszych.
Dzieci mają to do siebie, że mimo zaangażowania w zabawę potrafią jednym uchem wyłapywać słowa, zdania wypowiadane przez dorosłych.
Później ( w najmniej spodziewanym dla tych dorosłych momencie) próbują wtrącać zasłyszane wyrazy.
Czasami dochodzi do zabawnych przejęzyczeń, bo mały człowiek nie włada jeszcze językiem ojczystym dość sprawnie,
np. pucho marna
zamiast puchu...
Mój przedszkolak polubił tę książkę, bo kilka wierszy z niej bardzo go rozbawiło. Generalnie fajny pomysł, by napisać o przekręcaniu i przekleństwach, ale takich zastępczych z szufladki "motyla noga".
Moje dzieci lubią zabawy językowe, przejęzyczenia i przekręcanie słów i większość wierszy im się podobała. Choć muszę przyznać, że (podobnie jak w senniku) część z nich była jakaś niezgrabna, zbyt wymuszona, bez polotu. W części o przeklinaniu więcej jest takich słabszych wierszy, niezrozumiałych dla dzieci (czasem dla mnie też zgrzytających).
Część o przekleństwach ma ten walor, że można użyć jej do wytłumaczenia, dlaczego ludzie przeklinają i jakie przekleństwa są akceptowalne (zwłaszcza gdy używają ich dzieci).
Mój przedszkolak polubił tę książkę, bo kilka wierszy z niej bardzo go rozbawiło. Generalnie fajny pomysł, by napisać o przekręcaniu i przekleństwach, ale takich zastępczych z szufladki "motyla noga".
Moje dzieci lubią zabawy językowe, przejęzyczenia i przekręcanie słów i większość wierszy im się podobała. Choć muszę przyznać, że (podobnie jak w senniku) część z nich była...
Mój syn zakręcony na punkcie łamańców językowych i dwuznaczności uwielbia te książkę. Swada, swoboda, niewymuszony dowcip i poczucie humoru autora sprawiają, że bawią się przy niej dobrze i mniejsi i duzi czytelnicy. Polecam
Mój syn zakręcony na punkcie łamańców językowych i dwuznaczności uwielbia te książkę. Swada, swoboda, niewymuszony dowcip i poczucie humoru autora sprawiają, że bawią się przy niej dobrze i mniejsi i duzi czytelnicy. Polecam
Choć kochamy zabawę słowem, to nie daliśmy rady. A próbowaliśmy usilnie. Liczyłam na coś w stylu "I kto to papla" Damiana Strączka, tylko bardziej finezyjnego. A było znacznie gorzej.
Choć kochamy zabawę słowem, to nie daliśmy rady. A próbowaliśmy usilnie. Liczyłam na coś w stylu "I kto to papla" Damiana Strączka, tylko bardziej finezyjnego. A było znacznie gorzej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo śmieszna książka gdzie autor bawi się językiem polskim mając za podstawę słowa wypowiadane przez dopiero się uczących mówić dzieci. Słowotwórstwo zarówno autora jak i dzieci jest na pierwszorzędnym poziomie.
Bardzo śmieszna książka gdzie autor bawi się językiem polskim mając za podstawę słowa wypowiadane przez dopiero się uczących mówić dzieci. Słowotwórstwo zarówno autora jak i dzieci jest na pierwszorzędnym poziomie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzieci mają to do siebie, że mimo zaangażowania w zabawę potrafią jednym uchem wyłapywać słowa, zdania wypowiadane przez dorosłych.
Później ( w najmniej spodziewanym dla tych dorosłych momencie) próbują wtrącać zasłyszane wyrazy.
Czasami dochodzi do zabawnych przejęzyczeń, bo mały człowiek nie włada jeszcze językiem ojczystym dość sprawnie,
np. pucho marna
zamiast puchu marny.
I o tym jest kolejna książka Michała Rusinka.
W formie wierszyków i limeryków autor przedstawia wpadki językowe najmłodszych.
