Dobre dwie powieści o tym, co może dziać się w ludzkiej głowie, bo nie jest łatwo opowiedzieć o tym szczerze, nawet samemu sobie. Książka bardziej mnie odciągała od tego, co dzieje się we mnie niż wciągała w "tu i teraz" autora. Jeśli ktoś lubi żyć czyimiś myślami i ma już swoje własne myśli wystarczająco oswojone, to może warto poczytać. Piszę "poczytać", bo są to, moim zdaniem, powiastki do poczytywania, a nie do przeczytania.
Dobre dwie powieści o tym, co może dziać się w ludzkiej głowie, bo nie jest łatwo opowiedzieć o tym szczerze, nawet samemu sobie. Książka bardziej mnie odciągała od tego, co dzieje się we mnie niż wciągała w "tu i teraz" autora. Jeśli ktoś lubi żyć czyimiś myślami i ma już swoje własne myśli wystarczająco oswojone, to może warto poczytać. Piszę "poczytać", bo są to,...
Bardzo pesymistyczne minipowieści. Pierwsza Godzina prawdziwych odczuć brzmi jak przemyślenia i emocje osoby chorej psychicznie i w sumie myślałam, że takie będzie zakończenie: bohater trafi do szpitala psychiatrycznego. Druga minipowieść Leworęczna kobieta troszkę lepsza, mniej męcząca, bardziej zwyczajna. Czytanie utrudniała mikroskopijna czcionka zastosowana w wydaniu z 1980 roku (wydawnictwo Czytelnik).
Bardzo pesymistyczne minipowieści. Pierwsza Godzina prawdziwych odczuć brzmi jak przemyślenia i emocje osoby chorej psychicznie i w sumie myślałam, że takie będzie zakończenie: bohater trafi do szpitala psychiatrycznego. Druga minipowieść Leworęczna kobieta troszkę lepsza, mniej męcząca, bardziej zwyczajna. Czytanie utrudniała mikroskopijna czcionka zastosowana w wydaniu z...
Chyba nie dałem rady wejść w rytm tej prozy ( może zwyczajnie "nie bylem w nastroju"), pewnie spróbuję innych pozycji Handkego niemniej na razie rozczarowanie. Duszne, nużące, skrajnie pesymistyczne opowiadania, istne wrota do depresji.
Chyba nie dałem rady wejść w rytm tej prozy ( może zwyczajnie "nie bylem w nastroju"), pewnie spróbuję innych pozycji Handkego niemniej na razie rozczarowanie. Duszne, nużące, skrajnie pesymistyczne opowiadania, istne wrota do depresji.
Godzina prawdziwych odczuć: historia sekretarza prasowego ambasady Austrii w Paryżu, trudna treść, mnóstwo mrocznych emocji, częstych zmian i nawiązań. Leworęczna kobieta: kilka dni z życia kobiety, rozstanie z mężem, nowa praca, dziwni przyjaciele. Czyta się znacznie lepiej i szybciej niż wcześniejszy utwór.
Godzina prawdziwych odczuć: historia sekretarza prasowego ambasady Austrii w Paryżu, trudna treść, mnóstwo mrocznych emocji, częstych zmian i nawiązań. Leworęczna kobieta: kilka dni z życia kobiety, rozstanie z mężem, nowa praca, dziwni przyjaciele. Czyta się znacznie lepiej i szybciej niż wcześniejszy utwór.
Przeczytane - nieprzeczytane. Po tym jak przebrnęłam przez zawartą w tym tomiku "Leworęczną kobietę", która nie skłoniła mnie do głębszych refleksji, w połowie "Godziny prawdziwych odczuć" uznałam, że nie warto dalej się zmuszać. Chcę dać Handkemu jeszcze jedną szansę, więc sięgnę na pewno po inne jego publikacje, tym razem jednak było to rozczarowanie.
Przeczytane - nieprzeczytane. Po tym jak przebrnęłam przez zawartą w tym tomiku "Leworęczną kobietę", która nie skłoniła mnie do głębszych refleksji, w połowie "Godziny prawdziwych odczuć" uznałam, że nie warto dalej się zmuszać. Chcę dać Handkemu jeszcze jedną szansę, więc sięgnę na pewno po inne jego publikacje, tym razem jednak było to rozczarowanie.
