Mit urody

Okładka książki Mit urody autorstwa Naomi Wolf
Naomi Wolf Wydawnictwo: Czarna Owca Seria: Biblioteka Kongresu Kobiet nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
384 str. 6 godz. 24 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Kongresu Kobiet
Tytuł oryginału:
The beauty myth
Data wydania:
2014-04-02
Data 1. wyd. pol.:
2014-04-02
Data 1. wydania:
2002-01-01
Liczba stron:
384
Czas czytania
6 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375543841
Tłumacz:
Elżbieta Smoleńska
Bestseller i klasyczna pozycja z zakresu myśli feministycznej, która redefiniuje nasze spojrzenie na relacje między pięknem a kobiecą tożsamością.

W dzisiejszym świecie kobiety mają więcej władzy, cieszą się prawnym uznaniem i sukcesami zawodowymi jak nigdy wcześniej. Dzieje się to wraz z oczywistym rozwojem ruchu kobiecego. Mimo to jednak, Naomi Wolf, pisarka i dziennikarka, jest zaniepokojona nowym rodzajem społecznej kontroli, który, jak wskazuje autorka, może się okazać równie ograniczający jak tradycyjny wizerunek kobiety jako gospodyni domowej i żony. To mit piękna, obsesja cielesnej perfekcji, więzi współczesną kobietę w nieskończonej spirali nadziei, samoświadomości i nienawiści do samej siebie, gdy stara się ona spełnić to, co niemożliwe: społeczną definicję „nieskazitelnego piękna”.

„Mocne… żadna inna książka nie przedstawiła w tak bezpośredni sposób dezorientacji świetnie wykształconych kobiet, które czują się emocjonalnie i fizycznie torturowane przez konieczność wyglądania jak gwiazda filmowa”. – New York Times.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mit urody w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mit urody



5855 93

Oceny książki Mit urody

Średnia ocen
7,2 / 10
238 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2418
510

Na półkach: , , ,

Przerysowana, tak. Nie koniecznie wprost przekładająca się na polskie realia, to również. Ale jednocześnie szalenie wymowna i niepokojąca na skutek powoływanych w niej dowodów popierających twierdzenia autorki.
Nie jestem miłośniczką spiskowej teorii dziejów, ale nawet wątpiąc w celowość działań związanych z tworzeniem i ewolucją mitu urody, bo skłaniam się raczej, ku twierdzenia, że jest powodowany chęcią zysku, i tak jest to zatrważające, a w pewnym sensie i smutne. Autorka stawia tu pytania, na które odpowiedzi winny być oczywista: "Kim jest kobieta? Czy jest tym, co z niej uczyniono? Czy kobiece życie i doświadczenie mają wartość? Czy po​win​na się za nie wstydzić? Co ta​kie​go wspaniałego jest w młodym wyglądzie?". Niestety zastanawiając się nad nimi w naszej rzeczywistości dochodzimy do zupełnie innych wniosków i odpowiedzi. Pytanie tylko, czy będziemy miały na tyle instynktu samozachowawczego żeby zacząć doceniać to co rzeczywiście ma wartość, nie postrzegać innych kobiet jako wrogów i nie skupiać się na gonieniu króliczka, bo w tym przypadku w gonitwie tracimy to co na prawdę ważne.

Przerysowana, tak. Nie koniecznie wprost przekładająca się na polskie realia, to również. Ale jednocześnie szalenie wymowna i niepokojąca na skutek powoływanych w niej dowodów popierających twierdzenia autorki.
Nie jestem miłośniczką spiskowej teorii dziejów, ale nawet wątpiąc w celowość działań związanych z tworzeniem i ewolucją mitu urody, bo skłaniam się raczej, ku...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1906 użytkowników ma tytuł Mit urody na półkach głównych
  • 1 554
  • 318
  • 34
157 użytkowników ma tytuł Mit urody na półkach dodatkowych
  • 77
  • 30
  • 16
  • 10
  • 9
  • 9
  • 6

Tagi i tematy do książki Mit urody

Inne książki autora

Naomi Wolf
Naomi Wolf
Amerykańska pisarka, polityczna konsultantka i intelektualistka. Publikując The Beauty Myth stała się wiodącą orędowniczką ruchu nazwanego później trzecią falą feminizmu. Nadal staje w obronie dążeń feministycznych i polityki progresywnej ostatnio szczególnie przekonując, że nastąpiło pogorszenie instytucji demokratycznych w USA. W swojej pierwszej książce The Beauty Myth (Mit urody), która stała się międzynarodowym bestsellerem przekonuje, że „uroda” jest wartością normatywną i jest jedynie konstruktem społecznym, którego zawartość determinowana jest przez patriarchat, którego celem jest reprodukcja swojej hegemonii.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Mit urody przeczytali również

