No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc, gadżetów i wyszukanych potraw. Wkurzyło mnie jeszcze więcej innych rzeczy, ale szkoda czasu na pisanie o tym (i przede wszystkim na czytanie takich gniotów)
No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc,...
Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.
To historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia lepiej, raz gorzej, aż któregoś dnia postanawia zostać sponsorem, opiekunem, a może i mentorem pewnej licealistki.
Ich relacja od początku jest niedopowiedziana, nieoczywista, toczy się własnym, dość niespodziewanym rytmem. Co więcej, w pewnym momencie mężczyzna zdaje się w niej gubić, a to zwykle oznacza problemy. Jakie? A sami przeczytajcie!
Swoją drogą końcówka to oznaka przegranej, wygranej czy po prostu rozważnej straty? Ciekawe. I wielowymiarowe.
Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.
To historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia...
Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki, galerianki, prostytutki, nimfomanki, nudystki, swingerki, ekshibicjonistki, licealistki, pełnoletnie gimnazjalistki, studentki”. Po co? Z nudów, samotności, zbyt okrągłej sumy na koncie, z innych, niejasnych do końca powodów? Motywacja, pierwszy kłopot z książką. A będzie ich zdecydowanie więcej, bo Kurator z pewnością nie stanowi wyłącznie „studium sponsoringu” czy „opowieści o miłości emeryta i licealistki”.
Przede wszystkim można wskazać na rodzaj perwersyjnej ciekawości. Jak to jest, skryć się za ekranem monitora, odbierać (a w końcu i samemu wysyłać) anonse od anonimowych kobiet? W końcu to jedyne miejsce, gdzie nie trzeba zawracać sobie głowy tak zwanym pierwszym wrażeniem. Można odpowiednio wypreparować swoją osobę, a później równie umiejętnie grać przed potencjalną partnerką. Dlaczego nie? Odsłaniać siebie i jednocześnie przy tym kłamać. Marzenie. Bohater-narrator najpierw pragnie być oszukanym, później oszukuje sam. Wrzuca więc w sieciowy wir swoje zdjęcie, kilka banałów i już jest w grze. „Właściwie po co czytam cudze ogłoszenia, zdaję się na półprawdy i kolorystykę, żeby tylko szamponów. Niby wybieram, ale z narzuconego mi, powtarzalnego repertuaru. Narażam się na niezasłużone połajanki – jeśli ściemniasz i nie dbasz o higienę, to nie pisz. Wzruszam się historiami o zaległościach z czynszem i niepełnosprawnym dziecku, któremu brakuje na leki. Mamię ofertami pisanymi z błędem: fool service. Kolekcjonuję zdjęcia bielizny i kostiumów kąpielowych, w marnej rozdzielczości, takie same są na opakowaniach z pierwszej lepszej pasmanterii, komplet rozmiarów i kolorów, przystępniejsze ceny. Studiuję wnioski o pożyczkę, której zwrot jest gwarantowany oralnie i własnoręcznym podpisem, w równych tygodniowych ratach”.
Ale to banały, w dobie facebooka, gdzie można skorygować samego siebie, wykreować siebie ciekawszym, to nic nowego. Może ten pan zwyczajnie lubi kobiety i chciałby miło spędzać z nimi czas. Bo nie musi, jak sam powie, wzdychać i słuchać westchnień, doznawać głębszych uczuć, chodzić na nauki przedmałżeńskie. A nie każdy jest aż tak odważny, żeby zaczepiać cudze kobiety na ulicy i umawiać się na randki. I nie każdy pragnie od razu zobowiązań. Internet zmniejsza (bo nie jest w stanie całkiem wyeliminować) ryzyko porażki. Podmienia, protezuje rzeczywistość, z którą bohater-narrator po prostu sobie nie radzi. Egzystencja wirtualna pomaga okiełznać za trudny świat. W końcu go zastępuje? Możliwe, ale też nieco powierzchowne.
Fascynujące, jak nieoczywista i mocno zależna od punktu widzenia czytelnika jest tak książka. Narrator niczego nie narzuca, w reportersko-poetyckim stylu (to połączenie może brzmieć kuriozalnie, ale prawdopodobnie tak jest) meandruje pomiędzy kobietami, żadnej naprawdę nie oddając serca, z żadną nie nawiązując prawdziwie bliskiego kontaktu. Dla jednych będzie podstarzałym panem z brzuszkiem, który poszukuje miłości w rozsądnej cenie, dla innych nieśmiałym samotnikiem, jeszcze kto inny powie, że ten pan to straszny zboczeniec.
Trafi na kobiety ciche, skromne, godzące się na sponsoring z potrzeby albo z chęci, są też zwyczajne oszustki. Przeżyje chwile miłosnego uniesienia (porównywalnego z mistycznym), grozy, zawodu. Dopóki nie spotka Marty, pewnej licealistki.
Mail. Od Marty. „Licealistki niezdeprawowanej”, w „spranych dżinsach, za cienkim prochowcu przewiązanym w pasie, z zadaniem ukrywania jej figury, i dwóch pomiętych chustkach owiniętych wokół szyi, smukłej, gdyby je odwinąć”. Wiadomość, która znacząco wpłynie na życie, bądź co bądź, samotnika („Nikt nie czekał, kot nie miauknął, pies się nie rzucił na mnie z radości, drapiąc pazurami o kafle, żona nie spojrzała z wyrzutem za nieobecność nocną”; muszę ograniczać cytaty, Kruszyński pisze tak kapitalnie, że najchętniej wrzuciłbym całą książkę, żeby każdy mógł zachwycić się tą prozą). Opróżni skrzynkę mailową, skasuje ogłoszenia. Stanie się, jak sam mówi, jej kuratorem, wychowawcą. I chyba wreszcie pokocha, prawdziwie. Zrobi rzeczy, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. To swego rodzaju paradoks, Marta okaże się być zupełnie inną kobietą niż pozostałe. Sponsoring przejdzie w uczucie, pewnie odwzajemniane. Do pewnego momentu. Ale cóż, historia nie ma szczęśliwego zakończenia, tyle mogę powiedzieć. Kto czytał, ten wie, a reszta – niechże wreszcie doczyta! Trochę drażni ten ostateczny, mocno romantyczny gest, ale tak po prostu musiało się stać. Ależ banały, aż mdło, upraszam o wyrozumiałość.
Znaczenia migoczą, trzeba wybierać, a najlepiej byłoby pozostawić tę świetną powieść otwartą. Dla mnie jest to przede wszystkim znakomita rzecz o samotności. Związki i miłostki narratora-bohatera to tylko fasada (jak u Houellebecqa – jeśli ktoś zdoła przebić się przez pornograficzne opisy, odkryje zupełnie co innego), za którą skrywa się postać niezwykle samotna. Pogłębia ten fakt podwójność spoglądania na świat, bo raz patrzymy oczyma bohatera, innym razem oglądamy go nieco z zewnątrz, w trzeciej osobie. Jakby chciał spojrzeć na siebie z dystansem, co, rzecz jasna, nie ma sensu, dystansu nie sposób złapać. Świat kłuje w oczy tandetą, swoistym niedorobieniem, bohater-narrator (teraz jasna jest celowość łączenia ich w jedno ciało) tę pustkę dostrzega. Ucieka w „wirtual”, bez skutku. I przegrywa. Rzecz, znów, bolesna, otwarta i zamknięta snem. Czyżby przebudził się, spostrzegł na czym ta rzeczywistość stoi i znów uciekł?
Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki,...
Przypomina trochę podróbkę markowego towaru. Na pozór nie ma różnicy, lecz w pewnym momencie trzeba się zmierzyć z faktem, że to jednak mimo wszystko podróbka. Ma się więc wrażenie, że miejscami próbuje się nam oferować coś więcej, lecz finalnie ów miejsca okazują się jedynie podrygami prozy, która choć chciałaby aspirować do czegoś lepszego, to jednak wyszło jak wyszło.
Przypomina trochę podróbkę markowego towaru. Na pozór nie ma różnicy, lecz w pewnym momencie trzeba się zmierzyć z faktem, że to jednak mimo wszystko podróbka. Ma się więc wrażenie, że miejscami próbuje się nam oferować coś więcej, lecz finalnie ów miejsca okazują się jedynie podrygami prozy, która choć chciałaby aspirować do czegoś lepszego, to jednak wyszło jak wyszło.
Męczyła mnie narracja, początkowo niezrozumiała zmiana formy pierwszoosobowej na trzecioosobową bardzo mnie irytowała.
Potem rozkręciła się lekko fabuła i dało się ją dostrzec przez język. Dla mnie ta powieść to nic specjalnego, czytałam wiele podobnej polskiej prozy. Brak mi tu puenty, czegoś co poruszy głębiej, zachwyci, zostanie ze mną.
Męczyła mnie narracja, początkowo niezrozumiała zmiana formy pierwszoosobowej na trzecioosobową bardzo mnie irytowała.
Potem rozkręciła się lekko fabuła i dało się ją dostrzec przez język. Dla mnie ta powieść to nic specjalnego, czytałam wiele podobnej polskiej prozy. Brak mi tu puenty, czegoś co poruszy głębiej, zachwyci, zostanie ze mną.
Książka otworzyła przede mną zupełnie nieznaną perspektywę patrzenia na współczesne relacje inicjowane w sieci na portalach sponsoringowych. Bohaterem jest pięćdziesięciolatek, zblazowany dostatkiem, nieakceptujący własnego starzenia się, który niespodziewanie dla niego samego angażuje się emocjonalnie w związek z nastolatką eksperymentującą ze swoim życiem i szukającą łatwych pieniędzy.
To książka o tym, że dostatek nie nadaje sensu, jeśli dzieli się go przez jeden.
Książka otworzyła przede mną zupełnie nieznaną perspektywę patrzenia na współczesne relacje inicjowane w sieci na portalach sponsoringowych. Bohaterem jest pięćdziesięciolatek, zblazowany dostatkiem, nieakceptujący własnego starzenia się, który niespodziewanie dla niego samego angażuje się emocjonalnie w związek z nastolatką eksperymentującą ze swoim życiem i szukającą...
Wroclaw w tle historii, kontrowersyjna tematyka, momentami nawet ciekawe perypetie. I to na tyle. Do niczego to wszystko nie prowadzi. Narrator moglby swoje spotkania z kobietami z ciagnac w nieskonczonosc i je opisywac. Zakonczenie kompletnie niezrozumiale i niewarte dluzej refleksji.
Wroclaw w tle historii, kontrowersyjna tematyka, momentami nawet ciekawe perypetie. I to na tyle. Do niczego to wszystko nie prowadzi. Narrator moglby swoje spotkania z kobietami z ciagnac w nieskonczonosc i je opisywac. Zakonczenie kompletnie niezrozumiale i niewarte dluzej refleksji.
To zdecydowanie książka o samotności, przemijaniu i dojrzałości.
Dojrzały mężczyzna z przeszłością nie szuka miłości. Ma dość sytuacji, które przeszedł z byłą żoną. Ale szuka kontaktu z kobietami. Tu pojawia się tzw. sponsoring. Bardziej lub mniej udany. Kiedy ten mniej udany mocno go dotyka postanawia zmienić wiek poszukiwanej kobiety. I wtedy trafia na nią. Na licealistkę. Jest jej partnerem, ojcem, przyjacielem, jednak w tym związku nie chodzi o pieniądze. Bo to nie one są najważniejsze w związku. Czy taka historia i taki związek ma szanse? Zakończenie zaskakuje i porusza.
To zdecydowanie książka o samotności, przemijaniu i dojrzałości.
Dojrzały mężczyzna z przeszłością nie szuka miłości. Ma dość sytuacji, które przeszedł z byłą żoną. Ale szuka kontaktu z kobietami. Tu pojawia się tzw. sponsoring. Bardziej lub mniej udany. Kiedy ten mniej udany mocno go dotyka postanawia zmienić wiek poszukiwanej kobiety. I wtedy trafia na nią. Na...
Zachwycił mnie język tej powieści. Jakież mam szczęście — trafiłem na kolejnego utalentowanego autora. Może to wstyd, że poznaję go dopiero teraz, a debiutantem nie jest, ale nie zamierzam się wstydzić. Pozostanę bezwstydny, podobnie, jak niektóre postacie pojawiające się na chwilę w tej książce.
