rozwiń zwiń

M. Mąż opatrznościowy

Okładka książki M. Mąż opatrznościowy
Antonio Scurati Wydawnictwo: Sonia Draga Seria: Opowieści o Mussolinim powieść historyczna
568 str. 9 godz. 28 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Opowieści o Mussolinim
Tytuł oryginału:
M. L’uomo della provvidenza
Data wydania:
2021-10-13
Data 1. wyd. pol.:
2021-10-13
Data 1. wydania:
2020-09-01
Liczba stron:
568
Czas czytania
9 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382301922
Tłumacz:
Alina Pawłowska-Zampino
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup M. Mąż opatrznościowy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki M. Mąż opatrznościowy

Średnia ocen
7,6 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1274
1053

Na półkach: ,

„Historii Duce ciąg dalszy…”

Druga część historii Mussoliniego opowiada o okresie od 1925 do 1932 roku. Faszyzm powoli zniewala cały kraj. Przestaje istnieć opozycja i demokracja. Jest tylko jedna racja – prawo Czarnych Koszul. Wkrótce i ono musi zostać podporządkowane woli Duce. Odtąd dyktator będzie stanowił prawo i będzie prawem.
Oprócz postaci Mussoliniego, przez karty powieści przewija się wiele innych osób. Ich spis i rolę zawarto na końcu książki.
Pisarz nadal trzyma się konwencji wyboru najważniejszych zdarzeń. Ich następstwo poprzedzają urywki z prasy, policyjne protokoły i raporty wywiadowców. Całość czytało mi się nieźle, choć włoska dusza autora pokusiła się o wiele przejaskrawionych dygresji. Za ich pomocą jeszcze dobitniej podkreślono ideologiczne zło jakim jest faszyzm.
Książka specyficzna i dobrze napisana. Dla osób ciekawych i chcących poznać mroczną stronę Italii w tamtych czasach. Trzeba tylko zaakceptować styl w jakim została napisana.
Mi się to udało i czekam na kolejne części...

„Historii Duce ciąg dalszy…”

Druga część historii Mussoliniego opowiada o okresie od 1925 do 1932 roku. Faszyzm powoli zniewala cały kraj. Przestaje istnieć opozycja i demokracja. Jest tylko jedna racja – prawo Czarnych Koszul. Wkrótce i ono musi zostać podporządkowane woli Duce. Odtąd dyktator będzie stanowił prawo i będzie prawem.
Oprócz postaci Mussoliniego, przez karty...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

125 użytkowników ma tytuł M. Mąż opatrznościowy na półkach głównych
  • 83
  • 40
  • 2
26 użytkowników ma tytuł M. Mąż opatrznościowy na półkach dodatkowych
  • 13
  • 6
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Antonio Scurati
Antonio Scurati
Wykłada na wydziale literatury współczesnej uniwersytetu Istituto Universitario di Lingue Moderne w Mediolanie. Przez wiele lat zajmował się badaniami nad językiem wojny i przemocy na uniwersytecie w Bergamo. Jest autorem artykułów wstępnych w „La Stampa” oraz licznych esejów. Jego powieść historyczna „Il rumore sordo della battaglia” została wyróżniona nagrodami: Kihlgren, Fregene i Chianciano. W 2005 r. jako autor powieści „Il sopravvissuto”, został laureatem nagrody literackiej Premio Campiello, a w 2008 r. otrzymał nagrodę Mondello za powieść „Una storia romantica”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Agent w terenie John le Carré
Agent w terenie
John le Carré
John Le Carré właśc. David John Moore Cornwell (1931 - 2020), były brytyjski agent MI6, to pisarz bardzo specyficzny. Jego powieści charakteryzuje piękna narracja, bardzo realistyczne oddanie specyfiki klimatu służb, miejsca i czasu, bez stosowania tanich chwytów z poradników na produkcję bestsellerów. Nie każdemu to pasuje – realizm jest czasem „nudny”. „Agent w terenie” to kolejne już moje spotkanie z prozą tego autora. Jak zwykle radosna twórczość naszych wydawców dała o sobie znać – polska edycja, co jest już normą, musiała otrzymać tytuł odmienny od oryginalnego („Agent Running in the Field„). Aż ciśnie się pytanie z lekcji języka polskiego ze szkoły podstawowej - Co geniusze mieli na myśli? No, ale jest jak jest, ponarzekać można. W kraju Zulu-Gula nie należy oczekiwać logiki w żadnej dziedzinie. Wybrałem wersję audio z głosem Adama Baumana i zacząłem słuchać. Jak zwykle fabuły nie będę zbytnio przybliżał, ale zdradzę, iż głównym