Operacja Dunaj

Okładka książki Operacja Dunaj
Robert UrbańskiJacek Kondracki Wydawnictwo: W.A.B. literatura piękna
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2009-01-01
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374146418
Średnia ocen

                5,0 5,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Operacja Dunaj w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Operacja Dunaj

Średnia ocen
5,0 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
63
44

Na półkach:

Trzeba przyznać, że książka ma bardzo specyficzny humor, który nie wszystkim może przypaść do gustu. Przyzwoitą narrację co rusz przecinają wypowiedzi żołnierzy którzy, co tu dużo mówić, no poetami czy erudytami raczej nie są, ale z oddaniem wykonują rozkazy ku chwale ukochanej Ojczyzny - Polski Ludowej.:) Książka śmieszy mnie tym bardziej, im bardziej uświadamiam sobie, że od tamtych czasów realia naszego wojska wiele się nie zmieniły (o czym by mogły świadczyć relacje moich kolegów załapujących się jeszcze do ostatnich naborów). Podsumowując: wartka, dwutorowa akcja, specyficzny humor, ciekawe postacie, do tego zabawny opis szarej, socjalistycznej rzeczywistości.

Trzeba przyznać, że książka ma bardzo specyficzny humor, który nie wszystkim może przypaść do gustu. Przyzwoitą narrację co rusz przecinają wypowiedzi żołnierzy którzy, co tu dużo mówić, no poetami czy erudytami raczej nie są, ale z oddaniem wykonują rozkazy ku chwale ukochanej Ojczyzny - Polski Ludowej.:) Książka śmieszy mnie tym bardziej, im bardziej uświadamiam sobie, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

71 użytkowników ma tytuł Operacja Dunaj na półkach głównych
  • 47
  • 24
41 użytkowników ma tytuł Operacja Dunaj na półkach dodatkowych
  • 33
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie Krzysztof Kąkolewski
Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię + Uderzenie
Krzysztof Kąkolewski
Nikt nie przejmuje się nazwiskiem jednego z największych specjalistów służby śledczej, bo dla każdego jest on po prostu Siwym. A Siwy to prawdziwa legenda, ma na swoim koncie setki rozwiązanych spraw i kilka zawałów. Jego ostatnią sprawą jest zuchwała kradzież utargu sklepowego, który przenosi do banku kierownik placówki, a sprawcą jest Lechosław Kerner. Młody mężczyzna, który swoje traumy życiowe pokrywa elokwencją, bezczelnością, cynizmem i cwaniactwem. I choć ta poza nie robi wrażenia na Siwym to faktem pozostaje to, że udowodnienie winy Kernerowi stało pod znakiem zapytania do czasu aż ten – w czasie procesu – dokonał samooskarżenia. To mocno zastanawia Siwego, a kiedy jakiś czas potem ginie świadek, który dał alibi Kernerowi, śledczy nie ma wątpliwości, że coś w tej sprawie jest mnie tak. I choć jako rencista nie ma już żadnej formalnej władzy ma nadal doświadczenie, instynkt i byłych kolegów, którzy nigdy w niego nie zwątpili, a to wystarczy do rozpoczęcia prywatnego śledztwa... Fabuła przedstawiona w formie pamiętnika nie jest czymś zupełnie typowym, ale i bohater do typowych nie należy. Jego stan zdrowia zapowiada rychłe pożegnania tego łez padołu, a poczucie sprawiedliwości każe jednak postawić na szali nadwątlone zdrowie. Siwy musi przełamać niechęć świadków obrony, musi zweryfikować swój osąd na „fakty”, skłonić osadzonego do współpracy i – najlepiej – przeżyć. Kąkolewski ukazuje pracę milicjanta w wyjątkowo surowy sposób. Ta praca daje spełnienie, satysfakcję, ale każe sobie za to płacić wysoką cenę. Ciekawie ukazuje też „nowe czasy”: młodzi śledczy, którzy znają Siwego „ze słyszenia” są w zdecydowanej opozycji. Brak doświadczenia życiowego nie pozwala im na obiektywizm, chętnie i z przekonaniem nazywając Siwego przestępcą. Z kolei starzy wyjadacze dobrze wiedzą, że nie wszystko dzieje się tak jak sugerują podręczniki, a poza regulaminem istnieje coś takiego jak zaufanie.
