Książka lekka, śmieszna i przyjemna – idealna pozycja na lato. Fabuła totalnie absurdalna, kompletnie niepoprawna politycznie i szalenie zabawna, ja się przy niej bawiłam wyśmienicie. Mamy tu dużo czarnego niebanalnego humoru i odniesień do polskiej kultury. Kwiecisty styl wypowiedzi jest przeplatany rynsztokowym słownictwem, co tworzy komiczny klimat. Jestem zdecydowanie fanką takich zabiegów, nadaje to kolorytu całości.
Główny bohater – Marcin jest nauczycielem historii z przypadku, niezbyt sobie radzi ze sobą i z życiem w ogóle. Jedna to jemu właśnie objawili się wysłannicy nieba i piekła, kiedy Bóg postanowił zrobić sobie wolne od obowiązków, a ludzkości grozi zagłada.
Książka lekka, śmieszna i przyjemna – idealna pozycja na lato. Fabuła totalnie absurdalna, kompletnie niepoprawna politycznie i szalenie zabawna, ja się przy niej bawiłam wyśmienicie. Mamy tu dużo czarnego niebanalnego humoru i odniesień do polskiej kultury. Kwiecisty styl wypowiedzi jest przeplatany rynsztokowym słownictwem, co tworzy komiczny klimat. Jestem zdecydowanie...
Książka jest dobra, napisana ze swadą, pełna absurdalnego humoru, no można rżeć ze smiechu, czytajać ją. Ale-jakie jest przesłanie, jakie wnioski ? Tu gorzej. To nie moralitet, to czysty cynizm i nihilizm, wspolczesny czlowiek bez wartości miota sie po świecie, a wiara w Boga jest pokazana na równi w wiarą w UFO. Dla ludzi o ukształtowanych charakterach, wtedy-prześmieszne i czadowe
Książka jest dobra, napisana ze swadą, pełna absurdalnego humoru, no można rżeć ze smiechu, czytajać ją. Ale-jakie jest przesłanie, jakie wnioski ? Tu gorzej. To nie moralitet, to czysty cynizm i nihilizm, wspolczesny czlowiek bez wartości miota sie po świecie, a wiara w Boga jest pokazana na równi w wiarą w UFO. Dla ludzi o ukształtowanych charakterach,...
Na początku niekoniecznie mnie trzymało czytanie tej książki, ale dałem jej szansę. I po pierwszych "złotych myślach" i "filozofii życia" głównych bohaterów, wiedziałem że poczucie humoru z autorem mamy podobne. Poziom parodii i absurdu był na odpowiednim poziomie, abym bawił się wyśmienicie. Uwspółcześniona akcja, język i nasze "polskie, swojskie podwórko" dodatkowo podnoszą poziom tej zabawy. Ta książka to czysta rozrywka, często z nas samych i tę rolę spełnią.
Na początku niekoniecznie mnie trzymało czytanie tej książki, ale dałem jej szansę. I po pierwszych "złotych myślach" i "filozofii życia" głównych bohaterów, wiedziałem że poczucie humoru z autorem mamy podobne. Poziom parodii i absurdu był na odpowiednim poziomie, abym bawił się wyśmienicie. Uwspółcześniona akcja, język i nasze "polskie, swojskie podwórko" dodatkowo...
Postanowiłe napisać tą opinię czytając poprzednie, dlatego, ze osobiście uwazam tą książkę za więcej niż świetną... Nie wiem czemu, przez jedna sytuacje toaletową (fakt, opisaną na kilka stron) potraktowana została jako humor fekalny. Zarówno styl pisania, humor jak i ciekawe spostrzeżenia, które autor nam serwuje stawiają ją dla miłośników Terrego Prachetta na szczycie podium, jeśli chodzi o cyniczne, obrazowe i celne uwagi w literaturze polskiej. Nie spotkałem się do tej pory w naszym rodzimym kraju z tak podobną do mistrza książką. A i historia w niej zawarta wciągnęła mnie od początku. Czapki z głów wobec autora, szkoda, że nie wyszło spod jego pióra nic innego. Pozdrawiam
Postanowiłe napisać tą opinię czytając poprzednie, dlatego, ze osobiście uwazam tą książkę za więcej niż świetną... Nie wiem czemu, przez jedna sytuacje toaletową (fakt, opisaną na kilka stron) potraktowana została jako humor fekalny. Zarówno styl pisania, humor jak i ciekawe spostrzeżenia, które autor nam serwuje stawiają ją dla miłośników Terrego Prachetta na szczycie...
Jeśli macie ochotę szczerze popłakać... popłakać oczywiście ze śmiechu, to jest to książka dla Was.
George Carlin z uporem maniaka i precyzją laboratoryjnej wagi wychwytywał wszelkie absurdy amerykańskiego życia. Przetwarzał je w swojej głowie na doskonałe monologi, okraszał dosadnym humorem i został królem stand-upu.
Tomasz Kołbus jest równie wnikliwym obserwatorem a i język ma cięty, czasem wręcz "fekalny". Ale bądźmy szczerzy, czyż nie słyszymy takiego języka w ojczyźnie lubej na co dzień?
Myślę że jeśli nie spuści z tonu i popracuje trochę nad formą ma szanse zostać Carlinem polskiej literatury.
Wracając na ziemię...
Chyba każdy z nas korzystał kiedyś ze służby zdrowia made in poland, rodzimej edukacji, czy bardziej ogólnie jakiejkolwiek instytucji w tym pięknym kraju nad Wisłą.
I co?
Jak wrażenia?
Czasem człek czuje się wręcz zażenowany, wysiadywanie godzinami na korytarzach, ganianie od pokoju do pokoju, po podpis czy pieczątkę...
Od śmierci znienawidzonego ustroju minęło wiele lat, ale instytucjom niestety niewiele minęło...
Monty Python w naszych realiach czuł by się pewnie jak ryba w wodzie, wszędzie tyle tematów na przezabawne gagi, wystarczy wyjść z domu i zmienić nazwisko...
Chociażby na Kłobus by "z wdziękiem" oprócz absurdów, punktować nasze narodowe naleciałości i sprawić że pomimo całego ich "ciężaru gatunkowego" potrafimy dostrzec ich zaściankowość i śmieszność.
A poza tym... hulaj dusza Boga nie ma (wiadomo jest na urlopie)
Diabły, archanioły, ziemia, niebo, piekło, gimnazjalny nauczyciel, tantra, joga i oczywiście moi ulubieni kosmici, a jakże!
Poczytać warto :)
Jeśli macie ochotę szczerze popłakać... popłakać oczywiście ze śmiechu, to jest to książka dla Was.
George Carlin z uporem maniaka i precyzją laboratoryjnej wagi wychwytywał wszelkie absurdy amerykańskiego życia. Przetwarzał je w swojej głowie na doskonałe monologi, okraszał dosadnym humorem i został królem stand-upu.
Tomasz Kołbus jest równie wnikliwym obserwatorem a i...
To jest specyficzna historia. zakończenie uzmysłowiło mi, że to dla mnie za dużo fantastyki na raz ale przez większą część ten tekst jest bardzo smieszny. autor zabawnie opisał piekło zorganizowane na podobieństwo ziemskiej korporacji, wyśmiał głupotę lokalnych polityków, zakłamanie kleru i beznadziejny system edukacji.
To jest specyficzna historia. zakończenie uzmysłowiło mi, że to dla mnie za dużo fantastyki na raz ale przez większą część ten tekst jest bardzo smieszny. autor zabawnie opisał piekło zorganizowane na podobieństwo ziemskiej korporacji, wyśmiał głupotę lokalnych polityków, zakłamanie kleru i beznadziejny system edukacji.
Nosz, kur#@%^$^$! Ktoś powinien mnie uprzedzić, że czytanie tego przybytku może się skończyć zmoczeniem bielizny!! ;)
Pierwszy raz czytadło zapanowało nade mną w taki sposób. Ubaw miałam po pachy :D
Autor doskonale uchwycił polską rzeczywistość i przedstawił ją w krzywym zwierciadle, choć to zwierciadło wcale nie musiało być za bardzo krzywe :)
Normanie Monty Python wysiada!
Dyszka i idę przeprać majty ;P
Nosz, kur#@%^$^$! Ktoś powinien mnie uprzedzić, że czytanie tego przybytku może się skończyć zmoczeniem bielizny!! ;)
Pierwszy raz czytadło zapanowało nade mną w taki sposób. Ubaw miałam po pachy :D
Autor doskonale uchwycił polską rzeczywistość i przedstawił ją w krzywym zwierciadle, choć to zwierciadło wcale nie musiało być za bardzo krzywe :)
Normanie Monty Python...
Dostrzegłem w bibliotece,postanowiłem wypożyczyć.Bo okładka, mimo że brzydka bardzo mnie przyciągnęła.Cóż,takie historie z siłami nieba i piekła.Zawsze mnie wciągały.
A jeżeli są napisane w zabawny sposób to tym bardziej.
Książka jest według mnie bardzo zabawna.Ale uwaga,czasem ten humor jest dość taki "grubiański",zalatujący wręcz fekalnie.
Z drugiej strony,historia pewnego proboszcza jest tu,aż bardzo zabawna.
A co z bohaterami ? Cóż zacznę od głównego bohatera.
To Marcin nauczyciel historii,jego dziewczyna hipiska Agata.Oraz kolega Marcina,troszkę dziwny gangster Krzysztof.
Mamy też Archanioła Rafała i diabła Mamona.
Raczej mało straszny,był też przedstawiciel piekła.
Ale to,nie horror w stylu Mastertona.Tylko zabawna komedia.
A co z fabułą ? Otóż głównym celem naszych bohaterów jest,obronienie Ziemi przed kosmitami.
Książkę czyta się łatwo i szybko.To idealna rozrywka,z aniołami, demonami i kosmitami w tle.
Dostrzegłem w bibliotece,postanowiłem wypożyczyć.Bo okładka, mimo że brzydka bardzo mnie przyciągnęła.Cóż,takie historie z siłami nieba i piekła.Zawsze mnie wciągały.
A jeżeli są napisane w zabawny sposób to tym bardziej.
Książka jest według mnie bardzo zabawna.Ale uwaga,czasem ten humor jest dość taki "grubiański",zalatujący wręcz fekalnie.
Z drugiej strony,historia...
Zakręcona, abstrakcyjna, irracjonalna, chwilami śmieszna do łez, chwilami prawdziwa do bólu. Czasem wulgarna czy prostacka, porusza jednocześnie ważne współcześnie tematy. Cóż jedno jest pewne - warto ją poznać i ciężko ją zaszufladkować
Zakręcona, abstrakcyjna, irracjonalna, chwilami śmieszna do łez, chwilami prawdziwa do bólu. Czasem wulgarna czy prostacka, porusza jednocześnie ważne współcześnie tematy. Cóż jedno jest pewne - warto ją poznać i ciężko ją zaszufladkować
„Więcej k*rwa, więcej!” Pozostając w tej książkowej retoryce, kwituję powieść Tomasza Kołbusa „Bóg na urlopie”. Wszystko w niej się miesza: piekło, niebo, kosmos, ziemia. Bóg, Szatan, czy pozaziemskie cywilizacje.