Zacytuję fragment opisu, opinii z okładki:
”Pięćdziesięcioletni mężczyzna kupuje sobie towarzystwo młodych kobiet. Aż [...]”
„Bohater tej powieści sponsoruje internetowe dziewki, płaci za seks, lecz [...]”
Sam z siebie nie napisałbym czegoś takiego, bo uznałbym to zbyt wiele fabuły zdradzające, za bardzo treściwe, konkretne, szczegółowe, za spoiler, jak się teraz mówi. Skoro to jednak jest na okładce, to i tak już się stało.
Książka może jednak rozczarować tych, którzy zbyt dosłownie potraktują te okładkowe anonse i kupią ją, spodziewając się pikantnych opisów wyuzdanego seksu. Seks jest, ale mocno umotywowany fabułą i opisany w tak delikatny sposób, że rozczaruje amatorów literackich figli w łóżku, czy gdziekolwiek indziej. Opisy seksu są równie atrakcyjne, co opisy kucharzenia, czy spacerów. Bez krzty ironii z mojej strony. Opisy wszystkich trzech działań po prostu są atrakcyjne.
Przypomniało mi się, jak w latach dziewięćdziesiątych poszedłem do kina na „Wielkie żarcie”. Żarł Marstroianni z trzema kolegami. Film na plakatach był reklamowany jako kipiący seksem i rozwiązłością; dekadencja w pełnej krasie. I dzięki temu sala kinowa była, jeśli dobrze pamiętam, pełna. Na początku. Do napisów końcowych zostały bodajże dwie osoby. Włączając mnie. Nie porównuję tu tego filmu z książką Kruszyńskiego, po prostu wyobraziłem sobie wrażenia, jakich doznałby czytelnik książek z cyklu „Greya twarzy pińcet” czy ile ich było, albo nawet koneser Henry’ego Millera i jego „Zwrotników”. I stąd skojarzenie z seansem filmowym sprzed ponad trzydziestu lat.
To niebanalna historia mężczyzny, a nawet człowieka. Bez wielkich tajemnic z przeszłości, za to z trudną, jak się okazuje teraźniejszością. Refleksyjnego i autorefleksyjnego. Wydawałoby, że silnego, twardego doświadczeniem codzienności przeżytych lat. Warto go poznać lepiej.
To opowieść o samotności i beznadziei. A jednocześnie o dojrzałości, odpowiedzialności, a może nawet o miłości, jak napisano na ostatniej stronie okładki:
” Bohater tej powieści sponsoruje internetowe dziewki, płaci za seks, lecz nadziewa się na miłość.” - Marek Bieńczyk.
Zachwycił mnie język tej powieści. Jakież mam szczęście — trafiłem na kolejnego utalentowanego autora. Może to wstyd, że poznaję go dopiero teraz, a debiutantem nie jest, ale nie zamierzam się wstydzić. Pozostanę bezwstydny, podobnie, jak niektóre postacie pojawiające się na chwilę w tej książce.
Paweł lat 50 wraca z zagranicy, ma sporo pieniędzy i równie dużo czasu. Świat widzi w szarych barwach, nie ma złudzeń, że życie przyniesie mu coś innego niż rozczarowanie. Jest po rozwodzie to czas samotnego gorzknienia mężczyzny, który starzeje się i nie może dojść z tym starzeniem do porozumienia. Desperacki seks z młodszymi partnerkami, sponsoring to z kolei chyba nie chęć udowodnienia sobie, że jeszcze nie koniec, to raczej chęć uratowania swojej młodości. Od zawsze wybierał niewłaściwe kobiety, nie potrafił zbudować szczęśliwego związku. Paweł poznaje Martę maturzystkę. Dziewczyna ma swój urok, szuka bliskości, zainteresowania jest też wyrachowana i umie manipulować. Marta chce żyć jak stare dobre małżeństwo, bez oporów wchodzi w życie Pawła w zabłoconych butach i w obcisłej koszulce. Czy rola mentora nastoletniej Marty sprawi, że w jego życiu pojawi się jakiś sens? Przeczytaj i się dowiedz.
Paweł lat 50 wraca z zagranicy, ma sporo pieniędzy i równie dużo czasu. Świat widzi w szarych barwach, nie ma złudzeń, że życie przyniesie mu coś innego niż rozczarowanie. Jest po rozwodzie to czas samotnego gorzknienia mężczyzny, który starzeje się i nie może dojść z tym starzeniem do porozumienia. Desperacki seks z młodszymi partnerkami, sponsoring to z kolei chyba nie...
Bardzo przejmująca książka o samotności. Niewiele tu, na szczęście o sponsoringu (kto bogatemu zabroni :-)). Po mistrzowsku opowiedziana historia. Pozazdrościłem bohaterowi (memu rówieśnikowi) domu w górach, wiedzy o ptakach (też dokarmiam ptaki zimą, ale nie wiem, jakie; rozróżniam tylko wróble). Pozazdrościłem też Marty, młodej, bezinteresownej, ciekawej świata. Nie bardzo wierzyłem, że wszystko się dobrze skończy. Nie myliłem się.
Bardzo przejmująca książka o samotności. Niewiele tu, na szczęście o sponsoringu (kto bogatemu zabroni :-)). Po mistrzowsku opowiedziana historia. Pozazdrościłem bohaterowi (memu rówieśnikowi) domu w górach, wiedzy o ptakach (też dokarmiam ptaki zimą, ale nie wiem, jakie; rozróżniam tylko wróble). Pozazdrościłem też Marty, młodej, bezinteresownej, ciekawej świata. Nie...
Tym, co najbardziej mnie tutaj "kupiło" jest cudowny styl, dynamiczna akcja, plastyczność opisywanych scen oraz autoironiczny humor (jak np. kurtka, która odmładzała naszego bohatera o całe... pół roku). Początkowo miałam zarzuty co do sposobu prowadzenia narracji, która co rusz przeskakiwała z pierwszej na trzecią osobę, jednak chyba rozumiem, do czego ten zabieg miał prowadzić - to obserwujemy wydarzenia jako ktoś z zewnątrz, to spoglądamy na nie oczami opowiadającego. Zaskoczyło mnie też zakończenie tej historii.
Tak czy siak, książkę polecam, chociaż wiem, że nie każdemu się spodoba. Jak dla mnie jest to jedna z najlepszych powieści przeczytanych w tym roku.
Tym, co najbardziej mnie tutaj "kupiło" jest cudowny styl, dynamiczna akcja, plastyczność opisywanych scen oraz autoironiczny humor (jak np. kurtka, która odmładzała naszego bohatera o całe... pół roku). Początkowo miałam zarzuty co do sposobu prowadzenia narracji, która co rusz przeskakiwała z pierwszej na trzecią osobę, jednak chyba rozumiem, do czego ten zabieg miał...
Kiedyś w szkole(chyba na lekcji ekonomii) usłyszałem, że w społeczeństwach gdzie sporo się zarabia, ludzie łatwiej popadają w depresję. Miało to wynikać z tego, że osoby te nie mają już do czego dążyć. Ta lektura przypomniała mi owe słowa. Bo główny bohater nie może narzekać na brak pieniędzy i mimo to nie jest szczęśliwy. Odczuwa pustkę. Tylko tu dochodzi jeszcze samotność...
Kiedyś w szkole(chyba na lekcji ekonomii) usłyszałem, że w społeczeństwach gdzie sporo się zarabia, ludzie łatwiej popadają w depresję. Miało to wynikać z tego, że osoby te nie mają już do czego dążyć. Ta lektura przypomniała mi owe słowa. Bo główny bohater nie może narzekać na brak pieniędzy i mimo to nie jest szczęśliwy. Odczuwa pustkę. Tylko tu dochodzi jeszcze samotność...
Niby ciekawych zagadnień ta książka dotyka: samotność, życiowe wypalenie, sponsoring, wypaczenie rozumienia miłości, potrzeba bliskości walcząca z egoistycznym przywiązaniem do swoich samotniczych nawyków, konflikt pokoleń itd. A jednak wszystko to podane jest w sosie beznadziei, jakby zatopione w gderaniu znudzonego zdziadziałego lowelasa, któremu trudno jest się pogodzić z myślą, że oto nawet pieniądze nie są w stanie zapewnić mu oczekiwanej radości z życia...
Bardzo antypatyczny główny bohater - narrator. W typie ludzi, których szczerze nie trawię. Nie widzący świata poza czubkiem własnego nosa, poza własnymi potrzebami. Niby doświadczony, a tak naprawdę nie mający niczego ciekawego do powiedzenia, nie potrafiący zrobić niczego konstruktywnego z własnym życiem.
Irytujące uproszczenie fabuły, w której przeważają elementy, jakby powieść miała być zobrazowaniem czyichś fantazji erotycznych. Ten wypchany portfel, umożliwiający spełnienie każdej zachcianki; te podróże i serwowane non stop wytworne wina; te kobiety, zachowujące się w tak uproszczony, sprowadzony do typowo męskiej wizji sposób (powaliła mnie na łopatki scena, w której śledzona kobitka kupuje sobie nowe kolczyki, funduje nową fryzurę, a następnie - śmiga na basen, gdzie na tę nową fryzurę naciąga pływacki czepek... tak, bardzo to realistyczne było...). I ten podstarzały Don Juan, który najpierw sam szuka kobiet na portalach erotycznych, a potem sarka, że właściwie czemu niby musi płacić za ich usługi...
Ciekawił mnie ten pomysł zderzenia młodości (wręcz niepełnoletniości) z dojrzałością. Ciekawiło mnie poznanie tej perspektywy - z naszego rodzimego podwórka (bo u Nabokova w podobnej konwencji powstało w końcu dzieło kultowe, literacko i psychologicznie świetne). Jednak mocno się rozczarowałam książką pana Kruszyńskiego. Nie podobał mi się jego dziwny, oszczędny styl, do szału doprowadzało ciągłe zmienianie formy narracyjnej, irytowało manieryczne utajnianie miejsca i czasu akcji. Cała książka jakoś mnie odpychała, co w mojej wieloletniej czytelniczej karierze zdarza się raczej dość rzadko.
I wiem, że gdzieś spomiędzy wierszy tej opowieści można by wyciągnąć dość ważkie refleksje. A mimo to nie mogę zupełnie zrozumieć, jaki przyświecał autorowi cel podczas jej tworzenia... I jaki był sens jej wydania...
Niby ciekawych zagadnień ta książka dotyka: samotność, życiowe wypalenie, sponsoring, wypaczenie rozumienia miłości, potrzeba bliskości walcząca z egoistycznym przywiązaniem do swoich samotniczych nawyków, konflikt pokoleń itd. A jednak wszystko to podane jest w sosie beznadziei, jakby zatopione w gderaniu znudzonego zdziadziałego lowelasa, któremu trudno jest się pogodzić...
Dla mnie bardzo ważny jest język tego co czytam, a język ,,Kuratora" jest po prostu ..... niesamowicie wymowny, pełen niuansów, związków frazeologicznych (zresztą wyczytałam, że autor powieści jest mistrzem języka.....) Uwielbiam czytać prozę trochę jak poezję – większość zdań jak strof w wierszu zmusza do myślenia, zastanowienia i odniesienia się do własnych doświadczeń. Język tworzy też atmosferę – i ta również jest niesamowita.
Ja podzieliłam sobie książkę na dwie części – czas do Marty i czas od Marty – ta pierwsza jest bardziej wymowna i ciekawa pod względem językowym (mój ulubiony fragment ! Majstersztyk - ,, (...) przecież nie płacisz za seks, tylko za wszystko czego nie musisz robić (...)" i do końca rozdziału), ta druga jednak zrobiła na mnie emocjonalnie większe wrażenie. Wolę tego Pawła, który dla mnie odkrywa się jako człowiek zdystansowany ale wrażliwy, świetny ale trochę bierny obserwator życia i świata, które toczą się jakby obok niego. Zastanawiałam się, jakie będzie zakończenie i muszę przyznać, że takiego nie brałam pod uwagę. Zrobiło mi się smutno i przykro
Czytając opracowania i interpretacje opisuje się Pawła - sfrustrowany, pogodzony z przemijaniem (4 wątki śmierci na kartach książki !) i ja tego nie czułam, wszystko przemawiało za tym, że tak jest ale ja odnosiłam inne wrażenie. Jednak ta ostatnia scena utwierdziła mnie w przekonaniu , że tak było...
