Generalny koncept znałem, ponieważ jako młodszy nastolatek oglądałem ekranizacje kilka razy i nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wow.
Chyba jednak musiałem trochę dorosnąć, poobcować z kulturą nieco więcej by docenić ten kunszt w oryginale. Rozumiem zachwyty, ale po Strażnikach, Alan Moore bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę.
Generalny koncept znałem, ponieważ jako młodszy nastolatek oglądałem ekranizacje kilka razy i nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wow.
Chyba jednak musiałem trochę dorosnąć, poobcować z kulturą nieco więcej by docenić ten kunszt w oryginale. Rozumiem zachwyty, ale po Strażnikach, Alan Moore bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę.
Początek to absolutny majstersztyk — gęsty, duszny klimat i genialna, niemal fizyczna idea systemu kontroli opartego na „Palcach”, „Uszach” czy „Nosach” oraz maszynie z motywem Przeznaczenia. To nadaje całości niesamowitego ciężaru i sprawia, że totalitaryzm przestaje być abstrakcją. V jako protagonista jest świetnie poprowadzony.
O ile otwarcie i środek wciągają bez reszty, o tyle końcówka w mojej ocenie trochę siada. Momentami gubiłem się też w postaciach drugoplanowych i ich miejscu w hierarchii systemu. Może celowo zlewają się one w jedną masę partyjną, bedąc trybikami w maszynie.
Niemniej, to kawał ambitnej literatury graficznej, warto.
Początek to absolutny majstersztyk — gęsty, duszny klimat i genialna, niemal fizyczna idea systemu kontroli opartego na „Palcach”, „Uszach” czy „Nosach” oraz maszynie z motywem Przeznaczenia. To nadaje całości niesamowitego ciężaru i sprawia, że totalitaryzm przestaje być abstrakcją. V jako protagonista jest świetnie poprowadzony.
Alan Moore to jeden z najlepszych scenarzystów komiksowych. To truizm ale chciałem tym zdaniem rozpocząć ten post, bo V jak Vendetta jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tej opinii.
Chociaż w jego twórczości rysunek jest ważny, to żywotnie ważna jest treść – do głębi humanistyczna, pełna nawiązań do klasyki literatury, zbudowana na ważnych i aktualnych problemach społecznych, które może na pierwszy rzut oka wyglądają jakby nas nie dotyczyły ale zawsze są aktualne.
Dystopijna opowiesc Moore’a i Davida Lloyda teoretycznie osadzona jest w problemach toczących świat w latach 80. Ale czy widmo faszyzmu nie krąży znów po Europie (parafrazując pewnego znanego polityka)? Komiks V jak Vendetta to nie tylko historia szeroko zakrojonej zemsty. To przede wszystkim może opowieść o poszukiwaniu wolności, miłości, walce z osamotnieniem.
Kiedy przeglądałem notatki, ktore robilem podczas lektury okazało sie, ze najwięcej uwagi poświęciłem związkowi Evey i V. Jest on niewątpliwie najbardziej pogłębiony, rozwinięty. Chociaż początkowo to relacja trochę z kategorii mistrz-uczeń, w trakcie całego komiksu zmienia się, zachowując jednak swój pierwotny charakter.
Wszystko to, co dzieje się w tym komiksie spaja oczywiście bunt – przeciwko totalitaryzmowi, fałszywej władzy, wścibskich polityków i ich pachołków z policji i służb. To bunt przeciwko przemocy ale w imię sentencji „fight fire with fire”. Absolutnie fenomenalna rzecz.
Niektórzy narzekają na wartość wizualną tego komiksu i stylu rysunków Lloyda – mi one się podobały, nadawały bardzo wyrazisty rys do tej historii, uzupełniały poważne tematy podejmowane przez Moore’a. Warto podkreślić tez, ze byla to wypadkowa wielu różnych czynników, wcześniejszych jego prac.
V jak Vendetta to wbrew pozorom bardzo aktualna opowieść. Żyjemy w trudnych i niespokojnych czasach.
I musimy zawsze pamiętać 5 listopada.
Vi Veri Vniversum Vivus Vici. – A. Crowley
Alan Moore to jeden z najlepszych scenarzystów komiksowych. To truizm ale chciałem tym zdaniem rozpocząć ten post, bo V jak Vendetta jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tej opinii.
Chociaż w jego twórczości rysunek jest ważny, to żywotnie ważna jest treść – do głębi humanistyczna, pełna nawiązań do klasyki literatury, zbudowana...
„V jak Vendetta” historia do, której mam słabość, bo to ona na nowo rozpaliła moja miłość do komiksów po latach. To opowieść wymykająca się schematom, bo to mroczna refleksja o wolności, tożsamości, byciu biernym i społecznej odpowiedzialności. Słowa wyświechtane, ale komiks niezwykle aktualny i ten stan będzie się tylko pogłębiał.
Alternatywna Anglia pod totalitarnym reżimem to sceneria wydarzeń, ten mroczny świat, gdzie narzędziem nacisku jest strach i propaganda na scenę wychodzi mściciel o „twarzy” Guya Fawkesa i staje się symbolem oporu, inspirując ludzi do stawiania oporu opresyjnym rządom.
Pomimo jakże ważnych wątków politycznych, ten album jest niezwykle filozoficzny i emocjonalny. Pod przykrywką walki z systemem istotom tej historii jest poszukiwanie własnej tożsamości, w dużej mierze widoczne w wątku Eve Hamond, której droga i ewolucja jest znakomicie ukazana. Jej przemiana to ukazanie wprost, że wolność to nie dar to obowiązek o który często trzeba walczyć, ale to tez wymagający ciężar, który bez odwagi, poświęcenia i determinacji zostanie odebrany szybciej niż morze się wydawać.
Album graficznie jest mroczny, chłodny i stonowany, a cienie budujące atmosferę opresji i paranoi są pokazane znakomicie. Olbrzymie miasta będące tak naprawdę „puste”, a wręcz martwe jest widokiem uderzającym, a każdy kadr ma w sobie dramatyczna teatralność niczym z najczarniejszego koszmaru bez możliwości pobudki.
„V jak Vendetta” ma w sobie wydźwięk moralizatorski, aby nie ulegać pokusie bezpieczeństwa kosztem wolności, bo to prosta droga do utraty siebie i tożsamości. Ten komiks jak mało który zmusza do myślenia i prowokuje w sposób uderzający i niewygodny. Dla mnie ten komiks ma w sobie coś z proroczego snu z przeszłości, co jest jeszcze mroczniejsze. Komiks ponadczasowy i dla wielu może być historią otwierającą oczy. Historia ponadczasowa i moje 10/10.
„V jak Vendetta” historia do, której mam słabość, bo to ona na nowo rozpaliła moja miłość do komiksów po latach. To opowieść wymykająca się schematom, bo to mroczna refleksja o wolności, tożsamości, byciu biernym i społecznej odpowiedzialności. Słowa wyświechtane, ale komiks niezwykle aktualny i ten stan będzie się tylko pogłębiał.
V jak Vendetta to jeden z tych komiksów, które wykraczają poza ramy gatunku superbohaterskiego i dotykają spraw dużo bardziej uniwersalnych: wolności, odpowiedzialności i granic władzy. Alan Moore stworzył dystopijną wizję Wielkiej Brytanii rządzonej przez totalitarny reżim, w której anonimowy mściciel V staje się symbolem oporu.
Największą siłą tej historii jest jej wieloznaczność. V nie jest typowym bohaterem – działa brutalnie, manipuluje innymi, a jego metody wzbudzają niepokój. Czy jest bojownikiem o wolność, czy fanatykiem? Moore nie daje prostych odpowiedzi, zmuszając czytelnika do własnych przemyśleń.