Okazuje się, że wizja czeluści piekielnych nie jest taka zła, a i że bez Boga też da się żyć. Bo wszak Boga nie ma. Wyjechał. Dość miał ludzi ich problemów i zawiści. Wziął urlop od tych wszystkich knowań i nie jest obecny już od jakiegoś czasu. Raczej było to bardzo dawno temu, bo piekło zawalone jest ludźmi. Szatan ma szansę nieco wykorzystać tę okazję i trochę podrasować swój „Pijar”. Ludzka niegodziwość jest mu także bliższa. Zresztą Ziemianom zagraża nie tylko nieobecność Boga i chciwe chęci demonów, ale też nalot obcej cywilizacji – tak zwanych Bellatrixanów. Ale spokojnie! Na zbawiciela ludzkości wytypowany został skromny, około trzydziestoletni nauczyciel historii – Marcin.
Marcin to przeciętny chłopak. Prowadzi normalną egzystencję skupiającą się na pracy (do której zawsze się spóźnia), spotkaniach z kolegami (Małpa – utajony gej, Adam – pracoholik narzekający na swój stary model porsche) i sporadycznym seksie ze swoją tak-jakby-dziewczyną (Anita jako wyzwolona hipiska nie ogranicza się tylko do jednego związku). Jego szare życie kończy się w momencie (dosłownego) objawienia. Najpierw ukazuje mu się Archanioł Rafał, a następnie demon Mammon, którzy obwieszczają mu, że jest zbawicielem świata - tego obecnego, ale i doczesnego. Okazuje się, że wytypowanie go na mesjasza nie było takie znowu przypadkowe. Był to proces misterny, ale niekoniecznie długotrwały, zaplanowany przez komputer pokładowy ze statku Bellatrixanów. Ale czy na pewno…? Okazuję się, że swoja wyjątkową rolę w odbudowie świata ma nie tylko Marcin, ale i … Ziemniak!
Książka Tomasza Kołbusa to pozycja bardzo dobra. Ociekająca humorem, sarkazmem i zjadliwą ironią wobec otaczającego nasz świata, a przede wszystkim tak bliskiej nam polskiej codzienności. Przyjaźń, związki, szkolnictwo, religia, polityka, a nawet kolejka do lekarza – autor w zabawny sposób przedstawia każdą z tych dziedzin w satyryczny sposób. Ostatecznie jest to właściwe zdefiniowanie otaczającej nas rzeczywistości.
Język, gra słów i trafne spostrzeżenia są największą siłą tej książki. Dzięki temu Bóg, Szatan, UFO i Zbawienie nie są jej jedynym wątkiem fabularnym, w zasadzie stają się poniekąd przykrywką dla głębszych treści. „Bóg na urlopie” to wyrazisty, prześmiewczy i nieraz wulgarny tekst, który wywołuje uśmiech, ale też ukazuje błędy naszej mentalności.
Autor zawarł w książce wiele filozoficznych, egzystencjonalnych przemyśleń, tylko podanych czytelnikowi w humorystycznej i przez to lekkiej formie. Czasem było ich aż nadto i wiele wątków się mieszało, albo dochodziły nowe, które jeszcze bardziej zakręcały całość. Trochę też minusem były długie opisy oraz lawirowania między głównymi tematami. Taki zabieg wprowadzał chaos, ale podobno z niego wszystko się wywodzi. Kto wie, może to celowy zabieg, żeby cały świat i jego wielowiekowe teorie wywrócić do góry nogami?
Powiem tak: okładka nie zachęca do lektury, opis książki również. Nawet prolog jest taki jakiś nijaki: niby fajnie, ale jednocześnie jakoś nie zapowiada bardzo interesującej treści. Najbardziej przekonujące jest hasło głoszące, iż jest to odpowiednia pozycja dla fanów twórczości Pratchetta i Adamsa, ale to tyle. No ale ostatecznie treść książki okazała się dużą niespodzianką.
„Bóg na urlopie” to pozycja zaiste zawiła. Dużo się dzieje, wszystko się miesza, przewraca, prostuje, zakręca i uff ostatecznie… znowu coś się psuje. Tomasz Kołbus dokona rewolucji w waszych światopoglądach, poniekąd. Przede wszystkim – w każdej postaci, instytucji, filozofii życia i wiary - ukaże w sposób wręcz kipiący absurdem i sarkazmem nasze typowe, społeczne zachowania. Oj, a jest ich naprawdę sporo.
„Więcej k*rwa, więcej!” Pozostając w tej książkowej retoryce, kwituję powieść Tomasza Kołbusa „Bóg na urlopie”. Wszystko w niej się miesza: piekło, niebo, kosmos, ziemia. Bóg, Szatan, czy pozaziemskie cywilizacje.
Okazuje się, że wizja czeluści piekielnych nie jest taka zła, a i że bez Boga też da się...
Jeśli masz ochotę pośmiać się do rozpuku - sięgnij po tę książkę. Wymieszanie prostoty i humoru rodem z komedii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, doprawione kreskówkami i Monty Pythonem. Wszystko to jednak podparte doskonałymi obserwacjami autora, który umiejętnie ośmiesza otaczającą nas rzeczywistość. Czytając śmiejemy się ponownie z rzeczy, na których śmieszność z przyzwyczajenia do nich przestaliśmy już zwracać uwagę. Możemy odnaleźć sytuacje i zachowania, w których sami się kiedyś znajdowaliśmy. Takie, które wyparliśmy z pamięci z powodu zażenowania, które im towarzyszyło a które w tej książce pokazane z dystansu nas bawią. Każdy, kto miał do czynienia z NFZtem, kościołem, szkolnictwem lub po prostu żyjący w naszej polskiej rzeczywistości i dostrzegający jej absurdy znajdzie tu coś, co pozwoli mu stwierdzenie, że nie jest sam. Książka mocno okraszona wulgaryzmami i analnym podejściem, ale idealnie oddaje to, co się dookoła słyszy i obserwuje. Akcja trochę szarpana i przerzucana co do miejsca i czasu a wtrącenia elementów fizyki abstrakcyjnej nawet dla dużej części fizyków, mogą niektórych drażnić, ale kto by się tym przejmował. Po przeczytaniu zrozumiecie, że agenci piekła są wśród nas, cuda mogą zdarzyć się wszędzie, anielska cierpliwość to bujda a komputery trzeba traktować po ludzku!
Jeśli masz ochotę pośmiać się do rozpuku - sięgnij po tę książkę. Wymieszanie prostoty i humoru rodem z komedii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, doprawione kreskówkami i Monty Pythonem. Wszystko to jednak podparte doskonałymi obserwacjami autora, który umiejętnie ośmiesza otaczającą nas rzeczywistość. Czytając śmiejemy się ponownie z rzeczy, na których śmieszność...
Hmm, od czego by tu zacząć.., może od pytania? Otóż czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej czytelniczej drodze życia, książkę.., która była tak szalona, absurdalna, irracjonalna, nieprzewidywalna, wymykająca się wszelkim ramom i definicjom, a przy tym opatrzona genialnym poczuciem humoru, sprawiającym iż niektóre fragmenty musieliście czytać po kilka razy, by wreszcie je dokończyć bez ataku niedającego się niczym powstrzymać, śmiechu? Jeśli odpowiecie - nie, to mam dla Was takową książkę, którą to polecę Wam z czystym sumieniem. Jeśli zaś odpowiedź będzie brzmiała - tak, to po prostu będzie to znak, że niniejszą powieść już czytaliście i Wiecie o co chodzi;) No ale skupmy się na tej pierwszej grupie, której to grzechem byłoby nie polecić książki autorstwa Tomasza Kołbusa, zatytułowanej "Bóg na urlopie".
Cóż kryje pod sobą powieść, opatrzona tak tajemniczym tytułem..? W zasadzie to właśnie to, o czym mówi sam tytuł, czyli sytuację, gdy w Niebie jak i w Piekle zdają sobie sprawę z faktu, że oto Boga nie ma, udał się na wakacje, urlop, zasłużony odpoczynek, który nie wiadomo jak długo będzie trwał..Szatan nie byłby sobą, gdyby nie zechciał wykorzystać ów sytuacji, i wyposażony w grono najlepszych prawników udaje się "na górę", by wynegocjować jak najlepsze warunki w tej niecodziennej sytuacji. Efektem owych rozmów staje się to, iż obie strony postanawiają wybrać najbardziej przeciętnego z przeciętnych ludzi, poddać go wnikliwej obserwacji, i tym samym zawyrokować, czy ludzkość zasługuje na piekło czy też niebo..Niestety, lub też "stety", wybór pada na 30-letniego Polaka - Marcina, który jest leniwym, nieodpowiedzialnym, samolubnym, lekceważącym swoje wszelakie obowiązki, nauczycielem historii w gimnazjum na wsi, i któremu to nie specjalnie zależy na takich kwestiach jak wieczne potępienie, zbawienie i tym podobnych "dyrdymałach". Do tego wszystkiego pojawiają się jeszcze kosmici z planety Bellatrix, którzy poprzez pewien niefortunny wyczyn Marcina, postanawiają zniszczyć całą planetę wraz z jej wszystkim ziemskimi mieszkańcami, co oznaczałoby koniec nie tylko dla ludzkości, ale również i dla niebios jak i piekła..
Przystępując do lektury tej książki nie wiedziałam do końca, czego mogę się spodziewać. Po opisie zdawałam sobie sprawę, że będzie to na pewno trochę absurdalne ale i zabawne, jednak rzeczywistość przekroczyła wszelkie moje wyobrażenia. Tomaszowi Kołbusowi udało się bowiem napisać powieść komediową, w której nawet najbardziej niedorzeczne historie zyskują wiarygodności, poprzez ten oto fakt, że wszelkie zwykłe, dobrze znane Nam wszystkim, codzienne ludzkie sprawy, zostały tu ukazane w tak niedorzeczny i zaskakujący sposób, że nawet anioły, diabły i kosmici wydają się być bardziej poukładani, niż My sami. Powiedzieć bowiem, że Polska w tej oto książce jak i sami Polacy, zostali przedstawieni w krzywym zwierciadle, to stanowczo zbyt mało i zbyt delikatne ujęcie sprawy. Zostaliśmy tu przedstawienie w tysiącu krzywych zwierciadeł, które tak naprawdę pod osłoną ciętego i rubasznego humoru, ukazują więcej prawdy o Nas samych, niż bylibyśmy i chcielibyśmy kiedykolwiek dostrzec. Oczywiście można zauważyć, a nawet chyba trzeba, pewne przejaskrawienie, ale nie jest ono chyba aż tak bardzo przesadzone, by nie dostrzegać tego, co zamysłem autora, dostrzec powinniśmy. Czymś tym jest bowiem śmieszność, zarówno obecnych czasów jak i Naszych zachowań, na wskroś tak modnych, pożądanych przez medialną propagandę i będących w dobrym tonie, a że przy tym głupich i żałosnych, to jakoś chyba nie specjalnie Nam to przeszkadza..