Krzysiek Czyżowski - awatar Krzysiek Czyżowski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Muzyka wojskowa Wladimir Kaminer
Muzyka wojskowa
Wladimir Kaminer
Wbrew tytułowi i opisowi z tyłu okładki to nie jest książka o absurdach życia wojskowego w armii radzieckiej. Rozdział dt. służby wojskowej stanowi tylko niewielką cześć tej i tak bardzo krótkiej powieści. Książkę czyta się szybko, momentami niedowierzając, jak ludzie radzili sobie z ideologicznymi absurdami tamtych czasów. Przykładem były polityczne wypracowania Kaminera, w których bezczelnie wychwalał polityczny ład i komunistyczne dokonania, pomimo że nie wierzył w ani jedno słowo i nauczyciele ze złością musieli mu dawać pozytywne oceny. Ciekawą perspektywę rzuca na młodzieżówki KGB, które jego i jego znajomych doprowadzały do paranoi. Świetna jest historia o młodym Afgańczyku, którego Rosjanie wpuścili do swojej hiper tajnej bazy rakietowej nie przeczuwając że ów chłopak przyjął pieniądze od prominentnej rodziny radzieckiej za to, że odbędzie służbę wojskową za ich syna...Równie ciekawą postacią jest ojciec, któy popołudniami dzwoni do nieznajomych, pisze pseudo-wiersze,zakochuje się w staruszce, wręcza łapówki na prawo i lewo...Jak jednak pisał Steffen Moeller- Po czym poznać naprawdę skorumpowany kraj? Skorumpowany kraj cechuje to że urzędnikom trzeba zapłacić, aby zrobili co do nich należy. Z kolei w kraju, gdzie od czasu do czasu dochodzi do korupcji urzędnikowi płaci się aby zrobił coś niezgodnego z prawem. Skorupowana Rosja jest widoczna w powieści na każdym kroku, a tym samym bawi czytelnika. Pod ironicznym stylem Kaminnera kryje się jednak coś bardzo gorzkiego i stawiającego ten rubaszny styl pod dużym znakiem zapytania. Koniec powieści przynosi bowiem masową emigrację czołowych postaci z tego "radosnego kraju". W roku 1990 wyjezdza tez Kaminer i juz nie wraca... Brak pierwiastka tragicznego w tej powiesci powoduje, że książka jest nierowna, brak tu tego, co autor widocznie chciał świadomie przemilczec... A ja jednak chciałabym dogłebniej zrozumieć, dlaczego Ci ludzie nigdy nie wrocili do ojczyzny, skoro przez 128 stron powieści było tak zabawnie...
Joa - awatar Joa
oceniła na 6 12 lat temu
Czas zatrzymuje się dla umarłych Andrzej Wydrzyński
Czas zatrzymuje się dla umarłych
Andrzej Wydrzyński
Czasem jest tak, że jakaś licha, słaba, nieporywająca historia kryminalna zostaje obudowana taką oprawą, jest opowiedziana w tak niezwykły sposób, że ten kontrast (między tym, jak bardzo nie było pomysłu na daną powieść, a sposobem w jaki ją napisano) aż razi. Tak, tak, to jest właśnie taki wypadek, ale… Ale naprawdę rzadko zdarza się, by to obudowanie zostało rozpisane aż tak dobrze, jak w to miało miejsce tu. Kur…, jaki ten facet musiał mieć talent właśnie do budowania opowieści. Nie do wymyślania, do budowania, podkreślmy to. Nie wiem, nie czytałem innych dziełek Moreny, ale tutaj skala tego talentu aż razi. Od początku czujemy, że będzie niezwykle i… jest. Najpierw płyniemy przez tę książkę, jesteśmy zarówno z głównym bohaterem, jak i z innymi postaciami, dosłownie zapala