Zastanawiało mnie tylko wprowadzanie zmian w narracji – z pierwszoosobowej na trzecią – wybijało mnie to z rytmu czytania. Może chodzi o zdystansowanie się do bohatera, a bohatera do odbiorcy ?
Powieść bardzo nastrojowa, nostalgiczna. Nie wiem co takiego robią pisarze, jakie środki językowe stosują, że bardzo plastycznie opisują świat – czytając ,,Kuratora" widzę, słyszę, czuję świat tam przedstawiony, takie książki cenię sobie najbardziej, chociaż temat nie mój ulubiony, ale jeśli chodzi o niego – jedna z lepszych jakie czytałam.Wątek seksu dodaje pikanterii – książka mówiąca o problemie egzystencjalnym w bezpośredni sposób od pierwszej do ostatniej strony dla mnie byłaby trochę męcząca...
Dla mnie bardzo ważny jest język tego co czytam, a język ,,Kuratora" jest po prostu ..... niesamowicie wymowny, pełen niuansów, związków frazeologicznych (zresztą wyczytałam, że autor powieści jest mistrzem języka.....) Uwielbiam czytać prozę trochę jak poezję – większość zdań jak strof w wierszu zmusza do myślenia, zastanowienia i odniesienia się do własnych doświadczeń....
Na okładce czytam:
"Zbigniew Kruszyński (ur. w r. 1957 w Radomiu) - jeden z najbardziej cenionych pisarzy średniego pokolenia...."
Skonfrontujmy to z rzeczywistością. Napisane to jest na okładce książki wydanej w 2014 roku, tzn gdy autor miał 57 lat, czyli jakby nie patrzeć dziadek, może nie on, ale większość normalnych mężczyzn. To dlaczego go zaliczać do "średniego pokolenia". Poprzedza to stwierdzenie: "jeden z najbardziej cenionych"; to dlaczego ja, autor prawie tysiąca recenzji nigdy o nim nie słyszałem? To teraz zajrzyjmy na nasz portal LC: owszem, "Kurator" wychodzi nieźle - opinii 18, ocena 6,46, lecz dalej mamy - "Na lądach i morzach" 2 opinie, ocena 6,29; "Ostatni raport" 0/4,62; "Powrót Aleksandra" 2/5,11; "Schwedenkrauter" 0/5,67; "Szkice historyczne. Powieść" 0/6,71; "Zaraz wracam. Antologia" 1/5,6. To tak wygląda dorobek "cenionego pisarza"? Ej, wy, redaktorzy z Grupy Wydawniczej Foksal, czemu sobie robicie "dżadża" ze mnie i innych czytelników?
A teraz przejdżmy do książki. Nie jest to opowieść o samotniku, lecz o bankrucie życiowym, który dodatkowo wpadł w niebezpieczną obsesję seksualną. Stary, niewyżyty lowelas potrafi całymi dniami szpiegować nieznajome kobiety i snuć wizje zaspokojenia swoich chorych chuci z kobietami, nieświadomymi potencjalnego zagrożenia. O niczym innym nie jest w stanie myśleć, niczym się zająć, bo płatny seks jest sensem jego życia. W końcu, gdy zgodnie z porzekadłem o wilku, i jego ponieśli;doczekał się szantażu przez prostytutki i wtedy wyznaje (s. 108):
"Nie byłem członkiem żadnej wspólnoty, nawet mieszkaniowej... ...Nie ryzykowałem sławy, interesów, twarzy... ..Czy powinienem zatrudnić specjalistę od pi-aru, aby chętniej przeglądać się w lustrze?..."
Piarowiec nie pomoże, potrzebny jest seksuolog i psychiatra, póki nie jest za późno, bo w następnym etapie - prokurator.
Do strony 136 autor raczy nas frustracją dewianta, aż teraz mamy zmianę: po niefortunnym incydencie z dorosłymi prostytutkami, bierze się on za małolaty. Gdy spotyka się z (podobno) uczennicą, okazuje się, że jest ona "po przejściach" (s. 137):
"...Raz upiła się do nieprzytomności, obudziła cała w rzygowinach z jakimś półgłówkiem leżącym w nogach łóżka. Raz w klubie ktoś jej wcisnął tabletkę, połknęła, odleciała. Obudziła się w obcym mieszkaniu z niekoleżanką i trzema mięśniakami, woli nie myśleć, co tam robiła. Zamiast papierosów popala sobie trawę i to jej dobrze robi...."
Wiekowy jestem, więc poprosiłem wnuczęta o wyrażenie swojej opinii o tym fragmencie. Trawę to i owszem, ale reszty zrozumieć nie potafiły. Wracajmy do akcji. Szczęśliwie, wolą niebios przerost prostaty utrudnił dewiantowi nie tylko sikanie,lecz i uprawianie seksu. Po operacji ma zachować półroczną wstrzemiężliwość. Mimo to igrają nago w prywatnej saunie, pięćdziesięcioletni zgred z nieletnią. Oczywiście aseksualnie (??!!). A co dalej? Nie zdradzę, ino powiem, że koszmarny banał!!
Na koniec muszę oświadczyć, że pozytywne oceny tzw profesjonalistów ponownie (bo już o tym pisałem odnośnie innych autorów) traktuję jako "kolesiostwo", bo inaczej nie mogę ich zrozumieć.
Na okładce czytam:
"Zbigniew Kruszyński (ur. w r. 1957 w Radomiu) - jeden z najbardziej cenionych pisarzy średniego pokolenia...."
Skonfrontujmy to z rzeczywistością. Napisane to jest na okładce książki wydanej w 2014 roku, tzn gdy autor miał 57 lat, czyli jakby nie patrzeć dziadek, może nie on, ale większość normalnych mężczyzn....
Głównym bohaterem powieści Zbigniewa Kruszyńskiego "Kurator" jest 50-letni Paweł,który
powrócił do Wrocławia po długoletnim pobycie w Szwecji.Ma dużo wolnego czasu i pieniędzy.
Staje się sponsorem dla różnych pań,z którymi zaznajamia się na portalach randkowych.
Tam też poznaje Martę,młodziutką licealistkę,której nie zależy na pieniądzach.Poszukuje ona bliskości,opieki i przyjazni.Po poznaniu Marty Paweł zmienia się ze sponsora
w tytułowego kuratora i opiekuna dziewczyny.
Zakończenia nie zdradzę.ale jest to dobra książka o samotności,przemijaniu i
potrzebie bliskości.
Zbigniew Kruszyński to wytrawny stylista,jego powieść jest świetnie napisana i czyta się ją znakomicie.
Głównym bohaterem powieści Zbigniewa Kruszyńskiego "Kurator" jest 50-letni Paweł,który
powrócił do Wrocławia po długoletnim pobycie w Szwecji.Ma dużo wolnego czasu i pieniędzy.
Staje się sponsorem dla różnych pań,z którymi zaznajamia się na portalach randkowych.
Tam też poznaje Martę,młodziutką licealistkę,której nie zależy na pieniądzach.Poszukuje ona bliskości,opieki i...
Konkretny mężczyzna, konkretna samotność , konkretne zgorzknienie i skryta w nim naiwność szukania czegoś, czego nie odnalazło się przez pół wieku... Książka o relacjach niepełnych, toksycznych,dławionej goryczy, przeżywania wciąż na nowo czasu w którym ponownie można zostać odrzuconym...
Powieść o przemijaniu, o smutku przechodzenia przez kolejne dni i o rozpaczliwych próbach tuszowania pustki. Jednocześnie piękna historia o wrażliwości, dla której nie ma dzisiaj miejsca ani czasu. "Kurator" w sennej i melancholijnej nieco konwencji opowie o wewnętrznym uśpionym życiu i o konsekwencji brania odpowiedzialności za cudzy los w sytuacji, kiedy nie można zapanować nad swoim. Do głębszego przemyślenia. Polecam :)
Konkretny mężczyzna, konkretna samotność , konkretne zgorzknienie i skryta w nim naiwność szukania czegoś, czego nie odnalazło się przez pół wieku... Książka o relacjach niepełnych, toksycznych,dławionej goryczy, przeżywania wciąż na nowo czasu w którym ponownie można zostać odrzuconym...
Powieść o przemijaniu, o smutku przechodzenia przez kolejne dni i o rozpaczliwych...
Książka o samotności o tym ze przyjaciół, miłości kupić się nie da. Pierwsze kilkanaście stron ledwo co przeczytałam, zastanawiając się dlaczego czytelnicy tak zachwalają książkę. Po przeczytaniu całości wiem ze było warto a zakończenia się nie spodziewałam. Polecam.
Książka o samotności o tym ze przyjaciół, miłości kupić się nie da. Pierwsze kilkanaście stron ledwo co przeczytałam, zastanawiając się dlaczego czytelnicy tak zachwalają książkę. Po przeczytaniu całości wiem ze było warto a zakończenia się nie spodziewałam. Polecam.
„Kurator”, to utrzymana w dosyć specyficznym tonie, subtelna opowieść o samotności i potrzebie bliskości. Historia opowiedziana z perspektywy dojrzałego mężczyzny. Trudno przejść obok niej bez zatrzymania. Cała akcja płynie wolno, przelewa się, nie ma gwałtownych zdarzeń. Samo zakończenie jest niezwykle frapujące i zaskakujące. Pojawiło się tyle słodkości, ale warto przejść do sedna.
Pierwszy raz miałam okazję zetknąć się z pozycją, która traktuje o sponsoringu. Początkowo myślałam, że będzie to pusta pozycja o tym jak wynająć dziewczynę. Zmieniałam diametralnie zdanie. Bo sam proceder jest w tej sytuacji trochę wątkiem pobocznym. Spotykamy dojrzałego mężczyznę dosyć majętnego poszukującego w sieci utrzymanki. Kobiety, która będzie chciała spędzać, z nim czas za pieniądze. Kandydatki są różne, począwszy od kobiet statecznych, po naciągaczki, a skończywszy na młodziutkich studentkach. Mężczyzna zmienia diametralnie swoje życie, gdy całkiem przypadkiem trafia na młodą licealistkę. Dziewczyna otwiera mu oczy na te sprawy, które do tej pory były dla niego wielką tajemnicą. Uczy go żyć.
Początkowo irytował mnie główny bohater. Zachowywał się niczym myśliwy szukający odpowiedniej ofiary. Analizował, kalkulował i bilansował. Każdy element układanki musiał do siebie pasować. Wybierając je zachowywał się niczym dziecko w sklepie z zabawkami. Ale z czasem nastąpiła zmiana w jego zachowaniu. Odkrył emocje i uczucia, o których istnieniu nie pamiętał.
Poznajemy niebanalną historię relacji dojrzałego mężczyzny i młodej dziewczyny. Autor poprzez kreację ciekawych postaci ukazuje rodzące się przywiązanie do drugiej osoby. Cała pozycja jest niezwykle delikatna, akcja płynie. Wydawać, by się mogło, że, skoro mówi, o tak intrygującym zagadnieniu jakim jest sponsoring, seks będzie się wylewał z książki. Pisarz nie skupiał się na erotyce, tylko na uczuciach i przeżyciach głównych postaci.
Podsumowując, chciałam podkreślić, że ta pozornie cienka historia jest pełna ładunku emocjonalnego. Autor pokazuje jak ciężko jest żyć człowiekowi samotnemu, pozbawionemu miłości. To podróż w głąb ludzkiej samotności. Polecam ją wszystkim, którzy szukają w książkach tego co najważniejsze.
„Kurator”, to utrzymana w dosyć specyficznym tonie, subtelna opowieść o samotności i potrzebie bliskości. Historia opowiedziana z perspektywy dojrzałego mężczyzny. Trudno przejść obok niej bez zatrzymania. Cała akcja płynie wolno, przelewa się, nie ma gwałtownych zdarzeń. Samo zakończenie jest niezwykle frapujące i zaskakujące. Pojawiło się tyle słodkości, ale warto...
