Mam okropnie mieszane odczucia po przeczytaniu tej książki... Już pomijając to, że Jem nie żyje (i zostały mu poświęcone może dwa akapity w ciągu całej książki, chociaż przynajmniej jeden z nich oddaje ból po stracie), ale... mam wrażenie, że poglądy i zachowanie Atticusa mocno odbiegają od tego, co mogliśmy zaobserwować w pierwszej części. Ba, nawet ciotka Alexandra zachowuje się znów okropnie nieprzyjemnie, choć pod koniec "Zabić drozda" była już znośna i miałam wrażenie, że zmieniła się pod wpływem rodziny brata...
Ogółem jest to książka ciężka, bo nikt tu nie potrafi ze sobą normalnie rozmawiać - albo są nieporozumienia, albo ostre kłótnie - smutek i złość. Jack decyduje się na przemoc, co jakimś cudem i tak zostaje przez Skaut zaakceptowane, choć dostała w twarz (serio nie dało się inaczej?).
W wielu momentach rozumiałam gorycz głównej bohaterki, z drugiej strony czasem była tak niemiła, że aż boli. Mimo, że np. Hank rozmawiał z nią bardzo spokojnie.
Rozumiem, co chciała tu pokazać autorka i szanuję chociażby przekaz z tym, czemu może boleć nas, gdy nasi bliscy jednak mają inne poglądy niż mogliśmy się spodziewać. Ale mimo wszystko wolałabym dostać tę naukę bez tej całej dramy, wyzwisk i ucieczek. Tak naprawdę fabularnie nie dzieje się tu nic więcej i to tym bardziej jest trudne do przejścia.
Mam okropnie mieszane odczucia po przeczytaniu tej książki... Już pomijając to, że Jem nie żyje (i zostały mu poświęcone może dwa akapity w ciągu całej książki, chociaż przynajmniej jeden z nich oddaje ból po stracie), ale... mam wrażenie, że poglądy i zachowanie Atticusa mocno odbiegają od tego, co mogliśmy zaobserwować w pierwszej części. Ba, nawet ciotka Alexandra...
Rozczarowanie po znakomitej powieści Lee “Zabić drozda”. Te same postacie kilkanaście lat później, podobne problemy wynikające z rasizmu Południa, ale brak koncepcji literackiego dramatyzmu. Autorka chce przedstawić punkt widzenia białych południowców, co może i byłoby godne zainteresowania, ale oprócz braku dobrego pomysłu powieściowego to za dużo tu jej własnych uprzedzeń. Dialogi długie i nieprzekonujące, a retrospekcja niewiele wnosi.
Czytelnicza ulga, jak dochodzi się do końca.
Rozczarowanie po znakomitej powieści Lee “Zabić drozda”. Te same postacie kilkanaście lat później, podobne problemy wynikające z rasizmu Południa, ale brak koncepcji literackiego dramatyzmu. Autorka chce przedstawić punkt widzenia białych południowców, co może i byłoby godne zainteresowania, ale oprócz braku dobrego pomysłu powieściowego to za dużo tu jej własnych...
Zachwycona powieścią Zabić drozda, sięgnęłam po Idź, postaw wartownika... I się zawiodłam.
Muszę przyznać, że książka była nudna, przeciągnięta dialogami, podczas gdy można byłoby wprowadzić więcej akcji związanej z chociażby wypadkiem.
Zachwycona postaciami z pierwszego tomu, dowiaduję się, że autorka uśmierca ulubieńca, którego chce się poznać dorosłe losy, bohatera, za którego myślałam że główna bohaterka wyjdzie za mąż wysłała na koniec świata... a na dodatek okazuje się, że postać Atticus'a to jedno wielkie kłamstwo...
Okropne zakończenie, ja wiem że to nie były obecne czasy, ale przejście do porządku dziennego głównej bohaterki po dostaniu w twarz od wuja, do tego stopnia, że aż krwawiła nie jest normalne... podczas gdy jak była dzieckiem mało nie wyszła z siebie jak dostawała lanie od Calpurnii. Już nie wspomnę o tym, że rodzina Finchów się od niej oddaliła.. a tak Atticus za nią był. Wracając dostanie po twarzy spowodowało, że nagle wybacza ojcu, że ma inne poglądy i ją oszukiwał i jest happy end.
To już nie chodzi o to, że ma inne poglądy niż jego córka, cała postać jest zbudowana na fałszu. Co innego uczyć dzieci różnych wartości i poglądów, a co innego kreować jakiś wizerunek, a potem w dorosłym życiu nagle się dowiaduje, że ojciec nie jest tym za kogo się podaje i tlumaczy to tym, że chciałby żeby zaczęła samodzielnie myśleć. To niczego nie wyklucza, dla mnie to normalne, że dziecko ma jakiś autorytet, którego podziwia, i na którym chce się wzorować.
Być może nie zrozumiałam przesłania książki, a może ktoś podzieli moje zdanie.
Jednak czułam niesmak po jej przeczytaniu.
Zachwycona powieścią Zabić drozda, sięgnęłam po Idź, postaw wartownika... I się zawiodłam.
Muszę przyznać, że książka była nudna, przeciągnięta dialogami, podczas gdy można byłoby wprowadzić więcej akcji związanej z chociażby wypadkiem.
Zachwycona postaciami z pierwszego tomu, dowiaduję się, że autorka uśmierca ulubieńca, którego chce się poznać dorosłe losy, bohatera,...
Szczerze to przeleciałam tą książkę czytając głównie dialogi. Jak wszyscy sięgnęłam po nią po przeczytaniu "Zabić Drozda" ale zawiodłam się. Retrospekcje nic nie wnoszące do głównego wątku, tak jakby autorce przyszły do głowy pomysły które mogła zrealizować w pierwszym tomie i chciała je koniecznie wcisnąć w ten.
Szczerze to przeleciałam tą książkę czytając głównie dialogi. Jak wszyscy sięgnęłam po nią po przeczytaniu "Zabić Drozda" ale zawiodłam się. Retrospekcje nic nie wnoszące do głównego wątku, tak jakby autorce przyszły do głowy pomysły które mogła zrealizować w pierwszym tomie i chciała je koniecznie wcisnąć w ten.
Po "Idź, postaw wartownika" sięgnęłam głównie powodowana moją sympatią do postaci. I na tym się akurat solidnie przejechałam, bo większość z bohaterów albo została uśmiercona, albo wysłana na drugi koniec świata, albo się zmieniła nie do poznania. Centralną postacią ponownie jest Skaut (swoją drogą niezbyt podoba mi się ta niekonsekwencja tłumaczenia), dramatycznie przeżywająca zderzenie własnych ideałów z rzeczywistością.
"Idź, postaw wartownika" jest trochę tym, czego spodziewałam się po "Zabić drozda".
W "Zabić drozda" wątki rasizmu i segregacji rasowej przemykały jakby mimochodem, a przy tym były idealnie zespolone z tym co działo się w fabule, jakby w naturalny sposób z niej wynikały, i vice versa. Tutaj mamy w oczywisty sposób wyciągnięty na pierwszy plan centralny konflikt na tle rasowym (swoją drogą bardzo silnie zaczepiony w bardzo konkretnym historycznym wydarzeniu), pomieszany z retrospekcjami, które nie bardzo wynikają z czegokolwiek. Jedno z drugim istnieje obok siebie i nie bardzo się ze sobą skleja. Sam spór wydaje mi się też poprowadzony jakby po łebkach, niewystarczająco pogłębiony, nie prowadzi do w pełni satysfakcjonującej konkluzji, a momentami (zwłaszcza pod koniec) staje się melodramatyczny aż po granice histerii.
To nie jest zła książka, ale jest zdecydowanie niekonieczna.
Po "Idź, postaw wartownika" sięgnęłam głównie powodowana moją sympatią do postaci. I na tym się akurat solidnie przejechałam, bo większość z bohaterów albo została uśmiercona, albo wysłana na drugi koniec świata, albo się zmieniła nie do poznania. Centralną postacią ponownie jest Skaut (swoją drogą niezbyt podoba mi się ta niekonsekwencja tłumaczenia), dramatycznie...
Z pierwszą powieścią Harper Lee spotkałam się jakiś czas temu. I o ile książka "Zabić drozda" mocno mnie poruszyła (na tyle, że trochę "boję się" ponownie ją przeczytać, żeby nie uronić niczego z tamtego zachwytu), tak ta wywołała nieco inne wrażenia.
Jestem już, rzecz jasna, innym czytelnikiem, kiedy - podobnie jak bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka - ponownie sięgam po prozę autorki.
To bardzo dobra powieść. Kompletna na płaszczyźnie następujących po sobie zdarzeń i w warstwie psychologicznej.
Jean Louis wraca do domu. Ma dwadzieścia sześć lat i za sobą pobyt w Nowym Jorku. Jest inna; dojrzalsza, bardziej świadoma i bogatsza o zdobyte doświadczenia, które stają się pryzmatem do spojrzenia na niewielką społeczność z nowej perspektywy...
I właśnie ten aspekt (oczywiście obok "wartownika") jest w moim odczuciu jednym z tych istotnych w powieści - to, jak się zmieniamy, dojrzewamy, rozwijamy. Stajemy zdolni do wyciagania samodzielnych wniosków, uczymy się dokonywać wyborów. Odróżniać dobro od zła nie zawsze na podstawie prostego podziału na białe i czarne.
Harper Lee musiała być niezwykle uważną i dojrzałą kobietą. Obie powieści powstały w podobnym czasie, a już potrafiła przyjąć perspektywę młodszej i starszej Jean Louis.
Z pierwszą powieścią Harper Lee spotkałam się jakiś czas temu. I o ile książka "Zabić drozda" mocno mnie poruszyła (na tyle, że trochę "boję się" ponownie ją przeczytać, żeby nie uronić niczego z tamtego zachwytu), tak ta wywołała nieco inne wrażenia.
Jestem już, rzecz jasna, innym czytelnikiem, kiedy - podobnie jak bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka - ponownie...
Dla mnie słabsza książka od "Zabić drozda". Trudniej też mi zrozumieć bo nie znam dokładnie co się działo w latach 50-tych w USA więc pewne niuanse mogły mi umykać.
Dla mnie słabsza książka od "Zabić drozda". Trudniej też mi zrozumieć bo nie znam dokładnie co się działo w latach 50-tych w USA więc pewne niuanse mogły mi umykać.
„Idź, postaw wartownika”to książka, dzięki której można ponownie spotkać się z bohaterami powieści pt.:”Zabić drozda” i muszę przyznać, że zrobiłam to z niebywałą przyjemnością i zainteresowaniem.