W zasadzie to dla autora nie ma tematów tabu, z których nie można by troszkę się pośmiać. I tak obiektem owego śmiechu pada religia, Kościół, polityka i politycy, polskie szkolnictwo, samorządy, wieś, służba zdrowia i długo, długo i by tu móc jeszcze wymieniać..I nie pozostaje Mi napisać tutaj nic innego, aniżeli - nareszcie! Długo bowiem czekałam na książkę, która będzie w tak inteligentny, czasami być może z lekka chamski, ale zazwyczaj uzasadniony sposób, wyśmiewać polską współczesną rzeczywistość, nie budząc przy tym zgorszenia, bynajmniej u większości osób, czyli tych posiadających choć szczyptę poczucia humoru. Niektóry żarty są lepsze, inne słabsze, lecz niemalże przez całą lekturę towarzyszy te swoiste poczucie totalnego absurdu wizji tego świata. To coś na wzór Monthy Pythona, tylko bardziej współczesnego, polskiego i chyba jeszcze mocniej szalonego.
Fabuła opowieści w zasadzie nie trzyma się żadnych przyjętych reguł, choć posiada niewątpliwie główną oś tematyczną, czyli kwestię rozstrzygnięcia o zbawieniu lub potępieniu ludzkości w zależności od postawy Marcina jak i również walkę o ocalenie świata przed kosmitami. Nie przeszkadza to bynajmniej na liczne odstępstwa od głównego tematu, jak chociażby na krótką wycieczkę po klubach nocnych, w których główny bohater próbuje poznać nową dziewczynę, czy też interesujące retrospekcje odnoszące się do wydarzeń z życia samego Marcina, jak i również jego najbliższych przyjaciół, m.in. Małpy i Adama. Bardzo ciekawy jest sam sposób toczenia opowieści, który w jednej chwili przedstawia wydarzenia z życia Marcina, by za chwilę przedstawiać te same wydarzenia z całkowicie innej perspektywy, tak by za moment ponownie powrócić do toku myślenia i obserwacji głównego bohatera. Nowością i chyba jednym z najciekawszych pomysłów autora, jest przedstawianie sposobu myślenia, a raczej funkcjonowania świadomości i podświadomości głównych bohaterów, który to w bardzo zabawny, ale i nie pozbawiony logicznych argumentów, sposób, tłumaczy zachowanie człowieka. I to chyba nie tylko w przypadku tych fikcyjnych postaci literackich, ale również i tych, z Naszego prawdziwego życia..To bardzo pouczające i interesujące doświadczenie.
Bardzo dużą wartością niniejszej powieści są jej bohaterowie. Są to ludzie, jakich zapewne nie koniecznie byśmy chcieli poznać osobiście, ale jednocześnie są to osoby, który tak naprawdę znamy osobiście, w realnym życiu. Po prostu są to postacie, ukazane z jak najgorszej strony, lub jak kto woli, z jak najbardziej prywatnej, uwypuklającej te wszystkie złe cechy i tajemnice ich charakterów. Główny bohater - Marcin, to osoba inteligentna, zdolna ale i piekielnie leniwa, nie ambitna, kierująca się tylko najbardziej podstawowymi instynktami, zagubiona w dorosłym życiu. To jednak nie ona wzbudziła moje największe zainteresowanie, lecz jej dwaj koledzy - Małpa (właściwie Krzysztof) i Adam. Pierwszy z nich to blisko 30-letni, uzależniony od żelków, unikający jakiejkolwiek pracy, mieszkający z rodzicami, pozujący na przestępcę, ukryty homoseksualista, który żyje w świętym przekonaniu, że świat nie docenia jego wielkości i wyjątkowości. Drugi to mistrz sprzedaży wiertarek, ojciec trzech córek, wiecznie narzekający na zbyt małe zarobki posiadacz luksusowego auta, dla którego nie istnieje słowo "nie da się". Obie te postacie są po prostu ukazane w tak wiarygodny, zabawny i ciekawy sposób, że przyćmiewają nie tylko głównego bohatera, ale i wszystkich aniołów, demonów i kosmitów razem wziętych. Są jeszcze bohaterowie z trzeciego planu, m.in. Pani dyrektor szkolna, ksiądz proboszcz, sołtys.., którzy to nie ustępują swoją głupotą tym powyższym, zachowując przy tym niezwykłe poczucie, mówiąc kolokwialnie - wsiowej klasy.
"Bóg na urlopie" to z pewnością książka dla osób dorosłych, potrafiących śmiać się z własnego życia. Padają tu liczne epitety uznawane powszechnie za niecenzuralne jak i również opisy, bardzo dosłowne, wielu intymnych czynności i sytuacji, które mogą razić oczy co bardziej wrażliwych czytelników. Dlatego też uważam, iż koniecznie trzeba zaznaczyć, że jest to mocna powieść dla dorosłego czytelnika, który powinien wiedzieć, czego może się po niej spodziewać. Niemniej nie uważam absolutnie, by była tu przekroczona granica dobrego smaku, choć to oczywiście indywidualna kwestia każdego człowieka i tego, co oznacza w jego mniemaniu ów granica.
W zasadzie to trudno mi stwierdzić jednoznacznie, pod jaki gatunek podchodzi ta książka. Z jednej strony to na pewno absurdalna komedia, niosąca sobą tak ogromne pokłady dowcipu i humoru, że nie sposób się nie poddać ich rozbrajającemu wpływowi. Jednak mamy tu także wątki fantastyczne z s-f przy okazji, które po prostu są i nie można ich nie zauważyć. Z jeszcze innej strony to także po części historia tragiczna, ukazująca bezradność, głupotę i bezsilność współczesnych Polaków przed lub po 30-tce, których życie nie wygląda na pewno tak, tak by sobie tego życzyli. I tak chyba najbardziej skłaniam się do zdania, że nie należy szukać tu tego jednego, konkretnego gatunku, który by zaszufladkował ową książkę. To trochę jak z fabułą książką, tworzącą szaloną mieszkankę wątków i zdarzeń. Tak więc niech i tak samo będzie z gatunkiem literackim tej pozycji, który najtrafniej należałoby określić mianem "wielogatunkowy".
Niestety jest i małe "ale", które muszę tutaj umieścić, gdyż na tym szczególe cierpi cała książka. Tym czymś jest układ graficzny tekstu, a ściślej mówiąc jego rozmiar. Druk jest zdecydowanie zbyt mały, utrudniający czerpanie pełnej satysfakcji z czytania tekstu. Marginesy są natomiast tak ogromne, iż nie wiadomo ku czemu mają służyć, poza osiągnięciem odpowiedniej ilości stron, których to jest aż 362. Uważam, że zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby zwiększenie rozmiaru czcionki kosztem mniejszych akapitów..Trochę szkoda, ale oczywiście to nie zarzut pod względem pisarza, bo zdaję sobie doskonale sprawę, że na takie kwestie autorzy niestety wpływu nie mają..
"Bóg na urlopie" to powieść bardzo ciekawa, zaskakująca, zabawna i oferującą absolutną literacką "jazdę bez trzymanki". Książkę tę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i z obowiązkowym uśmiechem na twarzy. I choć zdaje sobie sprawę, że takiej literatury nie można czytać na okrągło, to od czasu do czasu, warto dać się porwać takiej szalonej lekturze, nie przejmując się kompletnie, gdzie ona Nas doprowadzi i z jakimi emocjami pozostawi po jej zakończeniu. Polecam tę powieść wszystkim czytelnikom, którzy mają czasami ochotę na literackie szaleństwo bez granic..:)
Hmm, od czego by tu zacząć.., może od pytania? Otóż czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej czytelniczej drodze życia, książkę.., która była tak szalona, absurdalna, irracjonalna, nieprzewidywalna, wymykająca się wszelkim ramom i definicjom, a przy tym opatrzona genialnym poczuciem humoru, sprawiającym iż niektóre fragmenty musieliście czytać po kilka razy, by wreszcie je...
W książce Terry’ego Pratchetta „Długa Ziemia” ziemniak odgrywał strategiczną rolę – był źródłem energii w urządzeniu służącym do przemieszczania się do światów równoległych. W książce Kołbusa ziemniak narobi równie dużo zamieszania. Rzeczone warzywo to nie jedyna rzecz spajająca tych autorów – jest nią również umiejętność opisywania rzeczywistości z dużą dawką humoru.
Kliku stronicowy prolog jest doskonałym pokazem stylu w jakim jest utrzymana cała książka – pełno w nim dobrego humoru i ironii.
Bohaterowie są bardzo dokładnie opisani co jest niewątpliwie bardzo dużym plusem książki. Autor wyróżnia się na tle innych tym, że bardzo celnie potrafi opisać nie tylko głównego bohatera ale również postacie poboczne. Charakterystyka ta nie nuży, ponieważ każda osoba stanowi zestaw niepowtarzalnych cech. Każdy bohater zostaje w pamięci na długo – doskonale pamiętam prawnika z prologu, mimo tego, że jego rola w całej historii skończyła się na 18 stronie.
Fantastyczna fabuła książki – głównemu bohaterowi ukazuje się Archanioł Rafał oraz demon Mammon, obaj oznajmiają mu, że los ludzkości zależy tylko od niego – jest tylko pretekstem do przedstawienia i zgłębienia otaczającej rzeczywistości. Rzeczywistość owa jest zarówno zabawna jak i smutna. Zabawna ze względu na doskonale wyważony miedzy humorem a ironią sposób narracji. Smutna zaś w warstwie analizy sylwetek bohaterów. Marcin – trzydziestoletni sfrustrowany nauczyciel historii w gimnazjum; Małpa – niespełniony gangster, ukryty homoseksualista uzależniony od żelek; Adam – najlepszy sprzedawca wiertarek w tej części Europy, notorycznie zdradza żonę, jeżdżąc Porsche narzeka na biedę w jakiej mu przyszło żyć; ksiądz Marek – swoje powołanie traktuje jako sposób na wygodne życie. Oraz mnóstwo pobocznych postaci, a każda z nich posiada wiele cech negatywnych.
Bohaterowie na co dzień zmagają się ze swoimi problemami, które to ograniczają się do próby wzbogacenia swojego życia seksualnego. Pracę traktują jako zło konieczne, siebie uważają za najważniejsze osoby na świecie. Opisanie w ten sposób bohaterów – słodko/gorzki – obnaża ludzką dwulicowość, egoizm, brak ambicji. Jest to smutny obraz dzisiejszej rzeczywistości.
W książce pojawiają się obcy. Bellatrixanie, którzy stworzyli ludzką cywilizację, ciągle ją badają. Gdy Marcin wymyśla alternatywną historie cywilizacji (opowiada, że piramidy oraz inne dobra starożytnych cywilizacji stworzył ziemniak) Bellatrixanie dochodzą do wniosku, że Marcin wpadł na ich ślad i podejmują decyzję o zagładzie Ziemi, co z kolei zmusza Rafała i Mammona do ingerencji w sprawy kosmiczne.
