rozwiń zwiń

Mój chłopiec, motor i ja

Okładka książki Mój chłopiec, motor i ja autorstwa Halina Korolec-Bujakowska
Halina Korolec-Bujakowska Wydawnictwo: Pogotowie Kazikowe reportaż
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2011-05-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-01
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374149853
Mój chłopiec, motor i ja
Z Druskiennik do Szanghaju 1934-1936

Na początku jest szalony pomysł, by udać się w podróż poślubną... motorem i ruszyć po przygodę życia, tak daleko, jak to możliwe, czyli, jak wskazują mapy, do Szanghaju. Stanisław Bujakowski dosiada maszyny B.S.A. o mocy 10 koni mechanicznych, Halina mości się w doczepionym do motocykla koszyku i tak zaczyna się niesamowita historia. Jest sierpień 1934 roku.
Podróż młodej pary trwa rok i siedem miesięcy, szlak wiedzie przez całą Azję, od Turcji, poprzez Syrię, Irak, Persję, Indie, Burmę, Indochiny do Chin, prawie 24 000 kilometrów. Halina Korolec-Bujakowska żywiołowym, romantycznym, pełnym rozmachu, ale też nie pozbawionym autoironii i humoru językiem opisuje życie, obyczaje i stroje mieszkańców kontynentu. Spisane dziewczęcą ręką pamiętniki to także wdzięczna lektura dla miłośników twardej, męskiej przygody, świadectwo wielkiego wyczynu sportowego. Autorka w przejmujący sposób relacjonuje trudy przeprawy, kiedy to nie motocykl niesie podróżników, ale podróżnicy pchają czy wręcz przenoszą maszynę przez pustynie Beludżystanu i błotniste szlaki Birmy. Opowiada mrożące krew w żyłach przygody, niemal na porządku dziennym są płonące w przydrożnych przepaściach ciężarówki i baraszkujące pośrodku szosy tygrysy. Egzotyczna Azja z tygodnia na tydzień, z kilometra na kilometr staje się coraz mniej tajemnicza, wciąga i oczarowuje, przed naszymi oczyma roztacza się barwna mozaika orientalnych obrazów i sylwetek, szoferów, pograniczników, hinduskich sadhu, Ików z birmańskiej dżungli...
Wyprawa, choć prowadzi ku wytyczonemu na mapie celowi, w pewnym momencie przestaje toczyć się zgodnie z planem - ale nie zdradzajmy wszystkiego. Dość powiedzieć, że beztrosko rzucony pomysł zmienia się nie tylko w wielką przygodę, ale staje się dla obojga bohaterów początkiem zupełnie nowego życia.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mój chłopiec, motor i ja w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mój chłopiec, motor i ja



663 663

Oceny książki Mój chłopiec, motor i ja

Średnia ocen
6,9 / 10
193 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
233
36

Na półkach:

Rodzaj ciekawostki, jak para młodych narwańców wybrała się w podróż poślubną, z Druskiennik do Szanghaju, na motorze, w czasach (przed II wojną światową), gdy nie było telefonów komórkowych,. GPS-ów i innych cudeniek ułatwiających i zabezpieczających podróżowanie. Książka ta to raczej luźne impresje z pokonywania kolejnych kilometrów, różnorakich trudów i przeszkód napotykanych po drodze, a także poznawania przyjaciół w biedzie, niż skarbnica wiedzy o mijanych państwach i ich mieszkańcach. Czyta się bardzo przyjemnie, tekst uzupełniony jest wieloma zdjęciami. Najwięcej miejsca zajmują i najbardziej interesujące są opisy życia w birmańskiej dżungli .

Rodzaj ciekawostki, jak para młodych narwańców wybrała się w podróż poślubną, z Druskiennik do Szanghaju, na motorze, w czasach (przed II wojną światową), gdy nie było telefonów komórkowych,. GPS-ów i innych cudeniek ułatwiających i zabezpieczających podróżowanie. Książka ta to raczej luźne impresje z pokonywania kolejnych kilometrów, różnorakich trudów i przeszkód...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

429 użytkowników ma tytuł Mój chłopiec, motor i ja na półkach głównych
  • 237
  • 181
  • 11
88 użytkowników ma tytuł Mój chłopiec, motor i ja na półkach dodatkowych
  • 61
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5
  • 4
  • 2