26-letnia Jean Louise Finch przyjeżdża z Nowego Yorku po dłuższej nieobecności do domu rodzinnego w Alabamie, gdzie mieszka jej podstarzały już ojciec wraz z ciotką. Odwiedziny obfitują w szereg spotkań z pozostałą częścią rodziny, przyjaciół i znajomych. Są też okazją do snucia wspomnień z przeszłości. Bohaterka powoli odkrywa, że znalazła się w zupełnie innej rzeczywistości niż przed kilkunastoma laty. Uświadamia sobie, jak wiele rzeczy się zmieniło, jak wiele spraw nie dostrzegała lub nie była na tyle dojrzała, by je ujrzeć w odpowiednim świetle. Poznaje pewne prawdy i tajemnice związane z jej rodziną. Dociera do niej też szerszy kontekst wielu zagadnień z przeszłości.
Książkę czyta się nad wyraz dobrze, bo jest to proza pisana „starą szkołą” tzn.z dokładnymi opisami, przemyślanymi dialogami i nieprzypadkowymi wątkami, a jednak zabrakło mi jakiegoś objawienia i zawiązania się głównej myśli w tej historii. Mimo wszystko, oceniam ją naprawdę dobrze, może dlatego że przeczytałam ją od razu po „Zabić drozda” i było to dla mnie przedłużenie przyjemności związanej z czytaniem
dalszych losów bohaterów naprawdę świetnej książki?
Nie dziwią mnie tez te wszystkie niedociągnięcia, bo faktem jest, iż Harper Lee napisała tę książkę kilka lat przed „Zabić drozda”. Powieść nie została wtedy opublikowana, więc wydaje mi się , że stanowiła swego rodzaju „rozgrzewkę” przed powstaniem naprawdę wielkiego dzieła. Wydano ją nie tak dawno, bo w 2015 roku. Pojawia się pytanie, jakie były motywy wydania tej książki po takim czasie? Podobno pisarka była już wtedy w starszym wieku i bardzo schorowana....
Tak czy inaczej, cieszę się, że mogłam ją przeczytać, choć daleko jej do poprzednika.
„Idź, postaw wartownika”to książka, dzięki której można ponownie spotkać się z bohaterami powieści pt.:”Zabić drozda” i muszę przyznać, że zrobiłam to z niebywałą przyjemnością i zainteresowaniem.
26-letnia Jean Louise Finch przyjeżdża z Nowego Yorku po dłuższej nieobecności do domu rodzinnego w Alabamie, gdzie mieszka jej podstarzały już ojciec wraz z ciotką. Odwiedziny...
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę i po sześciu latach w końcu wróciłam do świata Zabić drozda. Musiałam sobie trochę przypomnieć bohaterów, ale ogólnie bardzo szybko wciągnęłam się w fabułę. Związałam się też bardzo mocno ze Skaut, doskonale rozumiałam jej sposób myślenia. Poruszyło i wstrząsnęło mną jak mocne były w latach 50 - tych XX wieku uprzedzenia i stereotypy wobec ludności czarnoskórej. Obserwowanie tego zderzenia świata wyobrażeń o Maycomb Jean Louise i jej zderzenia z obecną rzeczywistością było z jednej strony przykre, a z drugiej fascynujące.
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę i po sześciu latach w końcu wróciłam do świata Zabić drozda. Musiałam sobie trochę przypomnieć bohaterów, ale ogólnie bardzo szybko wciągnęłam się w fabułę. Związałam się też bardzo mocno ze Skaut, doskonale rozumiałam jej sposób myślenia. Poruszyło i wstrząsnęło mną jak mocne były w latach 50 - tych XX wieku uprzedzenia i...
Wiadomość o odnalezieniu rękopisu tej książki i zamiarze jej wydania wywołała ogromne poruszenie. Okazało się, że jest pierwotna wersja książki, którą znamy jako "Zabić drozda". Wydawca, któremu Harper Lee przesłała rękopis, poprosił ją, aby napisała opowieść z perspektywy Skauta jako małej dziewczynki. Harper Lee zgodziła i w ten sposób powstało znane nam wszystkim dzieło pt. "Zabić drozda".
Szkoda, że powyższa informacja w żaden sposób nie jest zawarta choćby w opisie z tyłu książki "Idź, postaw wartownika". Czytelnik czytając opis książki zostaje wprowadzony w błąd, że jest to kontynuacja "Zabić drozda" (co tenże opis wprost sugeruje) i doznaje szoku widząc o wiele słabszy poziom oraz bohaterów, którzy stanowią wręcz swoje przeciwieństwo z tamtej książki.
Osobom, które bardzo cenią "Zabić drozda" szczerze odradzam lekturę "Idź, postaw wartownika", bo tylko niepotrzebnie się sfrustrują.
Wiadomość o odnalezieniu rękopisu tej książki i zamiarze jej wydania wywołała ogromne poruszenie. Okazało się, że jest pierwotna wersja książki, którą znamy jako "Zabić drozda". Wydawca, któremu Harper Lee przesłała rękopis, poprosił ją, aby napisała opowieść z perspektywy Skauta jako małej dziewczynki. Harper Lee zgodziła i w ten sposób powstało znane nam wszystkim dzieło...
Skaut jest już dorosła a jej ojciec wręcz stary, czy z wiekiem poglądy na pewne sprawy społeczne się zmieniają ? Jak widać tak. Gdy mniejszość jest mniejszością - to jej bronimy, ale gdy uciskani dostają prawa równe z innymi - stają się drapieżnikami, czy faktycznie mamy się godzić na to aby we własnych rodzimych stronach być spychanymi na margines bo do głosu dochodzi "biała chołota". Obie części są bardzo dobrą lekturą. Polecam
Skaut jest już dorosła a jej ojciec wręcz stary, czy z wiekiem poglądy na pewne sprawy społeczne się zmieniają ? Jak widać tak. Gdy mniejszość jest mniejszością - to jej bronimy, ale gdy uciskani dostają prawa równe z innymi - stają się drapieżnikami, czy faktycznie mamy się godzić na to aby we własnych rodzimych stronach być spychanymi na margines bo do głosu dochodzi...
Ta powieść mnie poruszyła, a zwłaszcza zakończenie. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych książek jakie do tej pory pr-eczytałam, bo porusza problem powrotu do miejsca, gdzie się spędziło dzieciństwo i pokazuje próbę zrozumienia świata i otoczenia. Uwielbiam.
Ta powieść mnie poruszyła, a zwłaszcza zakończenie. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych książek jakie do tej pory pr-eczytałam, bo porusza problem powrotu do miejsca, gdzie się spędziło dzieciństwo i pokazuje próbę zrozumienia świata i otoczenia. Uwielbiam.
Po przeczytaniu książki nie dziwię się, że na początku odrzucono ją i kazano ją przepisać, po czym powstało "Zabić Drozda". Ostatecznie jeśli patrząc na nią jako kontynuację, jest jeszcze słabiej, dlatego że wydaje się jakby Harper Lee w ogóle nie miała pomysłu na historię. Główna bohaterka jest mniej bogata o przemyślenia niż ponad 10 lat temu, za to jest bardziej rozwydrzona. Tak naprawdę jest tutaj jeden punkt zaczepienia - Scout wraca do rodzinnego miasteczka, ale autorka nie skupia się w ogóle na detalach i przeciąga sam pomysł do samego końca. Ogromne rozczarowanie.
Po przeczytaniu książki nie dziwię się, że na początku odrzucono ją i kazano ją przepisać, po czym powstało "Zabić Drozda". Ostatecznie jeśli patrząc na nią jako kontynuację, jest jeszcze słabiej, dlatego że wydaje się jakby Harper Lee w ogóle nie miała pomysłu na historię. Główna bohaterka jest mniej bogata o przemyślenia niż ponad 10 lat temu, za to jest bardziej...
O rasiźmie, z rozsądną obserwacją o opóźnieniu obywatelskim czarnoskórych Amerykanów i konieczności powolnych zmian, aby nie dopuścić do erozji i anarchii społeczeństwa. Bohaterka dramatyczna i histeryczna jak Scarlett O’Hara, wkurzająca, ale dobrze katalizująca rozważania skomplikowanej sytuacji Południa.
O rasiźmie, z rozsądną obserwacją o opóźnieniu obywatelskim czarnoskórych Amerykanów i konieczności powolnych zmian, aby nie dopuścić do erozji i anarchii społeczeństwa. Bohaterka dramatyczna i histeryczna jak Scarlett O’Hara, wkurzająca, ale dobrze katalizująca rozważania skomplikowanej sytuacji Południa.
Rety, jak ja się denerwowałam czytając tą książkę - na te dziecinne odruchy, na niedojrzałe zachowanie, na zadzieranie nosa i pokazywanie kim to główna bohaterka Jean Louise nie jest. I tak to trwało aż do prawie samego końca... A teraz, po prostu siedzę zadumana - jak wiele tego co widzimy w świecie jest subiektywne, jest tylko naszą prawdą widzianą przez pryzmat własnych doświadczeń, przeżyć, wyobrażeń.
Dla mnie - kolejne potwierdzenie, że ludzie to lustra i odbijają nasz obraz.
Polecam
Rety, jak ja się denerwowałam czytając tą książkę - na te dziecinne odruchy, na niedojrzałe zachowanie, na zadzieranie nosa i pokazywanie kim to główna bohaterka Jean Louise nie jest. I tak to trwało aż do prawie samego końca... A teraz, po prostu siedzę zadumana - jak wiele tego co widzimy w świecie jest subiektywne, jest tylko naszą prawdą widzianą przez pryzmat własnych...
Nie do końca wiem, co myśleć o tej książce. Wydaje mi się, że byłaby bardziej zrozumiała dla amerykańskiego odbiorcy, świadomego zmian politycznych jakie zachodziły na Południu w połowie ubiegłego wieku. Jednak po doczytaniu informacji, że to był tak naprawdę pierwszy szkic "Zabić drozda", trochę bardziej rozumiem zamysł autorki.
Nie do końca wiem, co myśleć o tej książce. Wydaje mi się, że byłaby bardziej zrozumiała dla amerykańskiego odbiorcy, świadomego zmian politycznych jakie zachodziły na Południu w połowie ubiegłego wieku. Jednak po doczytaniu informacji, że to był tak naprawdę pierwszy szkic "Zabić drozda", trochę bardziej rozumiem zamysł autorki.
Czy Idź, postaw wartownika powinno dalej leżeć gdzieś na dnie szuflady biurka Harper Lee? Konfrontacja z Zabić drozda wypada dobrze. Ale potrzeba czegoś więcej do samodzielnego, oderwanego od pierwowzoru dzieła. W nowej-starej powieści Harper Lee brakuje zdecydowania i prawdziwego wielogłosu, który mogłaby uzyskać, pod warunkiem znacznego spowolnienia narracji i zdecydowanie szerszego kontekstu społecznego. W pędzie błyskotliwej narracji (bo Idź, postaw wartownikaczyta się naprawdę dobrze i szybko) czytelnik zadaje sobie pytanie – czego tak naprawdę dotyczy ta książka? Czy pozwala na jasną i rzetelną ocenę działań obydwu stron, a wreszcie na mocne postawienie się po jednej ze stron barykady?