bohaterem jest prawie emerytowany szpieg i to narzuca specyficzną perspektywę, z której widzimy rzeczywistość służb i polityki, nie tylko zresztą brytyjskich. Jest to też, ciekawe czy świadomy, czy nie, zabieg zbliżający treść książki do życiowego i zawodowego doświadczenia autora oraz jego prognoz na przyszłość. Świetnie się to czyta, narracja wciąga powoli, akcja też się powoli nakręca, bez pościgów, strzelanin i innych takich, choć z każdą chwilą staje się jasne, że stawką może być życie. A jeśli nie, to co najmniej dłuugie więzienie. W wymiarze indywidualnym oczywiście, bo w globalnym to sami wiecie – Królestwo, racja stanu, dobro powszechne, pokój i co tam jeszcze można wymyślić. No a zakończenie? Crème de la crème, choć mam na myśli nie ostatnie sceny, a zakończenie intrygi szpiegowskiej. Zwróciłem też uwagę, że bardzo mocno dostaje się zwolennikom brexitu, a jeszcze mocniej Trumpowi. Ponieważ zaś podobna sytuacja uderzyła mnie i w następnej powieści, po którą sięgnąłem, a o której niebawem, pochodzącej również spod pióra brytyjskiego pisarza, choć młodszego pokolenia, to zastanawia mnie, na ile to powszechne przekonania w UK i jak się one rozkładają w strukturze społecznej pod względem wykształcenia, majętności, wieku, itd. Jeśli chodzi o rekomendacje czytelnicze, to jestem jak najbardziej na tak i polecam gorąco każdemu. W szczególności zaś tym, którzy myślą o podjęciu prac w naszych służbach, lub zostania agentami służb obcych. „Agent Running in the Field„ jak niewiele innych książek unaocznia, jak skomplikowana stała się rzeczywistość służb w XXI wieku i jak łatwo dostać w plecy. I to z perspektywy Wielkiej Brytanii, kraju bądź co bądź o dużo większej niż Polska stabilności państwa oraz wszystkich jego organów, celów i priorytetów. Żal tylko, że Le Carré już niczego nie napisze… To przedostatnia powieść w jego dorobku...
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Człowiek, który kochał psy Leonardo Padura Fuentes
Człowiek, który kochał psy
Leonardo Padura Fuentes
Leonardo Padura Fuentes, kubański pisarz i dziennikarz, autor znanego w Polsce cyklu powieści kryminalnych które łączy postać głównego bohatera, porucznika hawańskiej Policji Mario Conde wydał w 2009 roku powieść, która z kryminałem nie ma nic wspólnego. Choć znajdziemy tu wiele elementów, które z powodzeniem mogłyby się tam znaleźć: zabójstwa, bezwzględność i brutalność, manipulacja na niespotykaną wręcz skalę, fałszerstwa, czy tworzenie fałszywych tożsamości. Bo historia, którą opowiada w „Człowieku, który kochał psy” wydarzyła się naprawdę. To historia wygnańca, jednego z głównych ideologów rewolucji bolszewickiej w Rosji, Lwa Dawidowicza Trockiego i jego zabójcy, hiszpańskiego komunisty, uczestnika wojny domowej w Hiszpanii Ramóna Mercadera. Autor, trzymając się dość wiernie faktów historycznych, wprowadzając do powieści wiele autentycznych postaci, przeplatając losy ofiary i jego kata, stworzył fascynującą opowieść o ludziach, dla których idea była ważniejsza niż własne życie. Lew Trocki, jeden z przywódców Rewolucji październikowej, twórca teorii permanentnej rewolucji, po śmierci Lenina zmuszony przez Stalina do opuszczenia bolszewickiej Rosji, wygnaniec, który tułał się po Europie i znalazł wreszcie schronienie w Meksyku, gdzie dosięgła go śmierć. I Ramón Mercader, fanatyczny hiszpański komunista, żołnierz armii republikańskiej podczas wojny domowej w Hiszpanii, zwerbowany przez sowietów zabójca. Ich losy przeplatają się nawzajem, tworząc niesamowity wręcz obraz czasów w jakim przyszło im żyć, czasów, gdy światowa rewolucja, która miała przynieść światu powszechną równość i sprawiedliwość zdawała się w zasięgu ręki. Autor ukazuje niektóre wydarzenia z podwójnej perspektywy, ofiary i kata, a na dodatek stosuje niewielkie przesunięcie w czasie, co zmusza czytelnika do wysiłku, lecz czyni opowiadaną historię zdecydowanie ciekawszą. Leonardo Padura przeplatając wątki swoich bohaterów, przywołuje obrazy rewolucyjnej Rosji, wojny domowej w Hiszpanii z lat 1936 – 1939 a nawet odnosi się do Kuby lat 70 i 90 ubiegłego wieku, tworząc epicką wręcz powieść. To świetna historia, która nie skupia się wyłącznie na sprawie zabójstwa. To opowieść o ludziach, których początkowa fascynacja ideą przemienia się w zaślepienie, o próbie wprowadzenia w życie utopii, która pochłonęła miliony ofiar a mimo to nadal przyciągała nowych zwolenników, o degeneracji idei, o manipulacji i o fałszowaniu historii na niespotykaną wręcz skalę. I o ludzkich nadziejach i ambicjach. To opowieść o historii i polityce ale też znakomita krytyka komunistycznej utopii.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 7 3 lata temu