Oczywiste jest, że w Polsce Nobel dla Olgi Tokarczuk zupełnie przesłonił postać Petera Handkego, który nie dość, że pisze w naszym "ulubionym" języku, to jeszcze pisze trudno, męcząco i boleśnie. Podczas gdy Tokarczuk nie szczędzi czytelnikom prawdziwego świata łącznie (ale nie wyłącznie) z jego nieszczęściami, Handke bada tylko te ostatnie. Lektura jego tekstów uwiera, boli, odrzuca. Bardzo dużo pozwala zobaczyć, tyleż zrozumieć, ale przebłysków radości próżno w niej szukać. W pierwszej powieści z tego tomu pisarz podejmuje próbę szczegółowego zapisu wszystkich (ale to wszystkich, nawet najdrobniejszych) uczuć pojawiających się w człowieczej duszy, duszy, dodajmy, znękanej samym istnieniem, duszy przeżartej Weltschmerzem - uczuć normalnie przez nas niezauważanych, pomijanych przez świadomość, ale przecież istniejących i wpływających na nasz stan. Kto z czytelników nie zastanawiał się ze strachem, czy i on sam taki jest lub bywa?
Druga powieść, czy raczej mikro-powieść w zbiorze, łatwiejsza jest do strawienia, lecz bolesna w równym stopniu co pierwsza. Tragedia rodzinna pokazana jest tu jak przeraźliwie smutna komedia dell'arte, w której karykatury ludzi wyrażają karykatury uczuć, zapewne dla uwydatnienia faktu oddzielenia ludzi od ich uczuć i pokazania, jak żałosne i nieudolne są próby ich odzyskania.
Tu znowu pozwolę sobie na uwagę formalną - tłumacz Sławomir Błaut uważany jest za jednego najwybitniejszych w swojej dziedzinie, a jednak... czy dialogi w oryginale są równie drewniane i karykaturalnie sztuczne jak w przekładzie? Mogę sobie wyobrazić, że autor, w końcu od realizmu daleki, także w języku bohaterów pokazuje plastikowość, emocjonalną pustkę naszej kultury, ale możliwe też, że tłumacz nie podołał.
I jeszcze uwaga ogólniejsza - zauważyliście, kto ostatnio dostaje niemieckojęzyczne Noble? Dziś już niemal zapomniany Heinrich Böll, ponury krytyk niemieckiego społeczeństwa, Jellinek, piewczyni psychozy i wściekłości w relacjach międzyludzkich, depresyjna ponad wszelkie miary Herta Müller, a teraz badacz ciemniej strony duszy Handke (tylko Grass wyróżnia się pozytywnie w tym gronie). Wszyscy oni to dobrzy pisarze, lecz bezsłoneczni stuprocentowo. Czy taka jest ta literatura, czy też Skandynawowie aż tak nie lubią Niemców? Hej, Komitecie Noblowski, popatrzże na Kehlmanna, Jirgla czy Julię Franck, że wspomnę tylko tych tłumaczonych na polski. Popatrz, a nawet poczytaj!
Oczywiste jest, że w Polsce Nobel dla Olgi Tokarczuk zupełnie przesłonił postać Petera Handkego, który nie dość, że pisze w naszym "ulubionym" języku, to jeszcze pisze trudno, męcząco i boleśnie. Podczas gdy Tokarczuk nie szczędzi czytelnikom prawdziwego świata łącznie (ale nie wyłącznie) z jego nieszczęściami, Handke bada tylko te ostatnie. Lektura jego tekstów uwiera,...
Książka niedoczytana. Naprawdę bardzo chciałam, jednak po jakimś miesiącu odpuściłam. Czuję niedosyt, ponieważ tematyka, którą Autor porusza w książce jest dla mnie bardzo ciekawa – poczucie osamotnienia, wyobcowania, niezrozumienia, wszechogarniający smutek i bezsens. Niestety w literaturze preferuję prostotę i bardziej interesuje mnie treść niż forma. A podanie tego tematu sprawiło, że nie byłam w stanie brnąć dalej. Może drugi utwór – „Leworęczna kobieta” byłby dla mnie bardziej strawny, jednak nie chciałam blokować dostępu do Noblisty innym czytelnikom i oddałam książkę do biblioteki. Ja na nią jestem chyba za głupia... Pozostawiam bez oceny.
Książka niedoczytana. Naprawdę bardzo chciałam, jednak po jakimś miesiącu odpuściłam. Czuję niedosyt, ponieważ tematyka, którą Autor porusza w książce jest dla mnie bardzo ciekawa – poczucie osamotnienia, wyobcowania, niezrozumienia, wszechogarniający smutek i bezsens. Niestety w literaturze preferuję prostotę i bardziej interesuje mnie treść niż forma. A podanie tego...