Jak przestałem kochać design Marcin Wicha
Jak przestałem kochać design
Marcin Wicha
Poszłam za ciosem. Od razu po skończeniu "Prostych rzeczy" zaczęłam czytać tę książkę, bo nie mogłam się nasycić pisarstwem Wichy. Teraz zachodzę w głowę z wielu "dlaczego?" i "jak to?". Książkę kupiłam kilka miesięcy temu i nawet ją zaczęłam, ale z jakiej przyczyny przerwałam, nie wiem. Może dlatego, że ....JEST.... [Rozkminiam] - źle napisana, bo bez dbałości o kropki, przecinki i całą interpunkcję, do której przywiązuję (za) dużą uwagę? - zbudowana z treści zrozumiałych tylko dla branży od architektury, dizajnu i innych takich i niczego nie da się w związku z tym zrozumieć, gdy się jest nieobeznanym w temacie laikiem? - nie ma w niej smakowitych nawiązań do literatury, ale tyle, żeby treści nie stały się nudziarskim zbiorem cytatów sklejonych tytułem lub głęboko ukrytą myślą autora? - nie ma w niej wspomnień z przeszłości, które pielęgnuję w sobie jako pamiątkę po czasach dawno minionych? - srogo poważna, nadęta albo z rozdmuchanym patosem, którym ziewam do bólu szczęķ? - nie wywołuje napadu śmiechu lub chichotów w zabawnych momentach, a potem wzruszenia, bo każdy by się rozpłakał czytając ten fragment tekstu? - bez polotu, bez myśli przewodniej, bez ładu i składu i zwyczajnie bez sensu? - jest daleka od tego, co lubię czytać, czyli dobrego pisarstwa? - nadaje się do skupu makulatury lub innego składowisko epapieru z ebooków? - pominięta przez innych literatów, którzy z powodu branżowej zazdrości krytykowali ten zbiór od tytułu do ostatniej puenty? - festiwalem ziewania z nudów, bo dobra książka bez trupa znalezionego nad rzeką , to "jedna wielka porażka". - kandydatką do konkursu na nudę, bo nawet trupów szafie nikt nie znajdzie, a zatem szkoda czasu i atłasu. - jak podręcznik z suchymi faktami bez jajcarstwa, przekory, poczucia humoru, przymrużenia oka, błyskotliwych podsumowań, czyli:"zieeew". Odpowiedź i zakończenie będzie krótkie: NIE JEST. Dalej nie rozumiem, dlaczego nie skończyłam tej książki zaraz po kupieniu. Reszta mojego przekazu w domyśle :)
xymenka - awatar xymenka
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Wszyscy powinniśmy być feministami Chimamanda Ngozi Adichie
Wszyscy powinniśmy być feministami
Chimamanda Ngozi Adichie
Nie spodziewajcie się grubej i ciężkiej tematycznie książki. Proponowana propozycja to esej, przepełniony doskonałymi argumentami skłaniającymi do refleksji nad feminizmem. Czytam i pogłębiam wiedzę z tego zakresu, ale tak po prawdzie tylko prace Agnieszki Graff czyta się dość lekko, brak w nich drętwych akademickich mądrości. Są dla wszystkich. I oto wpada w moje ręce, ta cieniutka książka i... jestem zachwycona. Autorka na konkretnych przykładach pokazuje problemy z przestrzeganiem równości płci, kwestii rasowych i tolerancji. Pokazuje nam, że nie tylko w krajach afrykańskich (czyli w tzw. trzecim świecie) pracujące kobiety zarabiają mniej od mężczyzn na tych samych stanowiskach. To dzieje się też w Stanach Zjednoczonych i Polsce. Problem pojawia się na każdym kontynencie. Chimamanda Ngozi Adichie ukazuje nam mechanizm kulturowy, który doprowadza do ciągłego stosowania tych dyskryminacji - różne traktowanie dzieci odmiennych płci. Dziewczynki są delikatne, a chłopcy silni i nie mogą płakać. Te wszystkie stereotypy pokazywane są nam na przykładzie sytuacji z rodziny i przyjaciół Autorki. W pierwszej chwili wydają nam się przerysowane, wyolbrzymione... Tylko w pierwszej chwili, po zastanowieniu widzimy, że podobne zachowania pojawiają się na naszym podwórku. Polecam tą książkę każdemu - w prosty sposób pokazuje nam mechanizmy rządzące kulturą i naszymi zachowaniami w środowisku. W lekki, ale nie lekceważący. Dlatego książka sprosta różnym odbiorcom.
Apo - awatar Apo
ocenił na 8 1 rok temu
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna Józef Tischner
Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna
Józef Tischner Dariusz Czaja Ziemowit Szczerek Jan Sowa Filip Springer Hubert Francuz Marta Urbańska Monika Kozień Marta Miskowiec Marcin Smerda Jan Sowa
Made in Polonicum Czytając takie pozycje jak „hawaikum - w poszukiwaniu istoty piękna” nie sposób przeoczyć walorów estetycznych, zważywszy na jej znakomite wydanie. Począwszy od fotomontażu na okładce, przez gigantyczną ilość wysokojakościowych fotografii, które zajmują niemal połowę publikacji, aż po przejrzyście i sensownie zaprojektowane wnętrze — należy przyznać, że Wydawnictwo Czarne utrzymuje wysoki poziom swoich opracowań. Pod redakcją m.in. prof. Agaty Pankiewicz (wykładającej na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie) zebrano jedenaście esejów jedenastu różnych autorów z pogranicza sztuki, filozofii, historii oraz dziennikarstwa wszechstronnie pochylających się nad rodzimą egzotyką z importu. Książka ta, przeznaczona do czytania i oglądania, stanowi niewielki album nasycony koszmarkami, które tak sprytnie wtopiły się w nasz polski krajobraz i świadomość, że wydają się już ich stałym elementem. Każda wypowiedź podejmuje skomentowanie prowincjonalnej groteski z innej strony i niekoniecznie bezlitośnie. Znaczna większość artykułów odnosi się do niej wyrozumiale, z dystansem. Jedynie w kpiarskim rozdziale „Krytyka wydziaranego rozumu” pióra Marcina Smerdy, który zgryźliwie znęca się nad subkulturą blokowisk, przyrównując dresy do tubylczych ludów i nazywając ich Innymi, wyczuwa się raniący sztylet sarkazmu. Lecz jak pisze we wstępie Filip Springer: „okropna to lektura, ale niezbędna, by zrozumieć manowce, na jakie prowadzi nas takie koślawe skupienie się na Innym zamiast na sobie” (s.46). Filozoficzne wprowadzenie pomnikowym tekstem Józefa Tischnera może być dla niektórych zaskoczeniem, w końcu miało być o łabędziach z opon, o hotelu “Piramida” w Bolesławcu, domach-kostkach czy PGR-ach pomalowanych na jaskrawe barwy. Tropikalny bzik okazuje się mieć korzenie w melancholii. Tischner nazywa ją “sarmacką”, podkreślając swojskość oraz cień pozornej odwagi, z jednoczesną świadomością nadchodzącej porażki. Owa nastrojowość dzieli się na prozaiczną nudę smętnej codzienności i nieustanną tęsknotę do barwnej Utopii, której poszukiwania w części zostają poddane zgodzie na zastane warunki. Kolejne rozdziały poszerzone o taką perspektywę, wydają się następnymi etapami studium nad fantazmatycznym podejściem do upiększania przestrzeni, z podkreśleniem tęsknoty do jakiegoś nieosiągalnego absolutu. Tak oto, pochylając się nad brutalną architekturą realnego socjalizmu, który opanował polskie wsie, zasiewając krajobraz betonowymi domami z płaskim dachem, nie można przeoczyć inwencji mieszkańców w wyborze obłędnych pigmentów. To „jaskrawe kolory malowane w skali domów” jak pisze Marta Urbańska, omawiając agresywne barwy fasad budynków mieszkalnych na przykładzie obrazu Witkacego “Marysia i Burek na Cejlonie”. Ten drobny manewr jest oswobodzeniem spod dogmatu wszechobecnej szarości i sprzeciwem wobec kontynuacji codziennego banału. Podobnie ma się sytuacja z ogrodami, w których irracjonalne zabiegi estetyczne powołują do życia bajkowe scenografie, jak wspomniane wyżej, moje ulubione łabędzie z opon, gipsowe postumenty papieża wśród krasnali i jelonków czy wreszcie nieszablonowe żywopłoty stylizowane na pudle albo drzewka bonsai. Zresztą, nie tylko na wsi można wypatrzeć tę potrzebę egzotyki, której uosobieniem jest instalacja Joanny Rajkowskiej na rondzie gen. Charles’a de Gaulle’a w Warszawie. Podróżując po Polsce podobne palmy można znaleźć w przydrożnych zajazdach, będących przykładem brawurowego eklektyzmu w wydaniu przeskalowanych muchomorów, dobudówek w formie wieży z blankami, samolotów z demobilu pod banerem “Miami Laguna” czy niektórych domach weselnych w postaci neodworów. Kuszące tropiki szepczą nie tylko przez plastikowe daktylowce czy parapetowe orchidee i kaktusy, to niezaspokojenie rozbrzmiewa, chociażby w egipskim wystroju baru z zapieskami. O historii magnetyzmu ciepłych krajów możemy przeczytać w dowcipnym rozdziale Ziemowita Szczerka, który przytacza enigmatyczną opowieść o próbach skolonizowania przez rodaków zamorskich obszarów. Rozmyśla również nad Polską, która teoretycznie posiada kolonie, szczególnie uwiodła mnie wizja fiata cinquecento, zaparkowanego w buszu albo szyldy z odzieżą na wagę w orientalnym słońcu. Tsunami fantazji w wolności twórczej, nawet jeśli ma być brakiem umiaru i naiwną wrażliwością, nadal będzie trwać w naszej przestrzeni. Bo sztuka powinna być inkluzywna, nawet ta podwórkowa, jak mówił Hasior: „Proszę w tym domu nawet nie wymawiać słowa kicz. Nigdy! (...) To wyraz arogancji, oceny z pozycji salonów, zadufania. Słowo, które obraża, dyskwalifikuje, A co dyskwalifikuje? Zjawiska cudowne, najbliższe ziemi, wyrastające z potrzeby piękna. (...) prywatne światy (...) głośno mówiące do przechodnia, któremu ofiarują tę swoją wizję piękna".
Kaś - awatar Kaś
ocenił na 8 3 lata temu
Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka Marta Zaraska
Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka
Marta Zaraska
Trochę dałam się nabrać, bo myślałam, że to pozycja zwłaszcza dla osób na diecie roślinnej. A jednak autorka co rusz pisze, że MY CHCEMY JEŚĆ MIĘSO, TAKIE SĄ POWODY, PRZEZ KTÓRE TO ROBIMY... No nie wiem, co robi autorka (wiem tyle, że nie trzyma się ściśle zasad, w które chyba - zgodnie z tą książką - wierzy), ale ja raczej czułam się dziwnie, gdy były mi wciskane w usta słowa, których nie powiedziałam od blisko 10 lat. W książce pojawia się wiele trafnych spostrzeżeń, garść wiedzy z badań itd., ale ostatecznie stawiana jest tu teza, której ja okropnie nie lubię, czyli DOGADZAJ LUDZIOM, UŁATWIAJ IM ŻYCIE, TWÓRZ SZTUCZNE MIĘSO, BO INACZEJ SIĘ NIE ZMIENIĄ. No okej, ja nadal wierzę, że ludzie kiedyś dojdą do moralnych wniosków, a nie, że potrzebują substytutu mięsa za tysiące dolarów, by mogli chociaż przemyśleć ograniczanie tego krwawego precedensu. Bez tego nadal będziemy mieć przed sobą rzesze ludzi, których przerasta nawet prosty w swoich zasadach system kaucyjny (i to tylko dlatego, że czegoś od nich wymaga!). Moim zdaniem w "Mięsoholikach" obrywa się zwłaszcza wegetarianom, bo autorka kilkukrotnie przywołuje badania twierdzące, że większość wegetarian JADŁO MIĘSO W OSTATNIM TYGODNIU (????????). Ja na szczęście takich jeszcze nie poznałam, ale powtarzanie tego kilkukrotnie zdaje się usprawiedliwiać jedynie autorkę, nie podziała przecież motywująco na tych, którzy zdecydowali się na zmianę. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że istnieją ludzie, którzy nie czują pokusy, nie traktują po prostu zwierząt na równi z ziemniakami. Nie są dla mnie jedzeniem. Ponieważ autorka przywołuje tu przykład umami, od razu dodam, że jak 10 lat temu powiedziałam, że przechodzę na wegetarianizm to wszyscy się śmiali, bo byłam tak zapalonym mięsożercą i potrafiłam się czepiać całej rodziny, że od 3 dni nie było kotleta na obiad. Moja mama to wręcz płakała ze śmiechu. Jednocześnie od momentu podjęcia tej decyzji nie czułam pokusy ani razu, by włożyć mięso do ust. Wolałabym, żeby z tej książki ktokolwiek wywnioskował, że z powodów moralnych da się być wegetarianinem lub weganinem na całego i nie myśleć o mięsie w kategoriach jedzenia. Nie pamiętam jednak, by padły tu jakiekolwiek pochwały dla ludzi, którzy mają zasady i się do nich stosują.
muzyczkaxd - awatar muzyczkaxd
ocenił na 6 14 dni temu
Myśl to forma odczuwania. Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem Susan Sontag
Myśl to forma odczuwania. Susan Sontag w rozmowie z Jonathanem Cottem
Susan Sontag Jonathan Cott