To, co od pierwszego zdania przekonało mnie do książki Kruszyńskiego, to bardzo dobry styl autora. Aktualna historia, która może dziać się obok nas. Ujęta w punkt, bez patosu czy przesady. Wartościowa książka. Nie zawiodłam się, i co szczególnie warte podkreślenia - dobrze, że to polska propozycja.
To, co od pierwszego zdania przekonało mnie do książki Kruszyńskiego, to bardzo dobry styl autora. Aktualna historia, która może dziać się obok nas. Ujęta w punkt, bez patosu czy przesady. Wartościowa książka. Nie zawiodłam się, i co szczególnie warte podkreślenia - dobrze, że to polska propozycja.
Książka dobra, na pewno zyskuje przy dłuższej refleksji nad nią. To opowieść o samotności w świecie opanowanym przez technologię i konsumpcjonizm. Ludzi można wybierać jak produkty na półce, wystarczy mieć pieniądze, by nabyć namiastkę bliskości. Ale czy na pewno? Oczywiście, że nie, konkluzja książki nie jest właściwie niczym oryginalnym. Plusem może być ciekawie prowadzona narracja i jak przystało na tłumacza, zacięcie w zabawie słowem.
Książka dobra, na pewno zyskuje przy dłuższej refleksji nad nią. To opowieść o samotności w świecie opanowanym przez technologię i konsumpcjonizm. Ludzi można wybierać jak produkty na półce, wystarczy mieć pieniądze, by nabyć namiastkę bliskości. Ale czy na pewno? Oczywiście, że nie, konkluzja książki nie jest właściwie niczym oryginalnym. Plusem może być ciekawie...
Jest główny bohater, facet, który próbuje wejść z kimś w relację, ale jednocześnie robi wszystko, żeby się do nikogo nie zbliżyć. Są kobiety, z którymi bohatera nie łączy nic poza wymianą wydzielin i gotówki. No, i wreszcie pojawia się Ona, nastolatka, z którą łączy go coś więcej, dużo więcej. Pod wpływem znajomości z Martą w bohaterze zaczyna zachodzić zmiana…
Może nie ma tu niczego zaskakującego, ale ja tę powieść po prostu pożarłam. Nie potrafiłam oderwać się od tej narracji, w której co chwilę zmienia się dystans. I nie chodzi tu tylko o osobę, w której bohater snuje opowieść.
Książka jest bardzo specyficzna pod względem stylistycznym, ale właśnie w taki sposób powinna brzmieć historia opowiadana przez głównego bohatera, 50-letniego, zgorzkniałego mężczyznę po przejściach. Arcykrótkie zdania, emocjonalna powściągliwość języka i ironia sprawiają, że opowieść nawet przez chwilę nie jest tandetna, a mogłaby taka być gdyby narrator zaczął uderzać w płaczliwy ton albo próbował ją uwznioślić.
Nie napiszę niczego nowego. „Kurator” jest przejmującą historią o samotności absolutnej, o potrzebie bliskości z drugim człowiekiem.
Cóż więcej mogę powiedzieć... Takiego zakończenia się spodziewałam, ale lekturę skończyłam ze smutkiem i zastanawiam się, czy to wszystko mogło skończyć się inaczej…
Jest główny bohater, facet, który próbuje wejść z kimś w relację, ale jednocześnie robi wszystko, żeby się do nikogo nie zbliżyć. Są kobiety, z którymi bohatera nie łączy nic poza wymianą wydzielin i gotówki. No, i wreszcie pojawia się Ona, nastolatka, z którą łączy go coś więcej, dużo więcej. Pod wpływem znajomości z Martą w bohaterze zaczyna zachodzić zmiana…
Może nie ma...
Seria "Archipelagi" to z reguły dobra jakość książki. Z takim nastawieniem sięgnęłam po "Kuratora", tym bardziej, że tylko tyle wiedziałam - znam serię, ale autora kompletnie nie. I znów się nie zawiodłam :) Świetna książka psychologiczna, w której tematem jest kryzys wieku średniego, sponsoring ale i miłość. Jest świetnie wydana - bardzo przyjazną dla oka czcionką z odpowiednimi marginesami, lekka, cienka, do torebki na podróż tramwajem. Baardzo polecam.
Seria "Archipelagi" to z reguły dobra jakość książki. Z takim nastawieniem sięgnęłam po "Kuratora", tym bardziej, że tylko tyle wiedziałam - znam serię, ale autora kompletnie nie. I znów się nie zawiodłam :) Świetna książka psychologiczna, w której tematem jest kryzys wieku średniego, sponsoring ale i miłość. Jest świetnie wydana - bardzo przyjazną dla oka czcionką z...
Autor powieści i opowiadań, rocznik 1957. Urodził się w Radomiu, a studiował na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest absolwentem filologii polskiej i romańskiej. Przez wiele lat mieszkał w Szwecji, niedawno wrócił do kraju, do Kotliny Kłodzkiej. Najnowsza powieść Zbigniewa Kruszyńskiego, bo o nim mowa, pt. „Kurator”, to bez wątpienia nie literatura emigracyjna i nie chwytliwe czytadło. Literat nie jest bowiem prozaikiem dla mas. Najprawdopodobniej większa część nastawionego na komercję społeczeństwa nie sięgnie po jego teksty, w których na próżno szukać banałów czy radosnego la dolce vita. Bohater „Kuratora” to człowiek, który nawet we własnym kraju, ba we własnej skórze (!) czuje się emigrantem. Męki, jakich doświadcza zapadną cierpliwemu i wrażliwemu czytelnikowi w pamięci na długo…
Rozwodnik w średnim wieku, głęboko naznaczony samotnością. Człowiek, który notorycznie nie ma co ze sobą zrobić, dokąd pójść, z kim porozmawiać. Jako substytut wybiera więc sen i sponsoring, ale szczególnie to pierwsze wychodzi mu świetnie. Kiedy nie pada w objęcia Orfeusza, przegląda oferty kobiet gotowych spędzić z nim kilka chwil, pod warunkiem, że im za to zapłaci. Za każdym razem zdaje sobie sprawę ze swego położenia. Nie jest naiwny i nie wierzy, że z tych opłacanych spotkań stworzy stały związek. Jest realistą o pesymistycznym usposobieniu. Przy okazji również doskonałym obserwatorem - prawie wszystko widzi, a co mu umknie - sam sobie dopowiada. Dzieli ludzi ze względu na zawarte w anonsach informacje i zdjęcia, a każdą napotkaną kobietę (choćby ekspedientkę czy kelnerkę) postrzega jako osobę, z którą mógłby dokądś pójść, coś jej kupić, ofiarować jej cząstkę siebie. Na pozór szalone, lecz w obliczu tego, jak żyje, staje się zrozumiałe: je poza domem, by nie popaść w bulimię i alkoholizm oraz by nie dołować się jeszcze bardziej smutnym życiem singla. Z kobietami nie wychodziło mu od zawsze. W szkole kochał się w nauczycielce, którą odprowadzał do domu, brał czule za rękę; później związał się z mężatką, a następnie z dziewczyną z biblioteki; ostatecznie został rozwodnikiem. Wszystkie te relacje bardzo szybko się kończyły, najczęściej to on zostawał porzucony (może to wina ‘cholerycznych rodziców’?). Wszystko to sprawia, że momentami jest surowy w stosunku do siebie i innych. Cechuje go cięty dowcip i sarkazm. Bez ogródek wspomina o własnych problemach zdrowotnych – o powszechnych, dla wielu wstydliwych, dolegliwościach u mężczyzn po pięćdziesiątce. Niczego nie upiększa mówiąc o prostacie (przez moment w obecności kobiety jest nawet ‘facetem sikającym do worka przez rurkę’) i egzemie oraz o fakcie bycia narkoleptykiem. Jego fizjonomia, której elementy składowe to: nadwaga, łysina, łupież, również nie poraża. Dlatego też samotność aż z niego kipi w jego czterech pustych ścianach: "Nikt nie czekał, kot nie miauknął, pies się nie rzucił na mnie z radością, drapiąc pazurami o kafle, żona nie spojrzała z wyrzutem za nieobecność nocą". Pewnego dnia, nie bez oporów, umawia się z Martą, urokliwą nastolatką. W jego głowie natychmiast pojawia się mętlik, ale i skrywana nadzieja i nieśmiałe plany: "A zatem miałem zostać kuratorem, wychowawcą licealistki, może powinienem dbać o jej lektury i przejrzeć bibliotekę". Ku jego zaskoczeniu to dziewczyna chce się z nim spotykać częściej, jeździć na weekendy w góry, żyć jak stare, dobre małżeństwo. On daje jej nawet klucze do swego domu, Marta pożycza jego ubrania i nasyca je swoim zapachem, a on cieszy się jak dziecko, bo w końcu może kogoś obdarować nie tylko upominkiem, ale przede wszystkim sercem: "Pierwszy raz od lat – od ilu, od ilu? – będę musiał wymyślić prezent pod choinkę, a potem może jeszcze ustawić nad nim drzewko. Co można kupić maturzystce, wszechstronnie uzdolnionej, chyba kompendium wszystkiego..." Czy tym razem mu się uda? Czy związek samotnego mężczyzny z dużym bagażem doświadczeń z naiwną, a może i odrobinę wyrachowaną nastolatką ma jakieś szanse?
Lektura „Kuratora” sprawia czytelnikowi ból. Ta bardzo oszczędna w opisy proza, z ewidentnie męską narracją, pozbawioną ozdobników, która pokazuje dobitnie, dokąd współczesny świat doprowadza człowieka. Nasza rzeczywistość zabija nie tylko uczucia, ale i emocje, wycisza prawdziwe potrzeby, kierując myśli w stronę pozornych i chwilowych jedynie uciech. Życie z dnia na dzień, bez celu, sensu i przyczyny – oto spuścizna naszych czasów. Egzystencja, w której brakuje ciepła, rodziny, przyjaciół oraz spełnienia to przykry, choć prawdziwy obraz, jaki maluje przed nami Zbigniew Kruszyński w swojej najnowszej powieści. Bez patosu, nadęcia, w niemej ciszy, autor wiedzie swego czytelnika tam, gdzie rozpadły się więzi międzyludzkie, gdzie klęskę poniosła komunikacja i właśnie tam każe mu sobie samemu spojrzeć w twarz... Czy zechcemy poświęcić chwilkę tej krótkiej książce i zadumać się nad smutną refleksją snutą nieśpiesznie przez jej bohatera, emocjonalnego bankruta XXI-wieku – oto jest pytanie. Dla Was. Ja już dokonałam wyboru.
Cytaty za: Kurator, Zbigniew Kruszyński, W.A.B., Warszawa 2014.
Autor powieści i opowiadań, rocznik 1957. Urodził się w Radomiu, a studiował na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest absolwentem filologii polskiej i romańskiej. Przez wiele lat mieszkał w Szwecji, niedawno wrócił do kraju, do Kotliny Kłodzkiej. Najnowsza powieść Zbigniewa Kruszyńskiego, bo o nim mowa, pt. „Kurator”, to bez wątpienia nie literatura emigracyjna i nie chwytliwe...
No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc, gadżetów i wyszukanych potraw. Wkurzyło mnie jeszcze więcej innych rzeczy, ale szkoda czasu na pisanie o tym (i przede wszystkim na czytanie takich gniotów)
No masakra, gdyby nie dyskusyjny klub, nie dotarłabym do końca.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to206 stron, a przez 130 stary facet (60?) łazi po mieście, gapi się na kobiety fantazjuje o seksie, czasem coś "zalicza", nic nie robi, żadnych zainteresowań. Mam wrażenie, że to bawi głównie autora, bo ileż można. Potem ma jakiś pomysł (też obrzydliwy) popisuje się przy tym znajomością nazwisk, miejsc,...
Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.
To historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia lepiej, raz gorzej, aż któregoś dnia postanawia zostać sponsorem, opiekunem, a może i mentorem pewnej licealistki.