Rysunki Davida Lloyda świetnie podkreślają atmosferę opresyjnego, szarego świata. Cienie, ciemne barwy i realistyczna kreska budują klimat ciężkiej, dusznej rzeczywistości, w której jeden człowiek potrafi stać się iskrą do rewolucji.
Komiks jest też niezwykle aktualny — pytania o to, czy cel uświęca środki, oraz jak wiele można poświęcić dla wolności, nigdy się nie starzeją. V jak Vendetta to nie tylko opowieść o zemście, ale także o sile idei, które mogą przetrwać nawet śmierć człowieka.
V jak Vendetta to jeden z tych komiksów, które wykraczają poza ramy gatunku superbohaterskiego i dotykają spraw dużo bardziej uniwersalnych: wolności, odpowiedzialności i granic władzy. Alan Moore stworzył dystopijną wizję Wielkiej Brytanii rządzonej przez totalitarny reżim, w której anonimowy mściciel V staje się symbolem oporu.
Komiks pożyczyłem od kolegi jaki mi go zachwalał. Pierwsze wrażenie "optyczne" mnie nie zachwyciło. Kreska mnie nie porwała, nie jest w stylu jaki by mi się spodobał, dla mnie to nie jest zaleta. A chodzi w końcu o komiks gdzie wrażenia wizualne są istotne.
Dwójka głównych bohaterów czyli sam V i jego kumpela też mnie nie przekonuje. V jest esencją genialnego złoczyńcy. Wyrafinowany, wielbiący sztukę, lubiący poezję, klasykę literatury angielskiej i zagadki. Wszysto właściwie mu się udaje zrealizować właściwie bezbłędnie. Ot coś wybucha czy kogoś zadźgał bo V tak postanowił (czyli bo jest w scenariuszu). W ogóle taka postać nie trafia mi do przekonania, jest zbyt abstrakcyjna abym dał choć trochę wiarę w jej istnienie. Nawet nie wiadomo skąd on ma tą swoją batmanią dziuplę albo jak nabył te swoje różnorakie umiejętności na poziomie olimpijczyka, sapera, karateki, nożownika i co tam jeszcze. A przez ten brak wiary, nie kupuję o nim historii.
Natomiast wizja walki z reżimem ma swój urok. To, że akcja dzieję się pod koniec XX wieku w UK to dla mnie plus, jakiś powiew świeżości od marvelówkowego usakowania. Ciekawy był też artykuł na końcu wydania, jakie były początki tej postaci i komiksu w mrocznych, początkach lat 80-tych (gdzie z ich perspektywy to lata 90-ta to była niepewna i nieodległa przyszłość). To sprawia, że daję to oczko czy dwa wyżej w ocenie.
Jako całość komiks mnie nie porwał, najciekawsi dla mnie byli pomniejsi bhaterowie, głównie złole, ich motywacje czy życie prywatne. Sama wizja świata i tego jak funkcjonuje. Najsłabszy punkt to sama dwójka głównych bohaterów. Komiks "może być" ale szału na mnie nie zrobił.
Komiks pożyczyłem od kolegi jaki mi go zachwalał. Pierwsze wrażenie "optyczne" mnie nie zachwyciło. Kreska mnie nie porwała, nie jest w stylu jaki by mi się spodobał, dla mnie to nie jest zaleta. A chodzi w końcu o komiks gdzie wrażenia wizualne są istotne.
Dwójka głównych bohaterów czyli sam V i jego kumpela też mnie nie przekonuje. V jest esencją genialnego złoczyńcy....
Ekranizację widziałem tuż po premierze, więc do komiksowego pierwowzoru siadałem niemal jak do nieznanej historii i świetnie się bawiłem. Patetyczna, antytotalitarna opowieść o wolności i temu, co warto w jej imię poświęcić. Piękna, surowa kreska świetnie buduje klimat.
Ekranizację widziałem tuż po premierze, więc do komiksowego pierwowzoru siadałem niemal jak do nieznanej historii i świetnie się bawiłem. Patetyczna, antytotalitarna opowieść o wolności i temu, co warto w jej imię poświęcić. Piękna, surowa kreska świetnie buduje klimat.
Nie oceniam, bo bardzo nie podobał mi się komiks. Kreska mnie odrzucała, nie pozwalała skupić na treści, a jak już to mi się udało po kilkudziesięciu stronach, to okazało się, że treść też totalnie nie dla mnie. Ani wizja świata opanowanego przez korporacje, nękanego przez klęski żywiołowe, ani bohaterowie, to nie moja bajka.
Nie oceniam, bo bardzo nie podobał mi się komiks. Kreska mnie odrzucała, nie pozwalała skupić na treści, a jak już to mi się udało po kilkudziesięciu stronach, to okazało się, że treść też totalnie nie dla mnie. Ani wizja świata opanowanego przez korporacje, nękanego przez klęski żywiołowe, ani bohaterowie, to nie moja bajka.
Skuszony samymi "oh i ah" tym komiksem sam postanowiłem to sprawdzić, niestety bardzo się zawiodłem, może jeszcze jakbyś rysunki były inne, bardziej staranne i wyraźniejsze byłaby wyższa ocena a takto? Jest to powieść graficzna więc taką samą uwagę zwacam historia jak i rysunkom a tutaj jest tak dużo ważnych postaci głównych i pobocznych, że szczerze mówiąc czasem się gubiłem kto był kim i kto jest kto tak niechlujnie były narysowane niektóre postacie, przez to czasem się musiałem wracać kartkami wstecz żeby się nie zgubić i przez to wybijało mnie to z immersji a szkoda.
Pozdrawiam
Skuszony samymi "oh i ah" tym komiksem sam postanowiłem to sprawdzić, niestety bardzo się zawiodłem, może jeszcze jakbyś rysunki były inne, bardziej staranne i wyraźniejsze byłaby wyższa ocena a takto? Jest to powieść graficzna więc taką samą uwagę zwacam historia jak i rysunkom a tutaj jest tak dużo ważnych postaci głównych i pobocznych, że szczerze mówiąc czasem się...
Początek wzbudził we mnie reakcje dwojakie.
Z jednej strony, wizualnie jest bardzo przytulnie. Kreska jest klimatyczna, wyrazista, mocno gra czernią, ale jednocześnie operuje delikatnymi, spranymi kolorami.
Bardzo na tak.
Z drugiej strony, główny bohater od wejścia cytuje Szekspira, co zapowiada Moore’owską pretensjonalność.
Szybko na szczęście okazuje się, że jest to tylko jedno z dziwactw bardzo barwnej i dość tragicznej postaci - zamaskowanego (ach, przypominają się protesty przeciwko ACTA), zbuntowanego, niebanalnego mściciela.
V (tak na niego mówią) wrzucony jest w fascynujący świat dystopijnej, totalitarnej Anglii, gdzie na porządku dziennym jest rządowa inwigilacja, a lud w zasadzie nie ma dostępu do dziedzictwa kulturowego ludzkości.
Pamiętając (jako tako) film z początku potraktowałem ten świat jako rzecz oczywistą, dopiero potem dotarło do mnie jak złożona i pełna jest to kreacja, jak wielu tematów ta opowieść dotyka. Komiks oferuje ponury, ale fascynujący pejzaż społeczno-polityczny i barwny wachlarz postaci z różnych środowisk i stron konfliktu. Mimo antysystemowego protagonisty historia wcale nie jest czarno-biała, co mnie zaskoczyło bodaj najbardziej.