Przez tego Handkego trudno było mi się przecisnąć. W dodatku z samą formą, w jakiej te dwie krótkie formy zostały wydane - seria Nike wydawnictwa "Czytelnik" - czytanie było istnym klaustrofobicznym doświadczeniem. Proces obcowania z lekturą przypominał też trochę wysłuchiwanie frustrata nad piwem, w jakiejś spelunce na obrzeżach miasta.
"Godzina prawdziwych odczuć" odstrasza swoją konstrukcją. Opisy są toporne, silnie odczuwalne są przeskoki w narracji, książka jest "zabiegana", w tym złym znaczeniu. Kilometrowy przeskok z ostatnich "Biegunów" Tokarczuk, kiedy to płynąłem - a może lepiej - leciałem.
Bohater wykazuje objawy jakiegoś OCD z przewagą obsesji. Te awersje do drobnostek życia codziennego są tylko szczytem góry lodowej jego zdesperowanych poszukiwań nad odnalezieniem prawidłowego cyklu życia.
Do tego wyobraźcie sobie nihilistycznego mieszczanina o orientacji szowinistycznej. Czytelnik znajduje się miedzy młotem a kowadłem uczuć i przemyśleń Gregora, bezustanne osądzanie otoczenia w jakim się znajduje nie pozwala na jakąkolwiek wolną refleksję.
Odnieść można wrażenie, że książka jest zlepkiem impresji, zapisanych ukradkiem na serwetkach paryskich bulanżerii. Aby usprawiedliwić autora, należy dodać, iż "godzina..." jest to jego dosyć wczesne dzieło.
Trochę inaczej jest w "Leworęcznej". Narrator skupiony jest na kobiecie, która przez większość dzieła pozostaje bezimienna. Uważny czytelnik wyłapie jej tożsamość, lecz czy oby ten zabieg nie miał na celu generalizacji pewnych postaw i przypisanie ich do płci?
W obu dziełach ujawnia się fascynacja przemocą fizyczną wobec kobiet. Wypełzający male gaze, gdzie kobiety tworzone są w rozmowach, sytuacjach typowo mieszczańskich. Konstruowanie odbywa się oczywiście przez mężczyznę - najczęściej tego jednego, którego imię przywoływane jest aż nazbyt często na jednej stronicy, dla podkreślenia jego indywidualizmu. Bo przecież ten, kto ma imię, istnieje.
Przez większość lektury zieje pogardliwy ton, który w połączeniu z formą w jakiej zostaje to podane, pozwala jedynie na skomentowanie: "ok boomer".
Przez tego Handkego trudno było mi się przecisnąć. W dodatku z samą formą, w jakiej te dwie krótkie formy zostały wydane - seria Nike wydawnictwa "Czytelnik" - czytanie było istnym klaustrofobicznym doświadczeniem. Proces obcowania z lekturą przypominał też trochę wysłuchiwanie frustrata nad piwem, w jakiejś spelunce na obrzeżach miasta.
Przeczytałam... nie, nie, przebrnęłam, a to nie to samo. Cóż, porwałam się na noblistę, to mam za swoje. Nie stawiam gwiazdek, bo nie umiem. Po pierwsze dlatego, że dwie minipowieści tu zawarte są nierówne, a średnia byłaby krzywdząca dla jednej z nich. A po drugie, trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Z jednej strony jest świetnie napisana, gęsta od emocji i mówiąca o czymś ważnym, a z drugiej, jest tak przygnębiająca, że dziwię się, że autor po jej napisaniu nie strzelił sobie w łeb. Frustracja bohaterów jest tak potwornie nasilona, że odechciewa się wszystkiego. Poza tym, podejście do życia przedstawione przez autora wydaje mi się przynajmniej żałosne. Książka jest napisana po męsku i z męskiego punktu widzenia, sądzę, że wręcz szowinistycznie. Gdyby większość mężczyzn taka była, świat byłby straszny, więc łudzę się (być może naiwnie), że jednak jest inaczej. Wiem, że Handke mówi o czymś ważnym, o bólu, alienacji, byciu nieszczęśliwym i odrealnionym, ale mam nieodparte wrażenie, że w taki sposób zachowują się niedojrzali gówniarze, rozkapryszeni i rozhisteryzowani. Być może to za trudna lektura dla mnie i nie pojęłam istoty rzeczy, ale ja tego nie kupuję. I na razie od czytania kolejnych dzieł noblisty biorę urlop.