Ich relacja od początku jest niedopowiedziana, nieoczywista, toczy się własnym, dość niespodziewanym rytmem. Co więcej, w pewnym momencie mężczyzna zdaje się w niej gubić, a to zwykle oznacza problemy. Jakie? A sami przeczytajcie!
Swoją drogą końcówka to oznaka przegranej, wygranej czy po prostu rozważnej straty? Ciekawe. I wielowymiarowe.
Książka „Kurator” to opowieść o męskiej samotności. O niemożności wypełnienia jej ulotną chwilą, nic nie znaczącą schadzką, naskórkową relacją, nawet zdefiniowaną pustką. Niczym.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo historia dojrzałego i dobrze sytuowanego mężczyzny, który zaczyna się interesować pojęciem sponsoringu. Najpierw tylko przegląda różne anonsy, później sam umawia się na spotkania. Raz trafia...
Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki, galerianki, prostytutki, nimfomanki, nudystki, swingerki, ekshibicjonistki, licealistki, pełnoletnie gimnazjalistki, studentki”. Po co? Z nudów, samotności, zbyt okrągłej sumy na koncie, z innych, niejasnych do końca powodów? Motywacja, pierwszy kłopot z książką. A będzie ich zdecydowanie więcej, bo Kurator z pewnością nie stanowi wyłącznie „studium sponsoringu” czy „opowieści o miłości emeryta i licealistki”.
Przede wszystkim można wskazać na rodzaj perwersyjnej ciekawości. Jak to jest, skryć się za ekranem monitora, odbierać (a w końcu i samemu wysyłać) anonse od anonimowych kobiet? W końcu to jedyne miejsce, gdzie nie trzeba zawracać sobie głowy tak zwanym pierwszym wrażeniem. Można odpowiednio wypreparować swoją osobę, a później równie umiejętnie grać przed potencjalną partnerką. Dlaczego nie? Odsłaniać siebie i jednocześnie przy tym kłamać. Marzenie. Bohater-narrator najpierw pragnie być oszukanym, później oszukuje sam. Wrzuca więc w sieciowy wir swoje zdjęcie, kilka banałów i już jest w grze. „Właściwie po co czytam cudze ogłoszenia, zdaję się na półprawdy i kolorystykę, żeby tylko szamponów. Niby wybieram, ale z narzuconego mi, powtarzalnego repertuaru. Narażam się na niezasłużone połajanki – jeśli ściemniasz i nie dbasz o higienę, to nie pisz. Wzruszam się historiami o zaległościach z czynszem i niepełnosprawnym dziecku, któremu brakuje na leki. Mamię ofertami pisanymi z błędem: fool service. Kolekcjonuję zdjęcia bielizny i kostiumów kąpielowych, w marnej rozdzielczości, takie same są na opakowaniach z pierwszej lepszej pasmanterii, komplet rozmiarów i kolorów, przystępniejsze ceny. Studiuję wnioski o pożyczkę, której zwrot jest gwarantowany oralnie i własnoręcznym podpisem, w równych tygodniowych ratach”.
Ale to banały, w dobie facebooka, gdzie można skorygować samego siebie, wykreować siebie ciekawszym, to nic nowego. Może ten pan zwyczajnie lubi kobiety i chciałby miło spędzać z nimi czas. Bo nie musi, jak sam powie, wzdychać i słuchać westchnień, doznawać głębszych uczuć, chodzić na nauki przedmałżeńskie. A nie każdy jest aż tak odważny, żeby zaczepiać cudze kobiety na ulicy i umawiać się na randki. I nie każdy pragnie od razu zobowiązań. Internet zmniejsza (bo nie jest w stanie całkiem wyeliminować) ryzyko porażki. Podmienia, protezuje rzeczywistość, z którą bohater-narrator po prostu sobie nie radzi. Egzystencja wirtualna pomaga okiełznać za trudny świat. W końcu go zastępuje? Możliwe, ale też nieco powierzchowne.
Fascynujące, jak nieoczywista i mocno zależna od punktu widzenia czytelnika jest tak książka. Narrator niczego nie narzuca, w reportersko-poetyckim stylu (to połączenie może brzmieć kuriozalnie, ale prawdopodobnie tak jest) meandruje pomiędzy kobietami, żadnej naprawdę nie oddając serca, z żadną nie nawiązując prawdziwie bliskiego kontaktu. Dla jednych będzie podstarzałym panem z brzuszkiem, który poszukuje miłości w rozsądnej cenie, dla innych nieśmiałym samotnikiem, jeszcze kto inny powie, że ten pan to straszny zboczeniec.
Trafi na kobiety ciche, skromne, godzące się na sponsoring z potrzeby albo z chęci, są też zwyczajne oszustki. Przeżyje chwile miłosnego uniesienia (porównywalnego z mistycznym), grozy, zawodu. Dopóki nie spotka Marty, pewnej licealistki.
Mail. Od Marty. „Licealistki niezdeprawowanej”, w „spranych dżinsach, za cienkim prochowcu przewiązanym w pasie, z zadaniem ukrywania jej figury, i dwóch pomiętych chustkach owiniętych wokół szyi, smukłej, gdyby je odwinąć”. Wiadomość, która znacząco wpłynie na życie, bądź co bądź, samotnika („Nikt nie czekał, kot nie miauknął, pies się nie rzucił na mnie z radości, drapiąc pazurami o kafle, żona nie spojrzała z wyrzutem za nieobecność nocną”; muszę ograniczać cytaty, Kruszyński pisze tak kapitalnie, że najchętniej wrzuciłbym całą książkę, żeby każdy mógł zachwycić się tą prozą). Opróżni skrzynkę mailową, skasuje ogłoszenia. Stanie się, jak sam mówi, jej kuratorem, wychowawcą. I chyba wreszcie pokocha, prawdziwie. Zrobi rzeczy, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. To swego rodzaju paradoks, Marta okaże się być zupełnie inną kobietą niż pozostałe. Sponsoring przejdzie w uczucie, pewnie odwzajemniane. Do pewnego momentu. Ale cóż, historia nie ma szczęśliwego zakończenia, tyle mogę powiedzieć. Kto czytał, ten wie, a reszta – niechże wreszcie doczyta! Trochę drażni ten ostateczny, mocno romantyczny gest, ale tak po prostu musiało się stać. Ależ banały, aż mdło, upraszam o wyrozumiałość.
Znaczenia migoczą, trzeba wybierać, a najlepiej byłoby pozostawić tę świetną powieść otwartą. Dla mnie jest to przede wszystkim znakomita rzecz o samotności. Związki i miłostki narratora-bohatera to tylko fasada (jak u Houellebecqa – jeśli ktoś zdoła przebić się przez pornograficzne opisy, odkryje zupełnie co innego), za którą skrywa się postać niezwykle samotna. Pogłębia ten fakt podwójność spoglądania na świat, bo raz patrzymy oczyma bohatera, innym razem oglądamy go nieco z zewnątrz, w trzeciej osobie. Jakby chciał spojrzeć na siebie z dystansem, co, rzecz jasna, nie ma sensu, dystansu nie sposób złapać. Świat kłuje w oczy tandetą, swoistym niedorobieniem, bohater-narrator (teraz jasna jest celowość łączenia ich w jedno ciało) tę pustkę dostrzega. Ucieka w „wirtual”, bez skutku. I przegrywa. Rzecz, znów, bolesna, otwarta i zamknięta snem. Czyżby przebudził się, spostrzegł na czym ta rzeczywistość stoi i znów uciekł?
Przy lekturze najpierw dosyć nachalnie narzucał się Pilch, później – coraz szerzej uśmiechał Nabokov. Trochę Houellebecq. W końcu wszystko stanęło na głowie i wyszło coś innego. Fabularnie Kruszyński nie rzuca na kolana. Oto pewien facet, dosyć dobrze sytuowany, wchodzi na portal „randkowy” i tam poszukuje kobiet. Przekrój pań – „mężatki, wdówki, panny, cichodajki,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzepiękna książka o miłości. I samotności.
Przepiękna książka o miłości. I samotności.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzypomina trochę podróbkę markowego towaru. Na pozór nie ma różnicy, lecz w pewnym momencie trzeba się zmierzyć z faktem, że to jednak mimo wszystko podróbka. Ma się więc wrażenie, że miejscami próbuje się nam oferować coś więcej, lecz finalnie ów miejsca okazują się jedynie podrygami prozy, która choć chciałaby aspirować do czegoś lepszego, to jednak wyszło jak wyszło.
Przypomina trochę podróbkę markowego towaru. Na pozór nie ma różnicy, lecz w pewnym momencie trzeba się zmierzyć z faktem, że to jednak mimo wszystko podróbka. Ma się więc wrażenie, że miejscami próbuje się nam oferować coś więcej, lecz finalnie ów miejsca okazują się jedynie podrygami prozy, która choć chciałaby aspirować do czegoś lepszego, to jednak wyszło jak wyszło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMęczyła mnie narracja, początkowo niezrozumiała zmiana formy pierwszoosobowej na trzecioosobową bardzo mnie irytowała.
Potem rozkręciła się lekko fabuła i dało się ją dostrzec przez język. Dla mnie ta powieść to nic specjalnego, czytałam wiele podobnej polskiej prozy. Brak mi tu puenty, czegoś co poruszy głębiej, zachwyci, zostanie ze mną.
Męczyła mnie narracja, początkowo niezrozumiała zmiana formy pierwszoosobowej na trzecioosobową bardzo mnie irytowała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPotem rozkręciła się lekko fabuła i dało się ją dostrzec przez język. Dla mnie ta powieść to nic specjalnego, czytałam wiele podobnej polskiej prozy. Brak mi tu puenty, czegoś co poruszy głębiej, zachwyci, zostanie ze mną.
Książka otworzyła przede mną zupełnie nieznaną perspektywę patrzenia na współczesne relacje inicjowane w sieci na portalach sponsoringowych. Bohaterem jest pięćdziesięciolatek, zblazowany dostatkiem, nieakceptujący własnego starzenia się, który niespodziewanie dla niego samego angażuje się emocjonalnie w związek z nastolatką eksperymentującą ze swoim życiem i szukającą łatwych pieniędzy.
To książka o tym, że dostatek nie nadaje sensu, jeśli dzieli się go przez jeden.
Książka otworzyła przede mną zupełnie nieznaną perspektywę patrzenia na współczesne relacje inicjowane w sieci na portalach sponsoringowych. Bohaterem jest pięćdziesięciolatek, zblazowany dostatkiem, nieakceptujący własnego starzenia się, który niespodziewanie dla niego samego angażuje się emocjonalnie w związek z nastolatką eksperymentującą ze swoim życiem i szukającą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toświetna
świetna
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWroclaw w tle historii, kontrowersyjna tematyka, momentami nawet ciekawe perypetie. I to na tyle. Do niczego to wszystko nie prowadzi. Narrator moglby swoje spotkania z kobietami z ciagnac w nieskonczonosc i je opisywac. Zakonczenie kompletnie niezrozumiale i niewarte dluzej refleksji.
Wroclaw w tle historii, kontrowersyjna tematyka, momentami nawet ciekawe perypetie. I to na tyle. Do niczego to wszystko nie prowadzi. Narrator moglby swoje spotkania z kobietami z ciagnac w nieskonczonosc i je opisywac. Zakonczenie kompletnie niezrozumiale i niewarte dluzej refleksji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo zdecydowanie książka o samotności, przemijaniu i dojrzałości.
Dojrzały mężczyzna z przeszłością nie szuka miłości. Ma dość sytuacji, które przeszedł z byłą żoną. Ale szuka kontaktu z kobietami. Tu pojawia się tzw. sponsoring. Bardziej lub mniej udany. Kiedy ten mniej udany mocno go dotyka postanawia zmienić wiek poszukiwanej kobiety. I wtedy trafia na nią. Na licealistkę. Jest jej partnerem, ojcem, przyjacielem, jednak w tym związku nie chodzi o pieniądze. Bo to nie one są najważniejsze w związku. Czy taka historia i taki związek ma szanse? Zakończenie zaskakuje i porusza.