Jest to natomiast historia szalona, pełna tajemnic, mocno noirowa i duszna, z silnym poczuciem rozmachu, wagi wydarzeń, namacalności świata przedstawionego, ale też obyczajowego spokoju i oddechu.
Komiks wypożyczyłem z @bibliotekakomiksowo i nie wiem jeszcze czy zaopatrzę się we własny egzemplarz, ale była to bardzo satysfakcjonująca lektura, nie tylko w ramach badania historii medium.
Zdecydowanie warto.
Kolejna Lektura Obowiązkowa zaliczona.
Początek wzbudził we mnie reakcje dwojakie.
Z jednej strony, wizualnie jest bardzo przytulnie. Kreska jest klimatyczna, wyrazista, mocno gra czernią, ale jednocześnie operuje delikatnymi, spranymi kolorami.
Bardzo na tak.
Z drugiej strony, główny bohater od wejścia cytuje Szekspira, co zapowiada Moore’owską pretensjonalność.
V jak Vandetta to komiks kultowy, choć cieszę się że trafił w moje ręce dopiero teraz. Jest to pozycja dość ciężka w odbiorze. Nie zawsze w prosty sposób mogłam się połapać w fabule. Ogłupiona kulturą szybkich bezmyślnych książek / filmików widzę jak często to co dawniej było dla mnie proste do zauważenia teraz spędza mi sen z powiek, i muszę się mocniej skupić nad treścią. Samo wydanie bardzo staranne. Co do kreski sama postać V bardzo w moim klimacie jednak całościowo dość wyraźna i silna maniera nie musi każdemu przypaść do gustu jednak mocno pasująca do treści. Polecam
V jak Vandetta to komiks kultowy, choć cieszę się że trafił w moje ręce dopiero teraz. Jest to pozycja dość ciężka w odbiorze. Nie zawsze w prosty sposób mogłam się połapać w fabule. Ogłupiona kulturą szybkich bezmyślnych książek / filmików widzę jak często to co dawniej było dla mnie proste do zauważenia teraz spędza mi sen z powiek, i muszę się mocniej skupić nad treścią....
Tylko ten odcinek był w bibliotece, a ja nie zauważyłem numeru. Szkoda, że to nie pierwsza część, a zarazem dobrze, że przeoczyłem to, ponieważ w takim wypadku nie pożyczyłbym jej. A jest to ciekawa historia człowieka w masce... A właściwie idei, która jest nieśmiertelna, która może zniszczyć każdy mur i kraty. Nawet te niewidzialne. Z konkretów to akcja dzieje się pod koniec lat 90-tych XX wieku w Anglii, która po trzeciej wojnie światowej jest państwem totalitarnym. Opowieść tyleż utopijna w swym przesłaniu, co prawdziwa w ukazaniu ludzkich namiętności drugoplanowych bohaterów. Do tego dzieło wieńczy artykuł Alana Moore’a o powstaniu tego komiksu oraz dwa krótkie „niekanoniczne” dodatkowe historie V.
Tylko ten odcinek był w bibliotece, a ja nie zauważyłem numeru. Szkoda, że to nie pierwsza część, a zarazem dobrze, że przeoczyłem to, ponieważ w takim wypadku nie pożyczyłbym jej. A jest to ciekawa historia człowieka w masce... A właściwie idei, która jest nieśmiertelna, która może zniszczyć każdy mur i kraty. Nawet te niewidzialne. Z konkretów to akcja dzieje się pod...
Choć do końca nie przekonałam się do kreski, to fabuła wciągnęła bez reszty. Mądry, przerażający, tajemniczy, egzystencjalny. Jeden z tych, które trzeba przeczytać.
Choć do końca nie przekonałam się do kreski, to fabuła wciągnęła bez reszty. Mądry, przerażający, tajemniczy, egzystencjalny. Jeden z tych, które trzeba przeczytać.
Zacznę od tego, że komiks jest ładnie wydany: twarda okładka, bardzo dobrej jakości papier, ciekawa kolorystyka, rysunki i tekst nie zlewają się ze sobą, całość jest przejrzysta i dobrze się czyta. Jeśli chodzi o samą treść to jest unikalna,ale także ciężka w odbiorze. Opowieść ta jest trochę zagmatwana, wielowątkowa i można chwilami mieć problem,aby się w niej połapać. Tematyka komiksu też na pewno nie przypadnie każdemu do gustu. Bez wątpienia jest to jeden z najwybitniejszych komiksów i pomimo zawikłanej treści oraz mrocznego klimatu wciąga i nurtuje. Gwiazdka więcej za intrygującą i zagadkową postać V.
Zacznę od tego, że komiks jest ładnie wydany: twarda okładka, bardzo dobrej jakości papier, ciekawa kolorystyka, rysunki i tekst nie zlewają się ze sobą, całość jest przejrzysta i dobrze się czyta. Jeśli chodzi o samą treść to jest unikalna,ale także ciężka w odbiorze. Opowieść ta jest trochę zagmatwana, wielowątkowa i można chwilami mieć problem,aby się w niej połapać....
Dawno nie czytałem komisku/powieści graficznej i wydaje mi się, że wybierając pozycję do przeczytania trafiłem całkiem nieźle. Jest to wciągająca, miejscami zagmatwana, wielowątkowa historia. Szkoda jednak, że tak mało w niej V.
Dawno nie czytałem komisku/powieści graficznej i wydaje mi się, że wybierając pozycję do przeczytania trafiłem całkiem nieźle. Jest to wciągająca, miejscami zagmatwana, wielowątkowa historia. Szkoda jednak, że tak mało w niej V.
Kim jest V? Protagonistą czy antagonistą? Terrorystą czy romantycznym bojownikiem o wolność? Mordercą czy wyzwolicielem? Człowiekiem czy Ideą? Zakończenie komiksu nie przyniosło mi odpowiedzi, a kolejne pytania. V ja Vendetta to komiks, który jednocześnie uważam za arcydzieło, ale i przeintelektualizowany bełkot. Momentami mnie męczył, ale i zachwycał. Dzieło Alana Moore'a oceniam na 7. Być może przy kolejnym podejściu do tego komiksu ocena będzie wyższa.
Kim jest V? Protagonistą czy antagonistą? Terrorystą czy romantycznym bojownikiem o wolność? Mordercą czy wyzwolicielem? Człowiekiem czy Ideą? Zakończenie komiksu nie przyniosło mi odpowiedzi, a kolejne pytania. V ja Vendetta to komiks, który jednocześnie uważam za arcydzieło, ale i przeintelektualizowany bełkot. Momentami mnie męczył, ale i zachwycał. Dzieło Alana Moore'a...
Z jednej strony muszę pochwalić sugestywny i ciężki klimat, niepowtarzalny portret głównego protagonisty V, co do którego na przestrzeni całej lektury pojawiają się sprzeczne emocje oraz sam motyw zemsty. Zaś z drugiej strony wiele elementów świata przedstawionego, zwłaszcza tych ideologicznych, to totalny groch z kapustą i wywrócenie pojęć - co wspominam, bo zaważa to jednak na fabule i nie pozwalało mi traktować tej historii do końca poważnie.
Podsumowując, nie żałuję przeczytania, ale bez zachwytów.
Z jednej strony muszę pochwalić sugestywny i ciężki klimat, niepowtarzalny portret głównego protagonisty V, co do którego na przestrzeni całej lektury pojawiają się sprzeczne emocje oraz sam motyw zemsty. Zaś z drugiej strony wiele elementów świata przedstawionego, zwłaszcza tych ideologicznych, to totalny groch z kapustą i wywrócenie pojęć - co wspominam, bo zaważa to...