M. Syn stulecia Antonio Scurati
M. Syn stulecia
Antonio Scurati
M. Syn stulecia to książka znakomita, imponująca rozmachem i przejmująco aktualna. Dawno już żadna pozycja z półki "literatura faktu" nie dała mi tyle do myślenia. Nie jest to jednak klasyczna biografia Mussoliniego. To literacki fresk obejmujący kilka kluczowych lat z życia twórcy faszyzmu: od końca I wojny światowej, przez brutalną drogę do władzy, aż po wstrząsające zabójstwo Giacomo Matteottiego, ostatniego opozycjonisty, który z ław włoskiego parlamentarnych opanowanych przez faszystów nie bał się wykrzyczeć słów protestu przeciwko dyktatorowi. Scurati nie tworzy pomnika czy oskarżycielskiego pamfletu. Przedstawiając opisy spotkań, wieców, wydarzeń rekonstruuje mechanizmy rodzącego się totalitaryzmu. Pokazuje, jak chaos powojennej rzeczywistości, lęk włoskiego społeczeństwa i polityczna krótkowzroczność otworzyły drogę człowiekowi, który początkowo wydawał się jedynie radykalnym publicystą. Gdyby nie słabość króla, oportunizm i podziały wśród elit, hasła Mussoliniego mogłyby pozostać jedynie marginalnym krzykiem. To właśnie pokazując bierność „elity władzy” okazały się współodpowiedzialne za nadciągającą katastrofę. Konstrukcja książki jest oparta na scenach spotkań, wieców, narad, przeplatanych autentycznymi cytatami bohaterów i fragmentami ówczesnej prasy. To wszystko nadaje książce niesłychaną dynamikę. Czytelnik ma wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, obserwuje je na miejscu, historia niemal dzieje się na naszych oczach. Choć pierwsza część (ponad 700 stron) momentami może wydać się wymagająca, druga połowa uderza z pełną siłą. Opis narastającej przemocy i bezkarności prowadzącej do morderstwa Matteottiego jest wstrząsający i na wskroś pouczający. Najbardziej przerażające jest jednak to, jak trafnie książka obnaża mechanizm manipulacji: jak łatwo porwać masy wielkimi hasłami, jak sprawnie przejąć instytucje państwa i jak szybko zdławić opór w imię „odnowy narodu”. W jednym z momentów Mussolini przyznaje, że faszyzm to „idea bez idei”. Mówi o tym, że to krytyka elit bez realnego programu. To zdanie brzmi niepokojąco współcześnie. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy bezrefleksyjnie ulegają radykalnym hasłom, ale również dla tych, którzy wierzą, że skrajność można oswoić, że wystarczy ją wysłuchać i włączyć do demokratycznej debaty. Historia pokazuje, jak złudne bywa to przekonanie. Z drugiej strony ciekawe, jak ta historia potoczyłaby się, gdyby w tamtych czasach istniał internet i media społecznościowe. Obawiam się, że tylko przyczyniłby się one do jeszcze większej popularności dyktatora, który i tak po przejęciu władzy jednym pociągnięciem elektronicznego pióra wprowadziłby ich cenzurę. Czytając Syna stulecia, trudno nie dostrzec analogii do niektórych dzisiejszych narracji politycznych. Jak blisko im do tamtych mrocznych czasów. Zdecydowanie zbyt blisko.
Paweł Pełka - awatar Paweł Pełka
oceniła na 9 1 miesiąc temu
Rada egipska Leonardo Sciascia
Rada egipska
Leonardo Sciascia