Z moich poprzednich doświadczeń wiedziałam, że cokolwiek Sontag napisała, będzie dobre. Tym razem padło na wywiad z nią o cudownym tytule: Myśl to forma odczuwania. To jest dosłowny cytat z jej wypowiedzi, która w szerszym kontekście odnosi się do słów o literaturze z perspektywy płci. Jej przemyślenia wybiegają o wiele dalej niż proste stwierdzenie, że literatura może się różnić, ale nie musi, w zależności od tego, kto ją pisze. Sontag wyjaśnia też dlaczego, że to przez kwestie społeczne i kulturalne, a nie różnice biologiczne. Kontekstów w tej rozmowie jest o wiele więcej. Jonathan Cott zadaje pytania ciekawe i szerokie. Wywiad pierwotnie opublikowano w magazynie Rolling Stone w 1978 roku, ale nie cały. Dopiero w książce znalazły się kompletne wypowiedzi autorki, które w tej formie po raz pierwszy ukazały się w 2013 roku. 🤔 Rozmowa o życiu i umieraniu Rozmowę zaczynają od jej esejów o chorobie. Czasami wspominają także inne jej teksty, czasami zaś rozmawiają po prostu. Sporo jest o tym, jak Sontag pisze – o jej nawykach, o postrzeganiu feminizmu. Ciekawe są rozważania o rozłącznym traktowaniu uczuć i myśli, do czego, jak wspominałam, nawiązuje tytuł tej książki. Podoba mi się jak mówiła o agresji, która jest “wpisana w rytm życia”, a jednak dzisiaj postrzegana jako coś złego. Podoba mi się też, że mówiła o sobie, że: “czyta jak inni oglądają telewizję”. Sontag pozwalała literaturze pracować w nieświadomości. Nie nadawała czynności czytania jakichś magicznych, czy patetycznych właściwości. Sobie zresztą też nie. Mówi: “wiem dużo mniej, niż wielu ludzi sądzi”. Jest też o nihilizmie, o innym odbieraniu literatury w zależności od momentu, w którym się ją czyta, o tym, jak się myśli i że książka jest formą przestrzenną. 🤔 Od nieformalnej strony Forma wywiadu sprawia, że poznajemy autorkę prawdziwą, od nieformalnej strony. Nie wystylizowaną w tekstach, nie zredagowaną. Przy czym, w obszernym wstępie z krótką biografią i kilkoma wspomnieniami autora wywiadu dowiadujemy się, że Sontag mówiła bardzo precyzyjnie, całymi akapitami. To musiała być niezwykła osoba, fascynuje nawet po latach. Myśl to forma odczuwania to jedna z książek, przy których czytaniu zauważam, jak wiele jeszcze się muszę nauczyć, przeczytać. Ile rzeczy lepiej kojarzyć, odważniej łączyć kropki oraz pogłębić myślenie i podejście. Wywiad z Sontag sprzed kilkudziestu lat, niby nie nowy, a jednak świeży i aktualny. Niby krótki, a jednak porusza wiele zagadnień, które zostaną ze mną na dłużej.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 2 lata temu
Piękny styl Steven Pinker
Piękny styl
Steven Pinker
Steven Pinker, profesor kognitywistyki i językoznawstwa, wcześniej znany mi choćby z książki "Jak działą umysł", podejmuje się w "Pięknym stylu" misji odświeżenia poradników stylu i języka. Chce pokazać, jakie reguły stylistyczne naprawdę pomagają w efektywnej komunikacji, a które są przesądami lub „świętymi krowami” tradycji pisarskiej. Stara się przy tym połączyć empiryczne badania z praktycznymi wskazówkami, a także odwołania do historii i rzeczywistego użycia języka. Jednym z kluczowych założeń książki jest promowanies stylu klasycznego jako celu pisarskiego. Pinker podkreśla, że taki styl symuluje rozmowę, angażuje czytelnika i prowadzi go w świat przedstawiony tekstu, przeciwdziała językowi urzędniczemu, akademickiemu, biurokratycznym bzdurom i korporacyjnemu „bełkotowi”. Jedna z centralnych koncepcji książki określona zostałą przez autora jako przekleństwo wiedzy. Wielu piszących ma trudność z przewidzeniem, jaki jest wyjściowy zakres wiedzy czytelnika. W konsekwencji nadużywają żargonu, skrótów, pojęć niejasnych dla odbiorcy. Pinker argumentuje, że jednym ze sposobów na uniknięcie tego błędu jest przemyślane redagowanie tekstu, testowanie go na odbiorcach podobnych do tych, dla których jest przeznaczony. Pinker wprowadza metafory pomagające zrozumieć strukturę języka: "struna" — linia słów jak w mowie i zapisie, "drzewo" — struktura syntaktyczna (jak idą zdania, frazy), "sieć" — sieć znaczeń, asocjacji, implikacji, które tekst buduje w umyśle czytelnika. Ponadto autor stara się odróżnić to, co jest tradycyjną regułą, często pozbawioną uzasadnienia, od tego, co realnie w języku działa — co poprawia komunikację, klarowność, lekkość. Unika zdecydowanie tonu moralizatorskiego. Książka zawiera liczne przykłady tekstów dobrych i złych, diagramy zdań, humorystyczne obserwacje, co w mojej opinii jest największym jej plusem. Pinker świetnie łączy wymogi klarowności ze zrozumieniem dla czytelnika; dużo miejsca poświęca temu, by autor umiał „wejść w buty” odbiorcy. Nawet jeśli nie wszystkie informacje zawarte w książce uda się zapamiętać, to rozwija ona świadomość językową — np. co to znaczy, że coś jest trudne do zrozumienia, dlaczego pewne struktury są bardziej czytelne dla umysłu itp. Niektóre rozdziały (np. ten o drzewie, strunie i sieci) wydają mi się jednak zbyt "techniczne", długaśne i męczące, szczególnie dla czytelnika, który szuka tylko prostych wskazówek pisarskich. Czasem więc Pinker sam robi coś, przed czym przestrzega — zbytnio komplikuje! Ponadto - choć stara się zachować naukowe podejście i bazować na praktycznym doświadczeniu, to od czasu do czasu dokonywany przez niego wybór przykładów „dobrego stylu” odzwierciedla dość konserwatywne, klasyczne gusta (np. literatury popularnonaukowej, eseju), mniej zaś eksperymentalną prozę, poezję, teksty kultury popularnej. To rodzi pytanie, czy proponowany styl klasyczny jest jedynym wartym uwagi. Należy też wziąć pod uwagę, że wskazówki, które są idealne dla tekstów naukowych, eseistycznych czy popularnonaukowych, mogą się mniej nadawać do tekstów kreatywnych, reklamowych czy literackich, gdzie celem bywa zabawa językiem, przesunięcie granic, metafora, rytm — a czasem celowe łamanie reguł. Pinker to oczywiście dostrzega, ale tego typu wyjątki nie zostały omówione w książce. Dlatego wydaje mi się książka ta faktycznie posłużyć może jako poradnik dla osób piszących non-fiction, eseje, artykuły, teksty popularnonaukowe i akademickie. Wówczas faktycznie może pomóc poprawić klarowność, przekaz, uniknąć żargonu, lepiej organizować myśli. Pozwala interesująco zrozumieć "dlaczego" coś działa, a coś nie — nie tylko, co robić, ale co się dzieje w umyśle czytelnika. Podsumowując, jest to jedna z najbardziej przekonujących i świeżo napisanych książek-poradników o stylu, jakie się ukazały w ostatnich dekadach. To nie jest poradnik „na skróty”, ale raczej dogłębne studium języka pisanego z perspektywy kognitywistyki, historii i praktyki pisania. Transparentność, empatia względem czytelnika oraz chęć obalenia niektórych mitów o poprawności językowej to jej główne zalety. Jeśli miałabym podsumować jednym zdaniem: kto naprawdę chce pisać lepiej — tak, by być zrozumianym, by przekazywać idee jasno, pięknie i z empatią — znajdzie w tej książce ogrom inspiracji i konkretnej wiedzy. Ale książka wymaga zaangażowania i refleksji; nie jest to lekka lektura „na plażę”.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory Susan Sontag