się nam w głowie lampka tak-właśnie-trzeba-pisać-kryminały. Potem to się lekko załamuje i zaczyna być widoczne, że autor podrasowuje specjalnie tekst, wyciąga go coraz to ku górze, ale co z tego, skoro i to robi bardzo dobrze? Wychodzi mu to zarówno na tym najbardziej podstawowym poziomie (śledzimy na przemian poczynania uciekającego przestępcy, jak i goniących go stróżów prawa i to jak najbardziej gra), jak i na tym głębszym, trudniej uchwytnym, tym tyczącym właśnie bycia z wykreowanymi przez pisarza postaciami. Nie jest to tam tak naturalne jak w początkowych partiach „Czasu...” (choć też momentami się do takiego stanu zbliża, vide strumień świadomości Pawła tyczący motywów i ogólnie osobowości Moniki), ale dalej jest bardzo dobre. Tak, napiszę to: można wręcz zapomnieć, do jakiego stopnia słaba jest cała ta historyjka, jak bardzo naciągana i licha. Mam zresztą wrażenie, że wielu czytelników autentycznie o tym w trakcie lektury zapomniało. Czyli – czytaj jak najbardziej i sprawdź, czy Ty też zapomnisz :) Autentycznie, to ciekawy eksperyment literacki :) PS: Ciekawe w sumie, że o ile losy postaci męskich totalnie mnie tu nie ruszały (choć w zamierzeniu pisarza chyba powinny), to to, co się działo z bohaterami już tak. PPS: Swoją drogą interesujące, jak autor rekonstruował język, którym w owym czasie posługiwali się ludzie z półświatka („ja jestem równa babka”, „No to klawo. Ty jesteś także pierwszorzędny facet. Uwielbiam takich facetów, którzy mają coś w głowie i coś w portfelu.”).
Bartlox - awatar Bartlox
ocenił na 7 11 miesięcy temu
We mgle wrześniowej Stanisław Zieliński
We mgle wrześniowej
Stanisław Zieliński
Jeśli jesteście zwolennikami mitologizacji historii Polski i posągowych bohaterów, nie sięgajcie po opowiadania Stanisława Zielińskiego. Lecz jeśli jesteście ciekawi subiektywnych odczuć młodego człowieka, który po ćwiczebnych manewrach nagle został rzucony w chaos września 1939 roku – zbiór opowiadań „We mgle wrześniowej” na pewno Was nie rozczaruje. Opisane prostym językiem, nieco z przymrużeniem oka, przeżycia wojenne autora są, w moim odczuciu, niezwykle realnym obrazem tego, co spotkało polskie wojsko „dnia pierwszego września roku pamiętnego”. Nie ma tu epatowania okrucieństwem. Co jest? Chaos, nikt nic nie wie, łączności brak, rozeznania w pozycjach wroga brak, wiadomości o położeniu własnych oddziałów brak. I tylko do linii Wisły iść, jako tako trzymać się w kupie, szukać pogubionej kuchni polowej, unikać Niemców, cierpieć głód, chłód, brak snu i inne niewygody, o których zielonego pojęcia na ćwiczeniach się nie nabrało. Ale to i tak nic. Bo można trafić do niewoli i jedynie cudem rozstrzelania uniknąć. A gdy już się trafi do obozu jenieckiego, to już prawie jak w domu. Tylko nie liczcie na to, że współwięźniowie was papierosem albo chlebem poratują. Każdy sobie rzepkę skrobie. Że w imię jedności zapomnieć można o dawnych urazach? A figa. Więc, gdyby kiedyś jakaś wojna gdzieś się szykowała, natychmiast należy rzucić palenie – wymiana dziennej porcji chleba za jeden papieros to naprawdę bardzo kiepski interes dla palącego.