"V jak Vendetta" to absolutny majstersztyk, który bezlitośnie eksploruje ciemne zakamarki ludzkiej psychiki i społeczeństwa. Wizja totalitarnego reżimu, gdzie wolność słowa i myśli zostały zduszone, jest przerażająco aktualna w dzisiejszych czasach. Alan Moore i David Lloyd stworzyli opowieść pełną symboliki, która trafia w samo sedno naszych najgłębszych obaw.
Postać V to nie tylko bohater, ale i symbol buntu i wolności. Jego nieustraszona determinacja, by obalić totalitaryzm, inspiruje i porusza do głębi. Sposób, w jaki komiks ukazuje proces transformacji Evey, jest absolutnie fascynujący. To opowieść o odrodzeniu i przemianie.
Rysunki Davida Lloyda są znakomicie wykonane, a każdy panel pełen jest detali, które dodają głębi historii. Nie sposób nie docenić roli wizualnej w tej opowieści.
Mocna, mroczna, i przede wszystkim, niezwykle aktualna. "V jak Vendetta" to komiks, który zostawi trwały ślad w twojej duszy i skłoni do refleksji nad kondycją ludzkości. To absolutna konieczność dla każdego miłośnika komiksów i literatury.
"V jak Vendetta" to absolutny majstersztyk, który bezlitośnie eksploruje ciemne zakamarki ludzkiej psychiki i społeczeństwa. Wizja totalitarnego reżimu, gdzie wolność słowa i myśli zostały zduszone, jest przerażająco aktualna w dzisiejszych czasach. Alan Moore i David Lloyd stworzyli opowieść pełną symboliki, która trafia w samo sedno naszych najgłębszych obaw.
Kolejny komiks/powieść graficzna za mną. Tym razem niestety nie było to tak udane spotkanie. Przeczytałem tylko pierwszy tom i nie wiem, czy sięgnę po więcej. Najbardziej z samej lektury podobał mi się świat przedstawiony, mroczny, przepełniony przemocą, po wojnie atomowej wywołanej podczas interwencji Związku Radzieckiego w Polsce.
“Chcesz mnie zabić? Nie ma ciała i krwi do zabicia pod tym płaszczem. Jest tylko idea. A idee są kuloodporne.”
Niestety w komiksie najsłabiej wypadają główni bohaterowie. Szczególnie partnerka V - Evey. Jedynie motyw teatru, sztuki, maskarady przypadł mi do gustu. Może czegoś wartościowego tutaj nie dostrzegam, coś przeoczyłem? Warto przeczytać drugi tom? Może jestem uprzedzony, bo nie jestem wielkim wielbicielem anarchii.
Kolejny komiks/powieść graficzna za mną. Tym razem niestety nie było to tak udane spotkanie. Przeczytałem tylko pierwszy tom i nie wiem, czy sięgnę po więcej. Najbardziej z samej lektury podobał mi się świat przedstawiony, mroczny, przepełniony przemocą, po wojnie atomowej wywołanej podczas interwencji Związku Radzieckiego w Polsce.
„Remember, remember, the fifth of November”
„V jak Vendetta” autorstwa mistrza Alan Moore’a to komiks o statusie kultowego. Historia rzuca czytelnika do alternatywnej, totalitarnej Anglii pełnej rasizmu i nietolerancji. Rządom terroru jako jedyny próbuje przeciwstawić się tajemniczy „V”. Postać głównego bohatera jest na pewno jednym z głównych atutów tej historii. Kontrowersyjny anarchista, o skomplikowanej osobowości, co rusz wciąga odbiorcę w kolejne rozważania na tematy światopoglądowe i polityczne. Cały zresztą komiks jest bardzo zaangażowany politycznie i stanowi krytykę totalitaryzmu oraz idei konserwatywnych. Na piedestale zaś stawia anarchię i wolność.
Zagłębiając się dalej w opowieść napotkamy świetnie napisanych, intrygujących bohaterów pobocznych. Najciekawszą z nich wydała mi się żona szefa tajnej policji – Rosemary Almond. Jej wypełnione cierpieniem losy wywarły na mnie największe wrażenie i z niecierpliwością wypatrywałem każdego jej pojawienia się na kartach komiksu.
Oczywiście nie jest to dzieło doskonałe i można się przyczepić do paru aspektów. Styl graficzny, który na początku wydaje się ciekawy po dłuższym czasie zaczyna męczyć, a część bohaterów jest rysowana praktycznie tak samo i czasami ciężko jest ich rozróżnić. W fabule znajdzie się też kilka nieścisłości, głupotek i niedociągnięć. Mimo tego uważam, że jest to świetny komiks i każdy fan tej formy literackiej powinien się z nim zapoznać.
A no i na koniec: "Wolność! Na zawsze!"
„Remember, remember, the fifth of November”
„V jak Vendetta” autorstwa mistrza Alan Moore’a to komiks o statusie kultowego. Historia rzuca czytelnika do alternatywnej, totalitarnej Anglii pełnej rasizmu i nietolerancji. Rządom terroru jako jedyny próbuje przeciwstawić się tajemniczy „V”. Postać głównego bohatera jest na pewno jednym z głównych atutów tej historii....
Komiks politycznie zaangażowany, wirtuozersko pomyślany od strony kompozycyjnej. A kreska Lloyda przypomina plakaty propagandowe w wydaniu ekspresjonistycznym.
Komiks politycznie zaangażowany, wirtuozersko pomyślany od strony kompozycyjnej. A kreska Lloyda przypomina plakaty propagandowe w wydaniu ekspresjonistycznym.
Kolejne arcydzieło, co nie dobrnęło (mi do świadomości). Szanuję Moore'a, ale nie zgadzam się, że to akurat jakiś wybitny komiks jest, napisał o wiele lepsze scenariusze, a ten jest zbyt zadłużony u Orwella, a także miejscami dość głupawy. I co najgorsze na tle "Roku 1984" postarzał się bardzo. Najlepiej czas obszedł się z rysunkami LLoyda - wciąż działa ich klaustrofobiczny klimat.
Kolejne arcydzieło, co nie dobrnęło (mi do świadomości). Szanuję Moore'a, ale nie zgadzam się, że to akurat jakiś wybitny komiks jest, napisał o wiele lepsze scenariusze, a ten jest zbyt zadłużony u Orwella, a także miejscami dość głupawy. I co najgorsze na tle "Roku 1984" postarzał się bardzo. Najlepiej czas obszedł się z rysunkami LLoyda - wciąż działa ich...
Generalny koncept znałem, ponieważ jako młodszy nastolatek oglądałem ekranizacje kilka razy i nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wow.
Chyba jednak musiałem trochę dorosnąć, poobcować z kulturą nieco więcej by docenić ten kunszt w oryginale. Rozumiem zachwyty, ale po Strażnikach, Alan Moore bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę.
Generalny koncept znałem, ponieważ jako młodszy nastolatek oglądałem ekranizacje kilka razy i nie zrobiło to na mnie jakiegoś większego wow.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba jednak musiałem trochę dorosnąć, poobcować z kulturą nieco więcej by docenić ten kunszt w oryginale. Rozumiem zachwyty, ale po Strażnikach, Alan Moore bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę.
Początek znacznie lepszy od finału
Początek znacznie lepszy od finału
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek to absolutny majstersztyk — gęsty, duszny klimat i genialna, niemal fizyczna idea systemu kontroli opartego na „Palcach”, „Uszach” czy „Nosach” oraz maszynie z motywem Przeznaczenia. To nadaje całości niesamowitego ciężaru i sprawia, że totalitaryzm przestaje być abstrakcją. V jako protagonista jest świetnie poprowadzony.