To zdecydowanie książka o samotności, przemijaniu i dojrzałości.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDojrzały mężczyzna z przeszłością nie szuka miłości. Ma dość sytuacji, które przeszedł z byłą żoną. Ale szuka kontaktu z kobietami. Tu pojawia się tzw. sponsoring. Bardziej lub mniej udany. Kiedy ten mniej udany mocno go dotyka postanawia zmienić wiek poszukiwanej kobiety. I wtedy trafia na nią. Na...
Zachwycił mnie język tej powieści. Jakież mam szczęście — trafiłem na kolejnego utalentowanego autora. Może to wstyd, że poznaję go dopiero teraz, a debiutantem nie jest, ale nie zamierzam się wstydzić. Pozostanę bezwstydny, podobnie, jak niektóre postacie pojawiające się na chwilę w tej książce.
Zacytuję fragment opisu, opinii z okładki:
”Pięćdziesięcioletni mężczyzna kupuje sobie towarzystwo młodych kobiet. Aż [...]”
„Bohater tej powieści sponsoruje internetowe dziewki, płaci za seks, lecz [...]”
Sam z siebie nie napisałbym czegoś takiego, bo uznałbym to zbyt wiele fabuły zdradzające, za bardzo treściwe, konkretne, szczegółowe, za spoiler, jak się teraz mówi. Skoro to jednak jest na okładce, to i tak już się stało.
Książka może jednak rozczarować tych, którzy zbyt dosłownie potraktują te okładkowe anonse i kupią ją, spodziewając się pikantnych opisów wyuzdanego seksu. Seks jest, ale mocno umotywowany fabułą i opisany w tak delikatny sposób, że rozczaruje amatorów literackich figli w łóżku, czy gdziekolwiek indziej. Opisy seksu są równie atrakcyjne, co opisy kucharzenia, czy spacerów. Bez krzty ironii z mojej strony. Opisy wszystkich trzech działań po prostu są atrakcyjne.
Przypomniało mi się, jak w latach dziewięćdziesiątych poszedłem do kina na „Wielkie żarcie”. Żarł Marstroianni z trzema kolegami. Film na plakatach był reklamowany jako kipiący seksem i rozwiązłością; dekadencja w pełnej krasie. I dzięki temu sala kinowa była, jeśli dobrze pamiętam, pełna. Na początku. Do napisów końcowych zostały bodajże dwie osoby. Włączając mnie. Nie porównuję tu tego filmu z książką Kruszyńskiego, po prostu wyobraziłem sobie wrażenia, jakich doznałby czytelnik książek z cyklu „Greya twarzy pińcet” czy ile ich było, albo nawet koneser Henry’ego Millera i jego „Zwrotników”. I stąd skojarzenie z seansem filmowym sprzed ponad trzydziestu lat.
To niebanalna historia mężczyzny, a nawet człowieka. Bez wielkich tajemnic z przeszłości, za to z trudną, jak się okazuje teraźniejszością. Refleksyjnego i autorefleksyjnego. Wydawałoby, że silnego, twardego doświadczeniem codzienności przeżytych lat. Warto go poznać lepiej.
To opowieść o samotności i beznadziei. A jednocześnie o dojrzałości, odpowiedzialności, a może nawet o miłości, jak napisano na ostatniej stronie okładki:
” Bohater tej powieści sponsoruje internetowe dziewki, płaci za seks, lecz nadziewa się na miłość.” - Marek Bieńczyk.
Zachwycił mnie język tej powieści. Jakież mam szczęście — trafiłem na kolejnego utalentowanego autora. Może to wstyd, że poznaję go dopiero teraz, a debiutantem nie jest, ale nie zamierzam się wstydzić. Pozostanę bezwstydny, podobnie, jak niektóre postacie pojawiające się na chwilę w tej książce.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZacytuję fragment opisu, opinii z okładki:
”Pięćdziesięcioletni mężczyzna...
Paweł lat 50 wraca z zagranicy, ma sporo pieniędzy i równie dużo czasu. Świat widzi w szarych barwach, nie ma złudzeń, że życie przyniesie mu coś innego niż rozczarowanie. Jest po rozwodzie to czas samotnego gorzknienia mężczyzny, który starzeje się i nie może dojść z tym starzeniem do porozumienia. Desperacki seks z młodszymi partnerkami, sponsoring to z kolei chyba nie chęć udowodnienia sobie, że jeszcze nie koniec, to raczej chęć uratowania swojej młodości. Od zawsze wybierał niewłaściwe kobiety, nie potrafił zbudować szczęśliwego związku. Paweł poznaje Martę maturzystkę. Dziewczyna ma swój urok, szuka bliskości, zainteresowania jest też wyrachowana i umie manipulować. Marta chce żyć jak stare dobre małżeństwo, bez oporów wchodzi w życie Pawła w zabłoconych butach i w obcisłej koszulce. Czy rola mentora nastoletniej Marty sprawi, że w jego życiu pojawi się jakiś sens? Przeczytaj i się dowiedz.
Paweł lat 50 wraca z zagranicy, ma sporo pieniędzy i równie dużo czasu. Świat widzi w szarych barwach, nie ma złudzeń, że życie przyniesie mu coś innego niż rozczarowanie. Jest po rozwodzie to czas samotnego gorzknienia mężczyzny, który starzeje się i nie może dojść z tym starzeniem do porozumienia. Desperacki seks z młodszymi partnerkami, sponsoring to z kolei chyba nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przejmująca książka o samotności. Niewiele tu, na szczęście o sponsoringu (kto bogatemu zabroni :-)). Po mistrzowsku opowiedziana historia. Pozazdrościłem bohaterowi (memu rówieśnikowi) domu w górach, wiedzy o ptakach (też dokarmiam ptaki zimą, ale nie wiem, jakie; rozróżniam tylko wróble). Pozazdrościłem też Marty, młodej, bezinteresownej, ciekawej świata. Nie bardzo wierzyłem, że wszystko się dobrze skończy. Nie myliłem się.
Bardzo przejmująca książka o samotności. Niewiele tu, na szczęście o sponsoringu (kto bogatemu zabroni :-)). Po mistrzowsku opowiedziana historia. Pozazdrościłem bohaterowi (memu rówieśnikowi) domu w górach, wiedzy o ptakach (też dokarmiam ptaki zimą, ale nie wiem, jakie; rozróżniam tylko wróble). Pozazdrościłem też Marty, młodej, bezinteresownej, ciekawej świata. Nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTym, co najbardziej mnie tutaj "kupiło" jest cudowny styl, dynamiczna akcja, plastyczność opisywanych scen oraz autoironiczny humor (jak np. kurtka, która odmładzała naszego bohatera o całe... pół roku). Początkowo miałam zarzuty co do sposobu prowadzenia narracji, która co rusz przeskakiwała z pierwszej na trzecią osobę, jednak chyba rozumiem, do czego ten zabieg miał prowadzić - to obserwujemy wydarzenia jako ktoś z zewnątrz, to spoglądamy na nie oczami opowiadającego. Zaskoczyło mnie też zakończenie tej historii.
Tak czy siak, książkę polecam, chociaż wiem, że nie każdemu się spodoba. Jak dla mnie jest to jedna z najlepszych powieści przeczytanych w tym roku.
Tym, co najbardziej mnie tutaj "kupiło" jest cudowny styl, dynamiczna akcja, plastyczność opisywanych scen oraz autoironiczny humor (jak np. kurtka, która odmładzała naszego bohatera o całe... pół roku). Początkowo miałam zarzuty co do sposobu prowadzenia narracji, która co rusz przeskakiwała z pierwszej na trzecią osobę, jednak chyba rozumiem, do czego ten zabieg miał...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedyś w szkole(chyba na lekcji ekonomii) usłyszałem, że w społeczeństwach gdzie sporo się zarabia, ludzie łatwiej popadają w depresję. Miało to wynikać z tego, że osoby te nie mają już do czego dążyć. Ta lektura przypomniała mi owe słowa. Bo główny bohater nie może narzekać na brak pieniędzy i mimo to nie jest szczęśliwy. Odczuwa pustkę. Tylko tu dochodzi jeszcze samotność...
Kiedyś w szkole(chyba na lekcji ekonomii) usłyszałem, że w społeczeństwach gdzie sporo się zarabia, ludzie łatwiej popadają w depresję. Miało to wynikać z tego, że osoby te nie mają już do czego dążyć. Ta lektura przypomniała mi owe słowa. Bo główny bohater nie może narzekać na brak pieniędzy i mimo to nie jest szczęśliwy. Odczuwa pustkę. Tylko tu dochodzi jeszcze samotność...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, pełna emocji lektura.
Ciekawa, pełna emocji lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to245/2016, DKK (XI 2016)
245/2016, DKK (XI 2016)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby ciekawych zagadnień ta książka dotyka: samotność, życiowe wypalenie, sponsoring, wypaczenie rozumienia miłości, potrzeba bliskości walcząca z egoistycznym przywiązaniem do swoich samotniczych nawyków, konflikt pokoleń itd. A jednak wszystko to podane jest w sosie beznadziei, jakby zatopione w gderaniu znudzonego zdziadziałego lowelasa, któremu trudno jest się pogodzić z myślą, że oto nawet pieniądze nie są w stanie zapewnić mu oczekiwanej radości z życia...
Bardzo antypatyczny główny bohater - narrator. W typie ludzi, których szczerze nie trawię. Nie widzący świata poza czubkiem własnego nosa, poza własnymi potrzebami. Niby doświadczony, a tak naprawdę nie mający niczego ciekawego do powiedzenia, nie potrafiący zrobić niczego konstruktywnego z własnym życiem.
Irytujące uproszczenie fabuły, w której przeważają elementy, jakby powieść miała być zobrazowaniem czyichś fantazji erotycznych. Ten wypchany portfel, umożliwiający spełnienie każdej zachcianki; te podróże i serwowane non stop wytworne wina; te kobiety, zachowujące się w tak uproszczony, sprowadzony do typowo męskiej wizji sposób (powaliła mnie na łopatki scena, w której śledzona kobitka kupuje sobie nowe kolczyki, funduje nową fryzurę, a następnie - śmiga na basen, gdzie na tę nową fryzurę naciąga pływacki czepek... tak, bardzo to realistyczne było...). I ten podstarzały Don Juan, który najpierw sam szuka kobiet na portalach erotycznych, a potem sarka, że właściwie czemu niby musi płacić za ich usługi...
Ciekawił mnie ten pomysł zderzenia młodości (wręcz niepełnoletniości) z dojrzałością. Ciekawiło mnie poznanie tej perspektywy - z naszego rodzimego podwórka (bo u Nabokova w podobnej konwencji powstało w końcu dzieło kultowe, literacko i psychologicznie świetne). Jednak mocno się rozczarowałam książką pana Kruszyńskiego. Nie podobał mi się jego dziwny, oszczędny styl, do szału doprowadzało ciągłe zmienianie formy narracyjnej, irytowało manieryczne utajnianie miejsca i czasu akcji. Cała książka jakoś mnie odpychała, co w mojej wieloletniej czytelniczej karierze zdarza się raczej dość rzadko.
I wiem, że gdzieś spomiędzy wierszy tej opowieści można by wyciągnąć dość ważkie refleksje. A mimo to nie mogę zupełnie zrozumieć, jaki przyświecał autorowi cel podczas jej tworzenia... I jaki był sens jej wydania...
Niby ciekawych zagadnień ta książka dotyka: samotność, życiowe wypalenie, sponsoring, wypaczenie rozumienia miłości, potrzeba bliskości walcząca z egoistycznym przywiązaniem do swoich samotniczych nawyków, konflikt pokoleń itd. A jednak wszystko to podane jest w sosie beznadziei, jakby zatopione w gderaniu znudzonego zdziadziałego lowelasa, któremu trudno jest się pogodzić...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDla mnie bardzo ważny jest język tego co czytam, a język ,,Kuratora" jest po prostu ..... niesamowicie wymowny, pełen niuansów, związków frazeologicznych (zresztą wyczytałam, że autor powieści jest mistrzem języka.....) Uwielbiam czytać prozę trochę jak poezję – większość zdań jak strof w wierszu zmusza do myślenia, zastanowienia i odniesienia się do własnych doświadczeń. Język tworzy też atmosferę – i ta również jest niesamowita.