onika - awatar onika
oceniła na 7 7 lat temu
Handlarze czasem Tomasz Jachimek
Handlarze czasem
Tomasz Jachimek
Mamy tu chyba kwintesencję wszystkich zalet i wad sytuacji pod tytułem „kabareciarz pisze powieść”. Jeśli chodzi o język czy humor, to mamy tu bardzo dobry poziom – oczywiście jeśli się lubi styl autora z czasów przedstandupowych, ze scenicznych czy radiowych monologów. Czyli cięte porównania, potoczne słownictwo, odniesienia popkulturowe czy społeczne. Te ostatnie z oczywistych względów trochę się zestarzały (a niektóre trochę bardziej), ale możemy je potraktować jako obraz epoki, w której „Handlarze czasem” powstawali. Do tego mocno zarysowane postacie – a przynajmniej do pewnego momentu, bo starsze wersje bliźniaków spłaszczają się przykro – i sam pomysł na całość, tak porąbany, że tylko człowiek związany z kabaretem mógłby go wymyślić: przykuty do wózka wujek-wynalazca buduje maszynę, która umożliwia handel godzinami. Czyż to nie brzmi szalenie? Zalety już były, a gdzie wady? W sumie jedna, ale za to dość poważna – przyzwyczajony do krótkich form autor nie do końca sobie radzi z poprowadzeniem spójnej fabuły przez całą, ponad 300-stronicową powieść. Rozdziały o pobocznych bohaterach w teorii mają sens, przedstawiając różne losy „klientów” czasowego biznesu, ale w praktyce trochę rozmywają główny wątek. A skoro o nim mowa... Początkowo masz wrażenie, że ta historia prowadzi cię do jakiejś konkluzji, ale im dalej w las, tym bardziej zaczynasz się czuć, jakby nawet sam autor nie bardzo wiedział, do jakiego finału ta opowieść podąża. Jeżeli w ogóle taki był cel, a nie po prostu sama na poły socjologiczna zabawa koncepcją świata, w którym można nagiąć dotychczasowe prawa fizyki i chronologii. Ale ogólnie przyjemna lektura, nie żałuję. [Skrócona wersja recenzji facebookowej, pełny post tutaj: https://www.facebook.com/ostatniazzielonych/posts/pfbid02XEeuxvTY6jH8LCqTdEGnaaBb1haREDhThjZSxxT3B2a6hyMFqKX6Ph6jjTd7zdegl]
Daguchna - awatar Daguchna
oceniła na 6 2 lata temu
Nasza historia. 20 lat RP.pl Witold Bereś
Nasza historia. 20 lat RP.pl
Witold Bereś Krzysztof Burnetko
[+] Jest to przedstawienie 21 najważniejszych wydarzeń w historii III RP, nic odkrywczego, ale zawsze to jakaś powtórka; [+] Sylwetki 21 najważniejszych postaci dla tego okresu wraz z obszernymi fragmentami wywiadów z nimi pzeprowadzonymi przez autorów; [+] Widać, że Bereś i Burnetko są dziennikarzami z doświadczeniem, bo książka jest napisana bardzo dobrze; [-] Nie wiem, o czym jest "20 lat RP.pl". W książce mieszają się ze sobą trzy wątki - jest zarówno o najważniejszych wydarzeniach w historii III RP, jak i o kolejach losu wybranych postaci (przyjaciół autorów), jak i o pracy w redakcji "Tygodnika Powszechnego". A jak zawiera trzy wątki - to nie zawiera żadnego i tak się ją niestety czyta, nagłe wytrącenia z opowiadanej historii, żeby dowiedzieć się, że np. Tomaszowi Schimscheinerowi urodziło się dziecko mocno wybija z pantałyku; [-] Książka jest bardzo mocno niekonsekwentna. To, że nie zawsze występują "ciemne strony roku" jestem w stanie zrozumieć, ale czemu nie zawsze autorzy zdecydowali się umieścić "sportu" albo "kultury" to ja nie rozumiem. To samo z "w tym roku zmarli", myślę, że co roku ktoś umierał; [-] Ja rozumiem, że można być subiektywnym, ale powinno się o tym wspomnieć raczej, a nie pisać peany ku czci "Gazety Wyborczej", a zwłaszcza PO. 6/10 - głównie za swojski, przyjacielski klimat, jaki akurat twórcom udało się sprzedać w tej książce. Zawód.
Milena - awatar Milena
oceniła na 6 1 rok temu
PRL. Jak cudnie się żyło! Wiesław Kot
PRL. Jak cudnie się żyło!