Oś fabuły stanowi konflikt między Jean Louise Finch, główną bohaterką, a pozostałymi – ojcem, wujem, ciotką i chłopakiem (narzeczonym?). Tym, co odróżnia ją od innych, jest szczególnego rodzaju wada wzroku: „Gdyby zaś potrafiła wejrzeć w siebie, przebić bariery otaczające jej wybiórczy, hermetyczny świat, być może odkryłaby, że całe jej życie naznaczyły skutki pewnego defektu wzroku, którego nawet nie była świadoma, i którego nie uleczyli jej bliscy, a mianowicie Jean Louise od urodzenia nie rozróżniała kolorów”[1]. Po powrocie z Nowego Jorku młoda kobieta stopniowo odkrywa, bolesną dla siebie, prawdę o swoich najbliższych. Jej pojedynek z pozostałymi to swego rodzaju przejście – w dorosłe życie, w dojrzałość. Można nawet stwierdzić, że konflikt między różnokolorowymi obywatelami miasteczka służy jedynie za tło dla pojedynku Jean Louise z rodziną. Zabieg ten odsyła oczywiście do wzorca bildungsroman i do najlepszych jej, moim zdaniem, wzorców – Manna Czarodziejskiej góry i Joyce’a Portretu artysty w wieku młodzieńczym. Nie sposób uniknąć aż tak wysokich porównań, ale nawet gdyby za wszelką cenę unikać odwoływania się do mistrzów, to i tak Idź, postaw wartownika wypada zwyczajnie blado. Konflikt między nią a nimi zobrazowała autorka znów jednostronnie – wygląda na to, że w Nowym Jorku wszyscy wyznają równość ras, a w Maycomb prawie nikt. Opozycyjni wobec Jean Louise członkowie rodziny (a także chyba wszyscy mieszkańcy miasteczka) to banda dzikusów, którzy za punkt honoru postawili sobie tępienie czarnoskórych. „Przeciwnicy” Jean Louise mają głos, ale jest to zazwyczaj głos kabaretowy – jak ciotka czy „koleżanki” głównej bohaterki, które łykają rasistowskie hasła jak młode czaple, albo głos urwany gdzieś w połowie – ojciec tak naprawdę nie daje satysfakcjonującego wyjaśnienia swoich teorii. Na poziomie ideologii pojedynek między Jean Louise a pozostałymi wypada bledziutko, ale na innych płaszczyznach – chociażby obyczajowości – jest naprawdę świetny, szczególnie w spięciach z kostyczną ciotką i głupiutkimi koleżankami, bezwzględnie posłusznych mężom-idiotom.
Czarnoskóra społeczność została przez autorkę zepchnięta na daleki plan – poza wyrazistą postacią służącej i może dwójką czy trójką innych bohaterów (też określonych raczej imieniem) praktycznie nie występuje. W białych mieszkańcach miasteczkach rosną wściekłość i wrzask, a czytelnik pozostaje z serią pytań. Możliwe, że był to celowy zabieg Lee, która w ten sposób chciała zmusić czytającego do zadawania pytań: czy oni, czarni, naprawdę są czemukolwiek winni? Czy chcą tylko spokojnie i normalnie żyć, egzystować gdzieś na marginesie powieści (powieści – a więc życia, wszak powieść to świat na nowo), mieć swój kawałek ziemi, swój interes, pić z białymi piwo i grać w bilard? Harper Lee zastawiła pułapkę na samą siebie. Ponieważ poznajemy tylko jeden punkt widzenia (ten zły – białych), nie sposób w zasadzie uczciwie stanąć po jednej stronie. Więcej, ukazanie tylko tych złych z automatu skazuje czytelnika na współczucie tym dobrym, którzy głosu nie mają – można się z nimi wyłącznie solidaryzować. Z jednej strony Lee postępuje słusznie, ukazuje absurdalność wszelkich teorii opartych na wyższości jednej rasy nad drugą; z drugiej jednak, nie pozwala uczciwie wybierać i osądzać, sprowadzając czarnoskórych do roli potulnie i posłusznie zmierzających na rzeź baranów, pozbawionych nawet możliwości obrony. Trochę przypomina to sytuację z Jądra ciemności, gdzie pojedynek rozgrywa się w zasadzie między Kurtzem a Marlowem – czarnoskórzy to niewolnicy i bydło. Idź, postaw wartownika jest zwyczajnie za krótka, a tylko epicki oddech (czyli coś, co występuje mniej więcej po 500-600 stronie) pozwoliłby na pełne oddanie wieloznaczności konfliktu.
Na poziomie ideologicznym (przez ideologię rozumiem teorie rasistowskie) powieść broni się raczej kiepsko, konflikt między białymi a czarnymi został w zasadzie naszkicowany, to oczywiście pojedynek między zatęchłą prowincją, miejscem, gdzie nie dochodzi światło słoneczne, a kąpanie się w jeziorze z mężczyzną uchodzi za nieprzyzwoite, a światem wielkiego miasta, stopniowo walczącym ze wszystkim, co uzna za zamierzchłe.
Lepiej ukończyć lekturę z poczuciem niedosytu, niż przesycenia, jednak po ostatniej stronie Idź, postaw wartownika pozostaje pewna frustracja. Brakuje pewnych składników – począwszy od mocniejszego podkreślenia wątku czarnoskórej mniejszości Maycomb, a skończywszy na relacji Jean Louise z ojcem i pozostałymi członkami rodziny oraz chłopakiem. Lee kreśli fabułę, bohaterów i ideologiczny konflikt kreską tak cienką i subtelną, że momentami aż niewidoczną. Powieść znakomicie sprawdza się jako dopełnienie Zabić drozda, ale trochę jej brakuje do miana w pełni samodzielnego dzieła.
Czy Idź, postaw wartownika powinno dalej leżeć gdzieś na dnie szuflady biurka Harper Lee? Konfrontacja z Zabić drozda wypada dobrze. Ale potrzeba czegoś więcej do samodzielnego, oderwanego od pierwowzoru dzieła. W nowej-starej powieści Harper Lee brakuje zdecydowania i prawdziwego wielogłosu, który mogłaby uzyskać, pod warunkiem znacznego spowolnienia narracji i...
Kontynuacja "Zabić drozda" czyta się podobnie lekko i szybko, jednak wartość przesłania i całokształt historii zdecydowanie gorsza. Przeczytać można, ale o ile pierwszą część zapamiętam na lata, to drugą jedynie że przeczytałem jako kontynuację genialnej książki.
Kontynuacja "Zabić drozda" czyta się podobnie lekko i szybko, jednak wartość przesłania i całokształt historii zdecydowanie gorsza. Przeczytać można, ale o ile pierwszą część zapamiętam na lata, to drugą jedynie że przeczytałem jako kontynuację genialnej książki.
Niezwykła, bolesna, trudna, piękna, zabawna i łamiąca serce. Harper Lee jest wybitna, zarówno w Zabić Drozda, jak i tu. I człowieka aż coś kłuje, że nie pozna dalszych losów bohaterów...
Niezwykła, bolesna, trudna, piękna, zabawna i łamiąca serce. Harper Lee jest wybitna, zarówno w Zabić Drozda, jak i tu. I człowieka aż coś kłuje, że nie pozna dalszych losów bohaterów...
Nie rozumiem dlaczego autorka to zrobiła. Mogła przecież napisać zupełnie nową książkę o nowej rodzinie. "Zabić drozda" było wspaniałe, a ona jakby tę powieść... zabiła. Obrzuciła błotem wspaniałe postacie. Po co? Dlaczego? Sam "Wartownik" nie jest zły, ale żałuję, że go przeczytałam.
Nie rozumiem dlaczego autorka to zrobiła. Mogła przecież napisać zupełnie nową książkę o nowej rodzinie. "Zabić drozda" było wspaniałe, a ona jakby tę powieść... zabiła. Obrzuciła błotem wspaniałe postacie. Po co? Dlaczego? Sam "Wartownik" nie jest zły, ale żałuję, że go przeczytałam.
Dobry boże jak mi się ta książka nie podobała.
Gdybym, być może nie znała "zabić drozda" albo czytała to jako jakiś odklejony fanfik.
Niestety.
Czułam się zdradzona i oszukana podobnie jak główna boharetka. Z tym że główna bohaterka po siarczystym ciosie w twarz nagle przestała byc oburzona, a ja poczułam że w twarz dostałam ja sama i to po chrześcijańsku, w oba policzki.
Dobry boże jak mi się ta książka nie podobała.
Gdybym, być może nie znała "zabić drozda" albo czytała to jako jakiś odklejony fanfik.
Niestety.
Czułam się zdradzona i oszukana podobnie jak główna boharetka. Z tym że główna bohaterka po siarczystym ciosie w twarz nagle przestała byc oburzona, a ja poczułam że w twarz dostałam ja sama i to po chrześcijańsku, w oba...
Treść i historia publikacji tej książki stanowią ciekawy przypadek – otóż możemy traktować ją jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Brzmi to jak oczywista sprzeczność, lecz wcale tak nie jest, o czym napiszę w kolejnych akapitach.
„Idź, postaw wartownika”, choć rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w „Zabić drozda”, powstało wcześniej. Nie czyni to jednak „drozda” prequelem niniejszej książki. Pisarka napisała „wartownika” wcześniej i pokazała go wydawnictwu. Owoc jej pracy został odrzucony, lecz dostrzeżono w nim spory potencjał i autorka przepisała go pod nadzorem wymagającej redaktorki Tay Hohoff. Tak powstało „Zabić drozda”, klasyczna powieść amerykańskiej literatury i wydawniczy bestseller.
Harper Lee nie zniszczyła oryginalnego manuskryptu, lecz zdeponowała go w skrytce, gdzie leżał długie lata i zapewne w ogóle nie miał być wydawany. Jednak, gdy go przypadkiem odkryto, nie mógł zostać nieopublikowany – takie kuriozum po prostu nie mogłoby się nie sprzedać! W momencie odkrycia autorka była już w bardzo podeszłym wieku i w nie najlepszej dyspozycji. Jest niestety prawdopodobne, że wydawca wykorzystał jej słabość…
Główną bohaterką „wartownika” jest narratorka „drozda” – Jean Louise, zwana „Scout”. Ponaddwudziestoletnia dziewczyna pochodząca z małego miasteczka z Alabamy, lecz pracująca w Nowym Jorku, przyjeżdża odwiedzić rodzinne strony. Zamiast miłego, sentymentalno-nostalgicznego pobytu czeka ją gorzkie rozczarowanie: ludzie, których uważała za dobrych i prawych pokażą swoją rasistowską twarz i będzie musiała kompletnie przewartościować swoje wyobrażenie o nich.