Książka sposobem jej prowadzenia bardzo mi przypomina powieść Marcina Wolskiego „Post Polonia” – to samo szybkie tempo narracji oraz nietuzinkowi bohaterowie.
Wszystkim czytelnikom tej pozycji proponuję po lekturze zastanowić się nad tym co nas otacza, nad rzeczywistością która nas otacza, nad tym jak ja kształtujemy. Ponieważ każda dobra książka która bawi, powinna również być przyczynkiem do przemyśleń.
W książce Terry’ego Pratchetta „Długa Ziemia” ziemniak odgrywał strategiczną rolę – był źródłem energii w urządzeniu służącym do przemieszczania się do światów równoległych. W książce Kołbusa ziemniak narobi równie dużo zamieszania. Rzeczone warzywo to nie jedyna rzecz spajająca tych autorów – jest nią również umiejętność opisywania rzeczywistości z dużą dawką humoru....
Zagłada ludzkości, problemy w Niebie, nowa historia ziemniaka oraz Bóg, którego nie ma. To miedzy innymi oferuje nam Tomasz Kołbus w swojej książce Bóg na urlopie.
Marcin to przeciętny nauczyciel historii w wiejskiej szkole. Jego życie nie obfituje w niesamowite wydarzenia. Żyje hasłem „byle do piątku”, nie lubi się przepracowywać… Właściwie to wiele rzeczy „nie lubi”.
Do grona jego przyjaciół należy Małpa – mało atrakcyjny mężczyzna, który stara się pokazać przed kolegami swoją męskość i dominację, choć skrywa ciche ciągotki do przedstawicieli swojej płci. Jest również Adam – zapracowany i odnoszący sukcesy sprzedawca, który posiada mentalność „typowego Polaka” narzekającego na wszystko.
Zwyczajne życie Marcina zaburza niecodzienne spotkanie z Archaniołem Rafałem, który niespodziewanie ogłasza, iż od Marcina zależy dalsze istnienie świata. Dlaczego? A no, dlatego, że Bóg postanowił wyjechać na urlop, zostawiając ten cały grajdołek na głowach zatroskanych Aniołów i rządnych władzy demonów. Apropos demonów, te też nie dają spokoju Marcinowi i również odwiedzają przyszłego wybawiciela Ziemi. Jak z takim wyzwaniem poradzi sobie historyk?
Musze przyznać, że książka jest ciekawą rozrywką. Autor w sposób prześmiewczy przejaskrawia sytuacje, które spotykamy w życiu codziennym. Osobiście jestem fanką sceny w przychodni zdrowia… I choć to straszne, ale zupełnie nie wydaje mi się „przejaskrawiona”. Śmianie się z czyjegoś nieszczęścia może nie jest dobrym sposobem na rozrywkę, ale wizyta Marcina u lekarza, była tak przecudownie i przekomicznie napisana, że stała się moją ulubioną sceną! Również rozważanie „wyjątkowości” Marcina, wywołało u mnie uśmiech i sprawiło, że miałam ochotę przeczytać je osobie siedzącej najbliżej, aby również mogła cieszyć się razem ze mną umiejętnością pisarza… Pech chciał, że nikogo przy mnie nie było, dlatego przytoczę ją Wam:
„Marcin w ciszy trawił słowa archanioła. Nie mógł się zdecydować, czy to dobrze, że jest wyjątkowo nie wyjątkowy, czy też nie. W zasadzie to zawsze to coś, w czym się wyróżnia. Od kiedy pamiętał, chciał się w czymś wyróżniać i być najlepszy. No i w końcu się opłaciło. Lata zaniechań, braku wysiłku i systematyczności, jakichkolwiek czynności kształtujących charakter i nieobecność własnej inicjatywy jednak wydały słodkie, soczyste owoce sukcesu”.
Zagłada ludzkości, problemy w Niebie, nowa historia ziemniaka oraz Bóg, którego nie ma. To miedzy innymi oferuje nam Tomasz Kołbus w swojej książce Bóg na urlopie.
Marcin to przeciętny nauczyciel historii w wiejskiej szkole. Jego życie nie obfituje w niesamowite wydarzenia. Żyje hasłem „byle do piątku”, nie lubi się przepracowywać… Właściwie to wiele rzeczy „nie lubi”.
Solidna książka, czytałem z przyjemnością, choć z kilkoma momentami przemęczenia (zwłaszcza, gdy napięcie erotyczne na papierze narastało). Kołbus świetnie radzi sobie z językiem, co jest niestety coraz rzadszą cechą początkujących autorów. Jest to wprawdzie język dosyć typowy dla współczesnej literatury polskiej (najwyraźniej widoczny u Masłowskiej), ale przecież nie każda książka musi odkrywać Amerykę.
Solidna książka, czytałem z przyjemnością, choć z kilkoma momentami przemęczenia (zwłaszcza, gdy napięcie erotyczne na papierze narastało). Kołbus świetnie radzi sobie z językiem, co jest niestety coraz rzadszą cechą początkujących autorów. Jest to wprawdzie język dosyć typowy dla współczesnej literatury polskiej (najwyraźniej widoczny u Masłowskiej), ale przecież nie każda...
Każdy człowiek lubi urlopować. Wylegiwać się w buchającej zielenią trawie, kąpać w miękkości domowych pieleszy, łapać słońce we wszystkie zakamarki ciała i rozkoszować się szczebiotem ptaków. Bez zmartwień, bez bezczasu, bez pracy. Jeśli przyjmiemy, że Bóg też człowiek... tytuł książki na pewno nas nie zdziwi. A powinien?
Marcin w pewnym sensie jest bogiem: sam o sobie decyduje, ma własne zdanie, popędy, którym zwyczajnie ulega albo którym... chciałby ulec. Na pewno jednak nie jest na urlopie, przeciwnie - pięć dni w tygodniu spóźniony od 5-u do 10-u minut spędza kilka godzin pośród rozkrzyczanej dziatwy szkolnej. W wieku gimnazjalnym - dopowiedzmy, żeby dodać nieco pikanterii. Marcin ma w zasadzie wszystko, czego potrzeba, żeby żyć szczęśliwie: pracę, choć jest zaledwie kilka lat po studiach, dwóch kolegów (przyjaciół?) ze skłonnościami - jeden do przesady, drugi z homoseksualnymi - około 30 lat i Agatę, z którą jest w otwartym związku. Więc szuka dziewczyny. Znajduje... anioła. I diabła. Choć jeden klnie jak szewc i nie stroni od piwa, a drugi jest zadbany i ma wysoki stopień kultury osobistej, w jednym się zgadzają. W sumie to nie tylko w jednym, co może dziwić. Obaj bez wyrzutów sumienia obarczają Marcina bardzo trudnym zadaniem - na jego barkach kładą krzyż losów całej ziemi. Gdzie w tym wszystkim Bóg? Czy ma świadomość, że pod Jego nieobecność świat stanął na głowie? A Marcin? Czy podoła zadaniu na miarę Chrystusa? I czy nic nie po<em>krzyż</em>uje mu planów?
Może najpierw o języku. Długo się zastanawiałam, czy jest irytująco doskonały, czy doskonale irytujący. Na dziewięćdziesiątej stronie w końcu byłam w stanie określić, że koniec końców podoba mi się. I nie podoba. Bo owszem, mamy lekkość, mamy blurbową swadę, mamy prawdziwy kunszt pisania, wulkan ironii i humoru, który wybucha w czytelniku niepohamowanym śmiechem. Z takim beztroskim stylem nie spotkałam się chyba w żadnej książce, częściej w internecie. Gdybym miała porównać język Tomasza Kołbusia do jakiegoś innego, porównałabym do 30latka z bloga www.30lat.blogspot.com (swoją drogą - warto zajrzeć). Mamy tu więc prawdziwą wolność, dowolność i... powolność niestety. I nieścisłość. I opisy fizjologii, które wychodzą poza granice dobrego smaku.
Przejdźmy do fabuły, z którą to wiążą się wspomniane wady. Jest zamotana. Porządnie zakręcona, pokręcona, pomieszana, choć niby prosta, i jakby zbyt długa. Niektóre wątki, opisy, dygresje autor mógł spokojnie sobie darować. Przez nie właśnie nieścisłość, bo raz czytelnik dowiaduje się, że akcja trwa ponad dwa tygodnie, a za chwilę że kilka dni. A niesmaczne opisy? Żeby nie zniesmaczać, zaniecham ich przywoływania. Na samą myśl robi mi się niedobrze duchowo. Fizycznie trochę też. Sam pomysł na książkę bardzo dobry. Niby alegoria, niby biblijna, niby schematy Kołubus wykorzystał, a jednak nie sposób się nudzić. Dlaczego? Bo wszystko poprzekręcał. I chwała mu za to!
Co mogę jeszcze dodać... Że to nie jest książka dla kobiet. Po prostu. Wrażliwe na piękno panie, marzące o romantycznych kolacjach (albo chociaż jednej), czekające na mężczyznę z bajki, rycerza bez białego rumaka, ale z czułym sercem, pragnące miłości, a nie tylko łóżkowych ekscesów nie powinny czytać tej książki. Ba, ośmielam się im tego surowo zabronić. Dlaczego? Bo Kołbus nie pisze o miłości. Pisze nie odrugiej połówce, ale o maszynce do zaspokajania żądz. Pisze, że kobiety nie da się zdradzić, bo seks jest dla faceta wyłącznie okazją do rozładowania napięcia biologicznego. I choć na każdym kroku mamy beczki ironii, to jednak odarte z przymrużenia oka poglądy bohaterów powieści zostają gdzieś w czytelni(cz)kach i przemieniają się w źródło niejasnego niepokoju. A przecież dobrze jest wierzyć, że ktoś gdzieś... jest inny.
Czy polecam? Mężczyznom tak. Ale też nie wszystkim, bo poglądy prezentowane w powieści nie są specyficzne. Panom szukającym czegoś na odstresowanie, chwilowe odmóżdżenie przy delektowaniu się językiem, szukającym okazji do pośmiania się lub miejsca, gdzie wszystko jest na odwrót - polecam. Nie pożałujecie. Dobrej zabawy!
Z PANEM BOGIEM?
Każdy człowiek lubi urlopować. Wylegiwać się w buchającej zielenią trawie, kąpać w miękkości domowych pieleszy, łapać słońce we wszystkie zakamarki ciała i rozkoszować się szczebiotem ptaków. Bez zmartwień, bez bezczasu, bez pracy. Jeśli przyjmiemy, że Bóg też człowiek... tytuł książki na pewno nas nie zdziwi. A powinien?
Książka lekka, śmieszna i przyjemna – idealna pozycja na lato. Fabuła totalnie absurdalna, kompletnie niepoprawna politycznie i szalenie zabawna, ja się przy niej bawiłam wyśmienicie. Mamy tu dużo czarnego niebanalnego humoru i odniesień do polskiej kultury. Kwiecisty styl wypowiedzi jest przeplatany rynsztokowym słownictwem, co tworzy komiczny klimat. Jestem zdecydowanie fanką takich zabiegów, nadaje to kolorytu całości.