Wiesław Kot
Tytuł PRL jak cudnie się żyło kusi obietnicą podejścia do absurdów polskiego komunizmu nieco z przymrużeniem oka. I w sumie ją spełnia, chociaż formuła, którą przyjął autor jest dość specyficzna. Ta książka to właściwie zbiór anegdotek. Każda z nich jest zredagowana tak, że zajmuje maksymalnie dwie strony, wraz ze zdjęciami czy dodatkowymi ciekawostkami napisanymi mniejszą czcionką. W sumie to dość ciekawe podanie tematu i nawet osiąga efekt opisania szeroko życia za PRL. Niestety skrótowe i anegdotyczne podanie informacji sprawia, że tę książkę dość ciężko się czyta. Nie da się w nią wciągnąć, bo co kartka, to nowy temat. Acz należy przyznać, że dzięki temu autor był w stanie dotknąć chociaż po powierzchni bardzo wielu aspektów życia, o których się rzadziej mówi. 🪤 Cała masa anegdot PRL jak cudnie się żyło to w sumie masa anegdot z przeróżnych dziedzin życia. Problem jednak w tym, że nie do końca wiadomo czy prawdziwe i skąd się wzięły, bo ich źródła są podawane rzadko, głównie w przypadku cytatów z gazet. Acz niektóre z nich są powszechnie znane i nawet jeśli są urban legends, to założyć można, że mniej więcej oddają ówczesną rzeczywistość. Choć muszę też przyznać, niektóre opisane historie były dla mnie nowością. Np. sensowna i prosta przyczyna wybuchu gazu w rotundzie w 1979 (oblodzenie). Albo tego, jaka historia stała za Marianem Falskim i stworzeniem Elementarza. Że autora wyzywano od truciciela dusz dziecięcych bo w jego podręczniku nie było obrazków świętych, procesji ani kościołów. I wgl jakim ta mała książeczka była wielkim narzędziem propagandy! 🪤 Coś więcej niż anegdotki Życie tak wyglądało i nie wyglądało jednocześnie, bo życie nie składa się z anegdotek. A jednak dają one wyraźny obraz absurdów w przeróżnych aspektach codzienności. Szczególnie te dotyczące najważniejszych potrzeb życiowych – brakach żywności i innych produktów, codziennego reżimu (Milicja czy Ormo), czy ogólnego stanu państwa, który szczególnie rzucał się w oczy podczas zim, np. w 1979 nazywanej zimą stulecia. Ale PRL jak cudnie się żyło to nie tylko śmiesznostki i absurdy. To także inne informacje o ustroju, o niezbyt miłej rzeczywistości braków, przestępczości i prostytucji, czy o pisarzach (Tyrmandzie i Słomczyńskim). W ogóle jest tu sporo informacji o książkach i pisarzach tamtych czasów. Także o popkulturze, filmach, designie i wielu innych aspektach codzienności czasów wiecznych braków i kombinowania. Wiesław Kot zsyntezował ogromną ilość ciekawostek dotyczących przeróżnych aspektów życia. Dość dobrze udało mu się oddać specyfikę życia jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Warto sięgnąć po tą książkę, jako szybką rozrywkę do poczytania od czasu do czasu, w tramwaju, na tronie, czy gdzieś, gdzie ta krótka forma będzie zaletą. Może być też świetnym źródeł niezobowiązujących ciekawostek do wplatania w opowieść o absurdach komunizmu.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 7 1 rok temu
Dawca Marcin Osikowicz
Dawca
Marcin Osikowicz