Powieść Leonardo Sciascii, „Rada egipska”, to wyrafinowana, choć momentami nużąca gra z historią, prawdą i kłamstwem. Autor, mistrz sycylijskiej prozy, przenosi nas do osiemnastowiecznego Palermo – miasta dusznego od intryg, kurzu i upału. Moja ocena to 6/10. To książka błyskotliwa intelektualnie, ale jako literatura piękna bywa zbyt sucha, przypominając bardziej traktat historyczny niż porywającą opowieść. Głównym bohaterem jest ksiądz Giuseppe Vella, maltański mnich i drobny oszust, który otrzymuje zadanie przetłumaczenia arabskiego kodeksu. Vella szybko orientuje się, że nikt w Palermo nie zna arabskiego na tyle dobrze, by go zweryfikować. Postanawia więc „stworzyć” historię na nowo. Fabrykuje tytułową „Radę egipską” – dokument, który podważa prawa własności sycylijskiej arystokracji na rzecz korony. W tym samym czasie śledzimy losy prawnika Francesca Paola Di Blasi, autentycznej postaci historycznej, który marzy o rewolucji i obaleniu tyranii. Sciascia zestawia te dwie postacie: cynicznego fałszerza Vellę, który kłamstwem chce zniszczyć stary porządek, oraz idealistę Di Blasi, który wierzy, że tylko prawda i wolność mogą zbawić Sycylię. Zacznijmy od dusznej atmosfery, która jest znakiem rozpoznawczym Sciascii. Palermo w tej powieści to labirynt pałaców, w których czas stanął w miejscu. Czytelnik czuje ciężar barokowych peruk, lepkość potu pod jedwabiami i moralny zaduch panujący wśród szlachty panicznie drżącej o swoje przywileje. To duszność systemu, który opiera się na pozorach i strachu przed jakąkolwiek zmianą. Najważniejsze wnioski i rady płynące z lektury to: Historia jest narzędziem władzy: Sciascia uczy nas, że dokumenty historyczne często służą bieżącej polityce, a granica między faktem a mistyfikacją jest umowna. Cena prawdy: Los Di Blasiego przypomina, że walka o sprawiedliwość w świecie zbudowanym na kłamstwie często kończy się tragicznie, ale jest niezbędna dla zachowania godności. Książka jest popisem erudycji, ale jej lektura bywa męcząca. Sciascia skupia się na filozoficznych aspektach fałszerstwa i strukturach władzy, co sprawia, że bohaterowie – poza Vellą – wydają się papierowi, będąc jedynie nośnikami idei. Brak tu emocjonalnego „mięsa”, które pozwoliłoby w pełni zaangażować się w losy postaci. To literatura dla koneserów, którzy przedkładają intelektualną łamigłówkę nad wartką akcję. „Rada egipska” to gorzka lekcja o tym, że historia bywa pisana piórem oszusta. Sciascia genialnie demaskuje mechanizmy manipulacji, ale robi to w sposób tak chłodny, że książka pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Gambit orangutana. Opowieść o polskich szachach Kasper Bajon
Gambit orangutana. Opowieść o polskich szachach
Kasper Bajon
„Motyw małpy grającej w szachy znany jest od bardzo dawna. Pojawia się w jednej z opowieści Księgi tysiąca i jednej nocy. Znajdziemy go w baśni O królewiczu zamienionym w małpę. Był popularny w ikonografii średniowiecznej i renesansowej. Mówiono, że Karol V miał małpę, która grała z nim w szachy, co więcej – zwyciężała. Książka o dworzaninie Baltazara Castiglionego, jak również Dworzanin polski Łukasza Górnickiego zawierają opowieści o małpie przy szachownicy”*. „Gambit orangutana” to opowiadanie o charakterze gawędziarskim. O szachach, ich historii, metafizyce, powiązaniach ze sztuką, a zwłaszcza muzyką, o szachistach i szachistkach, o czasach, o miejscach, o wydarzeniach, o małpach (czasem też Pigmejach) w ogrodach zoologicznych, o przekonaniach i domysłach autora na mnóstwo różnych kwestii. Stwierdzenie typu „nie wiadomo na pewno jak to było, ale prawdopodobne jest, że…” pojawia się w książce wielokrotnie. Ale też nie jest to pozycja ściśle naukowa czy dokumentarna, mimo rzetelnych odniesień do wielu źródeł. Kaspar Bajon snuje w niej swoją osobistą gawędę o świecie szachów, opowiada ciekawostki. „O godzinie jedenastej w miasteczku pojawili się chłopi z okolicznych wiosek. Kiedy Żydzi pchali wozy załadowane kamieniami od budynku poczty na ulicy Łomżyńskiej aż do mostku na rzece i z powrotem – oni rabowali ich domy. Wieczorem natomiast zaczęli mordować. Ludobójstwo trwało całą noc. Niemcy nie interweniowali, robili za to zdjęcia, zaskoczeni skalą bestialstwa. Żydom obcinano głowy. Dwudziestoczteroletnią Rachelę Niedźwiedzką, która była w ciąży, wyprowadzono z domu i nożem przecięto jej brzuch. Potem przyglądano się, jak umiera razem z dzieckiem na ulicy. Polakom przewodził niejaki Józef Wieczorek”*. Wydaje mi się, że ulubieńcami Bajona byli szachiści Akiba (albo Akiwa, bo literę bet można zapisać jako w lub b) Rubinstein i Ksawery Tartakower, polski szachista, który nigdy w Polsce nie mieszkał, ale