Główny bohater – Marcin jest nauczycielem historii z przypadku, niezbyt sobie radzi ze sobą i z życiem w ogóle. Jedna to jemu właśnie objawili się wysłannicy nieba i piekła, kiedy Bóg postanowił zrobić sobie wolne od obowiązków, a ludzkości grozi zagłada.
Książka lekka, śmieszna i przyjemna – idealna pozycja na lato. Fabuła totalnie absurdalna, kompletnie niepoprawna politycznie i szalenie zabawna, ja się przy niej bawiłam wyśmienicie. Mamy tu dużo czarnego niebanalnego humoru i odniesień do polskiej kultury. Kwiecisty styl wypowiedzi jest przeplatany rynsztokowym słownictwem, co tworzy komiczny klimat. Jestem zdecydowanie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest dobra, napisana ze swadą, pełna absurdalnego humoru, no można rżeć ze smiechu, czytajać ją. Ale-jakie jest przesłanie, jakie wnioski ? Tu gorzej. To nie moralitet, to czysty cynizm i nihilizm, wspolczesny czlowiek bez wartości miota sie po świecie, a wiara w Boga jest pokazana na równi w wiarą w UFO. Dla ludzi o ukształtowanych charakterach, wtedy-prześmieszne i czadowe
Książka jest dobra, napisana ze swadą, pełna absurdalnego humoru, no można rżeć ze smiechu, czytajać ją. Ale-jakie jest przesłanie, jakie wnioski ? Tu gorzej. To nie moralitet, to czysty cynizm i nihilizm, wspolczesny czlowiek bez wartości miota sie po świecie, a wiara w Boga jest pokazana na równi w wiarą w UFO. Dla ludzi o ukształtowanych charakterach,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku niekoniecznie mnie trzymało czytanie tej książki, ale dałem jej szansę. I po pierwszych "złotych myślach" i "filozofii życia" głównych bohaterów, wiedziałem że poczucie humoru z autorem mamy podobne. Poziom parodii i absurdu był na odpowiednim poziomie, abym bawił się wyśmienicie. Uwspółcześniona akcja, język i nasze "polskie, swojskie podwórko" dodatkowo podnoszą poziom tej zabawy. Ta książka to czysta rozrywka, często z nas samych i tę rolę spełnią.
Na początku niekoniecznie mnie trzymało czytanie tej książki, ale dałem jej szansę. I po pierwszych "złotych myślach" i "filozofii życia" głównych bohaterów, wiedziałem że poczucie humoru z autorem mamy podobne. Poziom parodii i absurdu był na odpowiednim poziomie, abym bawił się wyśmienicie. Uwspółcześniona akcja, język i nasze "polskie, swojskie podwórko" dodatkowo...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostanowiłe napisać tą opinię czytając poprzednie, dlatego, ze osobiście uwazam tą książkę za więcej niż świetną... Nie wiem czemu, przez jedna sytuacje toaletową (fakt, opisaną na kilka stron) potraktowana została jako humor fekalny. Zarówno styl pisania, humor jak i ciekawe spostrzeżenia, które autor nam serwuje stawiają ją dla miłośników Terrego Prachetta na szczycie podium, jeśli chodzi o cyniczne, obrazowe i celne uwagi w literaturze polskiej. Nie spotkałem się do tej pory w naszym rodzimym kraju z tak podobną do mistrza książką. A i historia w niej zawarta wciągnęła mnie od początku. Czapki z głów wobec autora, szkoda, że nie wyszło spod jego pióra nic innego. Pozdrawiam
Postanowiłe napisać tą opinię czytając poprzednie, dlatego, ze osobiście uwazam tą książkę za więcej niż świetną... Nie wiem czemu, przez jedna sytuacje toaletową (fakt, opisaną na kilka stron) potraktowana została jako humor fekalny. Zarówno styl pisania, humor jak i ciekawe spostrzeżenia, które autor nam serwuje stawiają ją dla miłośników Terrego Prachetta na szczycie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli macie ochotę szczerze popłakać... popłakać oczywiście ze śmiechu, to jest to książka dla Was.
George Carlin z uporem maniaka i precyzją laboratoryjnej wagi wychwytywał wszelkie absurdy amerykańskiego życia. Przetwarzał je w swojej głowie na doskonałe monologi, okraszał dosadnym humorem i został królem stand-upu.
Tomasz Kołbus jest równie wnikliwym obserwatorem a i język ma cięty, czasem wręcz "fekalny". Ale bądźmy szczerzy, czyż nie słyszymy takiego języka w ojczyźnie lubej na co dzień?
Myślę że jeśli nie spuści z tonu i popracuje trochę nad formą ma szanse zostać Carlinem polskiej literatury.
Wracając na ziemię...
Chyba każdy z nas korzystał kiedyś ze służby zdrowia made in poland, rodzimej edukacji, czy bardziej ogólnie jakiejkolwiek instytucji w tym pięknym kraju nad Wisłą.
I co?
Jak wrażenia?
Czasem człek czuje się wręcz zażenowany, wysiadywanie godzinami na korytarzach, ganianie od pokoju do pokoju, po podpis czy pieczątkę...
Od śmierci znienawidzonego ustroju minęło wiele lat, ale instytucjom niestety niewiele minęło...
Monty Python w naszych realiach czuł by się pewnie jak ryba w wodzie, wszędzie tyle tematów na przezabawne gagi, wystarczy wyjść z domu i zmienić nazwisko...
Chociażby na Kłobus by "z wdziękiem" oprócz absurdów, punktować nasze narodowe naleciałości i sprawić że pomimo całego ich "ciężaru gatunkowego" potrafimy dostrzec ich zaściankowość i śmieszność.
A poza tym... hulaj dusza Boga nie ma (wiadomo jest na urlopie)
Diabły, archanioły, ziemia, niebo, piekło, gimnazjalny nauczyciel, tantra, joga i oczywiście moi ulubieni kosmici, a jakże!
Poczytać warto :)
Jeśli macie ochotę szczerze popłakać... popłakać oczywiście ze śmiechu, to jest to książka dla Was.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGeorge Carlin z uporem maniaka i precyzją laboratoryjnej wagi wychwytywał wszelkie absurdy amerykańskiego życia. Przetwarzał je w swojej głowie na doskonałe monologi, okraszał dosadnym humorem i został królem stand-upu.
Tomasz Kołbus jest równie wnikliwym obserwatorem a i...
To jest specyficzna historia. zakończenie uzmysłowiło mi, że to dla mnie za dużo fantastyki na raz ale przez większą część ten tekst jest bardzo smieszny. autor zabawnie opisał piekło zorganizowane na podobieństwo ziemskiej korporacji, wyśmiał głupotę lokalnych polityków, zakłamanie kleru i beznadziejny system edukacji.
To jest specyficzna historia. zakończenie uzmysłowiło mi, że to dla mnie za dużo fantastyki na raz ale przez większą część ten tekst jest bardzo smieszny. autor zabawnie opisał piekło zorganizowane na podobieństwo ziemskiej korporacji, wyśmiał głupotę lokalnych polityków, zakłamanie kleru i beznadziejny system edukacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNosz, kur#@%^$^$! Ktoś powinien mnie uprzedzić, że czytanie tego przybytku może się skończyć zmoczeniem bielizny!! ;)
Pierwszy raz czytadło zapanowało nade mną w taki sposób. Ubaw miałam po pachy :D
Autor doskonale uchwycił polską rzeczywistość i przedstawił ją w krzywym zwierciadle, choć to zwierciadło wcale nie musiało być za bardzo krzywe :)
Normanie Monty Python wysiada!
Dyszka i idę przeprać majty ;P
Nosz, kur#@%^$^$! Ktoś powinien mnie uprzedzić, że czytanie tego przybytku może się skończyć zmoczeniem bielizny!! ;)
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy raz czytadło zapanowało nade mną w taki sposób. Ubaw miałam po pachy :D
Autor doskonale uchwycił polską rzeczywistość i przedstawił ją w krzywym zwierciadle, choć to zwierciadło wcale nie musiało być za bardzo krzywe :)
Normanie Monty Python...
Książka jest tak cudownie absurdalna, że jestem w stanie wybaczyć jej wszystkie grzeszki i niedociągnięcia.
Książka jest tak cudownie absurdalna, że jestem w stanie wybaczyć jej wszystkie grzeszki i niedociągnięcia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDostrzegłem w bibliotece,postanowiłem wypożyczyć.Bo okładka, mimo że brzydka bardzo mnie przyciągnęła.Cóż,takie historie z siłami nieba i piekła.Zawsze mnie wciągały.
A jeżeli są napisane w zabawny sposób to tym bardziej.
Książka jest według mnie bardzo zabawna.Ale uwaga,czasem ten humor jest dość taki "grubiański",zalatujący wręcz fekalnie.
Z drugiej strony,historia pewnego proboszcza jest tu,aż bardzo zabawna.
A co z bohaterami ? Cóż zacznę od głównego bohatera.
To Marcin nauczyciel historii,jego dziewczyna hipiska Agata.Oraz kolega Marcina,troszkę dziwny gangster Krzysztof.
Mamy też Archanioła Rafała i diabła Mamona.
Raczej mało straszny,był też przedstawiciel piekła.
Ale to,nie horror w stylu Mastertona.Tylko zabawna komedia.
A co z fabułą ? Otóż głównym celem naszych bohaterów jest,obronienie Ziemi przed kosmitami.
Książkę czyta się łatwo i szybko.To idealna rozrywka,z aniołami, demonami i kosmitami w tle.
Dostrzegłem w bibliotece,postanowiłem wypożyczyć.Bo okładka, mimo że brzydka bardzo mnie przyciągnęła.Cóż,takie historie z siłami nieba i piekła.Zawsze mnie wciągały.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA jeżeli są napisane w zabawny sposób to tym bardziej.
Książka jest według mnie bardzo zabawna.Ale uwaga,czasem ten humor jest dość taki "grubiański",zalatujący wręcz fekalnie.
Z drugiej strony,historia...
Zakręcona, abstrakcyjna, irracjonalna, chwilami śmieszna do łez, chwilami prawdziwa do bólu. Czasem wulgarna czy prostacka, porusza jednocześnie ważne współcześnie tematy. Cóż jedno jest pewne - warto ją poznać i ciężko ją zaszufladkować
Zakręcona, abstrakcyjna, irracjonalna, chwilami śmieszna do łez, chwilami prawdziwa do bólu. Czasem wulgarna czy prostacka, porusza jednocześnie ważne współcześnie tematy. Cóż jedno jest pewne - warto ją poznać i ciężko ją zaszufladkować
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttp://kuznia.art.pl/recenzje/1016-bog-na-urlopie-tomasz-kolbus.html
„Więcej k*rwa, więcej!” Pozostając w tej książkowej retoryce, kwituję powieść Tomasza Kołbusa „Bóg na urlopie”. Wszystko w niej się miesza: piekło, niebo, kosmos, ziemia. Bóg, Szatan, czy pozaziemskie cywilizacje.