Upolowane: Marcin Osikowicz „Dawca”, e-book Pokrzywnica: Umiesz pływać pod prąd? Ciernik: Jasne! Pokrzywnica: A pod prąd strumienia czasu? Ciernik: Też. Tylko muszę się trochę bardziej skoncentrować. Pokrzywnica: Pamiętasz, co czytałeś rok temu? Ciernik: Tak, ale tylko te lepsze pozycje. Pokrzywnica: Tak, to już rok! „Mężczyźni bez przyczepności” to była pierwsza książka, jaką omówiliśmy na Leniwcu. Z okazji rocznicy postanowiłam zapolować na wcześniejsze dzieło Marcina Osikowicza, debiutanckiego „Dawcę”. Ciernik: „Dawca” jest słabszy niż „Mężczyźni bez przyczepności”, ale i tak całkiem niezły. Przede wszystkim jest to zbiór opowiadań, a nie powieść, i jako taki, jest dosyć nierówny. Pokrzywnica: Pierwsze kiełki tego, co się potem tak ładnie rozwinęło w „Mężczyznach…” już tam widać, choćby zdania takie jak to: „Uliczne sygnalizatory mają wieczorem barwę uciskającą ośrodek nostalgii”. Coś pięknego! Ciernik: Moje ulubione: „Potem jechałem gdzie bądź, byle nie dojechać zbyt szybko, bo na końcu nie było niczego poza brakiem”. Spodobało mi się ze względu na bezlitosny przekaz, szczerość bohatera wobec samego siebie. Często spotykam się z myśleniem, że pasja motocyklowa to jakaś ucieczka. Autor rozbija tę iluzję: nawet na najszybszej maszynie przed niczym naprawdę ważnym nie uciekniesz i niczego naprawdę ważnego nie dogonisz. Albo to: „Jednak gra komputerowa ma się do motocykli jak sen do jawy. Nie ma bardziej sprzecznych idei niż ułuda życia i realność śmierci”. To się trochę łączy z tym poprzednim zdaniem. Niektórzy myślą, że motory to tylko zabawka dla facetów przechodzących kryzys wieku średniego. To nie tak. No i jeszcze to: „Nie przeczuwała, że lęk, który podszedł jej do gardła w to słoneczne czerwcowe popołudnie, już nigdy nie odejdzie”. Bardzo proste, konkretne zdanie, dzięki któremu poczułem lęk tej matki. Lęk, który nigdy już miał jej nie opuścić. Pokrzywnica: Mnie bardzo utkwił w pamięci ten fragment, gdzie jest mowa o potrąceniu rowerzysty. Wydaje mi się, że ten lęk, niewypowiedziany wprost, jest znacznie mocniejszy, niż strach przed własną śmiercią. Wydaje się, że możesz umrzeć jest jakoś oswojone. Istnieje jednak także drugi lęk i dla niego nie ma akceptacji: możesz zabić. Ofiara wypadku popełniła błąd, zignorowała czerwone światło. Większość świadków, z wyjątkiem jednej kobiety, oskarża motocyklistę. Motocyklista nie mówi nic. Nie zna słów, którymi mógłby się bronić. Nie chce się bronić. Oddaje głos tym świadkom. Ten fragment przypomina bardziej synopsis niż prozę – w „Dawcy” widać zresztą scenariuszowe ciągoty autora. Ale opowiadanie zatytułowane „Krótki scenariusz na VHS” zupełnie na mnie nie podziałało. Natomiast „Zły dzień”, czyli ta relacja z wypadku,intensywnie uderza w emocje, po części dlatego, że została opowiedziana właśnie tak, jakby z bezstronnej kamery, z milczącym bohaterem. Bo on tej myśli oswoić nie potrafi – że może zdarzyć się tak, że zabije. Ciernik: To milczenie bohatera w „Złym dniu” jest tak mocne, że chwilami byłem pewien, że go zlinczują. Poczułem Kafkowski klimat. To był świetny chwyt – opowiedzieć to właśnie w taki sposób. Ale co do samego lęku, to myślę, że on towarzyszy większości kierowców. Ja też go odczuwam, zwłaszcza gdy dojeżdżam nocą do przejścia dla pieszych. Pokrzywnica: A taki dialog? „– Nie boi się pan? – Boję się, zwłaszcza w kwietniu. – To dlaczego pan to robi? – Bo wszystko inne jest gorsze.” Pamiętasz, jak przy „Mężczyznach…” zastanawialiśmy się dlaczego? Takiej odpowiedzi wtedy nie odkryliśmy. Ciernik: Myślę, że ona jest prawdziwa, choć wymijająca. No bo dlaczego wszystko inne jest gorsze? Pokrzywnica: Obiektywnie pewnie nie jest. Ale są chwile, kiedy czujemy, że żyjemy, i są takie, kiedy nie. I te drugie są gorsze. Ciernik: Znów zaczynamy filozofować. Ja naprawdę nie wiem, czy nasi czytelnicy to lubią. Ale