Przeczytałam... nie, nie, przebrnęłam, a to nie to samo. Cóż, porwałam się na noblistę, to mam za swoje. Nie stawiam gwiazdek, bo nie umiem. Po pierwsze dlatego, że dwie minipowieści tu zawarte są nierówne, a średnia byłaby krzywdząca dla jednej z nich. A po drugie, trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Z jednej strony jest świetnie napisana, gęsta od emocji i mówiąca...
Coś... coś się popsuło i o P.Handke nie było zbytnio słychać. Więc niniejsza książka kilka dni temu była dostępna na aukcjach za kilka zł. Potem coś się wydarzyło i cena wzrosła o ponad tysiąc procent. Świetna wiadomość -austriacka literatura jako jedna z najlepszych zasługuje na większe zainteresowanie, tym bardziej, że dwójka (lub trójka, zależy jak liczyć) noblistów nie wyczerpuje listy najgenialniejszych austriackich pisarzy. Skoro wzrosło zainteresowanie Peterem Handke, to co polski czytelnik znajdzie w tej książce? Być może niewiele z tego co mogłoby się spodobać gustom masowym.
Niedawno w jednym z ciekawych wywiadów o "kryzysie wieku średniego" prof. psychologii rzekł: młode osoby "wiedzą, że ludzie generalnie umierają, ale dla nich to jest kompletna abstrakcja. Po drugie, wyobrażają sobie, że mogą się stać, kim zechcą. Oczywiście dla wielu może to być źródłem różnych lęków, obaw, może być krępujące, ale powiedzmy, że to tylko ubarwia cały ten proces. W każdym razie obydwie te rzeczy są iluzją, choć konieczną, bo gdyby człowiek od początku zdawał sobie sprawę, że to są iluzje, toby się od razu położył, owinął prześcieradłem i poczołgał w stronę cmentarza."*
Czytając recenzje innej powieści - naciągając: o męskim kryzysie wieku - "Serotoniny" natknąłem się wysoko ocenianą opinię czytelniczki, która wystawiając notę 2/10 podsumowała:
"Zdania są bardzo długie, potrafią trwać przez dwie i pół strony. Dialogi też pojawią się bardzo rzadko.
Czy polecam tę książkę? Nie.
Nie wniosła ona w moje życie nic . Nie wywołała żadnych uczyć. Szkoda."
Cytuję, bo jestem pewien, że identyczną opinie wiele osób może mieć po przeczytaniu "Godziny prawdziwych odczuć"... Bo czy będą się identyfikować z główną postacią, która przez 140 stron tapla się w acedii i chce albo bić kobiety po twarzach albo:
"Linie łydek, kolan, ud i połyskujący zaczątek piersi nastrajały go tak tęsknie, że czuł jak twarz mu tężeje! (...) Chwycił go ból, wściekłość, że nie były wszystkie przeznaczone dla niego, że nie zobaczy więcej tych przechodzących i przeczuwał, jakie znaczenie mogłyby mieć dla niego te kobiety. Jakże był wciąż jeszcze niezadowolony, kiedy raz nie udało mu się dojrzeć jednej z twarzy - jakby w ten sposób przegapił coś rozstrzygającego."
Zestawienie z "Serotoniną" może jest niepoważne, to zupełnie różne powieści, jednak obrazują dwa sposoby reagowania na katastrofę utraty sensu. O ile Florent-Claude próbował odzyskać sens próbując odzyskać bliskość z utraconą kobietą, o tyle Keuschnig wyrzeka się bliskości bo nie jest już do niej zdolny od momentu utraty sensu. Jest to dla bohatera "Godziny prawdziwych odczuć" taki szok, że naprzemiennie popada w stany marazmu i euforii, bezsilności i omnipotencji. Bowiem człowiek wyzwolony może wszystko - na przykład chcieć niszczyć. Szamotanina Keuschniga jest tak piękna ale też urocza, że lepiej ją czytać aniżeli podobną przeżyć.
Coś... coś się popsuło i o P.Handke nie było zbytnio słychać. Więc niniejsza książka kilka dni temu była dostępna na aukcjach za kilka zł. Potem coś się wydarzyło i cena wzrosła o ponad tysiąc procent. Świetna wiadomość -austriacka literatura jako jedna z najlepszych zasługuje na większe zainteresowanie, tym bardziej, że dwójka (lub trójka, zależy jak liczyć) noblistów nie...
Wyśmienite dwie mini powieści.