Okazuje się, że wizja czeluści piekielnych nie jest taka zła, a i że bez Boga też da się żyć. Bo wszak Boga nie ma. Wyjechał. Dość miał ludzi ich problemów i zawiści. Wziął urlop od tych wszystkich knowań i nie jest obecny już od jakiegoś czasu. Raczej było to bardzo dawno temu, bo piekło zawalone jest ludźmi. Szatan ma szansę nieco wykorzystać tę okazję i trochę podrasować swój „Pijar”. Ludzka niegodziwość jest mu także bliższa. Zresztą Ziemianom zagraża nie tylko nieobecność Boga i chciwe chęci demonów, ale też nalot obcej cywilizacji – tak zwanych Bellatrixanów. Ale spokojnie! Na zbawiciela ludzkości wytypowany został skromny, około trzydziestoletni nauczyciel historii – Marcin.
Marcin to przeciętny chłopak. Prowadzi normalną egzystencję skupiającą się na pracy (do której zawsze się spóźnia), spotkaniach z kolegami (Małpa – utajony gej, Adam – pracoholik narzekający na swój stary model porsche) i sporadycznym seksie ze swoją tak-jakby-dziewczyną (Anita jako wyzwolona hipiska nie ogranicza się tylko do jednego związku). Jego szare życie kończy się w momencie (dosłownego) objawienia. Najpierw ukazuje mu się Archanioł Rafał, a następnie demon Mammon, którzy obwieszczają mu, że jest zbawicielem świata - tego obecnego, ale i doczesnego. Okazuje się, że wytypowanie go na mesjasza nie było takie znowu przypadkowe. Był to proces misterny, ale niekoniecznie długotrwały, zaplanowany przez komputer pokładowy ze statku Bellatrixanów. Ale czy na pewno…? Okazuję się, że swoja wyjątkową rolę w odbudowie świata ma nie tylko Marcin, ale i … Ziemniak!
Książka Tomasza Kołbusa to pozycja bardzo dobra. Ociekająca humorem, sarkazmem i zjadliwą ironią wobec otaczającego nasz świata, a przede wszystkim tak bliskiej nam polskiej codzienności. Przyjaźń, związki, szkolnictwo, religia, polityka, a nawet kolejka do lekarza – autor w zabawny sposób przedstawia każdą z tych dziedzin w satyryczny sposób. Ostatecznie jest to właściwe zdefiniowanie otaczającej nas rzeczywistości.
Język, gra słów i trafne spostrzeżenia są największą siłą tej książki. Dzięki temu Bóg, Szatan, UFO i Zbawienie nie są jej jedynym wątkiem fabularnym, w zasadzie stają się poniekąd przykrywką dla głębszych treści. „Bóg na urlopie” to wyrazisty, prześmiewczy i nieraz wulgarny tekst, który wywołuje uśmiech, ale też ukazuje błędy naszej mentalności.
Autor zawarł w książce wiele filozoficznych, egzystencjonalnych przemyśleń, tylko podanych czytelnikowi w humorystycznej i przez to lekkiej formie. Czasem było ich aż nadto i wiele wątków się mieszało, albo dochodziły nowe, które jeszcze bardziej zakręcały całość. Trochę też minusem były długie opisy oraz lawirowania między głównymi tematami. Taki zabieg wprowadzał chaos, ale podobno z niego wszystko się wywodzi. Kto wie, może to celowy zabieg, żeby cały świat i jego wielowiekowe teorie wywrócić do góry nogami?
Powiem tak: okładka nie zachęca do lektury, opis książki również. Nawet prolog jest taki jakiś nijaki: niby fajnie, ale jednocześnie jakoś nie zapowiada bardzo interesującej treści. Najbardziej przekonujące jest hasło głoszące, iż jest to odpowiednia pozycja dla fanów twórczości Pratchetta i Adamsa, ale to tyle. No ale ostatecznie treść książki okazała się dużą niespodzianką.
„Bóg na urlopie” to pozycja zaiste zawiła. Dużo się dzieje, wszystko się miesza, przewraca, prostuje, zakręca i uff ostatecznie… znowu coś się psuje. Tomasz Kołbus dokona rewolucji w waszych światopoglądach, poniekąd. Przede wszystkim – w każdej postaci, instytucji, filozofii życia i wiary - ukaże w sposób wręcz kipiący absurdem i sarkazmem nasze typowe, społeczne zachowania. Oj, a jest ich naprawdę sporo.
http://kuznia.art.pl/recenzje/1016-bog-na-urlopie-tomasz-kolbus.html
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Więcej k*rwa, więcej!” Pozostając w tej książkowej retoryce, kwituję powieść Tomasza Kołbusa „Bóg na urlopie”. Wszystko w niej się miesza: piekło, niebo, kosmos, ziemia. Bóg, Szatan, czy pozaziemskie cywilizacje.
Okazuje się, że wizja czeluści piekielnych nie jest taka zła, a i że bez Boga też da się...
Jeśli masz ochotę pośmiać się do rozpuku - sięgnij po tę książkę. Wymieszanie prostoty i humoru rodem z komedii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, doprawione kreskówkami i Monty Pythonem. Wszystko to jednak podparte doskonałymi obserwacjami autora, który umiejętnie ośmiesza otaczającą nas rzeczywistość. Czytając śmiejemy się ponownie z rzeczy, na których śmieszność z przyzwyczajenia do nich przestaliśmy już zwracać uwagę. Możemy odnaleźć sytuacje i zachowania, w których sami się kiedyś znajdowaliśmy. Takie, które wyparliśmy z pamięci z powodu zażenowania, które im towarzyszyło a które w tej książce pokazane z dystansu nas bawią. Każdy, kto miał do czynienia z NFZtem, kościołem, szkolnictwem lub po prostu żyjący w naszej polskiej rzeczywistości i dostrzegający jej absurdy znajdzie tu coś, co pozwoli mu stwierdzenie, że nie jest sam. Książka mocno okraszona wulgaryzmami i analnym podejściem, ale idealnie oddaje to, co się dookoła słyszy i obserwuje. Akcja trochę szarpana i przerzucana co do miejsca i czasu a wtrącenia elementów fizyki abstrakcyjnej nawet dla dużej części fizyków, mogą niektórych drażnić, ale kto by się tym przejmował. Po przeczytaniu zrozumiecie, że agenci piekła są wśród nas, cuda mogą zdarzyć się wszędzie, anielska cierpliwość to bujda a komputery trzeba traktować po ludzku!
Jeśli masz ochotę pośmiać się do rozpuku - sięgnij po tę książkę. Wymieszanie prostoty i humoru rodem z komedii lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, doprawione kreskówkami i Monty Pythonem. Wszystko to jednak podparte doskonałymi obserwacjami autora, który umiejętnie ośmiesza otaczającą nas rzeczywistość. Czytając śmiejemy się ponownie z rzeczy, na których śmieszność...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHmm, od czego by tu zacząć.., może od pytania? Otóż czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej czytelniczej drodze życia, książkę.., która była tak szalona, absurdalna, irracjonalna, nieprzewidywalna, wymykająca się wszelkim ramom i definicjom, a przy tym opatrzona genialnym poczuciem humoru, sprawiającym iż niektóre fragmenty musieliście czytać po kilka razy, by wreszcie je dokończyć bez ataku niedającego się niczym powstrzymać, śmiechu? Jeśli odpowiecie - nie, to mam dla Was takową książkę, którą to polecę Wam z czystym sumieniem. Jeśli zaś odpowiedź będzie brzmiała - tak, to po prostu będzie to znak, że niniejszą powieść już czytaliście i Wiecie o co chodzi;) No ale skupmy się na tej pierwszej grupie, której to grzechem byłoby nie polecić książki autorstwa Tomasza Kołbusa, zatytułowanej "Bóg na urlopie".
Cóż kryje pod sobą powieść, opatrzona tak tajemniczym tytułem..? W zasadzie to właśnie to, o czym mówi sam tytuł, czyli sytuację, gdy w Niebie jak i w Piekle zdają sobie sprawę z faktu, że oto Boga nie ma, udał się na wakacje, urlop, zasłużony odpoczynek, który nie wiadomo jak długo będzie trwał..Szatan nie byłby sobą, gdyby nie zechciał wykorzystać ów sytuacji, i wyposażony w grono najlepszych prawników udaje się "na górę", by wynegocjować jak najlepsze warunki w tej niecodziennej sytuacji. Efektem owych rozmów staje się to, iż obie strony postanawiają wybrać najbardziej przeciętnego z przeciętnych ludzi, poddać go wnikliwej obserwacji, i tym samym zawyrokować, czy ludzkość zasługuje na piekło czy też niebo..Niestety, lub też "stety", wybór pada na 30-letniego Polaka - Marcina, który jest leniwym, nieodpowiedzialnym, samolubnym, lekceważącym swoje wszelakie obowiązki, nauczycielem historii w gimnazjum na wsi, i któremu to nie specjalnie zależy na takich kwestiach jak wieczne potępienie, zbawienie i tym podobnych "dyrdymałach". Do tego wszystkiego pojawiają się jeszcze kosmici z planety Bellatrix, którzy poprzez pewien niefortunny wyczyn Marcina, postanawiają zniszczyć całą planetę wraz z jej wszystkim ziemskimi mieszkańcami, co oznaczałoby koniec nie tylko dla ludzkości, ale również i dla niebios jak i piekła..
Przystępując do lektury tej książki nie wiedziałam do końca, czego mogę się spodziewać. Po opisie zdawałam sobie sprawę, że będzie to na pewno trochę absurdalne ale i zabawne, jednak rzeczywistość przekroczyła wszelkie moje wyobrażenia. Tomaszowi Kołbusowi udało się bowiem napisać powieść komediową, w której nawet najbardziej niedorzeczne historie zyskują wiarygodności, poprzez ten oto fakt, że wszelkie zwykłe, dobrze znane Nam wszystkim, codzienne ludzkie sprawy, zostały tu ukazane w tak niedorzeczny i zaskakujący sposób, że nawet anioły, diabły i kosmici wydają się być bardziej poukładani, niż My sami. Powiedzieć bowiem, że Polska w tej oto książce jak i sami Polacy, zostali przedstawieni w krzywym zwierciadle, to stanowczo zbyt mało i zbyt delikatne ujęcie sprawy. Zostaliśmy tu przedstawienie w tysiącu krzywych zwierciadeł, które tak naprawdę pod osłoną ciętego i rubasznego humoru, ukazują więcej prawdy o Nas samych, niż bylibyśmy i chcielibyśmy kiedykolwiek dostrzec. Oczywiście można zauważyć, a nawet chyba trzeba, pewne przejaskrawienie, ale nie jest ono chyba aż tak bardzo przesadzone, by nie dostrzegać tego, co zamysłem autora, dostrzec powinniśmy. Czymś tym jest bowiem śmieszność, zarówno obecnych czasów jak i Naszych zachowań, na wskroś tak modnych, pożądanych przez medialną propagandę i będących w dobrym tonie, a że przy tym głupich i żałosnych, to jakoś chyba nie specjalnie Nam to przeszkadza..