Choroba jako metafora. AIDS i jego metafory
Susan Sontag
Z żalem muszę przyznać, że jestem tą książką nieco rozczarowana, zwłaszcza pierwszym esejem o gruźlicy i raku. Autorka stawia w nim kilka tez i z niektórymi nie mogę się zgodzić, choć bardzo się staram dostrzec jej perspektywę. O ile romantyzacja gruźlicy w sztuce faktycznie miała miejsce, to już trudno mi znaleźć przykłady na stygmatyzowanie osób chorych na nowotwór – a to właśnie zjawisko stanowi jedno z głównych założeń tego eseju. Sontag próbuje wykazać, że rak jest poniekąd kontynuatorem mitu gruźlicy, przy czym ma znacznie od niej gorszy PR. Chorzy ukrywają go przed pracodawcami i bliskimi, bliscy i lekarze – przed chorymi. Zamiast słowa „nowotwór” używa się eufemizmów („długa i ciężka choroba”). I z tym wszystkim się zgadzam, ale nie mogę tu dostrzec obarczania winą chorych czy ich gorszego traktowania – raczej strach i niewiedzę. Obecnie choroba nowotworowa uchodzi za karę bożą być może w jakichś wąskich grupach religijnych, ale jeśli nawet, to jest to raczej zjawisko marginalne. Czy w latach 70-tych było inaczej? Nie wiem, ale w literaturze i w kinie nie znajduję na to dowodów. Esej o AIDS już bardziej do mnie trafia. Należy oczywiście wziąć pod uwagę postęp medycyny – spora część podawanych informacji jest nieaktualna. Jeśli natomiast chodzi o kontekst moralny, to w przypadku HIV i AIDS rzeczywiście jeszcze dziś możemy się spotkać z narracją o „karze za grzechy”, „pladze”, „gniewie bożym” czy „wirusie stworzonym w laboratorium, który wymknął się spod kontroli”. Szczególnie ciekawe jest czytanie tego eseju po doświadczeniach covidowych – niektóre atawistyczne lęki i stare teorie spiskowe pozostają wiecznie żywe. Nigdy też nie zabraknie polityków czy korporacji, którzy zrobią z nich użytek.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na 6 16 dni temu
Szwecja czyta. Polska czyta Katarzyna Tubylewicz
Szwecja czyta. Polska czyta
Katarzyna Tubylewicz Agata Diduszko-Zyglewska
Książka jest napisana ciekawym zabiegiem. Dopiero po przeczytaniu części o Szwecji odkryłam, że pochodzi z 2015 roku, więc informacje o polskim czytelnictwie są już nieaktualne. Ogólnie książka jest momentami przydługa. Rozumiem, że autorka chciała dać rozmówcom przestrzeń, co jest cenne, ale przez to niektórzy byli chwilami przytłaczający i powtarzali się z wcześniejszymi rozmówcami. Część o Szwecji czytało mi się bardzo sprawnie, bo nie znam tamtejszego rynku ani wydawnictw, więc była to dla mnie świeża i ciekawa perspektywa. Z kolei część o Polsce była szczegółowa, ale zabrakło mi w niej tego szerokiego podejścia, które pojawiło się wcześniej. Nie wiem, czy to kwestia naszej polskiej mentalności i większego zamknięcia, czy po prostu trudno było dobrać podobnych rozmówców ze względu na inną strukturę osób związanych z czytelnictwem i bibliotekami. Myślę, że moje największe niezrozumienie tej książki wynika z tego, że dużo czytam, ale nie znam branży wydawniczej ani mechanizmów, które nią rządzą. Przez to wiele rzeczy, o których mówili rozmówcy, nie było dla mnie jasnych, a sporo wątków zostało jakby powiedzianych „między wierszami”. To tworzyło poczucie, że część ważnych rzeczy została zostawiona w domyśle. Mimo to cieszę się, że mogłam spojrzeć na ten świat z perspektywy sprzed dziesięciu lat. Brakowało mi jednak podsumowania od autorki i jej własnych wniosków po przeprowadzeniu tych rozmów, bo pomogłoby to domknąć całość. W książce bardzo mocno czuć różnicę energii rozmówców. W Szwecji było widać duże wsparcie lokalne i polityczne dla bibliotek, a także ogromną chęć do działania i inicjatywy wśród ludzi. W polskiej części rozmówcy częściej obwiniali kogoś za to, że sytuacja nie wygląda lepiej. Było mi to przykro czytać, bo ostatnio dużo działam z książkami i bibliotekami, i niestety często widzę podobną atmosferę. Wchodzę do biblioteki i mam ochotę od razu wyjść, bo niektóre osoby pracujące tam są tak odpychające, że trudno chcieć je wspierać. I wtedy zadaję sobie pytanie, dlaczego ja mam być miła i zaangażowana, skoro druga strona patrzy na mnie wilczym okiem.
Matimajczyta - awatar Matimajczyta
oceniła na 6 3 miesiące temu
To zmienia wszystko Naomi Klein
To zmienia wszystko
Naomi Klein