Powieść przeplata ramy czasowe: po bieżących wydarzeniach następuje powrót do przeszłości, takiej jak ją zapamiętała Jean Louise. Miła, sielska przeszłość kontrastuje z problematyczną teraźniejszością (to, co napisałem, jest pewnym uproszczeniem, bo i w przeszłości bywały też przykre zdarzenia, lecz było ich mniej) Wspomnienia zawierają wydarzenia opisane w „droździe”. (widać, że pogodniejsza perspektywa dziecka spodobała się redaktorce i zasugerowała ona Harper Lee, by przepisała książkę w tym kierunku).
Książka jest napisana przyjemnym stylem, z mocno wiarygodnymi postaciami, lecz ma sporą wadę: jest mocno statyczna. Znaczną jej część stanowią rozmowy albo anegdoty. Dla wielu bolesnym ciosem może być to, że tak budzący sympatię bohater, jak Atticus Finch, będzie wygłaszał uwagi o zacofaniu i pewnej niższości Murzynów. Jean Louise też jest dość irytująca: przypomina dziewczynę, która powróciła z wielkiego miasta do swej miejscowości i wygłasza tyrady w stylu „Jacy wy jesteście rasistowscy! Nie znam was!”, do tego w dość rozhisteryzowany sposób. Użyje nawet niesławnego argumentum ad Hitlerum… Jednak jej rozmowy z rodziną dotykają trudnych tematów i doskonale obrazują małomiasteczkowe uprzedzenia. Harper Lee nie bała się dotknąć problemów i niezagojonych ran, co czyni jej powieść wciąż aktualną i cenną lekturą, zwłaszcza w czasach kryzysu imigracyjnego.
Jak pisałem możemy traktować niniejszą powieść jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Możemy gdyż przedstawia ona wydarzenia dziejące się po tych z „Zabić drozda” i wyraźnie do nich nawiązuje. Nie musimy, gdyż jest to literacki przodek „Zabić drozda”, którego autorka zapewne nie planowała wydać.
Treść i historia publikacji tej książki stanowią ciekawy przypadek – otóż możemy traktować ją jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Brzmi to jak oczywista sprzeczność, lecz wcale tak nie jest, o czym napiszę w kolejnych akapitach.
„Idź, postaw wartownika”, choć rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w „Zabić drozda”, powstało wcześniej. Nie czyni to...
Nie podobała mi się. Książkę czyta się tak szybko, że przeczytałam ją w jeden wieczór, ale o czym to w zasadzie jest? Brak tu fabuły, bicie piany, histeryczne zachowanie bohaterki, a najgorsze to podważenie wszystkiego, co autorka napisała w Zabić drozda, który jest przecież pozycją już kultową i klasyczną. Końcówka była dla mnie mało zrozumiała, a przesłanie z niej płynące - nader mętne.
Nie podobała mi się. Książkę czyta się tak szybko, że przeczytałam ją w jeden wieczór, ale o czym to w zasadzie jest? Brak tu fabuły, bicie piany, histeryczne zachowanie bohaterki, a najgorsze to podważenie wszystkiego, co autorka napisała w Zabić drozda, który jest przecież pozycją już kultową i klasyczną. Końcówka była dla mnie mało zrozumiała, a przesłanie z niej płynące...
Dla przypomnienia – „Zabić drozda” Harper Lee, która za tę właśnie książkę obdarowana została nagroda Pulitzera, uważana jest za klasykę, topkę, Himalaje. Tymczasem autorka, jak krzyczy okładka „Idź, postaw wartownika” dokonuje „największego literackiego powrotu XXI wieku” – przedstawia bowiem ciąg dalszy historii Jean Louise i jej ojca, postaci absolutnie wyjątkowej, synonimu uczciwości i humanitaryzmu, pana Attitusa Fincha.
I to, co zrobiła swą kontynuacją autorka, było dla mnie jak rąbnięcie trzonkiem młotka w potylicę. Bo Lee nie utraciła porywającego pisarskiego stylu – „Wartownika” czyta się wyśmienicie, tylko dlaczego, na wszystkie świętości, wszystko wynicowała? Oj, padają tu autorytety. Rozbijają się z łomotem tak wielkim, że sam nie wierzyłem w to, co czytam.
Dorosła Skaut wraca do Maycomb z Nowego Jorku. Zachłyśnięta wolnością mierzy się z południowoamerykańskim, konserwatywnym środowiskiem, którego nagle nie pojmuje (a ja nie rozumiem, jak ona mogła tego nie rozumieć?). Nadal obowiązują tu małomiasteczkowe niełamane zasady i konwenanse, a przede wszystkim podziały rasowe, które rozgraniczają ludzi i miasteczko na dwie połówki pomarańczy. Na Jean Louise spada tajemna zasłona zapomnienia – to, co było oczywiste w „Zabić drozda”, tu stało się jakimś dziecinnym snem. Co więcej wszyscy jej najbliżsi dokonali jakieś przedziwnej postaciowej dezynwoltury (której Skaut – a ja to na pewno – nie pojęła do końca). Jak się okazuje otaczają się kłamstwami i są zatwardziałymi rasistami (ba, zawsze nim byli!). Ich ofiarą pada nawet przesympatyczna gosposia, w „Droździe” ukazywana jako niewyczerpalne źródło ciepła i matczynej miłości. Teraz społecznością Maycomb rządzi konformizm i obłuda, a parne lato okazuje się tak duszne, że nawet Jean Luoise nie może długo tu wysiedzieć.
Autorka zaś mówi: wszystko musi rozstrzygnąć się w sumieniu – twoim, jak i każdego z bohaterów tej książki. A ja mówię: acha, zaś okładkowej zachęcajce stanowczo: nie.
Dla przypomnienia – „Zabić drozda” Harper Lee, która za tę właśnie książkę obdarowana została nagroda Pulitzera, uważana jest za klasykę, topkę, Himalaje. Tymczasem autorka, jak krzyczy okładka „Idź, postaw wartownika” dokonuje „największego literackiego powrotu XXI wieku” – przedstawia bowiem ciąg dalszy historii Jean Louise i jej ojca, postaci absolutnie wyjątkowej,...
"Idź, postaw wartownika" to kontynuacja "Zabić drozda", pozycja dużo słabsza, choć również ponadczasowa, mądra. Z kart książki przenika małomiasteczkowość. Mieszkańcy Maycob karmią się uprzedzeniami i stereotypowym myśleniem. Tytułowy wartownik to sumienie, a między słowami przebija się walka pomiędzy powinnością i tożsamością. Jean Louis, jako dwudziestoparolatka, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka. Wspomina dzieciństwo, składa wizyty, poznaje losy mieszkańców i fakty na temat swoich bliskich. Bohaterka zachowuje się dość niedojrzale, nie potrafi rozmawiać, brakuje jej pokory. Jej ojciec, Atticus, jest dla mnie niezmiennie ucieleśnieniem najlepszych cech. Porzucono wątek relacji Jean Louis i Henry'ego, kibicowałam im.
Akcja mocno przyspiesza pod koniec, aby ostatecznie zakończyć się miło, łagodnie.
Niektóre dialogi oderwane od tematu, zbędne. W wypowiedzi Jean Louis niepotrzebnie zawarto mocno przerysowane porównanie działania Atticusa do działań Hitlera...
Autorka porusza niełatwe tematy, posługując się pięknym językiem.
"Idź, postaw wartownika" to kontynuacja "Zabić drozda", pozycja dużo słabsza, choć również ponadczasowa, mądra. Z kart książki przenika małomiasteczkowość. Mieszkańcy Maycob karmią się uprzedzeniami i stereotypowym myśleniem. Tytułowy wartownik to sumienie, a między słowami przebija się walka pomiędzy powinnością i tożsamością. Jean Louis, jako dwudziestoparolatka,...
Lata 50 XX wieku. Jean Louise przyjeżdża na coroczny urlop do swojej rodzinnej miejscowości Maycomb w Alabamie. Czasy są przełomowe. Sąd Najwyższy orzekł właśnie, że segregacja jest niezgodna z konstytucją. Na Południu wrze.
Fabuła jest jednak tylko pretekstem dla kilku rozmów, które bohaterka przeprowadza z bliskimi. I co to są za rozmowy!
Książka została wydana w odpowiednim momencie. W czasach cancel culture, gdzie odmienne zdanie traktowane jest jako hejt, a wątpliwości są zabronione i skutkują wykluczeniem.
Mam nadzieję (ale jest ona raczej płonna), że lektura "Idź, postaw wartownika" uświadomi, że dialog jest najważniejszy. Przemiany społeczne zawsze łączą się z oporem i pytaniami, które niekoniecznie są "hejtem", ale zwracają uwagę na potencjalne zagrożenia i inne aspekty wynikające ze zmiany. Nauczmy się w końcu rozmawiać. Nie tylko mówić, ale i słuchać. I nie traktować niezgody jako zagrożenia. Czas dojrzeć, po prostu!
"Musisz postrzegać sprawy takimi, jakimi są naprawdę, a nie tylko takimi, jakimi chciałabyś je widzieć."
Nie traktuję tej książki jako kontynuacji "Zabić drozda". Jest tu trochę powtórzeń i niezgodności, które nieco psują odbiór przy takim założeniu. Wolę myśleć o niej jako o alternatywnej rzeczywistości znanych bohaterów.
Lata 50 XX wieku. Jean Louise przyjeżdża na coroczny urlop do swojej rodzinnej miejscowości Maycomb w Alabamie. Czasy są przełomowe. Sąd Najwyższy orzekł właśnie, że segregacja jest niezgodna z konstytucją. Na Południu wrze.
Fabuła jest jednak tylko pretekstem dla kilku rozmów, które bohaterka przeprowadza z bliskimi. I co to są za rozmowy!
Przyjemny powrót do znanych postaci, bardzo nostalgiczny. Brakuje tutaj jakiejkolwiek większej historii, więc książkę uważam za spotkanie ze starym przyjacielem. Trochę za dużo przemyśleń o historii Ameryki.
Przyjemny powrót do znanych postaci, bardzo nostalgiczny. Brakuje tutaj jakiejkolwiek większej historii, więc książkę uważam za spotkanie ze starym przyjacielem. Trochę za dużo przemyśleń o historii Ameryki.
Książka jest bardzo wciągająca jednak zakończenie mnie nie satysfakcjonuje. Nie tego się spodziewałam i jestem trochę zawiedziona. Dodatkowo niektóre opisy dzieciństwo głównej bohaterki są odrobinę nudzące.
Książka jest bardzo wciągająca jednak zakończenie mnie nie satysfakcjonuje. Nie tego się spodziewałam i jestem trochę zawiedziona. Dodatkowo niektóre opisy dzieciństwo głównej bohaterki są odrobinę nudzące.