Tagi i tematy do książki Mój chłopiec, motor i ja

Inne książki autora

Halina Korolec-Bujakowska
Halina Korolec-Bujakowska
(1907-1971), absolwentka gimnazjum żeńskiego w Wilnie, studiowała w Grenoble we Francji. W sierpniu 1934 roku wraz z mężem Stanisławem wyprawiła się motorem z Druskiennik (gdzie jej rodzice prowadzili pensjonat Willa Jasna) do Szanghaju. Wyprawa miała stanowić podróż poślubną oraz spełnienie marzeń obojga młodych podróżników. Halina w drodze prowadziła pamiętnik oraz nadsyłała korespondencje do polskich czasopism i gazet. W 1938 roku powróciła do Polski, by urodzić syna Jaremę. Po wojnie przeprowadziła się do Gdańska, a w 1947 roku wyemigrowała z synem do Indii i po trwającej osiem lat rozłące spotkała się tam z mężem. Bujakowscy zamieszkali w Kalkucie. W 1971 roku Halina przeprowadziła się do Kalifornii, gdzie wkrótce zmarła.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.), a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party), która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Czarny ogród Małgorzata Szejnert
Czarny ogród
Małgorzata Szejnert
Trafnie napisał Kazimierz Kutz w swym posłowiu, że "Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne". Sięgnęłam ponownie na półkę z książkami po tę fantastyczną opowieść o zagmatwanych losach Ślązaków i prawdziwym tle ich "niemieckich powiązań". Gdyby niektórzy politycy zechcieli przeczytać "Czarny ogród" z pewnością przestaliby snuć farmazony o "niemieckiej opcji". Otóż mamy istne dzieło, co do którego nie mylił się Kazimierz Kutz, znakomicie udokumentowane dzieje mieszkańców Górnego Śląska, tych zwykłych, harujących z dziada pradziada, ale i genezę powstania magnaterii przemysłowej najpierw z nadania cesarza Leopolda I Habsburga, a potem i kanclerza Bismarcka. Jesteśmy świadkami narodzin gigantycznych majątków, budowy pałaców i zamków, ale i ich upadku. Poznajemy kulisy powstania w XIX wieku Giszowca i Nikiszowca, górniczych dzielnic, które i dzisiaj mogłyby stanowić wzór nowoczesnej urbanizacji i socjalnych beneficjów, gdyby... No właśnie, gdyby. Książka Małgorzaty Szejnert to gotowy materiał na serial Netflix'a, to kopalnia wiedzy o czasach minionych, bez której teraz nie sposób zrozumieć nie tylko współczesnego oblicza Śląska, ale i globalnych zmian zachodzących na naszych oczach. Podobną wartość niesie ze sobą nagrodzona Nike powieść Zbigniewa Rokity "Kajś. Opowieść o Górnym Śląsku", choć ma bardziej beletrystyczną formę. Szejnert, wybitna dziennikarka, wykonała z niesamowitą niezłomnością swą pracę, dzięki czemu nikt nie powinien twierdzić, że o niczym nie wiedział. "Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z cała pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazują autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców" - spuentował Kutz. Po raz kolejny umocniłam się w przekonaniu, że trzeba sięgać po przeczytaną wcześniej książkę, nie tylko po to, by zdjąć z niej kurz.
Kalina - awatar Kalina
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Gaumardżos! Opowieści z Gruzji Anna Dziewit-Meller
Gaumardżos! Opowieści z Gruzji
Anna Dziewit-Meller Marcin Meller
Gruzja to chyba nadal niezbyt popularny cel dla turystów, według jednych to kraj niebezpieczny, według innych biedny i nie mający nic do zaoferowania. Jednak są tacy którzy byli, zobaczyli i w Gruzji się zakochali. Do takich z pewnością zaliczają się autorzy tej książki. "...Z drugiej jednak strony nie udajemy obiektywnych obserwatorów: przyznajemy uczciwie - jesteśmy Gruzją zaczadzeni." Ja po niedawnej lekturze "Dzieci lwa" nabrałam ochoty na bliższe poznanie Gruzji, póki co nie byłam tam osobiście, ale za sprawą "Gaumardżos" mogłam spojrzeć na ten kraj