takie to były czasy; w każdym razie ten, który żartobliwie stwierdził kiedyś, że pewnej sekwencji ruchów nauczył się od orangutana w zoo. Znakomici polscy szachiści często byli pochodzenia żydowskiego, więc i wspomnień o relacjach Żydów i Polaków zawarto w książce więcej. Także bardziej dramatyczne, jak to, które wyżej cytowałem. Sporo w książce zawarł autor osobistych przeżyć i wspomnień, na przykład o przyjacielu, którego nazywa Małpeczką. „Wiele czynników złożyło się na to, że Małpeczka znowu zaczął pić. W każdym razie gdy już się rozsznurował w Dębkach i w końcu dał w długą, to zatrzymał się dopiero po trzech tygodniach w Kocborowie. Stamtąd też do mnie zadzwonił i powiedział, że wszystko się popieprzyło i żebym jak najszybciej do niego przyjechał, bo być może lada dzień się wyhuśta. Podobno stan jego określono jako krytyczny, a on sam już nie ma sił do tego całego gówna, które potocznie zwie się życiem”*. Takie przerywniki jednym będą pewnie ułatwiały lekturę, innym wprost przeciwnie. Czy „Gambit orangutana” da się czytać bez znajomości gry w szachy? Umiejętność gry zdecydowanie nie jest niezbędna, także znajomość reguł i zasad, jeśli jednak ktoś kompletnie nie domyśla się, czego może dotyczyć zapis: skoczek z g1 na f3, to może być… trudniej. --- * Kasper Bajon, „Gambit orangutana”, wyd. Czarne, 2022, konwersja i produkcja e-booka: d2d.pl.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na 7 1 rok temu
Zaświaty. Opowieści o nieprzemijaniu Krzysztof Fedorowicz
Zaświaty. Opowieści o nieprzemijaniu
Krzysztof Fedorowicz
Przeczytałam i niewiele zostało mi w głowie. Krzysztof Fedorowicz pisze o rodach winiarzy zamieszkujących Grünberg in Schlesien (to obecna Zielona Góra) i okolice na przestrzeni kilku wieków - od XVII wieku do czasów pandemii XXI wieku. Dużo miejsca poświęca pagórkowatemu ukształtowaniu terenu, krajobrazom, winnicom, miejscowościom. Opisuje mozolną pracę w winnicach, przedstawia tajniki i magię uprawy oraz wytwarzania wina z różnych szczepów. Sięga do dramatycznych wydarzeń, mających miejsce na tych terenach, m.in. wojny trzydziestoletniej, procesów czarownic, emigracji prześladowanych Luteran do Australii (gdzie również uprawiali winorośl), nadejścia Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku. Są też pokazane przyjemniejsze momenty dziejów, takim przykładem może być opis barwnego korowodu na zakończenie sezonu winobrania z lat 20-30 XX wieku. A także wizyta berlińczyków latem 1827 roku w niemalże rajskich winnicach i dorodnych ogrodach, w których dojrzewały nawet morele i brzoskwinie. Autor posługuje się pięknym, poetyckim językiem, jednak nie zawsze zrozumiałym. Mam wrażenie, że pisze chaotycznie, skacze po problemach. Przytacza wiele historycznych wydarzeń, nazw i postaci, w dużej mierze mi obcych, często zmieniając tematy i plany czasowe. Trudno sobie wyobrazić opisywane ukształtowanie terenu, tym bardziej, że wiążą się z tym obcobrzmiące niemieckie nazwy. Nie byłam w stanie spamiętać i rozróżnić wszystkich pojawiających się postaci, tych historycznych i współczesnych oraz powiazań miedzy nimi. W książce pojawia się m. in. Goethe, Fryderyk Wielki, Hermina Reuss-Hohenzollern. Wielcy winiarze z XIX wieku to August Grempler i Friedrich Seydel. Trudno domyślić się czy istnieje współczesny August Grempler, czy to raczej jego duch jest wcielony w postać narratora. Wiedza i wrażliwość Autora imponują, ale nie przekłada się to na klarowność przekazu. Zabrakło mi tłumaczenia nazw niemieckich miejscowości jak np. Züllichau – Sulechów, Glogau – Głogów, Tirschtiegel - Trzciel, Schwiebus - Świebodzin, Trebchen – Trzebiechów itd., trafiają się tylko nieliczne z nich. Te same miasta Ziemi Lubuskiej w czasach powojennych występują już z polskimi nazwami. Na starych mapach w książce widać jak ogromne połacie terenu miasta zajmowały uprawy winorośli. Na pewno zostanie mi w oczach obraz pięknej, zielonej i żyznej krainy oraz jej złożonej historii. Trzeba tylko uruchomić wyobraźnię, wszystkie zamieszczone zdjęcia są czarno-białe. Moja opinia nie oddaje bogactwa i różnorodności treści i formy książki, dużo jest w niej