Mam okropnie mieszane odczucia po przeczytaniu tej książki... Już pomijając to, że Jem nie żyje (i zostały mu poświęcone może dwa akapity w ciągu całej książki, chociaż przynajmniej jeden z nich oddaje ból po stracie), ale... mam wrażenie, że poglądy i zachowanie Atticusa mocno odbiegają od tego, co mogliśmy zaobserwować w pierwszej części. Ba, nawet ciotka Alexandra zachowuje się znów okropnie nieprzyjemnie, choć pod koniec "Zabić drozda" była już znośna i miałam wrażenie, że zmieniła się pod wpływem rodziny brata...
Ogółem jest to książka ciężka, bo nikt tu nie potrafi ze sobą normalnie rozmawiać - albo są nieporozumienia, albo ostre kłótnie - smutek i złość. Jack decyduje się na przemoc, co jakimś cudem i tak zostaje przez Skaut zaakceptowane, choć dostała w twarz (serio nie dało się inaczej?).
W wielu momentach rozumiałam gorycz głównej bohaterki, z drugiej strony czasem była tak niemiła, że aż boli. Mimo, że np. Hank rozmawiał z nią bardzo spokojnie.
Rozumiem, co chciała tu pokazać autorka i szanuję chociażby przekaz z tym, czemu może boleć nas, gdy nasi bliscy jednak mają inne poglądy niż mogliśmy się spodziewać. Ale mimo wszystko wolałabym dostać tę naukę bez tej całej dramy, wyzwisk i ucieczek. Tak naprawdę fabularnie nie dzieje się tu nic więcej i to tym bardziej jest trudne do przejścia.
Mam okropnie mieszane odczucia po przeczytaniu tej książki... Już pomijając to, że Jem nie żyje (i zostały mu poświęcone może dwa akapity w ciągu całej książki, chociaż przynajmniej jeden z nich oddaje ból po stracie), ale... mam wrażenie, że poglądy i zachowanie Atticusa mocno odbiegają od tego, co mogliśmy zaobserwować w pierwszej części. Ba, nawet ciotka Alexandra...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozczarowanie po znakomitej powieści Lee “Zabić drozda”. Te same postacie kilkanaście lat później, podobne problemy wynikające z rasizmu Południa, ale brak koncepcji literackiego dramatyzmu. Autorka chce przedstawić punkt widzenia białych południowców, co może i byłoby godne zainteresowania, ale oprócz braku dobrego pomysłu powieściowego to za dużo tu jej własnych uprzedzeń. Dialogi długie i nieprzekonujące, a retrospekcja niewiele wnosi.
Czytelnicza ulga, jak dochodzi się do końca.
Rozczarowanie po znakomitej powieści Lee “Zabić drozda”. Te same postacie kilkanaście lat później, podobne problemy wynikające z rasizmu Południa, ale brak koncepcji literackiego dramatyzmu. Autorka chce przedstawić punkt widzenia białych południowców, co może i byłoby godne zainteresowania, ale oprócz braku dobrego pomysłu powieściowego to za dużo tu jej własnych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZachwycona powieścią Zabić drozda, sięgnęłam po Idź, postaw wartownika... I się zawiodłam.
Muszę przyznać, że książka była nudna, przeciągnięta dialogami, podczas gdy można byłoby wprowadzić więcej akcji związanej z chociażby wypadkiem.
Zachwycona postaciami z pierwszego tomu, dowiaduję się, że autorka uśmierca ulubieńca, którego chce się poznać dorosłe losy, bohatera, za którego myślałam że główna bohaterka wyjdzie za mąż wysłała na koniec świata... a na dodatek okazuje się, że postać Atticus'a to jedno wielkie kłamstwo...
Okropne zakończenie, ja wiem że to nie były obecne czasy, ale przejście do porządku dziennego głównej bohaterki po dostaniu w twarz od wuja, do tego stopnia, że aż krwawiła nie jest normalne... podczas gdy jak była dzieckiem mało nie wyszła z siebie jak dostawała lanie od Calpurnii. Już nie wspomnę o tym, że rodzina Finchów się od niej oddaliła.. a tak Atticus za nią był. Wracając dostanie po twarzy spowodowało, że nagle wybacza ojcu, że ma inne poglądy i ją oszukiwał i jest happy end.
To już nie chodzi o to, że ma inne poglądy niż jego córka, cała postać jest zbudowana na fałszu. Co innego uczyć dzieci różnych wartości i poglądów, a co innego kreować jakiś wizerunek, a potem w dorosłym życiu nagle się dowiaduje, że ojciec nie jest tym za kogo się podaje i tlumaczy to tym, że chciałby żeby zaczęła samodzielnie myśleć. To niczego nie wyklucza, dla mnie to normalne, że dziecko ma jakiś autorytet, którego podziwia, i na którym chce się wzorować.
Być może nie zrozumiałam przesłania książki, a może ktoś podzieli moje zdanie.
Jednak czułam niesmak po jej przeczytaniu.
Zachwycona powieścią Zabić drozda, sięgnęłam po Idź, postaw wartownika... I się zawiodłam.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, że książka była nudna, przeciągnięta dialogami, podczas gdy można byłoby wprowadzić więcej akcji związanej z chociażby wypadkiem.
Zachwycona postaciami z pierwszego tomu, dowiaduję się, że autorka uśmierca ulubieńca, którego chce się poznać dorosłe losy, bohatera,...
Szczerze to przeleciałam tą książkę czytając głównie dialogi. Jak wszyscy sięgnęłam po nią po przeczytaniu "Zabić Drozda" ale zawiodłam się. Retrospekcje nic nie wnoszące do głównego wątku, tak jakby autorce przyszły do głowy pomysły które mogła zrealizować w pierwszym tomie i chciała je koniecznie wcisnąć w ten.
Szczerze to przeleciałam tą książkę czytając głównie dialogi. Jak wszyscy sięgnęłam po nią po przeczytaniu "Zabić Drozda" ale zawiodłam się. Retrospekcje nic nie wnoszące do głównego wątku, tak jakby autorce przyszły do głowy pomysły które mogła zrealizować w pierwszym tomie i chciała je koniecznie wcisnąć w ten.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo "Idź, postaw wartownika" sięgnęłam głównie powodowana moją sympatią do postaci. I na tym się akurat solidnie przejechałam, bo większość z bohaterów albo została uśmiercona, albo wysłana na drugi koniec świata, albo się zmieniła nie do poznania. Centralną postacią ponownie jest Skaut (swoją drogą niezbyt podoba mi się ta niekonsekwencja tłumaczenia), dramatycznie przeżywająca zderzenie własnych ideałów z rzeczywistością.
"Idź, postaw wartownika" jest trochę tym, czego spodziewałam się po "Zabić drozda".
W "Zabić drozda" wątki rasizmu i segregacji rasowej przemykały jakby mimochodem, a przy tym były idealnie zespolone z tym co działo się w fabule, jakby w naturalny sposób z niej wynikały, i vice versa. Tutaj mamy w oczywisty sposób wyciągnięty na pierwszy plan centralny konflikt na tle rasowym (swoją drogą bardzo silnie zaczepiony w bardzo konkretnym historycznym wydarzeniu), pomieszany z retrospekcjami, które nie bardzo wynikają z czegokolwiek. Jedno z drugim istnieje obok siebie i nie bardzo się ze sobą skleja. Sam spór wydaje mi się też poprowadzony jakby po łebkach, niewystarczająco pogłębiony, nie prowadzi do w pełni satysfakcjonującej konkluzji, a momentami (zwłaszcza pod koniec) staje się melodramatyczny aż po granice histerii.
To nie jest zła książka, ale jest zdecydowanie niekonieczna.
Po "Idź, postaw wartownika" sięgnęłam głównie powodowana moją sympatią do postaci. I na tym się akurat solidnie przejechałam, bo większość z bohaterów albo została uśmiercona, albo wysłana na drugi koniec świata, albo się zmieniła nie do poznania. Centralną postacią ponownie jest Skaut (swoją drogą niezbyt podoba mi się ta niekonsekwencja tłumaczenia), dramatycznie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW porównaniu do „Zabić drozda” – regres. Naciągana problematyka, wymuszona kontynuacja. W dodatku w narracji panował chaos.
W porównaniu do „Zabić drozda” – regres. Naciągana problematyka, wymuszona kontynuacja. W dodatku w narracji panował chaos.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pierwszą powieścią Harper Lee spotkałam się jakiś czas temu. I o ile książka "Zabić drozda" mocno mnie poruszyła (na tyle, że trochę "boję się" ponownie ją przeczytać, żeby nie uronić niczego z tamtego zachwytu), tak ta wywołała nieco inne wrażenia.
Jestem już, rzecz jasna, innym czytelnikiem, kiedy - podobnie jak bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka - ponownie sięgam po prozę autorki.
To bardzo dobra powieść. Kompletna na płaszczyźnie następujących po sobie zdarzeń i w warstwie psychologicznej.
Jean Louis wraca do domu. Ma dwadzieścia sześć lat i za sobą pobyt w Nowym Jorku. Jest inna; dojrzalsza, bardziej świadoma i bogatsza o zdobyte doświadczenia, które stają się pryzmatem do spojrzenia na niewielką społeczność z nowej perspektywy...
I właśnie ten aspekt (oczywiście obok "wartownika") jest w moim odczuciu jednym z tych istotnych w powieści - to, jak się zmieniamy, dojrzewamy, rozwijamy. Stajemy zdolni do wyciagania samodzielnych wniosków, uczymy się dokonywać wyborów. Odróżniać dobro od zła nie zawsze na podstawie prostego podziału na białe i czarne.
Harper Lee musiała być niezwykle uważną i dojrzałą kobietą. Obie powieści powstały w podobnym czasie, a już potrafiła przyjąć perspektywę młodszej i starszej Jean Louis.
Z pierwszą powieścią Harper Lee spotkałam się jakiś czas temu. I o ile książka "Zabić drozda" mocno mnie poruszyła (na tyle, że trochę "boję się" ponownie ją przeczytać, żeby nie uronić niczego z tamtego zachwytu), tak ta wywołała nieco inne wrażenia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem już, rzecz jasna, innym czytelnikiem, kiedy - podobnie jak bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka - ponownie...
Dla mnie słabsza książka od "Zabić drozda". Trudniej też mi zrozumieć bo nie znam dokładnie co się działo w latach 50-tych w USA więc pewne niuanse mogły mi umykać.
Dla mnie słabsza książka od "Zabić drozda". Trudniej też mi zrozumieć bo nie znam dokładnie co się działo w latach 50-tych w USA więc pewne niuanse mogły mi umykać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Idź, postaw wartownika”to książka, dzięki której można ponownie spotkać się z bohaterami powieści pt.:”Zabić drozda” i muszę przyznać, że zrobiłam to z niebywałą przyjemnością i zainteresowaniem.