Wyśmienite dwie mini powieści.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobre dwie powieści o tym, co może dziać się w ludzkiej głowie, bo nie jest łatwo opowiedzieć o tym szczerze, nawet samemu sobie. Książka bardziej mnie odciągała od tego, co dzieje się we mnie niż wciągała w "tu i teraz" autora. Jeśli ktoś lubi żyć czyimiś myślami i ma już swoje własne myśli wystarczająco oswojone, to może warto poczytać. Piszę "poczytać", bo są to, moim zdaniem, powiastki do poczytywania, a nie do przeczytania.
Dobre dwie powieści o tym, co może dziać się w ludzkiej głowie, bo nie jest łatwo opowiedzieć o tym szczerze, nawet samemu sobie. Książka bardziej mnie odciągała od tego, co dzieje się we mnie niż wciągała w "tu i teraz" autora. Jeśli ktoś lubi żyć czyimiś myślami i ma już swoje własne myśli wystarczająco oswojone, to może warto poczytać. Piszę "poczytać", bo są to,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo pesymistyczne minipowieści. Pierwsza Godzina prawdziwych odczuć brzmi jak przemyślenia i emocje osoby chorej psychicznie i w sumie myślałam, że takie będzie zakończenie: bohater trafi do szpitala psychiatrycznego. Druga minipowieść Leworęczna kobieta troszkę lepsza, mniej męcząca, bardziej zwyczajna. Czytanie utrudniała mikroskopijna czcionka zastosowana w wydaniu z 1980 roku (wydawnictwo Czytelnik).
Bardzo pesymistyczne minipowieści. Pierwsza Godzina prawdziwych odczuć brzmi jak przemyślenia i emocje osoby chorej psychicznie i w sumie myślałam, że takie będzie zakończenie: bohater trafi do szpitala psychiatrycznego. Druga minipowieść Leworęczna kobieta troszkę lepsza, mniej męcząca, bardziej zwyczajna. Czytanie utrudniała mikroskopijna czcionka zastosowana w wydaniu z...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba nie dałem rady wejść w rytm tej prozy ( może zwyczajnie "nie bylem w nastroju"), pewnie spróbuję innych pozycji Handkego niemniej na razie rozczarowanie. Duszne, nużące, skrajnie pesymistyczne opowiadania, istne wrota do depresji.
Chyba nie dałem rady wejść w rytm tej prozy ( może zwyczajnie "nie bylem w nastroju"), pewnie spróbuję innych pozycji Handkego niemniej na razie rozczarowanie. Duszne, nużące, skrajnie pesymistyczne opowiadania, istne wrota do depresji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGodzina prawdziwych odczuć: historia sekretarza prasowego ambasady Austrii w Paryżu, trudna treść, mnóstwo mrocznych emocji, częstych zmian i nawiązań. Leworęczna kobieta: kilka dni z życia kobiety, rozstanie z mężem, nowa praca, dziwni przyjaciele. Czyta się znacznie lepiej i szybciej niż wcześniejszy utwór.
Godzina prawdziwych odczuć: historia sekretarza prasowego ambasady Austrii w Paryżu, trudna treść, mnóstwo mrocznych emocji, częstych zmian i nawiązań. Leworęczna kobieta: kilka dni z życia kobiety, rozstanie z mężem, nowa praca, dziwni przyjaciele. Czyta się znacznie lepiej i szybciej niż wcześniejszy utwór.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytane - nieprzeczytane. Po tym jak przebrnęłam przez zawartą w tym tomiku "Leworęczną kobietę", która nie skłoniła mnie do głębszych refleksji, w połowie "Godziny prawdziwych odczuć" uznałam, że nie warto dalej się zmuszać. Chcę dać Handkemu jeszcze jedną szansę, więc sięgnę na pewno po inne jego publikacje, tym razem jednak było to rozczarowanie.