Książka (opublikowana w 2014 roku) stała się manifestem dla aktywistów, intelektualistów i liderów społecznych, którzy dostrzegają w zmianie klimatu nie tylko zagrożenie, ale i szansę na gruntowną przemianę społeczną. Klein nie tylko analizuje przyczyny katastrofy ekologicznej, ale także wskazuje na głębokie powiązania między neoliberalnym kapitalizmem a degradacją środowiska. Autorka twierdzi, że zmiana klimatu nie jest przypadkowym efektem ubocznym działalności człowieka, ale konsekwencją dominującego modelu gospodarczego. Zgodnie z jej analizą, kapitalizm, z jego obsesją na punkcie nieustannego wzrostu, konsumpcji i eksploatacji zasobów naturalnych, jest głównym sprawcą kryzysu. Autorka zauważa, że zmiana klimatu nie jest tylko problemem technicznym, ale jest głęboko zakorzeniona w strukturach politycznych i ekonomicznych, które muszą zostać zreformowane, aby możliwe było skuteczne działanie na rzecz ochrony środowiska. Klein krytykuje neoliberalne podejście do polityki klimatycznej, które polega na poszukiwaniach "rozwiązań rynkowych", takich jak handel emisjami czy inwestycje w zielone technologie, które często są wykorzystywane do utrzymania status quo. Autorka wskazuje, że takie podejście nie prowadzi do rzeczywistej zmiany, lecz pozwala korporacjom i rządom na kontynuowanie działań szkodliwych dla środowiska pod przykrywką działań proekologicznych. Jednocześnie podkreśla znaczenie społeczeństwa obywatelskiego i ruchów oddolnych w walce ze zmianą klimatu. Przykłady takich inicjatyw, jak protesty przeciwko wydobyciu ropy czy blokady infrastruktury energetycznej, pokazują, że to właśnie aktywizm społeczny może stanowić skuteczną odpowiedź na kryzys. Autorka zwraca uwagę na rolę młodzieży, ludów tubylczych i innych grup społecznych, które często są najbardziej dotknięte skutkami zmian klimatycznych, ale jednocześnie prowadzą najbardziej efektywne działania na rzecz ich przeciwdziałania. Klein krytycznie odnosi się do propozycji technologicznych, które mają na celu "naprawienie" środowiska, takich jak geoinżynieria czy rozwój technologii CCS (wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla). Autorka uważa, że takie rozwiązania nie tylko są niepewne i kosztowne, ale także odwracają uwagę od konieczności fundamentalnej zmiany w sposobie produkcji i konsumpcji. Zamiast inwestować w niepewne technologie, Klein apeluje o inwestowanie w odnawialne źródła energii, transport publiczny i inne zrównoważone rozwiązania. Mimo pesymistycznej analizy sytuacji, Klein oferuje wizję społeczeństwa, które potrafi stawić czoła kryzysowi klimatycznemu poprzez solidarność, sprawiedliwość społeczną i demokratyczne zaangażowanie. Zachęca do działania na poziomie lokalnym i globalnym, wskazując, że to właśnie oddolne inicjatywy mogą prowadzić do realnych zmian. Jest to książka, która zmusza do autentycznej refleksji nad naszymi wartościami, stylem życia i miejscem w świecie. Klein nie tylko analizuje przyczyny kryzysu klimatycznego, ale także wskazuje na konieczność głębokiej transformacji społecznej i ekonomicznej.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecca Solnit
Mężczyźni objaśniają mi świat
Rebecca Solnit
„Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebeccki Solnit to zbiór esejów poruszających trudne, ale jakże powszechne tematy wykorzystywania kobiet przez mężczyzn, które przybierają różne formy nadużyć i przemocy. Książka zaczyna się od pozornie błahego przykładu z życia autorki, gdzie mężczyzna umniejsza jej dokonaniom w sferze literackiej. Jest przekonany o swojej wyższości intelektualnej i nadrzędności swojego zdania, mimo, że nie ma pojęcia o danym temacie. Autorka pokazuje, jak często mężczyźni są przekonani o swojej racji nad racje kobiece, tylko dlatego, że czują się tą „lepszą”, „mądrzejszą” i „dominującą” płcią. W dalszej części esejów poruszane są tematy innych nadużyć i zbrodni, które miały i mają miejsce na świecie. Książka zawiera sporo statystyk, przemyśleń, opisów mizoginii oraz powszechnej kultury gwałtu. Autorka chce pokazać, jak ważne jest, aby głos kobiecy został usłyszany, żeby w końcu świat skupił się na ofiarach, a nie na usprawiedliwianiu oprawców. Pomimo wielu przygnębiającym faktom i pokazaniu brutalności tego świata, Rebecca widzi również światełko w tunelu. Rewolucja w umysłach już trwa, brew dochodzącego do władzy konserwatyzmu. Siły feminizmu już nie da się zatrzymać, a walka o równe jest w toku. Bardzo podobała mi się ta książka, jest krótka, ale za to bardzo treściwa. Zawiera wszystko co najważniejsze. Nie są to przykłady wyssane z palca, ale opisy prawdziwych zbrodni i nadużyć jakie mają miejsce każdego dnia. Myślę, że jest to dobra lektura dla mężczyzn, aby w końcu zobaczyli pespektywę kobiet. Jak każdego dnia musimy być czujne, aby nie paść ofiarą gwałtu lub innych brutalnych czynów. Polecam tę książkę również kobietom, które może dalej nie do końca są świadome, że niektóre zachowania mężczyzn względem nich, nie są w porządku i nie powinny sobie na nie pozwalać.
Paulina - awatar Paulina
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Druga płeć Simone de Beauvoir
Druga płeć
Simone de Beauvoir
Simone de Beauvoir, publikując w 1949 roku swoje monumentalne dzieło "Druga płeć", stworzyła tekst, który już w chwili premiery stał się kamieniem milowym zarówno dla filozofii, jak i dla myśli feministycznej. Owa dwutomowa analiza kondycji kobiety nie tylko do dziś nie straciła na aktualności, ale wręcz zyskała nowe znaczenia w kontekście współczesnych debat społeczno-kulturowych. "Druga płeć" to nie jest książka, którą się czyta; to książka, która czyta nas samych, obnażając mechanizmy, w których zostaliśmy uformowani. Już sama struktura dzieła zasługuje na szczególną uwagę. De Beauvoir dzieli swoje rozważania na dwie części: pierwsza, bardziej filozoficzno-historyczna, nosi tytuł "Fakty i mity" i stanowi swoiste preludium do właściwej analizy sytuacji kobiety. Druga część, "Dojrzałość kobiety", to już bezpośrednie studium socjologiczne, psychologiczne i antropologiczne. Obie części przenikają się w sposób mistrzowski, ukazując zarówno historyczne uwarunkowania kobiecości, jak i współczesne (dla autorki) przejawy opresji, alienacji i instrumentalizacji ciała kobiecego. De Beauvoir jako filozofka egzystencjalna nie poprzestaje na czysto socjologicznym opisie. Wręcz przeciwnie – jej wywód jest zakorzeniony w myśli fenomenologicznej i heglowskiej. Właśnie w tym kontekście pojawia się jej słynne zdanie: "Nie rodzimy się kobietami – stajemy się nimi". To jedno zdanie, przesiąknięte egzystencjalnym dramatyzmem, jest kluczem do całego dzieła. Kobiecość nie jest bowiem dla de Beauvoir kategorią biologiczną, lecz egzystencjalnym projektem narzuconym przez społeczne, kulturowe i religijne konstrukty. Kobieta nie