wykorzystanych dokumentów z różnych lat, ale także czegoś w rodzaju onirycznych przeżyć, lęków, marzeń, kreacji i fantazji zrodzonych w twórczym umyśle Autora. Sama nie wybrałabym tej książki. Kiedy ją zaczęłam, zastanawiałam się czy w ogóle czytać. Na pewno nie jest to pozycja dla każdego. To dzieło ma liczne walory, ale jego lektura nie jest prosta. P.S. Książkę dzieli się na 5 części i w nich na krótkie rozdziały, opatrzone własnymi tytułami. Brakuje spisu treści, nie rozumiem, dlaczego go nie ma? Mógłby ułatwiać nawigację. Kilka cytatów: „Energia zebranych wtedy gron przekłada się na energię wina. Ta potem rozlewa się w ciele, sięgając komórek oddalonych od żył i słabo zasilanych przez naczynia krwionośne, więc wino nawadnia i użyźnia ciało” – s. 28 „…porównanie rzeźby terenu do budowli obronnych nie w smak Seydelowi, nie zna niczego, co aż tak stoi w sprzeczności z uprawą wina jak wojna. Wystarczy trosk, które niesie aura.” – s. 30 „Wino za barem hotelu przy Berliner Strasse 97 ma w sobie cały zmysłowy świat - owoce, lasy, olejki eteryczne, kwiaty, zioła. – s. 55 „…zabiegi agrotechniczne - a także zbiór i fermentację – należy podporządkować fazom Księżyca.” – s. 56 „Tak jak Wilhelm [Förster, niemiecki astronom] jest owocem Grünberga, Einstein Badenii-Wirtembergii, i tutaj potwierdza się teoria, że faszyzm nie wykiełkuje tam, gdzie rodzi się wino.” – s. 57 „Oszukiwać się nawzajem i sankcjonować oszustwo, którego pilnuje Bóg i diabeł - to chleb powszedni człowieka. Potrzeba fikcji triumfuje nad oczywistością. Adoracja tak zwanego Boga wywołuje zbrodnie.” – s. 74 „…wybór ogranicza. Decydując się lecieć z Berlina do Paryża August Grempler nie poleci do Rzymu albo Pragi. Dokonując wyboru określi się w przestrzeni. Tutaj albo tam. Pozostanie w miejscu też jest wyborem, ale – nazwijmy to – mniejszej szkodliwości. – s. 87-88 [Przed nadejściem Armii Czerwonej] „Z czterech tysięcy pozostałych [w Grünberg] ludzi pięciuset szarpnie się na własne życie.” – s. 137
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 6 1 rok temu
Centrala Europa William T. Vollmann
Centrala Europa
William T. Vollmann
Wieś, spacer, rzeka, lód. Wspomnienie. Skrzypienie butów na śniegu, który nie jest biały, nigdy nie był, tylko szary, cuchnący ropą i przesiąknięty krwią. Centrala Europa, upiorna partytura. Szalona, harmonijna, dysonansów pełna, zawsze intensywna. Jak twórczość Szostakowicza, któremu autor najwięcej stron poświęca. Popadł w niełaskę swą operą; któryś z wierchuszki imbecyl przyrównał jego muzykę do krakania wron. Mrok. Czytałem o tym w Zgiełku czasu, ale tu jest inaczej, ciekawiej; tragiczna figura, osaczona, w rozterkach i dylematach. I wybrzmiewa pięknie muzyka. Vollmann miłośnik Grobowca dla Borysa Dawidowicza rzeźbi piórem w czasie. Przeżywałem te historie mocno, jak na własnej skórze. Oniemiały. Jak tę Kurta Gersteina odpowiedzialnego za dostawy do obozów cyklonu B. Gdy próbował przekazać światu tę straszną wiedzę, spotkały go obojętność i niedowierzanie. Szpieg Pana Boga. Niepojęte. I wiele, wiele innych; złamanych życiorysów, ich stanów psychicznych w obliczu zagłady. Nie wracam raczej do tamtych czasów, zbytnio mnie to przygnębia, swoje zrobiła też szkoła, a może nie, bo dopiero na kartach tej prozy trafiłem pod Stalingrad, lodowate piekło, sen wariata. Poznałem Paulusa i Własowa. I jeszcze Käthe Kollwitz i jej niesamowita sztuka - żałoba, śmierć, ubóstwo, praca, miłość i macierzyństwo - naturalistyczna, szokująca. Jest zimno i w tej książce tak bardzo, wszystko, nazistowskie bunkry, ulice Petersburga, wiosna, odbicia w lustrach i pocałunki. Autor tka z niejednorodnych nici: dokumentów, pamiętników, wyobrażeń, frontowych majaków, podsłuchanych rozmów telefonicznych w Centrali. Zmienne perspektywy, nielinearność i strumień świadomości. Bogactwo literackie, prawdziwe odkrycie. Złożony, wielowarstwowy portret chorej epoki. Zło się przelało. Czytałem ją zaraz jak u nas wydano, pierwszy w bibliotece, wchłonąłem za szybko. Więc pamięć zawodzi, choć wiele obrazów tkwi nadal we mnie żywych. Najlepiej czytać w zimie, bo czy istniała w historii inna pora roku?