26-letnia Jean Louise Finch przyjeżdża z Nowego Yorku po dłuższej nieobecności do domu rodzinnego w Alabamie, gdzie mieszka jej podstarzały już ojciec wraz z ciotką. Odwiedziny obfitują w szereg spotkań z pozostałą częścią rodziny, przyjaciół i znajomych. Są też okazją do snucia wspomnień z przeszłości. Bohaterka powoli odkrywa, że znalazła się w zupełnie innej rzeczywistości niż przed kilkunastoma laty. Uświadamia sobie, jak wiele rzeczy się zmieniło, jak wiele spraw nie dostrzegała lub nie była na tyle dojrzała, by je ujrzeć w odpowiednim świetle. Poznaje pewne prawdy i tajemnice związane z jej rodziną. Dociera do niej też szerszy kontekst wielu zagadnień z przeszłości.
Książkę czyta się nad wyraz dobrze, bo jest to proza pisana „starą szkołą” tzn.z dokładnymi opisami, przemyślanymi dialogami i nieprzypadkowymi wątkami, a jednak zabrakło mi jakiegoś objawienia i zawiązania się głównej myśli w tej historii. Mimo wszystko, oceniam ją naprawdę dobrze, może dlatego że przeczytałam ją od razu po „Zabić drozda” i było to dla mnie przedłużenie przyjemności związanej z czytaniem
dalszych losów bohaterów naprawdę świetnej książki?
Nie dziwią mnie tez te wszystkie niedociągnięcia, bo faktem jest, iż Harper Lee napisała tę książkę kilka lat przed „Zabić drozda”. Powieść nie została wtedy opublikowana, więc wydaje mi się , że stanowiła swego rodzaju „rozgrzewkę” przed powstaniem naprawdę wielkiego dzieła. Wydano ją nie tak dawno, bo w 2015 roku. Pojawia się pytanie, jakie były motywy wydania tej książki po takim czasie? Podobno pisarka była już wtedy w starszym wieku i bardzo schorowana....
Tak czy inaczej, cieszę się, że mogłam ją przeczytać, choć daleko jej do poprzednika.
„Idź, postaw wartownika”to książka, dzięki której można ponownie spotkać się z bohaterami powieści pt.:”Zabić drozda” i muszę przyznać, że zrobiłam to z niebywałą przyjemnością i zainteresowaniem.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to26-letnia Jean Louise Finch przyjeżdża z Nowego Yorku po dłuższej nieobecności do domu rodzinnego w Alabamie, gdzie mieszka jej podstarzały już ojciec wraz z ciotką. Odwiedziny...
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę i po sześciu latach w końcu wróciłam do świata Zabić drozda. Musiałam sobie trochę przypomnieć bohaterów, ale ogólnie bardzo szybko wciągnęłam się w fabułę. Związałam się też bardzo mocno ze Skaut, doskonale rozumiałam jej sposób myślenia. Poruszyło i wstrząsnęło mną jak mocne były w latach 50 - tych XX wieku uprzedzenia i stereotypy wobec ludności czarnoskórej. Obserwowanie tego zderzenia świata wyobrażeń o Maycomb Jean Louise i jej zderzenia z obecną rzeczywistością było z jednej strony przykre, a z drugiej fascynujące.
Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę i po sześciu latach w końcu wróciłam do świata Zabić drozda. Musiałam sobie trochę przypomnieć bohaterów, ale ogólnie bardzo szybko wciągnęłam się w fabułę. Związałam się też bardzo mocno ze Skaut, doskonale rozumiałam jej sposób myślenia. Poruszyło i wstrząsnęło mną jak mocne były w latach 50 - tych XX wieku uprzedzenia i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiadomość o odnalezieniu rękopisu tej książki i zamiarze jej wydania wywołała ogromne poruszenie. Okazało się, że jest pierwotna wersja książki, którą znamy jako "Zabić drozda". Wydawca, któremu Harper Lee przesłała rękopis, poprosił ją, aby napisała opowieść z perspektywy Skauta jako małej dziewczynki. Harper Lee zgodziła i w ten sposób powstało znane nam wszystkim dzieło pt. "Zabić drozda".
Szkoda, że powyższa informacja w żaden sposób nie jest zawarta choćby w opisie z tyłu książki "Idź, postaw wartownika". Czytelnik czytając opis książki zostaje wprowadzony w błąd, że jest to kontynuacja "Zabić drozda" (co tenże opis wprost sugeruje) i doznaje szoku widząc o wiele słabszy poziom oraz bohaterów, którzy stanowią wręcz swoje przeciwieństwo z tamtej książki.
Osobom, które bardzo cenią "Zabić drozda" szczerze odradzam lekturę "Idź, postaw wartownika", bo tylko niepotrzebnie się sfrustrują.
Wiadomość o odnalezieniu rękopisu tej książki i zamiarze jej wydania wywołała ogromne poruszenie. Okazało się, że jest pierwotna wersja książki, którą znamy jako "Zabić drozda". Wydawca, któremu Harper Lee przesłała rękopis, poprosił ją, aby napisała opowieść z perspektywy Skauta jako małej dziewczynki. Harper Lee zgodziła i w ten sposób powstało znane nam wszystkim dzieło...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkaut jest już dorosła a jej ojciec wręcz stary, czy z wiekiem poglądy na pewne sprawy społeczne się zmieniają ? Jak widać tak. Gdy mniejszość jest mniejszością - to jej bronimy, ale gdy uciskani dostają prawa równe z innymi - stają się drapieżnikami, czy faktycznie mamy się godzić na to aby we własnych rodzimych stronach być spychanymi na margines bo do głosu dochodzi "biała chołota". Obie części są bardzo dobrą lekturą. Polecam
Skaut jest już dorosła a jej ojciec wręcz stary, czy z wiekiem poglądy na pewne sprawy społeczne się zmieniają ? Jak widać tak. Gdy mniejszość jest mniejszością - to jej bronimy, ale gdy uciskani dostają prawa równe z innymi - stają się drapieżnikami, czy faktycznie mamy się godzić na to aby we własnych rodzimych stronach być spychanymi na margines bo do głosu dochodzi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa powieść mnie poruszyła, a zwłaszcza zakończenie. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych książek jakie do tej pory pr-eczytałam, bo porusza problem powrotu do miejsca, gdzie się spędziło dzieciństwo i pokazuje próbę zrozumienia świata i otoczenia. Uwielbiam.
Ta powieść mnie poruszyła, a zwłaszcza zakończenie. Uważam, że jest to jedna z najważniejszych książek jakie do tej pory pr-eczytałam, bo porusza problem powrotu do miejsca, gdzie się spędziło dzieciństwo i pokazuje próbę zrozumienia świata i otoczenia. Uwielbiam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przeczytaniu książki nie dziwię się, że na początku odrzucono ją i kazano ją przepisać, po czym powstało "Zabić Drozda". Ostatecznie jeśli patrząc na nią jako kontynuację, jest jeszcze słabiej, dlatego że wydaje się jakby Harper Lee w ogóle nie miała pomysłu na historię. Główna bohaterka jest mniej bogata o przemyślenia niż ponad 10 lat temu, za to jest bardziej rozwydrzona. Tak naprawdę jest tutaj jeden punkt zaczepienia - Scout wraca do rodzinnego miasteczka, ale autorka nie skupia się w ogóle na detalach i przeciąga sam pomysł do samego końca. Ogromne rozczarowanie.
Po przeczytaniu książki nie dziwię się, że na początku odrzucono ją i kazano ją przepisać, po czym powstało "Zabić Drozda". Ostatecznie jeśli patrząc na nią jako kontynuację, jest jeszcze słabiej, dlatego że wydaje się jakby Harper Lee w ogóle nie miała pomysłu na historię. Główna bohaterka jest mniej bogata o przemyślenia niż ponad 10 lat temu, za to jest bardziej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO rasiźmie, z rozsądną obserwacją o opóźnieniu obywatelskim czarnoskórych Amerykanów i konieczności powolnych zmian, aby nie dopuścić do erozji i anarchii społeczeństwa. Bohaterka dramatyczna i histeryczna jak Scarlett O’Hara, wkurzająca, ale dobrze katalizująca rozważania skomplikowanej sytuacji Południa.
O rasiźmie, z rozsądną obserwacją o opóźnieniu obywatelskim czarnoskórych Amerykanów i konieczności powolnych zmian, aby nie dopuścić do erozji i anarchii społeczeństwa. Bohaterka dramatyczna i histeryczna jak Scarlett O’Hara, wkurzająca, ale dobrze katalizująca rozważania skomplikowanej sytuacji Południa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRety, jak ja się denerwowałam czytając tą książkę - na te dziecinne odruchy, na niedojrzałe zachowanie, na zadzieranie nosa i pokazywanie kim to główna bohaterka Jean Louise nie jest. I tak to trwało aż do prawie samego końca... A teraz, po prostu siedzę zadumana - jak wiele tego co widzimy w świecie jest subiektywne, jest tylko naszą prawdą widzianą przez pryzmat własnych doświadczeń, przeżyć, wyobrażeń.
Dla mnie - kolejne potwierdzenie, że ludzie to lustra i odbijają nasz obraz.
Polecam
Rety, jak ja się denerwowałam czytając tą książkę - na te dziecinne odruchy, na niedojrzałe zachowanie, na zadzieranie nosa i pokazywanie kim to główna bohaterka Jean Louise nie jest. I tak to trwało aż do prawie samego końca... A teraz, po prostu siedzę zadumana - jak wiele tego co widzimy w świecie jest subiektywne, jest tylko naszą prawdą widzianą przez pryzmat własnych...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie do końca wiem, co myśleć o tej książce. Wydaje mi się, że byłaby bardziej zrozumiała dla amerykańskiego odbiorcy, świadomego zmian politycznych jakie zachodziły na Południu w połowie ubiegłego wieku. Jednak po doczytaniu informacji, że to był tak naprawdę pierwszy szkic "Zabić drozda", trochę bardziej rozumiem zamysł autorki.
Nie do końca wiem, co myśleć o tej książce. Wydaje mi się, że byłaby bardziej zrozumiała dla amerykańskiego odbiorcy, świadomego zmian politycznych jakie zachodziły na Południu w połowie ubiegłego wieku. Jednak po doczytaniu informacji, że to był tak naprawdę pierwszy szkic "Zabić drozda", trochę bardziej rozumiem zamysł autorki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy Idź, postaw wartownika powinno dalej leżeć gdzieś na dnie szuflady biurka Harper Lee? Konfrontacja z Zabić drozda wypada dobrze. Ale potrzeba czegoś więcej do samodzielnego, oderwanego od pierwowzoru dzieła. W nowej-starej powieści Harper Lee brakuje zdecydowania i prawdziwego wielogłosu, który mogłaby uzyskać, pod warunkiem znacznego spowolnienia narracji i zdecydowanie szerszego kontekstu społecznego. W pędzie błyskotliwej narracji (bo Idź, postaw wartownikaczyta się naprawdę dobrze i szybko) czytelnik zadaje sobie pytanie – czego tak naprawdę dotyczy ta książka? Czy pozwala na jasną i rzetelną ocenę działań obydwu stron, a wreszcie na mocne postawienie się po jednej ze stron barykady?