O ile otwarcie i środek wciągają bez reszty, o tyle końcówka w mojej ocenie trochę siada. Momentami gubiłem się też w postaciach drugoplanowych i ich miejscu w hierarchii systemu. Może celowo zlewają się one w jedną masę partyjną, bedąc trybikami w maszynie.
Niemniej, to kawał ambitnej literatury graficznej, warto.
Początek to absolutny majstersztyk — gęsty, duszny klimat i genialna, niemal fizyczna idea systemu kontroli opartego na „Palcach”, „Uszach” czy „Nosach” oraz maszynie z motywem Przeznaczenia. To nadaje całości niesamowitego ciężaru i sprawia, że totalitaryzm przestaje być abstrakcją. V jako protagonista jest świetnie poprowadzony.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile otwarcie i środek wciągają bez...
damn... glebokie
damn... glebokie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toVi Veri Vniversum Vivus Vici. – A. Crowley
Alan Moore to jeden z najlepszych scenarzystów komiksowych. To truizm ale chciałem tym zdaniem rozpocząć ten post, bo V jak Vendetta jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tej opinii.
Chociaż w jego twórczości rysunek jest ważny, to żywotnie ważna jest treść – do głębi humanistyczna, pełna nawiązań do klasyki literatury, zbudowana na ważnych i aktualnych problemach społecznych, które może na pierwszy rzut oka wyglądają jakby nas nie dotyczyły ale zawsze są aktualne.
Dystopijna opowiesc Moore’a i Davida Lloyda teoretycznie osadzona jest w problemach toczących świat w latach 80. Ale czy widmo faszyzmu nie krąży znów po Europie (parafrazując pewnego znanego polityka)? Komiks V jak Vendetta to nie tylko historia szeroko zakrojonej zemsty. To przede wszystkim może opowieść o poszukiwaniu wolności, miłości, walce z osamotnieniem.
Kiedy przeglądałem notatki, ktore robilem podczas lektury okazało sie, ze najwięcej uwagi poświęciłem związkowi Evey i V. Jest on niewątpliwie najbardziej pogłębiony, rozwinięty. Chociaż początkowo to relacja trochę z kategorii mistrz-uczeń, w trakcie całego komiksu zmienia się, zachowując jednak swój pierwotny charakter.
Wszystko to, co dzieje się w tym komiksie spaja oczywiście bunt – przeciwko totalitaryzmowi, fałszywej władzy, wścibskich polityków i ich pachołków z policji i służb. To bunt przeciwko przemocy ale w imię sentencji „fight fire with fire”. Absolutnie fenomenalna rzecz.
Niektórzy narzekają na wartość wizualną tego komiksu i stylu rysunków Lloyda – mi one się podobały, nadawały bardzo wyrazisty rys do tej historii, uzupełniały poważne tematy podejmowane przez Moore’a. Warto podkreślić tez, ze byla to wypadkowa wielu różnych czynników, wcześniejszych jego prac.
V jak Vendetta to wbrew pozorom bardzo aktualna opowieść. Żyjemy w trudnych i niespokojnych czasach.
I musimy zawsze pamiętać 5 listopada.
Vi Veri Vniversum Vivus Vici. – A. Crowley
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlan Moore to jeden z najlepszych scenarzystów komiksowych. To truizm ale chciałem tym zdaniem rozpocząć ten post, bo V jak Vendetta jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tej opinii.
Chociaż w jego twórczości rysunek jest ważny, to żywotnie ważna jest treść – do głębi humanistyczna, pełna nawiązań do klasyki literatury, zbudowana...
„V jak Vendetta” historia do, której mam słabość, bo to ona na nowo rozpaliła moja miłość do komiksów po latach. To opowieść wymykająca się schematom, bo to mroczna refleksja o wolności, tożsamości, byciu biernym i społecznej odpowiedzialności. Słowa wyświechtane, ale komiks niezwykle aktualny i ten stan będzie się tylko pogłębiał.
Alternatywna Anglia pod totalitarnym reżimem to sceneria wydarzeń, ten mroczny świat, gdzie narzędziem nacisku jest strach i propaganda na scenę wychodzi mściciel o „twarzy” Guya Fawkesa i staje się symbolem oporu, inspirując ludzi do stawiania oporu opresyjnym rządom.
Pomimo jakże ważnych wątków politycznych, ten album jest niezwykle filozoficzny i emocjonalny. Pod przykrywką walki z systemem istotom tej historii jest poszukiwanie własnej tożsamości, w dużej mierze widoczne w wątku Eve Hamond, której droga i ewolucja jest znakomicie ukazana. Jej przemiana to ukazanie wprost, że wolność to nie dar to obowiązek o który często trzeba walczyć, ale to tez wymagający ciężar, który bez odwagi, poświęcenia i determinacji zostanie odebrany szybciej niż morze się wydawać.
Album graficznie jest mroczny, chłodny i stonowany, a cienie budujące atmosferę opresji i paranoi są pokazane znakomicie. Olbrzymie miasta będące tak naprawdę „puste”, a wręcz martwe jest widokiem uderzającym, a każdy kadr ma w sobie dramatyczna teatralność niczym z najczarniejszego koszmaru bez możliwości pobudki.
„V jak Vendetta” ma w sobie wydźwięk moralizatorski, aby nie ulegać pokusie bezpieczeństwa kosztem wolności, bo to prosta droga do utraty siebie i tożsamości. Ten komiks jak mało który zmusza do myślenia i prowokuje w sposób uderzający i niewygodny. Dla mnie ten komiks ma w sobie coś z proroczego snu z przeszłości, co jest jeszcze mroczniejsze. Komiks ponadczasowy i dla wielu może być historią otwierającą oczy. Historia ponadczasowa i moje 10/10.
„V jak Vendetta” historia do, której mam słabość, bo to ona na nowo rozpaliła moja miłość do komiksów po latach. To opowieść wymykająca się schematom, bo to mroczna refleksja o wolności, tożsamości, byciu biernym i społecznej odpowiedzialności. Słowa wyświechtane, ale komiks niezwykle aktualny i ten stan będzie się tylko pogłębiał.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAlternatywna Anglia pod totalitarnym...
Bardzo brzydka kreska, lepiej obejrzeć film.
Bardzo brzydka kreska, lepiej obejrzeć film.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toV jak Vendetta to jeden z tych komiksów, które wykraczają poza ramy gatunku superbohaterskiego i dotykają spraw dużo bardziej uniwersalnych: wolności, odpowiedzialności i granic władzy. Alan Moore stworzył dystopijną wizję Wielkiej Brytanii rządzonej przez totalitarny reżim, w której anonimowy mściciel V staje się symbolem oporu.
Największą siłą tej historii jest jej wieloznaczność. V nie jest typowym bohaterem – działa brutalnie, manipuluje innymi, a jego metody wzbudzają niepokój. Czy jest bojownikiem o wolność, czy fanatykiem? Moore nie daje prostych odpowiedzi, zmuszając czytelnika do własnych przemyśleń.
Rysunki Davida Lloyda świetnie podkreślają atmosferę opresyjnego, szarego świata. Cienie, ciemne barwy i realistyczna kreska budują klimat ciężkiej, dusznej rzeczywistości, w której jeden człowiek potrafi stać się iskrą do rewolucji.
Komiks jest też niezwykle aktualny — pytania o to, czy cel uświęca środki, oraz jak wiele można poświęcić dla wolności, nigdy się nie starzeją. V jak Vendetta to nie tylko opowieść o zemście, ale także o sile idei, które mogą przetrwać nawet śmierć człowieka.