istnieje jako "Inna" w sensie absolutnym – zostaje zdefiniowana przez mężzyznę jako jego przeciwieństwo, jako alter ego, jako to, czym mężczyzna nie jest, i przez to zostaje zepchnięta w przestrzeń obcości. Autorka z mistrzowską erudycją analizuje mity kobiecości obecne w literaturze, religii, filozofii i nauce. Przechodzi od starożytnych mitów (Ewa, Pandora) po nowożytne reprezentacje kobiety jako anioła domu czy femme fatale. Pokazuje, jak nie tylko mężczyźni, ale także same kobiety internalizowały te narracje, wchodząc w rolę "drugiej płci" jako normy kulturowej. De Beauvoir nie oszczędza nikogo: krytykuje Arystotelesa, Freuda, Balzaca, ale także Marie Bashkirtseff czy Colette, ukazując, jak różne postawy kobiet mogą reprodukować system opresji. Osobny zachwyt wzbudza styl, w jakim de Beauvoir operuje swoim wywodem. To nie tylko filozofia, ale wręcz literatura najwyższej próby. Precyzja językowa idzie tu w parze z emocjonalnym napięciem i intelektualnym rozmachem. Każde zdanie jest jak wyostrzone narzędzie, którym autorka rozcina warstwy kulturowej hipokryzji. Rzadko kiedy eseistyka filozoficzna ma w sobie tyle pasji, zarazem unikając pustego moralizatorstwa. Nie bez powodu "Druga płeć" budziła (i wciąż budzi) kontrowersje. De Beauvoir, pozostając w duchu oświeceniowego racjonalizmu, podważa fundamenty religii katolickiej, tradycyjnej rodziny, a także romantycznej miłości jako instytucji podporządkowania. W jej ujęciu małżeństwo to instytucja wyobcowania, macierzyństwo to rola narzucona, a seksualność – przestrzeń walki o uznanie i autonomię. Nie chodzi tu o potępienie tych wartości samych w sobie, lecz o ukazanie, jak zostały one ukształtowane w ramach patriarchalnego porządku, który kobietę uczynił bytem pośrednim, funkcją, dodatkiem. Należy jednak podkreślić, że "Druga płeć" nie jest manifestem nienawiści do mężczyzn. De Beauvoir pisze z pozycji dialogu, nie odwetu. Jej krytyka jest przenikliwa, ale nie fanatyczna. Dostrzeża, że wyzwolenie kobiet nie oznacza dominacji nad mężczyznami, lecz wspólną emancypację. W tym sensie jej dzieło pozostaje uniwersalne: to nie tylko książka o kobietach, ale o tym, jak być człowiekiem w warunkach nierówności, alienacji i przemocy symbolicznej. Recepcja dzieła była natychmiastowa i burzliwa. Książka została potępiona przez Watykan, uznana za bluźnierczą, zakazana w wielu krajach. Ale jednocześnie stała się lekturą obowiązkową dla całych pokoleń kobiet i mężczyzn, którzy poszukiwali alternatywy dla konserwatywnego modelu społeczeństwa. To dzieło, które nie tylko zmienia myślenie, ale wręcz je inicjuje – niczym nowy akt poznania. Warto także zauważyć, że "Druga płeć" otworzyła drogę dla kolejnych nurtów: feministycznej krytyki literackiej, gender studies, queer theory. Judith Butler, Hélène Cixous, Julia Kristeva – wszystkie te myślicielki zawdzięczają de Beauvoir nie tylko inspirację, ale i fundamenty pojęciowe. Bez niej trudno sobie wyobrazić współczesną humanistykę. Podsumowując, "Druga płeć" to dzieło, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Jest to jednocześnie traktat filozoficzny, analiza kulturowa, rozprawa antropologiczna, a momentami nawet proza poetycka. To książka niepokojąca, wymagająca, ale przez to głęboko wyzwalająca. De Beauvoir nie daje łatwych odpowiedzi, lecz stawia pytania, które każą zrewidować własne przekonania, wartości i role. Zamiast zakończenia można by powiedzieć tylko jedno: kto nie przeczytał "Drugiej płci", ten nie zna jeszcze pełni możliwości, jakie niesie ze sobą myśląca, krytyczna lektura. To książka, która nie tylko przetrwała płomień historii, ale sama stała się źródłem ognia, który wciąż oświetla świat.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie Zofia Zaleska
Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie
Zofia Zaleska
Wznowiona po dziesięciu latach książka Zofii Zaleskiej zawiera dwanaście rozmów z tłumaczkami i tłumaczami. W ostatnich latach częściej zaczęto mówić o ich pracy, choć wydaje się, że wciąż pozostają w cieniu autorów. Tymczasem, gdyby nie oni, nie poznalibyśmy tylu wspaniałych książek. Raczej niewiele jest osób, które mogą czytać w oryginale, szczerze im tego zazdroszczę. Książka Zaleskiej jest dla mnie fascynującym spojrzeniem na pracę tak wybitnych postaci, jak m.in. Ireneusz Kania, Małgorzata Łukasiewicz, Anna Wasilewska, Jan Gondowicz. Wymieniam tych czworo, bo przyznaję, że rozmowa z nimi sprawiła mi chyba największą radość. Małgorzatę Łukasiewicz znam ze wspaniałych przekładów W.G. Sebalda, którego proza w ostatnim czasie mnie zachwyciła. Ireneusz Kania to świetny rozmówca, poliglota; czytałam i mam "Muttavali. Wypisy z ksiąg starobuddyjskich" z jego znakomitymi komentarzami. Anna Wasilewska pasjonująco opowiada o dziejach "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Jana Potockiego. Z kolei Jan Gondowicz z humorem prowadził mnie po różnych ciekawostkach językowych. Zna, jak mówi, "jakieś sto tysięcy słów" i nie daje się zaskoczyć pytaniem o megaron czy robron. Czyta się te rozmowy, nie tylko te wyróżnione przeze mnie, jakby się podglądało trudną pracę, ale i zabawę z językiem. Poszukiwanie właściwych słów wymaga sięgania do najrozmaitszych słowników, często tych sprzed wieków, nie wszystko da się bowiem znaleźć w Internecie. Ciekawe są tytuły wywiadów, które trochę oddają stosunek rozmówców do przekładu, np. "Na huśtawce", "Czary-mary w języku", "Wyrywanie wątroby", "Co robi zdanie", "Tłumaczenie jest rozwiązywaniem krzyżówek". Bohaterowie rozmów często podkreślają potrzebę dbania o język. Jerzy Jarniewicz mówi: "Namysł nad językiem jest po prostu namysłem nad naszym byciem w świecie, to rewers i awers tej samej monety". Wiele tu pięknych i mądrych zdań, chciałoby się je zapamiętać. Polecam tę książkę, po niej z pewnością uważniej spojrzymy na nazwisko autorki czy autora przekładu czytanego przez nas utworu.
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 dni temu