oczami autorów. Dowiedziałam się nieco o tradycjach, jedzeniu, piciu, historii i życiu zwykłych ludzi. Anna Dziewit - Meller opowiada o czasach współczesnych, o tym gdzie byli, co widzieli, o ludziach, których poznali i ich ugościli. Nawiasem mówiąc, ja bym się chyba obawiała takiego ugoszczenia, z przymrużeniem oka oczywiście. Marcin Meller w swoich wspomnieniach przenosi się również do wcześniejszych lat, kiedy pojechał do Gruzji jako reporter, w trudnym czasie dla narodu gruzińskiego. To pozwala nam zaobserwować zmiany, jakim ulega lub nie tamten kraj i jego mieszkańcy. Oczywiście w tej książce nie brakuje anegdot, zabawnych sytuacji, ale znajdziecie również sprawy cięższe i trudniejsze, które są plamą na historii kraju. Książkę wypełniają liczne zdjęcia, oraz mapa, co jest świetnym dopełnieniem. Moim zdaniem książka jest ciekawa zarówno dla tych, co jeszcze nie byli nigdy w tamtych stronach, ale może myślą o tym, aby tam pojechać, tak samo jak dla tych co już odwiedzili Gruzję, i mogą porównać swoje doznania z opisami autorów. Dla mnie to była bardzo interesująca lektura. Polecam wam ją serdecznie.
Euka - awatar Euka
oceniła na 7 1 rok temu
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 Kazimierz Nowak
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936
Kazimierz Nowak
Co za wyczerpująca wyprawa. Wyczyn godny podziwu i trochę przerażający. Na pewno Kazimierz Nowak był samotnikiem i trochę dziwakiem, ale dokonał wiele. W imię czego? Sam sobie wyznaczył cel, z ciekawości świata, pokonania nieznanego, poznania Afryki i siebie samego. Długo był sam ze sobą. Jego spostrzeżenia są całkiem dzisiejsze, te o kolonializmie i globalizacji. Niesamowite. Trochę szkoda, że częściej nie dał się uwieść wygodom, nie pozwalał sobie na odpoczynek. Podróż była mordercza. Pod koniec czuć już wielkie zmęczenie, zgorzknienie i niecierpliwość autora. Już parł do domu. Książka słuchana. Trochę taka poszatkowana i brakuje pomysłu na spięcie całości. Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Łukasz Wierzbicki. Sam Nowak jej nie zdążył napisać i wydać, nie wybrał swoich tekstów i nie zredagował. Dlatego musiała powstać z tego, co już było. Wielkie ukłony dla Łukasza Wierzbickiego za jego wkład i popularyzację. Tak sobie myślę, że człowiek, który odbywa tak niezwykłą wyprawę, już nigdy by nie zagrzał miejsca. Gdyby nie jego przedwczesna śmierć, wędrowałby po świecie. Gdyby miał taki dryg do gawędy jak Tony Halik, byłby bardzo uznany i sławny. Kiedy wysłuchałam końcowy komentarz, zrobiło się smutno, ale też wzruszająco. Nowak wrócił wyczerpany, tak samo biedny jak wyruszył. Miał serie spotkań i pokazów. Był zmęczony i chory. Po roku zmarł. Mam nadzieję, że ten niepozorny podróżnik zdobędzie większą uwagę i sławę.
lubbe - awatar lubbe
ocenił na 7 12 dni temu
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej Wojciech Śmieja
Gorsze światy. Migawki z Europy Środkowo-Wschodniej
Wojciech Śmieja
Tom reportaży podróżniczych Wojciecha Śmieji. Autor, prawie jak Andrzej Stasiuk, wybiera się w podróż po gorszej Europie, a w jej ramach po „gorszych” terenach. Mołdawia, Macedonia (obecnie Macedonia Północna), Rumunia, Kosowo, Serbia, Ukraina, Albania (i nasze Beskidy). Ale bez stolic i obiektów z listy Unesco. Autor stara się nam pokazać prawdziwe życie mieszkających tam ludzi z ich codziennymi problemami i oglądem rzeczywistości. Ze wszystkimi stara się rozmawiać i przedstawić ich punkt widzenia. Nierzadko są one sprzeczne z tym poprzedniego rozmówcy czy samego reportera. Śmieja kładzie nacisk na pogmatwane życiorysy i miejsca, w których ścierają się ze sobą różne grupy społeczne, narodowościowe czy religijne. Nierzadko sięga do przeszłości, by