Ja podzieliłam sobie książkę na dwie części – czas do Marty i czas od Marty – ta pierwsza jest bardziej wymowna i ciekawa pod względem językowym (mój ulubiony fragment ! Majstersztyk - ,, (...) przecież nie płacisz za seks, tylko za wszystko czego nie musisz robić (...)" i do końca rozdziału), ta druga jednak zrobiła na mnie emocjonalnie większe wrażenie. Wolę tego Pawła, który dla mnie odkrywa się jako człowiek zdystansowany ale wrażliwy, świetny ale trochę bierny obserwator życia i świata, które toczą się jakby obok niego. Zastanawiałam się, jakie będzie zakończenie i muszę przyznać, że takiego nie brałam pod uwagę. Zrobiło mi się smutno i przykro
Czytając opracowania i interpretacje opisuje się Pawła - sfrustrowany, pogodzony z przemijaniem (4 wątki śmierci na kartach książki !) i ja tego nie czułam, wszystko przemawiało za tym, że tak jest ale ja odnosiłam inne wrażenie. Jednak ta ostatnia scena utwierdziła mnie w przekonaniu , że tak było...
Zastanawiało mnie tylko wprowadzanie zmian w narracji – z pierwszoosobowej na trzecią – wybijało mnie to z rytmu czytania. Może chodzi o zdystansowanie się do bohatera, a bohatera do odbiorcy ?
Powieść bardzo nastrojowa, nostalgiczna. Nie wiem co takiego robią pisarze, jakie środki językowe stosują, że bardzo plastycznie opisują świat – czytając ,,Kuratora" widzę, słyszę, czuję świat tam przedstawiony, takie książki cenię sobie najbardziej, chociaż temat nie mój ulubiony, ale jeśli chodzi o niego – jedna z lepszych jakie czytałam.Wątek seksu dodaje pikanterii – książka mówiąca o problemie egzystencjalnym w bezpośredni sposób od pierwszej do ostatniej strony dla mnie byłaby trochę męcząca...
Dla mnie bardzo ważny jest język tego co czytam, a język ,,Kuratora" jest po prostu ..... niesamowicie wymowny, pełen niuansów, związków frazeologicznych (zresztą wyczytałam, że autor powieści jest mistrzem języka.....) Uwielbiam czytać prozę trochę jak poezję – większość zdań jak strof w wierszu zmusza do myślenia, zastanowienia i odniesienia się do własnych doświadczeń....
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa okładce czytam:
"Zbigniew Kruszyński (ur. w r. 1957 w Radomiu) - jeden z najbardziej cenionych pisarzy średniego pokolenia...."
Skonfrontujmy to z rzeczywistością. Napisane to jest na okładce książki wydanej w 2014 roku, tzn gdy autor miał 57 lat, czyli jakby nie patrzeć dziadek, może nie on, ale większość normalnych mężczyzn. To dlaczego go zaliczać do "średniego pokolenia". Poprzedza to stwierdzenie: "jeden z najbardziej cenionych"; to dlaczego ja, autor prawie tysiąca recenzji nigdy o nim nie słyszałem? To teraz zajrzyjmy na nasz portal LC: owszem, "Kurator" wychodzi nieźle - opinii 18, ocena 6,46, lecz dalej mamy - "Na lądach i morzach" 2 opinie, ocena 6,29; "Ostatni raport" 0/4,62; "Powrót Aleksandra" 2/5,11; "Schwedenkrauter" 0/5,67; "Szkice historyczne. Powieść" 0/6,71; "Zaraz wracam. Antologia" 1/5,6. To tak wygląda dorobek "cenionego pisarza"? Ej, wy, redaktorzy z Grupy Wydawniczej Foksal, czemu sobie robicie "dżadża" ze mnie i innych czytelników?
A teraz przejdżmy do książki. Nie jest to opowieść o samotniku, lecz o bankrucie życiowym, który dodatkowo wpadł w niebezpieczną obsesję seksualną. Stary, niewyżyty lowelas potrafi całymi dniami szpiegować nieznajome kobiety i snuć wizje zaspokojenia swoich chorych chuci z kobietami, nieświadomymi potencjalnego zagrożenia. O niczym innym nie jest w stanie myśleć, niczym się zająć, bo płatny seks jest sensem jego życia. W końcu, gdy zgodnie z porzekadłem o wilku, i jego ponieśli;doczekał się szantażu przez prostytutki i wtedy wyznaje (s. 108):
"Nie byłem członkiem żadnej wspólnoty, nawet mieszkaniowej... ...Nie ryzykowałem sławy, interesów, twarzy... ..Czy powinienem zatrudnić specjalistę od pi-aru, aby chętniej przeglądać się w lustrze?..."
Piarowiec nie pomoże, potrzebny jest seksuolog i psychiatra, póki nie jest za późno, bo w następnym etapie - prokurator.
Do strony 136 autor raczy nas frustracją dewianta, aż teraz mamy zmianę: po niefortunnym incydencie z dorosłymi prostytutkami, bierze się on za małolaty. Gdy spotyka się z (podobno) uczennicą, okazuje się, że jest ona "po przejściach" (s. 137):
"...Raz upiła się do nieprzytomności, obudziła cała w rzygowinach z jakimś półgłówkiem leżącym w nogach łóżka. Raz w klubie ktoś jej wcisnął tabletkę, połknęła, odleciała. Obudziła się w obcym mieszkaniu z niekoleżanką i trzema mięśniakami, woli nie myśleć, co tam robiła. Zamiast papierosów popala sobie trawę i to jej dobrze robi...."
Wiekowy jestem, więc poprosiłem wnuczęta o wyrażenie swojej opinii o tym fragmencie. Trawę to i owszem, ale reszty zrozumieć nie potafiły. Wracajmy do akcji. Szczęśliwie, wolą niebios przerost prostaty utrudnił dewiantowi nie tylko sikanie,lecz i uprawianie seksu. Po operacji ma zachować półroczną wstrzemiężliwość. Mimo to igrają nago w prywatnej saunie, pięćdziesięcioletni zgred z nieletnią. Oczywiście aseksualnie (??!!). A co dalej? Nie zdradzę, ino powiem, że koszmarny banał!!
Na koniec muszę oświadczyć, że pozytywne oceny tzw profesjonalistów ponownie (bo już o tym pisałem odnośnie innych autorów) traktuję jako "kolesiostwo", bo inaczej nie mogę ich zrozumieć.
Na okładce czytam:
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Zbigniew Kruszyński (ur. w r. 1957 w Radomiu) - jeden z najbardziej cenionych pisarzy średniego pokolenia...."
Skonfrontujmy to z rzeczywistością. Napisane to jest na okładce książki wydanej w 2014 roku, tzn gdy autor miał 57 lat, czyli jakby nie patrzeć dziadek, może nie on, ale większość normalnych mężczyzn....
Świetna, napisana z dużym talentem, jednak końcówka rozczarowuje.. Oto, jak cynik zamienia się w sentymentalistę
Świetna, napisana z dużym talentem, jednak końcówka rozczarowuje.. Oto, jak cynik zamienia się w sentymentalistę
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłównym bohaterem powieści Zbigniewa Kruszyńskiego "Kurator" jest 50-letni Paweł,który
powrócił do Wrocławia po długoletnim pobycie w Szwecji.Ma dużo wolnego czasu i pieniędzy.
Staje się sponsorem dla różnych pań,z którymi zaznajamia się na portalach randkowych.
Tam też poznaje Martę,młodziutką licealistkę,której nie zależy na pieniądzach.Poszukuje ona bliskości,opieki i przyjazni.Po poznaniu Marty Paweł zmienia się ze sponsora
w tytułowego kuratora i opiekuna dziewczyny.
Zakończenia nie zdradzę.ale jest to dobra książka o samotności,przemijaniu i
potrzebie bliskości.
Zbigniew Kruszyński to wytrawny stylista,jego powieść jest świetnie napisana i czyta się ją znakomicie.
Głównym bohaterem powieści Zbigniewa Kruszyńskiego "Kurator" jest 50-letni Paweł,który
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo topowrócił do Wrocławia po długoletnim pobycie w Szwecji.Ma dużo wolnego czasu i pieniędzy.
Staje się sponsorem dla różnych pań,z którymi zaznajamia się na portalach randkowych.
Tam też poznaje Martę,młodziutką licealistkę,której nie zależy na pieniądzach.Poszukuje ona bliskości,opieki i...
Konkretny mężczyzna, konkretna samotność , konkretne zgorzknienie i skryta w nim naiwność szukania czegoś, czego nie odnalazło się przez pół wieku... Książka o relacjach niepełnych, toksycznych,dławionej goryczy, przeżywania wciąż na nowo czasu w którym ponownie można zostać odrzuconym...
Powieść o przemijaniu, o smutku przechodzenia przez kolejne dni i o rozpaczliwych próbach tuszowania pustki. Jednocześnie piękna historia o wrażliwości, dla której nie ma dzisiaj miejsca ani czasu. "Kurator" w sennej i melancholijnej nieco konwencji opowie o wewnętrznym uśpionym życiu i o konsekwencji brania odpowiedzialności za cudzy los w sytuacji, kiedy nie można zapanować nad swoim. Do głębszego przemyślenia. Polecam :)
Konkretny mężczyzna, konkretna samotność , konkretne zgorzknienie i skryta w nim naiwność szukania czegoś, czego nie odnalazło się przez pół wieku... Książka o relacjach niepełnych, toksycznych,dławionej goryczy, przeżywania wciąż na nowo czasu w którym ponownie można zostać odrzuconym...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść o przemijaniu, o smutku przechodzenia przez kolejne dni i o rozpaczliwych...
Książka o samotności o tym ze przyjaciół, miłości kupić się nie da. Pierwsze kilkanaście stron ledwo co przeczytałam, zastanawiając się dlaczego czytelnicy tak zachwalają książkę. Po przeczytaniu całości wiem ze było warto a zakończenia się nie spodziewałam. Polecam.
Książka o samotności o tym ze przyjaciół, miłości kupić się nie da. Pierwsze kilkanaście stron ledwo co przeczytałam, zastanawiając się dlaczego czytelnicy tak zachwalają książkę. Po przeczytaniu całości wiem ze było warto a zakończenia się nie spodziewałam. Polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Kurator”, to utrzymana w dosyć specyficznym tonie, subtelna opowieść o samotności i potrzebie bliskości. Historia opowiedziana z perspektywy dojrzałego mężczyzny. Trudno przejść obok niej bez zatrzymania. Cała akcja płynie wolno, przelewa się, nie ma gwałtownych zdarzeń. Samo zakończenie jest niezwykle frapujące i zaskakujące. Pojawiło się tyle słodkości, ale warto przejść do sedna.
Pierwszy raz miałam okazję zetknąć się z pozycją, która traktuje o sponsoringu. Początkowo myślałam, że będzie to pusta pozycja o tym jak wynająć dziewczynę. Zmieniałam diametralnie zdanie. Bo sam proceder jest w tej sytuacji trochę wątkiem pobocznym. Spotykamy dojrzałego mężczyznę dosyć majętnego poszukującego w sieci utrzymanki. Kobiety, która będzie chciała spędzać, z nim czas za pieniądze. Kandydatki są różne, począwszy od kobiet statecznych, po naciągaczki, a skończywszy na młodziutkich studentkach. Mężczyzna zmienia diametralnie swoje życie, gdy całkiem przypadkiem trafia na młodą licealistkę. Dziewczyna otwiera mu oczy na te sprawy, które do tej pory były dla niego wielką tajemnicą. Uczy go żyć.
Początkowo irytował mnie główny bohater. Zachowywał się niczym myśliwy szukający odpowiedniej ofiary. Analizował, kalkulował i bilansował. Każdy element układanki musiał do siebie pasować. Wybierając je zachowywał się niczym dziecko w sklepie z zabawkami. Ale z czasem nastąpiła zmiana w jego zachowaniu. Odkrył emocje i uczucia, o których istnieniu nie pamiętał.
Poznajemy niebanalną historię relacji dojrzałego mężczyzny i młodej dziewczyny. Autor poprzez kreację ciekawych postaci ukazuje rodzące się przywiązanie do drugiej osoby. Cała pozycja jest niezwykle delikatna, akcja płynie. Wydawać, by się mogło, że, skoro mówi, o tak intrygującym zagadnieniu jakim jest sponsoring, seks będzie się wylewał z książki. Pisarz nie skupiał się na erotyce, tylko na uczuciach i przeżyciach głównych postaci.