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 1 rok temu
Ostatnia podróż Winterberga Jaroslav Rudiš
Ostatnia podróż Winterberga
Jaroslav Rudiš
Trochę to będzie impresja z podróży, trochę opis wrażeń po lekturze. Zabrałem bowiem Rudiša na wakacyjną wyprawę i ku mojemu zaskoczeniu jej część pokrywała się z trasą, jaką odbyli bohater „Podróży” oraz jej inicjator – pocieszny, choć niekiedy temperamenty wielbiciel historii, tytułowy Winterberg. Choć potężnych rozmiarów księga okazała się mało praktyczna (być może w pociągu lepiej by się sprawdziła), przenosiła mnie z miejsca na miejsce szybciej niż rozpędzony samochód produkcji niemieckiej. Czechy, Austria, Słowenia i Włochy wreszcie (z Triestem włącznie!) przemykały za oknami, a ja, urzeczony opowieścią i pogonią za utraconą miłością, dałem się jej ponieść i porwać. Co noc inne miasto, inne łóżko, smutne, smutne, ale jest coś, co wszystko to łączy. "Podróż" to gigantycznych rozmiarów pigułka, esencja, wyciąg z Europy Środkowej i historii, która ją tyle już razy przemieliła, wypluwała i sklejała przez wieki całe!, aż ulepiła to, co kiedyś było CK Austrią, a późnej rozpadło się z hukiem. To przestrzeń zaorana wojnami – „to jedna wilgotna, głęboka mogiła”, cmentarzysko historii, po którym wszyscy chodzimy. Nie dziwmy się zatem, że Winterberg ma napady historii (które serdecznie wszystkim zaleca), a poszczególne wydarzenia „przenikają jego serce” – trudno ich uniknąć, jeśli zda się sprawę z tego, po czym się stąpa. My zaś jesteśmy nieco jak Jan Kraus – początkowo wątpimy w poczytalność wiekowego staruszka (skądinąd cudownie postawionego na nogi przez Jana pielęgniarza), by po jakimś czasie zrozumieć jego przenikliwość i umiejętność obserwacji płynącego czasu. Wentzel nieustannie się powtarza („beautiful landscape of battlefields cemeteries and ruins”, "kultowe" wątki spopielarni czy tajemniczy "cornus sanguinea"), jest jak niezdzierająca się płyta, której nie da się zatrzymać (kiedy ma "napad historii" - mówi, płynie, odlatuje i nic ani nikt nie może na to poradzić; trzeba milczeć i pokornie go słuchać), a swe opowieści zaczyna (i kończy) w najmniej oczekiwanych momentach. Z nieodzownym bedekerem w ręku (szukam takiego!), który jest jak magiczny wehikuł czasu, ogorzały od emocji i wspomnień opowiada o świecie, który widnieje tylko na kartkach przewodnika, po czym niezapowiedzianie zasypia. A przecież każda nowa kolejowa stacja, każdy hotel czy gospoda to próba stawienia czoła upływowi czasu. Ten zaś jest nieprzenikniony i ciągle płynie, skubany. Ściera najtrwalszy kamień, czymże zatem jest wspomnienie, kim jest dla niego jeden poszukujący szczęścia człowiek, czym prawdziwa miłość, a czym odkupienie win? „Piękna”- to chyba najpełniejsze słowo, które opisuje tę książkę. Bo wypełniona jest nie tylko „czeskim poczuciem humoru”, które najpełniej objawia się przy kuflu piwa, ale hipnotyczną gawędą o ludzkim życiu i o tym, co kształtuje nasze serca i dusze. Rudiš nie ucieka od przeszłości, ona wypełnia każdą przestrzeń powieści, jest z nią sprzężona tak samo mocno, jak los, który nas z nią wiąże, nieuświadomionych mieszkańców Europy. To także ballada o męskiej, trudnej przyjaźni, o kobietach i ich wielbieniu, dobrym posiłku przed snem, śniadaniach i wygodnych pokojach hotelowych. Rudiš dorzuca podróżowanie koleją, którą ukochał ponad życie i która sama w sobie jest opowieścią. Na koniec pozostaje mi przypomnieć, że trzeba na wszystko patrzeć przez pryzmat historii. Polecam. „Tak, tak, smutne, smutne, czy to nie piękne, że tu jesteśmy?” Przekład Małgorzaty Gralińskiej, okładka: Wojtek Świerdzewski
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Mag z Kremla Giuliano da Empoli
Mag z Kremla
Giuliano da Empoli
🏰🪄 Władza nie rządzi. Władza reżyseruje. 🪄🏰 🎭 Gatunek: polityczna parabola / powieść-esej / thriller idei
 🌡️ Nastrój: chłód gabinetów + ironia + rosnący egzystencjalny cień
 🎧 Tryb czytania: porcjami (krótka forma, wysoka gęstość)
 ⭐ Ocena redakcyjna: 8/10 — mocna diagnoza mechanizmów, finał zostawia otwarte pytanie o przyszłość człowieka 🧠 O czym to jest 🧠
 To opowieść o tym, jak władza w XXI wieku coraz rzadziej „rządzi” w klasycznym sensie, a coraz częściej projektuje rzeczywistość: zarządza emocją, uwagą, konfliktem i narracją. „Mag” (doradca, architekt politycznej opowieści) staje się figurą człowieka, który nie tyle tworzy prawdę, co ustawia światło — tak, by tłum widział dokładnie to, co ma zobaczyć. 🧩 Jak to działa literacko 🧩
 🔹 Krótko i gęsto: książka idzie zdaniami „na ostro” — ma tempo anegdoty, ale ciężar eseju
 🔹 Parabola zamiast reportażu: realność jest tu surowcem, nie celem; ważniejszy jest mechanizm niż kronika