V jak Vendetta to jeden z tych komiksów, które wykraczają poza ramy gatunku superbohaterskiego i dotykają spraw dużo bardziej uniwersalnych: wolności, odpowiedzialności i granic władzy. Alan Moore stworzył dystopijną wizję Wielkiej Brytanii rządzonej przez totalitarny reżim, w której anonimowy mściciel V staje się symbolem oporu.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajwiększą siłą tej historii jest jej...
Komiks pożyczyłem od kolegi jaki mi go zachwalał. Pierwsze wrażenie "optyczne" mnie nie zachwyciło. Kreska mnie nie porwała, nie jest w stylu jaki by mi się spodobał, dla mnie to nie jest zaleta. A chodzi w końcu o komiks gdzie wrażenia wizualne są istotne.
Dwójka głównych bohaterów czyli sam V i jego kumpela też mnie nie przekonuje. V jest esencją genialnego złoczyńcy. Wyrafinowany, wielbiący sztukę, lubiący poezję, klasykę literatury angielskiej i zagadki. Wszysto właściwie mu się udaje zrealizować właściwie bezbłędnie. Ot coś wybucha czy kogoś zadźgał bo V tak postanowił (czyli bo jest w scenariuszu). W ogóle taka postać nie trafia mi do przekonania, jest zbyt abstrakcyjna abym dał choć trochę wiarę w jej istnienie. Nawet nie wiadomo skąd on ma tą swoją batmanią dziuplę albo jak nabył te swoje różnorakie umiejętności na poziomie olimpijczyka, sapera, karateki, nożownika i co tam jeszcze. A przez ten brak wiary, nie kupuję o nim historii.
Natomiast wizja walki z reżimem ma swój urok. To, że akcja dzieję się pod koniec XX wieku w UK to dla mnie plus, jakiś powiew świeżości od marvelówkowego usakowania. Ciekawy był też artykuł na końcu wydania, jakie były początki tej postaci i komiksu w mrocznych, początkach lat 80-tych (gdzie z ich perspektywy to lata 90-ta to była niepewna i nieodległa przyszłość). To sprawia, że daję to oczko czy dwa wyżej w ocenie.
Jako całość komiks mnie nie porwał, najciekawsi dla mnie byli pomniejsi bhaterowie, głównie złole, ich motywacje czy życie prywatne. Sama wizja świata i tego jak funkcjonuje. Najsłabszy punkt to sama dwójka głównych bohaterów. Komiks "może być" ale szału na mnie nie zrobił.
Komiks pożyczyłem od kolegi jaki mi go zachwalał. Pierwsze wrażenie "optyczne" mnie nie zachwyciło. Kreska mnie nie porwała, nie jest w stylu jaki by mi się spodobał, dla mnie to nie jest zaleta. A chodzi w końcu o komiks gdzie wrażenia wizualne są istotne.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwójka głównych bohaterów czyli sam V i jego kumpela też mnie nie przekonuje. V jest esencją genialnego złoczyńcy....
Ekranizację widziałem tuż po premierze, więc do komiksowego pierwowzoru siadałem niemal jak do nieznanej historii i świetnie się bawiłem. Patetyczna, antytotalitarna opowieść o wolności i temu, co warto w jej imię poświęcić. Piękna, surowa kreska świetnie buduje klimat.
Ekranizację widziałem tuż po premierze, więc do komiksowego pierwowzoru siadałem niemal jak do nieznanej historii i świetnie się bawiłem. Patetyczna, antytotalitarna opowieść o wolności i temu, co warto w jej imię poświęcić. Piękna, surowa kreska świetnie buduje klimat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie oceniam, bo bardzo nie podobał mi się komiks. Kreska mnie odrzucała, nie pozwalała skupić na treści, a jak już to mi się udało po kilkudziesięciu stronach, to okazało się, że treść też totalnie nie dla mnie. Ani wizja świata opanowanego przez korporacje, nękanego przez klęski żywiołowe, ani bohaterowie, to nie moja bajka.
Nie oceniam, bo bardzo nie podobał mi się komiks. Kreska mnie odrzucała, nie pozwalała skupić na treści, a jak już to mi się udało po kilkudziesięciu stronach, to okazało się, że treść też totalnie nie dla mnie. Ani wizja świata opanowanego przez korporacje, nękanego przez klęski żywiołowe, ani bohaterowie, to nie moja bajka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkuszony samymi "oh i ah" tym komiksem sam postanowiłem to sprawdzić, niestety bardzo się zawiodłem, może jeszcze jakbyś rysunki były inne, bardziej staranne i wyraźniejsze byłaby wyższa ocena a takto? Jest to powieść graficzna więc taką samą uwagę zwacam historia jak i rysunkom a tutaj jest tak dużo ważnych postaci głównych i pobocznych, że szczerze mówiąc czasem się gubiłem kto był kim i kto jest kto tak niechlujnie były narysowane niektóre postacie, przez to czasem się musiałem wracać kartkami wstecz żeby się nie zgubić i przez to wybijało mnie to z immersji a szkoda.
Pozdrawiam
Skuszony samymi "oh i ah" tym komiksem sam postanowiłem to sprawdzić, niestety bardzo się zawiodłem, może jeszcze jakbyś rysunki były inne, bardziej staranne i wyraźniejsze byłaby wyższa ocena a takto? Jest to powieść graficzna więc taką samą uwagę zwacam historia jak i rysunkom a tutaj jest tak dużo ważnych postaci głównych i pobocznych, że szczerze mówiąc czasem się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgólnie książka która może być zakzazna.
Choć nie ze wszystkim się zgadzam acz rozumiem, że ludzie są dziś głupsi psychicznie
Ogólnie książka która może być zakzazna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć nie ze wszystkim się zgadzam acz rozumiem, że ludzie są dziś głupsi psychicznie
Kolejna Lektura Obowiązkowa zaliczona.
Początek wzbudził we mnie reakcje dwojakie.
Z jednej strony, wizualnie jest bardzo przytulnie. Kreska jest klimatyczna, wyrazista, mocno gra czernią, ale jednocześnie operuje delikatnymi, spranymi kolorami.
Bardzo na tak.
Z drugiej strony, główny bohater od wejścia cytuje Szekspira, co zapowiada Moore’owską pretensjonalność.
Szybko na szczęście okazuje się, że jest to tylko jedno z dziwactw bardzo barwnej i dość tragicznej postaci - zamaskowanego (ach, przypominają się protesty przeciwko ACTA), zbuntowanego, niebanalnego mściciela.
V (tak na niego mówią) wrzucony jest w fascynujący świat dystopijnej, totalitarnej Anglii, gdzie na porządku dziennym jest rządowa inwigilacja, a lud w zasadzie nie ma dostępu do dziedzictwa kulturowego ludzkości.
Pamiętając (jako tako) film z początku potraktowałem ten świat jako rzecz oczywistą, dopiero potem dotarło do mnie jak złożona i pełna jest to kreacja, jak wielu tematów ta opowieść dotyka. Komiks oferuje ponury, ale fascynujący pejzaż społeczno-polityczny i barwny wachlarz postaci z różnych środowisk i stron konfliktu. Mimo antysystemowego protagonisty historia wcale nie jest czarno-biała, co mnie zaskoczyło bodaj najbardziej.
Jest to natomiast historia szalona, pełna tajemnic, mocno noirowa i duszna, z silnym poczuciem rozmachu, wagi wydarzeń, namacalności świata przedstawionego, ale też obyczajowego spokoju i oddechu.