Podsumowując, chciałam podkreślić, że ta pozornie cienka historia jest pełna ładunku emocjonalnego. Autor pokazuje jak ciężko jest żyć człowiekowi samotnemu, pozbawionemu miłości. To podróż w głąb ludzkiej samotności. Polecam ją wszystkim, którzy szukają w książkach tego co najważniejsze.
„Kurator”, to utrzymana w dosyć specyficznym tonie, subtelna opowieść o samotności i potrzebie bliskości. Historia opowiedziana z perspektywy dojrzałego mężczyzny. Trudno przejść obok niej bez zatrzymania. Cała akcja płynie wolno, przelewa się, nie ma gwałtownych zdarzeń. Samo zakończenie jest niezwykle frapujące i zaskakujące. Pojawiło się tyle słodkości, ale warto...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo, co od pierwszego zdania przekonało mnie do książki Kruszyńskiego, to bardzo dobry styl autora. Aktualna historia, która może dziać się obok nas. Ujęta w punkt, bez patosu czy przesady. Wartościowa książka. Nie zawiodłam się, i co szczególnie warte podkreślenia - dobrze, że to polska propozycja.
To, co od pierwszego zdania przekonało mnie do książki Kruszyńskiego, to bardzo dobry styl autora. Aktualna historia, która może dziać się obok nas. Ujęta w punkt, bez patosu czy przesady. Wartościowa książka. Nie zawiodłam się, i co szczególnie warte podkreślenia - dobrze, że to polska propozycja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka dobra, na pewno zyskuje przy dłuższej refleksji nad nią. To opowieść o samotności w świecie opanowanym przez technologię i konsumpcjonizm. Ludzi można wybierać jak produkty na półce, wystarczy mieć pieniądze, by nabyć namiastkę bliskości. Ale czy na pewno? Oczywiście, że nie, konkluzja książki nie jest właściwie niczym oryginalnym. Plusem może być ciekawie prowadzona narracja i jak przystało na tłumacza, zacięcie w zabawie słowem.
Książka dobra, na pewno zyskuje przy dłuższej refleksji nad nią. To opowieść o samotności w świecie opanowanym przez technologię i konsumpcjonizm. Ludzi można wybierać jak produkty na półce, wystarczy mieć pieniądze, by nabyć namiastkę bliskości. Ale czy na pewno? Oczywiście, że nie, konkluzja książki nie jest właściwie niczym oryginalnym. Plusem może być ciekawie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest główny bohater, facet, który próbuje wejść z kimś w relację, ale jednocześnie robi wszystko, żeby się do nikogo nie zbliżyć. Są kobiety, z którymi bohatera nie łączy nic poza wymianą wydzielin i gotówki. No, i wreszcie pojawia się Ona, nastolatka, z którą łączy go coś więcej, dużo więcej. Pod wpływem znajomości z Martą w bohaterze zaczyna zachodzić zmiana…
Może nie ma tu niczego zaskakującego, ale ja tę powieść po prostu pożarłam. Nie potrafiłam oderwać się od tej narracji, w której co chwilę zmienia się dystans. I nie chodzi tu tylko o osobę, w której bohater snuje opowieść.
Książka jest bardzo specyficzna pod względem stylistycznym, ale właśnie w taki sposób powinna brzmieć historia opowiadana przez głównego bohatera, 50-letniego, zgorzkniałego mężczyznę po przejściach. Arcykrótkie zdania, emocjonalna powściągliwość języka i ironia sprawiają, że opowieść nawet przez chwilę nie jest tandetna, a mogłaby taka być gdyby narrator zaczął uderzać w płaczliwy ton albo próbował ją uwznioślić.
Nie napiszę niczego nowego. „Kurator” jest przejmującą historią o samotności absolutnej, o potrzebie bliskości z drugim człowiekiem.
Cóż więcej mogę powiedzieć... Takiego zakończenia się spodziewałam, ale lekturę skończyłam ze smutkiem i zastanawiam się, czy to wszystko mogło skończyć się inaczej…
Jest główny bohater, facet, który próbuje wejść z kimś w relację, ale jednocześnie robi wszystko, żeby się do nikogo nie zbliżyć. Są kobiety, z którymi bohatera nie łączy nic poza wymianą wydzielin i gotówki. No, i wreszcie pojawia się Ona, nastolatka, z którą łączy go coś więcej, dużo więcej. Pod wpływem znajomości z Martą w bohaterze zaczyna zachodzić zmiana…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże nie ma...
Seria "Archipelagi" to z reguły dobra jakość książki. Z takim nastawieniem sięgnęłam po "Kuratora", tym bardziej, że tylko tyle wiedziałam - znam serię, ale autora kompletnie nie. I znów się nie zawiodłam :) Świetna książka psychologiczna, w której tematem jest kryzys wieku średniego, sponsoring ale i miłość. Jest świetnie wydana - bardzo przyjazną dla oka czcionką z odpowiednimi marginesami, lekka, cienka, do torebki na podróż tramwajem. Baardzo polecam.
Seria "Archipelagi" to z reguły dobra jakość książki. Z takim nastawieniem sięgnęłam po "Kuratora", tym bardziej, że tylko tyle wiedziałam - znam serię, ale autora kompletnie nie. I znów się nie zawiodłam :) Świetna książka psychologiczna, w której tematem jest kryzys wieku średniego, sponsoring ale i miłość. Jest świetnie wydana - bardzo przyjazną dla oka czcionką z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor powieści i opowiadań, rocznik 1957. Urodził się w Radomiu, a studiował na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest absolwentem filologii polskiej i romańskiej. Przez wiele lat mieszkał w Szwecji, niedawno wrócił do kraju, do Kotliny Kłodzkiej. Najnowsza powieść Zbigniewa Kruszyńskiego, bo o nim mowa, pt. „Kurator”, to bez wątpienia nie literatura emigracyjna i nie chwytliwe czytadło. Literat nie jest bowiem prozaikiem dla mas. Najprawdopodobniej większa część nastawionego na komercję społeczeństwa nie sięgnie po jego teksty, w których na próżno szukać banałów czy radosnego la dolce vita. Bohater „Kuratora” to człowiek, który nawet we własnym kraju, ba we własnej skórze (!) czuje się emigrantem. Męki, jakich doświadcza zapadną cierpliwemu i wrażliwemu czytelnikowi w pamięci na długo…
Rozwodnik w średnim wieku, głęboko naznaczony samotnością. Człowiek, który notorycznie nie ma co ze sobą zrobić, dokąd pójść, z kim porozmawiać. Jako substytut wybiera więc sen i sponsoring, ale szczególnie to pierwsze wychodzi mu świetnie. Kiedy nie pada w objęcia Orfeusza, przegląda oferty kobiet gotowych spędzić z nim kilka chwil, pod warunkiem, że im za to zapłaci. Za każdym razem zdaje sobie sprawę ze swego położenia. Nie jest naiwny i nie wierzy, że z tych opłacanych spotkań stworzy stały związek. Jest realistą o pesymistycznym usposobieniu. Przy okazji również doskonałym obserwatorem - prawie wszystko widzi, a co mu umknie - sam sobie dopowiada. Dzieli ludzi ze względu na zawarte w anonsach informacje i zdjęcia, a każdą napotkaną kobietę (choćby ekspedientkę czy kelnerkę) postrzega jako osobę, z którą mógłby dokądś pójść, coś jej kupić, ofiarować jej cząstkę siebie. Na pozór szalone, lecz w obliczu tego, jak żyje, staje się zrozumiałe: je poza domem, by nie popaść w bulimię i alkoholizm oraz by nie dołować się jeszcze bardziej smutnym życiem singla. Z kobietami nie wychodziło mu od zawsze. W szkole kochał się w nauczycielce, którą odprowadzał do domu, brał czule za rękę; później związał się z mężatką, a następnie z dziewczyną z biblioteki; ostatecznie został rozwodnikiem. Wszystkie te relacje bardzo szybko się kończyły, najczęściej to on zostawał porzucony (może to wina ‘cholerycznych rodziców’?). Wszystko to sprawia, że momentami jest surowy w stosunku do siebie i innych. Cechuje go cięty dowcip i sarkazm. Bez ogródek wspomina o własnych problemach zdrowotnych – o powszechnych, dla wielu wstydliwych, dolegliwościach u mężczyzn po pięćdziesiątce. Niczego nie upiększa mówiąc o prostacie (przez moment w obecności kobiety jest nawet ‘facetem sikającym do worka przez rurkę’) i egzemie oraz o fakcie bycia narkoleptykiem. Jego fizjonomia, której elementy składowe to: nadwaga, łysina, łupież, również nie poraża. Dlatego też samotność aż z niego kipi w jego czterech pustych ścianach: "Nikt nie czekał, kot nie miauknął, pies się nie rzucił na mnie z radością, drapiąc pazurami o kafle, żona nie spojrzała z wyrzutem za nieobecność nocą". Pewnego dnia, nie bez oporów, umawia się z Martą, urokliwą nastolatką. W jego głowie natychmiast pojawia się mętlik, ale i skrywana nadzieja i nieśmiałe plany: "A zatem miałem zostać kuratorem, wychowawcą licealistki, może powinienem dbać o jej lektury i przejrzeć bibliotekę". Ku jego zaskoczeniu to dziewczyna chce się z nim spotykać częściej, jeździć na weekendy w góry, żyć jak stare, dobre małżeństwo. On daje jej nawet klucze do swego domu, Marta pożycza jego ubrania i nasyca je swoim zapachem, a on cieszy się jak dziecko, bo w końcu może kogoś obdarować nie tylko upominkiem, ale przede wszystkim sercem: "Pierwszy raz od lat – od ilu, od ilu? – będę musiał wymyślić prezent pod choinkę, a potem może jeszcze ustawić nad nim drzewko. Co można kupić maturzystce, wszechstronnie uzdolnionej, chyba kompendium wszystkiego..." Czy tym razem mu się uda? Czy związek samotnego mężczyzny z dużym bagażem doświadczeń z naiwną, a może i odrobinę wyrachowaną nastolatką ma jakieś szanse?
Lektura „Kuratora” sprawia czytelnikowi ból. Ta bardzo oszczędna w opisy proza, z ewidentnie męską narracją, pozbawioną ozdobników, która pokazuje dobitnie, dokąd współczesny świat doprowadza człowieka. Nasza rzeczywistość zabija nie tylko uczucia, ale i emocje, wycisza prawdziwe potrzeby, kierując myśli w stronę pozornych i chwilowych jedynie uciech. Życie z dnia na dzień, bez celu, sensu i przyczyny – oto spuścizna naszych czasów. Egzystencja, w której brakuje ciepła, rodziny, przyjaciół oraz spełnienia to przykry, choć prawdziwy obraz, jaki maluje przed nami Zbigniew Kruszyński w swojej najnowszej powieści. Bez patosu, nadęcia, w niemej ciszy, autor wiedzie swego czytelnika tam, gdzie rozpadły się więzi międzyludzkie, gdzie klęskę poniosła komunikacja i właśnie tam każe mu sobie samemu spojrzeć w twarz... Czy zechcemy poświęcić chwilkę tej krótkiej książce i zadumać się nad smutną refleksją snutą nieśpiesznie przez jej bohatera, emocjonalnego bankruta XXI-wieku – oto jest pytanie. Dla Was. Ja już dokonałam wyboru.
Cytaty za: Kurator, Zbigniew Kruszyński, W.A.B., Warszawa 2014.
Autor powieści i opowiadań, rocznik 1957. Urodził się w Radomiu, a studiował na Uniwersytecie Wrocławskim. Jest absolwentem filologii polskiej i romańskiej. Przez wiele lat mieszkał w Szwecji, niedawno wrócił do kraju, do Kotliny Kłodzkiej. Najnowsza powieść Zbigniewa Kruszyńskiego, bo o nim mowa, pt. „Kurator”, to bez wątpienia nie literatura emigracyjna i nie chwytliwe...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to