Przeczytane - nieprzeczytane. Po tym jak przebrnęłam przez zawartą w tym tomiku "Leworęczną kobietę", która nie skłoniła mnie do głębszych refleksji, w połowie "Godziny prawdziwych odczuć" uznałam, że nie warto dalej się zmuszać. Chcę dać Handkemu jeszcze jedną szansę, więc sięgnę na pewno po inne jego publikacje, tym razem jednak było to rozczarowanie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiste jest, że w Polsce Nobel dla Olgi Tokarczuk zupełnie przesłonił postać Petera Handkego, który nie dość, że pisze w naszym "ulubionym" języku, to jeszcze pisze trudno, męcząco i boleśnie. Podczas gdy Tokarczuk nie szczędzi czytelnikom prawdziwego świata łącznie (ale nie wyłącznie) z jego nieszczęściami, Handke bada tylko te ostatnie. Lektura jego tekstów uwiera, boli, odrzuca. Bardzo dużo pozwala zobaczyć, tyleż zrozumieć, ale przebłysków radości próżno w niej szukać. W pierwszej powieści z tego tomu pisarz podejmuje próbę szczegółowego zapisu wszystkich (ale to wszystkich, nawet najdrobniejszych) uczuć pojawiających się w człowieczej duszy, duszy, dodajmy, znękanej samym istnieniem, duszy przeżartej Weltschmerzem - uczuć normalnie przez nas niezauważanych, pomijanych przez świadomość, ale przecież istniejących i wpływających na nasz stan. Kto z czytelników nie zastanawiał się ze strachem, czy i on sam taki jest lub bywa?
Druga powieść, czy raczej mikro-powieść w zbiorze, łatwiejsza jest do strawienia, lecz bolesna w równym stopniu co pierwsza. Tragedia rodzinna pokazana jest tu jak przeraźliwie smutna komedia dell'arte, w której karykatury ludzi wyrażają karykatury uczuć, zapewne dla uwydatnienia faktu oddzielenia ludzi od ich uczuć i pokazania, jak żałosne i nieudolne są próby ich odzyskania.
Tu znowu pozwolę sobie na uwagę formalną - tłumacz Sławomir Błaut uważany jest za jednego najwybitniejszych w swojej dziedzinie, a jednak... czy dialogi w oryginale są równie drewniane i karykaturalnie sztuczne jak w przekładzie? Mogę sobie wyobrazić, że autor, w końcu od realizmu daleki, także w języku bohaterów pokazuje plastikowość, emocjonalną pustkę naszej kultury, ale możliwe też, że tłumacz nie podołał.
I jeszcze uwaga ogólniejsza - zauważyliście, kto ostatnio dostaje niemieckojęzyczne Noble? Dziś już niemal zapomniany Heinrich Böll, ponury krytyk niemieckiego społeczeństwa, Jellinek, piewczyni psychozy i wściekłości w relacjach międzyludzkich, depresyjna ponad wszelkie miary Herta Müller, a teraz badacz ciemniej strony duszy Handke (tylko Grass wyróżnia się pozytywnie w tym gronie). Wszyscy oni to dobrzy pisarze, lecz bezsłoneczni stuprocentowo. Czy taka jest ta literatura, czy też Skandynawowie aż tak nie lubią Niemców? Hej, Komitecie Noblowski, popatrzże na Kehlmanna, Jirgla czy Julię Franck, że wspomnę tylko tych tłumaczonych na polski. Popatrz, a nawet poczytaj!
Oczywiste jest, że w Polsce Nobel dla Olgi Tokarczuk zupełnie przesłonił postać Petera Handkego, który nie dość, że pisze w naszym "ulubionym" języku, to jeszcze pisze trudno, męcząco i boleśnie. Podczas gdy Tokarczuk nie szczędzi czytelnikom prawdziwego świata łącznie (ale nie wyłącznie) z jego nieszczęściami, Handke bada tylko te ostatnie. Lektura jego tekstów uwiera,...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka niedoczytana. Naprawdę bardzo chciałam, jednak po jakimś miesiącu odpuściłam. Czuję niedosyt, ponieważ tematyka, którą Autor porusza w książce jest dla mnie bardzo ciekawa – poczucie osamotnienia, wyobcowania, niezrozumienia, wszechogarniający smutek i bezsens. Niestety w literaturze preferuję prostotę i bardziej interesuje mnie treść niż forma. A podanie tego tematu sprawiło, że nie byłam w stanie brnąć dalej. Może drugi utwór – „Leworęczna kobieta” byłby dla mnie bardziej strawny, jednak nie chciałam blokować dostępu do Noblisty innym czytelnikom i oddałam książkę do biblioteki. Ja na nią jestem chyba za głupia... Pozostawiam bez oceny.
Książka niedoczytana. Naprawdę bardzo chciałam, jednak po jakimś miesiącu odpuściłam. Czuję niedosyt, ponieważ tematyka, którą Autor porusza w książce jest dla mnie bardzo ciekawa – poczucie osamotnienia, wyobcowania, niezrozumienia, wszechogarniający smutek i bezsens. Niestety w literaturze preferuję prostotę i bardziej interesuje mnie treść niż forma. A podanie tego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzez tego Handkego trudno było mi się przecisnąć. W dodatku z samą formą, w jakiej te dwie krótkie formy zostały wydane - seria Nike wydawnictwa "Czytelnik" - czytanie było istnym klaustrofobicznym doświadczeniem. Proces obcowania z lekturą przypominał też trochę wysłuchiwanie frustrata nad piwem, w jakiejś spelunce na obrzeżach miasta.
