Wróć na stronę książki

Oceny książki Kurator

Średnia ocen
6,3 / 10
163 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE


avatar
58
32

Na półkach:

No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc, gadżetów i wyszukanych potraw. Wkurzyło mnie jeszcze więcej innych rzeczy, ale szkoda czasu na pisanie o tym (i przede wszystkim na czytanie takich gniotów)

No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
136
136

Na półkach:

Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.

To historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia lepiej, raz gorzej, aż któregoś dnia postanawia zostać sponsorem, opiekunem, a może i mentorem pewnej licealistki.
Ich relacja od początku jest niedopowiedziana, nieoczywista, toczy się własnym, dość niespodziewanym rytmem. Co więcej, w pewnym momencie mężczyzna zdaje się w niej gubić, a to zwykle oznacza problemy. Jakie? A sami przeczytajcie!

Swoją drogą końcówka to oznaka przegranej, wygranej czy po prostu rozważnej straty? Ciekawe. I wielowymiarowe.

Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.

To historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
192
149

Na półkach:

Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki, galerianki, prostytutki, nimfomanki, nudystki, swingerki, ekshibicjonistki, licealistki, pełnoletnie gimnazjalistki, studentki”. Po co? Z nudów, samotności, zbyt okrągłej sumy na koncie, z innych, niejasnych do końca powodów? Motywacja, pierwszy kłopot z książką. A będzie ich zdecydowanie więcej, bo Kurator z pewnością nie stanowi wyłącznie „studium sponsoringu” czy „opowieści o miłości emeryta i licealistki”.

Przede wszystkim można wskazać na rodzaj perwersyjnej ciekawości. Jak to jest, skryć się za ekranem monitora, odbierać (a w końcu i samemu wysyłać) anonse od anonimowych kobiet? W końcu to jedyne miejsce, gdzie nie trzeba zawracać sobie głowy tak zwanym pierwszym wrażeniem. Można odpowiednio wypreparować swoją osobę, a później równie umiejętnie grać przed potencjalną partnerką. Dlaczego nie? Odsłaniać siebie i jednocześnie przy tym kłamać. Marzenie. Bohater-narrator najpierw pragnie być oszukanym, później oszukuje sam. Wrzuca więc w sieciowy wir swoje zdjęcie, kilka banałów i już jest w grze. „Właściwie po co czytam cudze ogłoszenia, zdaję się na półprawdy i kolorystykę, żeby tylko szamponów. Niby wybieram, ale z narzuconego mi, powtarzalnego repertuaru. Narażam się na niezasłużone połajanki – jeśli ściemniasz i nie dbasz o higienę, to nie pisz. Wzruszam się historiami o zaległościach z czynszem i niepełnosprawnym dziecku, któremu brakuje na leki. Mamię ofertami pisanymi z błędem: fool service. Kolekcjonuję zdjęcia bielizny i kostiumów kąpielowych, w marnej rozdzielczości, takie same są na opakowaniach z pierwszej lepszej pasmanterii, komplet rozmiarów i kolorów, przystępniejsze ceny. Studiuję wnioski o pożyczkę, której zwrot jest gwarantowany oralnie i własnoręcznym podpisem, w równych tygodniowych ratach”.

Ale to banały, w dobie facebooka, gdzie można skorygować samego siebie, wykreować siebie ciekawszym, to nic nowego. Może ten pan zwyczajnie lubi kobiety i chciałby miło spędzać z nimi czas. Bo nie musi, jak sam powie, wzdychać i słuchać westchnień, doznawać głębszych uczuć, chodzić na nauki przedmałżeńskie. A nie każdy jest aż tak odważny, żeby zaczepiać cudze kobiety na ulicy i umawiać się na randki. I nie każdy pragnie od razu zobowiązań. Internet zmniejsza (bo nie jest w stanie całkiem wyeliminować) ryzyko porażki. Podmienia, protezuje rzeczywistość, z którą bohater-narrator po prostu sobie nie radzi. Egzystencja wirtualna pomaga okiełznać za trudny świat. W końcu go zastępuje? Możliwe, ale też nieco powierzchowne.