oczywiście masz rację, gorsze tworzy lepsze poprzez porównanie, co jednak ciągle niewiele nam wyjaśnia, nie do końca odpowiada na pytanie dlaczego. Ja nadal uważam, że na pewne pytania nie da się odpowiedzieć, albo że nie da się wyczerpać całego zbioru odpowiedzi, bo ile osób, tyle wszechświatów i powodów. Albo inaczej: czy potrzebujemy tej odpowiedzi, żeby coś robić? Nie. Czujemy, że chcemy to robić, więc to robimy. Nie na wszystkie odczucia musimy nakładać siatkę pojęciową. Ta potrzeba po prostu w człowieku jest. I tyle. Kiedy zna się „Mężczyzn bez przyczepności”, czytanie „Dawcy” jest jak wspominanie przeszłości: dowiadujemy się, jak w ogóle się zaczęła przygoda bohatera z motorami, ci kuzyni, którzy gdzieś go przewieźli na starej jawie, składanie junaka, i tak dalej. Fajnie pokazuje to zakorzenienie bohatera w jakiejś dłuższej, dobrze poprowadzonej narracji, bez płytkich uproszczeń w stylu amerykańskim, ale też bez ciężkiego psychologizowania. Pojawia się tu też więcej kobiet i w ogóle innych ludzi, co mnie cieszy, bo „Mężczyźni…” to była bardzo introwertyczna książka. Pokrzywnica: Ha! Dla mnie to była jej wielka zaleta! „Dawca” nie jest zły, ale dopiero „Mężczyźni” naprawdę porywają. W „Dawcy” zdarzają się, owszem, niesamowite fragmenty, ale jest też trochę męczących dłużyzn oraz sporo… literackiej nieśmiałości, niepewności? Takie rzeczy jak stacje benzynowe o zmierzchu, starcie z pijaczkiem, dziecko, kobieta, śmierć… To wszystko się dopiero w „Mężczyznach” rozwija. To mi się bardzo podobało i tego się spodziewałam. Ale jest też w „Dawcy” coś, co mnie zirytowało – i tego się nie spodziewałam, choć powinnam była, bo autor uczciwie zapowiada na początku, że opowiadania nie są „ulizane”. Ale żeby pisać „ubrał dżinsy” albo „dał w dziub” z ortografem? To już nie jest chropawość, tylko zwyczajne babolarstwo. W „Mężczyznach bez przyczepności” tego nie było. Ciernik: Korekta została zrobiona troszkę niedbale – to fakt. Ale mnie to specjalnie nie raziło. Mam chyba grubą łuskę. Albo może opowieści wciągnęły mnie na tyle mocno, że nie zwracałem uwagi na drobiazgi. Pokrzywnica: Jak myślisz, czy te wplecione w tekst cytaty z forum o rzekomej grafomanii Osikowicza są prawdziwe? Ciernik: Myślę, że tak. To pewnie było jakieś forum dla maniaków motocykli i coś mi się wydaje, że to tamtemu miejscu w jakimś stopniu zawdzięczamy„Dawcę”, bo to tam autor odkrył, iż napisanie książki może mieć sens. Ale kto wie, może sam nam o tym opowie? Pokrzywnica: Zabawnie było to czytać, ponieważ akurat on z pewnością grafomanem nie jest. Skok jakościowy między „Dawcą” a „Mężczyznami…” tylko to potwierdza. I przyznam, że widząc ten skok, jeszcze bardziej niecierpliwie czekam na kolejną książkę, ale… w „Dawcy” jest dużo śmierci i dużo lęku. Trochę tego lęku mi się udzieliło. A jeśli Wilk (Pamiętasz pierwszy komentarz, jaki pojawił się na Leniwcu? To właśnie Marcin Osikowicz skomentował nam zabawę Ugryź się w ogon, podpisując się jako Wilk) nie zdąży napisać kolejnej, jeszcze piękniejszej książki? Ciernik: Wilk się starzeje, a „z wiekiem człowiek staje się rozumny”… dobra, nie kończę cytatu, bo nieszczęśliwy wybrałem. Nie wiem, czy Wilk jeszcze coś napisze, ale bardzo chciałbym, żeby tak było. www.leniwiecliteracki.pl
LeniwiecLiteracki - awatar LeniwiecLiteracki
ocenił na 7 11 lat temu

Cytaty z książki Operacja Dunaj

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Operacja Dunaj