Cytaty z książki Mit urody

Więcej

Jeśli "kobiecość" znaczyłaby kobiecą seksualność i urok, kobiety nigdy by jej nie traciły i nie musiały odkupywać. Jeśli odczuwamy przyjemność, wszystkie mamy "dobre" ciała. Nie musimy wydawać pieniędzy, chodzić głodne, zmagać się i uczyć, jak stać się zmysłowymi, zawsze byłybyśmy zmysłowe. Nie musimy wierzyć w to, że w jakiś sposób powinnyśmy zapracować na erotyczną troskę, zawsze na nią zasługujemy.

Jeśli "kobiecość" znaczyłaby kobiecą seksualność i urok, kobiety nigdy by jej nie traciły i nie musiały odkupywać. Jeśli odczuwamy przyjemno...

Rozwiń
Naomi Wolf Mit urody Zobacz więcej

Bądźmy bezwstydne. Bądźmy zachłanne. Szukajmy przyjemności. Unikajmy bólu. Ubierajmy, dotykajmy, jedzmy i pijmy to, na co mamy ochotę. Szanujmy wybory innych kobiet. Szukajmy takiego seksu, jakiego pragniemy i walczmy zaciekle przeciwko takiemu seksowi, jakiego nie chcemy. Znajdźmy swoje własne motywacje. A jeśli uda nam się przebić i zmienić zasady gry tak, by poczucie własnej urody nie mogło zostać zagrożone, wyśpiewajmy tę urodę, ubierzmy ją, afiszujmy się z nią, pokazujmy ją.

Bądźmy bezwstydne. Bądźmy zachłanne. Szukajmy przyjemności. Unikajmy bólu. Ubierajmy, dotykajmy, jedzmy i pijmy to, na co mamy ochotę. Szanu...

Rozwiń
Naomi Wolf Mit urody Zobacz więcej

Mit urody nie dba o to, jak wyglądamy, dopóki czujemy się brzydkie.

Mit urody nie dba o to, jak wyglądamy, dopóki czujemy się brzydkie.

Naomi Wolf Mit urody Zobacz więcej
Więcej