Oś fabuły stanowi konflikt między Jean Louise Finch, główną bohaterką, a pozostałymi – ojcem, wujem, ciotką i chłopakiem (narzeczonym?). Tym, co odróżnia ją od innych, jest szczególnego rodzaju wada wzroku: „Gdyby zaś potrafiła wejrzeć w siebie, przebić bariery otaczające jej wybiórczy, hermetyczny świat, być może odkryłaby, że całe jej życie naznaczyły skutki pewnego defektu wzroku, którego nawet nie była świadoma, i którego nie uleczyli jej bliscy, a mianowicie Jean Louise od urodzenia nie rozróżniała kolorów”[1]. Po powrocie z Nowego Jorku młoda kobieta stopniowo odkrywa, bolesną dla siebie, prawdę o swoich najbliższych. Jej pojedynek z pozostałymi to swego rodzaju przejście – w dorosłe życie, w dojrzałość. Można nawet stwierdzić, że konflikt między różnokolorowymi obywatelami miasteczka służy jedynie za tło dla pojedynku Jean Louise z rodziną. Zabieg ten odsyła oczywiście do wzorca bildungsroman i do najlepszych jej, moim zdaniem, wzorców – Manna Czarodziejskiej góry i Joyce’a Portretu artysty w wieku młodzieńczym. Nie sposób uniknąć aż tak wysokich porównań, ale nawet gdyby za wszelką cenę unikać odwoływania się do mistrzów, to i tak Idź, postaw wartownika wypada zwyczajnie blado. Konflikt między nią a nimi zobrazowała autorka znów jednostronnie – wygląda na to, że w Nowym Jorku wszyscy wyznają równość ras, a w Maycomb prawie nikt. Opozycyjni wobec Jean Louise członkowie rodziny (a także chyba wszyscy mieszkańcy miasteczka) to banda dzikusów, którzy za punkt honoru postawili sobie tępienie czarnoskórych. „Przeciwnicy” Jean Louise mają głos, ale jest to zazwyczaj głos kabaretowy – jak ciotka czy „koleżanki” głównej bohaterki, które łykają rasistowskie hasła jak młode czaple, albo głos urwany gdzieś w połowie – ojciec tak naprawdę nie daje satysfakcjonującego wyjaśnienia swoich teorii. Na poziomie ideologii pojedynek między Jean Louise a pozostałymi wypada bledziutko, ale na innych płaszczyznach – chociażby obyczajowości – jest naprawdę świetny, szczególnie w spięciach z kostyczną ciotką i głupiutkimi koleżankami, bezwzględnie posłusznych mężom-idiotom.
Czarnoskóra społeczność została przez autorkę zepchnięta na daleki plan – poza wyrazistą postacią służącej i może dwójką czy trójką innych bohaterów (też określonych raczej imieniem) praktycznie nie występuje. W białych mieszkańcach miasteczkach rosną wściekłość i wrzask, a czytelnik pozostaje z serią pytań. Możliwe, że był to celowy zabieg Lee, która w ten sposób chciała zmusić czytającego do zadawania pytań: czy oni, czarni, naprawdę są czemukolwiek winni? Czy chcą tylko spokojnie i normalnie żyć, egzystować gdzieś na marginesie powieści (powieści – a więc życia, wszak powieść to świat na nowo), mieć swój kawałek ziemi, swój interes, pić z białymi piwo i grać w bilard? Harper Lee zastawiła pułapkę na samą siebie. Ponieważ poznajemy tylko jeden punkt widzenia (ten zły – białych), nie sposób w zasadzie uczciwie stanąć po jednej stronie. Więcej, ukazanie tylko tych złych z automatu skazuje czytelnika na współczucie tym dobrym, którzy głosu nie mają – można się z nimi wyłącznie solidaryzować. Z jednej strony Lee postępuje słusznie, ukazuje absurdalność wszelkich teorii opartych na wyższości jednej rasy nad drugą; z drugiej jednak, nie pozwala uczciwie wybierać i osądzać, sprowadzając czarnoskórych do roli potulnie i posłusznie zmierzających na rzeź baranów, pozbawionych nawet możliwości obrony. Trochę przypomina to sytuację z Jądra ciemności, gdzie pojedynek rozgrywa się w zasadzie między Kurtzem a Marlowem – czarnoskórzy to niewolnicy i bydło. Idź, postaw wartownika jest zwyczajnie za krótka, a tylko epicki oddech (czyli coś, co występuje mniej więcej po 500-600 stronie) pozwoliłby na pełne oddanie wieloznaczności konfliktu.
Na poziomie ideologicznym (przez ideologię rozumiem teorie rasistowskie) powieść broni się raczej kiepsko, konflikt między białymi a czarnymi został w zasadzie naszkicowany, to oczywiście pojedynek między zatęchłą prowincją, miejscem, gdzie nie dochodzi światło słoneczne, a kąpanie się w jeziorze z mężczyzną uchodzi za nieprzyzwoite, a światem wielkiego miasta, stopniowo walczącym ze wszystkim, co uzna za zamierzchłe.
Lepiej ukończyć lekturę z poczuciem niedosytu, niż przesycenia, jednak po ostatniej stronie Idź, postaw wartownika pozostaje pewna frustracja. Brakuje pewnych składników – począwszy od mocniejszego podkreślenia wątku czarnoskórej mniejszości Maycomb, a skończywszy na relacji Jean Louise z ojcem i pozostałymi członkami rodziny oraz chłopakiem. Lee kreśli fabułę, bohaterów i ideologiczny konflikt kreską tak cienką i subtelną, że momentami aż niewidoczną. Powieść znakomicie sprawdza się jako dopełnienie Zabić drozda, ale trochę jej brakuje do miana w pełni samodzielnego dzieła.
Czy Idź, postaw wartownika powinno dalej leżeć gdzieś na dnie szuflady biurka Harper Lee? Konfrontacja z Zabić drozda wypada dobrze. Ale potrzeba czegoś więcej do samodzielnego, oderwanego od pierwowzoru dzieła. W nowej-starej powieści Harper Lee brakuje zdecydowania i prawdziwego wielogłosu, który mogłaby uzyskać, pod warunkiem znacznego spowolnienia narracji i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKontynuacja "Zabić drozda" czyta się podobnie lekko i szybko, jednak wartość przesłania i całokształt historii zdecydowanie gorsza. Przeczytać można, ale o ile pierwszą część zapamiętam na lata, to drugą jedynie że przeczytałem jako kontynuację genialnej książki.
Kontynuacja "Zabić drozda" czyta się podobnie lekko i szybko, jednak wartość przesłania i całokształt historii zdecydowanie gorsza. Przeczytać można, ale o ile pierwszą część zapamiętam na lata, to drugą jedynie że przeczytałem jako kontynuację genialnej książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiezwykła, bolesna, trudna, piękna, zabawna i łamiąca serce. Harper Lee jest wybitna, zarówno w Zabić Drozda, jak i tu. I człowieka aż coś kłuje, że nie pozna dalszych losów bohaterów...
Niezwykła, bolesna, trudna, piękna, zabawna i łamiąca serce. Harper Lee jest wybitna, zarówno w Zabić Drozda, jak i tu. I człowieka aż coś kłuje, że nie pozna dalszych losów bohaterów...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem dlaczego autorka to zrobiła. Mogła przecież napisać zupełnie nową książkę o nowej rodzinie. "Zabić drozda" było wspaniałe, a ona jakby tę powieść... zabiła. Obrzuciła błotem wspaniałe postacie. Po co? Dlaczego? Sam "Wartownik" nie jest zły, ale żałuję, że go przeczytałam.
Nie rozumiem dlaczego autorka to zrobiła. Mogła przecież napisać zupełnie nową książkę o nowej rodzinie. "Zabić drozda" było wspaniałe, a ona jakby tę powieść... zabiła. Obrzuciła błotem wspaniałe postacie. Po co? Dlaczego? Sam "Wartownik" nie jest zły, ale żałuję, że go przeczytałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobry boże jak mi się ta książka nie podobała.
Gdybym, być może nie znała "zabić drozda" albo czytała to jako jakiś odklejony fanfik.
Niestety.
Czułam się zdradzona i oszukana podobnie jak główna boharetka. Z tym że główna bohaterka po siarczystym ciosie w twarz nagle przestała byc oburzona, a ja poczułam że w twarz dostałam ja sama i to po chrześcijańsku, w oba policzki.
Dobry boże jak mi się ta książka nie podobała.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdybym, być może nie znała "zabić drozda" albo czytała to jako jakiś odklejony fanfik.
Niestety.
Czułam się zdradzona i oszukana podobnie jak główna boharetka. Z tym że główna bohaterka po siarczystym ciosie w twarz nagle przestała byc oburzona, a ja poczułam że w twarz dostałam ja sama i to po chrześcijańsku, w oba...
Treść i historia publikacji tej książki stanowią ciekawy przypadek – otóż możemy traktować ją jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Brzmi to jak oczywista sprzeczność, lecz wcale tak nie jest, o czym napiszę w kolejnych akapitach.
„Idź, postaw wartownika”, choć rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w „Zabić drozda”, powstało wcześniej. Nie czyni to jednak „drozda” prequelem niniejszej książki. Pisarka napisała „wartownika” wcześniej i pokazała go wydawnictwu. Owoc jej pracy został odrzucony, lecz dostrzeżono w nim spory potencjał i autorka przepisała go pod nadzorem wymagającej redaktorki Tay Hohoff. Tak powstało „Zabić drozda”, klasyczna powieść amerykańskiej literatury i wydawniczy bestseller.
Harper Lee nie zniszczyła oryginalnego manuskryptu, lecz zdeponowała go w skrytce, gdzie leżał długie lata i zapewne w ogóle nie miał być wydawany. Jednak, gdy go przypadkiem odkryto, nie mógł zostać nieopublikowany – takie kuriozum po prostu nie mogłoby się nie sprzedać! W momencie odkrycia autorka była już w bardzo podeszłym wieku i w nie najlepszej dyspozycji. Jest niestety prawdopodobne, że wydawca wykorzystał jej słabość…
Główną bohaterką „wartownika” jest narratorka „drozda” – Jean Louise, zwana „Scout”. Ponaddwudziestoletnia dziewczyna pochodząca z małego miasteczka z Alabamy, lecz pracująca w Nowym Jorku, przyjeżdża odwiedzić rodzinne strony. Zamiast miłego, sentymentalno-nostalgicznego pobytu czeka ją gorzkie rozczarowanie: ludzie, których uważała za dobrych i prawych pokażą swoją rasistowską twarz i będzie musiała kompletnie przewartościować swoje wyobrażenie o nich.