Pełne niewymuszonego humoru ilustracje
(jak zawsze fantastyczne) przygotowała siostra autora- Joanna Rusinek.
Dzieci mają to do siebie, że mimo zaangażowania w zabawę potrafią jednym uchem wyłapywać słowa, zdania wypowiadane przez dorosłych.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPóźniej ( w najmniej spodziewanym dla tych dorosłych momencie) próbują wtrącać zasłyszane wyrazy.
Czasami dochodzi do zabawnych przejęzyczeń, bo mały człowiek nie włada jeszcze językiem ojczystym dość sprawnie,
np. pucho marna
zamiast puchu...
Mój przedszkolak polubił tę książkę, bo kilka wierszy z niej bardzo go rozbawiło. Generalnie fajny pomysł, by napisać o przekręcaniu i przekleństwach, ale takich zastępczych z szufladki "motyla noga".
Moje dzieci lubią zabawy językowe, przejęzyczenia i przekręcanie słów i większość wierszy im się podobała. Choć muszę przyznać, że (podobnie jak w senniku) część z nich była jakaś niezgrabna, zbyt wymuszona, bez polotu. W części o przeklinaniu więcej jest takich słabszych wierszy, niezrozumiałych dla dzieci (czasem dla mnie też zgrzytających).
Część o przekleństwach ma ten walor, że można użyć jej do wytłumaczenia, dlaczego ludzie przeklinają i jakie przekleństwa są akceptowalne (zwłaszcza gdy używają ich dzieci).
Mój przedszkolak polubił tę książkę, bo kilka wierszy z niej bardzo go rozbawiło. Generalnie fajny pomysł, by napisać o przekręcaniu i przekleństwach, ale takich zastępczych z szufladki "motyla noga".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje dzieci lubią zabawy językowe, przejęzyczenia i przekręcanie słów i większość wierszy im się podobała. Choć muszę przyznać, że (podobnie jak w senniku) część z nich była...
Mój syn zakręcony na punkcie łamańców językowych i dwuznaczności uwielbia te książkę. Swada, swoboda, niewymuszony dowcip i poczucie humoru autora sprawiają, że bawią się przy niej dobrze i mniejsi i duzi czytelnicy. Polecam
Mój syn zakręcony na punkcie łamańców językowych i dwuznaczności uwielbia te książkę. Swada, swoboda, niewymuszony dowcip i poczucie humoru autora sprawiają, że bawią się przy niej dobrze i mniejsi i duzi czytelnicy. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wierszyki domowe" bardziej przypadły mi do gustu.
Autor ma specyficzny humor: np.
"DINOŻARŁY
COS ZEŻARŁY
I WYMARŁY"
albo
CIOPĄG
to taki pociąg,
który ma lokomotywę z tyłu, a wagony na przedzie.
A mimo to jakoś jedzie"
Jak dla mnie te wierszyki są bez sensu ;-)
Jedynym atutem tej książki są rysunki Joanny Rusinek.
"Wierszyki domowe" bardziej przypadły mi do gustu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor ma specyficzny humor: np.
"DINOŻARŁY
COS ZEŻARŁY
I WYMARŁY"
albo
CIOPĄG
to taki pociąg,
który ma lokomotywę z tyłu, a wagony na przedzie.
A mimo to jakoś jedzie"
Jak dla mnie te wierszyki są bez sensu ;-)
Jedynym atutem tej książki są rysunki Joanny Rusinek.
"Są na świecie serki różne:
i okrągłe , i podłużne,
chude, tłuste i topione,
podwędzane i ZWĘDZONE,
i jest serek nie byle jaki:
MYSZKAJETAKI!"
"Są na świecie serki różne:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toi okrągłe , i podłużne,
chude, tłuste i topione,
podwędzane i ZWĘDZONE,
i jest serek nie byle jaki:
MYSZKAJETAKI!"
Ta książka nie zasługuje na więcej słów. Rusinek nie powinien pisać dla dzieci.
Ta książka nie zasługuje na więcej słów. Rusinek nie powinien pisać dla dzieci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to