W zasadzie to dla autora nie ma tematów tabu, z których nie można by troszkę się pośmiać. I tak obiektem owego śmiechu pada religia, Kościół, polityka i politycy, polskie szkolnictwo, samorządy, wieś, służba zdrowia i długo, długo i by tu móc jeszcze wymieniać..I nie pozostaje Mi napisać tutaj nic innego, aniżeli - nareszcie! Długo bowiem czekałam na książkę, która będzie w tak inteligentny, czasami być może z lekka chamski, ale zazwyczaj uzasadniony sposób, wyśmiewać polską współczesną rzeczywistość, nie budząc przy tym zgorszenia, bynajmniej u większości osób, czyli tych posiadających choć szczyptę poczucia humoru. Niektóry żarty są lepsze, inne słabsze, lecz niemalże przez całą lekturę towarzyszy te swoiste poczucie totalnego absurdu wizji tego świata. To coś na wzór Monthy Pythona, tylko bardziej współczesnego, polskiego i chyba jeszcze mocniej szalonego.
Fabuła opowieści w zasadzie nie trzyma się żadnych przyjętych reguł, choć posiada niewątpliwie główną oś tematyczną, czyli kwestię rozstrzygnięcia o zbawieniu lub potępieniu ludzkości w zależności od postawy Marcina jak i również walkę o ocalenie świata przed kosmitami. Nie przeszkadza to bynajmniej na liczne odstępstwa od głównego tematu, jak chociażby na krótką wycieczkę po klubach nocnych, w których główny bohater próbuje poznać nową dziewczynę, czy też interesujące retrospekcje odnoszące się do wydarzeń z życia samego Marcina, jak i również jego najbliższych przyjaciół, m.in. Małpy i Adama. Bardzo ciekawy jest sam sposób toczenia opowieści, który w jednej chwili przedstawia wydarzenia z życia Marcina, by za chwilę przedstawiać te same wydarzenia z całkowicie innej perspektywy, tak by za moment ponownie powrócić do toku myślenia i obserwacji głównego bohatera. Nowością i chyba jednym z najciekawszych pomysłów autora, jest przedstawianie sposobu myślenia, a raczej funkcjonowania świadomości i podświadomości głównych bohaterów, który to w bardzo zabawny, ale i nie pozbawiony logicznych argumentów, sposób, tłumaczy zachowanie człowieka. I to chyba nie tylko w przypadku tych fikcyjnych postaci literackich, ale również i tych, z Naszego prawdziwego życia..To bardzo pouczające i interesujące doświadczenie.
Bardzo dużą wartością niniejszej powieści są jej bohaterowie. Są to ludzie, jakich zapewne nie koniecznie byśmy chcieli poznać osobiście, ale jednocześnie są to osoby, który tak naprawdę znamy osobiście, w realnym życiu. Po prostu są to postacie, ukazane z jak najgorszej strony, lub jak kto woli, z jak najbardziej prywatnej, uwypuklającej te wszystkie złe cechy i tajemnice ich charakterów. Główny bohater - Marcin, to osoba inteligentna, zdolna ale i piekielnie leniwa, nie ambitna, kierująca się tylko najbardziej podstawowymi instynktami, zagubiona w dorosłym życiu. To jednak nie ona wzbudziła moje największe zainteresowanie, lecz jej dwaj koledzy - Małpa (właściwie Krzysztof) i Adam. Pierwszy z nich to blisko 30-letni, uzależniony od żelków, unikający jakiejkolwiek pracy, mieszkający z rodzicami, pozujący na przestępcę, ukryty homoseksualista, który żyje w świętym przekonaniu, że świat nie docenia jego wielkości i wyjątkowości. Drugi to mistrz sprzedaży wiertarek, ojciec trzech córek, wiecznie narzekający na zbyt małe zarobki posiadacz luksusowego auta, dla którego nie istnieje słowo "nie da się". Obie te postacie są po prostu ukazane w tak wiarygodny, zabawny i ciekawy sposób, że przyćmiewają nie tylko głównego bohatera, ale i wszystkich aniołów, demonów i kosmitów razem wziętych. Są jeszcze bohaterowie z trzeciego planu, m.in. Pani dyrektor szkolna, ksiądz proboszcz, sołtys.., którzy to nie ustępują swoją głupotą tym powyższym, zachowując przy tym niezwykłe poczucie, mówiąc kolokwialnie - wsiowej klasy.
"Bóg na urlopie" to z pewnością książka dla osób dorosłych, potrafiących śmiać się z własnego życia. Padają tu liczne epitety uznawane powszechnie za niecenzuralne jak i również opisy, bardzo dosłowne, wielu intymnych czynności i sytuacji, które mogą razić oczy co bardziej wrażliwych czytelników. Dlatego też uważam, iż koniecznie trzeba zaznaczyć, że jest to mocna powieść dla dorosłego czytelnika, który powinien wiedzieć, czego może się po niej spodziewać. Niemniej nie uważam absolutnie, by była tu przekroczona granica dobrego smaku, choć to oczywiście indywidualna kwestia każdego człowieka i tego, co oznacza w jego mniemaniu ów granica.
W zasadzie to trudno mi stwierdzić jednoznacznie, pod jaki gatunek podchodzi ta książka. Z jednej strony to na pewno absurdalna komedia, niosąca sobą tak ogromne pokłady dowcipu i humoru, że nie sposób się nie poddać ich rozbrajającemu wpływowi. Jednak mamy tu także wątki fantastyczne z s-f przy okazji, które po prostu są i nie można ich nie zauważyć. Z jeszcze innej strony to także po części historia tragiczna, ukazująca bezradność, głupotę i bezsilność współczesnych Polaków przed lub po 30-tce, których życie nie wygląda na pewno tak, tak by sobie tego życzyli. I tak chyba najbardziej skłaniam się do zdania, że nie należy szukać tu tego jednego, konkretnego gatunku, który by zaszufladkował ową książkę. To trochę jak z fabułą książką, tworzącą szaloną mieszkankę wątków i zdarzeń. Tak więc niech i tak samo będzie z gatunkiem literackim tej pozycji, który najtrafniej należałoby określić mianem "wielogatunkowy".
Niestety jest i małe "ale", które muszę tutaj umieścić, gdyż na tym szczególe cierpi cała książka. Tym czymś jest układ graficzny tekstu, a ściślej mówiąc jego rozmiar. Druk jest zdecydowanie zbyt mały, utrudniający czerpanie pełnej satysfakcji z czytania tekstu. Marginesy są natomiast tak ogromne, iż nie wiadomo ku czemu mają służyć, poza osiągnięciem odpowiedniej ilości stron, których to jest aż 362. Uważam, że zdecydowanie lepszym pomysłem byłoby zwiększenie rozmiaru czcionki kosztem mniejszych akapitów..Trochę szkoda, ale oczywiście to nie zarzut pod względem pisarza, bo zdaję sobie doskonale sprawę, że na takie kwestie autorzy niestety wpływu nie mają..
"Bóg na urlopie" to powieść bardzo ciekawa, zaskakująca, zabawna i oferującą absolutną literacką "jazdę bez trzymanki". Książkę tę czyta się bardzo szybko, przyjemnie i z obowiązkowym uśmiechem na twarzy. I choć zdaje sobie sprawę, że takiej literatury nie można czytać na okrągło, to od czasu do czasu, warto dać się porwać takiej szalonej lekturze, nie przejmując się kompletnie, gdzie ona Nas doprowadzi i z jakimi emocjami pozostawi po jej zakończeniu. Polecam tę powieść wszystkim czytelnikom, którzy mają czasami ochotę na literackie szaleństwo bez granic..:)
Hmm, od czego by tu zacząć.., może od pytania? Otóż czy zdarzyło Wam się spotkać na swojej czytelniczej drodze życia, książkę.., która była tak szalona, absurdalna, irracjonalna, nieprzewidywalna, wymykająca się wszelkim ramom i definicjom, a przy tym opatrzona genialnym poczuciem humoru, sprawiającym iż niektóre fragmenty musieliście czytać po kilka razy, by wreszcie je...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW książce Terry’ego Pratchetta „Długa Ziemia” ziemniak odgrywał strategiczną rolę – był źródłem energii w urządzeniu służącym do przemieszczania się do światów równoległych. W książce Kołbusa ziemniak narobi równie dużo zamieszania. Rzeczone warzywo to nie jedyna rzecz spajająca tych autorów – jest nią również umiejętność opisywania rzeczywistości z dużą dawką humoru.
Kliku stronicowy prolog jest doskonałym pokazem stylu w jakim jest utrzymana cała książka – pełno w nim dobrego humoru i ironii.
Bohaterowie są bardzo dokładnie opisani co jest niewątpliwie bardzo dużym plusem książki. Autor wyróżnia się na tle innych tym, że bardzo celnie potrafi opisać nie tylko głównego bohatera ale również postacie poboczne. Charakterystyka ta nie nuży, ponieważ każda osoba stanowi zestaw niepowtarzalnych cech. Każdy bohater zostaje w pamięci na długo – doskonale pamiętam prawnika z prologu, mimo tego, że jego rola w całej historii skończyła się na 18 stronie.
Fantastyczna fabuła książki – głównemu bohaterowi ukazuje się Archanioł Rafał oraz demon Mammon, obaj oznajmiają mu, że los ludzkości zależy tylko od niego – jest tylko pretekstem do przedstawienia i zgłębienia otaczającej rzeczywistości. Rzeczywistość owa jest zarówno zabawna jak i smutna. Zabawna ze względu na doskonale wyważony miedzy humorem a ironią sposób narracji. Smutna zaś w warstwie analizy sylwetek bohaterów. Marcin – trzydziestoletni sfrustrowany nauczyciel historii w gimnazjum; Małpa – niespełniony gangster, ukryty homoseksualista uzależniony od żelek; Adam – najlepszy sprzedawca wiertarek w tej części Europy, notorycznie zdradza żonę, jeżdżąc Porsche narzeka na biedę w jakiej mu przyszło żyć; ksiądz Marek – swoje powołanie traktuje jako sposób na wygodne życie. Oraz mnóstwo pobocznych postaci, a każda z nich posiada wiele cech negatywnych.
Bohaterowie na co dzień zmagają się ze swoimi problemami, które to ograniczają się do próby wzbogacenia swojego życia seksualnego. Pracę traktują jako zło konieczne, siebie uważają za najważniejsze osoby na świecie. Opisanie w ten sposób bohaterów – słodko/gorzki – obnaża ludzką dwulicowość, egoizm, brak ambicji. Jest to smutny obraz dzisiejszej rzeczywistości.