 🔹 Bohater jako soczewka: postacie często niosą idee; psychologia bywa podporządkowana diagnozie
 🔹 Styl: elegancki, oszczędny, z ironią — bez publicystyki wprost, raczej z chłodnym uśmiechem ⚙️ Najmocniejszy temat ⚙️
 Książka pokazuje, że kluczowe zasoby współczesnej polityki to:
 🔹 uwaga — co widzisz i jak długo
 🔹 emocja — co czujesz, zanim zdążysz pomyśleć
 🔹 narracja — w jakiej opowieści umieszczasz fakty W tym układzie przyzwoitość nie znika nagle — ona przesuwa się:
 🔹 z relacji międzyludzkich w procedury
 🔹 z sumienia w „skuteczność”
 🔹 z etyki w PR. I to przesunięcie jest jednym z najcelniejszych spostrzeżeń książki. 🧠 Finał: pytanie o człowieczeństwo 🧠
 Końcowa puenta wychodzi poza politykę. Pada sugestia, że horyzontem epoki może być coś, co przypomina nową eschatologię: wizję „zbawienia” przez technikę. Nie chodzi o proste „maszyny nas pokonają”, tylko o ideę bardziej niepokojącą:
 🔹 człowiek może zacząć wolać porządek i przewidywalność systemu od własnej niejednoznaczności
 🔹 „mechaniczna inteligencja” może stać się atrakcyjna jako byt „czystszy” — pozbawiony ludzkich pęknięć
 🔹 w konsekwencji człowiek przestanie być „ostatnim ogniwem” i stanie się etapem przejściowym. To zakończenie nie domyka tezy moralizowaniem. Zostawia pytanie: czy oddanie odpowiedzialności maszynie będzie postępem… czy elegancką formą rezygnacji z człowieczeństwa? ✅ Atuty ✅
 🔹 Błyskotliwa diagnoza mechanizmów władzy i narracji
 🔹 Świetne tempo przy dużej gęstości treści
 🔹 Uniwersalność: „laboratorium” polityczne staje się metaforą epoki
 🔹 Mocny finał — filozoficzny, a nie publicystyczny ⚠️ Ograniczenia ⚠️
 🔸 To bardziej powieść-esej niż klasyczny thriller: fabuła jest narzędziem, nie celem
 🔸 Postacie bywają symboliczne, chwilami „w służbie tezy”
 🔸 Styl bywa zbyt elegancki jak na brud tematu — dla części czytelników to zaleta, dla innych dystans 🧷 CLUE 🧷
 „Mag z Kremla” to krótka, precyzyjna mapa: jak władza robi dziś świat — i dlaczego człowiek może w końcu sam zapragnąć, żeby ktoś (albo coś) zrobiło go za niego.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na 8 2 miesiące temu
Dwa razy czerwiec Martín Kohan
Dwa razy czerwiec
Martín Kohan
Męska fascynacja piłką nożną w Argentynie wykracza poza ramy zwykłego sportu; to niemal religia, która potrafi przesłonić najbardziej brutalną rzeczywistość. W powieści Martína Kohana „Dwa razy czerwiec” ten narodowy obłęd staje się genialną, a zarazem przerażającą metaforą znieczulicy. Autor zabiera nas do roku 1978, kiedy Argentyna celebruje Mistrzostwa Świata, podczas gdy w piwnicach nieopodal stadionów junta wojskowa torturuje i morduje własnych obywateli. To gęsta, duszna proza, którą oceniam na 7/10 za jej precyzyjną, kliniczną niemal surowość. Geometria posłuszeństwa Głównym bohaterem jest młody poborowy, szofer lekarza wojskowego, który uczestniczy w przesłuchaniach. Kohan nie epatuje opisami tortur; zamiast tego skupia się na obsesyjnej dbałości bohatera o detale, liczby i regulaminy. Dla niego świat jest policzalny i uporządkowany – fascynuje go skuteczność formacji na boisku oraz precyzja wojskowej hierarchii. Ta „geometria posłuszeństwa” sprawia, że bohater staje się trybikiem w maszynie zbrodni, nie czując przy tym nienawiści, a jedynie chłodną satysfakcję z dobrze wykonanego zadania. Piłka nożna służy tu jako idealny zagłuszacz sumienia; ryk tłumu na trybunach zagłusza krzyki z katowni. Konstrukcja powieści opiera się na dwóch datach: czerwcu 1978 i czerwcu 1982 roku (czas wojny o Falklandy). Kohan pokazuje ewolucję argentyńskiego upadku – od euforycznego zwycięstwa na boisku, które legitymizowało dyktaturę, po militarną i moralną klęskę. Autor stawia bolesne pytanie o granice odpowiedzialności jednostki, która „tylko wykonuje rozkazy” i „tylko kibicuje”. „Dwa razy czerwiec” to książka krótka, ale zostawiająca trwały ślad. Jej siła tkwi w niedopowiedzeniu i oszczędnym stylu, który oddaje emocjonalną pustkę oprawców. Choć momentami jej matematyczna wręcz suchość może dystansować czytelnika, jest to zabieg celowy i niezwykle skuteczny. To ważna lektura o tym, jak wielkie emocje sportowe mogą zostać wykorzystane do maskowania największych niegodziwości. Kohan udowadnia, że najstraszniejszy potwór to nie ten, który krzyczy, ale ten, który z uśmiechem sprawdza wynik meczu, ignorując krew na własnych rękach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 10 dni temu

Cytaty z książki M. Mąż opatrznościowy

Więcej
Antonio Scurati M. Mąż opatrznościowy Zobacz więcej
Antonio Scurati M. Mąż opatrznościowy Zobacz więcej
Antonio Scurati M. Mąż opatrznościowy Zobacz więcej
Więcej