Komiks wypożyczyłem z @bibliotekakomiksowo i nie wiem jeszcze czy zaopatrzę się we własny egzemplarz, ale była to bardzo satysfakcjonująca lektura, nie tylko w ramach badania historii medium.
Zdecydowanie warto.
Kolejna Lektura Obowiązkowa zaliczona.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek wzbudził we mnie reakcje dwojakie.
Z jednej strony, wizualnie jest bardzo przytulnie. Kreska jest klimatyczna, wyrazista, mocno gra czernią, ale jednocześnie operuje delikatnymi, spranymi kolorami.
Bardzo na tak.
Z drugiej strony, główny bohater od wejścia cytuje Szekspira, co zapowiada Moore’owską pretensjonalność.
Szybko...
V jak Vandetta to komiks kultowy, choć cieszę się że trafił w moje ręce dopiero teraz. Jest to pozycja dość ciężka w odbiorze. Nie zawsze w prosty sposób mogłam się połapać w fabule. Ogłupiona kulturą szybkich bezmyślnych książek / filmików widzę jak często to co dawniej było dla mnie proste do zauważenia teraz spędza mi sen z powiek, i muszę się mocniej skupić nad treścią. Samo wydanie bardzo staranne. Co do kreski sama postać V bardzo w moim klimacie jednak całościowo dość wyraźna i silna maniera nie musi każdemu przypaść do gustu jednak mocno pasująca do treści. Polecam
V jak Vandetta to komiks kultowy, choć cieszę się że trafił w moje ręce dopiero teraz. Jest to pozycja dość ciężka w odbiorze. Nie zawsze w prosty sposób mogłam się połapać w fabule. Ogłupiona kulturą szybkich bezmyślnych książek / filmików widzę jak często to co dawniej było dla mnie proste do zauważenia teraz spędza mi sen z powiek, i muszę się mocniej skupić nad treścią....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCAWPILE 7,71
CAWPILE 7,71
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTylko ten odcinek był w bibliotece, a ja nie zauważyłem numeru. Szkoda, że to nie pierwsza część, a zarazem dobrze, że przeoczyłem to, ponieważ w takim wypadku nie pożyczyłbym jej. A jest to ciekawa historia człowieka w masce... A właściwie idei, która jest nieśmiertelna, która może zniszczyć każdy mur i kraty. Nawet te niewidzialne. Z konkretów to akcja dzieje się pod koniec lat 90-tych XX wieku w Anglii, która po trzeciej wojnie światowej jest państwem totalitarnym. Opowieść tyleż utopijna w swym przesłaniu, co prawdziwa w ukazaniu ludzkich namiętności drugoplanowych bohaterów. Do tego dzieło wieńczy artykuł Alana Moore’a o powstaniu tego komiksu oraz dwa krótkie „niekanoniczne” dodatkowe historie V.
Tylko ten odcinek był w bibliotece, a ja nie zauważyłem numeru. Szkoda, że to nie pierwsza część, a zarazem dobrze, że przeoczyłem to, ponieważ w takim wypadku nie pożyczyłbym jej. A jest to ciekawa historia człowieka w masce... A właściwie idei, która jest nieśmiertelna, która może zniszczyć każdy mur i kraty. Nawet te niewidzialne. Z konkretów to akcja dzieje się pod...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć do końca nie przekonałam się do kreski, to fabuła wciągnęła bez reszty. Mądry, przerażający, tajemniczy, egzystencjalny. Jeden z tych, które trzeba przeczytać.
Choć do końca nie przekonałam się do kreski, to fabuła wciągnęła bez reszty. Mądry, przerażający, tajemniczy, egzystencjalny. Jeden z tych, które trzeba przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacznę od tego, że komiks jest ładnie wydany: twarda okładka, bardzo dobrej jakości papier, ciekawa kolorystyka, rysunki i tekst nie zlewają się ze sobą, całość jest przejrzysta i dobrze się czyta. Jeśli chodzi o samą treść to jest unikalna,ale także ciężka w odbiorze. Opowieść ta jest trochę zagmatwana, wielowątkowa i można chwilami mieć problem,aby się w niej połapać. Tematyka komiksu też na pewno nie przypadnie każdemu do gustu. Bez wątpienia jest to jeden z najwybitniejszych komiksów i pomimo zawikłanej treści oraz mrocznego klimatu wciąga i nurtuje. Gwiazdka więcej za intrygującą i zagadkową postać V.
Zacznę od tego, że komiks jest ładnie wydany: twarda okładka, bardzo dobrej jakości papier, ciekawa kolorystyka, rysunki i tekst nie zlewają się ze sobą, całość jest przejrzysta i dobrze się czyta. Jeśli chodzi o samą treść to jest unikalna,ale także ciężka w odbiorze. Opowieść ta jest trochę zagmatwana, wielowątkowa i można chwilami mieć problem,aby się w niej połapać....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo chyba mój ulubiony komiks Alana Moore'a. Fabuła naprawdę mnie zaciekawiła i nie nudziła mnie tak jak w pozostałych dziełach tego scenarzysty.
To chyba mój ulubiony komiks Alana Moore'a. Fabuła naprawdę mnie zaciekawiła i nie nudziła mnie tak jak w pozostałych dziełach tego scenarzysty.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDawno nie czytałem komisku/powieści graficznej i wydaje mi się, że wybierając pozycję do przeczytania trafiłem całkiem nieźle. Jest to wciągająca, miejscami zagmatwana, wielowątkowa historia. Szkoda jednak, że tak mało w niej V.
Dawno nie czytałem komisku/powieści graficznej i wydaje mi się, że wybierając pozycję do przeczytania trafiłem całkiem nieźle. Jest to wciągająca, miejscami zagmatwana, wielowątkowa historia. Szkoda jednak, że tak mało w niej V.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKim jest V? Protagonistą czy antagonistą? Terrorystą czy romantycznym bojownikiem o wolność? Mordercą czy wyzwolicielem? Człowiekiem czy Ideą? Zakończenie komiksu nie przyniosło mi odpowiedzi, a kolejne pytania. V ja Vendetta to komiks, który jednocześnie uważam za arcydzieło, ale i przeintelektualizowany bełkot. Momentami mnie męczył, ale i zachwycał. Dzieło Alana Moore'a oceniam na 7. Być może przy kolejnym podejściu do tego komiksu ocena będzie wyższa.
Kim jest V? Protagonistą czy antagonistą? Terrorystą czy romantycznym bojownikiem o wolność? Mordercą czy wyzwolicielem? Człowiekiem czy Ideą? Zakończenie komiksu nie przyniosło mi odpowiedzi, a kolejne pytania. V ja Vendetta to komiks, który jednocześnie uważam za arcydzieło, ale i przeintelektualizowany bełkot. Momentami mnie męczył, ale i zachwycał. Dzieło Alana Moore'a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ jednej strony muszę pochwalić sugestywny i ciężki klimat, niepowtarzalny portret głównego protagonisty V, co do którego na przestrzeni całej lektury pojawiają się sprzeczne emocje oraz sam motyw zemsty. Zaś z drugiej strony wiele elementów świata przedstawionego, zwłaszcza tych ideologicznych, to totalny groch z kapustą i wywrócenie pojęć - co wspominam, bo zaważa to jednak na fabule i nie pozwalało mi traktować tej historii do końca poważnie.
Podsumowując, nie żałuję przeczytania, ale bez zachwytów.