przedstawić genezę tych zjawisk z puntu widzenia poszczególnych grup (np. Serbowie i Albańczycy, mieszkańcy Mołdawii i Nadniestrza, Macedończycy i Grecy czy też Arumuni). Nie zachwala nam nowych atrakcji, po prostu pokazuje to, czego jadąc gdzieś lub chociażby przejeżdżając tamtędy nie chcemy widzieć. A warto popatrzeć, np. na pomniki Rocky’ego Balboa czy Boba Marleya w serbskiej Wojwodinie, ostatnie miejscowości Arumunów w Macedonii czy Grecji, podzieloną Kosowską Mitrowicę czy też góry i drewniane cerkwie na półwyspie Kola. Inaczej niż Stasiuk, autor nie kładzie nacisku na literaturę, ale nawiązuje i do niej, chociażby do Stanisława Vincenza na Huculszczyźnie. Kawałek prawdy o życiu ludzi w naszej części Europy.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 5 lat temu
Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi Magdalena Skopek
Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi
Magdalena Skopek
„W przekrojonym na pół, leżącym na trawie wypatroszonym zwierzęciu krew zbiera się jak w wielkiej wazie. To takie nienieckie 'wino'.” Brutalne? Nie dla nich, nie dla Nieńców - mieszkańców północnej Syberii. „Dobra krew” to fascynująca relacja z podróży Magdaleny Skopek. Autorka zdecydowała się spędzić kilka miesięcy w jednym z najbardziej surowych rejonów świata – tundrze jamalskiej. To osobisty dziennik konfrontacji z ekstremalnymi warunkami, odmienną kulturą i samą sobą. Autorka nie jest jedynie obserwatorką – zamieszkuje czum (tradycyjny namiot), uczy się języka, je surowe mięso i walczy zarówno z mrozem, wiatrem, jak i z komarami. Jej relacja jest pełna szczegółów, które wciągają czytelnika w egzotyczny świat, ale też zmuszają do refleksji nad tym, czym jest cywilizacja, przetrwanie i człowieczeństwo. Autorka pokazuje prawdziwe życie na tundrze, jego brutalność, surowe prawa natury, ale też niezwykłą gościnność i duchowość Nieńców. „Dobra krew” to również opowieść o zanikającej kulturze, o świecie, który znika pod naporem cywilizacji i zmian klimatycznych. Polecam 😊 „A ja myślę o wielkich ekspedycjach: wyprawy dorosłych, silnych mężczyzn, przygotowania, treningi, oprawa medialna. Śmieszne to trochę. Te największe wyczyny zdarzają się gdzieś z boku, bez kamer, sponsorów i widzów, jakby przypadkiem.” ​
Edyta Kyzioł - awatar Edyta Kyzioł
ocenił na 8 11 miesięcy temu
Niestety wszyscy się znamy Bohdan Smoleń
Niestety wszyscy się znamy
Bohdan Smoleń Anna Karolina Kłys
Słodko-gorzka książka. Taka, jakie było życie jej bohatera. Wywiad-rzeka z Bohdanem Smoleniem ukazuje człowieka, którego stać na coś, na co mało która gwiazda, który celebryta może sobie pozwolić: na prawdę i szczerość. Smoleń nie patyczkuje się z niczym i z nikim. Mówi tak, jak było. Jednocześnie ma hamulec, zachowuje klasę – nie miesza ludzi z błotem, nie sypie plotkarsko nazwiskami na prawo i lewo. Umie powiedzieć: „nie, o nim, o niej rozmawiać nie chcę”. Odsłania przy tym swoją duszę: człowieka prawego, uczciwego, dobrego, pragnącego sprawiedliwości i spokoju. Był niezwykle wrażliwą, ufną, może nieco naiwną i łatwowierną osobą. Sam nie krzywdził innych, więc nie zakładał, że ktoś chce oszukać go. A brutalny świat to wykorzystywał. Smoleń pięknie opowiada o swoich przodkach, o rodzicach, dzieciństwie, studiach, małżeństwie, rozwoju kariery, ciężarze popularności, zwłaszcza tej z czasów Teya i telewizji. Stale przewija się wątek alkoholu. Straszne to były czasy, w których za punkt honoru uważało się wypicie z kimś kielicha. I takich ludzi przewijało się wciąż mnóstwo, a Smoleń nie zawsze miał na to picie ochotę i zdrowie. Niezwykle interesująca jest opowieść o Kabarecie Tey. O relacjach między jego członkami, o apodyktycznym, despotycznym i