"Godzina prawdziwych odczuć" odstrasza swoją konstrukcją. Opisy są toporne, silnie odczuwalne są przeskoki w narracji, książka jest "zabiegana", w tym złym znaczeniu. Kilometrowy przeskok z ostatnich "Biegunów" Tokarczuk, kiedy to płynąłem - a może lepiej - leciałem.
Bohater wykazuje objawy jakiegoś OCD z przewagą obsesji. Te awersje do drobnostek życia codziennego są tylko szczytem góry lodowej jego zdesperowanych poszukiwań nad odnalezieniem prawidłowego cyklu życia.
Do tego wyobraźcie sobie nihilistycznego mieszczanina o orientacji szowinistycznej. Czytelnik znajduje się miedzy młotem a kowadłem uczuć i przemyśleń Gregora, bezustanne osądzanie otoczenia w jakim się znajduje nie pozwala na jakąkolwiek wolną refleksję.
Odnieść można wrażenie, że książka jest zlepkiem impresji, zapisanych ukradkiem na serwetkach paryskich bulanżerii. Aby usprawiedliwić autora, należy dodać, iż "godzina..." jest to jego dosyć wczesne dzieło.
Trochę inaczej jest w "Leworęcznej". Narrator skupiony jest na kobiecie, która przez większość dzieła pozostaje bezimienna. Uważny czytelnik wyłapie jej tożsamość, lecz czy oby ten zabieg nie miał na celu generalizacji pewnych postaw i przypisanie ich do płci?
W obu dziełach ujawnia się fascynacja przemocą fizyczną wobec kobiet. Wypełzający male gaze, gdzie kobiety tworzone są w rozmowach, sytuacjach typowo mieszczańskich. Konstruowanie odbywa się oczywiście przez mężczyznę - najczęściej tego jednego, którego imię przywoływane jest aż nazbyt często na jednej stronicy, dla podkreślenia jego indywidualizmu. Bo przecież ten, kto ma imię, istnieje.
Przez większość lektury zieje pogardliwy ton, który w połączeniu z formą w jakiej zostaje to podane, pozwala jedynie na skomentowanie: "ok boomer".
Przez tego Handkego trudno było mi się przecisnąć. W dodatku z samą formą, w jakiej te dwie krótkie formy zostały wydane - seria Nike wydawnictwa "Czytelnik" - czytanie było istnym klaustrofobicznym doświadczeniem. Proces obcowania z lekturą przypominał też trochę wysłuchiwanie frustrata nad piwem, w jakiejś spelunce na obrzeżach miasta.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Godzina prawdziwych odczuć"...
Przeczytałam... nie, nie, przebrnęłam, a to nie to samo. Cóż, porwałam się na noblistę, to mam za swoje. Nie stawiam gwiazdek, bo nie umiem. Po pierwsze dlatego, że dwie minipowieści tu zawarte są nierówne, a średnia byłaby krzywdząca dla jednej z nich. A po drugie, trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Z jednej strony jest świetnie napisana, gęsta od emocji i mówiąca o czymś ważnym, a z drugiej, jest tak przygnębiająca, że dziwię się, że autor po jej napisaniu nie strzelił sobie w łeb. Frustracja bohaterów jest tak potwornie nasilona, że odechciewa się wszystkiego. Poza tym, podejście do życia przedstawione przez autora wydaje mi się przynajmniej żałosne. Książka jest napisana po męsku i z męskiego punktu widzenia, sądzę, że wręcz szowinistycznie. Gdyby większość mężczyzn taka była, świat byłby straszny, więc łudzę się (być może naiwnie), że jednak jest inaczej. Wiem, że Handke mówi o czymś ważnym, o bólu, alienacji, byciu nieszczęśliwym i odrealnionym, ale mam nieodparte wrażenie, że w taki sposób zachowują się niedojrzali gówniarze, rozkapryszeni i rozhisteryzowani. Być może to za trudna lektura dla mnie i nie pojęłam istoty rzeczy, ale ja tego nie kupuję. I na razie od czytania kolejnych dzieł noblisty biorę urlop.