Z jednej strony muszę pochwalić sugestywny i ciężki klimat, niepowtarzalny portret głównego protagonisty V, co do którego na przestrzeni całej lektury pojawiają się sprzeczne emocje oraz sam motyw zemsty. Zaś z drugiej strony wiele elementów świata przedstawionego, zwłaszcza tych ideologicznych, to totalny groch z kapustą i wywrócenie pojęć - co wspominam, bo zaważa to...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"V jak Vendetta" to absolutny majstersztyk, który bezlitośnie eksploruje ciemne zakamarki ludzkiej psychiki i społeczeństwa. Wizja totalitarnego reżimu, gdzie wolność słowa i myśli zostały zduszone, jest przerażająco aktualna w dzisiejszych czasach. Alan Moore i David Lloyd stworzyli opowieść pełną symboliki, która trafia w samo sedno naszych najgłębszych obaw.
Postać V to nie tylko bohater, ale i symbol buntu i wolności. Jego nieustraszona determinacja, by obalić totalitaryzm, inspiruje i porusza do głębi. Sposób, w jaki komiks ukazuje proces transformacji Evey, jest absolutnie fascynujący. To opowieść o odrodzeniu i przemianie.
Rysunki Davida Lloyda są znakomicie wykonane, a każdy panel pełen jest detali, które dodają głębi historii. Nie sposób nie docenić roli wizualnej w tej opowieści.
Mocna, mroczna, i przede wszystkim, niezwykle aktualna. "V jak Vendetta" to komiks, który zostawi trwały ślad w twojej duszy i skłoni do refleksji nad kondycją ludzkości. To absolutna konieczność dla każdego miłośnika komiksów i literatury.
"V jak Vendetta" to absolutny majstersztyk, który bezlitośnie eksploruje ciemne zakamarki ludzkiej psychiki i społeczeństwa. Wizja totalitarnego reżimu, gdzie wolność słowa i myśli zostały zduszone, jest przerażająco aktualna w dzisiejszych czasach. Alan Moore i David Lloyd stworzyli opowieść pełną symboliki, która trafia w samo sedno naszych najgłębszych obaw.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostać V to...
"W brzydkich miastach są gliniarze
Są nakazy, formularze
Są łapówki, są wyroki
I na schodach ciężkie kroki...
Wdowy, które nie chcą płakać
przyozdobią podwiązkami
i w okrutnym kabarecie
każą machać im nogami.
"W brzydkich miastach są gliniarze
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą nakazy, formularze
Są łapówki, są wyroki
I na schodach ciężkie kroki...
Wdowy, które nie chcą płakać
przyozdobią podwiązkami
i w okrutnym kabarecie
każą machać im nogami.
"W obliczu odrzucenia zrobiłem to, co uczyniłby każdy poważny artysta. Poddałem się."
- Alan Moore, z posłowia "V jak Vendetta".
"W obliczu odrzucenia zrobiłem to, co uczyniłby każdy poważny artysta. Poddałem się."
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- Alan Moore, z posłowia "V jak Vendetta".
Kolejny komiks/powieść graficzna za mną. Tym razem niestety nie było to tak udane spotkanie. Przeczytałem tylko pierwszy tom i nie wiem, czy sięgnę po więcej. Najbardziej z samej lektury podobał mi się świat przedstawiony, mroczny, przepełniony przemocą, po wojnie atomowej wywołanej podczas interwencji Związku Radzieckiego w Polsce.
“Chcesz mnie zabić? Nie ma ciała i krwi do zabicia pod tym płaszczem. Jest tylko idea. A idee są kuloodporne.”
Niestety w komiksie najsłabiej wypadają główni bohaterowie. Szczególnie partnerka V - Evey. Jedynie motyw teatru, sztuki, maskarady przypadł mi do gustu. Może czegoś wartościowego tutaj nie dostrzegam, coś przeoczyłem? Warto przeczytać drugi tom? Może jestem uprzedzony, bo nie jestem wielkim wielbicielem anarchii.
Kolejny komiks/powieść graficzna za mną. Tym razem niestety nie było to tak udane spotkanie. Przeczytałem tylko pierwszy tom i nie wiem, czy sięgnę po więcej. Najbardziej z samej lektury podobał mi się świat przedstawiony, mroczny, przepełniony przemocą, po wojnie atomowej wywołanej podczas interwencji Związku Radzieckiego w Polsce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Chcesz mnie zabić? Nie ma ciała i krwi...
„Remember, remember, the fifth of November”
„V jak Vendetta” autorstwa mistrza Alan Moore’a to komiks o statusie kultowego. Historia rzuca czytelnika do alternatywnej, totalitarnej Anglii pełnej rasizmu i nietolerancji. Rządom terroru jako jedyny próbuje przeciwstawić się tajemniczy „V”. Postać głównego bohatera jest na pewno jednym z głównych atutów tej historii. Kontrowersyjny anarchista, o skomplikowanej osobowości, co rusz wciąga odbiorcę w kolejne rozważania na tematy światopoglądowe i polityczne. Cały zresztą komiks jest bardzo zaangażowany politycznie i stanowi krytykę totalitaryzmu oraz idei konserwatywnych. Na piedestale zaś stawia anarchię i wolność.
Zagłębiając się dalej w opowieść napotkamy świetnie napisanych, intrygujących bohaterów pobocznych. Najciekawszą z nich wydała mi się żona szefa tajnej policji – Rosemary Almond. Jej wypełnione cierpieniem losy wywarły na mnie największe wrażenie i z niecierpliwością wypatrywałem każdego jej pojawienia się na kartach komiksu.
Oczywiście nie jest to dzieło doskonałe i można się przyczepić do paru aspektów. Styl graficzny, który na początku wydaje się ciekawy po dłuższym czasie zaczyna męczyć, a część bohaterów jest rysowana praktycznie tak samo i czasami ciężko jest ich rozróżnić. W fabule znajdzie się też kilka nieścisłości, głupotek i niedociągnięć. Mimo tego uważam, że jest to świetny komiks i każdy fan tej formy literackiej powinien się z nim zapoznać.
A no i na koniec: "Wolność! Na zawsze!"
„Remember, remember, the fifth of November”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„V jak Vendetta” autorstwa mistrza Alan Moore’a to komiks o statusie kultowego. Historia rzuca czytelnika do alternatywnej, totalitarnej Anglii pełnej rasizmu i nietolerancji. Rządom terroru jako jedyny próbuje przeciwstawić się tajemniczy „V”. Postać głównego bohatera jest na pewno jednym z głównych atutów tej historii....
Komiks politycznie zaangażowany, wirtuozersko pomyślany od strony kompozycyjnej. A kreska Lloyda przypomina plakaty propagandowe w wydaniu ekspresjonistycznym.
Komiks politycznie zaangażowany, wirtuozersko pomyślany od strony kompozycyjnej. A kreska Lloyda przypomina plakaty propagandowe w wydaniu ekspresjonistycznym.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne arcydzieło, co nie dobrnęło (mi do świadomości). Szanuję Moore'a, ale nie zgadzam się, że to akurat jakiś wybitny komiks jest, napisał o wiele lepsze scenariusze, a ten jest zbyt zadłużony u Orwella, a także miejscami dość głupawy. I co najgorsze na tle "Roku 1984" postarzał się bardzo. Najlepiej czas obszedł się z rysunkami LLoyda - wciąż działa ich klaustrofobiczny klimat.
Kolejne arcydzieło, co nie dobrnęło (mi do świadomości). Szanuję Moore'a, ale nie zgadzam się, że to akurat jakiś wybitny komiks jest, napisał o wiele lepsze scenariusze, a ten jest zbyt zadłużony u Orwella, a także miejscami dość głupawy. I co najgorsze na tle "Roku 1984" postarzał się bardzo. Najlepiej czas obszedł się z rysunkami LLoyda - wciąż działa ich...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to