bezkompromisowym Laskowiku, maratonach koncertów, które wykańczały fizycznie i psychicznie. O gonitwie za pieniądzem i pułapkami rosnącej popularności. Smoleń wspaniale opowiada o atmosferze, klimacie PRL. Doskonale cieniuje nastroje wówczas panujące. To nie był czarno-biały świat składający się tylko z partii i „Solidarności”. Cała rzesza artystów, nie tylko kabaretowych, oraz odbiorców ich sztuki tworzyła ogromną paletę odcieni pomiędzy tymi punktami granicznymi. Smoleń opowiada też o karierze po Teyu: inne formacje kabaretowe, flirt z disco polo, występy dla dzieci, rola listonosza Edzia w „Świecie według Kiepskich”, wreszcie przeprowadzka do Baranówka i założenie Fundacji Stworzenia Pana Smolenia. Są też straszne i smutne wątki z życia wzięte: samobójstwo syna i żony, nieudane drugie małżeństwo, choroby, starość, niemoc. Smoleń opowiada o wszystkim barwnie, bogato i zupełnie serio. Niczego nie grał, wreszcie mógł być sobą. Całość dopełnia galeria zdjęć, a zubaża sporo literówek, błędów interpunkcyjnych i nawet jeden ortograficzny („nikt wam nie karze pracować”).
Mister Oizo - awatar Mister Oizo
ocenił na 7 1 rok temu
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji Igor T. Miecik
14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji
Igor T. Miecik
"14:57 do Czyty. Reportaże z Rosji" Autor: Igor T. Miecik. Moja ocena: 8/10. "14:57 do Czyty" to zbiór reportaży, które w zwięzły, ale niezwykle treściwy sposób ukazują rzeczywistość współczesnej Rosji. Igor T. Miecik doskonale radzi sobie z oddaniem klimatu miejsc, które opisuje, a jego styl jest przystępny i wciągający. Autor nie tylko prowadzi nas przez różne zakątki tego ogromnego kraju, ale przede wszystkim ukazuje losy ludzi, którzy w nim żyją, co stanowi główną siłę tej publikacji. To właśnie człowiek jest w centrum reportaży Miecika. Autor z wyczuciem opisuje zarówno codzienne życie zwykłych obywateli, jak i historie jednostek w ekstremalnych sytuacjach. Każdy reportaż jest pełen emocji i detali, które sprawiają, że opisywane wydarzenia stają się bliskie czytelnikowi. Dzięki temu łatwo można się zanurzyć w rzeczywistości, która na pierwszy rzut oka może wydawać się nam odległa i obca, a jednak, za sprawą pióra Miecika, staje się zrozumiała i angażująca. Język autora jest lekki, choć opisywane tematy często dotykają trudnych i złożonych zagadnień. Zwięzłość książki, zamiast być jej wadą, działa na jej korzyść – każda historia jest przemyślana, dopracowana, bez zbędnych opisów i dygresji. Miecik nie stara się udziwniać rzeczywistości, ale pokazuje ją taką, jaka jest – brutalną, pełną kontrastów, a czasem wręcz surrealistyczną. Cennym elementem książki jest właśnie ten ludzki aspekt, który przewija się w każdym z reportaży. Miecik nie tylko opisuje Rosję jako kraj, ale też jako przestrzeń pełną ludzkich dramatów, marzeń i dążeń. To właśnie dzięki temu podejściu "14:57 do Czyty" staje się publikacją żywą, poruszającą, a zarazem otwierającą oczy na skomplikowaną rzeczywistość współczesnej Rosji. Podsumowując, książka Igora T. Miecika to wartościowa pozycja dla wszystkich, którzy interesują się Rosją i jej współczesnymi realiami. Choć nie jest to długa lektura, to dzięki bogactwu zawartych w niej historii pozostaje w pamięci na długo. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Polecam! ** 22:51 * 25.02.2025 * 19/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na 8 1 rok temu
Londyńczycy Ewa Winnicka
Londyńczycy
Ewa Winnicka