Fascynujące, jak nieoczywista i mocno zależna od punktu widzenia czytelnika jest tak książka. Narrator niczego nie narzuca, w reportersko-poetyckim stylu (to połączenie może brzmieć kuriozalnie, ale prawdopodobnie tak jest) meandruje pomiędzy kobietami, żadnej naprawdę nie oddając serca, z żadną nie nawiązując prawdziwie bliskiego kontaktu. Dla jednych będzie podstarzałym panem z brzuszkiem, który poszukuje miłości w rozsądnej cenie, dla innych nieśmiałym samotnikiem, jeszcze kto inny powie, że ten pan to straszny zboczeniec.

Trafi na kobiety ciche, skromne, godzące się na sponsoring z potrzeby albo z chęci, są też zwyczajne oszustki. Przeżyje chwile miłosnego uniesienia (porównywalnego z mistycznym), grozy, zawodu. Dopóki nie spotka Marty, pewnej licealistki.

Mail. Od Marty. „Licealistki niezdeprawowanej”, w „spranych dżinsach, za cienkim prochowcu przewiązanym w pasie, z zadaniem ukrywania jej figury, i dwóch pomiętych chustkach owiniętych wokół szyi, smukłej, gdyby je odwinąć”. Wiadomość, która znacząco wpłynie na życie, bądź co bądź, samotnika („Nikt nie czekał, kot nie miauknął, pies się nie rzucił na mnie z radości, drapiąc pazurami o kafle, żona nie spojrzała z wyrzutem za nieobecność nocną”; muszę ograniczać cytaty, Kruszyński pisze tak kapitalnie, że najchętniej wrzuciłbym całą książkę, żeby każdy mógł zachwycić się tą prozą). Opróżni skrzynkę mailową, skasuje ogłoszenia. Stanie się, jak sam mówi, jej kuratorem, wychowawcą. I chyba wreszcie pokocha, prawdziwie. Zrobi rzeczy, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. To swego rodzaju paradoks, Marta okaże się być zupełnie inną kobietą niż pozostałe. Sponsoring przejdzie w uczucie, pewnie odwzajemniane. Do pewnego momentu. Ale cóż, historia nie ma szczęśliwego zakończenia, tyle mogę powiedzieć. Kto czytał, ten wie, a reszta – niechże wreszcie doczyta! Trochę drażni ten ostateczny, mocno romantyczny gest, ale tak po prostu musiało się stać. Ależ banały, aż mdło, upraszam o wyrozumiałość.

Znaczenia migoczą, trzeba wybierać, a najlepiej byłoby pozostawić tę świetną powieść otwartą. Dla mnie jest to przede wszystkim znakomita rzecz o samotności. Związki i miłostki narratora-bohatera to tylko fasada (jak u Houellebecqa – jeśli ktoś zdoła przebić się przez pornograficzne opisy, odkryje zupełnie co innego), za którą skrywa się postać niezwykle samotna. Pogłębia ten fakt podwójność spoglądania na świat, bo raz patrzymy oczyma bohatera, innym razem oglądamy go nieco z zewnątrz, w trzeciej osobie. Jakby chciał spojrzeć na siebie z dystansem, co, rzecz jasna, nie ma sensu, dystansu nie sposób złapać. Świat kłuje w oczy tandetą, swoistym niedorobieniem, bohater-narrator (teraz jasna jest celowość łączenia ich w jedno ciało) tę pustkę dostrzega. Ucieka w „wirtual”, bez skutku. I przegrywa. Rzecz, znów, bolesna, otwarta i zamknięta snem. Czyżby przebudził się, spostrzegł na czym ta rzeczywistość stoi i znów uciekł?

Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to