W książce pojawiają się obcy. Bellatrixanie, którzy stworzyli ludzką cywilizację, ciągle ją badają. Gdy Marcin wymyśla alternatywną historie cywilizacji (opowiada, że piramidy oraz inne dobra starożytnych cywilizacji stworzył ziemniak) Bellatrixanie dochodzą do wniosku, że Marcin wpadł na ich ślad i podejmują decyzję o zagładzie Ziemi, co z kolei zmusza Rafała i Mammona do ingerencji w sprawy kosmiczne.
Książka sposobem jej prowadzenia bardzo mi przypomina powieść Marcina Wolskiego „Post Polonia” – to samo szybkie tempo narracji oraz nietuzinkowi bohaterowie.
Wszystkim czytelnikom tej pozycji proponuję po lekturze zastanowić się nad tym co nas otacza, nad rzeczywistością która nas otacza, nad tym jak ja kształtujemy. Ponieważ każda dobra książka która bawi, powinna również być przyczynkiem do przemyśleń.
W książce Terry’ego Pratchetta „Długa Ziemia” ziemniak odgrywał strategiczną rolę – był źródłem energii w urządzeniu służącym do przemieszczania się do światów równoległych. W książce Kołbusa ziemniak narobi równie dużo zamieszania. Rzeczone warzywo to nie jedyna rzecz spajająca tych autorów – jest nią również umiejętność opisywania rzeczywistości z dużą dawką humoru....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZagłada ludzkości, problemy w Niebie, nowa historia ziemniaka oraz Bóg, którego nie ma. To miedzy innymi oferuje nam Tomasz Kołbus w swojej książce Bóg na urlopie.
Marcin to przeciętny nauczyciel historii w wiejskiej szkole. Jego życie nie obfituje w niesamowite wydarzenia. Żyje hasłem „byle do piątku”, nie lubi się przepracowywać… Właściwie to wiele rzeczy „nie lubi”.
Do grona jego przyjaciół należy Małpa – mało atrakcyjny mężczyzna, który stara się pokazać przed kolegami swoją męskość i dominację, choć skrywa ciche ciągotki do przedstawicieli swojej płci. Jest również Adam – zapracowany i odnoszący sukcesy sprzedawca, który posiada mentalność „typowego Polaka” narzekającego na wszystko.
Zwyczajne życie Marcina zaburza niecodzienne spotkanie z Archaniołem Rafałem, który niespodziewanie ogłasza, iż od Marcina zależy dalsze istnienie świata. Dlaczego? A no, dlatego, że Bóg postanowił wyjechać na urlop, zostawiając ten cały grajdołek na głowach zatroskanych Aniołów i rządnych władzy demonów. Apropos demonów, te też nie dają spokoju Marcinowi i również odwiedzają przyszłego wybawiciela Ziemi. Jak z takim wyzwaniem poradzi sobie historyk?
Musze przyznać, że książka jest ciekawą rozrywką. Autor w sposób prześmiewczy przejaskrawia sytuacje, które spotykamy w życiu codziennym. Osobiście jestem fanką sceny w przychodni zdrowia… I choć to straszne, ale zupełnie nie wydaje mi się „przejaskrawiona”. Śmianie się z czyjegoś nieszczęścia może nie jest dobrym sposobem na rozrywkę, ale wizyta Marcina u lekarza, była tak przecudownie i przekomicznie napisana, że stała się moją ulubioną sceną! Również rozważanie „wyjątkowości” Marcina, wywołało u mnie uśmiech i sprawiło, że miałam ochotę przeczytać je osobie siedzącej najbliżej, aby również mogła cieszyć się razem ze mną umiejętnością pisarza… Pech chciał, że nikogo przy mnie nie było, dlatego przytoczę ją Wam:
„Marcin w ciszy trawił słowa archanioła. Nie mógł się zdecydować, czy to dobrze, że jest wyjątkowo nie wyjątkowy, czy też nie. W zasadzie to zawsze to coś, w czym się wyróżnia. Od kiedy pamiętał, chciał się w czymś wyróżniać i być najlepszy. No i w końcu się opłaciło. Lata zaniechań, braku wysiłku i systematyczności, jakichkolwiek czynności kształtujących charakter i nieobecność własnej inicjatywy jednak wydały słodkie, soczyste owoce sukcesu”.
Pełna recenzja na:
http://moznaprzeczytac.pl/bog-na-urlopie-tomasz-kolbus/
Zagłada ludzkości, problemy w Niebie, nowa historia ziemniaka oraz Bóg, którego nie ma. To miedzy innymi oferuje nam Tomasz Kołbus w swojej książce Bóg na urlopie.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarcin to przeciętny nauczyciel historii w wiejskiej szkole. Jego życie nie obfituje w niesamowite wydarzenia. Żyje hasłem „byle do piątku”, nie lubi się przepracowywać… Właściwie to wiele rzeczy „nie lubi”.
Do...
Solidna książka, czytałem z przyjemnością, choć z kilkoma momentami przemęczenia (zwłaszcza, gdy napięcie erotyczne na papierze narastało). Kołbus świetnie radzi sobie z językiem, co jest niestety coraz rzadszą cechą początkujących autorów. Jest to wprawdzie język dosyć typowy dla współczesnej literatury polskiej (najwyraźniej widoczny u Masłowskiej), ale przecież nie każda książka musi odkrywać Amerykę.
Solidna książka, czytałem z przyjemnością, choć z kilkoma momentami przemęczenia (zwłaszcza, gdy napięcie erotyczne na papierze narastało). Kołbus świetnie radzi sobie z językiem, co jest niestety coraz rzadszą cechą początkujących autorów. Jest to wprawdzie język dosyć typowy dla współczesnej literatury polskiej (najwyraźniej widoczny u Masłowskiej), ale przecież nie każda...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ PANEM BOGIEM?
Każdy człowiek lubi urlopować. Wylegiwać się w buchającej zielenią trawie, kąpać w miękkości domowych pieleszy, łapać słońce we wszystkie zakamarki ciała i rozkoszować się szczebiotem ptaków. Bez zmartwień, bez bezczasu, bez pracy. Jeśli przyjmiemy, że Bóg też człowiek... tytuł książki na pewno nas nie zdziwi. A powinien?
Marcin w pewnym sensie jest bogiem: sam o sobie decyduje, ma własne zdanie, popędy, którym zwyczajnie ulega albo którym... chciałby ulec. Na pewno jednak nie jest na urlopie, przeciwnie - pięć dni w tygodniu spóźniony od 5-u do 10-u minut spędza kilka godzin pośród rozkrzyczanej dziatwy szkolnej. W wieku gimnazjalnym - dopowiedzmy, żeby dodać nieco pikanterii. Marcin ma w zasadzie wszystko, czego potrzeba, żeby żyć szczęśliwie: pracę, choć jest zaledwie kilka lat po studiach, dwóch kolegów (przyjaciół?) ze skłonnościami - jeden do przesady, drugi z homoseksualnymi - około 30 lat i Agatę, z którą jest w otwartym związku. Więc szuka dziewczyny. Znajduje... anioła. I diabła. Choć jeden klnie jak szewc i nie stroni od piwa, a drugi jest zadbany i ma wysoki stopień kultury osobistej, w jednym się zgadzają. W sumie to nie tylko w jednym, co może dziwić. Obaj bez wyrzutów sumienia obarczają Marcina bardzo trudnym zadaniem - na jego barkach kładą krzyż losów całej ziemi. Gdzie w tym wszystkim Bóg? Czy ma świadomość, że pod Jego nieobecność świat stanął na głowie? A Marcin? Czy podoła zadaniu na miarę Chrystusa? I czy nic nie po<em>krzyż</em>uje mu planów?
Może najpierw o języku. Długo się zastanawiałam, czy jest irytująco doskonały, czy doskonale irytujący. Na dziewięćdziesiątej stronie w końcu byłam w stanie określić, że koniec końców podoba mi się. I nie podoba. Bo owszem, mamy lekkość, mamy blurbową swadę, mamy prawdziwy kunszt pisania, wulkan ironii i humoru, który wybucha w czytelniku niepohamowanym śmiechem. Z takim beztroskim stylem nie spotkałam się chyba w żadnej książce, częściej w internecie. Gdybym miała porównać język Tomasza Kołbusia do jakiegoś innego, porównałabym do 30latka z bloga www.30lat.blogspot.com (swoją drogą - warto zajrzeć). Mamy tu więc prawdziwą wolność, dowolność i... powolność niestety. I nieścisłość. I opisy fizjologii, które wychodzą poza granice dobrego smaku.
Przejdźmy do fabuły, z którą to wiążą się wspomniane wady. Jest zamotana. Porządnie zakręcona, pokręcona, pomieszana, choć niby prosta, i jakby zbyt długa. Niektóre wątki, opisy, dygresje autor mógł spokojnie sobie darować. Przez nie właśnie nieścisłość, bo raz czytelnik dowiaduje się, że akcja trwa ponad dwa tygodnie, a za chwilę że kilka dni. A niesmaczne opisy? Żeby nie zniesmaczać, zaniecham ich przywoływania. Na samą myśl robi mi się niedobrze duchowo. Fizycznie trochę też. Sam pomysł na książkę bardzo dobry. Niby alegoria, niby biblijna, niby schematy Kołubus wykorzystał, a jednak nie sposób się nudzić. Dlaczego? Bo wszystko poprzekręcał. I chwała mu za to!
Co mogę jeszcze dodać... Że to nie jest książka dla kobiet. Po prostu. Wrażliwe na piękno panie, marzące o romantycznych kolacjach (albo chociaż jednej), czekające na mężczyznę z bajki, rycerza bez białego rumaka, ale z czułym sercem, pragnące miłości, a nie tylko łóżkowych ekscesów nie powinny czytać tej książki. Ba, ośmielam się im tego surowo zabronić. Dlaczego? Bo Kołbus nie pisze o miłości. Pisze nie odrugiej połówce, ale o maszynce do zaspokajania żądz. Pisze, że kobiety nie da się zdradzić, bo seks jest dla faceta wyłącznie okazją do rozładowania napięcia biologicznego. I choć na każdym kroku mamy beczki ironii, to jednak odarte z przymrużenia oka poglądy bohaterów powieści zostają gdzieś w czytelni(cz)kach i przemieniają się w źródło niejasnego niepokoju. A przecież dobrze jest wierzyć, że ktoś gdzieś... jest inny.
Czy polecam? Mężczyznom tak. Ale też nie wszystkim, bo poglądy prezentowane w powieści nie są specyficzne. Panom szukającym czegoś na odstresowanie, chwilowe odmóżdżenie przy delektowaniu się językiem, szukającym okazji do pośmiania się lub miejsca, gdzie wszystko jest na odwrót - polecam. Nie pożałujecie. Dobrej zabawy!
Z PANEM BOGIEM?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy człowiek lubi urlopować. Wylegiwać się w buchającej zielenią trawie, kąpać w miękkości domowych pieleszy, łapać słońce we wszystkie zakamarki ciała i rozkoszować się szczebiotem ptaków. Bez zmartwień, bez bezczasu, bez pracy. Jeśli przyjmiemy, że Bóg też człowiek... tytuł książki na pewno nas nie zdziwi. A powinien?
Marcin w pewnym sensie jest...