Obrazki z życia polskiej emigracji osiadłej po II WŚ na Wyspach. Opisy treści dostępne w necie i pierwszy rozdział mogą sugerować, że reportaż to swego rodzaju „historia nieznana”, biografie zwykłych Polaków, którzy mimo udziału w wojnie nie zapisali się w annałach i na emigracji wiedli przeciętny żywot i którzy wreszcie dostali szansę, by opowiedzieć o swoich losach. Niestety, podczas lektury szybko okazuje się, że treść książki rozmija się z oczekiwaniami. Jest parę reportaży o emigrantach i ich potomkach, lecz znaczną część poświęcono historiom przemaglowanym już wzdłuż i wszerz przez dziennikarzy i historyków piszących o londyńskiej emigracji – kontrowersyjnemu życiu prywatnemu generała Andersa, skandalom związanym z „opieką” nad złotem NBP, wojenkom emigracyjnych polityków. Autorka zawarła również biografię księcia Kentu, któremu zdecydowanie na wyrost przypisała szczególne propolskie sympatie. In minus był też dla mnie narracyjny bałagan, czasem trudno się było połapać w chronologii zdarzeń. Zaczynam się już przyzwyczajać, że wydawnictwo Czarne wybiera do publikacji takie reportaże, które wyglądają jak wersje robocze, a nie gotowe teksty. Jak dla mnie zmarnowany potencjał. Podejrzewam, że te 15 lat temu autorka łatwo mogła znaleźć więcej osób, które byłyby skłonne podzielić się opowieściami o życiu na emigracji czy dorastaniu w mieszanych, polsko-brytyjskich rodzinach.
Vampiress - awatar Vampiress
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Droga 66 Dorota Warakomska
Droga 66
Dorota Warakomska
Druga książka o drodze 66 jaką ostatnio przeczytałem, więc siłą rzeczy trochę porównam z pierwszą. Książka Artura Owczarskiego ( https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5055283/droga-66-droga-matka-o-historii-legendzie-podrozy ) była przewodnikiem bardziej "do podróży" i o podróży, ta tutaj jest bardziej o ludziach spotykanych podczas podróży... i jest to też ciekawe, owszem, ale jako przewodnik może trochę mniej przydatne... co nie znaczy że nie znalazłem tu przydatnych dla siebie informacji (np. Oklahoma CIty - co najmniej dwa dni przeznaczyć, zanotowałem ;) ), albo że i owszem, bardzo chciałbym zobaczyć na żywo Gallup Intertribal Indian Ceremonial, a odbywa się to na początku sierpnia, więc to też jakośtam ustawia podróż czasowo inaczej niż sobie wyobrażałem chyba ;) No ale wracając do książki: właściwie to dobrze, że to nie była kalka z Owczaskiego (a raczej odwrotnie, bo ta jest starsza) i właściwie oceniam ją też dosyć wysoko. Absolutnie nie była dla mnie ani nudna ani nużąca, ani nie uważam że brak w niej pasji. Jest pasja, tylko do ludzi chyba większa niż do podróży, co w przypadku poradnika na temat podróży jest może takim małym minusikiem ;) Cytat jaki zaznaczyłem będzie natomiast ciekawostką nie związaną szczególnie z podróżą, ale zostawiam go sobie, bo mi się może przydać do innych dyskusji ;) "Richard Dieter, dyrektor Centrum Informacji na temat Kary Śmierci - badawczej organizacji non profit - dowodził, że nawet w bardzo „efektywnym” systemie teksańskim koszty szacuje się na dwa-trzy miliony dolarów na jednego skazanego. To trzy razy więcej niż kosztowałoby przetrzymanie tego więźnia w separatce przy zaostrzonych środkach bezpieczeństwa przez czterdzieści lat. To tylko jeden z argumentów przeciwko karze śmierci, który sprawia, że społeczne poparcie dla niej w całej Ameryce się zmniejsza (z osiemdziesięciu procent w 1994 roku, do sześćdziesięciu dziewięciu w 2007 roku) i coraz więcej stanów z niej rezygnuje (już czternaście zniosło ten rodzaj kary)." (pdf.str. 139) - to tak żeby zmiażdżyć argument że rzekomo kara śmierci pozwala społeczeństwu zaoszczędzić ;) No i koniecznie muszę obejrzeć "Auta" (no i może "Bagdad Cafe") w ramach przygotowania ;) (czytana/słuchana: 11-15.02.2026) 4/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Mój chłopiec, motor i ja

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Mój chłopiec, motor i ja