Powieść przeplata ramy czasowe: po bieżących wydarzeniach następuje powrót do przeszłości, takiej jak ją zapamiętała Jean Louise. Miła, sielska przeszłość kontrastuje z problematyczną teraźniejszością (to, co napisałem, jest pewnym uproszczeniem, bo i w przeszłości bywały też przykre zdarzenia, lecz było ich mniej) Wspomnienia zawierają wydarzenia opisane w „droździe”. (widać, że pogodniejsza perspektywa dziecka spodobała się redaktorce i zasugerowała ona Harper Lee, by przepisała książkę w tym kierunku).
Książka jest napisana przyjemnym stylem, z mocno wiarygodnymi postaciami, lecz ma sporą wadę: jest mocno statyczna. Znaczną jej część stanowią rozmowy albo anegdoty. Dla wielu bolesnym ciosem może być to, że tak budzący sympatię bohater, jak Atticus Finch, będzie wygłaszał uwagi o zacofaniu i pewnej niższości Murzynów. Jean Louise też jest dość irytująca: przypomina dziewczynę, która powróciła z wielkiego miasta do swej miejscowości i wygłasza tyrady w stylu „Jacy wy jesteście rasistowscy! Nie znam was!”, do tego w dość rozhisteryzowany sposób. Użyje nawet niesławnego argumentum ad Hitlerum… Jednak jej rozmowy z rodziną dotykają trudnych tematów i doskonale obrazują małomiasteczkowe uprzedzenia. Harper Lee nie bała się dotknąć problemów i niezagojonych ran, co czyni jej powieść wciąż aktualną i cenną lekturą, zwłaszcza w czasach kryzysu imigracyjnego.
Jak pisałem możemy traktować niniejszą powieść jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Możemy gdyż przedstawia ona wydarzenia dziejące się po tych z „Zabić drozda” i wyraźnie do nich nawiązuje. Nie musimy, gdyż jest to literacki przodek „Zabić drozda”, którego autorka zapewne nie planowała wydać.
Treść i historia publikacji tej książki stanowią ciekawy przypadek – otóż możemy traktować ją jako kontynuację „Zabić drozda” i zarazem tego nie robić. Brzmi to jak oczywista sprzeczność, lecz wcale tak nie jest, o czym napiszę w kolejnych akapitach.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Idź, postaw wartownika”, choć rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w „Zabić drozda”, powstało wcześniej. Nie czyni to...
Nie podobała mi się. Książkę czyta się tak szybko, że przeczytałam ją w jeden wieczór, ale o czym to w zasadzie jest? Brak tu fabuły, bicie piany, histeryczne zachowanie bohaterki, a najgorsze to podważenie wszystkiego, co autorka napisała w Zabić drozda, który jest przecież pozycją już kultową i klasyczną. Końcówka była dla mnie mało zrozumiała, a przesłanie z niej płynące - nader mętne.
Nie podobała mi się. Książkę czyta się tak szybko, że przeczytałam ją w jeden wieczór, ale o czym to w zasadzie jest? Brak tu fabuły, bicie piany, histeryczne zachowanie bohaterki, a najgorsze to podważenie wszystkiego, co autorka napisała w Zabić drozda, który jest przecież pozycją już kultową i klasyczną. Końcówka była dla mnie mało zrozumiała, a przesłanie z niej płynące...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla przypomnienia – „Zabić drozda” Harper Lee, która za tę właśnie książkę obdarowana została nagroda Pulitzera, uważana jest za klasykę, topkę, Himalaje. Tymczasem autorka, jak krzyczy okładka „Idź, postaw wartownika” dokonuje „największego literackiego powrotu XXI wieku” – przedstawia bowiem ciąg dalszy historii Jean Louise i jej ojca, postaci absolutnie wyjątkowej, synonimu uczciwości i humanitaryzmu, pana Attitusa Fincha.
I to, co zrobiła swą kontynuacją autorka, było dla mnie jak rąbnięcie trzonkiem młotka w potylicę. Bo Lee nie utraciła porywającego pisarskiego stylu – „Wartownika” czyta się wyśmienicie, tylko dlaczego, na wszystkie świętości, wszystko wynicowała? Oj, padają tu autorytety. Rozbijają się z łomotem tak wielkim, że sam nie wierzyłem w to, co czytam.
Dorosła Skaut wraca do Maycomb z Nowego Jorku. Zachłyśnięta wolnością mierzy się z południowoamerykańskim, konserwatywnym środowiskiem, którego nagle nie pojmuje (a ja nie rozumiem, jak ona mogła tego nie rozumieć?). Nadal obowiązują tu małomiasteczkowe niełamane zasady i konwenanse, a przede wszystkim podziały rasowe, które rozgraniczają ludzi i miasteczko na dwie połówki pomarańczy. Na Jean Louise spada tajemna zasłona zapomnienia – to, co było oczywiste w „Zabić drozda”, tu stało się jakimś dziecinnym snem. Co więcej wszyscy jej najbliżsi dokonali jakieś przedziwnej postaciowej dezynwoltury (której Skaut – a ja to na pewno – nie pojęła do końca). Jak się okazuje otaczają się kłamstwami i są zatwardziałymi rasistami (ba, zawsze nim byli!). Ich ofiarą pada nawet przesympatyczna gosposia, w „Droździe” ukazywana jako niewyczerpalne źródło ciepła i matczynej miłości. Teraz społecznością Maycomb rządzi konformizm i obłuda, a parne lato okazuje się tak duszne, że nawet Jean Luoise nie może długo tu wysiedzieć.
Autorka zaś mówi: wszystko musi rozstrzygnąć się w sumieniu – twoim, jak i każdego z bohaterów tej książki. A ja mówię: acha, zaś okładkowej zachęcajce stanowczo: nie.
Dla przypomnienia – „Zabić drozda” Harper Lee, która za tę właśnie książkę obdarowana została nagroda Pulitzera, uważana jest za klasykę, topkę, Himalaje. Tymczasem autorka, jak krzyczy okładka „Idź, postaw wartownika” dokonuje „największego literackiego powrotu XXI wieku” – przedstawia bowiem ciąg dalszy historii Jean Louise i jej ojca, postaci absolutnie wyjątkowej,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Idź, postaw wartownika" to kontynuacja "Zabić drozda", pozycja dużo słabsza, choć również ponadczasowa, mądra. Z kart książki przenika małomiasteczkowość. Mieszkańcy Maycob karmią się uprzedzeniami i stereotypowym myśleniem. Tytułowy wartownik to sumienie, a między słowami przebija się walka pomiędzy powinnością i tożsamością. Jean Louis, jako dwudziestoparolatka, przyjeżdża do rodzinnego miasteczka. Wspomina dzieciństwo, składa wizyty, poznaje losy mieszkańców i fakty na temat swoich bliskich. Bohaterka zachowuje się dość niedojrzale, nie potrafi rozmawiać, brakuje jej pokory. Jej ojciec, Atticus, jest dla mnie niezmiennie ucieleśnieniem najlepszych cech. Porzucono wątek relacji Jean Louis i Henry'ego, kibicowałam im.
Akcja mocno przyspiesza pod koniec, aby ostatecznie zakończyć się miło, łagodnie.
Niektóre dialogi oderwane od tematu, zbędne. W wypowiedzi Jean Louis niepotrzebnie zawarto mocno przerysowane porównanie działania Atticusa do działań Hitlera...
Autorka porusza niełatwe tematy, posługując się pięknym językiem.
"Idź, postaw wartownika" to kontynuacja "Zabić drozda", pozycja dużo słabsza, choć również ponadczasowa, mądra. Z kart książki przenika małomiasteczkowość. Mieszkańcy Maycob karmią się uprzedzeniami i stereotypowym myśleniem. Tytułowy wartownik to sumienie, a między słowami przebija się walka pomiędzy powinnością i tożsamością. Jean Louis, jako dwudziestoparolatka,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLata 50 XX wieku. Jean Louise przyjeżdża na coroczny urlop do swojej rodzinnej miejscowości Maycomb w Alabamie. Czasy są przełomowe. Sąd Najwyższy orzekł właśnie, że segregacja jest niezgodna z konstytucją. Na Południu wrze.
Fabuła jest jednak tylko pretekstem dla kilku rozmów, które bohaterka przeprowadza z bliskimi. I co to są za rozmowy!
Książka została wydana w odpowiednim momencie. W czasach cancel culture, gdzie odmienne zdanie traktowane jest jako hejt, a wątpliwości są zabronione i skutkują wykluczeniem.
Mam nadzieję (ale jest ona raczej płonna), że lektura "Idź, postaw wartownika" uświadomi, że dialog jest najważniejszy. Przemiany społeczne zawsze łączą się z oporem i pytaniami, które niekoniecznie są "hejtem", ale zwracają uwagę na potencjalne zagrożenia i inne aspekty wynikające ze zmiany. Nauczmy się w końcu rozmawiać. Nie tylko mówić, ale i słuchać. I nie traktować niezgody jako zagrożenia. Czas dojrzeć, po prostu!
"Musisz postrzegać sprawy takimi, jakimi są naprawdę, a nie tylko takimi, jakimi chciałabyś je widzieć."
Nie traktuję tej książki jako kontynuacji "Zabić drozda". Jest tu trochę powtórzeń i niezgodności, które nieco psują odbiór przy takim założeniu. Wolę myśleć o niej jako o alternatywnej rzeczywistości znanych bohaterów.
Lata 50 XX wieku. Jean Louise przyjeżdża na coroczny urlop do swojej rodzinnej miejscowości Maycomb w Alabamie. Czasy są przełomowe. Sąd Najwyższy orzekł właśnie, że segregacja jest niezgodna z konstytucją. Na Południu wrze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła jest jednak tylko pretekstem dla kilku rozmów, które bohaterka przeprowadza z bliskimi. I co to są za rozmowy!
Książka została wydana w...
7/10
7/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzyjemny powrót do znanych postaci, bardzo nostalgiczny. Brakuje tutaj jakiejkolwiek większej historii, więc książkę uważam za spotkanie ze starym przyjacielem. Trochę za dużo przemyśleń o historii Ameryki.
Przyjemny powrót do znanych postaci, bardzo nostalgiczny. Brakuje tutaj jakiejkolwiek większej historii, więc książkę uważam za spotkanie ze starym przyjacielem. Trochę za dużo przemyśleń o historii Ameryki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest bardzo wciągająca jednak zakończenie mnie nie satysfakcjonuje. Nie tego się spodziewałam i jestem trochę zawiedziona. Dodatkowo niektóre opisy dzieciństwo głównej bohaterki są odrobinę nudzące.
Książka jest bardzo wciągająca jednak zakończenie mnie nie satysfakcjonuje. Nie tego się spodziewałam i jestem trochę zawiedziona. Dodatkowo niektóre opisy dzieciństwo głównej bohaterki są odrobinę nudzące.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to