Przeczytałam... nie, nie, przebrnęłam, a to nie to samo. Cóż, porwałam się na noblistę, to mam za swoje. Nie stawiam gwiazdek, bo nie umiem. Po pierwsze dlatego, że dwie minipowieści tu zawarte są nierówne, a średnia byłaby krzywdząca dla jednej z nich. A po drugie, trudno mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Z jednej strony jest świetnie napisana, gęsta od emocji i mówiąca...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCoś... coś się popsuło i o P.Handke nie było zbytnio słychać. Więc niniejsza książka kilka dni temu była dostępna na aukcjach za kilka zł. Potem coś się wydarzyło i cena wzrosła o ponad tysiąc procent. Świetna wiadomość -austriacka literatura jako jedna z najlepszych zasługuje na większe zainteresowanie, tym bardziej, że dwójka (lub trójka, zależy jak liczyć) noblistów nie wyczerpuje listy najgenialniejszych austriackich pisarzy. Skoro wzrosło zainteresowanie Peterem Handke, to co polski czytelnik znajdzie w tej książce? Być może niewiele z tego co mogłoby się spodobać gustom masowym.
Niedawno w jednym z ciekawych wywiadów o "kryzysie wieku średniego" prof. psychologii rzekł: młode osoby "wiedzą, że ludzie generalnie umierają, ale dla nich to jest kompletna abstrakcja. Po drugie, wyobrażają sobie, że mogą się stać, kim zechcą. Oczywiście dla wielu może to być źródłem różnych lęków, obaw, może być krępujące, ale powiedzmy, że to tylko ubarwia cały ten proces. W każdym razie obydwie te rzeczy są iluzją, choć konieczną, bo gdyby człowiek od początku zdawał sobie sprawę, że to są iluzje, toby się od razu położył, owinął prześcieradłem i poczołgał w stronę cmentarza."*
Czytając recenzje innej powieści - naciągając: o męskim kryzysie wieku - "Serotoniny" natknąłem się wysoko ocenianą opinię czytelniczki, która wystawiając notę 2/10 podsumowała:
"Zdania są bardzo długie, potrafią trwać przez dwie i pół strony. Dialogi też pojawią się bardzo rzadko.
Czy polecam tę książkę? Nie.
Nie wniosła ona w moje życie nic . Nie wywołała żadnych uczyć. Szkoda."
Cytuję, bo jestem pewien, że identyczną opinie wiele osób może mieć po przeczytaniu "Godziny prawdziwych odczuć"... Bo czy będą się identyfikować z główną postacią, która przez 140 stron tapla się w acedii i chce albo bić kobiety po twarzach albo:
"Linie łydek, kolan, ud i połyskujący zaczątek piersi nastrajały go tak tęsknie, że czuł jak twarz mu tężeje! (...) Chwycił go ból, wściekłość, że nie były wszystkie przeznaczone dla niego, że nie zobaczy więcej tych przechodzących i przeczuwał, jakie znaczenie mogłyby mieć dla niego te kobiety. Jakże był wciąż jeszcze niezadowolony, kiedy raz nie udało mu się dojrzeć jednej z twarzy - jakby w ten sposób przegapił coś rozstrzygającego."
Zestawienie z "Serotoniną" może jest niepoważne, to zupełnie różne powieści, jednak obrazują dwa sposoby reagowania na katastrofę utraty sensu. O ile Florent-Claude próbował odzyskać sens próbując odzyskać bliskość z utraconą kobietą, o tyle Keuschnig wyrzeka się bliskości bo nie jest już do niej zdolny od momentu utraty sensu. Jest to dla bohatera "Godziny prawdziwych odczuć" taki szok, że naprzemiennie popada w stany marazmu i euforii, bezsilności i omnipotencji. Bowiem człowiek wyzwolony może wszystko - na przykład chcieć niszczyć. Szamotanina Keuschniga jest tak piękna ale też urocza, że lepiej ją czytać aniżeli podobną przeżyć.
* wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,152731,25172817,kryzys-wieku-sredniego-nagle-zdajesz-sobie-sprawe-ze-umrzesz.html
Coś... coś się popsuło i o P.Handke nie było zbytnio słychać. Więc niniejsza książka kilka dni temu była dostępna na aukcjach za kilka zł. Potem coś się wydarzyło i cena wzrosła o ponad tysiąc procent. Świetna wiadomość -austriacka literatura jako jedna z najlepszych zasługuje na większe zainteresowanie, tym bardziej, że dwójka (lub trójka, zależy jak liczyć) noblistów nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to